wtorek, 8 grudnia 2015

Dary "starożytnych kosmitów" dla Indian?

Czy kosmici ucywilizowali ludzkość? Zwolennicy teorii o "bogach z kosmosu" od lat szukają odpowiedzi na to pytanie w mitach i przekazach kultur starożytnego Wschodu. Tymczasem dowody znajdują się po drugiej stronie oceanu, a znaleźć je można… na polach uprawnych.


Dary "starożytnych kosmitów" dla Indian? Foto: Shutterstock

Teoria o prakontakcie ludzi z kosmitami mówi, że u zarania dziejów przybysze z kosmosu odwiedzili naszą planetę i rozpoczęli żmudny proces cywilizowania Homo sapiens. Podania o dobrodziejach z nieba, którzy nauczyli człowieka uprawy roli, rzemiosła, pisma i podstaw nauk pojawiają się w mitologiach z różnych stron świata. W Sumerze rolę taką pełnił Oannes - pół-człowiek, pół-ryba, w Egipcie Thot, a w Ameryce Środkowej Quetzalcoatl - Pierzasty Wąż.
REKLAMA
"Bogowie" dzielili się z ludźmi głównie wiedzą i nie pozostawili po sobie żadnych rozpoznawalnych wytworów techniki, choć jest to kwestia sporna. Zwolennicy teorii o prakontakcie sugerują, że przybysze jeden ze swoich "wynalazków" mogli podarować prymitywnym Indianom z Ameryki Środkowej. Była to… kukurydza - najbardziej tajemnicza roślina w dziejach botaniki. To jednak nie wszystko, bo równie praktyczny prezent przekazali mieszkańcom jałowej Doliny Amazonki. Była nim zagadkowa terra preta…
Geniusze z lasu deszczowego
Pod tym tajemniczym terminem wywodzącym się z języka portugalskiego kryje się "amazoński czarnoziem" - żyzna gleba występująca w centralnej części Amazonii, a miejscami także w Peru i Ekwadorze. To ciemnobrunatna ziemia o wysokiej zawartości węgla drzewnego oraz… odpadków. Z tych drugich najwięcej jest w niej fragmentów ceramiki i szczątków zwierząt. Mimo to terra preta doskonale nadaje się pod uprawę ziemniaków, batatów, pomidorów, cytrusów, kukurydzy i czego tylko dusza zapragnie.
Tylko co wspólnego ze "starożytnymi kosmitami" ma rolnictwo w Ameryce Południowej?
Odpowiedź może zaskoczyć. Otóż terra preta nie jest glebą naturalną. Dobrego porównania użył chemik Bruno Glaser, nazywając ją "czymś, co nie powinno istnieć". Tymczasem czarnoziem nie dość, że istnieje, to jeszcze od wieków idealnie sprawdza się w praktyce.
Pola terra preta ("czarnej ziemi") lub terra preta de indio ("indiańskiej czarnej ziemi") są niemałe, a ich średnia powierzchnia wynosi 20 ha. Warstwa czarnoziemu sięga na nich zaledwie pół metra w głąb ziemi, choć w niektórych miejscach głęboka jest na 2-3 m. Gleba ta jest dużo wydajniejsza od innych amazońskich ziem - kwaśnych acrisoli i ferrasoli - ubogich w próchnicę i wyjałowionych przez obfite opady. Terra preta ugoruje zaledwie kilka miesięcy, choć według badacza Jamesa B. Petersena w okolicach Açutuba znajduje się jej pole uprawiane nieustannie od 40 lat.
Z istnienia terra preta zdano sobie sprawę względnie niedawno, bo pod koniec XIX w. i od tamtego czasu uczeni zastanawiają się nad pochodzeniem tych "oaz żyzności" w nieprzyjaznym lesie deszczowym. Jedna z wczesnych hipotez sugerowała, że są to "plamy" pyłu wulkanicznego, ale badania składu czarnoziemu po II wojnie wykazały, że jest on… dziełem człowieka. I to genialnym.
Terra preta zachowuje się bowiem jak nieustannie regenerujący się organizm, który doskonale magazynuje wartości odżywcze. Co najciekawsze, obecne stanowiska pochodzą z okresu V-IX w. n.e. i są dziełem dawnych pokoleń Indian. Okazuje się również, że w okresie prekolumbijskim Amazonia - dzisiaj dzika i rzadko zaludniona, wypełniona była osadami rolniczymi wyrosłymi na czarnoziemie. Opisywał je w swoich relacjach konkwistador Francisco de Orellana, który w XVI w. wędrował wzdłuż Amazonki, poszukując legendarnego El Dorado. Niedługo potem z bliżej nieznanych powodów wielkie rolnicze osady Indian upadły i pochłonęła je "dżungla". Dziś regularnie natrafia się na ich ślady w miejscach, gdzie wykarczowano las deszczowy, a jedne z największych połaci terra preta znaleziono na równinie Llano de Moxos w północnej Boliwii.
Pozostaje pytanie, kto nauczył ludzi tej zadziwiającej i ponadczasowej techniki uprawy roli? Sekret terra preta zdaniem ekspertów tkwi w jej prostocie - to zwykła ziemia zmieszana z niedopalonym węglem drzewnym i odpadami organicznymi wspomaganymi przez bakterie i grzyby. Wrażenie robi też obszar przekształcony przez prymitywnych Indian amazońskich na czarnoziem, który wedle niektórych szacunków ma powierzchnię równą dwóm Polskom.
Kukurydza - dar bogów
Terra preta to niewątpliwie zadziwiający wynalazek. To samo można powiedzieć o kukurydzy - podstawie wyżywienia cywilizacji prekolumbijskich i jednym z najważniejszych zbóż dzisiejszego świata. Słowo "wynalazek" jest tu jak najbardziej na miejscu. Philip Coppens - znany pisarz i publicysta z dziedziny historii zakazanej nazwał tę roślinę "najdonioślejszym osiągnięciem człowieka w dziedzinie inżynierii genetycznej". Dlaczego?
Pochodzenie kukurydzy znika we mgle dziejów. Według ustaleń archeologów i botaników, pierwsze ślady jej spożycia przez człowieka pochodzą z IV tysiąclecia p.n.e. z terenów stanu Oaxaca (Meksyk), skąd roślina wywędrowała potem dalej na południe. Najnowsze badania przeprowadzone przez specjalistów z University of Wisconsin sugerują jednak, że kukurydzę zaczęto uprawiać już 9 tys. lat temu.
Ponieważ złote ziarna towarzyszyły ludom prekolumbijskim od zawsze, będąc podstawą ich wyżywienia, nie dziwi, dlaczego zboże to otaczał kult. Majowie wierzyli na przykład, że bogowie ulepili człowieka z ciasta z mąki kukurydzianej zmieszanej z krwią. Jak wspomina "Popol Vuh" (XVI w.) - kronika majańskiego ludu Kicze, ojczyzną rośliny miał być obszar zwany Paxil. Rosła tam ona pierwotnie do czasu, aż leśne zwierzęta powiedziały o niej człowiekowi. Z kolei według innej wersji kukurydzę miał przynieść ze świętej góry Tonocatepetl bóg Quetzalcoatl.
Niemal mistyczny związek ludów prekolumbijskich z kukurydzą nie wziął się znikąd. Ludzie byli zależni od kukurydzy, a ona od ludzi. Roślina ze względu na swą budowę nie może sama się rozsiewać - człowiek musi wydobywać nasiona z kolb i je sadzić.
Przez dekady pochodzenie kukurydzy było jedną z największych zagadek botaniki, tym bardziej, że okazało się, iż zboże to… nie ma najwyraźniej żadnego bezpośredniego dzikiego przodka. Innymi słowy wyglądało to tak, jakby kukurydza pewnego dnia po prostu pojawiła się na Ziemi albo rzeczywiście została podarowana mieszkańcom Ameryki Środkowej przez bogów.
Współcześnie część botaników uznaje, że przodkowie kukurydzy wymarli albo wciąż czekają na zidentyfikowanie. W pierwszej połowie XX w. pojawiła się jednak mocna hipoteza, że zboże wyhodowano z dzikiej meksykańskiej trawy teosinte wypuszczającej chude kłosy ze "sznurami" nasion w twardych skorupkach. Nie przypomina ona jednak kukurydzy, a raczej ryż.
W latach 30. wybuchł nawet gorący spór między genetykiem Georgem W. Beadlem (późniejszym noblistą) a Paulem C. Mangelsdorfem. Ten pierwszy twierdził, że kukurydza pochodzi od teosinte i że zdołał nawet skrzyżować obie rośliny. Drugi uczony uznał to za bzdurę, twierdząc, że jest ona hybrydą między pewną wymarłą rośliną a dzikimi trawami z rodzaju Tripsacum. Przez kolejne lata pojawiały się argumenty to za jedną, to za drugą hipotezą. Ostatnio John Doebley z University of Wisconsin potwierdził wniosek Beadle’a, jednak nadal nie wiadomo, w jaki sposób przed tysiącleciami udało się przekształcić strączki w kolby.
Nauka nie umie wybrnąć z tego problemu. Coppens cytował nawet opinię biolog Niny Fedoroff, która stwierdziła, że gdyby dziś jakiemuś uczonemu udało się przekształcić teosinte w kukurydzę, przyniosłoby mu to Nagrodę Nobla (jeśli wcześniej ekolodzy nie zamknęliby jego laboratorium za śmiałe modyfikacje genetyczne).
W innym świetle problem ten ukazał "New York Times", pisząc przed kilkoma laty o przedłużającym się poszukiwaniu "korzeni" kukurydzy:
"Najbardziej zadziwiający aspekt jej historii wiąże się z możliwościami rolników sprzed 9 tys. lat. Ludzie ci żyli w grupkach i sezonowo zmieniali miejsce zamieszkania. Byli jednak w stanie przekształcić dziwną trawę w wysokowydajne i łatwe w uprawie zboże. Proces udomowienia musiał odbywać się wieloetapowo, był rozłożony w czasie, a w jego toku poddawano modyfikacji wiele różnych cech rośliny".
Opinia ta sugeruje, że przed tysiącami lat w Ameryce Środkowej żyli inżynierowie genetyczni bez dyplomów, którzy "na oko", w kontrolowanym chyba wyłącznie intuicją procesie, tworzyli pokolenie po pokoleniu wspaniały wynalazek, z którego dziś powstają chrupki, płatki i pasza dla zwierząt.
Czy niecywilizowani ludzie, nieznający jeszcze koła ani metalu, byliby w stanie osiągnąć coś takiego i czy można posądzać ich o tak dalekosiężne wizjonerstwo? A może Indian, zarówno w przypadku kukurydzy, jak i terra preta wiódł za rękę ktoś dużo lepiej rozwinięty?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz