poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wrzesień 2015


Wrzesień 2015

[poniższy klip jest tylko w wersji angielskiej, ale pozostałe materiały są po polsku]

https://www.youtube.com/watch?v=1XA1soP7CO0&feature=player_embedded


Od wielu miesięcy programiści administratorów naszej planety wprowadzają w sieć naszych świadomości przekonanie o nieuchronnym krachu - za chwilę, we wrześniu 2015, a może nawet 23 września 2015... Yes, jak co roku, jak za każdym razem, kiedy ten temat odżywa...
Internet kipi od spekulacji. Zapowiedzi ekonomicznego krachu dobiegają z każdej strony. Dobiegały już od lat, ale teraz jest okazja, żeby je podpiąć pod konkretny termin. Więc przede wszystkim wszędzie pojawia się powszechnie powtarzana wiadomość, że większość banków to bankruci. W zasadzie słyszymy to już od miesięcy i jest to tajemnicą Poliszynela. Od miesięcy obserwujemy też wycofywanie się zachodnich banków komercyjnych z Polski i z całej Europy wschodniej. I z pewnością nie chodzi tu o nas, ani o jakieś wydarzenia, które miałyby zagrozić placówkom tych banków u nas - chodzi o zwarcie szeregów bankowych, o dramatyczne ukrócenie kosztów, o przetasowanie własności - część banków wykupuje drugą cześć banków - i chodzi o coś jeszcze, ale to jest na razie temat nie do końca ujawniony.

Komentatorzy mają znów swoje 5 minut.

Gerald Celente - znany komentator i prognostyk trendów rynkowych i ekonomicznych - w dodatku raczej związany z alternatywą, niż z mainstreamem - opublikował na początku sierpnia swoją prognozę, w której zapowiada krach ekonomiczny na wrzesień 2015. Mam co do tej publikacji mieszane uczucia, albowiem znam wiele apokaliptycznych zapowiedzi Geralda, które się nie spełniły, albo też się spełniły zupełnie w innym czasie, ale... znana też jest jego trafna zapowiedź paniki na rynkach finansowych w roku 1998 i 2008. Więc... who knows? Ponieważ każde jego wystąpienie zapowiada krach, to zapewne niektóre się sprawdzają...

Weiss Research - bardzo renomowana (tym razem całkiem nie alternatywna) firma doradcza, konsultingowa i prognostyczna ujawniła zapis rozmowy pomiędzy swoim dyrektorem ds badań Mike Burnickiem oraz głównym analitykiem  Larry Edelsonem, w której ten ostatni mówi:

"On October 7, 2015, the first economic supercycle since 1929 will trigger a global financial crisis of epic proportions. It will bring Europe, Japan and the Uni  ted States to their knees, sending nearly one billion human beings on a roller-coaster ride through hell for the next five years. A ride like no generation has ever seen. I am 100% confident it will hit within the next few months.”

[7 października 2015 {domknie się} pierwszy od 1929 roku ekonomiczny supercykl, który pociągnie za sobą globalny finansowy kryzys na niespotykaną skalę. Powali on na kolana Europę, Japonię i USA wsadzając miliard ludzi na roller-coastera wprost do piekła na najbliższych 5 lat. I będzie to "przejażdżka" jakiej nie doświadczyło dotąd żadne pokolenie. Jestem pewien na 100%, że to wydarzy się w najbliższych miesiącach.]
16 i 17 września 2015 odbędzie się też Federal Open Market Committee (FOMC) - "egzekutywa" (używając terminologii z czasów komunizmu) Federal Reserve w USA. Niektórzy obawiają się, że  Janet Yellen która stoi na czele FED może tego dnia ogłosić podwyżkę stóp procentowych pierwszą od lat, co może stać się zalążkiem lawiny ekonomicznej.

Zapowiadana wizyta Papieża w USA może mieć trudne do przewidzenia konsekwencje. Ma on wziąć udział w jubileuszowej 70 sesji Zgromadzenia Narodów Zjednoczonych, gdzie ma się odbyć głosowanie nad uznaniem Palestyny jako niezależnego Państwa. Jeżeli tak się stanie, kilkadziesiąt lat światowego terroru Izraela zakończy się porażką. Jerozolima zostanie podzielona na dwie części - palestyńską o izraelską i... któż wie co się stanie? Jubileuszowa sesja jest zaplanowana na 15 września 2015.

Papież Franciszek już wykonał kilka gestów w stronę Palestyny - między innymi podpisana już jest umowa sankcjonująca działalność kościoła katolickiego na terenach Palestyny. Papież w ogóle okazał się głosem sumienia w sprawie tego mordowanego od kilkudziesięciu lat przez państwo Izrael na oczach całego świata maleńkiego państwa Palestyńczyków.

13 września 2015 kończy się też Shemitah - rok szabatowy według tradycji judaizmu (w spolszczonej wersji nazywa się on Szmita. Wikipedia do której link tutaj zamieszczam opisuje reguły Szmity dość dokładnie, ale, co zabawne, nigdzie nie przywołuje żadnej daty. A daty są ciekawe, albowiem to właśnie 13 września 2015 kończy się rok Szmity. Co ze sobą niesie rok Szmity? Cóż, same ciekawostki:

"1 Pod koniec siódmego roku przeprowadzisz darowanie długów. 2 Na tym będzie polegało darowanie długów: każdy wierzyciel daruje pożyczkę udzieloną bliźniemu, nie będzie się domagał zwrotu od bliźniego lub swego brata, ponieważ ogłoszone jest darowanie ku czci Pana"

Brzmi obiecująco, ale... nie dla wszystkich!
"3 Od obcego możesz się domagać zwrotu, lecz co ci się należy od brata, daruje twa ręka." Ach, więc jednak swoi i obcy... Cóż, linia podziału jest mocno nakreślona!
(Stary Testament, Księga Powtórzonego Prawa, (http://www.biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=225&werset1=1&werset2=6#W1)

Ale Szmita to nie wszystko.
"Policzysz sobie siedem lat szabatowych, to jest siedem razy po siedem lat, tak że czas siedmiu lat szabatowych będzie obejmował czterdzieści dziewięć lat. Dziesiątego dnia, siódmego miesiąca zatrąbisz w róg. W Dniu Przebłagania zatrąbicie w róg w całej waszej ziemi. Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz – każdy z was powróci do swej własności i każdy powróci do swego rodu."
Otóż 23 września 2015 rozpoczyna się rok jubileuszowy. Raz na 50 lat. Rok uwolnienia niewolników.. Słowo Szmita (Shemitah) oznacza "upadek, wstrząs". Posłuchaj co rabin Jonathan Cahnem ma na ten temat do powiedzenia (kwestia rabina zaczyna się od 1:50). Rabin twierdzi, że w każdym z lat Szmity rozpoczynały się kryzysy i wstrząsy. Klip ma polskie napisy, więc w sprawie szczegółów odsyłam Cię do jego treści.


 https://www.youtube.com/watch?v=ajff5nfgmto&feature=player_embedded

Oczywiście do tematu września 2015 dochodzi wątek 4 krwawych Księżyców - ich seria zaczęła się 15 kwietnia 2014, następne miały miejsce 8 października 2014, 4 kwietnia 2015 i ostatni z nich będzie miał miejsce 28 września 2015... Niektórzy oczekują tej daty jako daty biblijnego "pochwycenia"...
Blood moons

23 września 2015 to także Muzułmańskie Święto Ofiarowania Id al-Adha. To dzień rytualnego mordu setek tysięcy zwierząt, z czym ja osobiście nie potrafię się pogodzić. Ale święto to odnosi się do ludzkiej ofiary - kiedy to Ibrahim (Abraham) w akcie posłuszeństwu wobec Boga (????) miał złożyć we ofierze swojego syna Ismaila (Izmaela). Ponoć Allah go powstrzymał, więc od tego czasu co roku Muzułmanie składają krwawe ofiary w podzięce. Cóż, dla mnie ta logika jest nie do pojęcia, ale... święto przypada ma 23 września 2015.

Teraz trochę z mniej biblijnej perspektywy. W USA od połowy lipca 2015 trwają wielkie ćwiczenia wojska, różnych służb i obrony cywilnej - Jade Helm 2015 (Jadeitowy Hełm). Żadne trgo typu ćwiczenia nie przyciągnęły tyle uwagi i strachu opinii publicznej w USA, co te właśnie. Obawiano się wprowadzenia stanu wojennego na terenie południowych stanów Ameryki. Obawiano się ogłoszenia kompletnego zawieszenia i tak już nielicznych praw obywatelskich w USA. Ćwiczenia Jade Helm trawją. Mają się zakończyć 15 września 2015...

13 maja 2014 r. francuski minister spraw zagranicznych Laurent Fabius wygłosił dość zaskakujące oświadczenie:„Jak powiedziałem, zostało nam 500 dni by uniknąć chaosu klimatycznego". 500 dni kończy się 23 września 2015...

I tak dalej i tak dalej i tak dalej. Więc o co chodzi z tym wrześniem 2015?

O trzy rzeczy co najmniej:
Po pierwsze, byśmy pracowali, pracowali i pracowali, albowiem praca uczyni nas wolnymi, a przede wszystkim zgromadzimy jak najwięcej dóbr, które za chwile mogą być już niedostępne, albowiem, jak mawiali niektórzy bohaterowie "Gry o tron": WInter is coming [Nadchodzi długa zima] (czytaj: wojna, kryzys, krach, epidemia, katastrofa, kataklizm, asteroida, "obcy" a może nawet "swoi"...).

Po drugie, byśmy żyli w strachu i limitowali swoje zamiary granicami tego strachu.

Po trzecie byśmy mieli świadomość swojej miałkości i tego, że nasze życie kompletnie zależy od mechanizmów, na które nie mamy żadnego wpływu (czytaj: wolny rynek, wielka polityka, globalne mechanizmy, zmiany klimatyczne etc).

Taki program  jest nam wgrywany nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Właściwie to obecnie są nam wgrywane jedynie aktualizacje tego programu. Obecna aktualizacja nazywa się "23 września 2015". Więc?

Są dwa źródła które powodują nami przy podejmowaniu naszych wyborów, decyzji i działań: intuicja i zdrowy rozsądek. Nie zawsze są ze sobą zgodne. Ale tym razem w moim poczuciu dobrze ze sobą współgrają. Mnie oba źródła mówią, że skoro "oni" chcą tak, to zrób odwrotnie. Żyj tak, by doceniać jakość życia, a nie to, ile pracujesz i ile zarabiasz. Buduj wizję wolną, przede wszystkim od strachu. Zauważ, że im bardziej kształtujesz swoje otoczenie "po swojemu" tym bardziej ono jest takie, jakiego byś sobie życzył/a, więc to, na ile jesteś pyłem marnym w machinie wielkiej polityki nie ma kompletnie znaczenia. To nie wielka polityka może Ci coś odebrać, albo dać. Tylko ludzie wokół Ciebie mogą to zrobić - albo jedno albo drugie. Więc... zadbajmy o swój świat, a treść przekazów medialnych z września 2015 pozostawmy tym samym dwóm korporacjom, które o ten przekaz dbają od lat. I będzie jak zawsze. Z jednym wyjątkiem - nasz własny świat będzie o krok dalej od tego szaleństwa :)

Kto i po co zmienił nasz Wszechświat 10 lat temu?

https://33.media.tumblr.com/aa014aaf6a7269b337c3bbf4ea80a552/tumblr_nkcsl3zNhT1qf6scao1_500.gif

Berenstein Bears

Dlaczego nazwa starej bajki się zmieniła?
Trudno mi się jest do tego jeszcze odnieść o czym za chwilę napiszę, ale ponieważ dzięki temu, że od około 2 lat mam kontakt z ludźmi z niezwykłymi zdolnościami, poznałem siłę umysłu i wiem, że nasza rzeczywistość jest plastyczna – kształtowana przez świadomość – pola morfogenetyczne, co zresztą potwierdza mechanika kwantowa. Nikt jednak nie sądził, że obserwator – umysł, może zmieniać świat w makro-skali.
Jim Stone wysnuł, a raczej przytoczył, bo nie on jest jej autorem, niesamowitą hipotezę – że od jakiegoś czasu żyjemy w innym wszechświecie – równoległym, bądź może nawet znaleźliśmy się w środku symulacji komputerowej. Zwrócił uwagę na kilka faktów, które inaczej są zapisane w naszej pamięci niż jest to w obecnej rzeczywistości.
Pierwszym jest stary serial HBO Sex and the City, który Stone pamięta jako Sex in the City (zresztą po polsku jest tłumaczenie „Sex w Wielkim Mieście”, więc nie „Sex i Wielkie Miasto”. Mieszkałem w USA przez ponad 18 lat i też pamiętam ten serial jako Sex in the City. Google jednak za nic nie chce go wyszukać jako „Sex in the City” – podaje nową nazwę „Sex and the City”. Co ciekawe, nie tylko Google podaje taką nazwę, nawet Thepiratebay podaje link do całej serii na DVD jako Sex & the City COMPLETE (Seasons 1-6) in MP4 FORMAT (PSP, iPOD) ( link: https://thepiratebay.gd/search/Sex%20in%20the%20City/0/99/0). Czyżby na oryginalnych płytach DVD funkcjonowała inna nazwa niż to pamiętamy?
Kolejną sprawą są misie Berensteina, które teraz nazywają się misiami Berenstaina. Temat równoległych światów, na które ma być dowód w misiach został poruszony już wcześniej, być może ten artykuł był inspiracją dla Stone’a: „The Berenst#in Bears Problem: Are We Living In An Alternate Worldline?” („Problem Berenst#ina: Czy żyjemy w alternatywnym świecie”). Misie były bohaterami książek dla dzieci, powstał nawet film rysunkowy autorstwa Stana i Jan Berensteinów, którego odcinki można obejrzeć na YouTube, a gdzie jak byk jest Berenstain (link). To, że ludzie pamiętają misie jako Berenstein świadczy, że nazywają je tak na YouTube, podczas gdy na filmie jest Berenstain (link). To samo jest ze starymi książkami. Jeśli to ktoś pozmieniał, to po co i jak mógł to zrobić z wszystkimi starymi książkami?!

Ktoś go zmniejszył 3 razy?
Ktoś go zmniejszył 3 razy?
To, że nie jest to temat błahy świadczy coraz większe zainteresowanie – powstał nawet blog poświęcony teorii światów równoległych (http://woodbetweenworlds.blogspot.com), w którym autor (Reece) dowodzi, że ok. 10 lat temu ktoś majstrował przy naszej rzeczywistości i ją … zmienił. Efekty zmiany są niepozorne, ale tak naprawdę nie wiemy co jeszcze jest zmienione i jakie będą tego skutki. Reece, który jest fizykiem proponuje różne hipotezy jak to się mogło stać, jedną z nich jest czyjaś podróż w czasie, która zmieniła rzeczywistość.
Jim Stone sięga do bardziej konkretnych przykładów, co do których my też się możemy odnieść. Chodzi o wielkie posągi Jezusa w Brazylii i Peru. Ten w Rio de Janeiro pamiętamy jako gigantyczny, około 100-metrowy, który kładł cień na całym mieście. Przynajmniej tak mi się wydaje, że był tak ogromny. Jeśli spojrzycie w google na podane tam wymiary, to ma obecnie 38 metrów. Wielki, ale nie tak olbrzymi jak pamiętam z filmów w telewizji i zdjęć.
Stone obawia się, że zostaliśmy już wystawieni na strzał przez zmianę naszej historii – przez ludzi, którzy pragną naszej zagłady. A ja się zastanawiam czy przypadkiem eksperymenty z czarną dziurą na zderzaczu hadronów w CERN  do tego nie służyły?
Jest jeszcze jedna możliwość, której chyba nikt nie do tej pory rozważył – zmienione zostało pole morfogenetyczne, z którego czerpiemy wspomnienia – prawdziwe źródło naszej pamięci. Jeden z autorów teorii pól morfogenetycznych, Rupper Sheldrake, twierdzi, że nasza pamięć nie jest cechą indywidualną, lecz my wyłapujemy z ogólnego pola morfogenetycznego indywidualne wspomnienia – na zasadzie rezonansu (tak jak Quantec wydobywa informacje o naszych organizmach wyłapując rezonans naszego zdjęcia z szumem tego pola – czyli wszystkimi informacjami). Jeśli można by zmienić zawartość tego pola, to u każdego z nas zmieni się pamięć. I może to właśnie nastąpiło?
Żyjemy w naprawdę dziwnych czasach, a coś czuję że naprawdę dziwne dopiero się ma zacząć. Może już pod koniec września.
Zob.:

niedziela, 30 sierpnia 2015

Słowianie najbardziej tajemniczy lud


Slavian Slavs


Przez jakiś czas po słowiańsku mówiła cała obecna Grecja, włącznie z Peloponezem i wyspą Kretą. Znamy dzieje Egipcjan, Greków, Rzymian. Wiemy, gdzie mają swoje korzenie Niemcy i Anglicy. Ale co wiemy o naszych przodkach? Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy? Co sprawiło, że jesteśmy tacy, a nie inni?

Każdy słyszał o prehistorycznym grodzie w Biskupinie i o świętokrzyskich dymarkach – starożytnych hutach żelaza. Co roku w Biskupinie i w Nowej Słupi pod Świętym Krzyżem są organizowane archeologiczne festiwale i niejeden ze zwiedzających jest przekonany, że ogląda prasłowiańskie zabytki. Prawda jest jednak inna. Nasi przodkowie przywędrowali nad Wisłę i Odrę dopiero około 500 roku naszej ery, czyli niedługo po upadku zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego.

W starożytności, w czasach rozkwitu cywilizacji Grecji i Rzymu, o Słowianach nikt nie słyszał. Tak jakby ich nie było. Na pewno zaś nie było ich nad Wisłą i Odrą, podobnie jak nie było ich na Bałkanach ani nad Morzem Czarnym. Na naszej ziemi żyły różne ludy, wśród których najpotężniejsi byli Lugiowie, później zwani też Wandalami. (Archeologowie, rozkopujący ich groby i osady, nazwali ten lud „kulturą przeworską”.) Północ Polski zamieszkiwali Goci, tworzący tzw. „kulturę wielbarską”. Stopniowo spychali oni Lugiów-Wandalów na południe, sami zaś szlakiem wzdłóż Wisły i Bugu powędrowali na Ukrainę.


Źródło oryginalnego artykułu



orzel

Około roku 400 naszej ery Goci i Wandalowie najechali Państwo Rzymskie, doprowadzając je do upadku. Po nich przeszli najeźdźcy z azjatyckich stepów – Hunowie.
Po stu kilkudziesięciu latach nieustannej wojny wszystkich z wszystkimi, środkowa i wschodnia Europa stała się bezludziem. I w tę pustkę wkroczył…

Lud nowy i dotąd nieznany

… mówiący językiem „niesłychanie barbarzyńskim”, jak pisał o Słowianach bizantyjski historyk Prokopiusz z Cezarei, kronikarz cesarza Justyniana. Bo właśnie za czasów tego władcy, na początku lat pięćsetnych, Słowianie niespodziewanie pojawili się nad Dunajem, na granicy państwa wschodniorzymskiego. Wrogiem byli trudnym, gdyż nie byli „centralnie sterowani”: nie mieli królów, decyzje podejmowali na wiecach, czego Grecy nie mogli zrozumieć: jak można tak się kłócić? Ten ustrój okazał się jednak ich atutem: mimo że gorzej uzbrojeni od wschodnich Rzymian (czyli Greków-Bizantyjczyków), regularnie ich zwyciężali, a w razie porażki uciekali na bagna, gdzie chowali się… pod wodą i oddychali przez rurki z trzciny.

Słowianie podbijali ówczesną Europę z niesłychanym rozmachem: około 500 roku, kiedy zaczęli dokuczać Bizancjum, zajęli także nasze ziemie, czyli dorzecze Wisły i Odry, kraj nad Dunajem, Kotlinę Czeską; wyszli nad Bałtyk u ujścia Odry i Łaby, założyli osady w środku obecnych Niemiec, kolonizowali doliny alpejskie i dzisiejsze północne Włochy. W przeciwieństwie do innych najeźdźców ze wschodu, chętnie porzucali wojenno-koczowniczy tryb życia, osiedlali się i brali się za uprawę roli. Zasiedlili w końcu Bałkany. Przez jakiś czas po słowiańsku mówiła cała obecna Grecja, włącznie z Peloponezem i wyspą Kretą. Pewna grupa Słowian osiedliła się w… Syrii, zakładając osadę Saqalabiya, czyli „Słowiańska”. Słychać było o słowiańskich osadach nawet za morzem, w górach Maroka!

Słowiańska Atlantyda

Skąd przybył ten tak liczny naród? Gdzie była jego kolebka? Najstarsze zabytki słowiańskie wykopano na terenach środkowej Ukrainy, na zachód od Kijowa, ale ten kraj był wówczas zbyt słabo zaludniony, by dać początek takiej masie ludzi. Przypuszczano nawet, że przybyli – jak wiele ludów przed nimi i po nich – ze stepów środkowej Azji; ale tak być nie mogło, gdyż Słowianie nie byli stepowymi koczownikami: trzymali się rzek i terenów wilgotnych. Bardzo możliwe, że przed swoim „wyrojeniem się” mieszkali jeszcze dalej na wschód: w pasie żyznych liściastych lasów nad rzekami Oką, Wołgą i Kamą, aż pod Ural.

Przyjście Słowian i ich najazdy odnotowali dwaj ówcześni dziejopisarze: wspomniany już Prokopiusz, oraz żyjący w Italii Jordanes. Potem jednak nadeszły „ciemne wieki”, nie wiemy nawet, co się działo w bardziej cywilizowanych częściach Europy. Po roku 600 n.e. przez prawie 300 lat o Słowianach nie ma niemal żadnych wzmianek. Żyli, karczowali lasy, budowali grody, wojowali z sąsiadami, urządzali sanktuaria, czcili bogów, wróżyli z lotu ptaków, śpiewali pieśni na cześć bohaterów – i z tej ich „złotej epoki” nie zachowało się NIC! Niewiarygodne, ale taka właśnie jest prawda. Cywilizacja Słowian przepadła niby legendarna Atlantyda.

Dlaczego tak się stało? Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa nie używali pisma (WP: używali pisma ale było zakazane dla ludu – tylko wtajemniczeni znali pismo), nie pozostawili więc ksiąg (WP: większość ksiąg, kronik spalili katolicy) ani zapisanych kamiennych tablic, choć są przesłanki ku istnieniu pisma. Wszyscy sąsiedzi Słowian byli piśmienni, we wszystkich słowiańskich językach przechowały się stare słowa pisać, czytać, księga i bukwa czyli litera. Do czego potrzebne byłyby te słowa, gdyby to był naród samych analfabetów? A kiedy powstał pierwszy słowiański alfabet, zwany głagolica (czyli „mówiące znaki”), zawierał on wiele liter nie występujących w żadnym innym piśmie. Nie pozostały jednak żadne dowody na istnienie dawnego alfabetu Słowian.

Prawdopodobnie dlatego, że Słowianie pisali w drewnie, więc nie pozostawili po sobie żadnych kamiennych tablic. Swoje domy i twierdze budowali z drewna, które łatwo płonęło i niszczało. Zmarłych nie składali do grobów wraz z wyposażeniem na drogę w zaświaty. Nieboszczyków palili na stosach, prochy zaś albo rozsiewali w świętych miejscach albo umieszczali w kapliczkach na słupach. Z jednego i drugiego obyczaju archeolog nie ma żadnego pożytku. Nasi przodkowie jakby celowo zmówili się, aby utrudnić życie naukowcom!

Tajemniczy bogowie

Kiedy około osiemsetnego, dziewięćsetnego, tysięcznego roku Słowianie zaczęli przyjmować chrześcijaństwo, i na ich ziemie przybyli czarno ubrani kapłani nowej religii, ich rodzima kultura nie miała żadnych szans na przetrwanie. Była „pogańska” – czyli podejrzana o konszachty z diabłem i dlatego skazana na zagładę.

Średniowieczni misjonarze rzadko zapisywali imiona obalanych bogów. Wzmianki o słowiańskich bóstwach zachowały się tylko z dwóch odległych punktów Słowiańszczyzny: znad Łaby i Bałtyku oraz z Kijowa, gdzie autor staroruskiej kroniki, mnich Nestor zapisał imiona „bałwanów”, które ustawił nad Dnieprem kniaź Włodzimierz, zanim przyjął chrzest. Od niego dowiadujemy się, że w Kijowie czczono „Peruna … z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga, i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza.” Ale z tejże kroniki wynika, że był to kult nowy, państwowy, odgórnie zarządzony przez Włodzimierza. W jakich bogów naprawdę wierzyli kijowianie? – nie wiadomo.

Bogowie Słowian byli zapewne dużo bardziej nieuchwytni, mgliści, niż bóstwa starożytnych ludów znad Morza Śródziemnego. Aby pewne bóstwo nabrało wyrazistości, musi mieć świątynie, posągi – najlepiej trwałe i kamienne – swoje czyny i księgi. Do obsługi tego wszystkiego potrzebna jest cała rzesza kapłanów. Słowianie tego nie mieli. Nie mieli kapłanów. Nie budowali świątyń. (Nie wierzmy w ich „gontyny” czy „kąciny” – to dopiero Połabianie z terenów obecnej Meklemburgii w ostatniej fazie wojen z Niemcami, tuż przed swoją klęską, zaczęli stawiać świątynie swym bóstwom na wzór chrześcijański.) Słowianie czcili swoich bogów w świętych miejscach – w gajach, nad rzekami, na wzgórzach i u źródeł, ale zawsze pod gołym niebem.

Wiemy, że jedna z modlitewnych pozycji polegała na kładzeniu się na wznak i patrzeniu w niebo – żaden inny naród tak się nie modlił….

Klątwa Galla Anonima

Skoro Słowianie przybyli ze wschodu, aż spod granic szamańskiego matecznika – Syberii, to jasne się staje, że ich religijno-kulturowe pojęcia były kompletnie obce dla ówczesnych chrześcijan z zachodniej i południowej Europy. Swoim sposobem myślenia i swymi wierzeniami za bardzo różnili się nie tylko od chrześcijaństwa, ale i od tego, co wyczytano o dawnych „poganach”, czyli wyznawcach Zeusa, Marsa i innych starych bóstw śródziemnomorskich.

Chrześcijańscy misjonarze przychodzili do ludu, którego nie rozumieli i rozumieć nie chcieli. A jego kulturę uważali za tak głęboko pogańską, diabelską wręcz, że zasługującą jedynie na jak najszybsze zapomnienie. Nikt inny jak nasz pierwszy kronikarz, znany pod umownym imieniem Gall Anonim – bo zapomniał się pod swoją kroniką podpisać – takimi oto słowy przeklął słowiańską przeszłość: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”

Ta klątwa okazała się skuteczna. Dzięki Gallowi i jemu podobnym, dawnych Słowian rzeczywiście pochłonęła „niepamięć wieków”. Choć może jakieś wspomnienia trwają do dziś: w wykopaliskach naszej ziemi, w kulturze ludowej, a także w naszej głębokiej pamięci, tej, do której dostęp mają tylko magowie i szamani.

Bóg, czart, bies…

Słowianie wierzyli w pewną liczbę boskich mieszkańców niebios – dawców światła, deszczu i pomyślności, ale chyba nie wysilali się, aby ich wszystkich przeliczyć. Niemal pewne jest, że pierwsze miejsca, jako Bóg Najwyższy, zajmował Perun, Bóg Burzy, znany także pod imionami Świętowit i Jarowit. Słowo „bóg” znaczyło „budzący lęk” (z powodu swej potęgi). Inną nazwą istot nadprzyrodzonych był „kyrtu”, później „czrtu”, czyli „potężny”. Ale tym mianem chrześcijanie zaczęli nazwać nie Boga, lecz… diabła, czyli właśnie czarta.

Inne diabelskie imię, bies, pierwotnie oznaczało coś zupełnie innego: środek rozjaśniający umysł, a więc napój z halucynogennych grzybów i jagód, którym słowiańscy wróże-szamani raczyli się podczas „biesiady” czyli, dosłownie „jedzenia biesów”. Ponieważ starą nazwą szamana-czarownika był „wołchw”, takie czarnoksięskie zebranie nazywano „wołchwotą”, czyli – w obecnej polszczyźnie – „ochotą”. Cóż, pod wpływem grzybów-biesów nasi wołchwowie byli zdrowo „podochoceni”!

W ułamkach starych słów i nazw przechowały się inne miana słowiańskich „świętych mężów”, pośredników między ludźmi i bogam-duchami. Szaman uzdrowiciel nazywał się „lekarz”. Jakimś innym rodzajem uzdrowiciela-zaklinacza był „choroman”. Był też „kołud” – i zapewne przepowiadał przyszłość. Były też mądre niewiasty „wilchwy” lub „wilchy”. Czynność wróżenia z lotu ptaków nazywała się „kobiti”, ptak wróżebny – „kobiec”, mistrz wróżenia tym sposobem – „kobieł”, a może „kobacz”. Przede wszystkim zaś szaman-wróżbita nazywał się „bak” – czyli ten, który pilnie baczył na wieszcze znaki.


Wojciech Jóźwiak: http://www.gwiazdy.com.pl/38_01/6.html


orzel


Blue – Istnieje również inna hipoteza dotycząca pochodzenia Słowian, będąca w opozycji do tego co przedstawia Wojciech Jóźwiak, (twórca słynnej Taraki). Są to badania pana Krzysztofa Białczyńskiego. Mam przyjemność przedstawić jego artykuł,będący polemiką z poglądami Wojciecha Jóźwiaka.

Słowianie są najbardziej tajemniczym ludem Ziemi. Mimo olbrzymich postępów nauki i coraz częściej wypowiadanych sądów, że wszystkich odkryć już dokonano, a wszystkie wynalazki wymyślono, jak również, że nie pozostało już prawie nic do zbadania, okazuje się, iż w samym pępku Zachodniej Cywilizacji od kilku tysięcy lat żyje sobie lud, który jest gigantyczną zagadką i czarną dziurą.

Nie wiadomo, skąd się wziął ani kiedy. Nie wiadomo, jak to się stało ze zajął 2/3 Europy. Nie wiadomo, dlaczego jest najliczniejszym europejskim ludem, skoro wyroił się u progu X wieku naszej ery z garstki nieledwie zagrzebanego w borach chłopstwa. Do tego – był już wtedy nacją niemal gotową na przyjęcie chrześcijaństwa. Na dobitkę, to nieliczne chłopstwo od razu zaczęło być całymi zastępami wyłapywane na handel. Pojawiają się więc w dziejach pisanych jako liczne zastępy niewolników – tak liczne, że wszystkie „cywilizowane” narody, które sobie ich za niewolników brały, nazwały ten lud dla odróżnienia od innych „niewolnikami” (sclavinami). Taki właśnie wywód miana „Słowianie” uważa się w dzisiejszej nauce, także polskiej, za równoprawny z innymi i tę bzdurę cytuje się za „autorytetami nauki zachodniej” nie bacząc na skalę małpowanego bezmyślnie nazistowskiego nonsensu. Oczywiście prawie nikt nie zadaje sobie trudu zastanowienia, kogo w takim razie ochrzczono, skoro była to tylko garstka zagrzebana w borach i jakim cudem garstka ta zagospodarowała i obroniła olbrzymie terytorium.

Nie wiadomo też, dlaczego ten lud mówi do dzisiaj jednym językiem (różnice międzyjęzykowe w mowie słowiańskiej można sprowadzić do poziomu dialektów), tak jakby rozszczepienie języka nastąpiło dopiero wczoraj. Poza tym okazuje się, że ten język nie jest jednak wczorajszy ani nawet przedwczorajszy – to język wyjątkowo archaiczny; jest też wyjątkowo bliski dawnego wspólnego języka wszystkich Indoeuropejczyków (Ariów). On właśnie, a szczególnie jego odmiana zwana językiem polskim, jest najbliższy tego języka, od którego wzięły początek niemalże wszystkie języki współczesnych Europejczyków oraz połowy Azji.

Zatem – to już dzisiejszej nauce wiadomo – lud ten tworzył swoją kulturę od zarania w samej kolebce kultury indoeuropejskiej, w samym jej sercu. Czy wobec tego otaczająca go zewsząd kultura Pragermanów, Prairańczyków, Protoceltów, Prasarmatów, Protohellenów i Prarzymian i innych mogła mu być obca? Jak prężne były to ludy i jak dynamiczna była ich kultura doskonale widzimy – przewodziła cywilizacji w przeszłości i podbiła dziś cały świat.

Według wywodów tychże współczesnych „naukowców” inne indoeuropejskie ludy, znane z jakże bogatych wykopalisk archeologicznych, wywędrowały z Kolebki, a Słowianie jako jedyni w niej pozostali. Oni jedni nie mieli do roku 500 nowej ery żadnej kultury – nawet nie umieli lepić garnków na kole, nie znali też choćby jakichś zalążków notacji, którą można uznać za pierwowzór pisma, a kiedy się pojawili w Europie, nie mieli również żadnej religii – co najwyżej protobuszmeńską, słowem raz jeszcze, nadawali się jak ulał na Białego Murzyna, czyli europejską odmianę niewolnika, do czego – w domyśle – i dzisiaj najlepiej się nadają.

Jednym słowem, mimo współistnienia w tejże kolebce z jakże kulturalnymi ludami, przejmując od nich liczne słowa do swego prymitywnego, ubogiego języka, w2 którym brak było słów na takie pojęcia jak księżyc, księga, rola, radło, czy choćby koń – jako jedyni nie nauczyli się niczego, a potem – stanowiąc niewolną bandę popędzaną przez Hunów i Awarów – w ciągu zaledwie 200 lat zajęli w Europie najlepsze miejsca i największy obszar. Na dodatek uczynili to w sposób tak przebiegły, że się ich nie udało żadnym sposobem potem wypędzić ani wytępić. Począwszy od 600 roku lud ten był mordowany i rugowany, ginął setkami dzięki najazdom organizowanym od zachodu przez Cesarstwo Frankijskie, a potem Niemieckie i tzw. chrystianizatorów oraz w napaściach ze wschodu i południa organizowanych przez Bizancjum, Awarów, a potem Tatarów i Turków. Co ciekawe, właśnie on przetrwał i nawet się rozmnożył podczas gdy cywilizacyjne i nacjonalne potęgi, takie jak Grecy, Celtowie, Rzymianie, Goci, Wandalowie, Sarmaci, Scytowie, Hunowie, Awarowie – po prostu zaniknęły i niemalże ślad po nich nie pozostał, lub zeszły kompletnie na margines dziejów (Grecy).

Co chcemy Wam powiedzieć? Ktoś gdzieś popełnia błąd logiczny – tylko tyle.

Spróbujmy doszukać się prawdy i odgrzebać ją spod popiołów dziejów. Dotychczasowe poglądy na temat pochodzenia Słowian i ich roli w dziejach pełne są stereotypów narosłych pod wpływem nacjonalistycznych i totalitarnych ideologii XIX i XX wieku. Wskażmy te miejsca, w których na pewno mylą się nawet największe autorytety naukowe. Bądźmy odważni i otwarci. Jeśli nie zweryfikujemy twierdzeń, które są nieuprawnione, fałszywe bądź kłamliwe, nie rozwikłamy tej fascynującej zagadki, jaką jest Słowiańszczyzna.

Poniżej przedstawiamy cytaty z popularnej strony www.taraka, która poświęca Słowianom cały dział. Jest to bardzo dobra, ambitna i prowadzona na wysokim poziomie merytorycznym strona i możemy ją wszystkim polecić, choć nie zgadzamy się z wieloma przedstawionymi tam poglądami, a wiele pragnęlibyśmy pogłębić. Cytujemy je po to, by pokazać Wam kilka rzeczywiście istotnych zagadek, ale także, żeby unaocznić, jak łatwo poddać się autorytetom przeszłości i magii pseudonaukowych stwierdzeń. Często zbytnio ufamy zastanemu stanowi wiedzy, któremu przypisuje się rangę dogmatu. Ten dogmat jest nie raz gołosłowny, nie poparty prawdziwymi dowodami, bywa spekulacją, a bywa też niestety bezczelnym ideologicznym łgarstwem stworzonym po prostu dla celów propagandy, po to by odmówić innym prawa do istnienia lub uzasadnić prawo do ich zagłady.

Cytaty pochodzą z cennego opracowania Wojciecha Jóźwiaka, które sprawę wyjaśnienia pochodzenia Słowian znacznie popycha do przodu.

Autor przedstawia tę oto mapę dla poparcia tezy, że Słowianie wywodzą się z kręgu kultur oznaczonych na mapie od 3 do 8, a więc z Kolebki Naddnieprzańskiej.

Autor sugeruje wyraźnie, że Kulturę Pomorską powinniśmy wiązać z Germanami – choć nie mówi tego głośno, jako że na mapie nie podpisuje jej literą G. Gdyby autor zamieścił mapę pokazującą te ziemie o 500-800 lat wcześniej, okazałoby się, że Kultura Pomorska jest tylko jedną z grup terytorialnych Kultury Łużyckiej w pobliżu Zatoki Gdańskiej, a Kultura Jastrofska – uznawana powszechnie za pragermańską – zajmuje w tym czasie zaledwie przyczółek na Pomorzu Zachodnim przy ujściu Łaby. Wtedy zobaczylibyśmy też, że od Łaby po Wisłę, a na południu po Sudety i Karpaty rozlewa się Kultura Łużycka oraz jej zmodyfikowana krewna – niemalże identyczna Kultura Trzciniecka: od Wisły po Dniepr i linię Lasostepu na południu. Na przedstawionej u góry mapie odpowiada zatem mniej więcej obszarowi od linii Wisły opisanemu tutaj literą P oraz kulturom 4 i 7 (zob.: Witold Hensel, Polska starożytna, Ossolineum 1988, s. 366 i następne). Jeśli zatem przyjmiemy Kulturę Pomorską za germańską to musimy też przyjąć, iż nawarstwiła się ona na bliźniacze kultury Wenedyjską i Prasłowiańsko-Bałtyjską około 500 r. p.n.e. To skądinąd czas, w którym według Herodota Wężowie (Wenedowie) naszli Nurów i ci byli zmuszeni zamieszkać na czas jakiś w Ziemi Budynów.

Archeologia nie wykazuje jednak w wypadku rozprzestrzeniania się Kultury Pomorskiej procesu przemin w sąsiedztwie ani gwałtownego, ani krótkotrwałego, lecz długotrwały – ewolucyjny. Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z przenikaniem i pokojowym przejmowaniem technik i wzorów – nie można tego nazwać najazdem. Kultura Pomorska wykazuje ciągłość w stosunku do zanikającej Łużyckiej czy Trzcinieckiej. Dlaczego? Po prostu z kręgu pomorskiego Kultury Łużyckiej wyszły innowacje, które przyjęły się na większości obszaru łużyckiego, a także – być może – władcy, którzy zdobywali zwierzchność nad coraz większym terytorium. Dlatego nie dziwimy się, że litera G i niebieska linia znalazły się na przedstawionej mapie tam, gdzie je widać. Są tam, ponieważ o Kulturze Pomorskiej można powiedzieć wszystko, ale nie sposób powiedzieć, że była germańska. Ale jeśli tak, to jakie były jej następczynie, powstałe w wyniku najazdu na terytorium Kultury Pomorskiej i rozszerzania się germańskich (jeśli rzeczywiście były czysto germańskie) kultur Wielbarskiej i Przeworskiej?

Sądzimy, że w wyniku tego procesu powstały kultury mieszane etnicznie – pomorsko-łużycko-wielbarskie, pomorsko-trzciniecko-przeworskie, a więc najprawdopodobniej – co potwierdzają też inne fakty pozaarcheologiczne – kultury wenedzko-słowiańsko-wandalskie i wątyjsko-słowiańsko-gockie (antyjsko-gockie).

Grupy germańskie przeszły przez ziemię między Łabą a Dnieprem i nie pozostawiły tutaj nikogo ze swej nacji, ponieważ były to grupy koczowników–wojowników, przemieszczające się i wykorzystujące lokalną ludność rolniczą i lokalne siły wytwórcze. Narzucały pewne wzorce i wzory, szły całymi rodami (z przychówkiem), ale zmieniały swoje miejsce, podczas gdy ludność miejscowa częściowo zabierała się z nimi, ale częściowo też pozostawała – choć już odmieniona kulturowo.

To, co bierze się za wyłączną archeologiczną „własność” Gotów, Wandali i innych grup germańskich, jest własnością Germanów (Gotów, Wandali, innych), ale i tych, którzy tu byli wcześniej i równolegle, tych na których oni się nawarstwili: przedstawicieli kultury wenedzko-pomorskiej i wątyjsko-pomorskiej (Wenedo-Słowian i Węto-Słowian – Wędów i Lęgów lub Nurów). W chwili, gdy grupy germańsko-słowiańsko-bałtyjskich wojowników (Wądali i Gątów, Charów i Lęgów) ruszały na południe zdobywać cesarstwo Rzymskie, dymarki nie przestały dymić i nie zaprzestano bicia monet ani toczenia garnków czy produkcji zboża. Z jednej strony atakowano Rzym a z drugiej sprzedawano mu towary i produkowano na jego potrzeby. I tak było aż do V wieku n.e.

To wtedy dopiero, po rozbiciu Cesarstwa, po upadku Rzymu i degradacji Bizancjum, nastąpiło załamanie gospodarcze. Jak już przyszło było to załamanie totalne, rzeczywisty krach systemu ekonomicznego zachodniego świata starożytnego. Rzym i jego prowincje nie potrzebowały już żelaza ani innych surowców i wyrobów produkowanych na północy. Od wieków były tu one produkowane w skali o wiele przewyższającej potrzeby lokalne. Po podbiciu Cesarstwa spadło zapotrzebowanie na kamień, żelazo, sól, broń, ozdoby, bursztyn, zboże, płótno, stroje, płody rolne, niewolników i wszystko inne. Rozmnożona na tych stałych już zamówieniach Imperium słowiańska nacja zaczęła mieć problemy ze zbytem, a co za tym idzie – z zaspokojeniem własnych rozbudzonych potrzeb, potrzeb licznie rozmnożonej w stuleciach dobrobytu tubylczej ludności i w następstwie z wyżywieniem tej licznej gromady. Gromada ruszyła się z posad za wojownikami szukając utraconego dobrobytu.

Spadł popyt na wszystkie dobra. Na Północy nastąpiło szybkie zahamowanie produkcji i degradacja populacji. Pojawili się Hunowie, a całe słowiańskie plemiona zamieszkujące od wieków te ziemie ruszyły z nimi na południe nie myśląc już o utrzymaniu dobrobytu, ale w poszukiwaniu źródeł utrzymania przy życiu. To nie ruch germańskich drużyn z ich rodzinami był tym najważniejszym ruchem i nie ruch wojowniczych Hunów; one wyzwoliły tylko – burząc Imperium – ruch olbrzymiej, zamieszkującej do tej pory Puszcze Północy, masy wytwórców dóbr zbywanych w Rzymie; powszechny ruch słowiański. Dlatego właśnie ta masa objęła w posiadanie Europę – była po prostu na tyle liczna, żeby zająć i zagospodarować tak duży obszar. Gęstość zaludnienia, zwłaszcza opuszczonej masowo Północy, znacznie spadła. W konsekwencji odpływu rzemieślników poziom produkcji, a także warunki życia i stosowane techniki produkcyjne, uległy znacznej degradacji, miejscami nawet zapomnieniu. Na Północy w ciągu jednego pokolenia – co oznacza 20 do 40 lat – nastąpiło zerwanie ciągłości i nie podjęto już starych technik. Trzeba było rozpoczynać od początku. Główna masa słowiańska odpłynęła chwilowo na Południe i tam zaczęła czerpać nowe wzorce.

Jak toczy się proces zniknięcia wojenno-rodowej wspólnoty plemiennej, możemy prześledzić, mając historyczne świadectwa dotyczące Wołgarów (ludu tureckiego), którzy zostali w ciągu 50-100 lat zasymilowani przez Dobrudżan – Słowian Dobrudzkich, przodków dzisiejszych Bułgarów. Podobnie było z Waregami na Rusi, Wandalami w Afryce, Gotami w Hiszpanii itd. Podstawą demograficzną plemienia nie są i nigdy nie byli wojownicy. Wojownicy są wchłaniani przez główną masę populacji.

W wiekach od VII do IX nastąpiło odtworzenie populacji słowiańskiej na Północy i jej dalsza ekspansja na zachód, północ i wschód. Sądząc po dzisiejszych rezultatach wielkiej słowiańskiej ekspansji, przewaga liczebna Słowian nad innymi indoeuropejskimi nacjami Europy musiała być znaczna już na samym początku.

Czy nie jest to wystarczająco spójne logicznie wyjaśnienie dwóch grup faktów – dlaczego nie znajduje się tzw. archeologicznych śladów Słowian między Łabą a Bugiemwcześniej niż w V wieku i dlaczego takie plemiona jak Goci, Wandale, Longobardowie, Silingowie, Jazygowie, Bastarnowie, Hunowie, Awarowie i inni zniknęli i nie istnieją dziś jako kultury i nacje?

Te ślady oczywiście są, lecz uparcie przypisujemy je komu innemu. Dlatego dla koniecznej do zagospodarowania Europy w VI wieku, naprawdę licznej populacji Słowian nie było i nie ma do tej pory miejsca na mapach historyków i archeologów.

Być może się mylimy i przedstawiona w „Mitologii słowiańskiej – Księdze Tura” wizja jest błędna. Zapraszamy do stworzenia innych koncepcji, z tym jednak zastrzeżeniem, że muszą one być spójne logicznie, pozbawione sprzeczności i dogmatów.

Skąd opinia, iż Słowianie nie mieli władców? – czy tylko z relacji kronikarzy na temat wiecowego charakteru wybierania kniaziów? Bo to przecież absolutna bzdura, że słowa książę, księżyc, księga, knysz (pieróg i łódź-piroga) pochodzą z niemieckiego. Zastany dogmat nauki XIX-wiecznej przyjęliśmy za pewnik. To, co mówią profesorowie z Niemiec (Brückner, Godłowski i inni), jest niestety przesiąknięte tego typu dogmatami i jednostronnością. Nie możemy polegać na sądach profesorów – ani z Zachodu, ani ze Wschodu.

Musimy się dorobić pokolenia własnych profesorów nieskażonych dogmatami materializmu marksistowskiego i chrystianocentryzmu, a także wschodnim ni zachodnim oglądem świata. To bardzo trudne, lecz mam nadzieję, że wykonalne. Oczywiście mężczyźni o wymienionych powyżej imionach byli władcami, nie mniej władczymi niż inni z innych ludów pochodzący. Główny dowód w sprawie – archaiczny (jak i język Słowian) rytuał intronizacji królów, nie świadczy wcale o braku systemu hierarchicznego i jego tradycji.

Wiece wiecami, a wici wiciami, by tak rzec.
Poszanowanie tego rytuału – znanego też Scytom i Sarmatom – dowodzi zaś pośrednio wielkiego szacunku dla wyznawanej religii. Władca jest zawsze przedstawicielem bóstwa na Ziemi, jak dowiódł pół wieku temu G. Frazer, jest czarownikiem, szamanem, wiedzącym, znawcą ksiąg – księciem, a nie po prostu trochę lepszym chłopem od innych dookoła. Już w IV wieku nowej ery Bizantyjczycy poznali dobrze Wątyjskiego (Antylskiego) księcia Boza, któremu podlegało 72 naczelników plemiennych. Wątowie naddunajscy to zaś wcale nie najliczniejsze z wielu prapaństwo słowiańskie.

”Imiona Słowian. Religia Słowian jawi się nam jako twór mglisty, guślarstwo raczej niż choćby porządny szamanizm, nie mówiąc już o politeizmie. Jak to pogodzić z faktem, że ich imiona tworzą tak precyzyjny system? Gdyż wśród tych imion przeważa typ wyrażający życzenie, zwykle składający się z dwóch części: Rado-gost, Stani-sław, Zby-gniew, Sędo-mir, Wsze-drog. Zasady tworzenia tych imion są bardzo rygorystyczne: mogą w nich występować tylko pojęcia abstrakcyjne, cnoty wojenne (-bor, „walka, waleczny”) i pokojowe (-mir, „szacunek, ład, prawo”), czasem są odwołania do ‚ojców’ i ‚dziadów’. Żadnych imion bogów, żadnych mieczy, włóczni, tarcz i koni, żadnych zwierząt, których pełno w imionach germańskich, greckich, celtyckich. Wśród Słowian niemożliwe byłyby imiona w rodzaju Hippolytos (‚puszczający konie luzem’), ani Eberhard (‚silny jak dzika świnia’) – ani Kalidaśa (‚sługa bogini Kali’). System słowiańskich imion sprawia wrażenie czegoś dostojnego i wyrafinowanego. I znowu – jak to pogodzić zarówno z prymitywizmem kultury materialnej, jak i z ową „mglistością” religii. A może ta mglistość i prymitywizm to pozór, skrywający lud miłujących prostotę mędrców? (XIX-wieczni Amerykanie mieli Indian za prymitywów, dziś się od nich uczą jak żyć.)

Jest to naszym zdaniem zagadka wielkiej wagi. W zasadzie już sam fakt istnienia tego systemu imion stanowi odpowiedź na temat poziomu wierzeń religijnych Słowian. Wiemy także skądinąd, że obowiązywały imiona ukryte, „głębokie”, niewymawialne, tajone przed obcymi, a także imiona wojownicze, przybierane we wspólnocie wojowników po obrzędzie inicjacji i przyjęciu do odpowiedniej gromady: wilków, rysiów, turów itp. Czy te wierzenia były i jakie były –staramy się pokazać w „Mitologii słowiańskiej”. A że były, potwierdza to co najmniej kilkadziesiąt miejsc w samej tylko Polsce podobnych do opisanego poniżej, choć wielu dałoby wiele, żeby te fakty nadal nie były publicznie znane.

Cytujemy z Wikipedii, wolnej encyklopedii: „Łysa Góra – ośrodek kultu pogańskiego. Pogański wał kultowy na Łysej Górze Łysa Góra stanowiła w okresie wczesnego średniowiecza jeden z największych i najważniejszych ośrodków kultu pogańskiego.

Jego pozostałością jest wał kultowy, otaczający partię szczytową wzniesienia. Składa się on z dwóch części, mających kształt podkowy. Ich łączna długość wynosi ok. 1,5 km, a wysokość dochodzi do 2 m. Usypane zostały prawdopodobnie w IX-X w. z występujących tu licznie bloków kwarcytu. Zachowało się także wejście do wnętrza wału, tuż przy drodze z Nowej Słupi. Prace nad budową wału przerwano po przyjęciu chrześcijaństwa.

Na jej szczycie znajdować się miała bożnica, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu Bogów: Śwista, Pośwista, Pogoda… (fragment kroniki Jana Długosza)”.

Przekazy kronikarzy mówią o trzech bóstwach, które miały być czczone na górze. Interesujące jest, że wybudowanej na tym miejscu świątyni chrześcijańskiej nadano wezwanie Trójcy Świętej.

„Nieobecność Wikingów. Wikingowie (8, 9, 10 wiek) najeżdżali wybrzeża całej Europy, a na Rusi wniknęli rzekami w głąb lądu. Dlaczego omijali tylko jeden obszar: ziemie obecnej Polski? Co ich powstrzymywało?

Co ich powstrzymywało? – siła i tylko siła. Na Ruś wnikali tylko dlatego, że pozwalało na to słabe zaludnienie, zwłaszcza na północy. Tam najpóźniej odtworzyła się populacja słowiańska i tereny te były kolonizowane z obszarów Polski i Rusi Kijowskiej.

„Chrześcijaństwo u Wandalów i Gotów. Jeden i drugi lud germański, kiedy najeżdżał Państwo Rzymskie, był już ochrzczony: miał już za sobą przyjęcie chrześcijaństwa. Czy misje chrześcijan-arian nie docierały na ziemie obecnie polskie – wtedy zamieszkane przez Wandalów i Gotów – już w IV wieku n.e.? Nie można tego wykluczyć”.

Odpowiedź na tę zagadkę znajduje się w pierwszej części niniejszego artykułu. Nawet, jeśli chrystianizowali, to nie na obszarach Polski, tylko w późniejszych etapach ich wędrówki i chrystianizacja mogła dotyczyć tylko wąskich grup – wojowników i władców, nowa wiara umarła razem z nimi, tak jak nieustannie „umierała” w Polsce historycznej, bo była obecna tylko w górnych warstwach społecznych, obca i nawet językowo niezrozumiała dla podstawowej masy populacji.

„Pisać” i „czytać”. Słowianie, jak się wszyscy zgadzają, nie mieli swojego rodzimego pisma (w odróżnieniu od Germanów znających pismo runiczne, i Turków, piszących podobnymi znakami), i aż do przyjęcia chrześcijaństwa byli niepiśmienni. Dlaczego wobec tego język słowiański posiada rodzime słowa zarówno na „czytanie” jak i na „pisanie”, oraz na „księgi” i „bukwy” – litery?

Głagolica. Cyryl i Metody, Grecy znający Słowian i ich język, pierwsi misjonarze wśród Słowian, kiedy zaczęli spisywać ich język i tworzyć chrześcijańską liturgię w tym języku, stworzyli alfabet, nazwany głagolicą. Alfabet ten, słabo przypominający jakiekolwiek znane wówczas pisma, nazwano słowiańska nazwą. „Cyrylicą” nazwano inny alfabet, utworzony później, już po śmierci Cyryla i mniej oryginalny niż głagolica, będący adaptacją greckiego. Czy czasem głagolica nie jest oryginalnym pismem słowiańskim, zaledwie wykorzystanym przez obu Apostołów Słowian, lub – to w wersji mniej radykalnej – zawiera litery z wcześniejszego, oryginalnie słowiańskiego alfabetu?

Według nas głagolica jest oczywiście owym poszukiwanym i o dziwo wciąż nieodnalezionym pismem słowiańskim, a powstała na bazie faktycznego starego pisma, które niestety zanikło w fatalnym (czy też szczęśliwym) okresie masowej ekspansji Słowian. Mogło się ono wywodzić z pisma węzełkowego, sznurowego. To wici rozsyłane przez władców w potrzebie między plemiona były zapewne pozostałością tego tajemnego pisma; Formy tego pisma w czasach historycznych już zanikającego, bo z jakichś powodów bardzo ograniczonego w stosowaniu – czy nie znanego tylko w kręgu wiedzących, a więc królewsko-kapłańskim – dowódczym, zostały zanotowane przez Cyryla i Metodego i częściowo zmienione, dostosowane do pisania na pergaminie, pozbawione koby służącej do wiązania w węzeł wiciowy.


Czesław Białczyński http://www.mitologia.kei….ice/4_9_zag.htm


Dawniej myślano, że Germanie to typowo skandynaweka nacja, która nie posiada znacznych dodatków innych narodowości. Okazuje się jednak, że Germanie powstali po zmieszaniu się autochtonów skandynawskich (I1a) z Indoeuropejczykami ( r1a1) i Celtami (r1b) w proporcji 40%-20%-40%. W Norwegii jest prawie po równo 28% R1a1 i R1b i 40% I1a. Z tego wniosek, że nie było żadnych większych ilości germańskich plemion na ziemiach polskich i w marszu na tereny Cesarstwa Rzymskiego. Polska nie została wyludniona po wyjściu Wandali i Alanów w ilości 70tyś wojów + rodziny z ziem polsko-panońskich w sylwestra 406r. Dzisiaj w Polsce oprócz wymienionych wyżej haplogrup są jeszcze celtycka R1b(16%), wenedzka I2a(9%),skandynawska I1a(7%) i po kilka % E,J1,J2 i G. Śmiało można powiedzieć, że Polacy to potomkowie Wandali, Słowian,Celtów,Wenedów i małej ilości przybyszy z Afryki, Bliskiego Wschodu i Kaukazu. Czy można mówić, że jesteśmy Słowianami, chyba tak samo jak Niemcy mówią, że są Germanami. Ciekawe co przyniosą następne odkrycia genetyków i jakie jeszcze tajemnice skrywa nasza Europy historia.

Z tego wynika,że od Łużyc po Wileńszczyznę,Grodzieńszczyznę i Zbrucz wszyscyśmy jedna Polaków rodzina. Zachęcam wszystkich do wypowiedzenia się na ten temat i podzielenia sie własnymi wiadomościami w tej sprawie.

http://polishgenes.blogsp…sions-from.html

http://www.forumbi odiversity.com/showthread.php?p=4653

http://pastmist.wordpress.com/

http://www.polskiekresy.info/portal/index.php

http://www.stefanoff.pl/w…_migawki/14.pdf

http://www.mimuw.edu.pl/p…55_123-130a.pdf

ht tp://www.konflikty.pl/a,2…_w_Europie.html

http://www.historiakurgany.republika.pl/apo_p lik/Wandale.htm

http://en.wikipedia.org/w…oup_R1a_(Y-DNA)

http://www.eupedia.com/eu…aplogroups_euro pe.shtml


Michał-Anioł – Spotkałem kiedyś informację o podaniu dotyczącym buddyzmu, iż lud który zapoczątkował tą religie w dzisiejszych Indiach i Tybecie przybył z zachodu kierunek wydaje się właściwy w świetle prezentowanych tu informacji .

„W czasach Buddy ustrój republikański, w którym władzę sprawowała rada naczelników rodów bądź król, pozbawiony jednak prawa przekazywania władzy swym potomkom. Bardzo podobny ustrój posiadały w Europie Środkowej i Wschodniej, jeszcze na początku XIII wieku słowiańskie republiki pogańskie, które podobnie jak te w starożytnych Indiach, musiały z czasem ulec imperialnym monarchiom.

Podziały kastowe hinduskiego społeczeństwa zaczęły funkcjonować od czasów najazdów ludów indoeuropejskich, Ariów, którzy od połowy drugiego tysiąclecia p.n.e rozpoczęli podbój Indii. Społeczność aryjska zorganizowana była w systemie warn. To sanskryckie słowo oznacza „barwę”. To znaczenie wskazuje na rasowe przyczyny podziałów społecznych. Najeźdźcy pochodzący z terenów dzisiejszej południowej Rosji i Ukrainy posiadali jaśniejszą cerę od podbijanych, ciemnoskórych Drawidów, co także decydowało o ich późniejszym statusie w społecznej hierarchii kastowej. Ponadto ci z Ariów, którzy połączyli się więzami krwi z podbitymi Drawidami, zostawali zepchnięci w dół drabiny społecznej.”


http://diamentowadroga.pl…zytnych_indiach


Jakub – Od roku 966 a wiec od daty przyjęcia chrztu w zasadzie podporządkowania państwa Polskiego Rzymowi trwało systematyczne niszczenie dawnej wiary i kultury. Karą za kontynuację tamtej wiary była śmierć. Czy wiec dziwnym jest , że w końcu musiała zniknąć? Kilka pokoleń wystarczyło aby wymazać ja ze świadomości ludzi. Działo się tak na całym świecie, pomimo represji w kilku miejscach na świecie, nieliczni, którzy przeżyli i przekazali swoją starą wiarę i wiedzę następnym pokoleniom spowodowali , że dzisiaj gdy już nie grozi za to śmierć , następuje powrót i odkrywanie na nowo swoich korzeni. U nas Słowian trwa ten sam proces od kilkudziesięciu już lat. Pomału odkrywamy coraz więcej i coraz bardziej wyzwalamy się od narzuconego nam systemu. Powracamy do źródeł naszej mentalności.

Link do strony o pochodzeniu Słowian http://chrobacja.narod.ru/

„Ksiega Popiołów – Prawda Kurhanów.” http://forum.przyszloscwp…hanow-t112.html

Fragment: „Zasadniczą ideą księgi popiołów jest dotarcie do bezsprzecznej prawdy historycznej jakakolwiek miała by ona być, księga ta jest historią Słowian oraz obroną pisma i języka Słowian.

Jest ona napisana językiem potocznym, nadużywamy słów a, i, że, alias, często dosadnym, obrazoburczym, sprzecznym z zasadami eufonii, przypisy są właściwie podrozdziałami, częściowo piszemy ją w trybie przypuszczającym by czegoś dowieść by później używać tych samych faktów już jako twierdzeń, posługujemy się zapisem przeciwnym zasadom jednolitości szczegółów czyli np. zasadą stosowania znaków interpunkcyjnych Pro’rok ~ Pro-rok, często wbrew regułom ortografii (np. naZyWać nazywamy to akcentacją etymologiczną), składni jak i prawom estetyki czy redakcji książek, np. używamy zamiennie skrótu e.ch. (ery chrystian) i n.e. (naszej ery ~ ale nie mojej), nazywamy opisywany lud czy naród, a może kastę ~ warnę militarną raz Chor’watami, Hrob’atami ~ Mogilanami, Hor’manami, Walinami, Ljadami, Ledianami, drugi Pszońcami, Obrami, Wręgami, Worami, Lachami, innym razem imieniem Morusów czyli Empiriusów ~ Ąpirusów (płonących ~ ognistych), używamy na ich określenie też nazwy Lugii ~ Antów ~ Anteli ~ Andeli ~ Anji ~ czyli Aniołów, jak również nadajemy im imię Abarów, Awarów i Rusów które w dzisiejszej historiografii mają dość jednoznaczne choć dogmatyczne identyfikacje z jakimiś koczownikami gnębiącymi biednych Słowian czy z Rusią Kijowską, też Świętą Górę czyli Łysą Górę nazywamy ~ Peuką, Pełką, HaraWatą, Łysicą, Harą, Harati, Wolą, Wólką, Gol’gotą ~ górą czaszką, Heramem, Helemem używamy znanych słów w prastarym i innym znaczeniu od dzisiejszego np. niemcy~niemeci oznaczają wszystkich niesłowian, czy żydów zaliczamy ze względu na to, że jidisz to dialekt niemiecki do Niemców itp. wypisujemy też bardzo kontrowersyjne, aroganckie oraz emocjonalne opinie, robimy to wszystko nie dlatego, że nie lubimy czeskiego (lidyjskiego) alfabetu czy też mamy taki kaprys, ale bardziej po to by zmusić do myślenia wywołać żywszą wręcz gwałtowniejszą reakcję czytelnika by uzmysłowić mu struktury i piękno naszego języka dziś już nieco skostniałego i sformalizowanego, chodzi też o dotarcie do prawdy o naszej historii i naszych przodkach, bo chodzi nam tu jak wspomnieliśmy wyżej o obiektywną oraz bezsprzeczną prawdę historyczną.

Być może obrażę tą książką klasę inteligencką, chrześcijan, arystokratów, cyklistów, bałwochwalców, komunistów i ateistów jak też XIX nacjonalizmy polski, ukraiński, rosyjski, żydowski czy niemiecki alias wszystkie nasze święte krowy, choć na pewno nie obrażę tu ludzi inteligentnych bo oni wiedzą, że dużo ważniejsza jest prawda niż dobre samopoczucie czy uczucia ”konfesjonane” tej czy innej narodowości, warstwy zawodowej czy społecznej, życie w kłamstwie i obłudzie prowadzi zawsze do klęski, być może jest to historia panslawistyczna, choć myślę, że to historia świata według Barbarzyńcy, wyraz macedoński Bara ~ Słowo, więc Barbarzyńca synonim imienia ~ narodowości Słowian. Ktoś powie, że nie ma takiej narodowości, ale była jeszcze w czasach Kadłubka, a nawet w XVI wieku bo jakiej jest narodowości autor poniższych wersów. (narodowość tą zniszczył kofesjonalizm i separatyzm podsycany przez wrogów Słowian) „


Jakub – ”Dlaczego usypano Wandzie Kurhan? Bo tak u nas ”czczono jej nadludzki (czyli boski) majestat” (tak pisał np. o Wandzie Kadłubek).

W MHP Kaźmira Szulca przeczytamy tezę, że Wanda i Krak to były bóstwa, a nie ludzkie postacie historyczne, kompromisem niesprzecznym z tymi dwoma sprzecznymi opiniami, jest teza, że byli żywymi bogami władcami typowymi dla Scytów ~ Chrobatów, tak identyfikowanym narodowo ze względu na usypane im Kopce ~ Kurhany.”…

Nikt nigdy nie zabił żadnego smoka który by się czołgał na swym brzuchu do wodopoju, bo takie smoki nie istnieją i nie istniały. Pokonać armię która posługiwała się sztafażem armii zmarłych czyli smogiemdymami, się kiedyś zdarzyło, ale mogło się to wydarzyć tylko przy pomocy bratobójstwa, zdrady i trucicielstwa, wojny domowej…

O zamku Lyscu i Łysej Górze „Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić…

Jeśli by tą panią, Boginią była Wanda, a Wielki Aleksander-Karolem Wielkim, to zamek Lysiec byłby wielką Awarską twierdzą-światynią dziewięciu kręgów-ringów-pierścieni która została zniszczona przez Frank-ów, było to w 796 roku, po sześciu latach ciężkich wojen z wrogiem i bunt-ującymi się chrytianami, świątynię pomógł zniszczyć Frankom, zdrajca Moimir książę południowych Croatów, którzy się przechrzcili, gdyby nie zdrajcy, truciciele i nasze grzechy, pewnie nie upadło by państwo Obrzymów Światogorów z Świętych Gór…”

Wiedza z Legend o… Wężu…

Węże są gadami niezwykle pożytecznymi, jako drapieżniki utrzymują w ryzach populację różnych gryzoni łącznie z szczurami i myszami które potrafią być prawdziwą plagą, jednak w powszechnej urobionej przez chrystianiazm opinii, są zwierzęciem wręcz demonicznym stąd budzącym lęki i niechęci, w chrześcijaństwie wąż jest uosobieniem szatana czy diabła, węże jadowite są rzeczywiście niebezpieczne, ale nie atakują nie sprowokowane, często ostrzegają syczeniem lub grzechotką, odczep się ode mnie jestem dobrze uzbrojonym wojownikiem.

Jednak dawniej w Polsce, Europie jak i starym świecie, stosunek do węży był bardziej wyważony, jak wiadomo w Grecji wąż był uznawany za wcielenie duszy zmarłego uczynienie krzywdy temu zwierzęciu wróżyło wielkie nieszczęścia i było naganne, jako znieważenie zmarłych, tak samo u Bałtów przez szacunek dla zmarłych hodowano w domach węże które były domownikami tak jak dziś pies czy kot, podobnie było i u nas wąż był wcieleniem duszy (tożsamy z duszą) mężczyzny wojownika, a często symbolicznym ojcem władców, ojciec Piasta to Chościsko (hasićska-wąż czeskie), zaś Wolga Busławlewicz był synem Węża NiczaGory i Marfy Wsiesławewny…

W polskich mitach czy raczej już tylko logice słowotwórczej, Żmij Ogieny pierwotnie był wojskiem które broniło granic, wały obronne nazywano Żmijowymi, a w Żmigrodach stacjonowało owe wojsko, pierwotnie wąż był w raju żydowskim jako istota w pełnej swej krasie i bliski Bogu, po buncie Adama został wypędzony z raju, Mojżesz kazał zrobić wizerunek węża Żydom i kazał wpatrywać się w niego chorym, a co ich uzdrawiało, w Manicheizmie Eden był więzieniem przygotowanym przez Króla Ciemności, a Jezus przekazał tę wiedzę pod postacią węża, Adamowi i Ewie będącym w Raju-wiezieniu…

Też wąż jest świętym zwierzęciem Asklepiosa-Eskulapa syna Apoliona, (laska Asklepiosa jest opleciona wężem), boga lecznictwa wskrzeszającego zmarłych, kaduceusz Merkurego też oplatają węże, można węża też uznać za tożsamego z duszą (hinduizm), bowiem gdy zmarł brat Kriszny Balarama, to nieśmiertelny Wąż Śesza wyłonił się z jego ust i odleciał na powrót do oceanu mahadewa (wielkiego boga) Wisznu, czyli zachował się jak dusza ulatująca do nieba, niebo-ocean.

Księgi mówią, że wąż jest też dysponentem mądrości SarpaVidyja to Weda ~ wiedza wężów, w grece filo’zOphia-ophin-wąż, filozof jest więc miłośnikiem węży(węzów), łacińskie Serpens-węże odpowiada sanskryckiemu Sarpa i naszemu Serb, sierp, serpentyna, coś wężowego kształtu poruszające się wężowym ruchem, nazwa Serbów więc od węży tak jak Syryjczyków (Asyryjczyków) których słowo Ilu-Siru, znaczyło bóg wąż, którego wizerunki w Babilonii i Asyrii umieszczano na słupach granicznych oraz u bram świątyń by zabijał napastników i odpędzał demony (często pod postacią zwierząt i innych węży), porównaj też naszą trumnę Chrobrego, nasz słowiański Żmij Ogienny, walczący błyskawicami i piorunami ze smokami, demonami i czarownicami, też należał do tego rodzaju czystych dobroczynnych sił, był obrońcą wód i zasiewów, sprowadzającym życiodajne deszcze, co jest dzisiaj zacierane i przeinaczane..

Wąż, jaszczurka, żaba, były namacalnym dowodem odradzania się czy zmartwychwstania, więc siłą rzeczy wąż, ten często zamieszkujący kamienne kurhany oraz wygrzewający się na kamieniach zwierz stał się duszą przodka, dlatego też często te węże na rysunkach i rzeźbach z tamtych czasów, mają starcze brody czyli brody naszych przodków-dziadów, np. Etruski Anioł V wiek p.e.ch.

Wierzenia i religie to w zasadzie antyczne kosmologie wyjaśniające w sposób naukowo podobny mechanizmy i strukturę świata według ówczesnej wiedzy.

Naukowcy podważający systemy tej wiedzy, byli narażani na ataki dogmatyków (ortodoksów-bałwochwalców) danej religii, dlatego chciano spalić na stosie Galileusza czy też umieszczono na indeksie ksiąg zakazanych dzieła Kopernika, bo podważali oni dogmaty naukowe chrystianizmu czy biblii, cóż biblię kompilowali jacyś grecy dla których pasek Oriona był czymś zadziwiającym, przez co i niezmiennym dla boga judejskiego który nieźle znał się na greckiej Mitologii i Zodiaku (k.Joba), bóg (czy grek) ów mówi też coś o filarach na których jest osadzona ziemia, o jej kamieniu węgielnym, drzwiach morza itp. Taka wizja ziemi jest sprzeczna z wiedzą naukową i ta wiedza dowodzi też ignorancji proroków boga biblijnego więc musiała być bez wątpienia wiedzą bluźnierców, bo mówiąc wprost i bez ogródek konsekwencje tych naukowych poglądów dowodziły fałszywości panującej religii.

Paradoksem tej religii „ludzi jednej księgi” jest to, że człowiek osądzony przez rzymian i przy aplauzie żydów przez rzymian maltretowany i stracony, który winien według nich był bluźnierstwa czyli herezji wobec religii żydów czyli według prawa oraz wyroku rzymian, bluźnił on przeciw tej samej księdze i religii przeciw której bluźnił Galileusz, Kopernik i inni paleni już na stosach heretycy, czyli został w istocie złożony na krwawą ofiarę na ołtarzu bałwanów religii żydów i ołtarzu bałwana prawa rzymian, więc paradoksem ludzi religii jednej księgi jest to, że został on dla jakiejś części tych rzymian Wielkim Bogiem. Cóż faryzeusze-bałwochwalcy zawsze stanowili większość, bo przecież to chyba nie Niebiosa chcą ofiary krwi i cierpienia ofiar, tych czy innych bohaterów tylko szatan okryty rozdzieranymi szatami, sukniami, togami – faryzeuszy, inkwizytorów, sędziów, sprawiedliwych tego świata umywających ręce po złożeniu krwawej ofiary na ołtarzu tak naprawdę głupoty i ciemnoty tego świata, kuglarstwem i pseudoprawem uzurpującej sobie władzę i tak naprawdę są oni z wyznania chryzokratami czyli czcicielami złotego cielca, nędznymi kupczykami sprzedającymi krew i ciało swoich ofiar…

I jakiego boga wzywał Jezus na krzyżu „Eloi, Eloi lama sabaht’ani (są też zapisy „Eli, Eli lama sabachtani)?” bowiem nie znali tego imienia żydzi myśląc, że Eliasza wzywa, więc chyba nie był to bóg znany żydom, czy „Eloi~Eli… sabaht’ani” ma jakiś związek z naszym Ileli, Eli i słowem sabat, – samo Eli~Eloi tłumaczy się jako bóg lub pan, miało by wiec dokładnie takie same znaczenie jak nasze słowo Eli, bo u nas Ileli, Leli, Eli to imię boga (pan’bóg) z Świętej Góry, wiec czy sam Jezus wymyślił imię Eloi~Eli czy znał je skąd indziej…”

http://www.wykop.pl/ramka…rawda-kurhanow/

A tutaj wklejam odpowiedź, jakiej udzielił jeden z forumowiczów o nicku Lem Jaskiniowy na forum http://zmianynaziemi.pl/f…kie-wedy?page=2

Cyt. Nawiasem pozdrawiam Autora Księgi Popiołow; to umysł wyprzedzający swój czas.

Wanda. To imie jest tym samym co …Banda, nota bene winne być pisane przez V. Słowo banda nie było kiedyś pejoratywne (tak jak Mordavec/Mołdawiec nie oznaczało mordercy). Skoro juz wiemy, że nie była to jedna osoba lecz GRUPA z liderką o imieniu Vanda, to mozemy się zastanawiać nad dalszą częścią tej legendy…..

Legenda 2: Smok zjadł truciznę i wszedł do rzeki – to opis zdrady, po której kapłani (czyli Banda) „napiła się wody”. Prawdopodobnie cała załoga Wawelu była juz otruta, gdy wrzucano ja do Wisły. Aspekt żeńskiej liderki jest tu dość prosty – badania w Krakowie pokazywały, że Vavel (Babel) był świątynią, zaś twierdza/zamek była osobnym obiektem w miejscu dzisiejszego placu Dominikanów. Jeśli w to zaufać, to żeńska liderka swiątyni (bogini wcielona) jest bardzo na miejscu; w końcu to była swiątynia Ducha Serca, więc formy żeńskiej. Otruto ich najprawdopodobniej barankiem ofiarnym, składanym w swiatyni.

Z drugiej strony: w Krakowie stało jeszcze do czasów rozbioru 40 kurhanów w tym conajmniej jeden podwójny (Kraka) symbolizujący Bliźnięta/Związek. Kurhany rozebrali Austyiacy budując swoje bunkry w ich miejscach.

Nie zabudowali jedynie kurhanów vandy, biskupskich oraz Chorągwicy, bo nie pasowały do planu obrony. Dokladne plany kopców i to co było pod nimi jest opisane w archiwach wiedeńskich. Bunkry łączą się ze soba; ostatnie widowiskowe przejscia urządzili austriacy w tunelach na Orlej i w tunelu Piaski/Wieliczka.


Mieszko nie był królem, księciem czy nawet Słowianinem. Mieszko to nie imię, lecz zawołanie, przezwisko związane z jego pewnymi cechami charakteru (przewrotność, chciwość, zakłamanie). Prawdziwe imię jego to Dagomer czyli Sława Dnia. Imię to jest wymienione tylko w jednym dokumencie „Dagome Iudex”.

Nie mógł być królem Wandalów, gdyż… był niszczony przez Słowian, głównie Redarów, którzy dwa razy złoili mu skórę oraz zabili brata. W ogóle nie był królem, lecz niemieckim (nie niemieckim a Świętego Cesarstwa Rzymskiego, żadnych Niemiec nie było, więcej tutaj) wasalem regularnie składającym Ottonowi trybuty, gościem, którego mnich Widukind z Korbei w Kronikach Saskich nazywa „karzącą ręką niemieckiej sprawiedliwości”. To Mieszko i jego hordy w dużej mierze odpowiedzialni są za zniszczenie Słowian Połabskich „ogniem, rzezią i wyniszczeniem”, co odnotowane zostało w „Rocznikach Hildenseimskich” dla roku 985 oraz 986.

Z Niemcami walczył dopiero po 2 lipca 990 roku czyli tuż przed śmiercią, a powodem było… oszukanie zarówno Niemców jak i Czechów, co omal nie doprowadziło do wojny Czesko-Niemieckiej (Bolesław Pobożny zapragnął przerobić go na bitki, lecz Niemcy zobligowani byli udzielić Mieszkowi jako ich trybutariuszowi zbrojnej pomocy. Jednakże nie mogli walczyć z Czechami, bo oficjalnie byli sojusznikami).

Mieszko to kmiot, którego nikt nie cierpiał. Zarówno Słowianie jak i Grafowie niemieccy i pewnie, gdyby nie protektorat Ottona oraz ślub z Dobrawą przerobili by go na szaszłyki.

Źródła: Kroniki Thietmara, Kroniki Saskie, Roczniki Hildenseimskie


phoenix84 – Lechici. Słowo Lah/Leh, obecnie pisane jako Lech i jest utożsamiane z naszym Państwem od starożytności. Starożytna nazwa grecka naszego Państwa to Lachia (kraj Panów), po ukraińsku nadal zwie się nas Lachami, stąd powiedzenia: “Strachy na Lachy” oraz “Pamitaj Lasze, szo po Wislu, to nasze”. Litwini, mimo osiemsetletniej indoktrynacji chrześcijańskiej oraz pięćsetletniej wspólnej państwowości z Polską, nigdy nie zmienili nazwy Polski na chrześcijańską i do tej pory Polska po litewsku to Lenkija (Lęchija), a Polak to Lenkas. Węgrzy zwą nas Lengyel i jest to połączenie dwóch słów: Lech i Angyel (Pan i Anioł), a nasze państwo zwą Lengyelorszag, co dosłownie oznacza Państwo Panów Aniołów. Ważne jest, by zrozumieć, że są to wszystkie narody ościenne Polski, które nie były chrześcijańskie w momencie zmiany nazwy Lechia na Polska i właśnie z tego powodu jej nie zmieniły. Czechy i Niemcy były chrześcijańskie i natychmiast zmieniły nazewnictwo na chrześcijańskie.

W świecie nazwa Lechia pozostała do dziś u narodów niechrześcijańskich. I tak po turecku Polska to Lehistan, a po persku i arabsku to Lahestan. Warto zauważyć, że słowo “stan” oznacza po persku po prostu “państwo” (i w tej formie przeniknęło do innych języków) i jest dość popularne w regionie: Kirgistan, Pakistan, Uzbekistan, Afganistan, Kazachstan, Turkmenistan itp. Zawsze składają się z części oznaczającej naród + państwo np. Turkmenistan to Państwo tureckich mężów, a Lehistan oznacza państwo Lachów.

Warto tu zaznaczyć, że Turcja NIGDY nie uznała rozbiorów Rzeczpospolitej i do 1918 roku, podczas spotkań międzynarodowych na jej terenie, było przygotowane miejsce (pusty fotel). Podczas rozpoczęcia każdego spotkania mówiono: “Poseł z Lahestanu jeszcze nie przybył, ale zjazd należy już zacząć”.

Starożytna nazwa naszego państwa przetrwała do dziś w lingwistyce.

Hindustan i Persja

W Sanskrycie Lech oznacza tyle, co pan, władca, król, pasterz czy bóg. Lechistan to państwo panów lub państwo bogów lub państwo pasterzy. Po persku do dzisiaj słowo Lah oznacza pana, boga i pasterza.

Semici

Właściwie to w całym regionie bliskowschodnim ten rdzeń jest widoczny. Po hebrajsku słowo “Lah” ma ta same znaczenia i brzmi Elah. W liczbie mnogiej to Elahim, a w wersji starohebrajskiej brzmi Elohim. Co bardziej gorliwi chrześcijanie znają to słowo bardzo dobrze, jest ono użyte w Biblii (hebrajskiej) ponad 2700 razy na nazwanie Boga lub Bogów (bo jest to liczba mnoga). Podczas czytania Biblii słowo JHWH tłumaczone na Polski jako Jehowah czytane jest właśnie jako Elohim (Panowie, Bogowie), ponieważ Żydzi wierzą, że nie są godni wymawiania słowa JHWH. Nie przypadkowo w Biblii zwie się ludzi owieczkami, bo słowo Elohim oznacza też pasterzy. Po arabsku natomiast słowo Lah ma dodany przedrostek określony Al i stąd wziął się słynny Allah, co znaczy dosłownie “ten Bóg” / “Bóg właściwy”. Dlatego Lahestan po arabsku również znaczy Kraj Boga.

O ile w języku polskim “bóg” dał nam pismo czyli “bukwy” i stąd germanie zbiór bukiew nazywają “buk” np. en:book (książka), de:Buch (książka) to już Semitom bóg dał co innego Smile. Chodzi o jedzenie. Słowo “lahem” (coś co jest dane od pana / boga) po hebrajsku oznacza “chleb”. Nie jest to oczywiście przypadkiem, gdyż Lechia mając na swoim terenie więcej urodzajnej ziemi niż wszystkie pozostałe narody razem (spójrzcie na mapę antycznego świata!) eksportowała żywność przez Kaukaz na tereny bliskowschodnie. Słowo “lahem” znacie bardzo dobrze z innego słowa, a jest nim Betlahem (Betlejem), co dosłownie znaczy Dom Chleba, ale i Dom czegoś, co pochodzi od Boga. Dlatego temu miejscu przypisuje się miejsce narodzin chrześcijańskiego boga. Arabowie natomiast tym samym słowem czyli “lahma” oznaczają po prostu mięso. Ich bóg nie był tak wegetariański jak ten hebrajski Smile.

Grecja

Grekom nie daliśmy boga, chleba, ani mięsa, ale poszkodowani też się nie czują. Dostali od nas słowa. Słowo “leh” jest źródłosłowem dla greckiego “lego”, które oznacza pierwotnie “zdobywać”, więc jednoznacznie kojarzy się z Lechią, a wtórnie oznacza “czytać” oraz “legis” to po prostu “mowa” → “lexi” (słowo) stąd polskie “leksyka”, “leksykon” czy “leksem”. Nie jest oczywiście przypadkiem, że my siebie nazywamy słowianami, co oznaczać może “Ci, którzy używają słów”, “Ci, o których się mówi”, albo nawet “Ci, co dali słowa”, słowo “Lechici” jest w grece i łacinie dosłownym tłumaczeniem nazwy “Słowianie”. W słowie “Leksykon”, słychać tam wyraźnie “Leks” / “Lechs” czyli “Lechici” / “Słowianie”.

Rzym

Rzymianom daliśmy prawo i władców. “lex” (prawo) i “legi” (czytać), stąd wróciły do nas jako na przykład “legislacja”. Często dochodzi między językami do przejść L → R, stąd nazwy władców np. la:rex (król) np. “Tyranosaurus Rex”, la:regina (królowa), ale i hinduskie: sa:radża (król, radża), hi:radża oraz sa:raj / radż (królestwo, raj). W tym miejscu pojawia się wątpliwość, czy na pewno słowo “Lech” jest indyjskie (tak sugerują źródła), bo skoro ma to samo znaczenie, co Raj i Radż, a pisownia jest różna to znaczy, że przywędrowało do tego języka z różnych stron lub w różnym czasie (stąd różna wymowa i pisowania, a znaczenie to samo). Skoro na północ od Indii byli słowianie i do dziś mieszkają tam ludy mające te samą haplogrupę krwi co słowianie i wyglądają jak my, tylko mają ciemniejszą skórę, ale po późniejszej inwazji tureckiej i arabskiej używają języków tureckopodobnych i wyznają islam.

Nie tylko źródłosłów “leks” pochodzi od nas. Inna nazwa Słowian to “barbarzyńcy” <la> “werbalny”, które pochodzi od barba (barbarzyńca). Dwie różne drogi prowadzą do wniosku, że Rzymianie wiedzieli, że słowa i język posiadają od nas.

Germanie

Chodzi oczywiście o Germanów w obecnym znaczeniu tego słowa, bo kiedyś oczywiście pod tą nazwą byli Słowianie. Daliśmy im nie tylko słowo “państwo” czyli de:Reich (państwo / rzesza), nl:rijk (imperium), sv:rike (państwo). Od tego słowa pochodzą też en:rich (bogaty) oraz… cała medycyna!

Od słowa “lech” wzięło się polskie i germańskie słowo “lek” oznaczające pierwotnie wyciąganie czegoś np. wody ze studni, ale i… choroby z chorego. W tym znaczeniu mamy obecnie np. en:leech (pijawka). Osoby zajmujące się medycyną w świecie antycznym to Lechici, stąd każdy szaman zwany był “lekiem”. W językach słowiańskich słowa lek/leczyć/lekarz brzmią tak samo jak po polsku. W językach germańskich: no: lækjar, da:læge, is:læknir → fi:lääkäri oraz en:leech (uzdrawiacz). Etymologia tego ostatniego z angielskiego wikisłownika: From Middle English leche (“physician”), from Old English lǣċe (“doctor, physician”), from Proto-Germanic *lēkijaz (“doctor”), from Proto-Indo-European *lēg(‚)- (“doctor”). Wartym zauważenia jest fakt, że nawet według oficjalnych etymoglii to słowo pochodzi od tego samego słowa co greckie “słowo” i łacińskie “prawo”.

Teraz, po latach od ich odkrycia, te wszystkie informacje są dla mnie oczywiste, ale gdybym żył w głębokiej nieświadomości w tym temacie, a tym bardziej był bym chrześcijaninem, informacje powyżej uznałbym za jakieś brednie. No bo jak to, Polska krajem Boga? Zapraszam do Bibliotek i Google. Wszystko możecie sprawdzić jeśli oczywiście starczy Wam odwagi i będziecie chcieli.

Warto odnotować, że słowo Leh/Lah znajduje się również na inskrypcjach na wielu Kurhanach w Europie i Azji. Oznacza się w ten sposób, że grobowiec należy do Władcy.

Więcej tutaj: http://wspanialarzeczposp…/07/22/lechici/


Różokrzyż Radom Lectorium Rosicrucianum



Alchemia różokrzyżowców

Kamienia filozoficznego, którego tak wielu ludzi poszukuje na próżno, nie można znaleźć w królestwie minerałów, ponieważ ten boski kamień budowlany leży ukryty jako ziarno w ludzkim sercu. Królestwo Boga znajduje się w człowieku. Esencja Ducha skoncentrowana jest w ukrytym punkcie ludzkiego serca. To tam można znaleźć kamień mędrców.

Jak już wspomnieliśmy, tajemnicze duchowe centrum, które nazywane jest „ziarnem siewnym Jezusa”, „różą serca” lub bardziej współcześnie „atomem iskry Ducha” czy „atomem Chrystusowym”, znajduje się na szczycie prawej komory ludzkiego serca. W tym ziarnie siewnym duszy kryje się ogromna moc pozwalająca na przebudzenie wewnętrznego, niebiańskiego człowieka, człowieka zbudowanego ze złotej prasubstancji.

Rozwój tego wewnętrznego człowieka, tego nosiciela Światła jest prawdziwie królewską sztuką. W żadnym wypadku nie jest to proces naturalny, lecz proces duchowy, alchemiczny. Dlatego musi on rozpocząć się w atomie iskry Ducha w sercu. Jedynie atom iskry Ducha, jako złoty eliksir, jako kamień filozoficzny ukryty w człowieku, jest w stanie przekształcić ołów tej natury w złoto Ducha.
J. van Rijckenborgh i Catharose de Petri - "Uwalniająca Scieżka Różokrzyża"
 
 „Dusza posiada dwie strony i dwa doświadczenia.
Jedna strona jest doświadczeniem ciała i psychiki,
druga jest doświadczeniem Ducha.

Pierwsze jest doświadczeniem zewnętrznym,
drugie wewnętrznym. Natura duszy jest przejrzysta
jak szkło. Jeśli zakryje się jedną stronę szkła,
powstanie lustro. To samo dzieje się z duszą, jeśli
jej zwrócona do wewnątrz strona zostanie zakryta,
staje się ona lustrem, w którym odbijać się będą
zewnętrzne doświadczenia.

Dlatego człowiek, który obdarzony jest zewnętrzną
wiedzą, niekoniecznie musi też być obdarzony
wiedzą wewnętrzną.

By zdobyć wewnętrzną wiedzę, trzeba zakryć tę
drugą stronę duszy, by strona odzwierciedlająca
zwrócona była nie na zewnętrzny świat, ale na Ducha.
Kiedy tylko to się stanie, człowiek otrzyma inspirację i
objawienie.”
Z nauki sufich (Pentagram nr 82)
 
 NIC NIE JEST STRACONE

Gdzie znajduje się światło, gdy wyłączasz lampę?
Światło jest energią, a energia nie może zostać zlikwidowana.
Także miłość jest pewną formą energii,
która pozostaje zachowana i jest niezniszczalna.
Jednym z możliwych naukowych wyjaśnień byłoby,
że światło stało się ciepłem. Jest to tak samo trudne
do obalenia jak i do udowodnienia. Czy możemy
więc twierdzić, że miłość, myśli czy uczucia, które
oddziaływały na człowieka, stały się ciepłem? Powszechna
Nauka mówi, że myśli i uczucia człowieka
są niezniszczalne i wpływają, na krótszy lub
dłuższy czas, na elektromagnetyczny system Ziemi.

Co moglibyśmy zobaczyć i czego doświadczyć, gdybyśmy
mogli widzieć i myśleć z szybkością światła?
Czy promień światła rozpływa się, rozpuszcza czy
pozostaje aktywny? Możemy sobie tylko wyobrazić,
że energia przetwarza się w wyższą wibrację
duszy, tak jak nasze plecy lub ręka zostają ogrzane,
gdy pada na nie promień słońca.

Carl Gustav Jung powiedział kiedyś: Rzeczywistość
jest tym, co oddziałuje na ludzką duszę. Również Bóg
jest taką rzeczywistością. Ta boska rzeczywistość
charakteryzuje się tym, że jest ona niezmienna, otacza
wszystko i jest źródłem wszystkich rzeczy. Jest
doskonałą, bezwarunkową miłością do wszystkich
i wszystkiego. Są to właściwości pochodzące wyłącznie
od Boga. Tej jedynej absolutnej rzeczywistości
człowiek może doświadczać tylko jako przeczucia,
zobaczyć „jakby w zwierciadle” (1 Kor. 13, 12).

Żaden człowiek nie jest w stanie doświadczyć absolutnej
rzeczywistości w jej całości. Organy człowieka
nie są do tego przystosowane. Żadne doświadczenie
nie może udowodnić, że Bóg jest jedyny, nieskończony
i wszechobejmujący, a co więcej, że istnieje.
Po pierwsze, dzieje się tak, ponieważ ludzie
są ograniczeni. Po drugie, ponieważ taki „dowód”
musiałby być dowiedziony przez definicje, które
już zakładają istnienie Boga. Nieszczęsny intelekt!
Właściwie żaden dowód na istnienie Boga nie jest
potrzebny. Kto idzie ścieżką duszy, ten doświadcza
Boga i nie potrzebuje dowodu. Kto natomiast Go
nie doświadcza, temu nie pomoże żaden dowód.
Musi on albo ślepo wierzyć albo wątpić.

Jednakże ludzką cechą jest poszukiwanie sensu
życia, aby poprzez myślenie, odczuwanie i działanie
rozpoznać przyczynę wszystkiego, co istnieje, „To”,
dzięki czemu wszystko powstaje i jest utrzymywane.
W Powszechnej Nauce zawsze twierdzono, że ludzkie
myślenie, odczuwanie, chcenie i działanie jest
iluzją, „mają”. Nie znaczy to, że to, co poznane, nie
istnieje. Pojęcie „maja” oznacza, że każde ludzkie
doświadczenie jest niewystarczające i – w porównaniu
do obiektywnej rzeczywistości – jest zawsze
obarczone błędem.

Dlatego też na ludzkim poziomie nie można znaleźć
ani ostatecznej prawdy, ani też ostatecznego dowodu
na istnienie Boga. Ale mimo to człowiek może być
wypełniony przez Boga! Jest to radość na ścieżce
duszy. Nikt nie może jednak twierdzić, że posiada
jedyną, absolutną prawdę, czyli że jest nieomylny
w swoich uczuciach, myśleniu i działaniu. Zostało
to niezwykle jasno i pięknie wyrażone w rozdziale
dziewięćdziesiątym Ewangelii Życia Doskonałego
znanej też jako Ewangelia Świętych Dwunastu.

Pentagram nr 93 - (fragment artykułu: "Dowód
na istnienie Boga").