Adamus

Gra świadomości 



MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

SERIA “Idziemy dalej: Życie wyzbyte władzy”

SHOUD 4 – prezentowany przez ADAMUSA SAINT-GERMAINA  za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

5 grudnia 2015 r.




Jestem Kim Jestem, profesor Adamus, Dickens, Saint-Germain. (publiczność daje wyraz swojej aprobacie pokrzykując i bijąc brawo)

Witajcie, droga Shaumbro, na tym wysoce naenergetyzowanym spotkaniu. Witam wszystkich słuchających nas online, wszystkich, którzy tutaj dziś się zgromadzili. Ach!

Urocze, urocze, interesujące, niesamowite kostiumy (wiele obecnych osób ubranych jest w kostiumy z okazji Świąt Bożego Narodzenia). Coś jest w takim przebieraniu się. Wiąże się to ze zmianą waszej typowej rutyny, co po prostu pozwala wam poczuć się inaczej. Ma wpływ na komórki ciała. Naprawdę, ma również wpływ na wasz umysł. Otwiera go na nowe możliwości. Ale komórki w waszym cie… eech. (Adamus zatrzymuje się przed Sartem przebranym za kobietę; publiczność się śmieje) Tak, eech, taak… otwiera na nowe możliwości. Pani wybaczy, droga pani, z jakiej toalety pani korzystała w czasie przerwy? (więcej śmiechu)

SART: Nie pamiętam.

ADAMUS: Nie pamięta pani. Dziękuję za moją kawę z wanilią (zwraca się do Sandry), a czy mógłbym dostać dzisiaj do tego troszkę Kahlua*?

*meksykański likier kawowy – przyp. tłum.

LINDA: Nie.

SANDRA: Nie.

ADAMUS: Myślę, że będę go potrzebował. Och, hmm. (więcej chichotów)

A zatem, droga Shaumbro, witajcie. Tak. Kiedy się przebieracie, co Sart potwierdzi, po prostu czujecie się inaczej. (śmiech) To dotyka każdej komórki waszego ciała. Już nie jesteście ograniczeni do starego porządku bycia, och, powiedzmy, męskimi komórkami. Macie jedne i drugie. Czyż nie czujesz się nieco lżejszy w pantofelkach? (Sart potakuje) Tak, tak. O, tak, tak. (Adamus chichocze)

Shaumbra, chcę, żebyście zastanowili się przez chwilę nad tym, co powiem. Otóż, w tym ubraniu czuję się o wiele wygodniej, aniżeli w tym, w jakie ubiera się zwykle Cauldre. (Adamus jest ubrany w wysoki cylinder w stylu Dickensa i frak)

EDITH: Wyglądasz olśniewająco.

ADAMUS: Dziękuję ci. Dziękuję ci, jak zawsze. (kilka chichotów) Spędziłem większość mojego ostatniego wcielenia w kapeluszu na głowie. Nie takim w stylu czapki bejsbolowej, ale w kapeluszu dżentelmena. Tak, a laska jest dla Cauldre’a. Trochę się posunął w latach. (więcej chichotów) Chcę, żebyście się przyjrzeli, poczuli energię jaką mamy tu w tej chwili.

I tak oto jesteśmy tutaj w tym dniu 5. grudnia 2015 roku. Spotkaliśmy się wszyscy razem w tym szybko zmieniającym się świecie. Będziemy dzisiaj o tym mówić. To jest norma, typowy przykład nowej duchowości na tej planecie. To nie jest New Age. Nie, wyznawcy New Age, tak sobie myślę, siedzieliby w kręgu albo klęczeli, albo robili co innego, bardzo nabożni, poważni. Nie byłoby tam wiele śmiechu. To z całą pewnością nie jest kościół katolicki. Wyobraźcie sobie, że idziecie do kościoła katolickiego tak ubrani. (nieco śmiechu) Mmm.

SART: Byłbym ekskomunikowany. (Adamus chichocze)

LINDA: Przerażające.

ADAMUS: Natychmiast by z ciebie zrobili kapłana.

LINDA: Ooch!!! Ooch!!! (śmiech publiczności i brawa) Ooch!

ADAMUS: Jak mówiłem, to jest – jeśli to wyczujecie – to jest przykład nowego… to nawet nie jest duchowe. To po prostu świadomość, a wy jesteście tymi, którzy są wystarczająco szaleni, żeby to po pioniersku wprowadzać. Jesteście tymi, którzy wychodzą ze starego modelu.

To wymaga odrobiny szaleństwa, a może i wiele szaleństwa. To wymaga sporego poczucia humoru. Dużego poczucia humoru. Trzeba bardzo dużej zdolności zachowania wewnętrznej równowagi, żeby umieć łamać normy. Och, ten świat pełen jest norm.

Jesteśmy dziś tutaj, a wiadomo, że nie jest to meczet i nie obchodzi mnie, jeśli wam się to nie podoba. Pogadam z Mahometem o was (Adamus mówi do kamery), jeśli nadal będziecie – (Linda gwałtownie łapie oddech) – modlić się tak do mnie.

LINDA: Zamknij się!

ADAMUS: Znam go, to mój dobry przyjaciel. Należy do Klubu Wzniesionych Mistrzów. Naprawdę.

A zatem, jesteście zdolni się śmiać, jesteście zdolni żyć, jesteście zdolni wyjść poza ograniczenia i to właśnie kocham w pracy z wami, to kocham w tym naszym wspólnie spędzanym czasie.

A więc dzisiaj będziemy mieć czterodaniową Adamusową ucztę…

LINDA: Ooch.

ADAMUS: …świadomości. Tak. Na pierwsze danie jako przystawka pojawi się kilka istotnych pytań z udziałem publiczności. Tak więc przygotujcie się dzisiaj na wypowiedź do mikrofonu. Edith, dlaczego tak przewracasz oczami? (kilka chichotów)

LINDA: Mmm?

ADAMUS: Zobaczyłem gałki oczne… oto Edith. Och, Edith, zrób to jeszcze raz. Kamera cię ujmuje.

EDITH: Och, coś mi wpadło do oka. (śmiech)

ADAMUS: Niedługo wpadnie ci jeszcze gdzie indziej. (więcej śmiechu, a publiczność woła; „Ooch!”) Oczywiście, do mózgu. Oczywiście. Wyglądasz dzisiaj cudownie, moja droga.

EDITH: Dziękuję ci.

ADAMUS: Tak. Edith wygląda cudownie. Naprawdę. Wyglądasz młodziej. Nie wyglądasz jak ktoś przytłoczony ciężarem, Edith. Widzisz, Edith, ty jesteś kimś w rodzaju gwiazdy rocka znanej na całym świecie. No i znowu to przewracanie oczami. (śmiech) Jesteś znana w świecie jak nieomal gwiazda rocka. Ludzie patrzą: „Jak tam Edith ma się w tym miesiącu? Co Edith… co znów dzisiaj odpysknie Adamusowi?” Ale wygląda na to, jakby ciężar został zdjęty. Co się stało?

LINDA: O, zaczekaj. Chcesz mikrofon?

ADAMUS: Taak, taak, mikrofon.

EDITH: Ja po prostu… och.

LINDA: Ojoj! Zaczekaj.

ADAMUS: To jest chwila Edith.

EDITH: Dzięki.

ADAMUS: Pewnego dnia zrobimy film – „Chwile Edith”. (kilka chichotów) Co się dzisiaj dzieje z twoimi oczami, moja droga? Co z tymi oczami? Te oczy nieustannie się kręcą w kółko - mmmm-mmm-mmm-mmm – o tak. (Adamus przewraca oczami; więcej chichotów) No więc, Edith, co się dzieje? Wyglądasz młodziej.

EDITH: Po prostu bardzo dobrze się czuję sama ze sobą i kocham siebie tak bardzo, że aż nie jestem w stanie przestać przewracać oczami. (śmiech)

ADAMUS: Ale dlaczego wyglądasz trochę młodziej? O kilka ciężarów mniej niż zwykle?

EDITH: No cóż, jestem młodsza!

ADAMUS: Dobrze. Coś się dzieje z twoim organizmem?

EDITH: Oczywiście, zawsze jest zdrowy.

ADAMUS: Zawsze zdrowy.

EDITH: Tak.

ADAMUS: Eech, mmm.

EDITH: Jest zdrowy.

ADAMUS: Poprawił się ostatnio. Eech… wrócimy do tego później. Dziękuję ci.

Na pierwsze danie będzie trochę pytań i odpowiedzi z udziałem publiczności, a więc przygotujcie się, bo każdemu z was może się dostać mikrofon w dowolnym momencie. Nie będziecie wiedzieli, kiedy, bo po sali krąży Grinch* z mikrofonem w ręku. (Linda jest przebrana za Grincha) Czy jesteście tutaj po raz pierwszy, czy też należycie do stałych uczestników, możecie dostać dziś mikrofon. Hm.  

*postać z filmu fantasy o polskim tytule „Grinch: Świąt nie będzie” – tajemniczy, zielony stwór zamieszkujący jaskinię w górach, który nie cierpi świąt. (patrz: Wikipedia) – przyp. tłum.

Daniem drugim będzie dyskusja, wykład, obserwacje, wyjaśnianie różnych spraw – to będzie danie drugie. Daniem trzecim będzie osobista meraba prowadząca w fantazję, poza umysł. Tak. Danie czwarte… (ktoś mówi: „Albo wyjście z umysłu”) Cóż, wyjście z umysłu. No cóż, to jest wyjście z ciała. Nie wiem, jak jest z umysłem.

Danie czwarte, ach, pozostawię to w zawieszeniu i tajemnicy, żeby to sprecyzować później. (ktoś mówi: „Oooch”) Ooch. Tak. Tak więc, ekscytujące. Ekscytujące, ekscytujące.


Pytanie pierwsze

A zatem pierwsze pytanie brzmi… czy jesteś gotowy, Grinch, z mikrofonem?

LINDA: O, tak. O, tak.

ADAMUS: Pytanie pierwsze brzmi: oto jesteśmy tutaj pod koniec roku kalendarzowego, a to zawsze dobry czas, żeby ocenić, jaki ten rok był dla was, żeby przyjrzeć się wszelkim nowym postanowieniom – co ja nazywam osobistymi kłamstwami – jakie poczynicie na następny rok. A więc pierwsze pytanie: jak byście ocenili ten rok, 2015 rok, na skali od jednego do dziesięciu, gdzie dziesięć oznacza najwyższy poziom, najlepszy, a jeden najniższy, najgorszy, jak szło wam z byciem naturalnym? Jak wam się udawało przyzwalanie? Jak radziliście sobie z unikaniem wszelkich mentalnych zawirowań i z przyzwalaniem, by to coś, zwane oświeceniem, wchodziło w wasze ciało i umysł w naturalny sposób?

Podoba mi się ta laska.

LINDA: Taak, wiemy.

ADAMUS: Na skali od jednego do dziesięciu, jak dalece naturalni byliście w roku 2015? Wczujcie się w to pytanie przez chwilę. Jak dalece byliście naturalni? Mmm.

OK. Linda, w gotowości z mikrofonem. (Adamus sięga po kubek z kawą i przewraca świecę na stole) Ups, (ktoś mówi: „O, cholera”, kilka chichotów; ktoś podnosi świecę) Dziękuję ci. To świeca magiczna. Nigdy się nie wypala. Tak.

SAM: Sześć.

ADAMUS: Sześć.

SAM: Sześć.

ADAMUS: Czy to pokrzepiająca liczba?

SAM: Może być.

ADAMUS: Może być.

SAM: Jasne, czemu nie?

ADAMUS: Taak, taak.

SAM: To świetna liczba.

ADAMUS: Świetna liczba, taak. Chodzi mi o to, czy – gdybym cię zapytał pod koniec poprzedniego roku, jak zamierzasz sobie radzić z byciem naturalnym, z przyzwoleniem na to, żeby wszystko samo do ciebie przychodziło, z przyzwoleniem na wejście oświecenia w twoje ciało, do twojego umysłu – czy zadowoliłoby cię sześć?

SAM: Nie byłbym zbyt zadowolony, prawdopodobnie nie byłbym.

ADAMUS: W porządku, nie byłbyś zbyt zadowolony. OK. A myśląc o roku 2016, następnym roku, do jakiej liczby na skali byś dążył?

SAM: Niech będzie, co ma być.

ADAMUS: To dla mnie brzmi jak dziesięć. (obydwaj chichoczą) Naturalnie. Dobrze. Zamierzam się ciebie troszkę poczepiać… to znaczy podyskutować z tobą o tym przez chwilę.

SAM: OK.

ADAMUS: No więc ja widzę te wszystkie stop, start, stop, start, myślenie, cofanie się, myślenie, wpadanie w kłopoty…

SAM: Acha.

ADAMUS: …odprężenie, wszystko przyjdzie. Czy zauważyłeś ten wzorzec?

SAM: Taak, taak.

ADAMUS: Taak, taak.

A gdzie jesteś w tej chwili, dzisiaj, w tym schemacie?

SAM: Myślę, że cofanie się, no i wszystko to, co powyżej.

ADAMUS: Wszystko to, co powyżej. OK.

SAM: Jak na dziś.

ADAMUS: Co zamierzasz zrobić, żeby być w tym wszystkim bardziej naturalnym?

SAM: Mam wrażenie, że myślenie o tym powoduje ponowne zapętlenie.

ADAMUS: W pewnym sensie.

SAM: Taak.

ADAMUS: W pewnym sensie.

SAM: Tak więc nie wiem, czy istnieje na to wszystko dobra odpowiedź.

ADAMUS: Czy zamierzasz przestać myśleć?

SAM: Czy zamierzam przestać myśleć?

ADAMUS: Taak, taak.

SAM: Wątpliwa sprawa.

ADAMUS: Wątpliwa, wysoce wątpliwa. OK.

SAM: Taak.

ADAMUS: Dobrze. OK, dziękuję ci.

SAM: OK.

ADAMUS: Kto następny? Gdzie jesteście – na skali od jednego do dziesięciu – w przyzwalaniu na oświecenie w ciele fizycznym, w umyśle i wszędzie gdzie tylko, żeby stało się to naturalnie.

CHERYL: Powiedziałabym, że siedem.

ADAMUS: Siedem! Nieco lepiej niż Sam, dobrze. Czy czujesz się z tego powodu szczęśliwa? (Cheryl chichocze) Zgaduję, że znamy odpowiedź.

CHERYL: No cóż, oczywiście wolałabym, żeby moje oświecenie nastąpiło teraz i mam wszystko…

ADAMUS: Jasne. No cóż, może nastąpić teraz. 

CHERYL: OK, w takim razie wybieram, że ma nastąpić teraz.

ADAMUS: OK, ale czy potrafisz na nie przyzwolić? Ot, co!

CHERYL: Taak!

ADAMUS: Zatrzymaj się tutaj - “Wybieram oświecenie.” Dobrze. Jesteś mu oddana. Wiem, że jesteś cała na nie nastawiona, ale czy potrafisz na nie przyzwolić?

CHERYL: Myślę, że tak.

ADAMUS: To nie było zbyt…

CHERYL: Nie zabrzmiało… nie zabrzmiało entuzjastycznie, czy tak? (chichocze)

ADAMUS: Nie zabrzmiało. No cóż, taak, nie, nie, nie, nie, nie. Nie, wszyscy je wybraliście i dlatego ono nastąpi. A tym, co czyni osiągnięcie go wyboistym i trudnym jest fakt, że po prostu nie przyzwalacie na nie. Nie przyzwalacie na zaufanie, na przekonanie, że ono jest rzeczywiste. Wciąż pozostaje to pytanie – wciąż pozostaje to pytanie: „Czy to wszystko jest rzeczywiste?” A czy my spotykamy się tutaj co miesiąc, żeby sobie pofiglować, żeby się wspólnie pośmiać, żeby…

LINDA: Pofiglować?

ADAMUS: …przebrać się czy wystroić? (kilka chichotów)

LINDA: Pofiglować?

ADAMUS: Żeby się oderwać od nudy codziennego życia? Czy też to wszystko naprawdę się wydarza?  

(Cheryl milczy)

Jak bardzo jesteś inna w tej chwili, aniżeli byłaś pięć lat temu?

CHERYL: O mój Boże!

ADAMUS: Taak.

CHERYL: Ogromnie.

ADAMUS: Taak. W czym jesteś inna?

CHERYL: (milczy) Jestem o wiele bardziej…

ADAMUS: Chwileczkę. (Adamus machnął dłonią tuż obok jej głowy) Dobrze.

CHERYL: Dziękuję ci.

ADAMUS: Jakaś istota wisiała zbyt blisko. Bardzo ładna, ale…

CHERYL: OK.

ADAMUS: …jakby chciała powiedzieć: „Kamera jest teraz na nią skierowana…” (Cheryl chichocze) Wycofała się.

CHERYL: „No to ja będę w kamerze razem z nią.”

ADAMUS: Właśnie.

CHERYL: Bardziej teraz ufam wszechświatu, temu, co do mnie przychodzi.

ADAMUS: Och, uniwers, sukinwers. Wszechświat nic nie wie. Przepraszam. Domyślam się, co miałaś na myśli, ale mnie się nie podoba ta nazwa. Wszechświat. Co? Co? Ja Jestem.

CHERYL: Bardziej ufam sobie i mojemu Ja Jestem, i byciu w nim.

ADAMUS: Dobrze, ponieważ wszechświat przyłoży ci, jak tylko będzie miał okazję. 

CHERYL: Taak, już mi przyłożył.

ADAMUS: Zauważyłaś to? Za każdym razem, jak tylko nadarzy się okazja, wszechświat może spłatać ci figla, jak tylko nadarzy się okazja, kilka razy cię trzepnie, zrobi to, bo wszechświat to po prostu energia, która czeka, która sobie wisi, czekając w stanie neutralności, czekając na świadomość albo brak świadomości, która cię przetrzepie. A więc, taak, ty to kreujesz.

CHERYL: Kocham siebie bardziej, niż kiedyś.

ADAMUS: Dobrze. Dobrze.

CHERYL: Bardziej akceptuję taką, jaka jestem.

ADAMUS: Tak.

CHERYL: Doceniam to, kim jestem.

ADAMUS: Dobrze.

CHERYL: Ponieważ myślę, że jestem całkiem w porządku. (chichocze)

ADAMUS: Też tak myślę.

CHERYL: O, dziękuję. To samo myślę o tobie. (chichocze)

ADAMUS: Dziękuję ci. Mamy tu towarzystwo wzajemnej adoracji, taak.

CHERYL: O, to prawda! To prawda! (obydwoje się śmieją)

ADAMUS: Dobrze. A więc, siedem, lubię tę liczbę. Do jakiego poziomu zamierzasz dojść w przyszłym roku?

CHERYL: Zamierzam przyzwolić sobie na to, żeby być bardziej otwartą.

ADAMUS: Dobrze. Na skali jeden do dziesięciu…

CHERYL: Taak, co najmniej.

ADAMUS: Co najmniej… co najmniej, taak.

CHERYL: Co najmniej dziesięć.

ADAMUS: OK. Dobrze, dziękuję ci.

CHERYL: Bardzo dziękuję.

ADAMUS: Jeszcze dwie osoby. To samo pytanie zanim przejdę do następnego. Jak sobie radziliście w tym roku według skali naturalności. Chodzi o to, że oświecenie samo do was przyjdzie, tymczasem wy siedzicie i martwicie się – jak często wam się to przydarza? Tak, moja droga.

MARY: Myślę, że około ośmiu, może nawet dziewięciu.

ADAMUS: Taak, dałbym ci dziewięć. Naprawdę. Tak.

MARY: Dobrze.

ADAMUS: Poczułem i popatrzyłem, i… tak. Dobrze. A w następnym roku?

MARY: Co najmniej dziewięć.

ADAMUS: Co najmniej dziewięć. Jak ty to robisz? Jakiej rady byś udzieliła Shaumbrze tutaj i tej oglądającej cię teraz na całym świecie, żeby tak zwyczajnie móc przyzwolić na tę… na to naturalne ewolucyjne przejście w oświecenie.

MARY: No cóż, podeszły wiek bardzo pomaga. (śmiech i nieco braw)

ADAMUS: To prawda, każdego tu obecnego to dotyczy. Ale dlaczego podeszły wiek? Co on ma z tym wspólnego?

MARY: Nie wiem. Po prostu ma w sobie wolność.

ADAMUS: Rzeczywiście ma. A więc, jeśli pozwolisz, że podążę tym samym torem myślenia, czy boisz się śmierci?

MARY: Nie.

ADAMUS: Taak, i nie powinnaś się bać. Czy boisz się choroby? Fizycznej choroby?

MARY: Nie.

ADAMUS: Dobrze. Dobrze, ponieważ wielu się tym martwi, a wtedy nie żyją tak naprawdę. Martwią się z powodu jakiejś zagrażającej im choroby, no cóż, wobec tego „wszechświat” im ją zafunduje.

MARY: Cóż, jak zapadnę na jakąś chorobę, to po prostu umrę.

ADAMUS: No właśnie. Odwiedzisz mnie i innych. Mamy wspaniały Klub Wzniesionych Mistrzów. Załatwię ci kartę wstępu dla gościa, a może będziesz miała swoją własną kartę wstępu, jeśli wiesz, co mam na myśli. (Mary chichocze) A więc dobrze. Dziękuję ci.

Jeszcze jedna osoba. Gdzie znajdujesz się na naturalnej skali od jednego do dziesięciu?

WOLFGANG: Ja?

ADAMUS: Tak. Tak.

WOLFGANG: Och.

ADAMUS: Tak to się zdarza tutaj w Karmazynowym Kręgu. Podamy ci mikrofon.

WOLFGANG: OK.

ADAMUS: Tak jak tubylcy przekazywali sobie fajkę pokoju, tak my przekazujemy mikrofon.

WOLFGANG: (chichocze) Trzy.

ADAMUS: Trzy. A zatem jesteś mentalnym gościem.

WOLFGANG: Jestem. (chichocze)

ADAMUS: Taak, taak. Jaki rodzaj pracy wykonujesz?

WOLFGANG: Jestem inżynierem oprogramowania.

ADAMUS: Ooch! (Linda chichocze) Ooch. Kto by pomyślał? (Wolfgang się śmieje) A więc inżynier oprogramowania, a dlaczego stałeś się taki mentalny?

WOLFGANG: Pfff! Powiedziałbym, że to dlatego, że naprawdę jest dużo spraw, o które wypada się martwić.

ADAMUS: Taak, jest ich dużo, jeśli lubisz się martwić różnymi sprawami. (Wolfgang chichocze) A ty masz bardzo bystry umysł, świetnie wyszkolony umysł i to raczej interesujące, że jesteś tu dzisiaj, ponieważ my tu będziemy coś z tym robić. A więc masz bardzo mentalny stosunek do spraw. Rozważasz je. Roztrząsasz w umyśle. Dokąd cię to zaprowadziło w tym roku?

WOLFGANG: Mmmm. Niezbyt daleko.

ADAMUS: Niezbyt daleko. Przynajmniej przywiodło cię tu, do Kolorado.

WOLFGANG: Taak! (śmieje się)

ADAMUS: Z jakiego powodu tu jesteś? Z powodu Shoudu, oczywiście.

WOLFGANG: Przyjechałem do Boulder na tygodniowe szkolenie w zakresie inżynierii oprogramowania.*

*Wolfgang przyjechał  z Niemiec, o czym była mowa w spotkaniu informacyjnym przed Shoudem – przyp. tłum.  

ADAMUS: Łał! (obydwaj chichoczą) Bum! Postawię przed tobą pewną kwestię do rozpatrzenia. Kierując się tym, co będziemy tutaj dzisiaj robić, w oparciu o to, jak dalece jesteś otwarty na przyjęcie tego, a powiedzmy, że to zmieni coś w twoim umyśle, po czym udasz się na to twoje celebrowanie inżynierii oprogramowania – studiowanie, uczenie się, programowanie – i stwierdzisz nagle, że niczego nie chwytasz. Siedzisz tam, profesor, wykładowcy mówią, ty rozpatrujesz wszystkie te rzeczy, które interesują inżynierów oprogramowania, nie wiem co tam jeszcze, a więc zgłębiasz te problemy inżynieryjne i – nic nie rozumiesz. Nic do ciebie nie dociera. Straciłeś orientację w temacie. Pogubiłeś się, tak to nazwijmy. Pogubiłeś się. Co dalej? Co zrobisz? Czy wskoczysz do samolotu i wrócisz do domu, a potem, nie wiem, rzucisz pracę? Czy będziesz się zastanawiał, co jest nie tak – właśnie, będziesz się zastanawiał, co jest nie tak. (Wolfgang się śmieje) Taak. Siedzisz tam i po prostu nic nie chwytasz. Nic nie chwytasz. Co wobec tego zrobisz? Masz pustkę w głowie. Niektórzy z was doświadczyli tego ostatnio? (publiczność przytakuje) Coś, czym się zajmowałeś nieustannie przez lata, w czym stałeś się biegły… oto pewnego dnia siedzisz przed ekranem komputera, zamierzając wykonać jakąś pracę i stwierdzasz, że siedzisz tak od trzech godzin, gapiąc się w ekran i nic na nim się nie dzieje. Co w takiej sytuacji zrobisz?

WOLFGANG: Dobre pytanie. A zatem…

ADAMUS: Wiem. (Wolfgang się śmieje)

WOLFGANG: Szkolenie zakończone będzie egzaminem, no i oczywiście zastanawiałem się nad tym, co się stanie, jeśli go nie zdam.

ADAMUS: Tak. Co, jeśli nie zdasz?

WOLFGANG: Hmm. Moje życie obierze inny kierunek, tak myślę. (śmiech)

ADAMUS: Czy jesteś na to gotowy?

WOLFGANG: Pfff!

ADAMUS: Pfff! Pełno dziś tego „pfff”. Taak. Czy coś nie tak z mikrofonem? (Wolfgang chichocze) Co się stanie, jeśli nie zdasz egzaminu? Czy to będzie koniec świata?

WOLFGANG: Nie, oczywiście, że nie.

ADAMUS: Nie, nie, nie. Czy będziesz miał odczucie, że jesteś do kitu? „Kiepski programista”?

WOLFGANG: Częściowo tak. (chichocze)

ADAMUS: Taak, taak. „Drugorzędny programista”. Tak. Co z tym zrobisz? (Wolfgang wzdycha) Powiem ci, co zrobisz, bo będę w twoim – hmm - umyśle inżyniera oprogramowania. Powiesz sobie mianowicie: „Wszystko jest w porządku.” Nic złego się nie stało. Nic złego się nie stało, choć siedzisz i gapisz się w ekran komputera. To nie dlatego, że się starzejesz albo odczuwasz negatywnie zmianę stref czasowych czy odczuwasz skutki choroby wysokościowej, czy coś w tym rodzaju. Wszystko to jest właściwe. Nie zdajesz egzaminu i uśmiechasz się szeroko, mówiąc: „Przyszedł na to czas. Tak czy inaczej przyszedł na to czas.”

Rzecz jasna, możesz zdać egzamin – i prawdę mówiąc zdasz go. (Wolfgang się śmieje) Zdasz egzamin, ale jednocześnie będziesz już miał ten potencjał, który ci dałem i będziesz o tym myślał, bo już o tym myślałeś, i powiesz: „O rany, wiesz, byłem taki lokalny * i liniowy. Tak naprawdę to byłem skupiony na następnym egzaminie, a potem na następnym, ale jest coś więcej.” I być może nadal będziesz programistą. Może, po prostu może, programującym poza, daleko poza tym, co znałeś wcześniej. Nie programując już w lokalnych, liniowych kategoriach. 

*Adamus używa angielskiego słowa „local”, odwołując się do terminologii z zakresu fizyki. Stąd też polskie słowo „lokalny”, które zostanie zastosowane w tym tekście odnosić się będzie do pojęć lokalności i nielokalności, znanych z fizyki. Chodzi o to, że świadomość jest nielokalna, czyli nie przywiązana do jednego miejsca. Rozprzestrzenia się błyskawicznie i znajduje się równocześnie w wielu miejscach, a skutki jej działania odczuwane są na wielu poziomach równocześnie, czego nie można powiedzieć o umyśle, który przywiązany jest do określonego miejsca, a jego myślenie charakteryzuje liniowość, czyli postępowanie w określonej kolejności, w następstwie czasowym, na zasadzie przyczyny i skutku. – przyp. tłum.

WOLFGANG: Taak, oczywiście, myślałem o tym. (śmieje się) Ponieważ zawsze to robię.

ADAMUS: Taak, taak.

WOLFGANG: Kiedy tu przyszedłem, miałem to pytanie w głowie, OK. Zrobiłem dyplom inżyniera elektryka, a następnie zrobiłem doktorat, teraz będę zdawał ten ważny egzamin i tak dalej. Tak więc to taki liniowy układ, według którego egzamin przychodzi za egzaminem, a to…

ADAMUS: Taak, a ile…

WOLFGANG: …tak naprawdę nie ma znaczenia.

ADAMUS: A ile tytułów naukowych możesz mieć?

WOLFGANG: Myślę, że mam ich trochę za dużo. (śmiech)

ADAMUS: Eech, nie, stopnie naukowe są w porządku. Coś sobie udowodniłeś, ale dokąd się udasz dalej? I to jest to, co dokucza… zostawię cię z tym wszystkim i podsumuję. Taak, nieźle. Będę kopał cię w tyłek, jeśli utkniesz w umyśle. Zamierzam cię z niego wydostać, ponieważ jest coś poza tym wszystkim i za chwilę do tego przejdę. Ale dziękuję ci.

WOLFGANG: Dziękuję.

ADAMUS: Dziękuję. Dziękuję ci bardzo. (publiczność bije brawo)

LINDA: Dziękuję ci, że umiałeś zachować dystans.

ADAMUS: Ile jeszcze jesteście w stanie znieść? Ile jeszcze tej liniowej drogi, ile jeszcze dyktatu umysłu, ile jeszcze uganiania się choćby nawet i za duchowymi osiągnięciami, o których 10, 20, 30 lat temu powiedzielibyście: „To jedyna rzecz, która się dla mnie teraz liczy”? Ile jeszcze tego wszystkiego? I to jest właśnie ten punkt, w którym jesteśmy, w którym wy jesteście – punkt przełomowy.

Aż do dziś wszystko to były zaledwie małe wstrząsy i niuanse oraz dostrajania, ale teraz nastaje punkt przełomowy, jakiego nigdy przedtem nie było. I właśnie dlatego dzisiaj wykonamy pewną pracę, Timothy, z wychodzeniem z umysłu. Taak. Taak. Dobrze.


Pytanie drugie

Następne pytanie, jakie zadam, brzmi: „Czy opinia ludzi o sobie samych – ludzi w ogólności, ich ocena siebie – jest bardziej pozytywna czy bardziej negatywna, ich postrzeganie siebie, opinia o sobie, bardziej pozytywna czy negatywna? Pytam o to, jakie ludzie mają naprawdę odczucie na swój temat. Czy generalnie jest ono lepsze czy gorsze? Tak, lepsze czy gorsze? Ich opinia o sobie, David, niekoniecznie o tobie, ale ludzi w ogólności.

DAVID: Ogólnie ludzie czują się gorsi.

ADAMUS: Gorsi. OK. A dlaczego?

DAVID: Mają do siebie pretensję, że nie osiągają doskonałego życia…

ADAMUS: OK.

DAVID: …a to przecież nie jest możliwe, jak wiemy.

ADAMUS: Słusznie. Ocenianie siebie ma tendencję do… no wiecie, więcej się mówi o negatywach aniżeli o pozytywach; jakby to zmierzyć, czy byłby to jeden stopień negatywu, dwa stopnie negatywu? Czy większość jest negatywna? Jak to wyważyć?

DAVID: To jest… świadoma ocena jest inna niż podświadoma.

ADAMUS: OK.

DAVID: A podświadomie większość ocenia siebie negatywnie. Świadomie nie wygląda to aż tak źle.

ADAMUS: OK. A więc następna część tego pytania dotyczyć będzie świata wokół nich – jak go oceniają? Czy jest on bardziej pozytywny czy bardziej negatywny?

DAVID: Bardziej negatywny.

ADAMUS: Bardziej negatywny.

DAVID: Zwłaszcza teraz w tym czasie.

ADAMUS: Tak więc mamy podwójny negatyw.

DAVID: Tak.

ADAMUS: Podwójny negatyw, OK, ponieważ myślą negatywnie o sobie, ich postrzeganie świata wokół nich jest negatywne. Co jest tak negatywnego w świecie wokół nich?

DAVID: Nie działa, przynajmniej z tego, co widzą.

ADAMUS: Słusznie.

DAVID: Czy będzie to polityka, czy terror, podatki, równość, wolność.

ADAMUS: Dobrze. Świetnie. Trafna obserwacja.  Taak, wszystko sprzysięgło się przeciwko nim. Dobrze. OK. Świetnie, dziękuję ci. Następny.

DAVID: Dziękuję ci.

ADAMUS: Dobra odpowiedź, David. (niezbyt głośne brawa) Dostałeś duże golfowe brawa. (David się śmieje)

Tak. A zatem pierwsza część pytania: czy ludzie generalnie postrzegają siebie bardziej negatywnie czy pozytywnie?

LARA: Negatywnie.

ADAMUS: Negatywnie. Jak dalece negatywnie?

LARA: Mmm. Dość mocno.

ADAMUS: Zakładając, że, powiedzmy, zero oznacza neutralność, a dalej idzie negatywne jeden, negatywne dwa, negatywne trzy, każde negatywne prowadzące w dół oznacza gorzej i gorzej.

LARA: A więc na skali do dziesięciu, do negatywnych dziesięciu, powiedziałabym negatywne siedem albo osiem.

ADAMUS: Siedem, no, to niewesoło. Łał. Gdybym teraz rozpoczynał swoje życie i chciał robić karierę, to opierając się o te dane zostałbym psychologiem albo psychiatrą, albo farmaceutą, którymś z tych trzech. Wszystkie trzy specjalności dotyczą tego samego. A więc myślą o sobie raczej negatywnie. A jeśli idzie o postrzeganie świata wokół?

LARA: No cóż, sądzę, że prawdopodobnie obie perspektywy pasują do siebie.

ADAMUS: Pasują.

LARA: Taak.

ADAMUS: Taak, OK.

LARA: To ma sens.

ADAMUS: Taak. A co z negatywami w świecie dookoła nich?

LARA: Mam wrażenie, że w tej chwili wszystko jest negatywne, co się dzieje w świecie.

ADAMUS: Wszystko.

LARA: Taak.

ADAMUS: To dobry sposób podsumowania tego. Wszystko.

LARA: Taak.

ADAMUS: Daj mi kilka przykładów, jakie ci przychodzą do głowy. Negatywnych.

LARA: Choćby terroryzm, który ma miejsce.

ADAMUS: Tak. Martwisz się tym?

LARA: Bardzo się zmartwiłam tym, co się stało w Paryżu.

ADAMUS: Taak?

LARA: Taak.

ADAMUS: Czy to wywarło na ciebie wpływ?

LARA: Taak, bardzo duży.

ADAMUS: Taak. A wydarzenia z tego tygodnia?

LARA: Zdecydowałam, że nie będę się na nich skupiać i nie podziałały na mnie.

ADAMUS: Słusznie. Właściwie to nie mogłabyś się na nich skupić?

LARA: Taak, taak.

ADAMUS: Taak. Czy dużo o tym myślisz?

LARA: Nie, nie myślę.

ADAMUS: Hm. OK.

LARA: Nie.

ADAMUS: Dobrze. OK.

LARA: Ale myślałam o tym dużo, no wiesz, kilka tygodni temu.

ADAMUS: To emocjonalnie wyczerpujące.

LARA: Tak.

ADAMUS: To energetycznie wyczerpujące. Kiedy patrzę na pola energii ludzi czy grup, czy kogokolwiek po wydarzeniach w Paryżu czy w San Bernardino, to widzę, że poziom energii – nie żeby u kilku zaledwie ludzi, ale u każdego z nich – spada. Pojawiło się połączenie odrętwienia i smutku – interesujące połączenie.

LARA: Tak, to prawda.

ADAMUS: Taak. Tak więc u ciebie jest siedem i siedem – negatywne, negatywne.

LARA: Acha.

ADAMUS: OK. Świetnie. Jeszcze kilka osób, Linda. Dziękuję ci. Trafne obserwacje. Jeszcze kilka.

LINDA: Och, zapytajmy konsultantkę.

ADAMUS: O, łał.

LINDA: Taak. A propos, ona by chciała być konsultantką Shaumbry, jeśli uważacie, że takiej potrzebujecie. Możecie się skontaktować z Julie Mack. (Adamus chichocze) Doradca duchowy w sprawach Nowej Energii.   

ADAMUS: Moglibyśmy wyświetlić numer jej telefonu i email u dołu ekranu.

JULIE: Świetnie.

ADAMUS: Tak. A więc jak ludzie…

LINDA: Ona prowadzi sesje telefoniczne.

ADAMUS: …postrzegają siebie. Pracujesz z ludźmi…

JULIE: Acha.

ADAMUS: …w zakresie doradztwa. To zwykli ludzie czy ludzie Shaumbry?

JULIE: To jest bardzo szeroki przekrój ludzi. Tak więc…

ADAMUS: Szeroki przekrój.

JULIE: Mam do czynienia, taak, z Shaumbrą i świadomymi osobami.

ADAMUS: Taak, OK.

JULIE: Tak więc bywa różnie. Spotykam ludzi w przekroju na skali od trzech do dziesięciu. A zatem…

ADAMUS: Od trzech do dziesięciu. OK, określasz to dość… ogólnie rzecz ujmując, jaką byś przypisała w tym wypadku liczbę?

JULIE: Pomyślałam o siedmiu.

ADAMUS: Siedem. Negatywne siedem czy pozytywne?

JULIE: Negatywne siedem.

ADAMUS: Negatywne siedem.

JULIE: Chodzi o zbiorowość, taak.

ADAMUS: O zbiorową świadomość, negatywne postrzeganie siebie. OK. OK, a jeśli idzie o świat wokół nich?

JULIE: Podobnie.

ADAMUS: Podobnie.

JULIE: Taak.

ADAMUS: O rany! Roztaczamy dzisiaj tutaj prawdziwie beznadziejny obraz. (obydwoje chichoczą) I jakie to ważne rzeczy w tym świecie wokół nich są tak negatywne?

JULIE: Zdecydowanie zauważam, że za każdym razem, kiedy coś się wydarza, ludzie zaczynają natychmiast myśleć bardzo negatywnie…

ADAMUS: Tak na co dzień, gdybyś miała…

JULIE: …o polityce akurat teraz.

ADAMUS: O polityce. OK, ale kiedy przychodzą, żeby z tobą porozmawiać, jakie konkretnie problemy poruszają, poza osobistymi, kiedy mówią o życiu?

JULIE: To depresja i niepokój. Wszyscy… spotykam się z bardzo wieloma ludźmi. 

ADAMUS: Czy wiedzą, dlaczego tego doświadczają?

JULIE: Kiedy rozmawiam z ludźmi o życiu, to widzę, że wielu ludzi jest pełnych lęku, i  że nie robią rzeczy, które by ich cieszyły, jakie chcieliby robić, jakie lubią.

ADAMUS: Są jakby w zamknięciu. Jak w kokonie.

JULIE: Właśnie tak. Absolutnie.

ADAMUS: Tak, OK. A skąd w ich odczuciu ta depresja i niepokój się biorą? Czy to sprowadza się do biologicznych powodów?

JULIE: Tak sobie to większość ludzi tłumaczy.

ADAMUS: Taak. Czy proszą cię o tabletki?

JULIE: Ja nie przepisuję leków, ale oni zdecydowanie… to zależy.

ADAMUS: Taak.

JULIE: Przyciągam ludzi, którzy zwykle nie stosują lekarstw.

ADAMUS: Rozumiem. Procentowo, ze strony ludzi, którzy przychodzą do ciebie po radę, a ty oczywiście nie wypisujesz recept, ale możesz coś zarekomendować, jaki procent spośród nich chce lekarstw zanim przyjdą do ciebie?

JULIE: Jakieś trzydzieści procent.

ADAMUS: Trzydzieści procent. OK. To dość dużo. Dość dużo. OK. Dobrze. Świetnie. Świetnie. Jeszcze jedna osoba. Jeszcze jedna.

LINDA: OK. Muszę się przedostać do tej części sali. Popatrzmy. Mmm, mmm, mmm. Mm, mm, mm.

ADAMUS: Generalnie, jak ludzie postrzegają siebie? Tak.

Tak, moja droga. Wyglądasz dziś pięknie.

CAROLINE: O, dziękuję ci.

ADAMUS: Tak.

CAROLINE: Dziękuję ci.

ADAMUS: Jak ludzie postrzegają siebie, na skali od jednego do dziesięciu?

CAROLINE: Na skali od jednego do dziesięciu, jak ludzie postrzegają siebie?

ADAMUS: Tak.

CAROLINE: Myślę, że większość ludzi nie jest zbyt dobrego mniemania o sobie, a to z powodu uwarunkowań stworzonych przez kościół i przez sposób wychowania. Stąd też nauczyć się kochać siebie jest najtrudniejszą rzeczą, jaką mamy do zrobienia w życiu. 

ADAMUS: To prawda.

CAROLINE: I gdy ktoś obdarza cię komplementem, wręcz ciężko jest czasami powiedzieć dziękuję, ponieważ sami w to nie wierzymy.

ADAMUS: Ale ty przyjęłaś mój komplement bardzo dobrze, naprawdę.

CAROLINE: Bo ty jesteś po prostu wspaniały.

ADAMUS: Tak, w pewnym sensie jestem.

LINDA: Co za szczerość.

ADAMUS: I ty też. Cóż, w jakiś sposób to zabawne – kiedy już poruszyłaś ten temat – oto obdarzasz kogoś komplementem, jak często go odrzucają? Robią unik, bądź mówią: „O, Boże” albo „E, tam!”, lub też wywołuje to gwałtowną reakcję, nieomal złość. To bardzo dziwne.

Chciałbym zobaczyć świat, w którym ktoś obdarza kogoś innego komplementem, mówiąc: „Och, jak ty młodo dzisiaj wyglądasz!” i zamiast usłyszeć stek bzdur w odpowiedzi, słyszy: „Oczywiście”, tak jak to powiedziała dziś Edith. „Oczywiście, bo żyję i jestem młoda.” Taak. Powinienem was dwie ze sobą skojarzyć. Wracając do tematu. Czyli na skali od jednego do dziesięciu postrzeganie siebie przez ludzi wypada niezbyt dobrze.

CAROLINE: Niezbyt dobrze.

ADAMUS: Dałabyś pięć?

CAROLINE: Wszystkim? Czy myślisz o mnie?

ADAMUS: Nie, ogólnie. Wszystkim.

CAROLINE: Myślę, że prawdopodobnie pięć.

ADAMUS: Pięć, OK.

CAROLINE: I myślę, że oni są, no wiesz, chodzi mi o Shaumbrę, to jest jedno z… uczymy się doświadczać i akceptować to, że, no wiesz, że jesteśmy pięknymi ludźmi. Jesteśmy wspaniałymi ludźmi i to wzrastanie, to nieustanne doświadczanie nam pomaga.

ADAMUS: A teraz to samo pytanie, na skali od jednego do dziesięciu, tyle że w takim oto wariancie:  jak ludzie postrzegają świat wokół siebie?

CAROLINE: Myślę, że jeszcze bardziej negatywnie. To smutne, ale sądzę, no wiesz, wszystko to, co się teraz wydarza dokoła nas, jak możemy, no wiesz… ciężko jest dostrzec światło.

ADAMUS: Taak. Dobrze. Bardzo ci dziękuję.

CAROLINE: Bardzo proszę.


Ludzka percepcja

ADAMUS: A więc – zebraliśmy się tutaj dzisiaj w tej sali, także online – no i jest tu smutek. Smutek towarzyszy Shaumbrze. Jest smutek i zastanawianie się: „Co się dzieje? Co się jeszcze wydarzy?” A bardzo łatwo jest, tak przy okazji, w czasach takich jak dziś, ulec dystrakcji, pozwalając, żeby odwrócił naszą uwagę najnowszy produkt, program albo osoba, jacyś guru, kryształy, jakiś nowy olejek, który ma wszystko oczyścić, a nie oczyszcza. Nie oczyszcza.    

I, no wiecie, cały czas powtarzam, że wszystko, czego potrzebujecie, już macie. Wszystko. Niczego więcej nie potrzebujecie. Dobrze jest pogadać sobie z innymi ludźmi raz na jakiś czas, tak, ale nie ma czegoś takiego, jak panaceum. Nie potrzeba żadnego typu lekarstw, pigułek – legalnych czy nielegalnych – czy czegokolwiek innego. Już wszystko macie w sobie. Ale obecnie wywierana jest taka presja. Bardzo łatwo ulec dystrakcji. 

Widzieliście to u innych, którzy siedzieli w tych krzesłach wcześniej – nie chodzi o to, żeby mieli tu nadal siedzieć – lecz nagle pojawia się nowy guru w mieście. Nagle dostępny jest nowy produkt. Nagle pojawia się… jak się nazywa ta pigułka, zażywana w celu odbycia psychodelicznych, duchowych podróży? On tam się uśmiecha. (nieco śmiechu) Tak więc bardzo łatwo dać się zdekoncentrować i zacząć próbować najnowszych wspaniałych rzeczy, zwłaszcza gdy przychodzi smutek, zwłaszcza gdy się zastanawiacie: „Co to się teraz wyprawia na tym świecie? To szaleństwo. Świat popadł w szaleństwo.”

Ale według mnie, patrząc z energetycznej perspektywy, ludzie są bardziej zadowoleni z tego, jak postrzegają siebie, aniżeli ze świata wokół nich. Ludzie są bardzo skłonni do osądzania siebie, ale przynajmniej wiedzą, jakie są ich słabości. Na ogół znają swoją siłę. Mniej więcej orientują się, w jakim miejscu są. Jest z tym wiele zamieszania, jednakże ogólnie rzecz biorąc czują się lepiej w swoim lokalnym, liniowo działającym środowisku. 

Nie twierdzę, że mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. Nie twierdzę, że ludzie, no wiecie, czują się naprawdę wewnętrznie szczęśliwi, bo poziom szczęścia to specyficzna rzecz do mierzenia. Jednak prawdopodobnie w tej chwili jest mniej szczęścia na świecie – chodzi o czucie się szczęśliwym ze sobą – mniej szczęścia, aniżeli miało to miejsce 30 lat temu, 50 lat temu. W pewien interesujący sposób tak wielu ludzi czuje się teraz zagubionych. Wiecie,  sporo ludzi, zwłaszcza wy, ma całkiem niezłe życie. Macie auta, komputery, domy, tego typu rzeczy, a wielu ludzi tego nie ma. Wy macie całkiem przyzwoite życie, a wciąż pytacie: „Co powinienem robić? Dokąd powinienem się udać? Co dalej?” I jeśli idzie o Shaumbrę, to się nasila. Ale ludzie w ogólności docierają do pewnego punktu materialnych potrzeb w swoim życiu, które starają się zaspokoić, a następnie ogarnia ich nuda, rozpacz, smutek. Taak. 

Jednak generalnie ludzie czują się lepiej przebywając w swoim lokalno-liniowym środowisku – ze sobą, z najbliższym swoim otoczeniem – ponieważ mniej więcej wiedzą, co się wydarzy następnego dnia. Jak już kiedyś powiedziałem, przewidywanie przyszłości to bardzo łatwa rzecz, bardzo łatwa. Jutro będzie bardzo podobne do dnia wczorajszego dla większości ludzi. I ludziom z tym dobrze. Naprawdę im z tym dobrze, dopóki nie zaczną się budzić. Wtedy zaczyna się piekło.

Nie czują się zbyt komfortowo, ich ogólny pogląd na świat nie jest pozytywny. Gdybyście zapytali kogoś, jak przebiegać będzie jego życie w ciągu najbliższych pięciu czy dziesięciu lat – zapytali nie Shaumbrę, ale kogokolwiek innego – to oszacowałbym odpowiedź na około 5,5, może sześć. Gdybym zapytał: „W jakim miejscu będziesz za dziesięć lat?” „No cóż, trochę się poduczę. Trochę więcej będę zarabiał w pracy. Może zyskam kilku więcej przyjaciół. Będę mieć nowy samochód, od pewnego czasu już na taki czekam.” Widzicie, oni dokonują pewnego rodzaju projekcji. Niewielkiej. Chodzi mi o to, że nie są to wielkie sprawy. Trochę więcej pieniędzy. Gdyby zapytać, o ile więcej spodziewają się zarabiać za dziesięć lat, przeciętna odpowiedź, tak czuję, przeciętna odpowiedź brzmiałaby, że około 20 do 22 procent więcej. To raczej smutne. Właściwie to bardzo smutne. To jest to, dla czego żyją.

Przynajmniej jednak kierunek prowadzi w górę. Kiedy przed ludźmi pojawia się pytanie o postrzeganie przez nich świata –„W jakim miejscu znajdzie się świat za dziesięć, dwadzieścia lat?” – przerażające jest to, co ludzie myślą. Naprawdę przerażające. Przedział odpowiedzi sięga od „Nie potrafię sobie wyobrazić co będzie za pięć lat, a co dopiero za dziesięć. Nie wiem. Świat znajduje się w pewnego rodzaju dziwnym punkcie krytycznym.”

Kiedy pyta się ich o to, jaki będzie świat za dziesięć lat, jak będzie wyglądał, większość ludzi – nie wszyscy, ale większość – mówi, że żyć będą w bardzo bezpiecznym środowisku, stworzonym czy to fizycznie, czy też emocjonalnie. Inaczej mówiąc, zamierzają wycofać się do swoich mniejszych, mniejszych światów, ponieważ świat na zewnątrz budzi coraz większy strach. Ten zewnętrzny świat wypełniony jest teraz lękiem i u większości ludzi, kiedy się ich pyta o świat za dziesięć lat, wywołuje to nerwowość, bo widzą co się dzieje w tej chwili.

Stan faktyczny całej sprawy jest w pewnym sensie interesujący. Stan faktyczny jest taki – będziemy o tym mówić na zajęciach ProGnost – że świat zmierza ku niesamowitym miejscom. Większość ludzi po prostu tego w tej chwili nie dostrzega.


Dzisiejszy świat

Jak mówiłem na zajęciach Kihaku w tym tygodniu, technologia rozwija się w postępie geometrycznym. Jej rozwój sam w sobie nie jest czymś nadzwyczajnym, ale jego przyczyny i implikacje są niezwykłe. Technologia się rozwija w niespotykanym tempie. Niektórzy z was, bardzo mądrzy ludzie z doktoratem, mogli słyszeć o prawie Moore’a, mówiącym, że zasadniczo moc obliczeniowa komputerów podwaja się co dwa lata, dokładnie co 18 do 19 miesięcy, a cena zmniejsza się o połowę co dwa lata. Jest taniej, szybciej, lepiej, a to z jednego powodu, tylko jednego powodu na tej planecie: świadomości. Nie inteligencji, nie dlatego, że mamy wynalazców od Tesli do Edisona, Steve’a Jobs’a i innych. Nie z ich powodu. Oni byli tymi, którzy stali się rzecznikami czy też inicjatorami technologii, ale tak naprawdę jej nie wynaleźli. Oni ją przechwycili wprost z przestrzeni. Byli na tyle utalentowani, żeby być zdolnymi wychwycić to, co świadomość zmieniała.

Rozwój technologii przebiega w gwałtownym tempie, co zmieni świat. Ale należy zrozumieć, bardzo jasno zrozumieć, że jedynym sprawcą tego, że technologia rozwija się do tego stopnia, iż w ciągu kilku lat małe roboty będą sprzątać wasze domy i robić wam pedicure, prowadzić będą wasze samochody i robić wszystko inne – jest świadomość. Gdyby świadomość nie przejawiła się w całej swojej klarowności, nic z tych rzeczy nie miałoby miejsca. A więc technologia, będąca skutkiem świadomości, powoduje obecnie gwałtowny wzrost i ogromną zmianę na tej planecie.

Nie wierzę w przepowiednie, ale dostrzegam trendy. Innymi słowy, przyglądam się energiom ludzi, planety, kosmosu. Sprawy ulegną dużej zmianie na tej planecie w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Niektórzy powiedzą, że to dobrze, inni powiedzą, że to źle, zależnie od sposobu postrzegania.

Wprowadzi je technologia, tak więc będziecie nosić ze sobą jeden z moich iYammerów (podnosi małego pilota), no i ten iYammer (czyt. ajemer) zeskanuje wasze ciało w ciągu pięciu sekund, a ów skan powie wam wszystko zaczynając od spraw podstawowych, takich jak ciśnienie krwi, tętno i tym podobne rzeczy, do zasygnalizowania, że macie skłonność do jakiejś choroby. Poda wam wskaźnik masy ciała. Powie wam, czy grozi wam zaziębienie w ciągu najbliższych tygodni, czy może grypa. Wasz mały iYammer powie wam o wiele więcej, aniżeli obecnie możecie się dowiedzieć, udając się do gabinetu lekarza na badania, za które musicie płacić dużo pieniędzy i których wykonanie zabiera dużo czasu, a w rezultacie, kiedy już dostaniecie wyniki, nie rozumiecie, co tam, u licha, napisane, bo nikt nie rozumie lekarskiego języka. Tymczasem popatrzycie na swój iYammer, a on wam wszystko powie. Powie tak: „Elizabeth, dziś twoje zdrowie jest bardzo, bardzo dobre, ale sugerujemy, żebyś spożywała więcej zasadowego pożywienia. Masz predyspozycje do złapania przeziębienia w przeciągu trzech albo czterech tygodni, a więc zalecamy zażywanie witaminy C” i tym podobne rzeczy.  

On wam powie wszystko i nie jest to science fiction, drodzy przyjaciele. Właściwie to on już tutaj jest. Po prostu nie ma go jeszcze na rynku. A koszt jego wytworzenia jest bardzo niski i będzie się jeszcze obniżał. Mały aparat, który poda wam temperaturę waszego ciała, gęstość kości, stan serca dokładniej, aniżeli zrobiłby to teraz lekarz po tygodniu biegania do niego. To nie jest science fiction. Ten aparat już tu jest. To znaczy, jest w laboratorium.

Kilka lat temu na naszym spotkaniu z okazji Kwantowego Skoku w roku 2007, jeśli sobie przypomnicie mój przekaz, powiedziałem: „W tej chwili, tak jak tu siedzimy” – gdzie to było? – Taos, Nowy Meksyk, oczywiście. „Kiedy tak tutaj siedzimy, naukowcy pracują w laboratorium nad sposobami leczenia takich chorób jak cukrzyca czy rak.” Odłożę raka na bok. Rak jest wielką, polityczną grą. Przepraszam, jeśli wam się to nie podoba, ale tak jest. Teraz chodzi o pieniądze i grę polityczną. Ale naukowcy właśnie w tej chwili pracują nad metodami leczenia chorób, które wcześniej uznawano za nieuleczalne. Właśnie teraz naukowcy pracują nad technologiami, które nawet w roku 2007 zdawały się niewyobrażalne. A obecnie są już tutaj. Są już tutaj.  

Chciałbym, żebyście się skupili przez chwilę – będę o tym mówił więcej na zajęciach ProGnost, ale teraz chcę, żebyście skupili się przez chwilę – żebyście wczuli się w tę chwilę. To jest tutaj z powodu świadomości, a w tym przypadku świadomości, że w życiu chodzi o coś więcej. W życiu powinno chodzić o coś więcej. Powinno chodzić o coś więcej w życiu i w duchowości. Wy przesunęliście granice życia i duchowości, religii. Powiedzieliście: „Musi być coś więcej i jestem na to gotowy” i dlatego to jest tutaj.  

Ale owo „tutaj” wywołuje również ogromny konflikt na planecie. A to coś, będące świadomością, także wywołuje ruch anty-świadomościowy. Anty-świadomość, mówiąca:  „Skończmy z tym. Wracajmy do starych zwyczajów. Nie bądźmy wolni. Wolność jest zbyt trudna. Wolność jest, no cóż, jest zbyt wolna. Zbyt wiele wymaga pracy. Wracajmy do podstawowych rutynowych zwyczajów, wzorców, systemów przekonań, hierarchii, organizacji. Wracajmy na poziom mentalny.”

Istnieje teraz na planecie ogromny problem z potencjałem. Ale mnie się to podoba i wam też się spodoba, kiedy wam o tym powiem. Kocham to, bo czas nastał, a problem… ach! Kocham to. Kocham to, a stanowi to klucz do naszej pracy. To klucz do tego, co wy robicie.

Problem polega na tym, że sprawy toczą się tak szybko. Och, technologia i edukacja. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że cały system edukacyjny zostanie zmieciony w ciągu następnych dziesięciu lat, ponieważ lokalność i liniowość się nie sprawdzą? Posyłanie dzieci do pomieszczeń klasowych bez prawdziwego zrozumienia ich zdrowia, ich umysłów, pragnień czy ich kreatywności, gdy kreatywność uległa likwidacji, posyłanie ich do szkoły, gdzie miałyby siedzieć w klasie, już się nie sprawdzi. Zamiast tego dzieci będą siedzieć w domu przy komputerach i łączyć się będą z ludźmi na całym świecie, nie tylko w obrębie swojej małej społeczności; będą korzystać z przewodnictwa prawdziwego nauczyciela, jak również niektórych robotów, ale uczyć się będą w swoim tempie, zgodnie z własnymi pragnieniami.

Te szkoły z cegły, jakie są teraz, staną się pomieszczeniami magazynowymi. W Kolorado użyte zostaną pod uprawę marihuany. (wiele śmiechu) Tylko w Kolorado, oczywiście. Wszystko się zmienia. Och, a piękno tego polega na tym, że pomogliście to zapoczątkować. Taak, wy, „małe, stare ja”. Tak, wy, którzy myśleliście: „Och, całe życie pracowałem nad rozwiązaniem moich życiowych problemów.” Nie, pracowaliście nad świadomością. Wszystkie te kwestie, z jakimi się borykaliście, pytając: „Jak ja sobie z tym poradzę? Jak mam się uporać sam ze sobą?” - to prawdziwy Uniwersytet Świadomości.

Wszystkie te małe problemy, o których myśleliście, że je macie, tak naprawdę były problemami świadomości świata, które braliście na siebie. Wszystkie małe wyzwania w rzeczywistości – mówiłem wam to tysiące razy – w rzeczywistości nie są wasze, ale wy je bierzecie na siebie jak aktor. Powiadacie: „Och, to mój problem i to ja mam te kłopoty.” Nie. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że większość ludzi nie oddaje się tym obsesyjnym rozważaniom, jak wy to robicie, zadając pytania w rodzaju: „Czym jest życie?” i „Kim jestem?” Ale wy to robicie i to właśnie dokonuje zmian. Ale nie o tym chcę mówić.

Chcę powiedzieć, że istnieje na tej planecie interesujący dylemat. Uwielbiam ten dylemat; innym ludziom nie bardzo się on spodoba, ale dylemat istnieje. Mózg (wskazuje na głowę). Nie mój kapelusz. Mój kapelusz nie stanowi dylematu! Niektórzy z was już zdążyli pomyśleć: „Naprawdę? Jego kapelusz?” Nie, mózg, umysł, jak mówiłem na Kihaku.

Są tacy, którzy twierdzą, że ludzie używają dwadzieścia procent mózgu, umysłu. Coś wam powiem, oni używają 100 procent każdego dnia i bardzo się starają. (Adamus chichocze) Naprawdę się starają. Nie ma części w mózgu, która nie byłaby używana! Każdego dnia każda część rozwiniętego umysłu jest używana. Rzecz jasna, czasami ogarnia go nuda i robi on rzeczy, takie jak rozwiązywanie krzyżówek czy tym podobne, ale tak czy inaczej jest używany. Bez przerwy trwa ogromny przepływ wejście-wyjście.

Mózg jest już u kresu wytrzymałości. Technologia się szybko rozwija, świadomość się poszerza – mózg został wpuszczony w maliny. (śmiech) Chciałem powiedzieć wydupczony, ale… (więcej śmiechu i braw), ale to czas Świąt i… (Adamus się śmieje) Tak jest. Używam waszej terminologii. Wiecie, kiedy coś jest naprawdę… kiedy nie ma już nadziei: „Ta drużyna futbolowa jest po prostu…” albo „Ta osoba” czy cokolwiek innego. Mózg jest wykończony, absolutnie wykończony. Wyeksploatowany maksymalnie. Już nie jest w stanie udźwignąć tego, co ma nadejść i tak to mamy do czynienia z interesującą, niezwykłą perspektywą.

Doprowadzi to do interesującej sytuacji. Mózg jest zużyty maksymalnie. Nie może poradzić sobie z kolejnymi danymi czy dopływem informacji. Wiecie o tym. Fakty i liczby, i myślenie, cały ten proces myślowy. Nie daje rady, ale ludzie mimo to próbują. No i podejmują te wszystkie działania. Bierzecie, jak to się nazywa, żeń-szeń dla wzmocnienia mózgu. Nie, nie, nie, nie, nie. Tak czy inaczej, mózg działa na najwyższych obrotach w rozwiniętym świecie, ale wkrótce tak będzie już wszędzie. Już z niczym więcej nie jest w stanie sobie poradzić.

Wy to wiecie. Widzicie to każdego dnia. Dostrzegacie to w sobie, ale widzicie też u innych ludzi. Po prostu nie mogą już tego znieść, bo mózg jest również ośrodkiem emocji. Naukowcy często fakt ten przeoczają, ale mózg jest także siedliskiem emocji. A więc to, co się dzieje, to sytuacja, w której mózg nie jest już zdolny przyjąć więcej w siebie, nie jest zdolny, w związku z czym mózg i emocje zwyczajnie się wyłączają. Stają się otępiałe. I tym, co następuje dalej, czego jesteście świadkami, jest wycofywanie się ludzi, stawanie się znowu niezauważalnymi – Cauldre ma na to określenie, które wcześniej słyszałem – żyją w silosach. Zamykają się. Silos to miła emocjonalna rzecz, którą dobrze jest się otoczyć. Wiecie, taki silos do użytku na farmie, zbudowany z betonu.

A zatem żyją w swoich silosach. Żyją w sposób lokalny i liniowy. Zaczynają mówić, że upraszczają sobie życie. Nie upraszczają bynajmniej – po prostu się zamykają, wyłączają się z życia. Ale jest w tym interesujący dylemat. Umysł nie chce, żeby mu mówiono, że ma się zamknąć, chociaż jest na skraju wytrzymałości. Jest na skraju wytrzymałości. Jednakże umysł w takiej sytuacji zaczyna się buntować i wkrótce wpada w szał.

Umysł jest na ostatnich obrotach, ale ciągle próbuje, próbuje, próbuje i próbuje. Został zaprogramowany na bycie nieustannie czynnym, żeby nie wiem co. Został zaprogramowany, żeby wyłaniać z siebie nieustannie strumienie myśli, informacji, nawet snów. Nigdy nie został zaprogramowany, ani nie dostał przyzwolenia na to, żeby po prostu się zamknąć bodaj na chwilę. Nawet w nocy, nawet kiedy śpicie. Umysł się nie zatrzymuje. Pracuje dwadzieścia cztery godziny na dobę. 

No więc taki właśnie mamy dylemat teraz na planecie. Ludzki mózg jest całkowicie wyczerpany. Już sobie nie radzi, a tymczasem nadchodzi więcej jeszcze. Nadchodzi więcej z powodu technologii, będącej skutkiem świadomości. Co zrobimy?

Znajdą się ludzie, którzy spróbują być sprytniejsi, ale będą wariować. Będą wariować, a wtedy rzeczywiście sięgną po narkotyki, witaminy, leki, suplementy i wszystko inne, żeby choć trochę uspokoić umysł.

Są bardzo sprytni ludzie, bardzo, bardzo sprytni ludzie tam na zewnątrz, ale nawet oni są u kresu wytrzymałości i to jest doskonała sprawa. To jest doskonała sprawa i wasza pozycja jest doskonała, ponieważ miejsce, do którego my stąd idziemy, jak mówiłem na naszym poprzednim spotkaniu, znajduje się poza umysłem.

Tak musi być. Po prostu tak musi być. Nastała pora, czy nazwiecie to fantazją, czy nazwiecie to wewnętrzną wiedzą, cokolwiek to będzie, że musicie dokonać teraz tego skoku.

Teraz bardziej niż kiedykolwiek jest czas na dwa światy. Mówiliśmy o tym. Widzieliście jak to nadchodzi przez ostatnich piętnaście lat. Teraz jest właśnie czas tych dwóch światów i przez chwilę będziecie w nich żyli, przez całkiem sporą chwilę i to jest w porządku.

Dwa światy… Linda, czy mogę cię poprosić… och, Grinch, czy mogę cię poprosić do tablicy?

LINDA: Z przyjemnością.

ADAMUS: Istnieć będą dwa światy, a ja zamierzam użyć różnych sposobów opisania ich, ale, jeśli można cię prosić, zrób dwie kolumny.

LINDA: OK.


Myślący i Wiedzący

ADAMUS: Świat zostanie podzielony na Myślących i Wiedzących. Myślący po lewej stronie, Wiedzący po prawej. Okaże się to jednym z największych rozróżnień, a Wiedzących nie będzie zbyt wielu. Wiedzący to ten, kto wykorzystuje gnost. Wiedzącym jest ten… Muszę się na chwilę zatrzymać i coś objaśnić.

A zatem, drodzy Cauldre i Linda – hmm – skarżyli się z powodu mojej nagłej zmiany planów. Myśleli, że będą nagrywać DreamWalker Narodzin, a nagle musieli zrobić coś innego. Otóż Wiedzący podąża za sytuacją. Nie narzeka. Nie…

LINDA: Chyba troszeczkę możemy sobie ponarzekać. (kilka chichotów)

ADAMUS: Nie. To był bardzo dobry przykład, ponieważ oni podążali lokalną, liniową drogą. Lokalną, czyli… czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi na tej planecie nie oddaliło się od miejsca, gdzie się urodzili, więcej niż o 25 mil, 35 czy 40 kilometrów! To jest bycie lokalnym. Niektórzy ludzie trochę podróżują, ale większość spędza około 99,9 procent czasu w swoim miejscowym środowisku. To nie jest znów tak złe. Chcę powiedzieć, że wybierają sobie miejsce, które im się podoba, żyją tam, czują się w nim swojsko, ale przez to stają się też lokalni w swoim myśleniu. Lokalni, ograniczeni. Stają się lokalni we wszystkim co robią. No, a ponieważ stają się lokalni w swoim myśleniu, przestają być kreatywni. Myślenie nie jest kreatywne. Ono do niczego nie prowadzi. 

Tak więc będziecie mieli świat podzielony na Myślących i Wiedzących, a pod Wiedzącymi napisz w nawiasie „twórczy”. Twórczy. I znowu, kiedy używam określenia „twórczy”, po prostu mówię o gwałtownym… napisz słowo „twórczy”.

LINDA: Twórczy? Poniżej…

ADAMUS: Twórczy. T-w-ó-r…

LINDA: Pod Wiedzącymi?



Myślący

Wiedzący
(twórczy)



ADAMUS: Tak, proszę pani. Tak więc zobaczycie świat podzielony na dwa światy, a co zabawne, Wiedzący to ci, którzy są w chwili teraźniejszej, absolutnie przyzwalający, absolutnie ufający sobie, zezwalający na to, by twórczy strumień przez nich przepływał, odciążając umysł, ponieważ gdy raz ktoś da sobie przyzwolenie na to, żeby być Wiedzącym, istotą twórczą, to zdejmuje z umysłu ogromny ciężar. Umysł wówczas zaprzestaje swoich gier emocji, problemów i zmartwień, i dalej już pracuje robiąc to, co umysł potrafi najlepiej, zajmując się zasadniczo danymi, faktami i liczbami, zapamiętując historie i umiejętnie manewrując w tym środowisku. To naprawdę umysł potrafi najlepiej, natomiast nie jest zbyt dobry w zgłębianiu czegokolwiek.

Będziemy więc mieć świat Myślących i Wiedzących. Wy jesteście Wiedzącymi, sięgającymi do wewnętrznej wiedzy, do gnost. Wychodzicie poza myślenie. Umysł jest u kresu wytrzymałości i nagle zwyczajnie dokonacie skoku w wewnętrzną wiedzę.

To duży skok. Tak naprawdę to skok jest mały, ale mały okaże się, kiedy go już dokonacie, jednakże jest on duży, kiedy o nim myślicie z wyprzedzeniem. 

Zapisując dalej na tablicy, Linda, zaznacz w kategorii „Myślący”, że są oni lokalni i liniowi.
LINDA: Lokalni i liniowi.

ADAMUS: Lokalni i liniowi. Kiedy zaczniecie kontemplować świat, kosmos, nie będziecie już dłużej kimś, kto myśli lokalnie i liniowo. Kiedy zaczniecie kontemplować świat, cały kosmos, nagle stwierdzicie, że musicie wyjść poza myślenie, bo umysł nie wie, jak to robić. Nagle będziecie musieli wejść w wewnętrzną wiedzę, w gnost.

A więc tutaj, w tej kolumnie, mamy także władzę.

LINDA: Władzę?

ADAMUS: Władzę. Władzę. Świat jest jedną wielką grą o władzę, a władza jest iluzją umysłu. Nie ma żadnej władzy. To wszystko jest iluzją. Nigdzie nie ma żadnej władzy, dopóki ktoś w nią nie uwierzy i nie zacznie nią żyć. Jednakże macie całe to równanie władzy na tej planecie. Wszystko to, co widzicie teraz w wiadomościach, dotyczy władzy. Wrócę do tego później. Wszystko dotyczy władzy.

Uświadomicie sobie jednak, jako Wiedzący, że, zapisz dalej – możesz tam zostać przy tablicy, Grinch – że zamiast władzy mamy własną energią.  

LINDA: Własna energia.



Myślący

lokalni i liniowi

Wiedzący
(twórczy)

własna energia


ADAMUS: Dwa słowa. Własna energia. Własna energia oznacza, że jako świadomość przyciągacie całą energię do siebie, czy jest to energia już obecna w waszej fizycznej istocie, czy też jest już po prostu w waszym polu. Wy ją przyciągacie i ona jest obecna. Nie potrzebujecie władzy, ponieważ wasza świadomość wnosi całą energię, jakiej potrzebujecie. I wtedy zaczynasz wyglądać młodziej, Edith, taak, kiedy przestajesz tyle myśleć.

Tak. A tutaj mamy umysł, oczywiście, mózg na pełnych obrotach. To z jego powodu się mówi, że używacie jedynie dwadzieścia procent swojego umysłu. Moglibyście używać jedynie dwadzieścia procent swojego życia, waszych prawdziwych zdolności, ale w przypadku umysłu, używacie go w całości.

Tak więc tutaj mamy umysł, tak, a tutaj oczywiście, gnost.

LINDA: (Linda uderza się w rękę) Au!

ADAMUS: Au! Au! Po lewej stronie mamy coś, co nazwę grawitacją. Grawitacją. Napisz w dwu linijkach - w jednej napisz grawitacja, w drugiej czasoprzestrzeń. Ludzie w tym tkwią. Ugrzęźli w tym.

LINDA: Czasoprzestrzeń pod grawitacją?

ADAMUS: Tak, proszę. Ugrzęźli w tym. Zdacie sobie sprawę z tego - już sobie z tego zdajecie sprawę – że właściwie to czasoprzestrzeń przepływa przez was. To nie wy się w niej poruszacie. To będzie wielka sprawa, kiedy raz to sobie wreszcie zaczniecie uświadamiać. Na początku będzie to nieco dziwne, ale kiedy raz zaczniecie sobie to uświadamiać, przekonacie się, że to wielka sprawa. Tak więc nie potrzebujecie tego. Nawet tego słowa tutaj nie potrzebujemy, ponieważ… nie, potrzebujemy słowa. (słowa „grawitacja” z plusem, o czym powie za chwilę)

Tutaj (po lewej) grawitacja jest siłą przeciwstawną. Jeśli coś upuścicie… (Linda gwałtownie łapie oddech, bo Adamus upuszcza butelkę z wodą) coś upuścicie, to jest to siła przeciwstawna. Coś upada na ziemię. Po prawej stronie napisz „grawitacja” ze znakiem plus. Grawitacja będzie wam służyć. Grawitacja będzie wam służyć.

Prawdę mówiąc na planecie trwają poszukiwania energii i, Jezu, ustawiają panele słoneczne, które za chwilę wyjdą z mody, naprawdę wyjdą z mody, no i to jest zabawne. (Adamus chichocze) Jeśli wydacie dużą sumę pieniędzy na panele słoneczne w przyszłym roku, to ogromnie mi przykro, ponieważ prawdziwa energia na tej planecie – prawdziwa, w łatwy sposób osiągalna energia – to grawitacja. Uświadamiacie sobie siłę zawartą w grawitacji, która powoduje, że (butelka z wodą) spada na ziemię, ale siła ta powoduje również, że rzecz owa uniesie się w górę, albowiem ma w sobie podobny potencjał, żeby ją unieść. Naprawdę. Naukowcy pomyślą, że zwariowałem, ale za kilka lat to ja będę tym, kto się będzie śmiał ostatni.

Grawitacja przez cały czas ma wbudowaną w siebie energię. Jest neutralna, ale w rzeczywistości, w jakiej wy przebywacie, wszystko spada na ziemię. Oni sobie uświadomią, że cała energia, jakiej potrzebujecie na tej planecie zawarta jest w grawitacji, ale to już całkiem inna historia.

Po tej stronie (lewej) napisz „fizyczność”.

LINDA: Fizyczność.

ADAMUS: Fizyczność. Żyjecie w ciałach fizycznych i Wiedzący uświadomią sobie, że ciało fizyczne jest po prostu jednym z czuciowych narzędzi, jakie macie. Tylko jednym. Tak więc nie jestem pewny co napisać po tej stronie, coś innego niż… po prostu napisz „czuciowa samoświadomość.”.

LINDA: Czuciowa?



Myślący

lokalność i liniowość
władza
umysł
grawitacja
czasoprzestrzeń
fizyczność


Wiedzący
(twórczy)

własna energia
gnost
grawitacja+

czuciowa
samoświadomość


ADAMUS: Czuciowa samoświadomość. Fizyczne ciało to jest wasz sposób postrzegania rzeczywistości. Posiada zmysły i umysł. Jednakże są takie zmysły, właściwie to nawet wiele zmysłów, poza nimi, które nie są związane z ciałem. Tak więc zaczniecie żyć w rzeczywistości będącej bardzo „i”.


Dwa światy

Moglibyśmy to tak kontynuować bez końca, ale dzisiaj mamy inne rzeczy do zrobienia. Chciałbym, żebyście zaczęli przyglądać się światu – w tej chwili świat rozdziela się na dwa światy jak nigdy wcześniej. Ogłaszam tę datę – 5 grudnia 2015 roku – jako datę, kiedy nagle zrozumieliśmy, że istnieją dwa światy, oficjalnie dwa  światy.

LINDA: Łał, łał, łał.

ADAMUS: Już od jakiegoś czasu na to się zanosiło. Trwał cały ten proces aranżowania i nagle - bum! – jesteśmy tutaj. Oficjalnie dwa światy.

Dla jednych to dobre wieści, dla innych złe. Wielu jest kumbayersów*, którym się to nie spodoba. „Och, wszyscy stanowimy jeden świat.” Coś w tym rodzaju, ale wy tacy nie jesteście. Nie, wy tacy nie jesteście.

*Kumbaya - pieśń negro spirituals, śpiewana również przez wyznawców New Age – przyp. tłum. 

Tak więc chcę, żebyście byli świadomi tych spraw, ponieważ wciąż żyjecie pośród tego wszystkiego (strona Myślących). Z tego wszystkiego się wywodzicie. To jest zakorzenione w waszym systemie. I to wszystko będzie próbowało wciągnąć was z powrotem, kiedy  spróbujecie przejść tutaj (strona Wiedzących). Będzie chciało was wessać na powrót i powiedzieć: „Jesteś istotą fizyczną, możesz poczuć jak to boli. Jesteś istotą emocjonalno-mentalną. Jesteś liniowy. Jesteś ograniczony. Chyba zwariowałeś, jeśli myślisz, że możesz oprzeć się grawitacji, czasowi i przestrzeni. Odbiło ci.” Wszystko to będzie próbowało was ściągnąć z powrotem. Wszystko to będzie próbowało was zatrzymać, już tego doświadczyliście. Ale prawda jest taka, że w sposób naturalny przejdziecie tutaj (Wiedzący). Dlatego was zapytałem na początku, jak sobie radziliście w tym roku z byciem naturalnym sobą?

To nie wasz umysł was przenosi tutaj. To nie studiowanie duchowych nauk przenosi was tutaj. Nie spożywanie jakiegoś rodzaju pożywienia przenosi was tutaj. Przenosicie się tutaj (do Wiedzących) po prostu dlatego, że jest to naturalne przejście, naturalna ekspansja, a także jest to wasze pragnienie.

Muszę również umieścić jeszcze jedną rzecz na tej liście. Zamierzam tu umieścić pasję, a kiedy mówię o pasji, mam na myśli stary typ ludzkiej pasji, no wiecie, co was ekscytuje, co sprawia, że chce wam się coś robić. Przy okazji, pasja uległa ogromnemu zmniejszeniu w skali globalnej, ogromnie obniżył się też poziom pasji u indywidualnych osób, ale coraz bardziej spada jej poziom mierzony w skali globalnej. Ludzie już nie wiedzą, co dalej robić.

Przechodzicie na tę stronę i uświadamiacie sobie, że pasja jest czymś staromodnym. (Adamus chichocze) Podoba mi się to.

LINDA: Ha, ha, ha.

ADAMUS: Pasja jest staromodna. Nie potrzebujecie tej zewnętrznej stymulacji. Nie potrzebujcie tych małych wyzwalaczy wewnątrz was. Już w ogóle nie potrzebujecie słowa „pasja”. Wiem, że to straszne wyzbywać się waszych dawnych pasji – „Po co ja tu jestem? Dlaczego tu jestem?” Zamknij się. Po prostu… (Adamus chichocze)






Myślący

lokalność i liniowość
władza
umysł
grawitacja
czasoprzestrzeń
fizyczność
pasja


Wiedzący
(twórczy)

własna energia
gnost
grawitacja+

czuciowa
samoświadomość


Pasja jest słowem, które zniknie z waszego słownika, ponieważ nie będziecie musieli szukać pasji. Nie będziecie musieli pasjonować się czymś co parę dni. Nie będziecie musieli… Pasja jest zawsze obecna. Wiecie, to po prostu Ja Jestem. „Ja żyję.” Po co komu wszystkie te pasje, czy to będzie zbieranie monet, czy wyścigi kolarskie, czy co tam robicie w ramach swojej pasji. Każdy moment jest pasją, ale pasja zniknie z waszego słownika. I w ten sposób nie ma już odpowiedniego słowa. Kto go potrzebuje, gdy jesteście żywi i świadomi?

Tak więc oficjalnie wyznaczam dzień dzisiejszy jako dzień zapoczątkowania dwóch światów. Proces ich powstawania trwał długo, ale oto są. Są teraz. Największa różnica zaznaczy się między Myślącymi i Wiedzącymi, bo Myślący nadal pozostawać będą w swoich umysłach, ciągle próbując w swoich umysłach rozpracowywać sprawy. Nie żeby umysł był czymś złym, ale on jest już u kresu wytrzymałości. Jest absolutnie u kresu wytrzymałości.  

Kiedy spotkaliśmy się w poprzednim miesiącu, mówiłem o fantazji i mówiłem o innych rzeczach, ale powiedziałem, że fantazja jest drogą wyjścia. To droga poza umysł. Fantazja pozwala wam na wyjście poza umysł w coś, co umysł osądziłby jako nieosiągalne, nie do uwierzenia, wymyślone. Fantazja jest tak rzeczywista jak wszystko inne, po prostu jest rzeczywista w odmienny sposób. Może nie rzeczywista na sposób fizyczny, lokalny i liniowy, ale nadal rzeczywista.

To skok w nieznane, poza umysł – a jest to duży skok, ponieważ umysł jest tym przerażony. Umysł pyta: „Co to będzie?” Ciii… Umyśle, wszystko to jest naturalne. Wszystko to jest naturalne.

Drogi umyśle, tak jak ciało, jak każda jego komórka czeka, trzymając przestrzeń dla światła, które ma w nią wejść, tak też i ty, drogi umyśle, czekasz na ten skok w gnost, w to, co jest poza tobą. To oznacza inny sposób odczuwania, myślenia. To nas wyprowadza z lokalnego, liniowego wzrostu w globalny wzrost wykładniczy, w kosmiczny wzrost. To nie będzie się działo na tej samej platformie, nie będzie to ta sama podstawa rzeczywistości. To jest całkowicie inne. A jednocześnie nadal będziemy tutaj robiąc to, co robimy, i nadal będziemy zdolni odczuwać naszymi ludzkimi zmysłami, ale przenosimy się w coś innego. A zabawne w tym jest to, drogi umyśle, zabawne jest to, że w tym oficjalnie uznanym dniu – jest oficjalny, bo tak powiedziałem i zostało to zapisane (na tablicy), a gdy coś zostaje zapisane, staje się oficjalne (śmiech) – w tym oficjalnym dniu zatwierdzenia dwóch światów na tej planecie, świata Myślących i świata Wiedzących, drogi umyśle, w tym dniu bez jakiegokolwiek wysiłku zamierzam dać sobie przyzwolenie, by po prostu tam się znaleźć w jak najbardziej naturalny sposób.

Umyśle, nie będziesz w stanie teraz tego zrozumieć. To może nie mieć dla ciebie żadnego sensu, ale tam właśnie zmierzamy. A zmierzamy tam w sposób naturalny, bez przymusu, bez wysiłku, bez myślenia.

Drogi umyśle, w tym dniu, 5. grudnia 2015 roku, zagra nam Bożonarodzeniowa muzyka. Posłuchamy świątecznej muzyki, jeśli jest już gotowa. Puścimy sobie piękną, Bożonarodzeniową muzykę i przyzwolimy, żeby wszystko się działo naturalnie.

(zaczyna płynąć żywa, wesoła, świąteczna muzyka)


Przyzwolenie na merabę wewnętrznej wiedzy

Co to jest? To akurat „Życzę ci Wesołych Świąt” (odnosi się do piosenki), ale co to jest? Ta wewnętrzna wiedza, gdzie ona się mieści? Co ona robi? Ciii...

Widzicie, jeśli próbujecie zrozumieć… czy moglibyśmy przygasić światło? To jest meraba, wierzcie lub nie. Połowa słuchaczy już zasnęła. Musieliśmy zrobić merabę. (kilka chichotów)

Tak więc, drogi umyśle, nie będziemy roztrząsać tego, po prostu na to przyzwolimy, bo gdy zaczniesz myśleć, drogi umyśle, to rzecz stanie się mentalna. A wtedy to już nie jest wewnętrzna wiedza. Dlatego też zamierzamy siedzieć tutaj w tej bardzo, bardzo odprężającej energii, słuchając pięknej Bożonarodzeniowej muzyki, i po prostu udamy się tam. No cóż, właściwie to pozwolimy temu przyjść do nas.

Żadna obróbka nie jest tu wymagana. Nie ma żadnego myślenia. Nie ma w tym żadnej analizy. Jest po prostu przyzwalanie.

Nie ma z góry ustalonej metody dokonania tego. Tylko przyzwalanie. Ale, no wiecie, w jakiś zabawny sposób już nic innego nie wchodzi w grę. Jak powiedziałem, umysł jest na skraju wyczerpania. Ludzie mówią o trudnych wyzwaniach na tej planecie – żywność, paliwo i woda, i co tam jeszcze – ale prawdziwym wyzwaniem jest to, że umysł już nie jest zdolny niczego więcej w siebie przyjąć, ani też nie powinien.

A więc teraz mają miejsce narodziny Wiedzących. Z tego mógłby powstać dobry film science fiction – „Wiedzący kontra Myślący”. Wydajemy na świat Wiedzących, a z nimi wiąże się pewna zabawna rzecz – oni żyją w chwili teraźniejszej. Pozwalają, żeby wszystko ku nim spływało. Nie muszą się nad niczym zastanawiać. Takie życie jest łatwiejsze, bo wszystko już jest dostępne. Nie muszą nawet o tym myśleć.

Kiedy mówię, że jest dostępne, to nie mam na myśli jakichś pieniędzy czy zdrowia, czy tego rodzaju rzeczy. Mówię o wewnętrznej wiedzy, która zawiera w sobie odpowiedzi na ważne pytania, wewnętrznej wiedzy o tym, jak rozwiązywać ważne kwestie, z którymi mierzą się jednostki albo planeta, rozwiązywać je bez potrzeby myślenia. To jest dopiero zadziwiające. Bez myślenia.

Tak bardzo się przyzwyczailiście, żeby sprawy analizować z bardzo małym dodatkiem kreatywności, podążając wyłącznie logiczną drogą, że bycie Wiedzącym wyda się bardzo dziwne, gdyż wiedza będzie po prostu osiągalna. Ludzie będą pytać: „Skąd to wiesz?” “Ponieważ jestem Wiedzący.”  (kilka chichotów)

Jest już osiągalna. „Skąd bierzesz tę wiedzę?” „Po prostu mam do niej dostęp.” Taak, nie powiecie: „Nie wiem”. (Adamus chichocze) „Po prostu jest dostępna.”

„Czy musiałeś studiować, żeby ją osiągnąć?” „Nie. Po prostu ją mam”.

„Jaki rodzaj przygotowań stosujesz, żeby do niej dotrzeć?” „Żadnego. Ona jest zwyczajnie dostępna.”

„Czy możesz mnie nauczyć, jak to się robi?” – zapytają. „Nie”. (Adamus chichocze) Przypomnicie sobie własną podróż, która was przywiodła do tego punktu, którą według was rozpoczęliście, którą uznaliście za podróż duchową, a która tak naprawdę wcale nią nie jest.

Wiedza jest dostępna w głębi was, drodzy przyjaciele, dlatego im mniej próbujecie, im mniej się wysilacie, im mniej się staracie, by jej zaczerpnąć, jak to robicie teraz, tym bardziej ona jest dostępna. Wyłania się. Wynurza. Nie musicie wychodzić na zewnątrz, żeby ją otrzymać, czy zdobyć w jakiś sposób. Ona już w was jest. Nie musicie być bystrzy. Prawdę mówiąc, lepiej, żebyście nie byli zbyt bystrzy. To raczej przeszkadza.

Nie musicie się doszukiwać w tym sensu w starym stylu Myślących.

Och! Stary styl Myślących, ależ on był nieporęczny!

Nie musicie się martwić, że ta wiedza zniknie, choć wasz umysł i tak będzie się martwił. To właśnie uwielbiam w Myślących. Oni myślą, myślą i myślą, a następnie tracą wszystko. Puf! Wszystko znika.

Przychodzi starość. Pamięć zawodzi. Czy wiecie dokąd się udają? Zanurzają się w fantazję. Wchodzą w ten inny świat, który zawsze istniał. A wtedy wszyscy mówią: „No popatrz tylko, oni wariują.” Nie. Wariactwem jest przebywanie w zoo.

Tak więc to jest naprawdę fantastyczne, to prawdziwe błogosławieństwo, że wy nie musicie robić nic, żeby tam się dostać, nic poza przyzwoleniem na ten naturalny stan. No i znowu wasz umysł zapyta: „No dobrze, a czy ja mam do tego dostęp? Czy mam? Czy też jestem pogrążony we śnie?” Ciii… Masz. Masz.

„Taak, ale gdzie to jest?” Zobaczysz. Zobaczysz. Przyjdzie na różne ciekawe sposoby. Niektóre sposoby cię, och, zaskoczą; niektóre wprawią cię w zakłopotanie; niektóre sposoby naprawdę cię cholernie wkurzą, bo wytrącać cię będą ze starych przyzwyczajeń.

Dlatego właśnie zadałem wcześniej to pytanie. Chodzicie na te swoje zajęcia, uczycie się super zaawansowanych, bardziej zaawansowanych, oprogramowań komputerowych, ale przed wami pusty ekran. Przez cały czas, gdy tam przebywacie, nie rozumiecie ani jednej rzeczy. Nic nie ma sensu. „O, nie! Co jest ze mną nie tak?! Czy dzieje się coś złego?” Nie. Nie, ponieważ tak naprawdę, teraz jako Wiedzący, nadal będziecie posiadać wiedzę o oprogramowaniu komputerowym. Ona nadal jest, ale nagle coś się zmienia i nagle poznajecie kod, który nie jest zerojedynkowy. Poznajecie kod, który jest wszechświatem, kod, który jest świadomością i światłem. Wyjdziecie poza elektroniczne kodowanie oprogramowania w prawdziwe kodowanie świadomości. Dostarcza to o wiele więcej zabawy. O wiele więcej zabawy.

A co do oprogramowania komputerowego, no cóż, zostawcie go młodzieży. Zostawcie dla innych, ponieważ wy będziecie zmierzać ku głębszemu, niesamowitemu rozumieniu, które wykracza poza umysł.

A więc umysł, umysł planety jest na wyczerpaniu. Ludzie będą próbowali go używać, będą próbowali go ulepszać. Będą nasycać go chemikaliami i większą liczbą myśli, i wszystkim innym, żeby go stymulować, próbując go poszerzyć, ale znów nieco liniowo. Daleko ich to nie zaprowadzi.

A co do Wiedzących – intuicyjnych, twórczych, z dostępem do gnost – wy nagle wskoczycie na zupełnie inny poziom. I… i nadal będziecie mieli umysł, ale nie będzie on już siłą dominującą. Nadal będziecie dysponować wszelkimi liczbami, faktami i wspomnieniami oraz wszystkim innym, ale one już nie będą dłużej sterować waszym okrętem.

Powiem wam od razu: będzie trochę ciężko przystosować się do tego, ponieważ to burzy utarty porządek. Wewnętrzna wiedza to technologia burząca. Krzyżuje plany.  

A propos burzących technologii, kocham je. One zmienią świat. Są wszędzie wokół was. Ale ta podstawowa technologia jest obecnie burząca, technologia, a tak naprawdę to burząca jest świadomość, która wkracza w wasze życie, gdy stajecie się Wiedzącymi. Będzie to trudna rola. Zmieni sprawy w waszym życiu, ale, no wiecie, wy już do tego zdążyliście przywyknąć. W tym momencie jesteście już zawodowcami.

A zatem weźmy głęboki oddech i bez nacisku czy wysiłku… czyż to nie jest dziwne? „Jak można coś robić bez nacisku czy wysiłku?” To jedna z pierwszych lekcji, jedno z pierwszych doświadczeń, należałoby powiedzieć, Wiedzącego. To nie wymaga nacisku czy wysiłku.


Bycie Wiedzącym

Pamiętajcie, że nasz stary świat tam na zewnątrz – siła, władza, trud, grawitacja i cała reszta,  co Wiedzący uświadamia sobie dokonując tego rodzaju gwałtownej zmiany, nie wymaga władzy. Nie wymaga żadnej energii, żadnej siły. Do licha! Do licha, trudne to, na pewien sposób, dla niektórych ludzi. Nie dla Shea’i. To dobrze. Ale niektórzy powiedzą: “Taak, ale ja nic nie czułem.” To dobrze. To naprawdę dobrze, bo i nie powinniście. Odczucie pochodzi ze starych fizycznych zmysłów. Odczucie pochodzi z umysłu i emocji. A więc nie, niczego teraz nie odczujecie. Możemy wyciszyć już muzykę. Nie chcę, żebyście mi tu za bardzo weszli w ducha Świąt Bożego Narodzenia. (kilka chichotów)

Dotykamy teraz bardzo interesującej kwestii, potem zaś przejdziemy do jeszcze jednej. Spodziewacie się coś poczuć – jakiś elektryczny prąd przeszywający wasze ciało albo jakiś dreszcz przebiegający w górę i w dół. Oczekujecie jakiejś biologicznej reakcji, żeby się przekonać, że to zadziałało. Tymczasem jako Wiedzący stwierdzicie, że wcale nie musicie czegoś takiego doświadczać. Prawdę mówiąc, wcale tego nie doznacie. Ach! Zapytacie: „No to jak się dowiem, że coś w ogóle zaszło?” No cóż, jesteście tymi, którzy wiedzą. Po prostu będziecie to wiedzieć.

A oto, co się stanie. Nie będzie żadnej biologicznej reakcji na tę zmianę, na wewnętrzną wiedzę, na coś, co po prostu się stało teraz – przesunięcie od bycia Myślącymi do bycia Wiedzącymi. Nie będzie prawdziwej reakcji innej, niż taka, o której powiedziałbym, że jest największą reakcją, jakiej doznacie, a mianowicie odczucie pewnego zmęczenia, senności, no wiecie. Ale taka jest dzisiaj energia.

Stanie się tak dlatego, że trwa, można powiedzieć, badanie tak ze strony mózgu, jak i świadomości: „Czy coś się wydarzyło? Niczego nie poczuliśmy. Czy coś się wydarzyło?” Tak więc badacie. To zaś stymuluje nowe – właściwie to naturalne, ale dla was to jest nowe – czucie, czuciową samoświadomość, nowe odczucie.

Macie pięć fizycznych zmysłów i mózg. Ciało, do którego przywykliście. I oto nagle wywołane zostanie prawdziwe odczuwanie.

Można by to nazwać anielskimi zmysłami czy jakoś tak, ale to jest wasza naturalna zdolność postrzegania rzeczywistości - rzeczywistości w liczbie mnogiej. Gdyby Linda zechciała… och, Grinch, obudź się. Wasza naturalna zdolność odczuwania rzeczywistości. Czy mogłabyś to zapisać na nowej kartce? Po prostu „Wasza naturalna zdolność odczuwania rzeczywistości.” Wielu rzeczywistości, liczba mnoga. Zostanie przebudzona ta dawna zdolność, którą ja nazwałbym bardzo naturalną zdolnością postrzegania, odczuwania.

LINDA: Wasza naturalna… ?

ADAMUS: Zdolność postrzegania rzeczywistości (liczba mnoga). Obudzi się w sposób naturalny. I nagle będziecie mieć dziwne… to nawet nie jest odczucie. To nie jest coś biofizycznego. Nagle pojawi się dziwne wrażenie. A dlatego dziwne, że nie umiejscowione w ciele czy w mózgu, co wy skwitujecie: „Coś się dzieje.” I to wtedy poznacie, że obudziliście – albo raczej obudziliście na nowo – to odczuwanie. To odczuwanie.

A więc weźmy porządny, głęboki oddech. Odbyliśmy długą rozmowę, to była naprawdę duża dystrakcja.

Co właśnie powiedzieliście? Powiedzieliście: „OK, jesteśmy gotowi wyjść poza mózg i choć nie wiemy, co to oznacza, zgadzamy się tam iść.” Zgadzacie się na to? (publiczność potwierdza) Dobrze. Dobrze. OK.  

Weźmy porządny, głęboki oddech. Porządny, głęboki oddech.

Zamierzam teraz przestawić się nieco. John, poproszę cię o zwykłą, merabową muzykę, nie świąteczną.

Weźmy porządny, głęboki oddech.

(zaczyna płynąć muzyka)



Meraba zmiany

I chcę wyrazić moje uznanie tym wszystkim spośród was, którzy zamierzają przyzwolić na naturalne przejście od świadomości Myślącego do świadomości Wiedzącego, czy świadomości Ja Jestem.

Chcę wyrazić moje uznanie tym wszystkim spośród was, którzy w jakiś sposób wiedzieli, że to tak czy inaczej nadchodzi.

Największe wyzwanie na tej planecie dostrzegam w tym, że mózg nie potrafi objąć tego, co ma nadejść – w technologii czy filozofii, czy w innych dziedzinach. Umysł sobie z tym nie da rady. Są tacy, którzy będą próbowali skonstruować maszyny, które zdolne by były to objąć,  komputery, które by tego dokonały. Ale my wiemy, że komputer jest zwyczajnie przedłużeniem umysłu. Następnie wypróbowywać będą sztuczną inteligencję komputerów, a to też nie zadziała. Ale znajdzie się mała, lecz niesamowita grupa na tej planecie, która przekroczy bycie Myślącymi. Teraz będą Wiedzącymi.

Taak, chcę was z tym pozostawić, przechodząc do innej kwestii.

Mają miejsce ogromne zmiany – jesteście dokładnie świadomi tych zmian, które zachodzą w was, ale ogromne zmiany mają miejsce na całej planecie – a mają one związek z wolnością. Mają związek z wychodzeniem poza umysł, co jest częścią równania wolności. A tym, co widzicie teraz na planecie, jest opór – opór stawiany wyższej świadomości, opór przed wyjściem z ery mentalnej. Opór to rzecz naturalna. Jest rezultatem grawitacji wywoływanej przez zmianę. Za każdym razem, gdy następuje zmiana w obrębie rzeczywistości, wytwarza ona rodzaj próżni, grawitację, przyciąganie.

I to właśnie dzieje się teraz na waszej planecie. Jesteście tego świadkami, a będzie to trwało nadal. Widzicie to jako terroryzm, widzicie w obszarze religii, polityki, bankowości. Ale, drodzy przyjaciele, to wszystko systemy, które są już w odwrocie. Oczywiście, nie odchodzą w harmonijny sposób. Próbują kurczowo trzymać się władzy. Próbują trwać przy starych sposobach działania.  

Dokonują tego poprzez to, co nazywacie terroryzmem, ale terroryzm w gruncie rzeczy to wzbudzanie strachu, podważanie zaufania. To właśnie robią, ale właściwie nie ma ich aż tak wielu. Te akty terrorystyczne, jakie obserwujecie, nie są walką jednych narodów z innymi narodami. Tak naprawdę nie są walką jednych religii z innymi religiami. Czasami wydaje się, jakby to była sprawa religii, ale religie są produktem umysłu, a kiedy umysł próbuje utrzymać władzę, najłatwiejszym punktem osiągnięcia dostępu do powstrzymania zmiany – jednym z najłatwiejszych – są religie.

We wszystkich religiach chodzi o władzę. Wszystkie mają związek z umysłem. A zatem, kiedy terrorysta szuka miejsca akcji, kiedy terrorysta szuka dla siebie przebrania, kiedy wybiera sposób, w jaki wykona swoją pracę, nic prostszego jak sięgnąć po religię. Łatwo jest zahipnotyzować ludzi, podburzyć ludzi, zrobić to pod sztandarem niebios.

Terroryści tak naprawdę nie są religijni. Naprawdę nie są. Jest tam wiele retoryki, wiele hipnozy, ale nie ma religijności. Ich świadomość nie jest większa niż ziarnko piasku.

Jednak używają religii jako punktu wyjścia, a tym, co naprawdę robią, jest podważanie zaufania. Wzniecają strach. Powodują wielką dystrakcję. Sprawiają, że ludzie na tym się skupiają, rozmawiają o aktach terrorystycznych. Ile rozmów w ciągu tego miesiąca od naszego ostatniego spotkania, ile rozmów komentujących wiadomości, odbywających się przy automacie z wodą, dotyczyło terroryzmu?

I osłabiają zaufanie przepięknie. Osłabiają tkankę życia, kiedy okazuje się, że terrorystą jest wasz sąsiad zza ściany. Ta sympatyczna para, która mieszkała w sąsiedztwie, nie wiedzieliście, że szykuje ładunki wybuchowe, żeby wyjść z domu i zabić dziesiątki, setki ludzi. To podkopuje zaufanie. To budzi strach. To sprawi, że sąsiedzi zwrócą się przeciw sąsiadom. To sprawi, że przyjaciele staną się podejrzliwi wobec przyjaciół. To nawet spowoduje, że rodziny będą się zastanawiać nad własnymi krewnymi. Niewiele do tego potrzeba. To już nie wymaga armii.

Ostatecznie wszystko to wiąże się z władzą, z umysłem, z kurczowym trzymaniem się starego. Wszystko to jest przeciwstawianiem się wolności.

Jednym z najpotężniejszych narzędzi, jakich się używa bardzo skutecznie, jest hipnoza. W przeciągu dziesięciu minut osoba uważana za normalną, osoba mająca regularną pracę, osoba, która przez całe swoje życie próbowała czynić dobro, ta osoba w ciągu dziesięciu minut może zostać przeistoczona w terrorystę, sama o tym nie wiedząc. Sama o tym nie wiedząc.

Hipnoza jest tak skuteczna, ponieważ umysł działa liniowo i lokalnie. Umysł jest podatny na wpływy. Hipnoza działa najefektywniej, gdy ktoś jest mentalny, to znaczy, bardzo mocno osadzony w umyśle. O wiele łatwiej jest zahipnotyzować kogoś, kogo nazywacie inteligentnym, aniżeli wiejskiego głupka. Bogu niech będą dzięki za wiejskiego głupka.

Kiedy więc słyszycie o zdarzeniach takich jak w Paryżu czy w San Bernardino, kiedy słyszycie o samolotach, które nagle spadają z nieba, i o wszystkich tego typu rzeczach, i zastanawiacie się, co się dzieje, no cóż, wiele hipnozy się stosuje, a hipnoza może być utajona i działać z opóźnieniem. Nie myślcie w kategoriach machania zegarkiem kieszonkowym starego typu, no wiecie, czegoś w stylu: „A teraz zaśniesz”. Metody hipnotyzowania są bardzo wyrafinowane i stosowane są przez cały czas. Po prostu tego nie wiecie.

Sugestie hipnotyczne mogą pozostawać w utajeniu przez lata. Nie jest czymś niezwykłym w dzisiejszych czasach mieć w sobie implant, który został założony dwadzieścia lat temu i jest dzisiaj nadal skuteczny, gdy go się uruchomi. Sygnałem uruchamiającym może być kombinacja dźwięków albo słów. Czasami zawarty jest w formule matematycznej oraz – hmm – w oprogramowaniach komputerowych.

A mówię o tym, bo chcę, żebyście zrozumieli, że to może wywołać strach. I wiem, że kiedy to teraz mówię, wy się zastanawiacie: „O, mój Boże! Czy ja też? Czy mnie też? Czy dałem się zahipnotyzować? Czy teraz jestem hipnotyzowany?” (słychać chichoty, kiedy Adamus porusza rękami w geście hipnotyzowania)

Hipnoza to straszna rzecz, a jest ona produktem ubocznym umysłu, mentalnego społeczeństwa. To dlatego jest tak łatwa. Komu potrzebne bomby? Komu potrzebne uzbrojenie, kiedy wystarczy sąsiad, który został zahipnotyzowany? Nagle telefon dzwoni trzy razy i przestaje dzwonić. Nagle dzwoni dwa razy i przestaje dzwonić. Aż wreszcie dzwoni jeden raz i wszystkie sygnały są uruchomione i ta miła, szczęśliwa para idąca ulicą zaczyna realizować cele taktyczne.

W tym momencie niektórzy z was pytają: „Adamus, do czego zmierzasz? To przerażające.” Absolutnie, ale chcę, żebyście sobie coś uświadomili. Chcę, żebyście się cofnęli do – gdybyś zechciała wrócić na poprzednią stronę. Hipnoza działa tylko na Myślących. Działa tylko na Myślących. Nie może podziałać na kogoś, kto posługuje się wewnętrzną wiedzą.

Tak więc, jeśli się zastanawiacie, jeśli myślicie: „Czy zostałem zahipnotyzowany? Czy jestem  podatny na hipnozę?” - gdy raz dopuścicie do głosu wewnętrzną wiedzę, już nie jesteście. Nie, nie jesteście. Nie jesteście na nią podatni, gdyż sposób, w jaki to odczucie działa, prawdziwe odczucie Ja Jestem, sprawia, że nie możecie być ograniczeni przez liniowy tryb działania. Nie możecie.   

Gdy to odczucie naprawdę zaczyna się integrować z waszym życiem, następuje stały kreatywny dopływ odpowiedzi, potencjałów, doświadczeń. Gdy zatem wychodzicie poza tryb liniowy i lokalny oraz pozostajecie w odczuwaniu Ja Jestem, nigdy nie zostaniecie ograniczeni do hipnotycznej myśli.

Wewnętrzna wiedza ma tendencję wzrostową. Ona rośnie. Ją się czuje. Ona pozwala wiedzieć na wszelkie możliwe sposoby. Umysł działa liniowo. Stąd też tak łatwo jest umieścić hipnotyczny implant na linowej ścieżce, która nieustannie biegnie w liniowy sposób. Umysł nie eksploruje w naturalny sposób innych wymiarów, a więc ten hipnotyczny implant pozostaje. Ale w stanie wewnętrznej wiedzy nie podlegacie temu. Nie podlegacie.

Chciałem na to zwrócić uwagę, ponieważ, tak, świat tam na zewnątrz będzie wariował. Nie, o siebie nie musicie się martwić, ale świat będzie wariował coraz bardziej i bardziej. Mamy nakładanie się technologii, sferę mentalną na najwyższych obrotach, mamy skumulowanie nierównowagi w świecie podzielonym na tych, którzy mają i tych, którzy nie mają. Rozpęta się piekło – w pozytywnym sensie.

Widzicie, teraz droga Linda, Grinch, woła “Och!” Nie. Nie, przyjaciele. Chcę, żebyście skupili się przez chwilę. Chcę, żebyście skupili się przez chwilę na tym, że jest to dzień  uznania dwóch światów. To nie jest „Ble!”. To jest „Łał!”.

Jesteście Wiedzącymi. Jesteście twórczy. Co będzie dalej? Co was spotka? Wyjdźcie poza liniowość.

A teraz pozwólcie, żeby ta wewnętrzna wiedza się pojawiła. Co do was przyjdzie, gdy zejdziecie z liniowej ścieżki? Co przyjdzie do planety poza liniową ścieżką? Liniowa ścieżka będzie szkaradzieństwem, ale tym, co nadejdzie w następnej kolejności, gdy połączycie technologie rozwijające się gwałtownie, gdy połączycie je ze świadomością, samoświadomością, kreatywnością; kiedy połączycie umysł, będący u kresu wytrzymałości, kiedy połączycie pragnienie ludzi, pragnienie czegoś lepszego na tej planecie, co wtedy?

Co przychodzi z wewnętrznej wiedzy, nie z umysłu? Co jest możliwe?

Tak, zmiana. Burzące systemy, technologie, wzorce - burzące. Ale czy musi być źle na stary sposób Myślącego? Wcale nie. I to jest moment, kiedy wy wkraczacie. To jest moment, kiedy fantazja, która w ogóle nie jest fantazją, kiedy wewnętrzna wiedza, kiedy wyobraźnia wkracza.

Wszystkie te burzące technologiczne systemy, wzorce, wibracje – czy burzenie oznacza niszczenie?

Czy też oznacza ewolucję?

Weźmy z tym głęboki oddech.

Pamiętając o tym, drodzy przyjaciele, zawsze, zawsze wiedzcie, że wszystko jest dobrze w całym stworzeniu.

Dziękuję wam, moi drodzy przyjaciele. Dziękuję. (brawa publiczności)




Przekład: Marta Figura
emef11@wp.pl

MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU
Seria “Idziemy dalej: życie wyzbyte władzy”
SHOUD 1: “Idziemy dalej 2” – prezentowany przez ADAMUSA SAINT-GERMAINA za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

3 października 2015 r.


Jestem Kim Jestem, kapitan Adamus z dobrego statku HMS* “Suwerenność”.
*skrót od: ang. Her/His Majesty's Ship - statek Jej/Jego Królewskiej Mości – przyp. Tłum.
Aach! Droga Shaumbro, pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam. Mamy tutaj świetnie prezentującą się załogę! (większość spośród publiczności jest ubrana w kostiumy piratów) Nie pachniecie zbyt dobrze (Adamus mówi jak pirat), ale wyglądacie świetnie, wszyscy ubrani na podróż do nowych ziem, nowych terytoriów. Hm.
Weźmy porządny, głęboki oddech i – tak – dziewko, jestem gotów teraz na kawę. (śmiech)
SANDRA: Gdzie?!
ADAMUS: Cóż, chcę, żebyś mi ją podała, dziewko!
EDITH: O, bracie!
ADAMUS: Tak. I gdybyś była tak miła…
SANDRA: Ja jestem dziewka?
ADAMUS: Musisz być trochę teatralna: “Taak, dziewko! Gdzie jest moja kawa? Agh!”
SANDRA: Będę dziewką.
ADAMUS: Taak! Arrh! (pociąga łyk) Arrrh! (więcej chichotów) Smakuje równie dobrze jak poprzednio.
Czy zechcielibyście uraczyć moje ucho solidnym pirackim „Aargh”, hę?
ADAMUS I PUBLICZNOŚĆ: Aarrrgh!!
ADAMUS: Nie brzmi to jakbyście byli gotowi pożeglować ku nowym, nieznanym terytoriom. Czy zechcielibyście uradować moje ucho porządnym „Aarrgh”?!
ADAMUS I PUBLICZNOŚĆ: (głośniej) Aarrrggggh!!!
ADAMUS: Aach! To właśnie chciałem usłyszeć. Chciałem się upewnić, że wypływam z Arrgonautami. (śmiech) Z Arrgonautami, tak. Słyszeliście o astronautach; oni wyprawiają się na księżyc. Arrgonauci wyprawiają się, gdzie chcą. Aarrgh! Aarrgh! (kilka chichotów)
Tak więc, Shaumbra, weźmy porządny, głęboki oddech w tym dniu, bo będziemy podróżować. Zaczęliśmy serię „Idziemy dalej”. Prawdopodobnie nieadekwatnie nazwaną – powinno to być „Lecimy dalej”, „Wzlatujemy”, tak, z grupą Arrgonatutów.  
A zatem, co nas dzisiaj czeka? Co nas czeka? Podróż. Zmiana. Przesunięcie, coś, co wyczuwaliście prawdopodobnie od kilku dni, a już zdecydowanie dzisiaj – „Coś jest inaczej, coś się zmienia” – i macie absolutnie rację. Podążajcie za intuicją. Podążajcie za wewnętrzną wiedzą. Nie próbujcie jej odgradzać od swojego umysłu, kiedy ciało czy umysł czują się nieco dziwnie. Nie odsuwajcie tego. Zaproście to, ucieleśnijcie to, bądźcie tym, ponieważ nadchodzą zmiany. Gruntowne zmiany.
I po to tu właśnie jesteście. Dokładnie dlatego tutaj jesteście. Pionierzy świadomości, piraci, duchowi piraci zmierzający ku nowym miejscom, do których zaledwie nieliczni, jeśli w ogóle, dotarli.
Poproszę o tablicę do pisania. Nie rzucajcie się wszyscy naraz. (Adamus chichocze, bo nikt się nie ruszył) Pozwólcie, że zacznę od początku. Potrzebuję tutaj tablicę do pisania. Tak. Popatrzcie, jak biegną.
Tak więc chcę, zanim pożeglujemy dzisiaj w naszą podróż, chcę zrobić krótki przegląd, bardzo krótki przegląd. Słyszeliście to wiele razy wcześniej, ale ważne jest, żeby to sobie przypomnieć, wnieść to na powrót do świadomości.
Jak się czujesz, moja droga?
LINDA: Świetnie.
ADAMUS: Cześć. Ty też witaj, ale jak się czujesz?*
*angielskie słowo „high”(wym. haj) wypowiedziane przez Lindę (wysoko, na wysokim poziomie, świetnie) i „hi” (cześć, witaj) wymawia się tak samo – przyp. tłum.
LINDA: Mm, bardzo dobrze.
ADAMUS: Bardzo dobrze.
LINDA: Jestem jeszcze podekscytowana po konkursie piratów.*
*konkurs na najlepszy kostium, o czym decydowało głosowanie publiczności. Głosowanie odbyło się na spotkaniu informacyjnym poprzedzającym Shoud – przyp. tłum. 
ADAMUS: Ach, tak. Tak.
LINDA: Taak, taak, to było wspaniałe – totalna dystrakcja.
ADAMUS: Dobrze.

Krótki przegląd
Świadomość jest wszystkim. Wszystkim. Kropka. Żadnych „jeśli”, „i” czy „ale” w związku z nią. Świadomość jest początkiem i końcem. Wszystko zaczyna się od świadomości. Poproszę marker. Dobrze. Już wiele, wiele razy widzieliście, jak rysuję ten okrąg z kropką w środku, przedstawiający świadomość. Wiem, że już to słyszeliście, ale macie skłonność zapominać o tym.
To przedstawia „Ja Istnieję”. Ale nie „Ja Istnieję wraz z czymś wokół mnie”. W prawdziwym „Ja Istnieję” nie ma nic. Nie ma nawet czerni. Nawet ciemności. Nawet spokoju. Nie ma w ogóle niczego.
Nie ma aniołów. Nie ma małego ja. Nie ma przeszłości. Nie ma przyszłości. Jesteście po prostu wy – „Ja Istnieję”. Kiedy osiągniecie ten stan, kiedy naprawdę, naprawdę doświadczycie go, wszystko, co jest tak mocno ludzkie, wszystko, co jest trywialne, odejdzie, ponieważ uświadomicie sobie, że zawsze istnieliście, zawsze, i zawsze będziecie istnieć.
Zmieni się natura waszych ekspresji i waszego postrzegania. Zmienią się wasze doświadczenia. Zmieni się wewnętrzna wiedza Ja Jestem. Ale „Ja Istnieję” zawsze, zawsze będzie istnieć. To jest rdzeń. I to proste koło z kropką w środku, drodzy przyjaciele, zmieni bieg ludzkiej historii w niezbyt odległej przyszłości. Ten prosty, mały symbol zmieni bieg spraw w waszym życiu.

Nadchodzące zmiany
Obecnie wiedza na temat świadomości jest bardzo niewielka, jeśli w ogóle, jak również wiedza o jej związku z życiem. Naukowcy nie biorą świadomości pod uwagę w swoich eksperymentach, kiedy formułują teorie. Nieliczni dotykają tematu świadomości.
W pewnym niewielkim stopniu ci, którzy zetknęli się z ruchem New Age bądź duchowością, liznęli tego tematu. Jednakże w większym stopniu w ich podejściu jest ten sam poziom makyo, jak w podejściu do wszystkiego innego – ich duchowych przewodników, ich rytuałów i tym podobnych rzeczy. Ale ten prosty, mały symbol zmieni niebawem sposób, w jaki ludzkość doświadcza, a zmiany tej dokona za waszego życia.
Nie tak dawno temu pewien uznany fizyk powiedział: „Nie ma miejsca w nauce dla świadomości – powinna ona zostać umieszczona w tym samym miejscu, co smoki, wróżki i jednorożce.” I ma rację. Ma absolutnie rację, ponieważ nauka uznaje liniowość dziania się spraw i ich powtarzalność. Nauka uznaje swoje formułki. Nauka jest sama w sobie formą ograniczonej świadomości.
Nie chcę powiedzieć, że jestem przeciwny nauce. W swoich przeszłych wcieleniach wiele, wiele lat spędziłem na wspieraniu nauki w czasach, gdy panowały przesądy i dominowała kontrola ze strony organizacji religijnych, które zaprzeczały ustaleniom nauk podstawowych. A zatem poprzez organizację nazywaną Illuminati, będącą grupą naukowców, filozofów i matematyków, my, oni, wnieśli na tę planetę zrozumienie czegoś, co ostatecznie stało się naukową metodą stosowania faktów jako podstawy, jako części determinującej obecną naturę rzeczywistości. Jednakże nauka, jak wiele innych ludzkich przedsięwzięć, dała się schwytać w swoją własną grę o władzę, dała się schwytać we własne ograniczenia, stała się bardzo zamknięta, bardzo ograniczona i zawężona, i teraz patrzy ona na naturę rzeczywistości wyłącznie poprzez oczy czy z perspektywy swoich własnych ustaleń, podczas gdy poza nimi istnieje o wiele więcej.
Jednorożce istnieją, moi drodzy przyjaciele. Może nie biegają po ulicach waszych rodzinnych miast czy wiosek. Istnieją smoki, a są one w każdym z was, jak również na zewnątrz. Istnieją wróżki. Są duszki przyrody i elementale, które odgrywają ważną rolę w przyrodzie, są ważne dla siły życiowej tej planety. Są rzeczywiste, choć może nie sklasyfikowane przez naukę, ponieważ nauka ma bardzo wąski zasięg w oglądzie spraw. Jej perspektywa jest liniowa.  
Tak więc ten fizyk miał absolutnie rację stwierdzając w rezultacie swoich obserwacji, że świadomość nie przynależy do nauki. Jednak jest bardzo prawdziwa i bardzo ważna, i wkrótce nauka zacznie traktować ją jako należącą do jej obszaru, zacznie uznawać ją, świadomość, za istotny czynnik.
To ich zbije z tropu, ponieważ świadomości nie da się w ogóle zmierzyć. Nie ma energii w świadomości, jak już wiecie z naszych dyskusji. Zbije ich to z tropu, ponieważ świadomości nie da się zobaczyć. Nie da się jej kontrolować i często rezultaty działania nowej świadomości są nie do przewidzenia. Nie podążają tymi samymi ścieżkami co nauka liniowa, co współczesna nauka.
Inaczej mówiąc, jak wiecie z naszych dyskusji o Nowej Energii, Nowa Energia nie jest jak Stara Energia. Nie jest zawsze taka sama - stosowana do danej sytuacji jest za każdym razem inna. Za każdym razem się zmienia. W obecnej świadomości i nauce, gdy dana formuła jest stosowana do czegoś, to daje się ona stosować znowu i znowu, za każdym razem do momentu, aż nie włączy się do niej jakichś innych czynników. Z Nową Energią to tak nie wygląda. Z każdym nowym jej zastosowaniem ona się zmienia.
No więc nauka się tym nie zajmuje. To by naukę wprawiło w zakłopotanie. Jednak, drodzy przyjaciele, każdy z was posiada wewnętrzną wiedzę o świadomości. A w przeciągu następnych kilku lat nastąpią ważne, znaczące przełomy w nauce, w technologii i w fizyce. Ważne przełomy, przełomy jakich ta planeta nie widziała w przeciągu tysiąca ostatnich lat albo i więcej, przełomy podobne do odkrycia, że Ziemia nie jest płaska. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że nadal są ludzie, którzy wierzą, że Ziemia jest płaska? Och, wnoszą oni swoją przeszłość do Teraz. Chcą wciąż w to wierzyć. I, w pewien sposób, kiedy rozumie się dynamikę świadomości, można pojąć, że dla nich to jest prawda.
Świat jest płaski i dlatego wszystko, co oni zobaczą, potwierdzi, że Ziemia jest płaska. Można im pokazać zdjęcia robione z przestrzeni kosmicznej, zdjęcia od astronautów nie Arrgonautów, które ukażą okrągły dysk, a oni i tak będą się upierać, że Ziemia jest płaska. Będą się upierać, że dysk jest ku nim zwrócony w ten sposób (wyciąga dłoń pionowo stroną wewnętrzną ku publiczności), a nie w ten sposób (dłoń skierowana wnętrzem w górę).
Jednakże zobaczycie zmiany w nadchodzących latach, w ciągu następnych kilku lat – najpierw coś, co uważane jest za dziwaczne teorie, stanie się coraz bardziej dopuszczalne w fizyce i nauce głównego nurtu – co zmieni postrzeganie na tej planecie i ostatecznie zmieni sposób, w jaki ta planeta działa, zmieni system przekonań, zmieni sposób zaopatrywania planety w energię.
To wniesie ważny temat, który poddamy pod dyskusję zanim się udamy w naszą podróż. Zmiany, które nadchodzą, można nazwać kwantowymi albo magicznymi, ale one takie bynajmniej nie są. To tylko umysł… (pluszowy pająk na sznurku opada z sufitu, budząc śmiech Adamusa i publiczności) Piękna dystrakcja. Och, może mały łyk kawy? (podsuwa pająkowi swój kubek z kawą) Zabierz tę łapę! Tak. Tak. Mam przyjaciół we wszystkich wymiarach. Dziękuję ci (do pająka), miło było zobaczyć cię znowu. Tak. Tak. Idź gdzie indziej prząść swoją pajęczynę. Dziękuję ci.
Gdzie to byłem w mojej długiej przemowie na temat zmian na tej planecie, które nadchodzą … pytanie, jakie chcę zadać – nawiązujące bardzo akuratnie do muzycznego wideo, które przed chwilą oglądaliśmy (Freedom [Wolność] w wykonaniu Pharella Williama, https://www.youtube.com/watch?v=LlY90lG_Fuw) – czy ta planeta jest na to gotowa? Czy planeta jest gotowa na kwantowe przesunięcie w fizyce, przesunięcie, które obali wiele teorii, jakie obecnie obowiązują?
Teorie te oraz praktyczne ich zastosowanie przez naukę, no cóż, oferują – czy też oferowały – perspektywę, z jakiej postrzegano rzeczywistość. Jednak ci, którzy pomagali je tworzyć, ci, którzy nadal pomagają w pracy nad nimi, w badaniach nad nimi, mnóstwo w to zainwestowali. Dotyczy to nie tylko instytucji, fizyków i naukowców, laboratoriów i uniwersytetów – teorie owe również przeniknęły do produkcji towarów i dóbr, przeniknęły do systemu przekonań, rozpoczynając od różnego rodzaju grup religijnych czy duchowych. Wiele zainwestowano w sposób, w jaki rzeczy obecnie funkcjonują oraz w przeciwstawienie się właściwie każdej realnej zmianie.
Zabawna rzecz, że ludzie zawsze chcą zmiany, ale tak naprawdę wcale jej nie chcą. To, czego chcą, to niewielka, stopniowa poprawa w ich życiu. Jednakże nie wiem, czy otrzymawszy szansę na zmianę, byliby gotowi ją wykorzystać. Nie wiem, czy ta planeta będzie zdolna zaabsorbować czy wytrzymać szok, jaki zgotują jej niektóre rezultaty prac nowej fizyki, będącej obecnie w trakcie swoich badań. Nie wiem, czy wywołają one istotny wzrost i ewolucję w świadomości, czy też wywołają wojny, bitwy, wielkie spory. Spory na każdym poziomie – akademickim, korporacyjnym, kulturalnym, krajowym, słowem wszędzie. Nie wiem, czy planeta jest naprawdę gotowa. Ale to się dzieje. Tak czy inaczej się wydarzy.
Będzie bardzo ciekawe zobaczyć jak ludzie na to zareagują. Będzie ciekawe zobaczyć czy ci, którzy zainwestowali w obecną, ograniczoną naukę, jak zresztą w cokolwiek innego, pozwolą na zaistnienie tego nowego sposobu myślenia.
Mógłbym wam powiedzieć w tej chwili, że fizyka, która się pojawi, najpierw w teorii, a następnie jako bardziej akceptowana myśl, wstrząśnie religiami tej planety. Religie nie zmieniały się przez tysiące lat i utrzymują ogromną władzę nad ludźmi; religie, które naprawdę, przepraszam, naprawdę niczego nie uczą o prawdziwym Duchu i Jaźni, o duszy. Tak więc spowoduje to wiele zmian w tej dziedzinie oraz we wszystkich innych.
Te zmiany nadchodzą, ponieważ są ludzie – nie jest ich wielu, ale są ludzie tacy jak wy – ludzie, którzy posiadają tę wewnętrzną wiedzę już od dłuższego czasu, którzy doznali w głębi siebie tego wewnętrznego przebudzenia. Wy wiecie, że istnieje coś innego. Ktoś mógłby się spierać, że wy po prostu chcecie wierzyć, że istnieje coś innego. No cóż, to również odgrywa pewną rolę. Ale wy wiecie, że istnieje coś innego i ta właśnie wiedza sprawia, że podążacie wciąż naprzód wbrew wszystkim trudnościom, wbrew uciążliwościom podróży, jakie podejmowaliście, wbrew problemom w waszym życiu. Wy wiecie, a w tej chwili wiecie, że to jest blisko. Już tak blisko. Czujecie to. Trochę to budzi w was obaw, kiedy uświadamiacie sobie, że wszystko radykalnie się zmieni.
Jesteście tymi, którzy przez wiele wcieleń, przez tysiące lat, badali świadomość, czy o tym wiedzieliście czy nie, czy nazywaliście to w ten sposób czy w inny. Niektórzy nazywali to „tamtym światem”, a to jest po prostu czymś odmiennym. Niektórzy z was nazywali to fantazją, ale to nie jest fantazja. Nie ma czegoś takiego jak fantazja, inaczej mówiąc coś zmyślonego. Gdzieś to ma swoje źródło pochodzenia. Te wasze myśli, te wasze sny, to nie jest tylko zmyślenie, wierzenie, fantazja. Pochodzi to z jakiegoś miejsca w was – ta wewnętrzna wiedza, że istnieje coś więcej.  
I tym, co zmieni tę planetę, jest świadomość, świadomość istnienia świadomości. Niektórzy początkowo mogą nie nazywać tego świadomością, mogą nazywać to innymi słowami i imionami, ale wszystko to sprowadza się do tej prostej rzeczy – świadomości.
Wyobraźcie sobie przez chwilę, że nagle pojawiają się fizycy i inni naukowcy, którzy zaczynają uwzględniać świadomość w swoich równaniach. Wyobraźcie sobie, że niektórzy z nich mówią, że istnieje coś, co wykracza poza obszar typowego, liniowego sposobu prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, jaki obecnie obowiązuje; jest coś poza tym wszystkim i jest to element świadomości. I kiedy oni zaczną poważnie to rozważać, poważnie tak jak to zrobił Einstein rozważając swoją teorię względności – czas, przestrzeń, grawitacja – który poważnie to brał pod uwagę na przekór temu, czym się ona wydaje i co inni by powiedzieli, bo wiedział, że jest coś jeszcze. Zmagał się z tym przez lata, próbując to ująć w prostą formułę, próbując jakoś to udowodnić. I nie spotkał się na początku z podziwem i uznaniem. Nie, jego propozycja została odrzucona, jak większość rewolucyjnych i ewolucyjnych koncepcji.   
Jednak w ciągu następnych kilku lat ta zmienna świadomości zacznie się przejawiać i dziać się to będzie coraz intensywniej. To zmieni rozumienie fizyki i innych nauk, aż wreszcie doprowadzi do zmiany życia na tej planecie. Wszystko tak oczywiste jak źródła energii, źródła paliw; wszystko, zaczynając od sposobu dystrybucji na tej planecie, aż po rozumienie, skąd pochodzimy, skąd wy pochodzicie. Wszystko gotowe na zmianę.
Nie wiem czy człowiek generalnie jest na to gotowy. To przypomina moje pytanie sprzed lat: czy ludzkość jest gotowa na wolność? I wszyscy, a jakże, kiwali głowami: „Tak, wolność, wolność.” Ja jednak wciąż poddaję to w wątpliwość, ponieważ wolność wymaga odpowiedzialności. Wolność dla siebie wymaga ogromnej odpowiedzialności. Żadnego brania czy karmienia się energią innych. Żadnego obwiniania innych. To ogromna odpowiedzialność, która mówi: „Ja Jestem. Ja jestem stwórcą. Nic nie stoi mi na drodze. Nic mnie nie powstrzyma od posiadania bogactwa czy zdrowia, czy czegokolwiek innego.” To jest wolność. To jest stwórca, ale to także wymaga ogromnej odpowiedzialności, odpowiedzialności za siebie jako stwórcy.
Mówię to wszystko w ramach przygotowania do zadania, jakie wykonamy dzisiaj. Mówię to wszystko, ażeby pomóc w prawdziwym ugruntowaniu zrozumienia, że świadomość jest wszystkim. Ona jest tym, co stwarza. Świadomość jest tym, co przyciąga energię. Świadomość jest tym, co stworzyło ten wszechświat i wszystkie inne wszechświaty.
To nie jest duchowe. Całe to zrozumienie nie jest duchowe. Zdecydowanie to nie jest New Age, zdecydowanie nie jest to religijne, ale nie jest też nawet duchowe, ponieważ w chwili, gdy zaczniemy do tego dołączać duchowe cechy, wchodzimy w systemy wierzeń i bogów, i wielu innych rzeczy, które właściwie ograniczą tylko zrozumienie świadomości.
Świadomość nie jest objęta przez naukę, ale będzie. Nie jest jeszcze uwzględniana przez fizykę, ale będzie. Tak czy inaczej to coś zwane świadomością, którą wy jesteście, stanowi wszystko. Wszystko.
Dziwnie będzie wyglądać ta dzisiejsza sytuacja za 20, 30 lat. Dziwne to będzie dla przyszłych pokoleń, które stwierdzą: „Wiesz, co było nie tak z tymi ludźmi z wieku XIX, XX i XXI? Nie rozumieli świadomości. To nie była nawet kwestia słownictwa. To znaczy, słowo było znane, ale nikt tak naprawdę nie wiedział, co ono znaczy.” Spojrzą na minione pokolenia i będą zdumieni, oszołomieni, że ludzie tych czasów nie mieli nawet podstawowej wiedzy na temat świadomości.
I znowu przypomnę, że to nie jest kwestia duchowości. To nie jest New Age. To nie jest filozoficzna kwestia. To jest rdzeń wszystkich rzeczy we wszechświecie, w omniwersie, wszędzie. Oto dlaczego byłem z wami tak bardzo stanowczy, gdy mówiłem o „Ja Istnieję”, o doświadczaniu tego stanu, o rozumieniu świadomości i rozumieniu różnicy między świadomością a energią. Słyszycie słowa i zaczynacie rozumieć, ale wciąż macie skłonność do łączenia tych dwóch pojęć w jedno – że świadomość i energia są tym samym – nie są.
Dzięki niektórym naszym ostatnim doświadczeniom, jakie przeprowadzaliśmy wchodząc w świadomość - jak choćby meraba, podczas której przemierzaliście dom o wielu pokojach i wychodziliście z niego, ostatecznie uwalniając wszystko, zanurzając się w nicość - niektórzy z was rzeczywiście zaczęli rozumieć. To było jak nagły dzwonek w waszym wnętrzu, to „Ja Istnieję”, ta świadomość, i to usunęło całe makyo.
To usunęło wszystkie stare systemy wierzeń. Zmyło wszystko, co uważaliście za swoje problemy i trudności oraz wszystko inne. I nagle uświadamiacie sobie: „Ja Istnieję.” Śmierć nie ma znaczenia. Krewni nie mają znaczenia. Praca nie ma znaczenia. Kiedy mówię: “To nie ma znaczenia”, chodzi mi o to, że wkładacie zbędny wysiłek w te sprawy i nadmiernie się na nich skupiacie. A one nie mają znaczenia.
Z prawdziwą świadomością wszystko to znajduje swoje miejsce. Życie staje się synchroniczne. Po prostu się dzieje, a tym, co przewodzi wszystkiemu, jest świadomość. Gdzie chcielibyście, żeby była wasza świadomość?
Na naszym poprzednim spotkaniu powiedziałem o urządzeniu o nazwie iYammer… (podnosi w górę małego pilota do zdalnego sterowania)… z braku lepszego przyrządu. Chyba się skurczył (śmiech), tak czy inaczej iYammer się zmniejszył. Oto co się dzieje z technologią – wszystko się zmniejsza. Tak więc macie iYammer. Co zamierzacie z nim zrobić? Wiem, że przysporzyłem wam trudnych chwil mówiąc, żebyście wyszli poza ograniczenia. Żebyście udali się w inne wymiary. W tych innych wymiarach doświadczenie będzie odmienne od tego, jakiego doświadczacie w waszym ludzkim życiu, ale wyjdźcie poza ograniczenia ludzkiego życia. Otwórzcie się. Nie obawiajcie się.
Jednakże również – to bardzo ważne, mówiłem o tym tydzień temu na naszym spotkaniu w Rumunii poświęconym Merlinowi – nie spodziewajcie się, że gdy wyjdziecie na zewnątrz, gdy wyjdziecie poza ograniczenia, gdy dacie sobie przyzwolenie na to, żeby być świadomymi swojej świadomości, inaczej mówiąc, swojego Ja Jestem, nie spodziewajcie się, że będziecie ciągnąć swoje samolubne ludzkie ja ze sobą.
Jest takie oczekiwanie, o którym mówiłem grupie, że będziecie przenikać przez ściany. Wszyscy myślą, że to coś bardzo magicznego – przenikanie przez ściany – na co ja odpowiedziałem, taak, absolutnie, bardzo łatwe do zrobienia. Po prostu to robicie, ale nie spodziewajcie się, że zabierzecie ze sobą wasze ciało i kości. To samolubne. To właśnie jest wasze samolubne, ludzkie ja.
To przestarzałe myślenie, pewien paradoks, bo z jednej strony mówicie: „Och! To ciało. Starzeje się. Męczy się. Och, ciało, krew i, no wiesz, to jest…” A jednak chcecie je ze sobą zabrać przenikając przez ściany i wchodząc w inne wymiary. Dlaczego? To nie jesteście wy. To samolubny, mały, niedojrzały człowiek. I w porządku, dopóki to rozpoznajecie, dopóki jesteście świadomi, iż to małe ludzkie ja z jednej strony mówi, że chcecie magii, że chcecie podróżować do innych części kosmosu, a z drugiej strony mówicie: „Ale nalegam, żeby to moje ciało i mój mózg udały się ze mną.” Nie. Nie, tak się nie stanie. Właściwie to wcale tego nie chcecie. Naprawdę nie chcecie. To was ogranicza.
Wy jesteście Ja Jestem. Wy jesteście Ja Istnieję. Nie ma żadnego mózgu. Nie ma żadnego ciała. Niczego takiego nie ma. Nie potrzebujecie tego. Jest tylko czysta świadomość.
W przeciwieństwie do niej forma, w jakiej niektórzy z was są nadal, do pewnego stopnia, forma, w jakiej pozostaje większość ludzi - to małe ja. Z jednej strony macie Ja Jestem, wspaniałe, wolne, suwerenne, twórcze Ja Jestem. A drugiej macie owo ja - niedojrzałego, samolubnego, małego człowieka. No i w porządku. Nie mówimy o wyeliminowaniu go; mówimy o otwarciu perspektywy na Ja Jestem, które może przejść przez ścianę. Nie potrzebujecie zabierać ciała. Robiliśmy to w Rumunii. Przeszliśmy przez ścianę i obserwowaliśmy siebie z drugiej strony.  
Zrozumcie jednak, drodzy przyjaciele, że kiedy stosujecie iYammer, kiedy wychodzicie poza ograniczenia ciała i umysłu, to istota waszego postrzegania, sposób, w jaki postrzegacie rzeczy, zmieni się. Nie spodziewajcie się, że będziecie przechodzić przez ściany albo podróżować do innego wymiaru, zachowując wzrok i słuch. (a) Nie potrzebujecie ich; (b) są ograniczające; (c) dotyczą tylko ja, ludzkiego, małego ja. 
Możecie podróżować; możecie udać się do tych innych wymiarów w łatwy sposób, bardzo łatwy jako Ja Jestem, ale nie spodziewajcie się widzieć za pomocą oczu, słyszeć za pomocą uszu. Istnieje całkiem inny zestaw, można by powiedzieć, zmysłów, które ujawniają się w innych wymiarach. Trochę się trzeba z tym oswoić. Ale nagle, kiedy dacie sobie przyzwolenie na użycie tych zmysłów, tych niefizycznych ludzkich zmysłów, nagle przypomnicie sobie, że one są waszymi naturalnymi zmysłami.
Oczy są nienaturalnym sposobem postrzegania rzeczywistości. Naprawdę. Są ograniczone. Powinniście umieć zobaczyć wszystko wokół siebie albo postrzegać wszystko wokół siebie. Powinniście mieć doskonały wzrok na każdą fizyczną odległość, ale oczy są ograniczeniem.
Tak więc chcę wam tutaj powiedzieć zanim udamy się w naszą podróż, że jesteście Ja Jestem – rozpoznajcie małe ja. Macie Ja Jestem, ale macie też to małe ja, samolubnego człowieka. Nie mówię tego lekceważąco. Nie mówię o nim, jak o czymś negatywnym, ale ono, to małe ja, jest obecne i ma skłonność do przejmowania kontroli. Nieustannie utyskuje i nieustannie się buntuje, i nieustannie was zafałszowuje. Wy się mu podporządkowujecie. Stajecie się w pewien sposób ofiarą małego ja. Nigdy więcej. Nigdy więcej. Nigdy więcej. Bądźmy dojrzałymi istotami Ja Jestem. Nigdy więcej samolubnego, małego człowieka, rozwydrzonego, upierającego się przy swoich trywialnych, małych zwyczajach. Jesteście Ja Jestem, a więc zacznijcie to grać. Dobrze.
A teraz podsumujmy to, co zrobiliśmy dotychczas, niebyt wiele. Mówiliśmy o świadomości – to bardzo ważne. Mówiliśmy o zmianach, które mają się pojawić zwłaszcza w ciągu następnych kilku lat. Nie zmiany jako takie, ale początek zmian, odkrycie, że świadomość jest u podstaw wszystkiego, odkrycie w środowisku fizyki, a ostatecznie w pozostałych gałęziach nauki.
Wy już to wiecie. Nie potrzebujecie czekać, żeby wydano odpowiednie dokumenty, które to potwierdzą. Nie potrzebujecie czekać, żeby na ten temat organizowano debaty. Wy już to wiecie. Po prostu nie wiecie, że już to wiecie. Nie jesteście pewni swojej wewnętrznej wiedzy. Nie wiecie jak w tym momencie określić waszą wewnętrzną wiedzę, ale ja was proszę, żebyście sobie ufali, żebyście przyzwalali, bo sprawy zaczną ulegać zmianie.

Przykład
Chciałbym teraz poprosić, żebyście rozdali wszystkim kartki papieru, włączając w to mnie, (koledzy z ekipy rozdają kartki) Jedna kartka papieru, długopisy czy ołówki niepotrzebne. To część naszego doświadczenia na dzisiaj. Ci, którzy oglądają nas w swoich domach, niech zaopatrzą się w kartkę. Rozmiar dowolny, to nie ma znaczenia. W dowolnym kolorze, nieważne. Tyle pytań zadają: „Jaki rozmiar? Jaki kolor? Czy coś może być na niej napisane?” To mnie nie obchodzi, po prostu kartka papieru. Po prostu kartka papieru. Świetnie. Dziękuję. 
Większość z was już wie, jak to się robi, ale pokażę to jeszcze raz. Chcę, żebyście zrobili papierowy samolot. Składacie kartkę na pół według dłuższego brzegu. (pokazuje) O, widzicie? To mieliśmy wcześniej, a teraz mamy to. OK, macie początek waszego samolotu. Niektórzy z was są fachowcami w robieniu papierowych samolotów. Zabierajcie się do roboty.
Następnie zaginacie oba rogi, czyli składacie te rogi i odginacie je nieco; składacie te rogi i odginacie je nieco.
LINDA: Oooch!
ADAMUS: OK. I otrzymujecie coś, co wygląda w ten sposób.
A teraz, tak, niektórzy z was mogą puścić wodze fantazji. Zrobiliście wiele samolotów, bezczynne ręce, bezczynne umysły.* (Adamus chichocze) OK. Dobrze, dobrze. Tak więc zaczęliśmy tutaj, a teraz jesteśmy tutaj. Teraz to zegnijcie. Widzicie? Zegnijcie to tak, żeby powstał taki kształt. OK, teraz zrobimy skrzydła, podnieście więc jeden rożek w górę i na bok, i oto macie jedno skrzydło. Teraz zegnijcie z drugiej strony i wygnijcie w górę – i macie dwa skrzydła. Dobrze. Teraz macie podstawowy model papierowego samolotu. Zadziwiające, co? Zadziwiające, co też zrobiliśmy tutaj w Karmazynowym Kręgu. (kilka chichotów)  
bezczynne ręce, bezczynne umysły.

*prawdopodobnie Adamus nawiązuje do powiedzenia, że bezczynność rąk prowadzi do bezczynności umysłu, a więc dobrze jest czymś zająć ręce, choćby robieniem papierowych samolotów – przyp. tłum.
SART: Niesamowite.
ADAMUS: Niesamowite. Wrócę na chwilę do tego, co chcę powiedzieć, co mianowicie odkryjecie, dokąd zmierzacie: tym, co odkryjecie jesteście Wy, to Ja Jestem. Będzie ono całkiem inne od ja, to znaczy od małego ja w waszym wnętrzu. To ogromna różnica. Uświadomicie sobie, że to ja krzyczy, wrzeszczy: „Ja, ja, ja, ja, ja”, a tak naprawdę woła: „Ja Jestem. Ja Jestem. Ja Jestem.” To jest właśnie to odkrycie.
Małe ja przestanie wołać „ja”, ponieważ zacznie się wreszcie czuć bezpiecznie. Wreszcie poczuje się zauważone. Człowiek, mały człowiek, samolubny człowiek nagle poczuje się zaakceptowany. Poczuje, że się o niego zatroszczono. Poczuje wówczas wolność odczuwania doświadczeń małego ja, jednakże bez tych wszystkich lamentów i tych wszystkich bezczelnych nalegań. Tak więc tym, dokąd zmierzacie, tym, co odkrywacie, jest Ja Jestem.
Zatem macie już gotowe samoloty. Wstańcie proszę, a ja za moment poproszę was, żebyście rzucili je w tym kierunku - ci, którzy są blisko kamery, niech się upewnią, że samolot przeleci nad kamerą - to wywoła piękny efekt. Jeszcze zanim je rzucimy – otóż Cauldre i Linda poprosili mnie, żebym czuwał nad bezpieczeństwem tego przedsięwzięcia, a więc będę czuwał. Możecie osłonić oczy dłonią na wszelki wypadek, gdyby jakiś samolot poleciał akurat w waszym kierunku, a wy byście tego nie zauważyli, albo załóżcie okulary ochronne, jeśli jesteście nerdem*. (śmiech) Załóżcie okulary ochronne, okulary przeciwsłoneczne czy cokolwiek innego. Osłońcie oczy, reszta waszego ciała nie ucierpi. Kiedy zawołamy trzykrotne „aargh” – aargh, aargh, aargh; aargh, aargh, aargh – rzucimy naszym papierowym samolotem. Osłaniamy oczy. Aargh. Aargh. Aargh! Taak! (publiczność rzuca samolotami i woła: „Uuuu!”)
*nerd – pochodzące z języka angielskiego negatywne określenie osoby pasjonującej się naukami ścisłymi, informatyką, grami komputerowymi; od niedawna do jednych z pasji nerda zalicza się fantastykę, jak i czytanie komiksów. Są nieprzystosowani do życia społecznego. Nie utrzymują stosunków towarzyskich i nie dbają o formę fizyczną; nerd chętnie chowa się za grubymi okularami  – przyp. tłum.
Dobrze. Świetnie. Dobrze, mamy tu bardzo piękne papierowe samoloty. To była zabawa, co? (publiczność potwierdza)
O co chodzi? (ktoś mówi: „Nie wiem!”) Po prostu dawno nie rzucałem papierowymi samolotami i pomyślałem, że fajnie będzie się w to pobawić! (Adamus się śmieje i publiczność chichocze)
Idźmy dalej. Idźmy dalej do następnego tematu. Przejdźmy do tematu dnia: dlaczego tutaj jesteśmy. (publiczność wciąż się śmieje i rzuca papierowymi kulami) Mam nadzieję, że to tylko zgniecione w kulki kartki, a nie papier toaletowy, który do nas tutaj sfrunął. I proszę was, gdy następnym razem będziecie to robić, zgniećcie w kulki banknoty i porzucajcie je sobie w ten sposób.

Natura rzeczywistości
Zamierzam zaprezentować nie teorię bynajmniej. To tak naprawdę jest rzeczywistość. Ktoś może to nazywać teorią, ale to jest rzeczywistość. Zamierzam to zaprezentować.
Cauldre jest trochę zestresowany tym channelingiem, gdyż zwykle, gdy mamy Shoud, nie mówię mu wiele, a jeśli mówię, to jest to kłamstwo (nieco śmiechu), tak tylko, żeby odwrócić jego uwagę. Ale tym razem rozmawiałem z nim poprzedniej nocy. Wyjaśniłem, co będziemy robić, łącznie z rzucaniem papierowymi samolotami i on się teraz denerwuje. Ja nie, bo nie ja będę zbierał cięgi – on będzie.
Jednak ja zamierzam zaprezentować fundamentalną, podstawową koncepcję na temat rzeczywistości, co sprawi, że niektórzy uniosą brwi, co sprawi, że niektórzy powiedzą: „Adamus całkiem się pogubił”, co sprawi, że niektórzy będą o tym gorąco dyskutować. Dyskusja może się potoczyć w Internecie. Może to dotrzeć do społeczności akademickiej, a większość jej członków niechybnie przypuści na to atak. Większość z nich nie zrozumie tego i nie zaakceptuje. Ale w ciągu następnych pięciu, dziesięciu, piętnastu lat, nieważne, będzie miało miejsce wystarczająco dużo badań i pojawi się wystarczająco dużo zrozumienia i poruszonych zostanie wystarczająco dużo tematów z zakresu teorii kwantowej, żeby niektórzy ludzie zaczęli powtarzać: „Ach! Chwytam. Chwytam.” A następnie zaczną to stosować do badań w fizyce i matematyce oraz do innych przedsięwzięć naukowych.  
Znajdą się tacy, którzy to usłyszą i mieć to będzie dla nich niewielkie znaczenie. Pójdą, wyłączą domowe telewizory i powiedzą: „To było ciekawe, ale jakby trochę w stylu sci-fi (science-fiction)” - i w porządku.
Może byście sprzątnęli ten cały bałagan tutaj? (Adamus ma na myśli podłogę zasłaną papierowymi samolotami) Próbuję robić wykład. Czy mógłby to ktoś sprzątnąć? Jestem Wzniesionym Mistrzem. Mam wrażenie jakbym chodził po papierowych śmieciach. Będziecie to recyklingować czy poślecie do składnicy odpadów? (ludzie zaczynają zbierać papierowe samoloty)
LINDA: O co w tym wszystkim chodziło? O co chodzi?!
ADAMUS: Dystrakcja! Absolutna dystrakcja! Taak. W przyszłym miesiącu będziemy kręcić hula-hop. Dlaczego by nie? (publiczność wzdycha: “Ooch!”) Dziękuję wam.
A więc, tak à propos, w każdej chwili…
EDITH: Gdzie to jest? (Adamus zatrzymuje się, bo Edith rozmawia z Crashem)
ADAMUS: Czy chciałaś podzielić się czymś ze wszystkimi? (śmiech)
EDITH: Oczywiście, z tobą.
ADAMUS: Dobrze. Ze mną, dobrze.
EDITH: Ciekawa byłam, gdzie się podziała czerwona chusta Davida, którą miał na sobie.
ADAMUS: To było ważne. (więcej śmiechu) W samym środku wygłaszania jednego z najgłębszych spostrzeżeń ona chciała się dowiedzieć – z czymś takim właśnie muszę mieć do czynienia – ona chciała się dowiedzieć, gdzie podziała się czerwona chusta Davida Crasha.
LINDA: Jaka ona?
ADAMUS: Edith!
LINDA: Dziękuję.
ADAMUS: W samym środku wyjawiania tego, co będzie dyskutowane przez fizyków – niekoniecznie chodzi o to, o czym my tu dzisiaj mówimy, ale o koncepcję, która będzie dyskutowana – czegoś, co zmieni świat, co zmieni wasz świat, my mówimy o twojej… gdzie to jest?
CRASH: To obłędna chusta. To jest właściwie…
ADAMUS: Gdzie jest chusta? (ktoś woła: “Jej!”, kiedy David unosi ją w górę) Czy mógłbyś tę chustę założyć?! Niech się Edith uspokoi. Chciałem powiedzieć pfft! Edith, Edith, mocno się interesujesz Davidem, Edith. (publiczność woła: „Oooch!”)
A przy okazji, za każdym razem, gdy energia gęstnieje i grzęźnie – a możecie to poczuć, nie musicie o tym myśleć, po prostu możecie to poczuć – za każdym razem, gdy odczuwacie rosnące napięcie, gdy coś się dzieje, powietrze staje się gęste, róbcie coś, żeby odwrócić uwagę. Stosujcie dekoncentrację. Ludzie bowiem wchodzą na poziom mentalny. Odwróćcie ich uwagę. A wtedy na powrót odzyskujemy świeżość i możemy naprawdę wejść w temat – i to właśnie zrobiliśmy. Papierowe samoloty, och, chusta Davida, czymkolwiek ta rzecz jest – jego slipami i czym tam jeszcze (śmiech) – to jest dystrakcja.
A teraz co do mojego spostrzeżenia: niektórzy ludzie będą się z nim spierać, innych ono w ogóle nie obejdzie, inni powiedzą, że jesteśmy bandą oszalałych maniaków New Age, co nie jest prawdą. A inni, tacy jak wy, zaczną mieć swoje „acha”, następnie będziecie mieć kolejne „acha” i kolejne „acha” i tak wciąż i wciąż nieustannie – i do tego właśnie zmierzamy.
Pamiętajcie, na planecie jest obecnie bardzo mała grupa ludzi, która zajmuje się świadomością, ponieważ większość ludzi nie wie, co to jest. Większość ludzi uważa, że ktoś „świadomy” to taki, który jest przytomny i oddycha. To jest ograniczona świadomość, a tymczasem świadomość jest czymś daleko, daleko wspanialszym. Tak więc to jest moje wprowadzenie w naturę rzeczywistości. (Adamus zatrzymuje się, a następnie chichocze)
SART: I oto doznaliśmy olśnienia! (Ktoś mówi: „Niech zabrzmią werble” i publiczność naśladuje dźwięk werbli)
Nie przemieszczacie się przez czas i przestrzeń. Czas i przestrzeń przemieszczają się przez was.
Absolutne zaprzeczenie, absolutne objawienie, rewolucja w obecnym myśleniu. Czas i przestrzeń przemieszczają się przez was w tej chwili – wy nie przemieszczacie się przez nie.
W rzeczywistości nie ma żadnego obiektu, który przemieszczałby się przez czas i przestrzeń. Obecne myślenie zakłada, że obiekt wędruje przez czas i przestrzeń. A my potraktujemy czas i przestrzeń jako jednolitą całość. Nazwiemy ją czasoprzestrzenią jako pojedynczą rzecz. Tak naprawdę jedno nie może istnieć bez drugiego. Może, ale wówczas całość się zawali. Tak więc nazywamy to czasoprzestrzenią. No i uważa się obecnie, że obiekt porusza się w czasoprzestrzeni. Dlatego też tempo poruszania się obiektu determinuje czas i determinuje przestrzeń jako taką. A w rzeczywistości to nie jest prawdą.
W aktualnej fizyce, fizyce kwantowej, właściwie czasoprzestrzeń przechodzi przez was. Kiedy rzuciliście te papierowe samoloty, nie ruszały się. To czas i przestrzeń się poruszały. Aach! Aach! (niektórzy z obecnych wołają: “Super!” i “Taak!”) A może by tak “aargh” w związku z tym! Aargh! Aargh!
Tak więc każdy postrzega rzeczywistość jako jednolitą czasoprzestrzeń, uważając, że  poruszający się w niej obiekt wytwarza grawitację. A to nie jest prawda. Mamy oto obiekt – was, waszą świadomość obecnie utrwaloną w ludzkim ciele – i czasoprzestrzeń przemieszczającą się przez was.
Popatrzcie na to w ten sposób. Niektórzy z was wiedzą jak wyglądają staromodne projektory filmowe. Mają rolkę filmu, która się przesuwa w dół, a z tyłu jest źródło światła, które to światło przechodzi przez film i wyświetla go na ekranie. Z tym samym mamy do czynienia tutaj – z faktem, że czasoprzestrzeń się porusza. Czasoprzestrzeń byłaby jak… (rysuje) Powiedzmy, że mamy tutaj nasz projektor ze światłem, a film się przewija w dół przez ten strumień światła. Projektor się nie rusza. Projektor nie skanuje filmu. Projektor, światło są nieruchome, porusza się natomiast film, przewijający się przez strumień światła i stwarzający na ekranie iluzję poruszającego się obrazu. Ale wy – świadomość, światło – nie poruszacie się.  
„Hm” – powiecie. A więc kiedy poruszam ramieniem Cauldre’a, mówicie: „Czyż to nie jest ruch?” Właściwie nie. Właściwie nie. To wierzenie, że coś się poruszyło. Człowiek wierzy, że ramię się porusza, a tak naprawdę to czasoprzestrzeń się porusza. Hmm. Hmm.
A więc można by powiedzieć na podstawie tej analogii, że film, który już przewinął się przez ramkę jest przeszłością; film, który dopiero się przesunie przez ramkę i będzie oświetlony to przyszłość; a to tutaj, ta jedna klatka, która zmierza w dół przez przekładnie i szpule, żeby za chwilę zostać oświetlona – to jest moment Teraz.  
Tak więc można powiedzieć, że jesteście zawsze w chwili Teraz, ale problem polega na tym, że – z powodu starego niekiedy pojmowania czasu, przestrzeni i fizyki - że właściwie to nie jesteście tutaj. Większość ludzi nie funkcjonuje tutaj, na poziomie projekcji. Są tutaj w górze (przyszłość). Myślą: „Och, co się stanie, kiedy następne klatki filmu się przewiną?” i „Och! Straszne rzeczy” albo martwią się tym, bądź też boją się przyszłości. Tkwią też gdzieś w dole taśmy filmowej, która już się przewinęła przez ramkę i mówią: „Och! Nie powinienem był tego robić i żałuję, że to zrobiłem, o ja biedny, byłem ofiarą wszystkich tych okoliczności.” A więc nie są tutaj. Nie są dokładnie w punkcie projekcji, punkcie świadomości, już nie. Jest im zatem bardzo łatwo wierzyć, że poruszają się poprzez czasoprzestrzeń. Jednak tak naprawdę nie poruszają się. Tak naprawdę nie poruszacie się.
To bardzo interesująca koncepcja, ale rzeczywistość jest równie interesująca. Czasoprzestrzeń porusza się poprzez was teraz, a kiedy to robi, wytwarza efekt grawitacyjny. Kiedy używam słowa grawitacja mówię o czymś więcej niż tylko newtonowska grawitacja, kiedy coś spada na ziemię. Grawitacja w tym przypadku jest zasysaniem. Kondensuje się.  Wytwarza gęstość. A zatem skoro czas i przestrzeń przepływają przez was w tej chwili, kreują efekt grawitacyjny, a ta grawitacja nie jest tylko fizyczna. Nie oddziałuje wyłącznie na wasze ciało, bo ta prawdziwa grawitacja przytrzymuje, więzi myśli i emocje.
Wyobraźcie sobie przez chwilę swoje myśli i emocje jakby były fizycznym obiektem wessanym przez grawitację. Skutkiem tego zaczynacie wierzyć, że sytuacje, które się wydarzyły w przeszłości są prawdziwe, a nie są. Nie na sposób, w jaki je postrzegacie. Są czymś zupełnie innym, ale grawitacja utrzymuje je właśnie takimi w waszym wnętrzu.
Grawitacja utrzymuje w was system przekonań – indywidualny system przekonań, kulturowy system przekonań. Utrzymuje w was system religijnych przekonań. A więc czas i przestrzeń przepływające przez ludzi w tej chwili nie tylko kreują fizyczną rzeczywistość, co nazywacie trójwymiarowością, ale sprawiają, że ludzie wierzą, że to jedyna rzecz, jaka jest rzeczywista; ten grawitacyjny efekt sprawia, że ludzie mówią: „I o to właśnie chodziło. Świat jest płaski. To jest właśnie to! Przecież to głupie myśleć, że świat mógłby być okrągły. Ludzie w dole by spadli.” Tak więc grawitacja czasu i przestrzeni nie tylko utrzymuje razem fizyczne obiekty, ale także przekonania, myśli, ograniczenia i wszystko inne.  
Jest absolutnie zdumiewające, jak ten grawitacyjny efekt utrzymuje wszystko razem. Zatrzymuje wewnątrz. Zachowuje rzeczy w stałej postaci. Nie dopuszcza, żeby podlegały zmianom.
Grawitacja czasu i przestrzeni pomaga tworzyć doświadczenia, jakbyście powiedzieli – solidne, rzeczywiste doświadczenia. Pomaga wam skupiać się na wzroku i słuchu i innych fizycznych zmysłach, zamiast na wewnętrznej wiedzy o tym, że istnieje o wiele więcej. Ta grawitacja, kiedy to czas i przestrzeń przepływają przez was, aktywowane przez świadomość, aktywowane przez świadomość, grawitacja, którą ona stwarza – utrzymuje wszystko razem. A wy próbujecie się z tego wyrwać przez cały czas, przy pomocy czego? Przy pomocy waszej świadomości – ograniczonej świadomości waszego umysłu. Próbujecie się wyswobodzić. Wewnętrzna wiedza mówi: „Jest coś na zewnątrz tej klatki, w której żyję.” Ale kiedy myślicie o tym, kiedy próbujecie to pojąć, czasoprzestrzeń przepływa przez was szybciej. Czasoprzestrzeń wywołuje więcej grawitacyjnych efektów, które utrzymują was w przekonaniu, że jesteście w pułapce.
A to, drodzy przyjaciele, jakkolwiek prosto mogłoby zabrzmieć dla niektórych spośród was, jest absolutnie kluczowe. Doświadczycie tego w swoim własnym życiu. Stary sposób pojmowania, że to obiekt porusza się w czasoprzestrzeni, w przeciwieństwie do nowego rozumienia, że to czasoprzestrzeń porusza się w was. To fizyka radykalna, ale równocześnie z gruntu prawdziwa fizyka. 
Postrzeganie większości sprowadza się do rozumienia, że jeśli to jest czas (rysuje pudełko), to oni przechodzą przez niego (rysuje linię przecinającą pudełko). I mierzą to przechodzenie na zegarku. Mówią: „Taak, to zajęło tyle czasu, żeby się przedostać przez coś.” Większość ludzi uważa, że czasoprzestrzeń jest określoną, niekwestionowaną, nieomal niezmienną rzeczą – a nie jest. Nie jest.
Wasze życie na tej planecie zarządzane jest przez czasoprzestrzeń. Podporządkowaliście się temu. Ulegliście sugestii, że to wy poruszacie się w niej. Wierzycie, że się urodziliście, następnie idziecie przez życie, potem umieracie, a z tym wszystkim związane jest ileś tam lat i wykonujecie pewne rzeczy. Wędrujecie przez czas i przestrzeń. Idziecie od dziś do jutra poprzez czas i przestrzeń, i jest to bardzo liniowe. A prawda jest taka, że tak nie jest.
Rzecz w tym, że to nie czas określa was, nie czas określa wasz ruch, waszą przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. To nie czas to robi. Rzeczywistość jest taka, że tutaj jest wasza świadomość: okrąg z kropką w środku; tutaj jest świadomość - czasoprzestrzeń przepływa przez was, a robiąc to kreuje grawitację, G, która wszystko utrzymuje razem.
Czasoprzestrzeń nie jest stabilna. Nie jest wielkością stałą. Zmienia się. I zmienia się od Davida (McMastera) do Davida (Schemela). Mimo że obydwaj macie to samo imię, ona jest inna. Twoja (Davida McMastera) czasoprzestrzeń jest inna od czasoprzestrzeni Davida (Schemela). Za każdym razem, gdy się ruszacie mamy do czynienia ze zmienną czasoprzestrzeni, która przemieszcza się przez was, i której ruch jest inny niż ruch Davida (McMastera). Czasoprzestrzeń, która przepływa przez ciebie, David, jest determinowana przez twoje myśli, twój system przekonań, twoje fizyczne działania i poziom świadomości, na jaki przyzwalasz; to określa ruch czy przepływ czasoprzestrzeni przez ciebie. I jest on inny niż twój (drugiego Davida), ponieważ twoje myśli są inne, twoje działania są inne.
Są dwa różne grawitacyjne efekty, które pojawiają się między nimi dwoma. Zaraz powiecie: „O, chwileczkę, Adamus. Myślałem, że czasoprzestrzeń jest stałą i myślałem, że grawitacja jest stałą.” Nie. I kiedy się od tego uwolnicie – od przekonania, że istnieje jakaś siła czy moc, która determinuje wasz poziom życia, waszą grawitację, samorealizację w życiu; kiedy się uwolnicie od przekonania, że gdzieś tam funkcjonuje bóg czasu, bóg czasoprzestrzeni, którego oczywiście nie ma, kiedy uwolnicie się od przekonania, że istnieje jakaś moc poza wami – zaczniecie doświadczać wolności.
Otóż będziecie tego doświadczać, dlatego tutaj jesteśmy. Dlatego wyruszyliśmy dzisiaj w tę podróż. Będziecie tego doświadczać i będziecie ludziom o tym opowiadać. (ktoś mówi: „Nie!”) A oni… (chichocze) Mamy tutaj mądralę. Ona mówi: „W żadnym wypadku!” (śmiech) Ale ja wam gwarantuję, że będziecie opowiadać. Gwarantuję wam, że doświadczycie tego – nie wiem, może za tydzień, może za miesiąc, nieważne – doświadczycie tego i wywrze to głęboki wpływ na wasze życie, wstrząśnie waszym systemem przekonań, wstrząśnie wszystkim tym, czego się do tej pory trzymaliście, zwłaszcza starymi emocjami i starymi ograniczeniami. Wykrzykniecie: „o rany!”, będziecie mieć tę chwilę „acha!” i pognacie ulicą próbując ludziom o tym opowiedzieć, albo przynajmniej swoim przyjaciołom i sąsiadom, próbując ich wydostać z czasoprzestrzeni. Taak, uhm. OK. OK. To nie ma znaczenia. I uświadomicie sobie niezmierzone piękno tego. 
Zaobserwujecie, próbując z nimi o tym porozmawiać, zaobserwujecie, jak czasoprzestrzeń przez nich przepływa. Zaobserwujecie, jak ich świadomość, ich myśli i wszystko inne wytwarzają przepływ czy też ruch. Ale co ważniejsze – grawitację, zassanie, które wszystko zatrzymuje.
Wy wtedy powiecie: „Ale zaczekaj chwilę. Było wiele naukowych eksperymentów i są znane pewne cechy i właściwości grawitacji, które… po prosu są. To fizyka Ziemi. A ty nam, Adamus, mówisz, że każdy ma swoją własną czasoprzestrzeń. Nie ma jednej wielkiej czasoprzestrzeni? Każdy ma swój poziom grawitacji, utrzymujący rzeczy razem, utrzymujący rzeczywistość w jej kształcie? No to czym to jest? Czy to jest ‘my mamy wszyscy swoją własną’ czy też jest jeden wielki bóg czasoprzestrzeni?”
Wszystko to jest indywidualne. To jest wasza indywidualna czasoprzestrzeń, grawitacja jest motywowana przez świadomość, a ona też jest wasza. Jednakże musi nastąpić, z powodu grawitacji czasoprzestrzeni, musi nastąpić wzajemne uzgodnienie, powszechne zrozumienie. To jak wspólna czasoprzestrzeń.
Większość ludzi chętnie rezygnuje z suwerennego czasoprzestrzennego istnienia i akceptuje boga czasoprzestrzeni. Mówią: „Tak się przedstawiają fakty. Ja po prostu chcę być z nimi w zgodzie. Wskazówka zegara przesuwa się w określonym tempie, obiekty poruszają się w przestrzeni w określonym tempie - tak to działa.” Następny rekwizyt. Zawsze muszę mieć pod ręką jakieś rekwizyty, żeby się podeprzeć. (Adamus chichocze, wnosząc na scenę czerwoną piłkę) Większość ludzi zwyczajnie akceptuje fakt, że kiedy piłka zostaje rzucona – dobry chwyt – kiedy piłka zostaje rzucona w ten sposób, to porusza się ona po prostu przez czas i przestrzeń, przy czym czas i przestrzeń stanowią stałą, ponieważ ty rzuciłeś piłkę z powrotem, a ona leciała z przewidzianą i określoną prędkością, po łuku, i ze wszystkim innym. Ale to się bierze z powszechnej, och, pewnego rodzaju hipnozy zbiorowej świadomości na temat czasu i przestrzeni. I to jest prawda. To prawda i jednocześnie prawdą jest, że macie swoją własną czasoprzestrzeń.
Kiedy zaczniecie rozumieć implikacje tego, pojmiecie skąd się bierze niewidzialność. Po prostu wychodzicie poza czas. Nadal istniejecie. Nadal macie fizyczne ciało. Nadal macie swoje Ja Jestem. Ale zwyczajnie wychodzicie poza czas. Zwyczajnie usuwacie siebie z czegoś, co stanowi zmienną zbiorowej świadomości. 
To niesamowite, bo to jest magiczne, jako że wciąż możecie ich obserwować, nadal możecie być z nimi, ale oni nie zobaczą was. Nie będą wiedzieli, że jesteście tam, chyba że tego zechcecie. Zdołacie to zrobić, posiadacie swoją własną czasoprzestrzeń.
Czym jest czasoprzestrzeń? I jak daleko się rozprzestrzenia? No cóż, to wiedzie ku bardzo ciekawym rozważaniom. Widzicie, w tej chwili ta piłka się nie rusza (rzuca piłkę w górę i łapie ją) Wasze papierowe samoloty się nie ruszały. Ten pająk… on się ruszał. (śmiech) Ten pająk się nie poruszył. Trochę dziwne; początkowo budzi niepokój. „Jak to się nie…” (pająk znów opada z sufitu) Taak, taak. (śmiech) miło cię widzieć znowu. Masz, łap.
Na początku to wydaje się dziwne: „No cóż, nie, moje oczy mi mówią, że ta piłka się rusza.” (ktoś mówi: „Kwestia postrzegania”) Spróbujcie. To kwestia postrzegania. Absolutnie. I nie jest to magiczny trik. To nie kwestia systemu przekonań. To jest rzeczywistość.
Popatrzcie teraz jak rzucam piłkę w górę i poświęćcie temu chwilę uwagi: odejdźcie od starego przekonania „wszyscy jesteśmy zawieszeni w czasoprzestrzeni”, od czasoprzestrzennego boga i obserwujcie, jak ja będę rzucał teraz piłkę - w górę, nie w was; rzucam piłkę w górę i patrzcie na nią z takiej oto perspektywy: że kiedy ja rzucam, porusza się czasoprzestrzeń.  Czasoprzestrzeń się porusza. Piłka tak naprawdę się nie porusza, ale porusza się czasoprzestrzeń. Przesuwa się, ażeby dostosować się do świadomości, która zdecydowała się rzucić piłkę. Przesuwa się, żeby zaspokoić pragnienie rzucenia i odbicia piłki. Piłki, Cauldre, ty się tak naprawdę nie poruszasz.
Na początku wyda się to dziwne. Na początku dziwne, ale nagle, kiedy pozwolicie temu się ugruntować – mmmm (robi ręką ruch podnoszenia pająka, który wędruje w górę), pozwolicie temu się ugruntować – zaczniecie widzieć to i postrzegać inaczej. I niebawem któregoś dnia powiecie: „Już to pojąłem. Już pojąłem.” To jest kwantowe przesunięcie i nagle życie staje się zabawą, bo uświadamiacie sobie, że czasoprzestrzeń, to kontinuum, o którym się często mówi, wcale was nie kontroluje. Ono wam służy, a to istotna różnica.
Obecne, płaskoziemne przekonanie powiada, że czasoprzestrzeń jest niezmienna, stosunkowo niezmienna. Obecne przekonanie twierdzi, że znajdujecie się wewnątrz czasoprzestrzeni. To przypomina tygrysa w klatce, ale z otwartymi drzwiami, gdzie tygrys mówi: „Jestem tu uwięziony. To moja rzeczywistość. W tym istnieję.” Tymczasem te cholerne drzwi są otwarte, dokładnie tak, jak otwarte są dla każdego z was.
Czasoprzestrzeń przepływa przez was. Wy jesteście stałą. Wy jesteście świadomością. To bardzo ważne.   

Bon
Co to jest czasoprzestrzeń? To ciekawe pytanie. I jak daleko sięga? No cóż, mamy lepsze słowo niż czasoprzestrzeń, bo słowo to jest relatywnie ograniczone. Słowo jakiego używamy do nazwania czasoprzestrzeni to… czy zechcesz zapisać, Linda, ponieważ pismo Cauldre’a jest okropne. 
To bardzo proste słowo. Chcę was poprosić, żebyście się w nie wczuli przez chwilę. Nie myślcie zbyt wiele o nim, gdyż jest to proste słowo: bon. B-o-n, bon. B-o-n.
LINDA: Jedno słowo?
ADAMUS: Jedno… (zatrzymuje się i robi minę; śmiech)
LINDA: Czy to jedno słowo?!
ADAMUS: Cóż, możesz z niego zrobić również dwa słowa – Be-on*. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem. Widzicie, jaka ona jest genialna? Ona postrzega je jako dwa słowa. Be-on. Nie, to jest bon.
*wym. bi-on. – przyp. tłum.
LINDA: B-y-o-n-d*, by-ond?
*Poza tym, że sylabę „be” czyta się po angielsku jak „bi”, to również głoskę „b” wymawia się jak „bi”. Linda słyszy „bi”, a to dla niej brzmi jak początek słowa  beyond (poza granicami czegoś) – przyp. tłum.
ADAMUS: Nie, bon. B-o-n, bon. B-o-n. Myślę, że to mogłoby być Be-on. Be-on. Ale jest to bon. Bon jest czymś takim jak hologram, jak tkanina, ale nie fizyczna tkanina, jak hologram, który znajduje się wszędzie tam, gdzie udaje się świadomość.
Jest to sposób, w jaki świadomość postrzega samą siebie. Jest to hologram, który pozwala świadomości widzieć, czuć, doświadczać – nie oczami widzieć, ale czuć, doświadczać – poznawać siebie. Jest to rdzeń wszystkiego w całym stworzeniu. Nie jest to substancja. Nie da się tego zmierzyć za pomocą narzędzi, jakimi dysponuje obecna nauka.
Naukowcy tak naprawdę, hmm… oni tak naprawdę nawet o tym nie wiedzą. Żeby jednak pomóc wam zrozumieć, wyjaśnię, że u podstaw jest bon i on kreuje coś, o czym naukowcy wiedzą co nieco – plazmę. Plazmę. Nie taką plazmę, jaką zawiera w sobie krew, ale plazmę, będącą substancją najbardziej… czy zdajecie sobie sprawę z tego, że plazma jest najbardziej rozpowszechnioną substancją we wszechświecie? Jednakże bardzo, bardzo mało się o tym mówi czy w ogóle wie.
Czarna dziura jest zasadniczo – w tym momencie Cauldre zaczyna się denerwować, bo on przecież nie jest fizykiem – no więc czarna dziura jest zasadniczo wysoce, wysoce, wysoce skondensowaną plazmą. Z bonu pochodzi plazma. Z plazmy pochodzą takie rzeczy, jak jony, sposób w jaki neutrony i protony oraz atomy i wszystko inne działa. U podstaw tego jest bon. Można by powiedzieć, że bon jest czasoprzestrzenią, ale on jest czymś więcej aniżeli tylko czasoprzestrzenią, którą znacie jako ludzie; czas, przestrzeń – i jedno, i drugie liniowe.
Bon jest czymś na kształt sceny dla świadomości czy też ekranu dla świadomości, na którym coś się rozgrywa. Bon czy też czasoprzestrzeń istnieją we wszystkich wymiarach. Wy macie to coś nazywane czasoprzestrzenią, która jest dość unikalna dla ludzkiej podróży, ale kiedy udacie się w inny wymiar to tam występuje pewna forma czasoprzestrzeni. Musi występować. Ale jest to bon. To nie jest czas, jak ten mierzony zegarkiem i przestrzeń, jak ta mająca rozmiar. To po prostu parametr, zmienna, która jest po to, żeby służyć świadomości, ponieważ świadomość nie jest energią. Świadomość nie jest fizyczną rzeczywistością.  
Świadomość coś wybiera, coś istotnego, żeby siebie doświadczyć. Waszym największym  doświadczeniem na Ziemi jest czasoprzestrzeń. Ona pozwala wam robić to wszystko, co robicie – czas, przestrzeń i grawitacja. A zatem bon istnieje wszędzie tam, gdzie świadomość podróżuje i doświadcza. W pewien sposób zmienia się od wymiaru do wymiaru. Jego efekt, sposób, w jaki pozwala on świadomości doświadczać jest inny, ale zasadniczy element wciąż pozostaje. Można więc powiedzieć w pewnym sensie, że forma czasoprzestrzeni istnieje we wszystkich wymiarach, ale niekoniecznie w taki sam sposób, jak tutaj.
Forma grawitacji czy zasysania albo przyciągania istnieje we wszystkich wymiarach, ale ma inny koloryt od tego, jaki jest tutaj.
Pozwólcie jednak, że wrócę do głównego tematu. Temat dzisiejszego spotkania dotyczy tego, że czas i przestrzeń, bon, przepływa przez was. Służy wam. To nie wy – to nie wy – służycie czasoprzestrzeni. Ona służy wam.
Pytanie? Weź, proszę, mikrofon, żeby wszyscy we wszechświecie mogli cię usłyszeć. A więc szybkie pytanie, a ja dopuszczę pytania tylko do pewnego stopnia, bo pytań byłoby dużo.
MARY SUE: Czyżby zatem energia była niczym więcej jak tylko kwestią postrzegania?
ADAMUS: Energia jest kwestią postrzegania, ale jest bardzo, bardzo realna. Energia jest formą bonu, który wam służy. Można by powiedzieć – co znowu może się okazać trochę trudne – można by powiedzieć mianowicie, że bon jest czymś, co nazywane jest Zjednoczonym Polem Energii. Jednakże związane są z tym pewne nieporozumienia.
Istnieje Pole, zbiornik energii, który jest zarówno tutaj, jak i wszędzie indziej, energii w jej potencjale, pozostającej w absolutnie neutralnym stanie. Nie ma ona pozytywnego czy negatywnego ładunku. Czeka, żeby świadomość ją uaktywniła. Czeka, żeby się zamienić w energię uaktywnioną – pozytywną lub negatywną. Czeka, żeby się zamienić w plazmę. Czeka na uaktywnienie prowadzące do powstania atomów, cząsteczek i wszystkiego innego w waszej rzeczywistości, co staje się możliwe dzięki grawitacji. Grawitacji, która, przypomnijmy, jest czasem i przestrzenią.
Pozwólcie, że zademonstruję jeszcze jedną rzecz, gdy o tym mówimy. Element czasoprzestrzeni przypomina coś w rodzaju lejka albo, dla tych, którzy wiedzą co to jest venturi*, rodzaj takiego venturi służącego do pomiaru dynamiki przepływu cieczy. Zasadniczo kiedy macie ciecz płynącą przez rurę i ta rura jest w którymś miejscu przewężona, a następnie poszerza się znowu w innym miejscu, to wtedy następuje silniejszy przepływ cieczy. Pojawia się duże ciśnienie. Jest w tym czas i przestrzeń. To się nazywa venturi (rysuje). Stosowany jest do płynów, ale może być użyty do innych rzeczy. Podczas gdy ciecz przepływa tędy i przechodzi przez zawężenie, co się dzieje? (ktoś mówi: „Przyśpiesza”) Przyśpiesza. Absolutnie. Mamy tutaj bystrych ludzi. Co jeszcze się z nią dzieje? (ktoś mówi: “Porusza się szybciej.”) Porusza się szybciej. No cóż, przyśpiesza, porusza się szybciej, to raczej brzmi podobnie. (śmiech) Blisko. Porusza się szybciej. Wyższe ciśnienie i większe naenergetyzowanie, większy potencjał energii, można by powiedzieć, wywołany ciśnieniem i szybkością, ale głębiej znajdziemy więcej energii wewnątrz tej samej cieczy, kiedy płynie przez venturi nie z powodu wyłącznie szybkości przepływu i ciśnienia - jest ona teraz uaktywniona. Jest uaktywniona.
*przyrząd służący do pomiaru prędkości przepływu cieczy lub gazu. (patrz Wikipedia:  http://www.lenntech.pl/venturi-polski.htm), nazywany również rurką albo zwężką Venturiego (patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zw%C4%99%C5%BCka_Venturiego) – przyp. tłum
Czasoprzestrzeń działa podobnie. W pewnym sensie jest jak lejek, a na zewnątrz (przed przewężeniem) porusza się w innym tempie i ma inny potencjał przyciągania energii tutaj (przed przewężeniem), niż ma tutaj (w przewężeniu).
A więc czym byłoby to (przewężona część)? To jest chwila Teraz. Tu jest przeszłość (przed przewężeniem), a tu byłaby przyszłość (za przewężeniem). Mamy zatem przeszłość, Teraz i przyszłość. I jest to jedna z zasad czasoprzestrzeni przepływającej przez was.
Jeśli jesteście obecni, jeśli jesteście świadomi – nie świadomi czasu, ale siebie, świadomi swojej świadomości, “Ja Istnieję” – tempo przepływu czasoprzestrzeni jest inne. Jednakże niekoniecznie szybsze. Prawdę mówiąc, zaczniecie rozumieć, że właściwie zdaje się płynąć wolniej. Tak naprawdę nie płynie wolniej. Wszystko inne płynie wolniej, ale postrzeganie jest takie, że wszystko zwalnia.
Kiedy jesteście w chwili Teraz, przepływ czasoprzestrzeni jest bardziej harmonijny, bardziej dopasowany, bardziej wam służy niż wówczas, gdy przebywacie w przeszłości czy gdy przebywacie w przyszłości. To powód uzasadniony przez fizykę, żeby być w Teraz, a nie bujać w obłokach - to ma poważny wpływ na was. Na was.
Powróćmy na chwilę do zasady. Gdzie jest moja piłka? Tak. Piłka tak naprawdę się nie porusza. Dziwne, ale nie porusza się. Porusza się czasoprzestrzeń i kiedy rzucam piłkę, kiedy wyrzucam ją w górę, czasoprzestrzeń się porusza i wytwarza grawitację, ssanie, które trzymać będzie razem materię fizyczną, emocjonalną, materię wierzeń – a to tworzy rzeczywistość. To jest piękne, ta wasza zdolność, zdolność świadomości, by sprawiać, że to się dzieje. Podczas gdy świadomość nie ma ramion ani nóg, ani mózgu czy oczu, sprawienie przez was, że to się wydarza jako rezultat działania waszej świadomości jest naprawdę zdumiewające! Naprawdę zdumiewające.
A kiedy zdołacie także wycofać się z czasoprzestrzeni zbiorowej świadomości i wejść w swoją własną czasoprzestrzeń, kiedy zdołacie nauczyć się, że nie jesteście już dłużej zależni od boga czasoprzestrzeni, że naprawdę jesteście suwerennymi istotami ze swoim własnym bonem, swoją własną plazmą, ze swoim własnym wszystkim – wtedy będziecie wolni. Interesujące, interesujące, interesujące.
A teraz chciałbym, żebyśmy przestali o tym mówić, a zaczęli tego doświadczać. Chciałbym zrobić przypis do powyższego stwierdzając, że niektórzy z was naprawdę dziwnie się czuli w ciągu ostatnich kilku dni, mieliście dziwne sny, i o ile wiem, przed tym spotkaniem niektórzy z ekipy mówili o zaburzeniach czasu. Ktoś tutaj z ekipy zapytał: „Czy nie dzieje się coś dziwnego z czasem przez ostatnie dwa dni?” Absolutnie. Absolutnie.
Przekonacie się, że czas i przestrzeń zaczną się rozluźniać. Staną się bardziej elastyczne, jednakże nie zawsze będziecie mieć pozytywne odczucie na początku, gdyż wasze ciało zostało ustawione tak, byście pozostawali w starym przekonaniu na temat czasu i przestrzeni oraz w przekonaniu o starym sposobie ich poruszania się. Kiedy z tego się wydostaniecie, będziecie to odczuwać dziwnie, poczujecie dezorientację, coś dziwnego dziać się będzie z mózgiem, a szczególnie dziwne będą sny.

Sen
Jeśli Cauldre nie ma nic przeciwko temu opowiem sen, jaki miał on poprzedniej nocy. Nie ma nic przeciwko temu. Ha, nawet nie mogę go teraz znaleźć. Jakże może mieć coś przeciwko? (śmiech) On śpi.
Tak więc w tym śnie – po prostu zrelacjonuję fragment – w tym śnie on i grupa innych osób, prawdopodobnie was, byliście oczywiście ścigani, znajdując schronienie w czymś jak duża parcela ze złomowiskiem, gdzie pełno było rupieci, żelastwa, samochodów, starych ciężarówek i wielkie składowisko odpadów przemysłowych. Tam się ukryliście i patrzyliście jak pociąg, szybko poruszający się pociąg, zbliżał się po torach w waszym kierunku i nagle stanął. Nie zwolnił. Po prostu stanął bez typowego dla pociągu wytracania szybkości. Pociąg od razu stanął.
Dobrym przykładem jest tu przede wszystkim element pogoni. Pogoń wiąże się z innymi,  tymi, którzy uważają, że jesteście stuknięci, ścigającymi was i zadającymi sobie pytanie: „Co z tymi ludźmi jest nie tak?” Wy wiecie, że obalacie pewne stare paradygmaty, a są tacy, którym to się nie podoba. Powiedzą oni: „Zmyślasz. To jest szalone. To jest głupie. Udowodnij to naukowo.” I z tego powodu wracam do mojego stwierdzenia, że jest taki uznany fizyk, który powiedział, że w nauce nie ma miejsca na świadomość. Przynależy ona do rzeczywistości jednorożców i duszków, i tym podobnie – co jest do pewnego stopnia prawdą.
A więc dokonujecie przełomu w sprawie świadomości i znajdzie się wielu, którym to się nie spodoba, i którzy powiedzą: “Zmyślasz. Udowodnij to.” Nie musicie tego udowadniać. Nie musicie tego udowadniać, ponieważ nie próbujecie ich zmieniać – robicie to dla siebie. Nie musicie niczego udowadniać. 
A więc pociąg po prostu staje bez wytracania szybkości i w taki sposób właśnie to się dzieje. To dotyczy także przebiegu spraw w waszym życiu, prędkości poruszania się pociągów w waszym życiu, spraw, które podążają liniową ścieżką, ciągnąc ogromny, ciężki ładunek za sobą – emocjonalny, historyczny czy inny – poruszając się wzdłuż torów i nagle - pstryk! – zatrzymują się wraz ze zrozumieniem, że czasoprzestrzeń płynie przez was. To powoduje zatrzymanie się.
Nagle pociąg się zatrzymał, ale co dzieje się dalej? Grupa żołnierzy zeskoczyła z niego i zaczęła polowanie na Cauldre’a i na tych z was, którzy z nim byliście. O nie! Żołnierze przypuszczają atak. Zamierzają kontynuować swoje próby dyskredytowania was, powtarzania wam, że jesteście stuknięci, doradzania wam wizytę u specjalisty, przekonując was, żebyście spróbowali być normalni. Ale to nie skutkuje.  
Tak więc tutaj oni was ścigają, co oczywiście symbolizuje tych innych, którzy z wami się nie zgadzają, co nie ma znaczenia. Żołnierze byli coraz bliżej, aż nagle Cauldre woła: „Nie ma czasu. Stańcie się niewidzialni.” Niektórzy posłuchali go i natychmiast, choć nadal byli tam fizycznie, choć byli obecni w tym momencie czasu – nie udali się bowiem w inne miejsce, nie przetransformowali swojego ciała w promień światła i nie udali się do innej galaktyki – zwyczajnie wycofali się z kontinuum czasu, kontinuum czasu zbiorowej świadomości. I to wszystko! Tak proste jak powiedzieć: „Wybieram”. Nie wymaga to żadnego wysiłku. Żadnego zmagania się. „Wychodzę z kontinuum czasu zbiorowej świadomości.” I weszli w swoje własne kontinnum czasu.
Na tym polega piękno tego. Możecie zrobić jedno albo drugie. Możecie być jednym i drugim jednocześnie, jednym z dwojga – to nie ma znaczenia. Kiedy raz zrozumiecie elastyczność czasoprzestrzeni, elastyczność bonu, nie musicie się w ogóle o to martwić.
Niektórzy go, oczywiście, nie posłuchali. Napełnieni byli strachem, ogarnięci paniką, ścigani przez żołnierzy - i ci zostali schwytani.
Następnie Cauldre jedzie starym samochodem - nie wiem dlaczego akurat starym – jedzie autostradą, próbując odnaleźć tych schwytanych; dociera tam, gdzie uważał, że ich znajdzie, całkiem pewny, że tam będą, a tymczasem oni wszyscy uczestniczą w party (śmiech), w wielkim świętowaniu, pijąc dobre wino, nie z jakiejś skrzynki, nie z butelki, piją dobre wino. Rzecz w tym, że odbywa się świętowanie i że nikt nie jest uwięziony. Ostatecznie ma miejsce uroczystość, w której uczestniczycie wszyscy mówiąc: „Dokonaliśmy tego.” Nigdy nie byliście schwytani, nigdy nie byliście o nic oskarżeni. Na końcu jest po prostu wielka uroczystość. Wszystko to stanowi symboliczny sposób pokazania, że jeśli przyjrzeć się waszemu życiu, wszyscy przechodzicie trudne momenty. Przechodzicie trudne momenty, ale na końcu jest wolność. Jest wolność.
To czas i przestrzeń przepływają przez każdy obiekt. Przez każdy obiekt. Przez waszego psa, gdziekolwiek się znajdzie, przepływają przez niego dzięki wam. Przepływają przez te ściany. Nie tylko przez was, ale przez wszystko. Przepływ czasu i przestrzeni, a obecnie bonu – służy wam, jeśli tak wybierzecie.
Tak, nadal jest czasoprzestrzeń zbiorowej świadomości. Możecie w niej być, a możecie być poza nią. Możecie być w obu naraz. To jest właśnie wyzwolenie.
Tak więc… (znów rzuca piłkę w górę) Ona się nie poruszyła; poruszyła się czasoprzestrzeń. Dziwne.

Doświadczenie czasoprzestrzeni
A teraz chciałbym, żebyście naprawdę to poczuli. A więc przygaśmy światło. Wprowadźmy nieco miłej, czasoprzestrzennej muzyki.
Przy okazji wyjaśnię, że używam tutaj terminologii, która jest znana większości słuchaczy. (zaczyna płynąć muzyka) Niekoniecznie jest ona dokładnie taka, jaką stosuje się w fizyce czy innych naukach, a robię to celowo dla powszechnego zrozumienia. Nie przyglądajcie się każdemu słowu, ale spójrzcie na całą koncepcję, na rzeczywistość. Spójrzcie na całość sprawy.
Przyjrzyjcie się dokąd zmierzamy, gdy mówimy, że rozpoczęliśmy oto serię, którą nazwaliśmy „Idziemy dalej”. Idziemy nawet poza – idziemy nawet poza – te stare, stare ograniczenia czasu i przestrzeni.
Przygaśmy światło. (Edith chce zadać pytanie) Powstrzymaj swoje pytanie i siebie.
 „Ja Istnieję”, Edith. „Ja Istnieję”. Powiedz to do siebie. Szsz szsz szsz…
To budzi pewną irytację, tak przy okazji. „Och! Mam takie oto pytania.” Nie, nie masz. Już znasz odpowiedź, Edith. Każdy z was zna odpowiedź.
À propos, to świetna rzecz do zrobienia: kiedy macie pytanie dotyczące waszego życia, czy czegokolwiek – przyzwolić na otrzymanie odpowiedzi. Ona już jest. Na tym polega piękno tego. Że ona już jest obecna.
Jednak, gdy małe ludzkie ja nieustannie się upiera: „Muszę wiedzieć, muszę wiedzieć”, nieustannie będziecie szukać odpowiedzi na zewnątrz siebie. Tymczasem wy już wiecie. Już wiecie.
Weźmy głęboki oddech.
Chcę was poprosić, żebyście teraz byli bardzo spokojni. Możecie się nieco poruszyć czy podrapać, ale generalnie bądźcie nieruchomi.
I chcę, żebyście poczuli, odczuli – naprawdę odczuli teraz – ten czas i przestrzeń przepływające przez was. Wy jesteście stałą. Wasza świadomość jest stałą. Ona zawsze jest obecna. Jest zawsze, zawsze, zawsze, zawsze w chwili Teraz. Świadomość nie może być poza Teraz.
Samolubne ludzkie ja może być poza nią. Może wędrować do przeszłości i wybiegać w przyszłość. Ale chwila Teraz jest świadomością. Świadomość jest chwilą Teraz.
Wy jesteście stałą.
Wy jesteście światłem, światłem projektora, o którym mówiłem.
I po prostu pozwólcie sobie odczuwać, jeśli można was prosić, wychodzenie poza umysł i nawet poza to, co nazywacie racjonalnym myśleniem, i pozwólcie sobie odczuwać tę czasoprzestrzeń płynącą przez was… płynącą przez was.
Czasoprzestrzeń przepływa także przez tę muzykę. Muzyka tak naprawdę nie płynie przez czasoprzestrzeń.
Posłuchajcie przez chwilę. Posłuchajcie.
(pauza)
Konwencjonalne myślenie przekonuje, że to muzyka jest w przestrzeni. Zawiera ona w sobie element czasu - takt, rytm, a także określoną liczbę minut. Konwencjonalne myślenie przekonywałoby, że to muzyka jest w czasoprzestrzeni, ale przesuńcie swoją perspektywę na chwilę. 
Tak naprawdę to czasoprzestrzeń płynie przez muzykę.
Czym jest muzyka? To kreacja świadomości. To świadomy twórca łączy ze sobą serię, z powodu braku lepszych słów, wibracji, impulsów. I w tej chwili muzyka się nie porusza, czasoprzestrzeń się porusza.
Słuchajcie jej z tej nowej perspektywy.
(dłuższa pauza)
Kiedy świadomość jest obecna, muzyka jest aktywowana. W przeciwnym wypadku nic się nie dzieje. Ale gdy świadomość jest obecna w chwili Teraz, żeby odebrać muzykę, muzyka jest aktywowana. A to, co słyszycie, to przepływ czasoprzestrzeni.
Wasza świadomość jest jej świadoma. Wasze uszy ją, rzecz jasna, słyszą. Ale bardziej niż cokolwiek innego, dajecie sobie przyzwolenie na bycie otwartym, przyzwalającym.
Ktoś mógłby powiedzieć: “No cóż, to zapis cyfrowy.” Nie. To czas i przestrzeń przepływają przez wzorce tworzenia, wywołując rezonans postrzegany jako muzyka.
Weźcie głęboki oddech i słuchajcie. To prawie jakby płynęła rzeka czasoprzestrzeni.
(pauza)
Jesteście istotami świadomości, a ta świadomość aktywuje energię.
Wy kreujecie, ponieważ jesteście świadomością, a kreacje aktywują energię. Energie wywołują ten element czasoprzestrzeni albo jak wolę mówić – bonu, i rzeka zaczyna płynąć. Rzeka się porusza. Ta rzeka, piękna rzeka życia płynie teraz przez was.
Wasze serce się nie porusza. Och, wedle postrzegania uważa się, że się porusza, ale rzeczywistość jest taka, że to czasoprzestrzeń się porusza. Wy jesteście nieruchomi.
Kiedy rzuciłem piłkę w górę, tym, co tak naprawdę się odkształciło, zmieniło, poruszyło, była czasoprzestrzeń. Piłka w pewnym sensie pozostała w swojej czasoprzestrzeni, tworząc swoją własną grawitację, postrzegana przez wasze ludzkie oczy, którym się wydawało, że piłka się porusza. Ale popatrzcie na nią teraz, czując, rozpoznając co się naprawdę wydarzyło – ruch czasoprzestrzeni.
(pauza)
Wasz samochód się nie porusza, kiedy go prowadzicie; czasoprzestrzeń się porusza. Wasza własna czasoprzestrzeń, także w pewien misterny sposób powiązana ze zbiorową świadomością, ale samochód się nie porusza. Wy się właściwie nie poruszacie. Porusza się tkanina czasoprzestrzeni, ten hologram, i służy wam. 
(pauza)
Poczujcie to teraz. Poczujcie ten hologram życia, bon, czasoprzestrzeń, przepływającą przez was, przez wasze myśli, przez wasze ciało. Ona wam służy, drodzy przyjaciele.
(pauza)
Kiedy jesteście nieruchomi jak teraz, kiedy nie ma zbyt dużo fizycznego ruchu i jest trochę mniej niż zwykle mentalnej myśli, kiedy pozostajecie jak teraz nieruchomi, pojawia się inne tempo czy dynamika tego poruszania się przez was. Jest lepszy przepływ, można by powiedzieć. Niekoniecznie szybszy czy wolniejszy, ale inaczej rezonuje, ma inną dynamikę.
Czasoprzestrzeń porusza się zupełnie inaczej, kiedy spóźniacie się do pracy, kiedy wpadacie w panikę, myśląc o tym, że spóźnicie się na spotkanie, martwicie się, co powie szef, przejmujecie się tym, jak będziecie wyglądali wchodząc spóźnieni na spotkanie, zwłaszcza gdy wiecie, że się do spotkania nie przygotowaliście. I wtedy zaczynacie myśleć o wszystkich tych razach, kiedy przychodziliście spóźnieni. Widzicie? Jesteście teraz w przeszłości i jesteście w przyszłości. Czasoprzestrzeń reaguje wtedy inaczej.
Kiedy jesteście w stanie chaosu, ona reaguje zupełnie, zupełnie inaczej. Nadal wam służy. Nie próbuje pracować przeciwko wam. Po prostu zachowuje się odmiennie, inaczej odpowiadając waszej świadomości.
I Mistrz rozumie, że może rozkazywać bonowi, czasoprzestrzeni, temu hologramowi; może nakazać temu hologramowi, żeby mu służył.
Nagle czas zdaje się poszerzać.
Nagle historia zaczyna się sama zmieniać.
Nagle Mistrz jest w Teraz.
Nagle stare sprawy nie są już dłużej ważne.
Nagle problemy małego, ludzkiego ja nie są już ważne. Dramaty już nie są ważne. Zmagania  z życiem, dla życia, już nie są tak ważne.
Nagle Mistrz, pozostając w Teraz zdaje sobie sprawę z tego, że czasoprzestrzeń reaguje na niego, hologram reaguje na jego świadomość – nie na jego myśli, ale na świadomość – i  nagle poziom paniki i zmartwienia staje się coraz mniejszy. Rezonans, wolność jaką osiąga będąc sam ze sobą i zdolność spowodowania, że hologram służy jemu, a nie odwrotnie, nagle sprawiają, że wszystko się zmienia.  
Nagle wydostaje się ze starego czasu i starej przestrzeni. Nagle znajduje się w swojej własnej. Może współistnieć z innymi. Może współistnieć ze zbiorową świadomością. Jednakże nagle operuje teraz – wy operujecie teraz  - w waszej własnej czasoprzestrzeni z wyboru, dzięki przyzwoleniu.
Nagle wszystkie sprawy, którymi zwykliście się martwić, nie są już dłużej znaczące.
Nagle nie jesteście już uwięzieni w klatce.
Nagle przeszłość i przyszłość nie są już dłużej ważne albo wręcz nie istnieją.
Nagle znikają pytania.
Nagle sprawy, którymi się zwykle martwiliście, okazują się bardzo mało ważne.
W tej przestrzeni, odczuwając Ja Jestem, przyzwalając temu hologramowi, bonowi, by wam służył, nagle sobie uświadamiacie: „Jestem stwórcą.”
Nagle wszystkie problemy małego ludzkiego ja stają się nieważne, a wy się zastanawiacie, dlaczego walczyliście. Zastanawiacie się, po co były wszystkie te bitwy. Zastanawiacie się, dlaczego sprawy tak często nie układały się po waszej myśli.
I wtedy pojmujecie, że próbowaliście być obiektem poruszającym się w czasie i przestrzeni. Byliście podporządkowani bogu czasoprzestrzeni, ale już nigdy więcej nie będziecie. Teraz on będzie pracował dla was.
Kiedy to pojmiecie, poddacie ponownej ocenie wszystkie sprawy, które uważaliście za ważne albo nieważne. Uświadamiacie sobie, że wszystko jest możliwe.
Jesteście w Teraz. Jesteście na powrót w świadomości.
To proste. Nie jest to skomplikowane. To nie jest liniowe. To Ja Jestem.
Weźcie głęboki oddech i poczujcie, jak czasoprzestrzeń przemieszcza się przez was.
Ona przez was płynie.
A teraz o jednej wielkiej, wielkiej różnicy. Kiedy uświadamiacie sobie, że bon przez was się przemieszcza, ten hologram się w was porusza, kiedy to sobie uświadamiacie – grawitacja się zmienia.
To swoisty wynik ostateczny: grawitacja się zmienia.
W starym scenariuszu, kiedy to byliście obiektem poruszającym się w czasie i przestrzeni, grawitacja była bardzo toporna. Grawitacja była tak głęboka i gęsta, że trudno było się z niej wyrwać. Ona was przytrzymywała. Ale zmienna grawitacji się zmienia, kiedy człowiek uświadamia sobie, że on jest stałą, a czasoprzestrzeń przepływa przez niego.
Element grawitacji, który zwykle więził was w waszych myślach, w waszym ciele, w waszych marzeniach i aspiracjach, we wszystkim; grawitacja, która czyniła ciało starym; grawitacja, która was trzymała w cyklach inkarnacyjnych – nagle się zmienia. Siła G jest inna.
Kiedy następuje przyzwolenie czy uświadomienie sobie, że czasoprzestrzeń jest obecna, żeby służyć, efekt grawitacji, przyciągania, przytrzymywania rzeczy w rzeczywistości nagle się zmienia.
I ten właśnie wątek podejmiemy na naszym następnym spotkaniu.
Weźcie porządny, głęboki oddech, a ja was teraz poproszę, żebyście naprawdę poczuli – poczuli w ciągu tego następnego miesiąca – jak czasoprzestrzeń wam służy. Poczujcie, jak przez was przepływa. Zatrzymajcie się co jakiś czas na moment, usiądźcie – nie mówimy tutaj o medytacji, mówimy o odczuwaniu przepływu.
Możecie czuć ją w fizycznym ciele, może to być po prostu inny sposób odczuwania, ale odczuwajcie, jak ona płynie. Poczujcie różnicę miedzy sytuacją, kiedy próbowaliście wypracować sobie drogę przez czasoprzestrzenne kontinuum, wywalczając sobie przez nie drogę, zmagając się, próbując się z niego wydostać  - i teraz wszystko to się zmienia.
To, czemu się przyglądamy, ma kapitalne znaczenie dla zrozumienia różnicy między płaską Ziemią a okrągłą Ziemią, różnicy między starym sposobem pojmowania czasoprzestrzeni a czymś, co tak naprawdę jest daleko bardziej rzeczywiste.
Możecie debatować o fizyce przez cały dzień. Możecie użyć obecnie obowiązujących reguł i udowodnionych systemów, żeby powiedzieć, że to nieprawda; albo możecie przyzwolić sobie na odczuwanie tego samemu, żyć tym. To jest ostateczny dowód.
To nie jest filozofia. To nie jest religia. To nie jest New Age. To jest sposób, w jaki sprawy się dzieją.
Zaobserwujcie w swoim własny życiu w ciągu tych najbliższych 30 dni, nie tylko ów przepływ, ale także różnicę w działaniu siły G, w grawitacyjnym efekcie – a kiedy mówię o grawitacji, to mam na myśli jej zdolność do utrwalania się, do utrzymywania rzeczywistości – zaobserwujcie, jak to się przesunie w waszym życiu.
Weźmy porządny, głęboki oddech, moi drodzy przyjaciele. Właśnie poszliśmy dalej, wyszliśmy poza ograniczenia.
Proszę was wszystkich tutaj, was wszystkich słuchających online, dyskutujcie o tym w waszych mediach społecznościowych. Dyskutujcie to między sobą. Ale najważniejszą sprawą – poza wszystkimi dyskusjami, poza wszelkimi komentarzami typu: “Czy Adamus zwariował? Czy ja zwariowałem?” – najważniejszą rzeczą jest przyzwolenie sobie na odczuwanie tego, czy doświadczanie tego, w waszym własnym życiu. 
Jeśli nic się nie wydarzy, jeśli było to tylko miłe popołudnie w tym studiu, niech tak będzie. Wracajcie do płaskiej Ziemi. (nieco śmiechu) Albo poczujcie to w swoim własnym życiu. Nie ma to znaczenia.
Weźmy porządny, głęboki oddech. Mamy wiele do przewędrownia, a to jest zaledwie początek.
Stwierdziwszy to, wydajmy z siebie jeszcze jeden, ostatni okrzyk Arrgonautów.
ADAMUS I PUBLICZNOŚĆ: Aarghhhh!
ADAMUS: I nigdy nie zapominajcie, że wszystko jest dobrze w waszej kreacji.
Aargh! Moja droga Shaumbro, to jest aargh. Aargh!

Przekład: Marta Figura
emef11@wp.pl

MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

Seria “Idziemy dalej: życie wyzbyte władzy”

SHOUD 1: “Idziemy dalej 1” – prezentowany przez Adamusa Saint-Germaina za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

5 września 2015 r.




Jestem, Kim Jestem, Sanctus Germanus.* Tak. Święty Brat. Święty Brat. (Adamus chichocze)

*łac. święty brat – przyp. tłum.

Jestem Kim Jestem, Adamus Saint-Germain. 

Proszę, proszę (Sandra podaje mu kawę), ja wezmę kawę, a ty zatrzymaj psa (odnosi się do jej nowo nabytego szczeniaka). Dziękuję ci. Dziękuję ci bardzo. Widzicie? Nie trzeba nawet prosić. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba – pies, nie kawa. (śmiech)


Idziemy dalej: życie wyzbyte władzy

Tak więc, moi drodzy przyjaciele, witam na tym naszym spotkaniu. Ach! Witam na rozpoczęciu naszej nowej serii Shoudów. Uwielbiam moment, gdy zaczynamy nową serię,  tak wiele ekscytujących rzeczy przyniesie nam ten nowy rok.

To jest Shoud zatytułowany „Idziemy dalej”, w którym mówić będziemy o życiu wyzbytym władzy. Nazywam go w ten sposób, bo pora odejść od tego wszystkiego, co już dłużej wam nie służy. Pora odejść od, no cóż, waszej starej historii. Pora odejść od tej biologii. Pora odejść od tego umysłu. Wejść w to, o czym marzyliście, w to, o czym wiecie, że już jest dostępne, ale nie potraficie tego pojąć swoim obecnym umysłem, w swoim obecnym ciele. Pora iść dalej i dokładnie to właśnie będziemy robić.

Ciekawe jest dojście do tego miejsca, ponieważ jestem z wami od sześciu lat, wchodząc w siódmy i wiem, że zdarza się, kiedy wielu z was mówi: „Ale kiedy my wreszcie to osiągniemy? Kiedy zaczniemy wykonywać magiczne triki i materializować złoto z powietrza i robić wszystkie te inne rzeczy?” Tak, tak. (aprobata publiczności i brawa) Ach. Jednakże wiem, że to wszystko jest dla was nieistotne. Tak naprawdę to jest mało ważne. (więcej chichotów) Wiem, co jest naprawdę ważne – naprawdę, naprawdę ważne – to połączenie się na powrót ze sobą. To wszystko. Kiedy to będzie spełnione, wszystko inne okaże się marginalne.

Owszem, możecie sobie materializować rzeczy z powietrza, kiedy zechcecie, ale nie ma w was tego przemożnego pragnienia, żeby to robić. Nie próbujecie uciec z więzienia ludzkiego ja, ponieważ już jesteście wolni. Już je opuściliście.
Uwielbiam pracować z Shaumbrą, uwielbiam nazywać siebie Profesorem Wolności. Przepraszam, że kogoś tam uśpiłem. Cóż za wielkie ziewnięcie! Ona zdaje się mówić: „Zajmijmy się tym złotem. Zapomnijmy o innych sprawach.” (kilka chichotów) Mniej wykładu, więcej złota. Tak. Już to widzę na tiszertach.

Lubię nazywać siebie Profesorem Wolności, ponieważ ostatecznie tym właśnie jest oświecenie. Właśnie tym. Oświecenie, wzniesienie to wymyślne określenia wolności. Wolności od czego? Wolności od starych przeszkód, całej starej tożsamości, wszystkiego tego, co was powstrzymywało. Wolności robienia wszystkiego, a to w sobie zawiera “i”.

Uwielbiam “i”, ponieważ znaczy ono, że możecie być ludzką istotą, możecie mieć różne swoje sprawy, możecie mieć problemy i  - wcale nie musicie ich mieć. To jest prawdziwa wolność, kiedy możecie grać na każdym polu, w każdym wymiarze, jeśli tak wybierzecie. Nie chodzi o to, żebyście zwyczajnie się wyślizgiwali z bycia częściowo świadomym  człowiekiem i stawali się tą wielką, wzniesioną istotą, która siedzi na szczycie góry, śpiewa i medytuje. Nie. Jest „i”. To są wszystkie te rzeczy i to jest prawdziwa wolność. Prawdziwa wolność.

Czasami jednak trochę mnie to zasmuca, a innym razem z kolei rozśmiesza. Wracam do jednego z podstawowych pytań, jakie zadaję Shaumbrze: czy ludzie są, czy wy jesteście naprawdę gotowi na wolność? W rzeczywistości większość nie jest i to jest w porządku. To jest w porządku dopóki nie mówią o wolności. Pragną, chcą wolności, walczą o wolność, ale tak naprawdę nie są na nią gotowi. Naprawdę nie są. Chcą ulepszonego ludzkiego życia, a nie prawdziwej wolności.

Tak więc tutaj, gdy wchodzimy w nasz siódmy rok, muszę wyrazić mój szacunek dla każdego z was za bycie tutaj. Wielu odeszło i słusznie, i dobrze, ponieważ trudno jest wykonywać pracę, jaką my wszyscy wykonujemy, kiedy są obecni ludzie z rozkojarzoną świadomością i mętnymi pragnieniami. Trudno ją wykonywać, kiedy ma się do czynienia z ludźmi, którzy zajmują się tym jedynie po to, żeby  udoskonalić ludzką tożsamość, a brak im jest rozumienia siebie jako istot duchowych, jako bogów; gdy ma się do czynienia z ludźmi, którzy właściwie czynią z tego zabawę, albo co gorsza, próbują kraść energię. Mieliśmy takie przypadki. Zwłaszcza Tobiasz tego doświadczył, kiedy na spotkanie przychodzili ludzie po energię; tak naprawdę nie słyszeli nawet jednego słowa, nie czuli więzi, ale czuli, że jest to świetne miejsce, żeby ukraść energię.  

Z biegiem lat odeszli. Odeszli, ponieważ to już nie jest dobre miejsce do kradzieży energii. Nie jest. Nie pozwalacie na to. Już nie gracie w tę starą grę, dlatego też poszli sobie gdzie indziej, albo uznali, że za mało działo się tu fascynujących rzeczy, magicznych trików albo za mało było obcych.

Obcy. No cóż, mógłbym sprzedawać bilety z obcymi, gdybyśmy zamierzali mówić o obcych istotach i mówić o tych innych wymiarach. Ale w rzeczywistości to nie jest ważne. Oni nie są w ludzkiej formie. Nie przeszli doświadczeń. Daleko im do waszego poziomu świadomości i oświecenia. Bardzo daleko. Tylko dlatego, że mają zieloną, pokrytą łuskami skórę i żyją gdzieś na innej planecie, nie znaczy, że są tak mądrzy jak wy, albo tak jak wy kochający. I tylko dlatego, że pochodzą z odległej galaktyki czy wymiaru, nie znaczy, że posiadają więcej wiedzy, wewnętrznej wiedzy, intuicji niż wy.

Tak więc byliśmy w stanie ich usunąć. Dosłownie ich poprosiłem, żeby odeszli i teraz ci, którzy pozostali, stanowią zasadniczą grupę w skali całej planety, grupę, która absolutnie przyzwala na swoją wolność. Teraz możemy zajść daleko.

Widzieliście w ciągu ostatnich lat, kiedy byliśmy razem, widzieliście jaki jest program. Nie zamierzam składać wam wspaniałych jak ze snu obietnic. Nie mogę. Mogę wam trochę opowiedzieć o tym, czego teraz doświadczacie i dokąd potencjalnie moglibyście dojść. To co ja robię wykracza poza słowa, które wypowiadam, gdy rozmawiamy, próbuję bowiem pobudzić, aktywować to miejsce w was, które już wie. Ale nie mogę wam tej wiedzy dać. Mogę tylko ją uruchomić czy spróbować pomóc wam ją sobie uświadomić, spróbować pomóc wam rozpoznać, czego naprawdę dotyczy.

Dawno zniknęli poszukiwacze duchowych nowinek, którzy zwykli tutaj się plątać i dawno zniknęli ci, którzy szukają szybkiego, fizycznego uzdrowienia. Nie uzdrawiamy tutaj. Ja nie uzdrawiam. Wy uzdrawiacie. Tak więc poszli sobie gdzie indziej, bo tak naprawdę wcale nie chcą być uzdrowieni, naprawdę nie chcą. W przeciwnym wypadku zostaliby uzdrowieni. To surowe stwierdzenie, jakie już kiedyś wypowiedziałem, ale teraz każdy z was je zrozumie.

Oni tak naprawdę wcale nie chcą autentycznej wolności, jaką uzdrowienie mogłoby dać. Chcą nieco uwagi. Chcą nieco tymczasowego odprężenia. Ale, no wiecie, wy ich widzieliście – oni się wręcz cofają. Wymieniają jedną chorobę na drugą. Wymieniają jedną dramatyczną historię na inną.

Wiem, że wielu z was przeszło przez swoje trudne przypadki – fizyczne czy mentalne – ale wy nie robicie tego w sposób dramatyczny, pragnąc zwrócić na siebie uwagę, kradnąc tym samym energię. Wy przez to przechodzicie, ponieważ dokonujecie ogromnej transformacji w swoim ciele, w sferze psychologicznej, w świadomości i czasami te transformacje są, no cóż,  bardzo istotne. Spowodują chorobę, wywołają zakłócenie równowagi po to, żebyście wy sami mogli tę równowagę przywrócić. Nie że ktoś inny za was tego dokona. Wy to wywołujecie po to, żeby to uwolnić i właśnie dokładnie dokonujecie czegoś, co niektórzy z was nazywają cudem, co niektórych z was wprawia w zdumienie. Jak można uwolnić się od czegoś takiego jak rak czy inna choroba, skoro lekarze powiadają, że to niemal niemożliwe? Uczycie się, że możecie tego dokonać. Nie siłą woli, nie za pomocą pozytywnych afirmacji, nie za pomocą jakiegokolwiek wysiłku, ale po prostu za pomocą świadomości, dokonując wyboru.

Tak więc wprowadzacie te problemy do swojego życia – a wiem, że było ich pełno – czy będą one emocjonalnej natury, psychologicznej czy zdrowotnej w dramatycznym wydaniu, czy  też będzie to kwestia równowagi, psychicznej równowagi. Wnosicie je, żeby móc je uwolnić, żeby zobaczyć w tym mądrość i radość, a wtedy możecie je uwolnić bez wysiłku.

Dla większości ludzi jest to trudne do zrozumienia, ta bezwysiłkowość, ponieważ ludzie są przyzwyczajeni i zaprogramowani, że należy naciskać, żeby coś zadziałało, że trzeba użyć energii i siły, władzy, żeby coś się zmieniło.  Ale prawdziwy Mag rozumie, że nie ma potrzeby stosowania siły czy władzy, czy czegokolwiek. Mag rozumie, że to zwyczajnie rzecz wyboru i wyzbycia się ludzkich zwyczajów.

Prawdę mówiąc Cauldre tak naprawdę podsumował cały Shoud na początku mówiąc: “Sprawy dzieją się na poziomach, których człowiek nie pojmuje ani też nie musi pojmować. Trzeba to co ludzkie usunąć z drogi, żeby Ja Jestem mogło wnieść coś, co jest wspanialsze od tego, co umysł  czy wyobraźnia mogłyby sobie przedstawić.”

To wiele mówi, Shaumbra. Zmagacie się i trudzicie czasami z tym, co wasza myśl, myśl ograniczonego, uwięzionego człowieka, chciałaby mieć, a następnie próbujecie użyć nacisku, żeby to się stało. Próbujecie to wymusić i jesteście dla siebie surowi, gdy to nie działa w sposób, w jaki człowiek chce, żeby działało. Sami siebie bijecie. Spróbujcie teraz po prostu usunąć siebie z drogi. Spróbujcie sobie uświadomić, że idąc naprzód, nadal będziecie mieć ludzkie marzenia, ludzkie przypadki i sprawy, ale również mieć będziecie „i”. Będziecie również mieć, jakbyście to powiedzieli, boską perspektywę, swobodną i otwartą perspektywę.

Zrozumcie, proszę, że czymkolwiek jest to, co wybierzecie – nie wyłącznie z poziomu ludzkiego przetrwania, ale z poziomu lekkości i piękna Ja Jestem – zwyczajnie przyjdzie bez wysiłku. Będzie to prawdziwe wyzwanie. To będzie dla was wyzwanie, bo będziecie mieli odczucie, jakbyście wy, jako ludzie, nic nie robili, a przecież człowiek musi się wysilać, musi naciskać, musi używać władzy.

Tym, czego się będziecie uczyć tutaj w czasie tych naszych jedenastu Shoudów, będzie przekonanie, że nie ma potrzeby naciskania. Dziwne to będzie odczucie. Będziecie mieć wrażenie, jakbyście wyszli na zatłoczoną ulicę bez ubrania na sobie, całkowicie nadzy. Naprawdę, bo będzie to dziwne odczucie, a wy będziecie się zastanawiać, o czym zapomnieliście. Co powiedzą ludzie?

No cóż, przede wszystkim oni was nie zobaczą. To nie ma związku z szatami króla; oni was zwyczajnie nie zobaczą, ponieważ oni przebywają na całkiem innym polu gry, tam, gdzie się gra o władzę. Nie zobaczą was; wy ich nie obchodzicie, chyba że zdecydujecie inaczej.

Będziecie się czuli nadzy, ponieważ nie macie na sobie zbroi władzy, jaką wszyscy wokół noszą. Przez chwilę poczujecie się bezbronni, a następnie uświadomicie sobie, że nie potrzebujecie już więcej tej zbroi. Nie potrzebujecie już tej władzy w swoim życiu. Uświadomicie sobie następnie, że wszystko do was przychodzi samo w sposób, jakiego ludzki umysł nie mógłby sobie wymarzyć czy wyobrazić. I to będzie kolejne wyzwanie.

Tak bardzo przywykliście myśleć o tym, czego chcecie, jednakże myślenie na ogół nie składa się z waszych prawdziwych myśli. Tak naprawdę one nie są wasze; należą do waszych przodków. Należą do zbiorowej świadomości. Naprawdę nie są wasze. Tak bardzo przywykliście myśleć w kategoriach podstawowych potrzeb – pensja, sprawny samochód, dom, w którym możecie spać i tego typu rzeczy – a one w rzeczywistości nie mają znaczenia. Naprawdę nie mają. Wiem, że człowiek powie: „Och, ale ja muszę to mieć w pierwszej kolejności.” Nie, prawdę mówiąc uświadomicie sobie, że po prostu nie mają one znaczenia.

W tym roku osiągniecie etap, kiedy to najpierw będziecie się wściekać na siebie, a potem na mnie, i powiecie: „Dlaczego zmarnowałem tyle czasu, tak wiele wcieleń, na pogoń za ludzkimi sprawami, całkowicie zapominając czy nie dostrzegając tego, co naprawdę ważne? Dlaczego marnowałem tyle czasu na rzeczy, które i tak by się pojawiły, gdybym po prostu przyzwolił na przejście na następny poziom świadomości? Dlaczego byłem tak krótkowzroczny skupiając się jedynie na płaceniu rachunków, karmieniu siebie, posiadaniu pracy, na tych rzeczach, które zwyczajnie by przyszły w sposób naturalny, gdybym był wolny?”

Te rzeczy… pod jednym względem to zabawne, pod innym smutne; zabawne, gdy widzi się cały ten nieustanny wysiłek wkładany w sprawy prozaiczne, naprawdę prozaiczne. Przetrwanie – dość prozaiczne. To nudne i dlatego tutaj właśnie jesteście. Uświadomiliście sobie, że to nudne. Smutne zaś jest widzieć, jak wiele z życia i potencjału się marnuje, podczas gdy tak naprawdę te sprawy są uwzględniane. Muszę to podkreślić i położyć na to nacisk. Te sprawy, o które się martwicie, sprawy podstawowe – Tobiasz mówił o nich lata temu: dostatek, zdrowie, związki i do pewnego stopnia poczucie własnej wartości – te podstawowe sprawy są automatycznie uwzględniane w życiu wyzbytym władzy. Te sprawy znajdują spełnienie w sposób, jaki trudno byłoby wam sobie wyobrazić.

Och, wiem. Widzę te liniowe ścieżki umysłu, jakimi podążacie czasami. Planujecie życie. „Co powinienem robić w sprawie pracy? Co powinienem robić dla codziennego dbania o fizyczne zdrowie? Co powinienem robić dla mojego ciała, jak zadbać o to, co jem, co zrobić z chemikaliami i całą tą resztą?” I w tym miejscu następuje zatrzymanie się. Tutaj pojawia się ograniczenie. I wszystko w ten sposób zostaje zaprojektowane wokół tych podstawowych ludzkich spraw przetrwania. 

Uświadomicie sobie, i nie chcę się tu mądrzyć, uświadomicie sobie, że ta ogromna bariera nazywana śmiercią wcale nie jest ważna. Naprawdę, naprawdę nie jest ona zła ani przerażająca. A prawda jest taka, że wy wszyscy macie tę myśl o śmierci z tyłu głowy jak zegar odmierzający czas: „Kiedy to się stanie?” Pragniecie dożyć 150. lat, ale wasze myślenie jest w stylu: “E tam, prawdopodobnie pożyję niewiele ponad 80 albo 90 lat.” Niektórzy z was się martwią z powodu różnorakich rodzinnych predyspozycji, że jakiś problem zdrowotny może was pozbawić życia w tej chwili albo w następnym roku. Tak więc istnieje ta istotna kwestia śmierci, a tymczasem ona wcale nie jest taka straszna.

Słyszę, jak umysł wrzeszczy w tym momencie: “Jak to nie jest taka straszna?!” No cóż, pozostańcie ze mną przez chwilę. Odejmijcie ból – ten ból, jaki moglibyście odczuwać w czasie choroby albo w wypadku samochodowym czy czymś w tym rodzaju – i powiedzmy, że wydarza się ona spokojnie w samym środku nocy oraz nagle, bez wielkiej traumy czy wielu korowodów, a wy sobie uświadamiacie: „O, jestem martwy.” Spoglądacie w dół, podobnie jak kamera spogląda na was z góry; spoglądacie w dół: „O rany! Tam leży moje ciało na łóżku, a więc, ach! Jestem wolny. Jestem wolny.”

Właściwie… niewiele śmiechu dało się słyszeć (teraz słychać nieco śmiechu i Adamus chichocze) Jednak jest to wielka przeszkoda, cały ten strach przed śmiercią. To was wpędza w rodzaj pułapki. Śmierć nie jest aż tak straszna. Prawdę mówiąc przypomina zabawę. Nie zachęcam was do spróbowania dzisiejszego wieczoru. To Cauldre ze swoim medycznym… jakie to ma być sprostowanie? Nie próbujcie tego w domu.

LINDA: Tylko w celach rozrywkowych.

ADAMUS: Słusznie, słusznie, słusznie, słusznie. (kilka chichotów) To była dygresja. Wracajmy do tematu, jeśli go sobie przypomnę. (Adamus chichocze)

Te sprawy, jakimi się teraz martwicie, nie mają znaczenia, a wy się na siebie wkurzacie, a potem prawdopodobnie gdzieś za sześć miesięcy wkurzycie się na mnie i powiecie: „Dlaczego spędziłem tyle czasu na martwieniu się o rzeczy, które już zostały załatwione?” – przez was załatwione. „Dlaczego martwiłem się o banalne sprawy?”    

Wiecie, to niesamowite, co się wydarza, kiedy wchodzimy w życie wyzbyte władzy. Wasze życie zostanie wywrócone do góry nogami pod wieloma względami i to jest w porządku. To jest „i”. Nadal będziecie tu pozostawać i nadal będziecie kontynuować swoje sprawy i wasze życie wywróci się do góry nogami, i będzie niesamowite i zabawne, ponieważ postrzegane będzie tym razem nie z pojedynczej perspektywy. Nie będzie to coś w rodzaju: „Och, moje całe życie zostało wywrócone do góry nogami.” Będzie natomiast w stylu: „Och, moje życie zostało wywrócone do góry nogami i oto jestem wspaniałą, wolną istotą. Nie ma znaczenia!” Wszystkiego tego doświadczycie.

Uświadomicie sobie także, że są sprawy, które wydarzą się w waszym życiu, a które wykroczą poza to, co ta tutaj ludzka istota mogłaby sobie wyobrazić, ponieważ muszę wam powiedzieć w tym momencie, kiedy wchodzimy w nową serię, że naprawdę jesteście ograniczeni w swoich wyobrażeniach o sobie. Naprawdę ograniczeni. To tak, jak byście byli artystą i dostali całe studio wypełnione płótnami i pędzlami oraz farbami akrylowymi czy olejnymi, tudzież sprzętem spawalniczym i wszelkim innym potrzebnym do wykonywania dzieł sztuki i mając to wszystko sięgnęlibyście po pudełko kredek, takich szkolnych kredek oraz kartkę papieru, którą zresztą przedarlibyście na pół, żeby jej nie marnować i na tej połówce kartki byście zaczęli rysować. (nieco śmiechu)

I to właśnie sobie uświadomicie – że marzenia człowieka były tak bardzo ograniczone, tak ograniczone. Rozumiem, dlaczego człowiek marzy, ale tak naprawdę są to marzenia przegrane. Naprawdę. Chodzi mi nie o to, że marzycie o przegranej, choć w gruncie rzeczy tak jest. Chodzi mi o to, że marzycie o czymś bardzo ludzkim, a to nie działa i z czasem powoli przestajecie marzyć. Powoli, powoli wycofujecie się z marzeń, bo myślicie sobie: „Och, to nie zadziałało. Byłem taki głupi.” Nie. Rzecz nie w tym, że byliście głupi. Rzecz w tym, że w marzeniach nie wychodziliście poza to, co ludzkie. Nie otworzyliście się na marzenia jakie ma Ja Jestem. A kiedy raz to zrobimy, raz wyjdziemy poza ludzkie ograniczenia i marzenia, wejdziemy w życie wyzbyte władzy i odnajdziemy w nim wszystkie te rzeczy – pracę, pieniądze – a wtedy uświadomicie sobie wybuchając śmiechem: „Dlaczego tak bardzo na tym byłem skupiony, kiedy to wszystko już tu było.” To nie magia. W tym roku posłużymy się fizyką, żeby objaśnić, dlaczego nie jest to magia. To po prostu świadomość. To wszystko. To wszystko.

Tak więc weźmy porządny, głęboki oddech rozpoczynając naszą serię „Idziemy dalej”. 


Co przed nami?

To będzie ważny rok. Zamierzam już o tym powiedzieć: to będzie nasz rok najważniejszy z dotychczasowych. Nie powiedziałem najłatwiejszy, powiedziałem najważniejszy. (Adamus chichocze) Nasz najważniejszy rok jak dotąd, ponieważ – jak tego dzisiaj doświadczymy – zamierzam z wami zrobić kilka rzeczy, ale szczególnie zajmiemy się czymś w rodzaju – hmm – DreamWalku. Mniej będę wykładał, a więcej będziemy robić doświadczeń, waszych osobistych doświadczeń, przynajmniej w dniu dzisiejszym, może niekoniecznie przez cały rok.

LINDA: Co znaczy “najważniejszy”?

ADAMUS: Do tego zmierzam.

A zatem zrobimy dzisiaj kilka rzeczy. Po pierwsze, wykonamy, hmm, przejdziemy się – nie żeby to miał być zaraz DreamWalk; będzie to wejście w życie wyzbyte władzy. Rozpoczęliśmy to już na zajęciach Kihaku i ich uczestnicy mogą wam powiedzieć, jak to dalece wszystko zmienia. Wejdziemy z tym dzisiaj na inny poziom - w życie wyzbyte władzy. A więc jest to jedna z tych rzeczy… Zamierzam was poprosić, żebyście naprawdę byli pewni siebie co do tego, że dokonujecie wyboru, by to zrobić, ponieważ jeśli powiecie: „Zamierzam przetestować życie bez władzy”, to nie zadziała. Nie możecie trochę to przetestować, bo zostaniecie wciągnięci na powrót we władzę.

Władza obecnie jest silniejszym magnesem niż brak władzy. W ostatecznym rozrchunku nie jest, ale dzisiaj jest większym magnesem. Tak więc, jeśli mówicie: „Zamierzam wyzbyć się odrobiny władzy” i próbujecie zrobić ten mały kroczek, zostaniecie wciągnięci z powrotem przez ten magnes władzy bardzo mocno – bardzo, bardzo mocno – i będziecie sobą rozczarowani. Powiecie: „No cóż, to nie zadziałało zbyt dobrze” i będziecie źli na siebie przede wszystkim dlatego, że byliście takim duchowym palantem, a następnie będziecie źli na mnie. „No tak, Adamus mówi nam to wszystko, a to nie działa.”

Cóż, mówię wam teraz, że macie szansę wejść w życie wyzbyte władzy, gdzie nie musicie walczyć. Nie musicie naciskać. Nie potrzebujecie życiowych napięć w napędzanym władzą świecie, wejdźcie w to jednak całkowicie. Wejdźcie w to całkowicie, nie tylko trochę. Trochę nie podziała zbyt dobrze. Właściwie tylko zrani. 

A więc co oznacza określenie najważniejszy? Najważniejszy rok? Najważniejszy rok, bo zobaczycie najważniejsze transformacje. Zobaczycie największą zmianę świadomości i wcale nie będzie to czymś, o czym teraz myśli umysł. Nie będzie, bo gdy mówicie: „O, dobrze. Będę zdolny chodzić po wodzie i będę w stanie wiedzieć wszystko, i…” Nie, nie, nie, nie. Nie, nie, nie. (kilka chichotów) Jest to coś, co wykracza daleko poza te wyobrażenia. 

Widzicie, świadomość to interesująca sprawa, a przecież wy jesteście naprawdę pionierami świadomości albo piratami świadomości, tymczasem świadomość może się wydawać czymś zabawnym, gdyż kiedy się jej nie ma albo jest się ograniczonym, nie można sobie wyobrazić, co ona robi. Nie zdajecie sobie nawet sprawy, jak świadomość zmieniła historię, wręcz niewiarygodnie, w ciągu bardzo, bardzo krótkiego okresu czasu.

Zaledwie półtora tysiąca lat temu świadomość była całkiem inna. Pomyślcie, albo poczujcie przez chwilę. Nie myślcie, poczujcie przez chwilę. Wielu z was było wcielonych tysiąc, półtora tysiąca, dwa tysiące lat temu. Wasz ludzki umysł teraz myśli: “Och, to byłem po prostu ja, tylko nie miałem samochodu ani Internetu i nosiłem śmieszne ubrania, ale taki wtedy byłem.” Nie, nie, nie, nie, nie, nie. Prawie wcale nie mieliście świadomości.

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że półtora tysiąca lat temu, a nawet tysiąc lat temu, większość ludzi była niewolnikami? Nie jakieś kilka osób. Większość ludzi była własnością królów. Własnością! A co jeszcze dziwniejsze ludzie tego nie kwestionowali. Właściciele nie potrzebowali licznych straży, armii i policji, by utrzymać niewolników w stanie zniewolenia, ponieważ tego nie kwestionowaliście. Ten los był waszym udziałem.

Otóż był wówczas pewien rodzaj, można by powiedzieć, elementu dominującego, który was utrzymywał w ryzach, a jednym z moich ulubionych tematów nie do omawiania, jest rzymski kościół katolicki. To był wielki… to dla tych wywodzących się z tej religii. Weźcie jednakże jakikolwiek inny kościół, ustawcie na stosownym miejscu i otrzymacie to samo makyo. Kościół pilnował, żebyście pozostawali na swoim miejscu. Istniała bardzo nieświadoma wiara w jakiegoś Boga, który tak naprawdę nie istnieje – dzięki Bogu za to (kilka chichotów) – ale wam powiedziano, że musicie być sługami. Musieliście służyć Bogu. Musieliście służyć swoim panom. Musieliście wieść bardzo ciężkie i pełne cierpienia życie, bo tego życzył sobie Bóg. I wiecie co? Wy w to uwierzyliście! Naprawdę wówczas nigdy tego nie kwestionowaliście. To trwało i trwało.

Nie będę siebie poklepywał po plecach*, bo zamierzam pozwolić Lindzie, by mnie poklepała.

*ang. a pat on the back - wyrażenie idiomatyczne, dosłownie znaczy poklepanie po plecach, ale jego przenośne znaczenie to chwalenie kogoś, w tym przypadku siebie.  – przyp. tłum.

LINDA: (smaruje jego plecy) Oooch.

ADAMUS: Masz poklepać.

LINDA: (poklepuje go po plecach) Ooch.

ADAMUS: Otóż ja oraz kilku innych czcigodnych Wzniesionych Wielkich Mistrzów byliśmy pierwszymi, którzy zaczęli otwarcie mówić o wolności. Otwarcie. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli mówiło się 500 lat temu otwarcie o wolności… (Adamus dotyka gardła) Taak. Mówić otwarcie o wolności oznaczało aresztowanie, proces w 10 minut później i natychmiastowe powieszenie albo spalenie na stosie, bądź też zgilotynowanie. Teraz możemy sobie rozmawiać o tym jak w tej chwili, ale wówczas świadomość była całkiem inna. 

Świadomość była nieświadoma i mógłbym tak dostarczać kolejnych na to przykładów. Czy wiecie, że w tym świecie pierwsza prawdziwa demokracja nie istniała jeszcze 100 lat temu? A wy na to powiecie: „O nie, przecież Grecy…” Nie, nie, nie, nie, drodzy przyjaciele. Grecy i Rzymia… mniej Rzymianie, bardziej Grecy, nie, oni myśleli o demokracji. Rozmyślali nad nią i prowadzili pewną demokratyczną aktywność wśród elit. Wśród elit, bo nie była ona otwarta dla wszystkich. Nie uważam za demokrację czegoś, co nie jest otwarte. System polegający na tym, że dziesięciu bogatych facetów usiądzie i zagłosuje, decydując o tym jak reszta imperium ma być zarządzana, nie oznacza demokracji.

Powiecie: “OK, ale Ameryka, pierwsza praktykująca demokrację, sięga jej początkiem roku 1776.” Nie. To nie była tak naprawdę demokracja aż do, według mnie, czasów jakie miały miejsce 40 albo 50 lat temu, a i wciąż nie jest to prawdziwa wolność. Wciąż są tacy, którzy nie mają tych samych praw co inni. Jest o wiele lepiej niż było 300, 500 lat temu, ale moi drodzy przyjaciele, wciąż nie ma wolności. Nie łudźcie się. Nie łudźcie się.

A zatem wracając do tematu… jaki to był temat? (kilka chichotów) Świadomość. W nadchodzącym roku będziecie mieli możliwość stać się bardziej świadomi, samoświadomi, wiedzący i to was czasem zaskoczy i zadziwi w ciągu tego roku. Zapiszcie sobie, proszę, dla siebie albo dla podzielenia się z innymi: jak bardzo byliście nieświadomi wcześniej, jak często myśleliście o tym, że jesteście w duchowej podróży, a jednak byliście tak naprawdę nieświadomi.

Duchowa podróż to dla mnie ludzka próba stania się wolnym – podejmowana z głębi serca, w dobrej intencji, ale nieudana. Duchowe podróże wypełnione są makyo, naprawdę, wszystko w nich  - liderzy, guru i wszystko inne – znajduje się na zewnątrz was. Duchowe podróże w najlepszym przypadku stanowią dystrakcję. Duchowe podróże często są ogromną pułapką, która prowadzi ludzi znów i znów na powrót w nowe inkarnacje. I co oni robią? Wracają na duchową ścieżkę.

Wiem, że niektórzy z was tam na zewnątrz, a może nawet jedno lub dwoje tutaj powie: „Ooch! No i znowu Adamus czepia się wszystkiego.” Absolutnie. (kilka chichotów) Dlaczego nie?! Czuję się prawie jakbym miał strzelbę i siedział tutaj na beczce wypełnionej wodą z pływającą w niej rybą.* (Adamus chichocze) To łatwe. Łatwo jest się czepiać tego wszystkiego. To naprawdę, naprawdę łatwe spojrzeć na wszystko w waszym życiu zachowując poczucie humoru -  zachowując wielkie poczucie humoru – i uświadomić sobie, że to wszystko pochodzi z miejsca ograniczonej świadomości. 

*Adamus dowcipnie połączył dwa angielskie powiedzonka ilustrujące, że coś jest łatwe do zrobienia. Jedno o siedzących kaczkach, które łatwo ustrzelić („sitting ducks) i drugie o rybie w beczce z wodą, którą łatwo złowić („fish in a barrel”) – przyp. tłum.

A my, no wiecie, nie będziemy nieustannie próbować naprawiać ograniczoną świadomość. Nie będziemy próbowali naprawiać jej i poprawiać, i mówić jej jakie to miała ciężkie życie. Nie, nie będziemy. Nie jesteśmy tu po to, żeby naprawiać to co było. Jesteśmy tu po to, żeby otworzyć się na coś, co jest całkowicie, całkowicie wolne i nowe. „Wolne” jak wolność, „nowe” jak coś, czego nie wprowadziliście w swoje życie wcześniej; zawsze obecne, ale nie wprowadzone przez was.

Tak więc proszę, żebyście zrozumieli, że w życiu wyzbytym władzy nie idziemy wstecz i nie naprawiamy ciał, mózgów. Nie wracamy, żeby reperować stare rzeczy. Dlaczego? Wiecie dlaczego? Otóż dlatego przede wszystkim, że “i” jest stale obecne, zawsze istniejące. Zajrzycie wstecz któregoś dnia tego roku i uświadomicie sobie, jak jednostkowy punkt widzenia mieliście na życie, jak liniowo ono biegło aż do dziś. Zapytacie siebie: „Dlaczego uważałem, że muszę trzymać się tej liniowej ludzkiej drogi, próbując zakleić coś plastrem, próbując naprawiać siebie, uzdrawiać siebie? Pfft! Dlaczego?”

Po co uzdrawiać – mam na myśli emocjonalnie, fizycznie, duchowo – po co uzdrawiać, skoro możecie po prostu być “i”? Nadal możecie mieć tamto. Nadal możecie mieć to przetrącone, patetyczne, ograniczone, uparte ludzkie ja. (nieco śmiechu) Czemu nie? Skoro także możecie mieć „i”. A w życiu, w którym wyzbyliście się władzy, chodzić będzie właśnie o to wchodzenie w “i”, a nie o naprawianie palanta. To będziemy kontynuować.

To jest cud, błogosławieństwo, piękno. Chodzi o to, żeby stosować wszystko. Wszystkiego próbujmy. Bądźmy świadomi naszego Ja Jestem i wszystkich innych postaci, jakie ono może wprowadzić. To wymaga daleko mniej pracy niż naprawianie ludzkiego ja, Bracie John. Niech Brat John zgłębia wszystko co związane z Bratem Johnem, ale zgłębiajmy także co innego.

Mówię “zgłębiajmy”. Nie musimy ręcznie wytwarzać jednej nawet rzeczy. Niczego nie musimy budować. Nie będziemy próbowali kreować nowych tożsamości. One już są gotowe, a wy pewnego dnia obudzicie się w swojej świadomości i powiecie: „Ha! Dlaczego poświęciłem tyle czasu na próby poprawiania czegoś, o czym myślałem, że jest popsute, zamiast zwyczajnie otworzyć się na to wszystko, czym jestem? Zdumiewające. Dlaczego poświęciłem tyle czasu próbując robić karierę, płacić rachunki, naprawiać samochód, kiedy to już wszystko było gotowe i uwzględnione? Dlaczego byłem tak nieświadomy?” No i w tym kierunku będziemy zmierzać w tym roku. 


Jak to objaśnić?

Zanim przejdziemy dalej muszę zadać pytanie. Jeśli macie telefony komórkowe, zechciejcie je teraz wyłączyć, jeśli są włączone. Mam pytanie, które odnosi się do telefonów komórkowych.

Wybierzmy się w małą podróż. To jeszcze nie jest meraba czy DreamWalk. To jest przygotowanie do podróży. Wybierzmy się w podróż, ponieważ potraficie to zrobić. Pamiętacie „i”? A zatem nie będziecie próbowali zepchnąć tej tutaj ludzkiej istoty 100 lat do tyłu, do roku 1915, tylko zwyczajnie robicie to poprzez „i”, dobrze? Przestańcie gadać. Przestańcie myśleć. (Adamus chichocze) To proste. Jesteśmy oto w roku 1915. “Taak, ale…” Zamknijcie się! To dawne ludzkie oczy patrzą na tę sytuację. Jesteśmy w roku 1915. OK? (publiczność odpowiada: “OK”) OK. Ufff!

OK. Jesteśmy zatem w roku 1915 i będziemy grać w pewną grę. Macie przy sobie swoje iPhony albo iPady. Zdajecie sobie sprawę z tego, że one dopiero zostaną wymyślone w roku, kiedy to było, 2007? Jesteśmy w roku 1915. iPhone będzie opracowany w roku 2007, iPad w roku 2010. Taak. A przy okazji powiem, że nazwa tych urządzeń to jest moja zasługa. Tak, ponieważ Steve Jobs chciał jedno nazwać Cool* Phone, a to drugie Door** Pad, że  niby to lepsze od Windows*** i… (publiczność jęczy) Brał pod uwagę wszystkie te straszne nazwy. Był okropny w nadawaniu nazw rzeczom, a ja powiedziałem: „Steve, Steve” – tak powiedziałem. – „Co tak naprawdę robi ten telefon? Co on robi?” Odpowiedział: „No cóż, on w pewnym sensie daje mi wolność. Jest dla mnie, to ja.” Zawołałem wtedy: „I o to chodzi! I**** - Phone. Telefon dla Ja Jestem.”

*Odjazdowy, odlotowy, super - przyp. tłum.

**drzwi, brama - j.w.

***okna – j.w.

****Adamus nawiązuje do angielskiego zaimka „I” (wym. „aj”) czyli „ja”– j. w .

Tak więc chciałbym, żebyście… to prawdziwa historia! To prawdziwa historia (nieco braw) i wymagało to wiele pracy, ale… (więcej śmiechu; ktoś mówi: „Taak, Taak.”)

A zatem jesteśmy w roku 1915 i wy macie to urządzenie, które zabraliście ze sobą w tę podróż w czasie. Macie to urządzenie. Cofamy się o sto lat. Macie ten aparat o nazwie iPhone czy też może niektórzy z was mają tanią podróbkę nazywaną Androidem. Ja pomagałem stworzyć Apple. Tak, mam w tym swój udział.

LINDA: Masz jakieś akcje?

ADAMUS: Niepotrzebne mi akcje. Posiadam to energetycznie, kosmetycznie… to znaczy kosmicznie! (śmiech) Albo kosmetycznie.

Tak więc próbowałem pracować z Billem Gatesem. Ale czy próbowaliście kiedykolwiek pracować z inżynierem? (Adamus chichocze) To nie bardzo wychodzi. „Windows?” – zapytałem. – “Windows?! Phi!

Tak czy inaczej jesteśmy na powrót w roku 1915. Teraz sobie wyobraźcie coś takiego. Wnieście tam swoją świadomość – pstryk! – o tak. Nie myślcie o tym, jesteście po prostu tam. Macie ten iPhone, który zabraliście ze sobą i – zabraliście ich trochę więcej – i macie zamiar je wręczyć, nie wiem, może z tuzin, kilka tuzinów tych iPhonów w tymże roku 1915.

Pamiętajcie, rok 1915, automobile dopiero wchodzą w użycie. Niewielu ludzi je posiada, stają się krzykiem mody. Elektryczność – tylko kilka domów ją miało, niektóre firmy, ale z całą pewnością nie była powszechna w miastach i domach. Telefony – kilka osób je posiadało, wielu nie. A telefony towarzyskie - jak tu mówić o zmianie świadomości! Czy możecie sobie wyobrazić telefony towarzyskie? Czy niektórzy z was mają na tyle dużo lat, żeby pamiętać rozmowy za pomocą takiego telefonu? (kilka osób mówi „Tak”) Tak, tak. Albo na tyle biedni, żeby musieć korzystać z takiego telefonu. (Adamus się śmieje)

No więc macie tego iPhone’a, zamierzacie wyjść i rozdać ich kilka oraz udzielić krótkiego objaśnienia. Nie zamierzacie mówić o przyszłości. Jesteście w danej chwili, w roku 1915, chcecie krótko objaśnić jak ten telefon działa, ale będziecie mieli kłopoty ze słownictwem, ponieważ wiele z tego co mówicie, ludzie nie rozumieją. A zatem będziecie musieli użyć określeń z roku 1915. Teraz ja mam do was dwa pytania, a Linda będzie podchodzić z mikrofonem.

Pierwsze pytanie dotyczy tego, jak zamierzacie im wyjaśnić działanie tego telefonu. I co ludzie z nim zrobią? Co ludzie z nim zrobią?

Oto dostają do rąk magiczny przedmiot. Myślcie kategoriami roku 1915, kategoriami ludzi z roku 1915. Co zechcą zrobić z tym telefonem? Wy wiecie, jak on działa. Oni całkiem tego nie rozumieją.

Linda, wybierz pierwszego kandydata.

LINDA: OK. Wybrać  kogoś?

ADAMUS: Taak.

LINDA: OK. Wybiorę.

ADAMUS: 1915 rok. Przede wszystkim, bardzo proste, moja droga: co ty im powiesz o tym jak to działa?

SUE: Nie mam pojęcia.

ADAMUS: Właściwie to dobra odpowiedź.

SUE: Taak.

ADAMUS: Taak. Ale trzymasz go w ręku, a ktoś, no wiesz, pyta: “Co to jest?” „Co to jest, moja droga?”

SUE: No cóż, taak, jeśli nie można powiedzieć, że jest to coś z przyszłości…

ADAMUS: Nie, nie.

SUE: W porządku. To jak…

ADAMUS: Bo wtedy by cię zabili.

SUE: Taak. (nieco śmiechu) Pojmuję, taak. (chichocze)

ADAMUS: Zabiliby cię. Zabiliby cię. Taak. No więc trzymasz to w ręku i pokazujesz… Czy ktoś z was ma ze sobą taki aparat, który mogę wykorzystać jako egzemplarz pokazowy? Nie chcę androida, tej taniej podróbki.

KERRI: Ja mam coś autentycznego.

ADAMUS: Coś autentycznego, tak. Czy to najnowszy model?

KERRI: Absolutnie.

ADAMUS: Dziękuję ci. Bo inaczej… OK, a więc jesteś tu i trzymasz ten aparat, jeśli będziesz tak miła, proszę trzymaj ten aparat – i co im mówisz? Najpierw, co on potrafi.

PETE: Nie potrafi zbyt wiele, bo nie ma tam przekaźników sieci komórkowych! (śmiech)

ADAMUS: Cóż, może kilka zbudowałem.

SUE: Och.

PETE: O, zmieniłeś to.

ADAMUS: To się nazywa wyobraźnia twórcza, przyjacielu.

SUE: OK.

PETE: Hej, ja… (komentarz niewyraźny; wiele śmiechu)

ADAMUS: Ach! Ach! A czy pan ma iPhone’a, proszę pana?

PETE: Do licha, nie! Mam Androida.

ADAMUS: Acha! Wracamy do tematu! (śmiech) Wracamy do tematu!

SUE: Tak!

ADAMUS: Kocham was. OK, przede wszystkim…

SUE: Otóż mój syn jest inżynierem, więc ja też myślę jak inżynier.

ADAMUS: Och, dobrze. A zatem powiedz mi teraz, w roku 1915, wyjaśnij mi trzy proste rzeczy. Co robi ten aparat?

SUE: Pokazuje potencjał. No nie, tego też nie zrozumieją. (Adamus się krztusi) Taak. (Sue chichocze)

ADAMUS: I, no wiesz, oni zechcą to wziąć do ręki i zechcą…

SUE: Tym się pobawić.

ADAMUS: …przyjrzeć się temu, oczywiście. A potem będą chcieli to wyrzucić.

SUE: Nie, nie wyrzucić. Nie.

ADAMUS: OK, ale to właśnie zrobią.

SUE: Taak.

ADAMUS: No więc szybko, szybko. Mamy dziś dużo do zrobienia.

SUE: Taak, musimy iść dalej.

ADAMUS: Pizza wystygnie zanim z tym skończymy. (Sue chichocze) No cóż, czym to się dla nich okaże? Dam ci wskazówkę.

SUE: OK.

ADAMUS: Możecie obejrzeć zdjęcia.

SUE: Zdjęcia.

ADAMUS: Tak.

SUE: OK. Można zobaczyć…

ADAMUS (do Kerri): Masz tu jakieś dobre zdjęcia?

KERRI: Mogą obejrzeć wideo.

ADAMUS: Oni nie wiedzą co to jest wideo.

SUE: Nie, jest rok 1915.

KERRI: O, słusznie.

ADAMUS: OK.

SUE: A więc zdjęcia. Mogą obejrzeć zdjęcia.

ADAMUS: Taak. OK. I co jeszcze mogą zrobić?

SUE: Mogą usłyszeć głosy.

ADAMUS: Mogą usłyszeć głosy. Dobrze. Nie, podoba mi się to. (Sue się śmieje) Mogą usłyszeć, oczywiście, to już mogą zrobić. Czyli mogą słyszeć głosy, oglądać zdjęcia i co jeszcze?

SUE: Muzyka. Mogą słuchać muzyki.

ADAMUS: I słuchać muzyki. Będą absolutnie zdumieni. Oczywiście, musisz im to zademonstrować. Będą absolutnie zdumieni.

No więc tak, ty znasz potencjał tego aparatu, wiesz co on potrafi, i, tak, mamy stacje przekaźnikowe i wszystko pozostałe. Trochę tego skonstruowaliśmy na potrzeby tego roku 1915. Co zrobią z tym zdumiewającym aparatem?

SUE: Nie będą mieli pojęcia co z nim zrobić.

ADAMUS: Taak, ale powiedzmy, że kilka rzeczy im pokazałaś. Co oni będą próbowali zrobić?

SUE: Zabić mnie. (śmiech)

ADAMUS: Tak. Tak. Ale graj to dalej. Co zrobią w następnej kolejności.

SUE: No cóż, ukradną go.

ADAMUS: Dokładnie. OK. I co dobrego z tego wyniknie, jeśli go ukradną.

SUE: Nic, bo go nie rozumieją.

ADAMUS: Bo nie wiedzą jak go używać. Dobra uwaga. Świetnie. OK. Dobrze.

SUE: Dobrze.

ADAMUS: Idźmy dalej. Taak, to było dobre.

Następna osoba. To samo pytanie. Co im powiecie o tym, jak to działa i co oni w związku z tym zrobią? (Linda wręcza mikrofon Larze, która przekazuje go Marty’emu)

MARTY (MOFO): To ty jesteś ekspertem od iPhone’a.

LARA: Powiedziałabym im, że mogą się połączyć z ludźmi na całym świecie, że mogą się nauczyć nowych rzeczy, że mogą grać…

ADAMUS: Jakich nowych rzeczy by się nauczyli?

LARA: Mogliby się nauczyć grać, hmm, na wiolonczeli. Mogliby się nauczyć grać na wiolonczeli. 

ADAMUS: OK. Przy pomocy tego małego pudełka.

LARA: Acha.

ADAMUS: OK. Dobrze, dobrze.

LARA: Taak.

ADAMUS: I jeszcze jakaś jedna rzecz, co jeszcze? Czy ty się nauczyłaś grać na wiolonczeli przy pomocy tego urządzenia?

LARA: Pracuję nad tym. (śmieją się obydwoje)

ADAMUS: Zapraszam cię tu na scenę w przyszłym miesiącu.

LARA: O, łał.

ADAMUS: Z wiolonczelą.

LARA: Lepiej sobie pójdę.

ADAMUS: Taak. (śmieją się.)

LARA: Mogą grać z ludźmi w różne gry. Ja tego nie robię, ale rozumiem, że można grać w gry i w ten sposób się łączyć.

ADAMUS: OK, dobrze. I co teraz z nim będą robić? Dałaś im go i co oni z nim robią?

LARA: Myślę, że prawdopodobnie będą grać nim w hokeja, używając kijów hokejowych.

ADAMUS: Grać w hokeja.

LARA: Taak.

ADAMUS: Hokej. Czy to bardzo było znane w roku 1915?

LARA: Nie wiem. (chichocze)

ADAMUS: Nie wiem… Szukam teraz… nie. Tylko w Kanadzie, tak.

LARA: Och, OK. Taak.

ADAMUS: Hokej nie był znany w pozostałej części świata. Taak. OK, dobrze. Jeszcze dwie osoby.

LINDA: OK.

ADAMUS: Zamierzam coś za chwilę udowodnić. A wy wszyscy zakrzykniecie: „Aach!”

EDITH: Och!

ADAMUS: Edith! Edith! Co ty im powiesz o działaniu tego aparatu?

EDITH: Że skomplikuje im życie ponad wszelkie wyobrażenie. (wiele śmiechu i nieco braw)

ADAMUS: Jest w tym ziarno prawdy, moja droga. A co oni z nim zrobią, kiedy już im go dasz?

EDITH: Nacisną ekran.

ADAMUS: Nie, nie fizycznie, ale…

EDITH: Och.

ADAMUS: To znaczy, taak, ponieważ ty im szybko zrobisz demo, mówiąc: “Zrób to, zrób tamto.” Jak oni go będą używać w życiu?

EDITH: Myślę, że wszyscy dotychczas już powiedzieli to, o czym i ja bym pomyślała. Nie wiem, mogą grać w gry. Mogą oglądać zdjęcia, słuchać muzyki.

ADAMUS: OK.

EDITH: Nie sądzę, że mogą się stać na tyle świadomi, żeby stwierdzić: Jestem Tym Kim Jestem.

ADAMUS: Nie, prawdopodobnie nie. Dobrze. Coś teraz tutaj udowadniam. Jeszcze ktoś, szybciutko.

LINDA: OK, jeszcze ktoś. Ooch.

ADAMUS: Jeszcze jedna osoba. Szybciutko. To jest trudne, to prawdziwe wyzwanie. To wasz telefon.

KERRI: Przestraszą się go i schowają. I pooglądają go sobie późno w nocy w ukryciu, kiedy ich nikt nie będzie widział.

ADAMUS: Czy ty tak robisz? (śmiech)

KERRI: Ach, nie. No cóż, gdyby potrafili ściągnąć porno, założę się, że też by to zrobili! (więcej śmiechu) Ale ja tego nie robię. Nie, nie.

ADAMUS: Czy porno było wynalezione przed rokiem 1915?

KERRI: Mmm, tak. O tak.

ADAMUS: Tak, tak, tak. OK. Ale zapomniałaś, że pytam, co byś im powiedziała o tym, jak to działa?

KERRI: Hę?

ADAMUS: Co im powiesz o tym, jak to urządzenie działa?

KERRI: Mmm, mam pustkę w głowie… (Adamus chichocze) Powiedziałabym: to twój bliski, najlepszy przyjaciel. Kiedy wszyscy cię opuszczą, ty masz nadal swój telefon i możesz zajrzeć na Facebooka.

ADAMUS: Hej, to zbyt osobiste! (śmiech)

KERRI: Możesz wejść na Facebooka i zobaczyć jak ludzie spędzają wakacje.

ADAMUS: To smutne. (Adamus chichocze)

KERRI: Smutne. Trochę.

ADAMUS: OK, dziękuję ci. Bardzo ci dziękuję.

A więc kiedy umieścimy sprawę w takich kontekstach, cofając was 100 lat wstecz – co właściwie nie jest takim odległym okresem, ale zupełnie odmiennym – odnotowujemy punkt pierwszy: świadomość zmienia się szybko i nawet tego nie zauważacie, dopóki to się nie stanie.

Cofacie się o 100 lat – było wtedy zupełnie inaczej. Nie tylko w technologii. Przyjaciele, świadomość była całkiem inna. Próbujecie objaśnić coś, co teraz znacie, co bierzecie za pewnik, co jest zaledwie od roku 2007. Osiem lat, drodzy przyjaciele. Mielibyście kłopot powracając do roku 2006 i próbując objaśnić jak to urządzenie będzie działało.

Mówię wam to wszystko, ponieważ to, co się będzie działo z wami, z nami w tym nadchodzącym roku, będzie czymś podobnym, ale o wiele mocniejszym. Trudno to sobie wyobrazić, trudno ująć w słowa, więc nie próbujcie tego proszę. Proszę was, żebyście nie próbowali rozpoczynać planowania tego, co ma się wydarzyć, bo gwarantuję, że będzie zupełnie inaczej. Pozwólcie jedynie temu się zadziać.

Gdyby dano wam to urządzenie w roku 2006 – no, powiedzmy, w 2005, równo dziesięć lat temu – i zapytano by was: „Co chciałbyś, żeby to urządzenie dla ciebie zrobiło?” Nie potrafilibyście sobie nawet wyobrazić, co ono może zrobić teraz, dziesięć lat później. Nie potrafilibyście. Bylibyście ograniczeni.

To jest mój pierwszy punkt dzisiaj. Czy zechcielibyście zejść z drogi, żeby przyzwolić na to, co ma nadejść? Człowiek nie musi tego planować i nie potrafi zresztą. Dziesięć lat temu nie moglibyście sobie nawet wyobrazić, co to urządzenie może dla was zrobić, a jeszcze mniej 100 lat temu.

Drugi punkt dotyczy tego, co oni z tym zrobią. Dokonujecie krótkiej podróży w czasie, cofacie się i dajecie im to urządzenie, troszkę ich poduczacie i co oni robią? Niestety, ludzka natura podpowiada, że zrobią jedną z kilku rzeczy. Wydadzą was władzom. Naprawdę. Tak bardzo są przestraszeni – tak przestraszeni – że nie wiedzą, co robić. A więc wydadzą was. Albo też znajdą sposób na zastosowanie tego urządzenia – które wy teraz nosicie w kieszeni, uważając za rzecz oczywistą, że jest to wasz najlepszy przyjaciel – zamierzają znaleźć sposób, by zabrać ten aparat i zniszczyć siebie, swoje osobiste życie. Jest zbyt trudne do zniesienia dla nich. Będą nim przytłoczeni. Znajdą sposób w prywatnym swoim życiu na próbę zbudowania tej ludzkiej tożsamości z roku 1915, która nie potrafi dać sobie rady z technologią i wolnością, jaka jest osiągalna poprzez ten mały telefon. Zniszczą swoje życie. To się często przydarza ludziom - mają skłonność do autodestrukcji. Nie potrafią sobie poradzić. Powiadają, że chcą czegoś większego i lepszego, ale nie mogą tego udźwignąć. Każdy z was – każdy z was – zna to z własnego doświadczenia.

Albo zechcą użyć tego urządzenia, żeby wysadzić świat w powietrze. „Ach, przy pomocy tego aparatu możemy stworzyć nową broń. Możemy szpiegować złych ludzi. Możemy gromadzić bogactwo i władzę, i władzę, i władzę.” Gwarantuję wam, że gdyby to urządzenie pojawiło się w roku 1915, gdybyście się w ten czas cofnęli, to oni użyliby tego do zdobycia jakiegoś rodzaju władzy. Manipulowania przyjaciółmi, współpracownikami, urzędnikami państwowymi, światem – wszystko jedno. Użyliby tego dla zdobycia władzy.  

Tak więc punkt numer dwa w tym temacie: kiedy wejdziemy w ten rok, wyzbędziemy się władzy. A kiedy nowe rzeczy do was przyjdą, w ogóle nie będą używane do osiągania władzy. Nie używajcie tego do kontroli i dominacji. Będziecie kuszeni. Będziecie nęceni. Będziecie wyszukiwać wymówki wobec mnie i innych Shaumbra. Będą tacy wśród Shaumbry, którzy powiedzą: “Nie rób tego. Nie musisz tego zdobywać na zewnątrz siebie. Nie musisz używać tego, czego się uczymy, do gromadzenia więcej rzeczy dla wzmocnienia ludzkiej tożsamości.” A wy będziecie się z nimi spierać i powiecie im jak bardzo Adamus się myli i jak oni się mylą, i jak Adamus wszystkich kontroluje.

Moi przyjaciele, mówię wam to teraz, że jeśli ktoś w roku 1915 dostałby iPhone’a, użyłby go do uzyskania władzy i ostatecznie do destrukcji. Nie będziemy dążyć do władzy. Nie potrzebujemy jej. Wy jej nie potrzebujecie. Pooddychajcie sobie z tym przez chwilę i poczujcie czy to wam odpowiada – życie wyzbyte władzy. Wcale jej nie potrzebujecie.


Co nadchodzi

Teraz następne pytanie. Pozwólcie, że je postawię. Następne pytanie. Jesteśmy oto tutaj w roku 2015 i dostajecie pewne urządzenie. Dostajecie urządzenie, które przyciąga energię poprzez wybór. Nie powiem jak to urządzenie wygląda, ale powiedzmy, że wygląda to mniej więcej jak to (podnosi w górę mały wskaźnik laserowy) Jest naprawdę proste. Przyciąga energię wedle wyboru, kiedykolwiek jej będziecie potrzebować. Urządzenie to neutralizuje także emocje, wasze emocje. Nie emocje innych ludzi, ale wasze. Neutralizuje emocje - trochę to niepokojące. Jej! Zamierzam to teraz wypróbować. (Adamus kieruje czerwony punkt wskaźnika na siebie i robi zabawną minę; śmiech) To neutralizuje emocje.

To urządzenie pozwala wam także być gdziekolwiek zechcecie. Mówię wprawdzie „gdziekolwiek zechcecie”, ale to nie znaczy, że wasze ciało znika i pojawia się na drugim końcu świata. Jesteśmy teraz w „i”. Wasze ciało pozostanie tutaj, ale wasza świadomość podlega bilokacji. Wy na to: „No ale jaki z tego pożytek, jeśli nie mogę zabrać ciała?”

Dwie rzeczy. Zrozumiecie, że go nie potrzebujecie. Jesteście tak przywiązani do ciała – chcecie je zabrać, kiedy wybieracie się w podróż do innych wszechświatów i wymiarów? Naprawdę? Narzekacie na nie, podlega ono chorobom, puszczacie bąki i robicie wszystkie te pozostałe rzeczy (śmiech) i chcecie je zabrać??? Prawdziwa bilokacja to sprawa świadomości, nie fizycznego ciała (znowu kieruje na siebie światełko lasera; kilka chichotów) Tak, nie potrzebujecie go.   

Otóż w rzeczywistości, w praktycznym działaniu, kiedy pozwalacie świadomości być tam, gdzie zechcecie, żeby była, zabieracie ze sobą – i w tym się wyspecjalizujecie – atrybuty fizyczności, nie fizyczność jako taką, ale atrybuty fizyczności. Coś jak energetyczny odcisk linii papilarnych. Jak rodzaj wewnętrznej wiedzy nieodłącznej od świadomości o tym, jak to jest być w ciele i dlatego – będziecie.

Ale odetnijcie się od myśli typu: “Och, muszę zabrać to ciało” i od tego, co robią w filmie Star Trek. Oni wyparowują czy dematerializują się. (ktoś mówi: „Zabierz mnie stąd”) Zabierz mnie… ale jak wygląda proces? Och, wy jesteście grupą maniakalnych fanów Star Treka. Wszyscy znacie odpowiedź. (Adamus się śmieje) To nie jest… (ktoś mówi: „Teleportacja”) Nie. To nie jest dezintegrowanie tego waszego ciała i umieszczenie go gdzie indziej. To ciało pozostaje tam, gdzie jest i bez żadnego wysiłku, słuchajcie, co mówię, bez żadnego wysiłku,  żadnego wywierania nacisku, co będzie owszem trochę dziwne, ale oto stukniecie trzykrotnie obcasami* – i nagle jesteście w Kansas (kilka chichotów) A więc następnym razem nie stukajcie obcasami. Następnym razem po prostu stuknijcie się w czoło i znajdziecie się tam, gdzie zechcecie. 

*jak Dorotka w „Czarnoksiężniku z Oz”, której starczyło stuknąć trzykrotnie obcasami i powtarzając „nie ma jak w domu, nie ma jak w domu” wrócić do rodzinnego Kansas. – przyp. tłum.

Nie potrzebujecie zabierać ciała, jasne? Jesteście teraz w „i”. Nagle wychodzicie z pojedynczości we Wszystko Co Jest i macie całą wewnętrzną wiedzę o ciele. To jakby ciało było zanurzone w duchu – podoba mi się to: ciało zanurzone w duchu – ale nie musi być  fizycznie. I nagle dzieje się coś super, ono jest równie dobre, jeśli nie lepsze. Macie całą wewnętrzną wiedzę i wszelkie wzorce ciała. Wiecie jakie ono jest. To po co zabierać prawdziwe ciało? Dlaczego nie zabrać z niego tego, co w nim najlepsze? I dlatego jesteście tam. Dlatego inni mogą was widzieć, jeśli tego zechcecie, i nie zobaczą was, jeśli tego nie zechcecie.

Jednakże już widzę, że mamy tu problem. Już widzę… wasz ludzki umysł się wtrąca. Wyczuwam woń władzy, a to śmierdzi jak psia kupa, albo może to był ten nasz mały szczeniaczek Dottie. (nowy nabytek Joego i Sandry) Nie, nie. OK. (nieco śmiechu) Bo oto ja o tym mówię, a wy nagle w to wchodzicie. Wchodzicie we władzę. „Oooch! Zamierzam dokonać bilokacji i zamierzam coś zrobić”, cokolwiek, no i chodzi tu o władzę. Przekroczcie to. Zranicie siebie, jeśli tego dokonacie mając władzę na względzie.

Pamiętajcie omówiony przykład. Dajecie iPhone komuś w roku 1915. Drodzy przyjaciele, oni zniszczą siebie albo was, albo świat. Tak więc nie wracajcie tam. Pamiętajcie o tym. Umieśćcie to w świadomości, kiedy myślicie, że możecie się udać wszędzie.

No więc teraz macie ten przyrząd, który neutralizuje emocje. Po co to mówię? No cóż, odkryjecie, jeśli dotąd tego nie odkryliście, że emocje są mdłe, miałkie i fałszywe, jak również naładowane potrzebą kontroli i dominacji w porównaniu do czuciowości. Komu potrzebne emocje, kiedy ma prawdziwą czuciowość, zdolność odczuwania – zdolność prawdziwego odczuwania – na każdym poziomie poza wyłącznie fizycznymi zmysłami.

To jak różnica między odczuwaniem emocji względem kogoś czy względem siebie w przeciwieństwie do, powiedzmy, sytuacji, kiedy słyszycie naprawdę dobrą piosenkę, która was wzrusza i wy to czujecie – i jest to uczucie, nie emocja. Wiecie, że jest to szczere, takie „Och!” To po prostu dotyka sensualnie waszych uszu, ale wasze ciało i wszystko w was ożywa na chwilę. Komu potrzebne są emocje, gdy ma się uczucia czy sensualność?

Tak więc ten mały przyrząd neutralizuje emocje na życzenie. Po prostu naciskacie ten guzik (Adamus kieruje wskaźnik na swoją twarz) O, nie! (nieco śmiechu) Jestem pilotem w samolocie (więcej śmiechu) A zatem, OK. To pozwala wam umieścić świadomość bez wysiłku, gdzie tylko zechcecie.

A teraz pytanie – Linda, proszę z mikrofonem, mnie się kończy czas, ale nie dbam o to – pytanie brzmi: co zamierzacie z tym zrobić? To przyciąga energię – szuuu! – jak magnes i ona cała jest wasza, wszystko czego potrzebujecie, czy chcecie, czy pragniecie. To przyciąga energię. Neutralizuje emocje i pozwala umieścić świadomość wszędzie, gdzie zechcecie. Linda, weź mikrofon. Co zamierzacie zrobić?

Zamierzam nazwać ten przyrząd iYammer.* (śmiech) iYammer. OK. Proszę, żeby ktoś czym prędzej zaklepał dla mnie tę nazwę jako handlową markę – iYammer. I-y-a-m-m-e-r, iYammer, iYammer. (chichocze)  

*w ten sposób Adamus odnosi się przez analogię do nazwy iPhone; dźwiękowo iYammer [wym. ajemer] przypomina angielskie I Am czyli Ja Jestem. – przyp. tłum.

Proszę cię, żebyś wstała, jeśli można. Co u licha… weź ten przyrząd, poczuj go.

JULIE: Dobrze.

ADAMUS: Poczuj go. Tak.

JULIE: A więc najpierw gdzieś bym się udała i pobawiłabym się w oceanie.

ADAMUS: Jasne.

JULIE: Następnie pomyślałabym, żeby zniszczyć siebie. Tak, po prostu tak bym się bawiła. Tak bym się bawiła, będąc tam gdzieś.

ADAMUS: Jasne, zniszczyć. OK. Zniszczyć siebie, taak.

JULIE: Pływając i nurkując z rurką, i bawiąc się. 

ADAMUS: A więc przechodzisz od pływania z delfinami do unicestwienia siebie.

JULIE: Powiedziałeś, że jesteśmy… czy nie powiedziałeś, że to rok 1915?

ADAMUS: Nie. Nie. (śmiech publiczności) Nie. Jesteśmy tutaj. Jesteśmy tutaj.

JULIE: W porządku.

ADAMUS: Nie, jesteśmy tutaj. To było jedno takie doświadczenie. Teraz jesteśmy w tym momencie. Jesteśmy w tej sali. Taak, jesteśmy teraz tutaj, a ja przyniosłem przyrząd, powiedzmy, że z przyszłości. Przyniosłem go Shaumbrze w tej chwili. Przychodzę nie z przyszłości oddalonej o 100 lat, ale powiedzmy o 27 lat, z tym iYammerem i daję go Shaumbrze. Ma on wiele atrybutów. Bardzo wiele, o wiele więcej niż prosty iPhone, ale ważne tutaj jest to, że on neutralizuje emocje, przyciąga energię, tyle jej przyciąga, ile tylko wybierzesz – ten przyrząd ją tu sprowadza – i pozwala umieścić twoją świadomość tam,  gdzie zechcesz być. Nie w fizycznym ciele, ale na pewien sposób w fizycznym. Co zamierzasz zrobić przy pomocy tego aparatu? Podobnie, jak daliśmy ludziom iPhone’a cofając się do roku 1915, tak ja daję ci ten przyrząd teraz. Co z nim zrobisz?

JULIE: Nadal chcę się bawić. Udać się w wiele miejsc, doświadczać wielu rzeczy.

ADAMUS: OK. Daj mi przykład.

JULIE: Zacznę podróżować i…

ADAMUS: Daj mi przykład, dokąd byś się udała w podróż.

JULIE: Do Europy.

ADAMUS: Możesz podróżować samolotem.

JULIE: Wiem, ale…

ADAMUS: A co z innymi wymiarami?

JULIE: Oczywiście.

ADAMUS: OK.

JULIE: Już to robię.

ADAMUS: Oddaj mi iYammer. (śmiech) Jest mój. Wszystko jasne.

JULIE: Nie wiem…

ADAMUS: Wszystko jasne. Jechać do Europy? Masz iYammer i zamierzasz się udać do Europy? Idź w inny wymiar! Idź do piekła! (śmiech) To znaczy, zobacz jak wygląda piekło, a następie zdecyduj, że wracasz. Idź do nieba. Idź i eksploruj. Człowiek chce się wybrać do Europy. A dokąd chce się wybrać twój duch? Dokąd chce się wybrać twoja dusza? Ooch!

OK, następny, może tutaj. (rzuca aparat komuś) iYammer jest odporny na zniszczenie. Taak. Nie można go zniszczyć. OK.  

Co zrobisz z tym aparatem, Scott? Czy zechciałbyś wstać?

SCOTT: Jasne. Wiem, ponieważ też myślałem o podróżowaniu. Mój brat podróżuje do wielu miejsc.

ADAMUS: Dokąd ty byś się wybrał?

SCOTT: Och, on jeździ wszędzie. Ja bym się udał na dno morza. Nigdy tego nie robiłem, więc zbadałbym…

ADAMUS: Na dno morza.

SCOTT: Właśnie, pod powierzchnię oceanu.

ADAMUS: Masz na myśli zanurzenie się w oceanie?

SCOTT: Taak, eksplorowanie, nie wiem, może wraków. Rzeczy, jakich normalnie bym nie robił, jeśli bym tego nie zaplanował.

ADAMUS: Oddaj mi iYammer. (śmiech)

Pete! Pomóż mi, Pete! Na litość Pete’a! Masz iYammer. Co z nim zrobisz?

PETE: (odruchowo mówi do iYammera zamiast do mikrofonu) Może coś jak…

LINDA: Ojojoj!

ADAMUS: Och, taak, taak. (śmiech) OK, masz iMic (skrót od mikrofonu) i iYammer. (więcej śmiechu)

PETE: Wyrzuciłbym go.

ADAMUS: Dlaczego?

PETE: Bo go nie potrzebuję.

ADAMUS: To prawda.

PETE: Sam mogę to wszystko zrobić. Teraz się uczę robić to wszystko sam.

ADAMUS: Słusznie, słusznie. Słusznie.

PETE: OK, jako część mojego wzniesienia.

ADAMUS: Ale to jest prezent mój dla ciebie. Nie możesz wyrzucić mojego prezentu.

PETE: OK, to go odłożę. (śmiech)

ADAMUS: Wiesz co, Pete, lubię cię, ale zabieram z powrotem mój cholerny prezent.

PETE: OK!

ADAMUS: Dam go komuś innemu. Ooch, Sart! Pomóż mi, Sart! OK, teraz Sart ma iYammer. Co z nim zrobisz?

SART: Będę się cieszył życiem.

ADAMUS: OK, super, ale co zrobisz z nim?

SART: Sprawię, że będzie robił magiczne rzeczy do końca mojej tutaj egzystencji.

ADAMUS: Daj mi jeden przykład. Co zrobisz z jego pomocą jeszcze dzisiaj?

SART: Postaram się o pizzę. (wiele śmiechu)

ADAMUS: Oddaj mi go! David! David, snuj marzenia – kiedy już dostaniesz mikrofon – marz! Och, dlaczego ja… (Adamus szlocha; kilka chichotów) Dlaczego!

DAVID: Taak, emmm…

ADAMUS: David.

DAVID: Stanę się świadomym twórcą…

ADAMUS: Taak, taak, taak, taak.

DAVID: …wiem, że Ja Jestem. (kilka chichotów)

ADAMUS: Jak?! Co zamierzasz zrobić?

DAVID: No cóż, jako przykład…

ADAMUS: Co zamierzasz stworzyć teraz o godzinie 17.00? Co zamierzasz stworzyć?

DAVID: Jest taka gra, która się nazywa diskball.

ADAMUS: OK.

DAVID: Taak, właściwie to gra w stylu aerobiku, pomagająca przywracać ciału równowagę i energię ruchu i wnosić radość w życie.

ADAMUS: Ile lat ma ten pomysł?

DAVID: No cóż, może zbyt długo w to grałem.

ADAMUS: Skończ z tym i zacznij coś innego.

DAVID: Taak, a więc…

ADAMUS: Jeśli to nie działa, zostaw to. Rób coś innego, proszę cię.

DAVID: Dziękuję.

ADAMUS: Absolutnie. Zostaw to. No a teraz powiedz, co masz zamiar zrobić z moim iYammerem?

DAVID: No dobrze. Naprawdę cieszyć się sobą.

ADAMUS: No dalej! Daj mi przykład!

DAVID: Taak, eeem…

ADAMUS: On neutralizuje emocje. Innymi słowy, poczuj prawdziwe sensualne doznanie, jeśli wiesz, co mam na myśli.

DAVID: No więc może orgazm przez 24 godziny na dobę. (śmiech i nieco braw)

ADAMUS: OK. Nareszcie!

DAVID: Taak! Hę?

ADAMUS: Nareszcie przełamaliśmy barierę.

DAVID: Taak.

ADAMUS: To początek, na Chrystusa!

DAVID: Dobry początek.

ADAMUS: To nie do ciebie, Chryste (spogląda w górę), ale… nie, nie… do Jezusa. (śmiech) A zatem to jest początek.

No więc on neutralizuje emocje. Przyciąga energie i możesz się udać wszędzie wyłącznie za mocą Ja Jestem. Wszędzie. Co zamierzasz zrobić? Podaj coś jeszcze. Masz ten wielki orgazm. A teraz co?

DAVID: Właśnie. Eksplorować wymiary i właściwie robiąc to, dzielić się potencjałem mojego Ja Jestem z każdym, kto tylko tego zechce… (Adamus robi niedowierzającą minę) Nie. (chichocze)

ADAMUS: Dzielić się, no coś ty! Toż by cię zabili na samym wstępie!

DAVID: Taak, najpierw by mnie musieli znaleźć.

ADAMUS: Aach!

DAVID: Przeteleportuję się. Po prostu…

ADAMUS: Oddaj mi to! Oddaj mi mój cholerny iYammer! (śmiech) OK, to będzie ostatnia osoba.

ADAMUS: I lepiej się postaraj. Lepiej się postaraj. Podejdź tu do przodu.

EDITH: Idź, Tad.

ADAMUS: OK. Tak.

TAD: (wzdycha) Wszędzie bym była. Wystrzeliłabym siebie… co, u licha, dzieje się na tej tam gwieździe? Mogę to zobaczyć. Wysyłałabym siebie w miejsca, o jakich mi się nawet nie śniło, a które istnieją i byłabym taką smukłą, no wiesz, cudowną kobietą i bym sobie chodziła i po prostu… I bym robiła wszystko, co, do diabła, zechcę robić.

ADAMUS: Jak będziesz się poruszać?

TAD: (demonstruje dostojny krok) Coś w tym rodzaju. Nie wiem. (Adamus robi minę; śmiech)

ADAMUS: Taak. To w takim przypadku kupiłbym iYammer w wersji deluxe! (więcej śmiechu)

TAD: Może to ja tak próbuję być tą smukłą… tak czy inaczej wybrałabym się wszędzie tam, gdzie nawet bym nie przypuszczała, że mogę się znaleźć i doświadczać rzeczy, jakich moja ludzka…

ADAMUS: Podaj mi przykład. No dalej! To jest mgliste, co mówisz. Dokąd byś…

TAD: Mgliste. Wejdę w kolejną mgławicę. (śmiech)

ADAMUS: Jasne. Mam tam przyjaciół. Podam ci ich imiona.

TAD: Dziękuję ci. Napiłabym się piwa w jakimś innym miejscu.

ADAMUS: Najpierw zadzwoń do nich ze swojego iPhone’a.

TAD: Ja, ja… doświadczyłabym rzeczy, na które bym sobie dała przyzwolenie – teraz mówi mój mózg. Są tam takie rzeczy…

ADAMUS: Daj mi to! Daj mi to! A mikrofon oddaj jej. Jej. (wskazuje Lindę)

TAD: Jej.

ADAMUS: Jej.

Dokładnie o to mi chodziło. Patrzycie na sprawy z ludzkiej perspektywy. Macie ten magiczny przyrząd, tak samo jak ci w roku 1915, którzy otrzymali iPhone’a dokonującego zdumiewających rzeczy, ale teraz wy dostajecie to magiczne urządzenie, iYammer, i wy chcecie pojechać do Europy?! To jest wasze… marzenie??! I zamierzacie pływać pod wodą, szukać wraków?! Co ja mam…?! Czy dostrzegacie humorystyczny aspekt tego? I zamierzacie, co, podróżować? Czy tego chcecie? Czy na tym polega oświecenie – na podróżowaniu dokądś?

Spośród wszystkich tych rzeczy… David prawdopodobnie jest jedynym, który był najbliższy istoty sprawy - zamierza mieć orgazm przez całą dobę. Wiemy o co mu chodzi. (śmiech) Wiemy również, że będzie miał wielu przyjaciół. (więcej śmiechu) Lepiej żebyś zastrzegł swój numer telefonu. (jeszcze więcej śmiechu)

Nie mógłbym wymyślić lepszego scenariusza na ten dzień, nawet gdybym próbował. Nie musiałem próbować. Wy to zrobiliście za mnie. Napisaliście genialny, klasyczny scenariusz. To klasyka. Co można zrobić z pomocą iPhone’a? Jak byście to wytłumaczyli ludziom w roku 1915? Co oni z nim zrobią? Zabrakło wam słów. Nie potrafiliście wytłumaczyć. To było słabe. Słabe. A ja próbowałem demonstrować mój punkt widzenia wiedząc, że zamierzam wam dać iYammer, wiedząc, że już jest w drodze, że jest właśnie ładowany na statek. Wasz iYammer lada moment przybędzie. Czy jesteście na niego gotowi? 

Wybrać się do Europy, pływać pod wodą i mieć orgazmy. (śmiech i nieco braw) Czy do tego doszliśmy? (Adamus się śmieje) Czy chcecie w ten sposób powiedzieć, że tutaj rozchodzą się nasze drogi? (więcej śmiechu)

Uważam, że ludzkie ja nie za bardzo będzie wiedziało co robić, czy wręcz sobie wyobrazić co się stanie w następnej kolejności, a w następnej kolejności nadejdzie iYammer. Chcę powiedzieć, że o tym już jest w emailu. To już się do wasz zbliża. To nawet nie jest dar ode mnie – to wy go dajecie sobie. A kiedy ten dar otrzymacie, zejdźcie do cholery z drogi, usuńcie z drogi swoje ludzkie ja.

Zobaczyliście właśnie co się dzieje w bardzo, bardzo… (śmiech) Nie można było tego zaprojektować lepiej. Tak się dzieje, kiedy człowiek się zatrzymuje i myśli, że jest ograniczony, podczas gdy my zmierzamy tam, gdzie nie ma żadnych ograniczeń. Nie potrzebuję, żeby zmierzał tam człowiek, potrzebuję, żeby tam zmierzało Ja Jestem.

Gdy otrzymacie ten dar swojego Ja Jestem… a ja poważnie mówię, że ono neutralizuje emocje. Przyciąga energie. Pozwala być wszędzie, gdzie zechcecie, bez myślenia o tym, bez prób przywoływania tego czy wyobrażania sobie tego, ponieważ nie dacie rady sobie tego wyobrazić. Człowiek nie potrafi sobie tego wyobrazić. Tak więc pozwólcie waszemu Ja Jestem, pozwólcie waszemu prawdziwemu Ja wystąpić naprzód. Ono wie, co robić. Wie dokładnie jak automatycznie przyciągnąć energię bez powstrzymywania się, bez sięgania po władzę, bez wymyślania ułomnych, ograniczonych ludzkich pragnień, które ono miałoby spełnić. Ono wie, co zrobić z całą tą energią.

Ono, Wy, ta część, która jest czymś więcej niż tylko ludzką istotą, może się znaleźć wszędzie w każdej chwili. To łatwe. Nie musicie uczęszczać do Szkół Wiedzy Tajemnej, żeby się dowiedzieć, jak to robić, jak umieścić gdzieś świadomość. Jednakże, jeśli chce się tego dokonać poprzez ludzki wysiłek i kontrolę, efektem będzie nic więcej, jak tylko frustracja, ponieważ człowiek, jak widzieliście w przykładzie, nie rozumie tak naprawdę, nie wie, nie starcza mu wyobraźni. A to czego pragnie jest bardzo ludzkie. Nie krytykuję człowieka. Ja też jestem człowiekiem i w tej samej chwili jestem Wzniesionym Mistrzem. Jest to najwspanialsze z możliwych doświadczeń, ale może również was powstrzymywać, jeśli to jest wszystko, na co dajecie sobie przyzwolenie.   

Zobaczyliście to na tym pięknym przykładzie – nie potrafiłbym zrobić tego lepiej –ograniczenia, lęku, makyo, braku inspiracji. Tak więc proszę was, ludzie, kiedy to do was przyjdzie, ten iYammer, zejdźcie mu z drogi, żebyście wszyscy mogli wejść na następny poziom.

Nie ma w tym władzy. Rozpadłoby się, gdyby zostało wykorzystane dla władzy. Tak więc proszę was, żebyście usunęli się sobie z drogi. Dobrze.

Weźmy z tym porządny, głęboki oddech. Och! Aaach! Ach, aaach.


Poza władzę

Chcę teraz zrobić dwie rzeczy. Nie mamy wiele czasu, ale mamy cały czas świata. Obydwa te warianty. To jest „i”. Nigdy, nigdy, już nigdy więcej nie będzie jedno albo drugie. Zawsze jest i – to właśnie będzie was odróżniać od innych ludzi. I stanie się tak, jak już powiedziałem - za około sześć miesięcy wpadniecie w szał i zawołacie: „Jak to możliwe, że nie powiedziałeś nam tego wcześniej?!”

Tak więc teraz poproszę o przygaszenie światła. Zrobimy dwa doświadczenia. Pierwsze, jakie chcę z wami zrobić – próbuję zdecydować, które zrobić najpierw – chyba zrobię krótsze, bo nie potrzebujemy na nie zbyt dużo czasu. Będziemy wychodzić poza stosowanie władzy. Poza stosowanie władzy, tak więc John, poprosimy o alternatywną ścieżkę dźwiękową, nie tę pierwszą, która była przygotowana na dzisiaj.

Ja jednak chcę zrobić krótkie doświadczenie. Przypomina DreamWalk, ale to wy idziecie ze sobą.

A więc weźcie porządny, głęboki oddech i pamiętajcie o iYammerze. On wam pozwala być gdziekolwiek zechcecie, może nie wraz z waszym fizycznym ciałem, może nie wraz z waszym mózgiem, ale iYammer pozwala wam znaleźć się, gdziekolwiek zechcecie. Żadnego aktu woli. Żadnego użycia siły.

(zaczyna płynąć muzyka)

Wkraczamy teraz w zupełnie nową erę. Nazywa się ona Bez Władzy. I jak powiedziałem wcześniej, to nie jest… nie da się trzymać jednej stopy w obrębie władzy, a drugiej na zewnątrz niej. Po prostu wychodzicie poza nią.

Władza jest iluzją pochodzącą od tych, którzy nie rozumieją, że oni, ich świadomość, stwarza całą energię, jaka jest potrzebna.

Niczego nie potrzeba z zewnątrz. Nic nie musi być brane od innych.

Cała energia już jest wewnątrz.

Wychodząc poza granice władzy, wchodzicie w całkowicie odmienny świat, mocno odmienny świat. Jest to wyswobadzający i uwalniający świat. I wtedy zdajecie sobie sprawę z tego, że przyciągacie energię w sposób naturalny. Zdajecie sobie sprawę z tego, że zawsze ją przyciągaliście, ale może nie ten rodzaj, który świadomie wybieraliście.

Dociera do was, że już nigdy więcej nie będziecie potrzebowali szukać energii u kogokolwiek innego, bo przyciągacie ją w sposób naturalny – z waszego pola, z pola wszechświata, nie ma to znaczenia – po prostu przyciągacie ją w naturalny sposób. Ona do was sama przychodzi.

Posłużę się pewną analogią, pewnego rodzaju banałem i pokażę wam różnicę. Otóż wstajecie rano, odczuwacie głód i musicie udać się gdzieś, żeby upolować zwierzę na posiłek, potem obedrzeć je ze skóry, ugotować i wreszcie zjeść. W ten mniej więcej sposób to przebiega i tego doświadcza większość ludzi – to konieczność zdobywania wszystkiego. 

Różnica zawiera się w tym, że w życiu, w którym wyzbywacie się władzy, wstajecie rano i macie to prawdziwie wspaniałe odczucie bycia nieco głodnym. Wiecie, że jest to bardzo sensualne. Och! Karmić ciało, jakże cudownie to się odczuwa! No więc otwieracie drzwi, a posiłek już tam jest, czekając na was – przyrządzony, gotowy do spożycia. Dokładnie to, czego chcieliście.

No i wtedy umysł próbuje się wtrącić: “Hej, a jak to się tutaj dostało?” oraz „Czy przypadkiem nie ma w tym czegoś podejrzanego? Czy to jakiś trik?” A wy na to: „Człowieku, zamknij się. Jedz. Przyciągnąłeś to. No więc do ciebie przyszło.” To jest właśnie życie wyzbyte władzy.

Wiele lat temu, chyba to był Adamus… nie, Tobiasz – ja jestem Adamus (kilka chichotów) – tak, Tobiasz, który powiedział: „Wszystko samo do was przyjdzie. Wszystko samo do was przyjdzie” - i przychodzi. Rezygnacja z posługiwania się władzą sprawia, że wszystko samo przychodzi.

To jest zupełnie, zupełnie inna rzeczywistość, której nie można kontrolować czy nią zarządzać.

Życie bez stosowania władzy oznacza uświadomienie sobie, że wszystko już jest obecne i będzie obecne. Tymczasem część waszej ludzkiej istoty będzie wrzeszczeć: „Ale ty nie rozumiesz! Bo co jeśli…? Już tego próbowałam wcześniej i to nie zadziałało.”  

Drodzy przyjaciele, to coś z gatunku “teraz albo nigdy”. Coś jak „zaufaj albo wracaj”.

Tak więc wchodzimy w tę erę, w ten wymiar, tę świadomość życia bez władzy.

Nic teraz nie róbcie, proszę. Jeśli się zastanawiacie: „No to co ja mam robić? Jak ciężko mam nad tym pracować?”, przestańcie. Już tam jesteście.

Czy rozumiecie to? Już tam jesteście.

To nie jest magia. To po prostu świadomość.

To nie wymaga żadnego wysiłku. Nie wymaga rozgryzania. Nie wymaga żadnej analizy. Nie potrzeba się nawet skupiać. Już tam jesteście.

I to jest właśnie zdumiewające: zostało dokonane bez użycia władzy.

Jedyną teraz rzeczą, jaką człowiek ma zrobić jest przyzwolenie. To wszystko.

A więc weźcie głęboki oddech. Jesteście teraz w życiu wyzbytym władzy.

Kiedy stwierdzicie, że wasze ja, wasze ludzkie ja pyta: “Taak, ale co jeśli”, po prostu uciszcie je. Jesteście w życiu wyzbytym władzy. Nie musicie nad tym pracować. Już jesteście tam. Teraz obserwujcie, jak zmieniają się rzeczy, jak są odmienne.

To nie polega na ciężkiej pracy. Nie wymaga żadnego wysiłku. Już tam jesteście. Teraz pozwólcie sobie na doświadczanie tego.

Wiem. Wiem, że przelatują wam przez głowę pytania: “Ale co jeśli?” i „Jak powinienem to robić? Co…?” Ciii… To tylko głos człowieka. Pamiętajcie, że istnieje “i”, życie, gdzie świadomość, Ja Jestem, przyciąga wszystko, co jest potrzebne. Przyciąga to.  

Weźmy głęboki oddech, przechodząc do następnej części zadania, jakie chciałem dzisiaj z wami wykonać.

Weźmy głęboki oddech.

(muzyka cichnie)


Meraba na dalszą drogę

A teraz wybierzemy się na swojego rodzaju merabę-spacer, DreamWalk. Zrobię je jedno po drugim, czego normalnie wcześniej bym nie zrobił. Ale teraz możemy.

A więc weźmy głęboki oddech i włączmy muzykę.

(muzyka zaczyna płynąć)

Przyłączcie się do mnie w tym doświadczeniu, wziąwszy najpierw głęboki oddech i zwyczajnie dając sobie przyzwolenie na udział w tym doświadczeniu. Nie musicie przy tym wiele myśleć. Wszystko samo do was przyjdzie.

Nie musicie tutaj nad niczym pracować. Samo do was przyjdzie. Po prostu podążajcie za mną, a ja posłużę wam za przewodnika.

Zatem weźcie porządny, głęboki oddech.

A teraz wyobraźcie sobie wielką siedzibę, rezydencję z wieloma, wieloma, wieloma pokojami. Może być współczesna może być klasyczna, ale ma to być prawdziwa rezydencja. Ja lubię moje rezydencje  – w pobliżu jest woda, kilka jezior, może strumienie, przyroda. Taka, jaką tylko byście chcieli mieć.

A jeszcze bardziej od zobaczenia jej, proszę, żebyście ją poczuli.

I pamiętajcie, że dzięki iYammerowi możecie bez wysiłku znaleźć się wszędzie, gdzie zechcecie. Po prostu tam jesteście. 

A teraz powiem wam o czymś jeszcze innym, czego w tej naszej podróży doświadczycie – otóż rzeczy się będą zmieniać i to jest w porządku. Innymi słowy, możecie sobie wyobrażać rezydencję, ale pejzaż, rzeczy wokół będą się zmieniać, bądź też sam budynek lub jego styl. Dla ludzkiego umysłu jest to frustrujące, ale dla „i” jest właściwe. Ludzki umysł chce, żeby rzeczy były stałe i stabilne, każda cegła na swoim miejscu. Ale w „i” to się może zmieniać.

Tak więc wchodząc w to doświadczenie nie frustrujcie się, gdy stwierdzicie, że rzeczy się transformują, zmieniają – nie trzymajcie się kurczowo niezmiennego, fizycznego, trójwymiarowego stanu.  

Za chwilę wejdziemy do waszej rezydencji, ale jeszcze jedną rzecz wam o niej powiem. Jest wypełniona wieloma pokojami, ale nie ma korytarzy ani przedpokojów. Przyzwyczajeni jesteście do budynków mających przedpokoje, korytarze, z których są wejścia do pokojów, ale tutaj tak nie jest. Nie tutaj.

Będziemy przechodzić bezpośrednio z pokoju do pokoju bez żadnych korytarzy. Pokoje mogą ulegać zmianie i to będzie w porządku.

Wejdźmy teraz. Wchodzimy do pierwszego pokoju. W tym pokoju znajduje się wasza biologiczna rodzina z tego wcielenia, niezależnie od tego czy ktoś z nich umarł, czy nadal żyje. Pokój jest wypełniony członkami waszej rodziny – są tu bracia, siostry, rodzice, wujowie, siostrzenice, bratankowie, kuzyni i kto tam jeszcze. Proszę was, żebyście byli w pełni obecni w tym pokoju, żeby była obecna wasza świadomość. Wy.

A teraz wczujcie się w ten pokój. Widzicie twarze, sylwetki członków rodziny.

(pauza)

Czy oni was widzą? Czy są was świadomi? Czy wchodzą z wami w interakcję?

(pauza)

Czy czujecie się swobodnie tutaj czy też jest to pokój, w którym czujecie się nieswojo? Co oni robią? Przy okazji, jest w porządku, jeśli zachodzi tu jakaś zmiana albo przemieszczenie.

(pauza)

Pora ruszać dalej.

A więc weźcie głęboki oddech i kontynuujmy naszą wędrówkę. Przejdźmy do następnego pokoju. Pamiętacie – żadnych przedpokojów czy korytarzy. Po prostu przechodzimy do następnego pokoju. A w tym pokoju są osoby, które są waszymi przyjaciółmi w tym życiu.

Wczujcie się w otoczenie. Co to są za twarze - z czasów dzieciństwa, może szkolni koledzy? Czy pokój jest pełny, czy jest zaledwie kilka osób? Czy was zauważają czy jesteście dla nich niewidzialni? Czy widzicie ich wyraźnie czy ich twarze są zamazane?

(pauza)

Czy odczuwacie tutaj miłość, koleżeństwo czy raczej zdradę?

(pauza)

Zauważcie, że chwilami macie do czynienia z czymś, czego niekoniecznie się spodziewaliście  - twarze, które się pojawiają, które zauważacie.

Czy czujecie się dobrze w tym pokoju? Czy mielibyście ochotę pozostać tu przez długi, długi czas? Czy też może macie wrażenie, jakbyście się dusili albo czuli się ograniczeni, bądź zwyczajnie czujecie się nieswojo?

(pauza)

Czy oni są was świadomi? Co robią?

(pauza)

Czy wasze myśli, wasza świadomość wybiega gdzieś poza ten pokój?

(pauza)

Weźmy porządny, głęboki oddech. Pora ruszyć dalej. Mamy inne pokoje do odwiedzenia. Pora przejść do następnego pokoju.

A w tym pokoju są wszystkie wasze romantyczne miłości, kochanki czy kochankowie, jakich mieliście w tym życiu. Nieważne jak długo to trwało. To mógł być dzień, mogło być dziesięć lat, trzydzieści, pięćdziesiąt. To nie ma znaczenia, są tu wszyscy, którzy naprawdę poruszyli wasze serce.

(pauza)

Wszystkie wasze miłości - kochanki i kochankowie.

(pauza)

Czy jest ich wielu czy tylko kilkoro?

(pauza)

Czy czujecie się dobrze czy niezręcznie?

(pauza)

Czy oni was dostrzegają czy jesteście dla nich niewidoczni?

(pauza)

Czy jest to miejsce klarowności czy miejsce zakłopotania?

(pauza)

A więc weźcie porządny, głęboki oddech w tym pokoju waszych ukochanych. Czas iść dalej. Czas wejść do następnego pokoju.

Ten pokój wypełniony jest tymi, których nazwalibyście swoimi współpracownikami, odkąd zaczęliście pracować. To będą wasi szefowie, koledzy, podwładni, wszyscy, z którymi współpracowaliście przez lata. Wiecie, tworzy się rodzaj takiej szczególnej – dziwnej, ale szczególnej – więzi, kiedy ludzie udają się do pracy w to samo miejsce. Mają te same, podstawowe, jak się domyślam, cele i wzorce. Są w pewnym sensie rzuceni w to środowisko, gdzie nieznani sobie ludzie wypełniają swoją misję w ramach swojego stanowiska i wykonywanej pracy.

I teraz w tym pokoju waszych kolegów z pracy, towarzyszy, partnerów w biznesie – czy oni was widzą czy jesteście niewidzialni?

(pauza)

Czy jest to sympatyczne miejsce? Czy dobrze się czujecie wracając tutaj? Czy też jest to miejsce, które zdaje się was pozbawiać życiowej energii?

(pauza)

Wiecie, że sporą część swojego życia spędziliście w pracy, w biurach, fabrykach czy sklepach. Sporą część życia, jednakże zabawna w tym jest jedna rzecz: wielu ludzi nie poświęca jej zbyt wiele uwagi. Myślę, że jest to dla nich coś, co muszą robić i to z ludźmi, z którymi nic ich nie wiąże, jednakże wiele się w tej pracy dzieje. Pomyślcie o osobowościach, jakie napotkaliście albo co oni myślą o waszej osobowości.  

Tak więc weźcie porządny, głęboki oddech w tym pokoju kolegów, współpracowników. Prawdę mówiąc, wiele niesamowitych historii z nimi się wiąże. Są tu ludzie, którzy zwyczajnie was mijali, jedyną wspólną rzeczą była praca, ale, och, są tu także ludzie, których chcielibyście zapomnieć i ludzie, którzy dokonali jakiejś istotnej zmiany w waszym życiu.

Jednak, no cóż, pora iść dalej, a więc zbierajcie się. Mamy więcej pokojów do odwiedzenia.

Zbierajcie się, bo idziemy do następnego pokoju. Ten pokój jest najciekawszy, ponieważ w tym pokoju są ci, którzy byli waszymi przewodnikami; ci, których nazywacie duchowymi przewodnikami, wasi anielscy przyjaciele, którzy pracowali z wami w tym wcieleniu i w innych. Są tutaj.

Nie w ciele fizycznym, być może nawet ich nie pamiętacie czy nie rozpoznajecie, ale oni są tutaj.

Tak więc proszę was, żebyście poświęcili chwilę na to, by naprawdę ich poczuć, a ja wam dam małą wskazówkę. Wiem, że potraficie odczuwać, potraficie czuć, ale próbujecie jakoś powiązać wszystko razem. Wiele razy do was przychodzili, zwłaszcza gdy byliście młodzi, poprzez jakąś zabawkę, czasami poprzez zwierzątko – nie byli zwierzątkami, ale do was przychodzili poprzez zwierzątko – a często także poprzez, jak to wasi rodzice nazywali, wyimaginowanych przyjaciół. Oni są teraz tutaj w tym pokoju. 

(pauza)

Czy są świadomi waszej obecności?

(pauza)

Jak się czujecie w tym pokoju? Czy jest w nim przyjemnie? Czy zostalibyście tutaj dłużej?

(pauza)

Nie starajcie się za bardzo próbować uczynić ich fizycznymi czy człowieczymi. Po prostu pozwólcie sobie poczuć ich energię. Jak ich odczuwacie i co jest odmiennego w porównaniu z tym, jak odczuwaliście, powiedzmy, pokój ze współpracownikami czy pokój z rodziną biologiczną? 

(pauza)

Możecie poczuć coś bliskiego, bliższego niż przyjaciele, bliższego niż kochankowie, bliższego nawet niż wasza biologiczna rodzina. Byli wam tak bliscy, jak nikt inny.

(pauza)

Jednakże możecie mieć lekkie odczucie, no cóż, porzucenia. Dlaczego odeszli?

(pauza)

Dlaczego po prostu odeszli którejś nocy bez żadnego bodaj listu czy wyjaśnienia? 

(pauza)

Ale nie pozostawajmy tu zbyt długo. Pora iść dalej, drodzy przyjaciele. Pora iść dalej.

Wchodzimy do następnego naszego pokoju, rzeczywiście najciekawszego, bo tutaj, w tym pokoju są wszystkie wasze minione wcielenia, każdy aspekt z poprzednich żywotów, każda ekspresja minionych wcieleń odkąd jesteście tu na Ziemi, wszystkie są teraz tutaj. 
(pauza)

Czy dostrzegacie twarze czy też jest to jeden wielki splątany gąszcz?

Jakie panują w tym pokoju uczucia? Czy istnieje poczucie tożsamości? Uczucie obojętności? Odczucie przypominające to z pokoju z biologiczną rodziną?

Czy w tym pokoju poprzednich wcieleń czujecie się dobrze?

Czy widzicie twarze?

Czy oni was widzą?

(pauza)

Czy jest to miejsce, gdzie chcecie zostać?

(pauza)

Czy chcielibyście mieszkać tutaj z minionymi swoimi wcieleniami?

Czy panuje tutaj przejrzystość czy też coś w rodzaju zagęszczenia i zamętu?

Dam wam małą wskazówkę. Może być to wszystko razem - i.

Ale nadeszła pora, żeby wziąć głęboki oddech i iść dalej. Idźmy więc dalej.

Właściwie to wyjdźmy na zewnątrz. Wychodzimy z budynku, wychodzimy w szeroką, piękną przestrzeń, prosto w przyrodę.

Ach, przyroda. Zatrzymajmy się tutaj. Wczujmy się w przyrodę.

Przekonałem się pracując z Shaumbrą, że przyroda jest właściwie najcenniejszą rzeczą dla Shaumbry, dla człowieka. Cenniejszą od Boga, cenniejszą od rodziny, rzeczą, której najbardziej będzie brakowało.

Poczujcie przyrodę wokół siebie. Jak ją odczuwacie?

(pauza)

Czym się to odczucie różni od odczuć jakie mieliście w pokojach, które właśnie odwiedziliście?

(pauza)

Poczujcie jak się od nich różni odczucie przyrody – nieba, drzew, ziemi, pięknych zwierząt. Dlaczego jest tutaj inaczej, aniżeli w pokojach domu?

(pauza)

Czy jest to miejsce, gdzie moglibyście zostać? Cóż, to nie ma znaczenia. Musimy iść dalej, drodzy przyjaciele. Musimy iść dalej. Jest więcej miejsc do odwiedzenia.

(pauza)

Chcę was teraz zabrać do bardzo interesującego miejsca. Jest to miejsce poza ciałem i umysłem. Poza tym wszystkim – miejsce, gdzie nie macie ciała, gdzie nie macie umysłu. Nie jest to tak naprawdę trudne do wyobrażenia sobie, może trudne dla człowieka, ale wy jesteście czymś daleko więcej.

Jak odczuwacie to miejsce?

(pauza)

Czy jest przejrzyste czy też przytłaczające?

(pauza)

Nie ma ciała, nie ma umysłu. Czy to wygodne? Czy jest to miejsce, gdzie chcielibyście zostać czy też wolelibyście wrócić do ciała i umysłu?

(pauza)

To nie ma znaczenia. Pora przejść do następnego. Pora iść dalej – do Boga, do Boga. Jak to się odczuwa? 

(pauza)

Jak odczuwa się bycie w obecności Boga?

(pauza)

Czy panuje przejrzystość? Czy jest jakaś różnica w porównaniu z pokojem waszej biologicznej rodziny albo pokojem z kochankami czy przyjaciółmi? Na czym polega różnica, jeśli w ogóle jest?

(pauza)

Czy jest tu akceptacja i miłość? Czy też czujecie się w jakiś sposób ograniczeni?

(pauza)

Wczujcie się w to, co nazywacie Bogiem.

(pauza)

Weźcie porządny, głęboki oddech, ponieważ wyjdziemy poza Boga. Poza Boga, tak. Ktoś może spytać: „Czy jest coś poza Bogiem?” A ja odpowiem: „Dowiemy się.”

A więc weźcie głęboki oddech i ruszajmy dalej.

A teraz wchodzimy w nic.

(muzyka cichnie)

W nic. W absolutne nic.

(pauza)

Nie ma ciała. Nie ma umysłu. Nie ma rodziny. Nie ma przewodników duchowych. Żadnych kochanków, żadnych minionych wcieleń. Nie ma przyrody. Nic.

(pauza)

Nic.

(dłuższa pauza)

Jak się z tym czujecie?

Bez niczego wokół, tylko wy. Żadnych dystrakcji, niczego z czym można by się porównać. Żadnej historii, żadnej przyszłości.

Nie ma tu nic prócz was.

Żadnych tutaj nie ma klęsk i żadnych sukcesów.

Nie ma tutaj żadnych bitew staczanych ze sobą czy z innymi. Nie ma tu nic oprócz was. Nie ma ciała, żeby się z nim borykać. Żadnej władzy. Żadnych emocji.

Tylko wy.

Nie ma tu śmierci.

Nie ma tutaj bólu.

Nie ma żadnych celów, żadnych planów, żadnych walk. Niczego.

(pauza)

Niczego. Nawet ciemności nie ma. Nawet nieruchomego spokoju. Nie ma nic.

(pauza)

Jest Ja Jestem. Ja Istnieję.

(pauza)

Nie “Ja istnieję, jeśli mam rodzinę” albo „Ja Istnieję jeśli są anioły” albo „Ja Istnieję, jeśli są minione wcielenia” lub też „Ja Istnieję, jeśli jest przyszłość”. Nie ma tu nic, po prostu „Ja Istnieję”.

Nie ma tu żadnej historii do opanowania. Nie ma tu żadnej przyszłości, którą trzeba sobie wyobrazić i o nią się martwić.

Jest tu po prostu Ja Istnieję. Ja Jestem.

Nie ma tutaj żadnej władzy. Nie odczuwa się tutaj głodu ciała, umysłu czy duszy. Jest tylko Ja Istnieję.

(pauza)

Nigdy nie opuszczajcie tego miejsca.

Nigdy nie przestawajcie być tutaj, nigdy.

To jesteście wy. Nie ma tu żadnego Boga. Nie ma tu żadnej energii. Nie ma nic prócz was. Ja Jestem.

Nigdy nie przestawajcie być tutaj.

Nadal możecie być w każdym z pozostałych pokojów. Możecie być z rodziną. Możecie być z przyjaciółmi i kochankami, z aniołami, z przyrodą i wszystkim innym. Możecie być we wszystkich tych innych miejscach, ale nigdy nie przestawajcie być tutaj.

Nigdy nie przestawajcie być z waszą Jaźnią, z Ja Jestem.

Wszystko inne jest tylko grą świadomości. To tutaj - jest świadomością.

Wszystko inne jest po prostu ekspresją i doświadczeniem - ale to jest świadomością.

Ona nie potrzebuje niczego. Żadnego pożywienia, żadnej władzy, żadnych ludzi, żadnych bogów, żadnych aniołów – niczego. Nie ma żadnej przeszłości czy teraźniejszości. Jest tylko Ja Istnieję.

Bądźcie tutaj zawsze, jak również bądźcie gdziekolwiek jeszcze zechcecie być, ale zawsze bądźcie tutaj.

Weźcie porządny, głęboki oddech i wraz z tym oddechem, teraz, z tego miejsca Ja Istnieję rozprzestrzeńcie świadomość, życie, na cały wasz dom. Uczyńcie te pokoje takimi, jakie chcielibyście je widzieć. Wybierzcie, co chcecie w nich umieścić. Bądźcie pośród przyrody, otaczającej wasz dom. Ale zawsze, zawsze pozostańcie w tym pokoju, gdzie nie ma nic oprócz was.

Weźcie porządny, głęboki oddech, moi drodzy przyjaciele, gdy tak przechodzimy w życie wyzbyte władzy, w nowe wymiary, w nowe doświadczenia, ale też z powrotem w siebie. Z powrotem w Ja Istnieję.

Weźcie porządny, głęboki oddech.

Moja droga Linda powoli i łagodnie zrobi z wami oddychanie, podczas gdy ja wykorzystam tę cenną chwilę, by powrócić do mojego Ja Istnieję, powrócić do mojego Ja Jestem.

Jeszcze tylko krótkie przypomnienie, że będziecie otrzymywać bezpłatne, gratisowe iYammery, które wkrótce do was przybędą. Zróbcie z nich dobry użytek, ale nigdy dla władzy.

Powiedziawszy to, moi drodzy przyjaciele, przypominam, jak już to wiecie, że wszystko jest dobrze w całym stworzeniu i w niczym. Dziękuję wam. To była moja przyjemność. Dzięki.



Przekład: Marta Figura

emef11@wp.pl


Seria Charyzmy

SHOUD 10 i 11: “Charyzma 11”

Życie jest grą. Odgrywamy w niej ludzkie istoty, dlatego doświadczamy jak ludzkie istoty wraz z całą litanią ograniczeń, wad i dramatów, które maskują naszą rdzenną anielską świadomość. To jest nienaturalna gra, którą zaakceptowaliśmy jako rzeczywistość. Adamus gorąco zachęca każdego, żeby grał rolę Mistrza, zamiast odgrywać niedoskonałą, ludzką istotę. Takie postępowanie dosłownie zmienia rodzaj energii przyciąganej do życia i w efekcie odmienia teatr rzeczywistości, w jakiej człowiek funkcjonuje.
To nadzwyczaj proste i efektywne podejście w przeciwieństwie do mentalnego i mozolnego procesu realizowania swojego pełnego potencjału. Gra Świadomości sprawi, że będziecie się śmiać, a pewnie też złościć, ale na pewno poddacie w wątpliwość wasze dotychczasowe przekonania co do sposobu, w jaki rzeczywistość jest tworzona i doświadczana. Do chwili, gdy przeczytacie ostatnie słowa tej książki z pewnością uronicie kilka łez radości i ulgi, dowiadując się, że życie jest równie łatwe jak Gra Świadomości.

Geoffrey Hoppe
Geoffrey A. Hoppe urodził się w Appleton w stanie Wisconsin, w katolickiej rodzinie, jako trzecie z siedmiorga dzieci. Po ukończeniu szkoły średniej w 1973 wstąpił do US Army. Należał do National Aeronautical and Space Administration, gdzie pracował przez dwa i pół roku jako Specjalista ds. Informacji Publicznej w centrum badawczym NASA Ames Research Center w Mountain View, Kalifornii. Jego zainteresowanie duchowością i metafizyką obudziło się, gdy „dla zabawy” zahipnotyzował przyjaciela, który będąc w stanie transu zaczął opowiadać o swoim przeszłym życiu. Po tym doświadczeniu Geoffrey poświęcił kilka lat, studiując metafizykę i różne religie.
Te duchowe studia poszły w zapomnienie na prawie dwadzieścia lat z powodu wymagań jakie stawiała przed nim kariera biznesowa. Geoffrey pracował dla kilku agencji reklamowych oraz przedsiębiorstw produkcyjnych na stanowiskach kierowniczych w Teksasie oraz Środkowym Zachodzie USA. W wieku 28 lat założył w Dallas firmę zajmującą się doradztwem marketingowym i prowadził ją przez dwanaście lat, współpracując z klientami z branży przemysłowej i hi-tech na terenie Stanów Zjednoczonych. Był też współzałożycielem kilku firm, w tym spółki telekomunikacyjnej dla przemysłu lotniczego, gdzie pracował jako Wiceprezes ds. Sprzedaży.
Geoffrey Hoppe posiada w USA dwa zarejestrowane patenty oraz jeden patent międzynarodowy na wielowymiarowe technologie komunikacyjne, a także liczne zarejestrowane znaki towarowe i prawa autorskie.
Jego duchowa podróż ponownie ożyła w roku 1995, gdy wpadła mu w ręce książka „The End Times” będąca przekazem od Kryona za pośrednictwem Lee Carroll. Po kilku mistycznych doświadczeniach, Geoffrey skontaktował się z autorem. W niedługim czasie obaj stali się przyjaciółmi i partnerami biznesowymi.
Mistrz Tobiasz po raz pierwszy przedstawił się Geoffreyowi w 1997 roku podczas lotu samolotem. Geoffrey nie czytał Biblii i nie wiedział kim jest Tobiasz z "Księgi Tobiasza" w Starym Testamencie. O biblijnym pochodzeniu Tobiasza dowiedział się dopiero później. Geoffrey prowadził długie rozmowy z Tobiaszem przez prawie rok, zanim zaczął przekazywać jego przekazy dla innych ludzi.
Przez kolejne lata Geoffrey udzielał prywatnych sesji dla ludzi otwartych na rozwój duchowy. Tobiasz dawał szerokie wglądy na temat ich przeszłości oraz obecnych wyzwań. Dzięki doświadczeniu, które zdobywał w pracy z wieloma klientami, Geoffrey Hoppe potrafił coraz lepiej wyczuwać obecność i energię Tobiasza.
W 1999 roku wraz z żoną, Lindą, założył Karmazynowy Krąg (ang. Crimson Circle), który szybko rozwinął się w międzynarodowe stowarzyszenie, zrzeszające setki lokalnych grup na całym świecie. Od 2009 roku kiedy Tobiasz ponownie wcielił się w ludzką istotę Geoffrey na comiesięcznych spotkaniach przekazuje przesłania  Adamusa Saint Germain. Channeluje również Kuthumiego Lal Singh oraz Merlina.

Linda Benyo
Już jako dziecko Linda lubiła rysować anioły. W szkole podstawowej jeden z jej rysunków przedstawiający anioły wygrał konkurs zorganizowany przez miasto. Ukończyła z wyróżnieniem studia w dziedzinie edukacji artystycznej na Uniwersytecie Wisconsin.
Linda prowadziła edukację artystyczną w Wisconsin i w Teksasie. Podczas swojego pobytu w Teksasie opracowała nowatorski program dla szkół średnich dotyczący tego tematu. Po siedmiu latach nauczania talenty Lindy zostały zauważone przez firmę posiadającą ponad tysiąc sklepów w całych Stanach z listy Fortune 500. Linda podróżowała po świecie jako kierownik działu odzieżowego wraz z zaopatrzeniowcami firmy w poszukiwaniu wzorów i nowych stylów ubrań na nadchodzący sezon. Miejsca takie, jak Indie, Nepal czy Indonezja wywarły na niej ogromne wrażenie.
Linda przejęła zarządzanie przedsiębiorstwem męża, Geoffreya (zajmującym się doradztwem marketingowym), w momencie kiedy on był zajęty zakładaniem nowej firmy technologicznej. Kontaktując się z klientami na obszarze południowo-zachodnich stanów, prowadziła interes do chwili, gdy Crimson Circle (Karmazynowy Krąg) stał się przedsięwzięciem o pełnym wymiarze czasu pracy dla nich obydwojga w roku 2003.

Linda i Geoffrey współpracowali ściśle z Adamusem i innymi anielskimi istotami w dostarczaniu ich przekazów. Jako channeler Geoffrey poszerza swoją świadomość na nie-fizyczne wymiary i otrzymuje „myślowe pakunki”, które następnie przekłada na słowa, dające się słyszeć przez innych.
Linda, siedząc obok niego, także pomaga dostarczyć przekazy i utrzymuje ważną energetyczną równowagę pomiędzy istotami anielskimi, Geoffreyem i słuchaczami. Dzięki takiemu, zespołowemu podejściu okazuje się, że przekaz jest jasny i klarowny, nawet wówczas gdy oboje wchodzą w poszerzone przestrzenie świadomości.
Linda otrzymuje wyrazy uznania od słuchaczy z całego świata za prowadzenie grupowego oddychania. Zajmuje się oddychaniem na wszystkich spotkaniach Crimson Circle, pomagając utrzymać równowagę energii i stwarzać bezpieczną przestrzeń dla osobistej transformacji uczestników. Jak sama mówi, sprawia jej to ogromną radość.


 Nie chcę reklamować tą książkę, ale sądzę, że należy ją przeczytać,
Gdy się ma do tego wewnętrzną potrzebę, a nie tylko ten zew chwili,
 A ja nie będę jej propagował, bo sam dopiero wstęp zacząłem czytać..

Pod powyższym linkiem można ją kupić.


autor blogu

 Przedmowa Geoffreya Hoppe

Kto by pomyślał? To pytanie zwykłem sobie zadawać każdego dnia. Kto by pomyślał, że będę się kontaktował z anielskimi istotami i Wzniesionymi Mistrzami? Jako młody chłopak dorastający w Wisconsin sądziłem, że w swoim życiu pójdę w ślady tych, których podziwiałem najbardziej, zwłaszcza mojego dziadka, ogólnie szanowanego prawnika i sędziego.
Moje życie miało wzloty i upadki, pełne było uwikłań i chaosu. Miałem wątpliwości co do wielu życiowych wyborów, ale głównie kwestionowałem to, co przynosił mi los. Dlaczego przydarzały mi się różne rzeczy – bez względu na to, czy uważałem je za właściwe czy niewłaściwe – zdając się pozostawać całkowicie poza moją kontrolą i wyborem? Dlaczego samo życie zdawało się być takie kruche, podczas gdy ręka przeznaczenia jawiła się jako twarda i zdecydowana?
W swoim życiu zajmowałem się pisaniem, pracowałem w reklamie, byłem biznesmanem, wynalazcą i przedsiębiorcą. Zakładałem i prowadziłem własne firmy, które czasami odnosiły sukcesy, a innym razem były bliskie bankructwa. Mieszkałem w Wisconsin, Kalifornii, Teksasie i Kolorado. Moim największym osiągnięciem jako przedsiębiorcy było współdziałanie przy założeniu spółki telekomunikacyjnej w przemyśle lotniczym, która obecnie jest jednym z największych na świecie dostawców usług internetowych w dziedzinie biznesu i lotnictwa komercyjnego. Uśmiecham się na myśl, że posiadam dwa amerykańskie patenty w „wielowymiarowej komunikacji”. Kto by pomyślał, że będę się komunikował wielowymiarowo, zarówno w branży lotniczej…jak i z aniołami?
Przez ostatnie 15 lat miałem zaszczyt być posłańcem wybranej grupy anielskich Mistrzów: Tobiasza, Kuthumiego Lal Singha i Saint-Germaina. Każdy z nich przed swoim oświeceniem wcielał się wielokrotnie jako zwykły człowiek. Oni powracają teraz, aby przypomnieć nam to, co już dobrze wiemy, ale co zagubiliśmy w trakcie odgrywania roli człowieka. Przypominają, że w istocie nie ma nic do osiągania, ponieważ wszystko już zostało osiągnięte. Saint-Germain używa terminu „kasama”, co znaczy  “pragnienie duszy”. Kasama jest wewnętrzną wiedzą o tym, że już jesteśmy oświeceni i wzniesieni, pozostając poza granicami czasu, a teraz przechodzimy tylko przez doświadczanie jak wyglądało urzeczywistnianie tego. To już zostało dokonane, a więc obecnie chodzi tylko o to, w jaki sposób chcemy tego doświadczyć.  
Teraz więc zamiast pytać siebie - Kto by pomyślał? - po prostu się uśmiecham i uświadamiam sobie, że już to wiedziałem. Nie znałem w szczegółach tego, co miało mnie doprowadzić do komunikowania się z Wzniesionymi Mistrzami, ale szczegóły tak naprawdę nie mają znaczenia. Chodzi o to, że moja „kasama” – pragnienie mojej duszy – już wiedziała, że znajdę się tutaj, w tym miejscu, jako wielowymiarowy przekaziciel wiadomości. Na przekór wychowaniu i biologicznej rodzinie, na przekór słusznym czy niesłusznym decyzjom, nawet na przekór tego, jak sobie wyobrażałem swoje nieprzebudzone i nieoświecone „ja”, pragnieniem mojej duszy było znaleźć się tutaj. Nie ma w tym nic magicznego. To kwestia zwykłego przyzwolenia.


Adamus: rola Saint Germaina

Przez pierwsze 10 lat mojej działalności jako channelera pracowałem z Tobiaszem. Dowiedziałem się, że w jednym z wcieleń sprzed wielu wieków był moim ojcem, a jego historia opowiedziana jest w biblijnej (apokryficznej) Księdze Tobiasza. Tobiasz był jednym z najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałem, aczkolwiek niewidzialnym.
Był kochający i cierpliwy, a przychodził do mnie nieomal każdego dnia dla potrzeb channelingu, oraz dla mojego osobistego, duchowego przewodnictwa. Kiedy odszedł w 2009 roku rozpocząłem pracę z Saint-Germainem, Mistrzem Fioletowego Płomienia. To znaczy… w pewnym sensie z nim. To bowiem był aspekt Saint-Germaina o imieniu Adamus. Adamus Saint-Germain, jak życzy sobie być nazywanym, jest „rolą” Saint-Germaina. Ten jego aspekt wnosi nowe nauczanie i przekazy dla Karmazynowego Kręgu poprzez moją żonę i mnie.
Adamusa nie obchodzą kosmici, teorie spiskowe, guru czy jakiekolwiek inne makyo (duchowe rozpraszacze). Jest tu po to, żeby pracować z tymi, którzy wybierają oświecenie w tym wcieleniu, pozostając przy tym w fizycznym ciele. Używa imienia Adamus dla odróżnienia przekazów dla Karmazynowego Kręgu od innych swoich wiadomości przekazywanych przez innych channelerów i od innych materiałów. Można powiedzieć, że Adamus stworzył „prywatną markę” właśnie dla pracy z Karmazynowym Kręgiem. Przy okazji, Karmazynowy Krąg jest otwarty, swobodny i dostępny dla każdego, kto sprawdził swoje własne pudełko z napisem „Gotowy na wcielone oświecenie”. Nie ma w tym nic wyjątkowego. Tylko upewnij się, że jesteś gotowy na pewne zmiany w swoim życiu, zanim zajrzysz do tego pudełka.
Adamus jest rolą, grą czy też ekspresją Saint-Germaina. Świadomie wybrał tę rolę do odegrania, ponieważ właśnie tego potrzebują ci, którzy przedkładają swoje oświecenie ponad wszystko inne. Jeśli brzmi to dla ciebie zbyt samolubnie, Adamus prawdopodobnie poprosi cię, abyś odszedł, bo w istocie nie ma nic samolubnego w kochaniu i honorowaniu siebie. Uczono nas, że mamy służyć innym (stawiać innych na pierwszym miejscu), co dzieje się ogromnym kosztem nas samych. Prawda jest taka, że możesz zrobić więcej dla innych, dla planety czy dla wszechświata, pokochawszy najpierw siebie. Wtedy staniesz się Standardem czy też przykładem dla innych, dla tych, którzy z trudem próbują osiągnąć poczucie własnej wartości.
Adamus bywa prowokujący, irytujący, prześmiewczy, a czasami wręcz ostry. Ale nie dba o to. Jeśli szklanka zimnej wody wylana na głowę jest tym, czego potrzeba, żeby wytrącić kogoś z jego samozadowolenia, chętnie to zrobi. I rzeczywiście to robi. Jednocześnie Adamus jest znakomitym profesorem. Jest pełen humoru, zaangażowany, mądry i sprytnie odwracający uwagę.
A… wszystko to jest grą. On nie przeprasza za granie, ponieważ jak podkreśla, wszystko jest grą. Ludzie grają, że są ludźmi, ze wszystkimi swoimi ograniczeniami i słabościami, chociaż tak naprawdę nie są. Duchowi poszukiwacze grają, że są na drodze do oświecenia, chociaż wcale nie są. Już są oświeceni. Ludzie odgrywają ofiary albo złoczyńców, męczenników albo nauczycieli, dzieci bądź dorosłych, nawet mężczyzn i kobiety. Ale to wszystko jest grą. Dziecko już jest dorosłym w innym punkcie Czasu, dlatego tak naprawdę nigdy nie jest wyłącznie dzieckiem. Po prostu odgrywa dziecko do momentu przejścia w odgrywanie dorosłego. Nie bardziej jesteś poszukiwaczem duchowym dążącym do urzeczywistnienia i przebudzenia, niż już w pełni oświeconą, zrealizowaną istotą. Właściwie to jesteś i jednym i drugim jednocześnie. Już jesteś oświecony i równocześnie jesteś w podróży odkrywania, jak tam się dociera.
 To jest tak proste, że większość ludzi zlekceważy tę wiedzę, wpadając na powrót w swoją grę ograniczeń i barier. Kilku jednakże to pojmie, przyjmie i odegra. Będą oświeceni, przebudzeni i zarazem śpiący, bo właśnie tacy mogą być. W jednej chwili wybiorą rolę kogoś nic nieznaczącego, a w następnej odegranie kogoś wielkiego. Bo mogą. W jeszcze kolejnym momencie wybiorą równoczesne odgrywanie ograniczonych i w pełni urzeczywistnionych. Oświecenie nie jest przeznaczeniem. Oświecenie to po prostu gra świadomości.
Adamus kontynuuje prowadzenie nas i towarzyszenie nam na każdym kroku. Kontynuuje zabawianie nas i odwracanie naszej uwagi, żebyśmy nie dali się pochwycić w pułapkę własnych dystrakcji (rozproszeń). Pozwala nam wierzyć, że mówi coś, czego jeszcze nie wiemy, ale tak naprawdę wie, że my wiemy. To wszystko jest grą - grą świadomości. Pozostaje tylko pytanie: Gdzie „ty” zamierzasz umieścić swoją świadomość?




Wstęp
Życie jest grą. Odgrywamy w niej ludzkie istoty, dlatego doświadczamy jak ludzkie istoty wraz z całą litanią ograniczeń, wad i dramatów, które maskują naszą rdzenną anielską świadomość. To jest nienaturalna gra, którą zaakceptowaliśmy jako rzeczywistość.

W Grze Świadomości Wzniesiony Mistrz, Adamus Saint-Germain, zaczyna od wyjaśnienia metafizyki energii i zdefiniowania ważnej różnicy między świadomością a energią. Adamus wyjaśnia, że jesteśmy istotami świadomości – nie energii – i że pasja naszej czystej świadomości przyciąga energię z jednolitego pola, żeby zamanifestować naszą rzeczywistość. Adamus definiuje cztery podstawowe poziomy energii, obejmujące energię Rdzenną (dusza), Krystaliczną, Kosmiczną i Ziemską, pokazując Czytelnikowi, jak rozmaite jakości wykorzystuje nasza świadomość w materializacji poszczególnych etapów naszego życia.

Adamus gorąco zachęca każdego, żeby grał rolę Mistrza, zamiast odgrywać niedoskonałą, ludzką istotę. Takie postępowanie dosłownie zmienia rodzaj energii przyciąganej do życia i w efekcie odmienia teatr rzeczywistości, w jakiej człowiek funkcjonuje. Prawdopodobnie niektórzy z Czytelników poddadzą w wątpliwość takie podejście, stwierdzając - To nie jest prawdziwe, ponieważ to jest po prostu kolejna gra. Na co Adamus odpowie - Ależ wszystko w waszym życiu jest grą, dlaczego zatem nie odgrywać prosperującego, zdrowego i mądrego Mistrza? To zmieni cała scenę waszego życia. Istotne pytanie  dotyczy nie tego czy grać czy nie ale - „Czy naprawdę jesteście gotowi na znaczącą zmianę, czy jedynie próbujecie uporządkować bieżące okoliczności?”

To nadzwyczaj proste i efektywne podejście w przeciwieństwie do mentalnego i mozolnego procesu realizowania swojego pełnego potencjału (dosł. stawania się własnym potencjałem). Gra Świadomości sprawi, że będziecie się śmiać, a pewnie też złościć, ale na pewno poddacie w wątpliwość wasze dotychczasowe przekonania co do sposobu, w jaki rzeczywistość jest tworzona i doświadczana. Do chwili, gdy przeczytacie ostatnie słowa tej książki z pewnością uronicie kilka łez radości i ulgi, dowiadując się, że życie jest równie łatwe jak Gra Świadomości.

Saint-Germain miał wiele znakomitych wcieleń, pośród których znalazł się Wiliam Szekspir i Mark Twain (Samuel Clemens). Wcielenia te pozostawiły w nim upodobanie do teatru, aktorstwa i snucia opowieści.




 
MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

Seria Charyzmy

SHOUD 10: “Charyzma 10” – prezentowany przez ADAMUSA SAINT-GERMAINA za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

4 lipca 2015 r.



Jestem, Kim Jestem, Adamus Saint-Germain.

Droga Linda z Eesa zapytała, kto dzisiaj tutaj przyjdzie. Kto dzisiaj tutaj przyjdzie? Czy to będzie Adamus – prowokujący i bezpardonowy? Czy to będzie Saint-Germain – delikatny, niezgłębiony i kochający?

Który to będzie z nich? No cóż, to ciekawe pytanie, ponieważ odpowiedź jest zawsze ta sama. To jesteście wy. To wy przychodzicie tutaj. To jest wasz czas. To nasze spotkanie. Grana jest muzyka* – piękna, piękna muzyka na odmianę – piękna muzyka grana jest dzisiaj i wy przychodzicie, z uwagą rozproszoną przez obrazy, przez muzykę. I w takiej atmosferze zasiadacie tutaj i dajecie przyzwolenie na siebie.

*Odnosi się do utworu “Księga Miłości”, odtwarzanego przed Shoudem.

Bezpieczna przestrzeń. Piękne środowisko otoczone przez inne kochające istoty. Przychodzicie tutaj i mówicie: „Zróbmy to. Przejdźmy na następny poziom. Pozbądźmy się tego, czego należało się pozbyć dawno temu. Udawajmy, że przysłuchujemy się czemuś, ale tak naprawdę po prostu przyzwólmy na to. Po tych kilku miesiącach, kiedy się nie spotykaliśmy, przyzwólmy.” Och, świat na zewnątrz szaleje, trwa cały ten hałas i zamieszanie – czy w ogóle kiedykolwiek będzie lepiej? Nie. Po prostu w ciągu tych 90 minut czy więcej, które spędzimy razem przyzwólmy. A więc to jesteście wy.

Przyjdę tutaj z całą rozmaitością twarzy czy ról odgrywanych przez moją świadomość. Dzisiaj jest to piękna kombinacja Adamusa i Saint-Germaina, ale głównie w jej skład wchodzicie wy. Tak więc odgadujcie w ciągu tego dnia, kiedy to jest Adamus, a kiedy Saint-Germain. Hm. Dam wam wskazówkę. Niekoniecznie w najbardziej odpowiednim momencie będzie to Adamus.

Adamus, energia Adama. Nie Adama jako faceta, ale energia Adama Kadmona, wzorca dla ludzi tu na Ziemi. Nie ma to nic wspólnego z pierwiastkiem męskim czy żeńskim - to jest Adam. To jest Adam-my, Adam-us*, Adam – my wszyscy, wy wszyscy, którzy przyjęliście ludzką formę, wyruszyliście w tę podróż. Ach! Cóż za niesamowita to jest podróż!

*zatem nie chodzi o łacińską końcówkę –us oznaczającą rodzaj męski, lecz o angielski zaimek „us” (czyt. as) czyli „my”. - przyp. tłum.


Wolność

I tak oto jesteśmy tutaj, 4. lipca 2015 roku. Cóż za honor. Dzień 4. lipca brzmi szczególnie dla mnie. Tak naprawdę jest 2. lipca, ale nie bądźmy drobiazgowi w kwestiach historii. Jednakże 4. lipca zawsze jest szczególny. Dlaczego? Ponieważ pomagałem tworzyć ten wspaniały kraj. Nawet ci, którzy nie są ze Stanów Zjednoczonych Ameryki niech słuchają, bo nie jest to patriotyczne przemówienie. Nie za bardzo wierzę w patriotyczne przemowy. Chodzi o nowy potencjał, potencjał na rzecz wolności i suwerenności. To nie ma nic wspólnego – pośrednio nie ma nic wspólnego – z rządami, ale z waszą wolnością i suwerennością. A przybyliście tutaj z całego świata – wasi przodkowie przybyli – z całej Europy, południowej Ameryki, Azji, z każdego zakątka świata, żeby być tutaj i przyzwolić na to coś, zwane wolnością.

Czy to się udało? W znacznym stopniu tak. Świat jest zdecydowanie inny, aniżeli w roku 1776. Całe lata świetlne dalej, jeśli idzie o takie pojęcia jak szacunek i równość, co da się w coraz większym zakresie obserwować każdego dnia na całym świecie. Wolność stała się teraz czymś wręcz zaraźliwym.

Jak wiecie, od kiedy tylko przyszedłem tutaj po odejściu drogiego Tobiasza, powtarzam, że chodzi o wolność. A to, co się teraz dzieje na świecie - jeśli chcecie wiedzieć dlaczego  energie robią to, co robią - dotyczy właśnie wolności.

Niektórzy ludzie są na nią gotowi, wielu jednak nie jest. Niektórzy ludzie kochają to słowo i samą koncepcję, ale nie są gotowi wprowadzić ją do swojego życia. Wolność wymaga ogromnej odpowiedzialności.

Jest to wolność od wszystkiego – będziemy dzisiaj o tym mówić. To nie jest tylko wolność od podatków. To nie jest tylko wolność nawet od religii czy polityki, tu chodzi o waszą wolność – wolność pochodzącą od was, żeby być wolnym ze sobą.

Ci, którzy przemawiają o wolności z pozycji rządu, powinni na chwilę się zatrzymać i przyjrzeć się, czy sami są wolni we własnym wnętrzu. Nie ma to nic wspólnego z konspiracjami, biznesami, rządami, religiami, ani z niczym takim, ponieważ można być wolnym nawet w największej gęstości wszystkich tych elementów razem wziętych. Możecie być w więzieniu i być absolutnie wolni. Prawdę mówiąc, to potężne doświadczenie – być w więzieniu i odnaleźć swoją wolność. Niesamowite doświadczenie. Życie już nigdy nie będzie takie samo.

Przyczyniłem się do tworzenia tego miejsca wolności, współpracując z ludźmi w Europie, zwłaszcza z tymi, których znacie jako wolnomularzy. To nie było zresztą jedyne miejsce. Było ich kilka, zwłaszcza Australia, oraz inne kraje w całym świecie. Nie chcę teraz ich wszystkich wymieniać, bo zaraz zaczniecie robić porównania, ale to tutaj było jednym z tych miejsc. Miało odpowiednie energie. Miało odpowiednie intencje, a więc zaczęło się jednoczyć.

Trzynaście kolonii, 13 pierwotnych kolonii i, oczywiście, liczba 13 – wcale nie pechowa. Właściwie to bardzo, bardzo święta liczba. Ma jednak złą reputację – 13. piątek. Jak wielu z was wie, skąd się wziął ten piątek trzynastego? Dlaczego 13? Pochodzi z czasów templariuszy, którzy zostali wezwani do różnych miejsc w Europie w piątek trzynastego dawno, dawno temu w imieniu kościoła i rządów; wezwani na spotkanie, na wielkie zgromadzenie i uroczystość, i tego dnia zostali straceni. Od tej pory piątek trzynastego ma tę złą reputację, tę związaną z nim energię.

Wielu tego nie rozumie. Po prostu słyszą “piątek trzynastego”. Są przesądni. Trzynaście – piękna liczba; trzynaście kolonii zapoczątkowało Stany Zjednoczone Ameryki.

I Deklaracja Niepodległości - która jeszcze nie była tak nazywana w czasach, gdy została napisana i podpisana - Deklaracja Niepodległości, prawdę mówiąc, poddana została pod głosowanie w ówczesnym Kongresie Kontynentalnym 2. lipca, nie 4. lipca, jednak 4. lipca numerologicznie jest datą nieco lepszą i ostatecznie została ratyfikowana, jej ostateczna wersja. Są jednak pewne rzeczy w niej - i znowu, byłem wówczas wcielony, w pewnym sensie, współpracując z Ojcami Założycielami - na które mieliśmy także ogromny, ogromny wpływ, ja i wolnomularze, doskonaląc je.

A jedno z najpopularniejszych sformułowań Deklaracji, pozostające obecnie w świadomości brzmi: “Wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi.” Właściwie nie było to oryginalne sformułowanie. Sformułowanie, jakiego my chcieliśmy zostało później zmienione. To, którego my chcieliśmy, brzmiało: „Wszystkie istoty zostały stworzone równymi.” Ale, widzicie, Ojcowie Założyciele wszyscy byli ludźmi, dlatego stwierdzono: „Wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi.” Prawdę mówiąc w wersji oryginalnej ja napisałem: „Wszystkie istoty zostały stworzone równymi, a tylko niektóre mają więcej karmy od innych.” (śmiech) To zostało wycięte, oczywiście.

To najprawdziwsza prawda. Wszystkie istoty obdarzone duszą są równe. Równe co do możliwości, równe co do potencjałów, równe wobec wolności. Jednakże wielu dźwiga dużo karmy. Karmy pochodzącej z poprzednich wcieleń, karmy dziedziczonej po przodkach, karmy społecznej. Wielu z nich ją dźwiga i dlatego nie daje sobie prawdziwej wolności, na jaką naprawdę zasługuje.

Dyskusja na temat karmy sięga czasów Tobiasza, który powiedział, że to zwykłe wierzenie.  Nie jest prawdą. Nie ma jej tam, w kosmosie. Nikt jej nie śledzi. Nie ma żadnych Kronik Akaszy, rejestrujących to wszystko. Jest się wolnym od karmy w chwili, gdy się pozwoli jej odejść. Możecie mieć najgorszy rejestr przestępstw; możecie mieć pełno paskudnych czynów na swoim koncie wcielenie za wcieleniem, ale w momencie, gdy powiecie: „Zrzucam ten ciężar, tę karmę. Odpuszczam ją sobie”, stajecie się wolni od poczucia winy. Ciężko jest tego dokonać, kiedy się źle o sobie myśli, kiedy się zraniło innych ludzi, kiedy się zraniło siebie. To wygląda wręcz nieodpowiedzialnie. A jednak jest to tak naprawdę najbardziej odpowiedzialna rzecz, jaką można zrobić, bowiem w chwili, gdy uwalniacie się od karmy, w chwili gdy odpuszczacie sobie swoje postrzeganie przeszłości, zmieniacie potencjał przyszłości. Jak powiedział Tobiasz, przyszłość jest uzdrowioną przeszłością, przeszłością uwolnioną.

Tak więc Ojcowie Założyciele także w zapisie oryginalnego dokumentu wstawili wers: „Wszystkie istoty mają prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia”. Właściwie oryginalna wersja została oczywiście zmieniona, jako że oryginalna wersja brzmi: „Wszystkie istoty mają nienaruszalne przez obcych prawo…”* (kilka chichotów), ponieważ, no wiecie, obcy nie powinni wtrącać się do ludzi i do ludzkich zwyczajów. Co oni wiedzą o ludzkiej podróży? „Wszystkie istoty mają nienaruszalne przez obcych prawo do życia, wolności i dążenia do oświecenia.” Dążenia do oświecenia. Tak naprawdę to Benjamin Franklin powiedział: „Nie lubię zbytnio tego słowa. ‘Oświecenie’. Co to znaczy? Jak ludzie je będą rozumieć?” I, oczywiście, chciał je zmienić na “szczęście”. A ja powiedziałem: “Ben…” (śmiech) Tak powiedziałem. Naprawdę. Powiedziałem: “Ben, a właściwie to co to takiego szczęście?” Na twarzy Bena pojawił się szeroki uśmiech.

*W Deklaracji Niepodległości jest zwrot „unalienable Rights”(nienaruszalne prawa). Słowo unalienable (nienaruszalne) składa się z trzech członów, z których pierwszy un = nie, alien = obcy (-able to końcówka przymiotnikowa). Chodzi zatem o prawa nienaruszalne przez obcych, przez innych. Adamus żartobliwie stosuje tu grę słów zastępując słowo „unalienable”, słowem non-alien, co w wolnym tłumaczeniu można by rozumieć jak „obcy precz od naszych praw!” W ten sposób Adamus nawiązuje do kosmitów, albowiem alien (obcy), oznacza również pozaziemskie istoty. – przyp. tłum.

Widzicie, Ben był troszkę hedonistą, uwielbiał zjeść, napić się, kochał kobiety, słowem uwielbiał wszystko, co łaskotało jego wielki, stary ośrodek przyjemności. A więc uśmiechnął się szeroko. „Szczęście” - rzekł - „każdy będzie wiedział, co to znaczy.” Tak więc słowo zostało zmienione. Powiedziałem mu potem: „Niech cię licho, Ben.” (śmiech) Nie podoba mi się zmiana, jaka została dokonana. No ale jest, jak jest: „Życie, wolność i dążenie do szczęścia.” I jeśli wierzycie moim opowieściom, kocham was. (więcej chichotów) Przeważnie zresztą są prawdziwe. Naprawdę tam byłem. Masoni, wolnomularze mieli niesamowity wpływ na zakładanie tego państwa. Ma ono związek z wolnością.

Wolność. Powrócę do tematu nawiązując do tego, co powiedziałem lata temu, a co tak wielu ludzi zaniepokoiło. Czy jesteście na to gotowi, na swoją własną wolność, na wolność od tego jak postrzegacie samych siebie, od ograniczeń postrzegania siebie? Wolność nie ma nic wspólnego z zewnętrznym światem. Wolność jest bardzo osobistą sprawą w waszym wnętrzu. Być wolnym, by być sobą. Być wolnym od poczucia winy czy wstydu, bądź też ciężaru przeszłości.

Wychodzicie poza to, nie ma takiego rządu, nie ma takiej religii, nie ma takiego otoczenia ani nikogo innego, kto może wam powiedzieć, jak żyć. Wychodzicie zwyczajnie poza ten algorytm. Będę o tym mówił później.

Tak więc jesteśmy tutaj dzisiaj, 4. lipca 2015 roku. Jesteśmy tutaj – wy jesteście tutaj – w trakcie urzeczywistniania – nie dążenia, ale urzeczywistniania – swojego życia na sposób, w jaki chcecie je tworzyć, urzeczywistniania wolności i oświecenia.

Weźmy z tym porządny, głęboki oddech.

Niesamowite w tej chwili przepływają energie. Hm.

OK, zaczynajmy. Hm. (Adamus gwiżdże, a następnie nuci) Hm, mm, mm, mm.


Dlaczego czekaliście?

A więc na naszym poprzednim Shoudzie zapytałem, co was powstrzymuje. Dlaczego czekaliście? Dlaczego czekaliście na oświecenie? Co to było takiego? I powiedziałem tak naprawdę, że kiedy raz to pojmiecie, nazwiecie w kilku słowach, gdy raz to uchwycicie, przyzwolicie na nie. Co czuliście? Kiedy stąd wyszliście, czy w ogóle o tym pamiętaliście? Nie, prawdopodobnie nie.

Tak czy inaczej ruszajmy teraz szybciutko z mikrofonem. Dlaczego czekaliście? A ze swej strony ja wam teraz coś powiem. Linda poda komuś mikrofon, a ten ktoś się wkurzy, komukolwiek się ten mikrofon dostanie. Zatrzymajcie się na chwilę. Nie myślcie o tym. Po prostu mówcie, co wam ślina na język przyniesie i mówcie dostatecznie długo, byle nie za długo. Po prostu wypowiedzcie to, bo już to wiecie. Kiedy zaczynacie o tym myśleć, to zaczynacie mi dawać odpowiedzi makyo, a wtedy energie fiksują. Po prostu to powiedzcie. Dlaczego czekaliście? Linda, cztery osoby.

Dlaczego czekałeś, David?

DAVID: No cóż, prawdę mówiąc to podobał mi się wcześniejszy komentarz Geoffe’a – jestem uzależniony od życia.

ADAMUS: Tak. Dobrze.

DAVID: Chcę powiedzieć, że ono ze mną rezonuje.

ADAMUS: Tak.

DAVID: A wtedy ta inna część, to “i”, powiada, że chciałem nie tak po prostu osiągnąć oświecenie i odejść, ale zwyczajnie tak naprawdę, naprawdę cieszyć się po raz pierwszy życiem.

ADAMUS: Dobrze. Świetne odpowiedzi. Świetne.

Kto następny? Dlaczego czekaliście? Linda rusza na poszukiwanie. Dlaczego czekaliście?

SUE: Powód, jaki mi przyszedł do głowy, to chęć bycia tutaj w tym czasie, zwłaszcza w tym czasie.

ADAMUS: OK, a o co chodzi z tym czasem?

SUE: Jest magiczny.

ADAMUS: Dobrze. Tak.

SUE: Taak, żeby zrozumieć, żeby poczuć…

ADAMUS: Ale on był także magiczny, no wiesz…

SUE: Nie.

ADAMUS: …w innym wcieleniu, jakieś dwa albo trzy wstecz. Eech, było całkiem fajnie.

SUE: Och, OK.

ADAMUS: Taak, taak. Taak.

SUE: Taak.

ADAMUS: Magiczny. OK. Czy jest magia w twoim życiu?

SUE: E, nie. (śmieją się) Nie tym razem.

ADAMUS: OK, ale czekamy.

SUE: Tak.

ADAMUS: Łał. Wiesz, jestem oto w przyszłości i zaglądam w rok, powiedzmy, 2077, to jest dopiero magiczny czas, mogłabyś zaczekać i wrócić wtedy.

SUE: Nie.

ADAMUS: Nie. Chcesz teraz.

SUE:  Taak. Zróbmy to teraz.

ADAMUS: Jak zamierzasz to zrobić?

SUE: Poddać się. Przyzwolić.

ADAMUS: Poddać się czemu?

SUE: Sobie.

ADAMUS: Dobrze. Nazwijmy to przyzwoleniem.

SUE: Przyzwolenie, w porządku.

ADAMUS: Poddanie się brzmi tak ulegle…

SUE: Słusznie. No cóż, taak, ludzie…

ADAMUS: “Zbij mnie! Zbij mnie!” (śmieją się)

SUE: Przyzwolenie.

ADAMUS: Przyzwolenie. Dobrze.

SUE: I odczucie przyzwolenia w sobie.

ADAMUS: OK.

SUE: Taak.

ADAMUS: Dziękuję ci.

SUE: Proszę bardzo.

ADAMUS: Jeszcze dwie osoby. Dlaczego czekaliście? Taak.

Dlaczego czekałaś?

ALI: Ja sobie uświadomiłam, że czekałam, bo nie ufałam sobie.

ADAMUS: OK. Czy teraz sobie ufasz?

ALI: Ufam sobie coraz bardziej.

ADAMUS: Nie o to pytałem.

ALI: Tak, ufam sobie.

ADAMUS: Ponieważ “coraz bardziej i bardziej, i bardziej” może trwać w nieskończoność.

ALI: Naprawdę sobie ufam.

ADAMUS: Dobrze. Podoba mi się to. Nawet, jeśli w to nie wierzysz, jako że wierzenia to sprawa raczej kiepska i fałszywa, nawet jeśli w to nie wierzysz, graj, że wierzysz. Po prostu – (uderza w podium) Podoba mi się! (spogląda z uznaniem na swoje podium) Zagraj to. 

ALI: OK.

ADAMUS: A wtedy wiesz co?

ALI: Wtedy to jest.

ADAMUS: Zobaczysz potem, że to jest. Jest… Zamierzam mówić później o algorytmach i jak to wszystko się wydarza. Dobrze. Podoba mi się to. Jeszcze jedna osoba. Nadal nie otrzymałem tej odpowiedzi, ale niektóre są całkiem niezłe. Jednak ta odpowiedź, to jest odpowiedź Adamusa. (Adamus chichocze)

Tak, dlaczego czekałeś?

SART: Rozglądam się za lodami. (śmiech)

ADAMUS: Wiesz co, przykro mi, że muszę ci to powiedzieć, ale krowa zdechła.

SART: Prawdopodobnie przyczyną czekania był strach.

ADAMUS: Strach.

SART: Taak.

ADAMUS: W porządku.

SART: Strach.

ADAMUS: Strach przed czym?

SART: Strach przed opuszczeniem fizyczności.

ADAMUS: Taak.

SART: I…

ADAMUS: No cóż, robiłeś to już mnóstwo razy.

SART: Taak.

ADAMUS: Jesteś bliski zrobienia tego – nie teraz, później. Później. Strach. Myślisz, że co się stanie?

SART: Myślę, że to strach, że się czegoś nie ukończyło po tej stronie.

ADAMUS: Aach! Znowu to samo – strach, że się czegoś nie ukończyło.

SART: Taak.

ADAMUS: A co jest do ukończenia?

SART: Nie mam pojęcia. (śmieją się)

ADAMUS: Czy dostrzegasz, jaki to powoduje problem? Ty jesteś akurat bardzo dokładny i otwarty, jeśli idzie o to. Nieukończone. To jedno z uzależnień od życia, o którym będziemy mówili w sierpniu. „Nie skończyłem jeszcze.” Nie skończyłeś czego? „Nie wiem.” Ale nie skończyłeś.

SART: Tak.

ADAMUS: Czy nie uważasz, że w ten sposób to będzie trwało bez końca? Wciąż i wciąż – i tak właśnie się dzieje. To uzależnienie od życia. Tak. Dobrze.

SART: OK.  

ADAMUS: Dziękuję ci.

Tak więc zadałem wam pytanie: dlaczego czekaliście? Moja odpowiedź, gdybym miał mikrofon, który zresztą mam, moja odpowiedź byłaby taka: „Nie czekałem.” Nie czekałem. To może trochę wyglądać na jakiś wygłup, ale: „Nie czekałem. Żyję i doświadczam. Jestem człowiekiem doznającym wyzwań, ale doznającym także niesamowitego przebudzenia, które już się dokonało, właściwie to ‘i’, już obecne, ale ja mam zabawę, Adamus. Mam mnóstwo zabawy. Dlaczego? Bo uświadamiam siebie, że to już się dokonało. Już jestem oświecony. I zdaję sobie sprawę z tego, że nadal mogę grać w tę grę. Nadal mogę być uzależniony od życia. Nadal mogę się bawić. Nadal mogę… No wiesz… nauka oznacza mnóstwo zabawy. I zakwitanie, odsłanianie jest zabawą, a więc robię to również, Adamus.”

Tak więc, kiedy następnym razem zadam pytanie: “Dlaczego czekałeś?”, odpowiadacie: „Nie czekałem. Jestem oświecony i równocześnie bawię się, grając w tę grę. Do licha! Tworzę rzeczy, tak jak ty. Do licha! Po prostu bawię się robiąc to wszystko, na co nie pozwalałem sobie w innych wcieleniach! Dziś wieczór mam party. A to dlatego, że mogę, Adamus. Oto dlaczego.”

(niewielka pauza)

Publiczność zamilkła. (nieco śmiechu) Nie jestem pewien, czy to było jedno z tych mądrych: “O, taak” czy jedno z tych: “O czym on mówi?” (Adamus chichocze) „Może otwórz, proszę, piwo i przejdźmy do rzeczy!”


Czy wierzycie w Boga?

OK, następne pytanie, Linda w gotowości. Następne pytanie. Przy okazji chcę, żebyśmy dzisiaj nie wdawali się w drobiazgi. Wiem, że macie party, dlatego zależy mi, żebyśmy ruszyli nie zwlekając. Stąd też nie będziemy się zbytnio zagłębiać w dyskutowane tematy. Nie będzie to jeden z naszych klasycznych Shoudów, jeśli nie macie nic przeciwko temu. Są tacy, którzy akurat mają. Chodzi o to, że wypadła akurat taka okazja w tym miesiącu, można powiedzieć, i po prostu musieliśmy tak postąpić.

A więc następne pytanie brzmi: czy wierzycie w Boga?

OK, otóż czy zdajecie sobie sprawę z tego, że na tej planecie około 78 procent populacji wierzy w jakąś formę Boga? W rozmaitym stopniu, oczywiście, w różnych Bogów, oczywiście, jednakże około 78 procent wierzy w tę Najwyższą Istotę czy też Siłę na zewnątrz siebie. To oznacza, że pozostaje około 22 procent, z czego 10 procent to właściwie zdeklarowani ateiści, twierdzący, że nie ma żadnego Boga.

Rzecz jasna, no wiecie, to nie ma znaczenia. Można wyprzeć się Boga, ale zabawne u ateistów jest to, że prawdziwy ateista w ogóle tego problemu nie rozważa. Nie zna nawet tego słowa. Nie występuje w ich świadomości. To jest prawdziwy ateista. Ich reakcja na to pytanie byłaby taka: „Coś ty powiedział? O czym ty mówisz?” Nie mają pojęcia o Bogu. Z kolei ci tak zwani ateiści będą przez cały czas wte i wewte rozważać w swoich umysłach temat Boga. Dla mnie nie ma znaczenia, czy oni w Boga wierzą czy nie. Prawdę mówiąc, z ateistami praca jest jedną z najłatwiejszych w świecie. Nie mają zbyt wiele sądów wyrobionych z góry czy jakichś wielkich nadziei bądź pragnień. Żyją, umierają.

Kiedy umierają, to dopiero jest zabawa z nimi pracować: “Witaj! Jesteś martwy!” A oni na to: „Nie, nie jestem, nadal siebie czuję. Wciąż jestem świadomy.” “Ale jesteś martwy. Nie masz ciała! Tylko popatrz, pokażę ci. Widzisz tam w dole wypadek samochodowy? To ty.” “Haaa! Oooch! A więc Bóg był! Oooch! Ooooch! Powinienem był słuchać matki.” (śmiech)

No i wtedy, rzecz jasna, zaczynają się spowiadać, czego ja nie chcę słuchać. Uważają, że teraz nastał czas spowiedzi i… nie, nie, nie, nie, nie. Coś jak: „Wiesz, jesteś martwy, nie masz już ciała i nadal możesz być ateistą. Nadal możesz być ateistą. Nie ma sprawy.” Przejdziemy do tego później. To całkiem zabawne swoją drogą.

W dalszej kolejności jest taki procent ludzkiej populacji, która po prostu nie rozumie sprawy. To znaczy ani Boga, ani niczego w tym temacie. Nie pojmują. Nie chcą pojąć. To wymaga zbyt wiele myślenia. Spróbujcie porozmawiać z nimi o życiu po śmierci czy Duchu albo Bogu, czy też cudach, bądź czymkolwiek w tym rodzaju. Są tak skupieni na podstawowych, elementarnych sprawach życia, że nie pojmują tego. 

Jednak 78 procent ludzi na tej planecie wierzy w jakąś Najwyższą Istotę. Jest to prawdopodobnie jedna z najważniejszych koncepcji zbiorowej świadomości na tej planecie. Tak więc możecie sobie wyobrazić jaki ona ma wpływ. 

Zatem, Linda, udajmy się do publiczności; zamierzam zadać pytanie: czy wierzycie w Boga?

Tak. April, czy wierzysz w Boga?

APRIL: Nie w ujęciu typowej definicji Boga, w takiego nie.

ADAMUS: OK, dobrze. To jaka jest właściwa definicja wobec tego?

APRIL: (milczy) Świadomość, jak myślę. To by była samoświadomość, siła.

ADAMUS: Czy ty się modlisz?

APRIL: Nie.

ADAMUS: Nie. Nie byłoby w tym nic złego, gdybyś to robiła. Wierzysz, że istnieje jakaś wyższa istota?

APRIL: Nie wyższa, nie.

ADAMUS: Niższa?

APRIL: Niższa też nie. (śmieją się) Nie, ja…

ADAMUS: Proszę, żebyście zrozumieli, że ja teraz z wami tak się bawię po to, żeby powodować przepływ energii. Taak, OK. Nie wyższa, nie niższa. A więc jaka?

APRIL: (znowu milczy) Próbuję wyjść z mojej głowy.

ADAMUS: To trudne. Taak, to trudne do zrobienia.

APRIL: Tak!

ADAMUS: Tak, naprawdę trudne. Ty weź głęboki oddech, a ja na ciebie splunę. (April łapie gwałtownie powietrze, publiczność woła: „Oooch!”) To ją obudzi!

APRIL: (śmieje się) Tak!

ADAMUS: Zaczynała już… Tak naprawdę tego nie zrobiłem, a jednak widzicie? Oooch, ciągle to powtarzam, że jeśli macie zamiar nauczać, musicie stosować dystrakcję. Naprawdę to róbcie, bo ludzie zamykają się w głowach, a wtedy, ooch, stają się tak ograniczeni i zablokowani. Musicie coś robić, żeby odwrócić ich uwagę. (Adamus udaje, że znów pluje; kilka chichotów) No więc teraz wydostaliśmy cię z głowy. Tak prawdę mówiąc podczas wszystkich tych dystrakcji poczułaś coś pozytywnego, bądź też coś ci przyszło na myśl. Czy to dotyczyło Boga?

APRIL: Bóg jest mną.

ADAMUS: Dobrze.

APRIL: Wszystko jest częścią mnie.

ADAMUS: Czy jest tak dobrze, że lepiej być nie może?

APRIL: Tak. Cholernie dobrze! (obydwoje chichoczą)

ADAMUS: Dobrze. Uczycie się, moi drodzy. Podaj mi tylko jedno słowo, żeby opisać Boga, w którego się wczuwasz.

APRIL: Słodycz.

ADAMUS: Słodycz. Ech, nie jest to słowo, którego ja bym użył, żeby opisać Boga, ale podoba mi się. Podoba mi się.

APRIL: Zamierzałam powiedzieć miłość.

ADAMUS: Wiecie co, ustawmy tutaj naszą prawdziwą tablicę do pisania. Nie… to (iPad) jest bardzo dziwne.

LINDA: To nie, ale ty tak!

ADAMUS: Ustawmy tę tablicę o tu. (sztalugowa tablica zostaje wniesiona na scenę)

Tak więc, OK, słodycz. Dobrze. Dziękuję ci.

APRIL: Dziękuję.

ADAMUS: Ufff! Czyż to nie ulga mieć to za sobą?

APRIL: Tak.

ADAMUS: Och! Ale czy wiesz, co się będzie działo później? Będziesz powracać do tego momentu, który już przeszedł do historii i został zarejestrowany na wideo. Będziesz go przywoływać i będziesz międlić na okrągło w głowie: „Co powinnam była powiedzieć? Co powinnam była powiedzieć? Niech to cholera!”…

LINDA: O, popatrz na to!

ADAMUS: …“Adamus mnie przygwoździł. Cholera, Adamus był… Ja wiedziałam, ale po prostu nie potrafiłam powiedzieć.” I wtedy zrozumiesz. Dobrze.

(spogląda na tablicę i zauważa, że nogi sztalugi nie zostały wysunięte i papier tablicy dotyka podłogi) Och, OK. Wobec tego postąpię tak oto, żeby móc pisać. (klęka na podłodze) Dziękuję, wam, panowie. (wiele śmiechu)

SART: Hej, wystarczyło poprosić!

ADAMUS: Nie, w porządku. Oni wciąż chcą mnie widzieć na kolanach. Nie wiem dlaczego.

LINDA: Pytasz o Boga.

ADAMUS: Jasne. Czemu nie? (więcej chichotów; ktoś podchodzi, żeby ustawić sztalugę) A zatem czekając na zamontowanie… te 78 procent ludzi, którzy wierzą w Boga, ma całą różnorodność sposobów opisania go. Niektórzy wyznają deizm, wierzą w wielkiego Boga tam wysoko. Jeden Bóg, wszechmocny, naprawdę odległy, ale w pewien sposób ponad wszystkim – wszystkim: sprawami ludzkimi, sprawami wszechświata – ale gdzieś tam bardzo daleko, bóstwo przebywające gdzieś tam.

A jest wiele różnych religii, które mają swoje własne definicje bóstwa. Są tacy, którzy nazywają je Allachem i tacy, którzy nazywają je Bogiem. Są tacy, którzy nazywają je Duchem czy jak tam, ale chodzi o bóstwo.

Są tacy, którzy postrzegają Boga na sposób panteistyczny – Bóg we wszystkim. Bóg to przyroda. Bóg jest w powietrzu. Bóg jest w nas wszystkich. Ale nawet w tym systemie wiary, Bóg nadal jest większy. Jest we wszystkim, ale wciąż jest większy. To są podstawowe sposoby opisywania wiary w Boga.

Zapytajmy jeszcze kilka osób. Czy wierzycie w Boga? Nie ma w tym żadnego osądu. Będziemy zapisywać… „słodycz”, proszę zapisz.

ALAYA: Słodycz.

ADAMUS: Taak, taak. Nie, nie zwróciłem się do ciebie per „słodycz”. To słowo ma być zapisane, ale ty jesteś całkiem słodka, bardzo słodka, prawdę mówiąc. Tak. (zwraca się do Vince’a, który dostał mikrofon)

VINCE: Oczywiście!

ADAMUS: Oczywiście wierzysz w Boga. OK.

VINCE: Taak.

ADAMUS: A jak byś opisał tego Boga, albo też jak byś go scharakteryzował?

VINCE: No cóż, jest wszechobecny. Wszech… jest wszędzie.

ADAMUS: OM*….

*Adamus intonuje mantrę OM, gdyż kojarzy mu się z powtarzanym kilkakrotnie przez Vince’a początkiem słowa „omnipresent”, co znaczy wszechobecny. – przyp. tłum.

VINCE: Tutaj we mnie i tam wysoko.

ADAMUS: Taak, wielkie OM. Wszechobecny, wszechmogący, wszechpotężny, wszechwiedzący. Czy to jest twój Bóg?

VINCE: Nie. Po to nas stworzył, żebyśmy wyruszyli i doświadczali dla niego czy dla niej, dla nich.

ADAMUS: Słusznie, słusznie. Czy to nie jest zbyt skomplikowane: on czy ona – co byś wybrał?

VINCE: Ono.

ADAMUS: Taak. To trudne. A więc wierzysz, że Bóg jest…

VINCE: Hej, nadal żyję po tych wszystkich numerach, jakie wyciąłem.

ADAMUS: A więc Bóg jest!

VINCE: Bóg jest!

ADAMUS: Bóg jest! (śmiech) Podoba mi się to. Świetne. Dobrze. Tak więc podaj mi słowo albo dwa do zapisania na tablicy.

VINCE: Uniwersalny.

ADAMUS: Uniwersalny. OK. Dobrze. A co z obszarem poza uniwersem? Wszechświat jest raczej małym miejscem ogólnie rzecz biorąc.

VINCE: No cóż, poszerzmy to do multiwersu, omniwersu.

ADAMUS: Omniwers. Dobre! Dobre! Podoba mi się.

VINCE: Daj mi deltę, a ja ci dam epsilon.*

*Jest takie powiedzenie matematyczne „każda delta ma swój epsilon”.                                          – przyp. tłum.

ADAMUS: Omniwers. Dodamy niżej następny punkt. Po prostu omni. Omni. Wielokierunkowy, wielopłciowy, wielo-wszystko. W porządku? Po prostu… (marker okazał się suchy) O, masz! Poczekaj, zaraz ci go naładuję. (przykłada marker do czoła na chwilę; nieco śmiechu)

OK., kto następny. Tak.

Czy wierzycie w Boga? Łatwy temat dzisiaj. Gdyby był Bóg, mielibyśmy lepsze, magiczne markery. (kilka chichotów) Tak. (zwraca się do Donny)

DONNA: To ja.

ADAMUS: O, jesteś Bogiem.

DONNA: Taak.

ADAMUS: OK. No więc?

DONNA: No więc tak!

ADAMUS: To znaczy… (śmiech) Jak z tego korzystasz? Pytam, co z tym robisz? Powiadasz: „Jestem Bogiem…”

DONNA: No cóż, chyba po to tutaj jesteśmy, tak myślę, żeby to właśnie pojąć, no nie?

ADAMUS: Taak. Co z tym robisz? Chodzi mi o to, że, no wiesz, “Jestem Bogiem i…” czy stworzyłaś wszechświat?

DONNA: Tak. (z wahaniem; wybuchają śmiechem) To był jeden z moich najlepszych dni!

ADAMUS: Jeden z twoich najlepszych dni. Stworzyłaś także piekło.

DONNA: Taak. Taak. Taak, wszystko to stworzyłam.

ADAMUS: Tak więc podaj mi kilka słów na tablicę. Bóg. Bóg. (Donna wzdycha głęboko) Podczas gdy ty się nad tym zastanawiasz, ja zapytam czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi wierzy w Boga, wierzy w anioły – prawdę mówiąc tych jest trochę większy procent – blisko 80 procent ludzi wierzy w jakiś rodzaj anielskich istot. Nie w pełni boskie, ale też nie człowiecze. To taka istota, która ma nieco więcej mocy, nieco więcej uroku i jest trochę sympatyczniejsza od ludzi.

Wielu ludzi w coś co nazywam istotami środka wierzy bardziej niż w Boga. I to jest ciekawe. Jak można wierzyć w  anioły, jeśli w gruncie rzeczy nie wierzy się w Boga? Ludzie są naprawdę dziwni. Tak. OK. A teraz wracamy do twojego słowa.

DONNA: Niezła dystrakcja.

ADAMUS: Taak (śmieją się) To jest naprawdę dobra sprawa. Prawdziwa dystrakcja ma miejsce wówczas, gdy się jej prawie nie zauważa. Można ją wyczuwać, ale ludzie są bardzo chętni, żeby udawać, że biorą ją na serio. Nie będą tak nieuprzejmi, żeby ją zdemaskować. Płyną wraz z nią: „Och, OK.” Tak. Nie żebyś ty była nieuprzejma, rzecz jasna. Ty byłaś bystra.

DONNA: Dziękuję.

ADAMUS: Tak.

DONNA: Świadome tworzenie.

ADAMUS: Eech. Aach, OK. OK. Tym razem odpuszczę. 

DONNA: Za bardzo makyo?

ADAMUS: Blisko.

DONNA: Blisko.

ADAMUS: Blisko.

DONNA: No cóż, to tworzenie…

ADAMUS: Tworzenie.

DONNA: …ale takie, którego jest się świadomym, nie robienie czegoś w stanie snu, a prawdziwe wybieranie i tworzenie.

ADAMUS: Tak! OK.

DONNA: To miałam na myśli.

ADAMUS: Dziękuję ci.

DONNA: Proszę bardzo.

ADAMUS: Jak zapiszemy: “samoświadomy twórca”, „świadomy twórca”?

DONNA: Którykolwiek.

ADAMUS: Taak, którykolwiek.

DONNA: Którykolwiek.

ADAMUS: OK, zapiszmy którykolwiek.

DONNA: Samoświadomy twórca brzmi pięknie.

ADAMUS: Po prostu napisz “ którykolwiek.”

ZAPISUJĄCA: Którykolwiek? (kilka chichotów)

ADAMUS: Po prostu napisz k-t-ó-r-y-k-o-l-w-i-e-k.

DONNA: Samoświadomy twórca.

ADAMUS: Taak, samoświadomy twórca. OK, jeszcze kilka.

Zwracam się do wszystkich oglądających nas teraz online: zadaję wam to samo pytanie, jakie zadaję tu obecnym. Czy wierzycie w Boga? 

A przy okazji, nie ma złej czy dobrej odpowiedzi. Nie ma czegoś takiego jak słuszne i niesłuszne. To ważna dyskusja, a ja przejdę do mojego tematu gdzieś w przyszłym roku, albo coś koło tego. 

LINDA: O, dobrze! Dobrze.

ADAMUS: OK.

LINDA: Następny?

ADAMUS: Tak. Czy wierzycie w Boga? Tak. Gdyby był Bóg, ludzie by nie umierali. To właśnie mówią: „Gdyby był Bóg, nie byłoby całego tego bólu i cierpienia na Ziemi.” Czy wierzysz w Boga?

NICOLE: Ja wierzę w siebie.

ADAMUS: Wierzysz w siebie. OK, ale czy wierzysz w Boga?

NICOLE: Do pewnego stopnia.

ADAMUS: Do pewnego stopnia, OK. Z jakiej religii się wywodzisz?

NICOLE: Byłam katoliczką.

ADAMUS: Byłaś katoliczką. Czas przeszły, jak rozumiem.

NICOLE: Taak.

ADAMUS: Taak. Czy nadal odczuwasz długie ramię kościoła jako coś w rodzaju kontroli?

NICOLE: Nie.

ADAMUS: Naprawdę?

NICOLE: Nie.

ADAMUS: Och, przekonasz się, że to robią. I ty też, ale to jest w porządku.

LINDA: Możesz mu powiedzieć, że kłamie.

ADAMUS: Jasne, jasne, jasne.

LINDA: Nie ufasz jej?

ADAMUS: O nie, ja widzę na wylot. (chichocze) Zawsze jestem zdumiony, że ludzie coś mówią, a to w ogóle nie jest tym, co ma miejsce. To jedna z tych rzeczy, jakie o sobie odkrywacie, że to, co o sobie myśleliście, to nie jesteście wy.

Zaczynasz sobie to uświadamiać, no cóż, urodziłaś się i wychowałaś jako katoliczka i… masz do czynienia z jakimiś zakonnicami w swoim życiu?

NICOLE: Żadnej zakonnicy. (śmiech)

ADAMUS: To może wcześniej?

NICOLE: Nie.

ADAMUS: Księża?

NICOLE: Eech, nie w szkole.

ADAMUS: Do jakiego rodzaju katolickiego kościoła uczęszczałaś? Żadnych zakonnic, żadnych księży. Co za…

NICOLE: No cóż, mieliśmy…

ADAMUS: Hinduscy mnisi może?

NICOLE: Codziennie uczęszczaliśmy do kościoła, zwykle w porze lunchu. Taak.

ADAMUS: Codziennie w porze lunchu.

NICOLE: Taak. Ale zakonnic w szkole nie było. Tylko…

ADAMUS: Tylko księża.

NICOLE: Tylko księża.

ADAMUS: Braciszkowie?

NICOLE: Nie.

ADAMUS: Tylko księża. Łał. OK.

Ale o czym to mówiliśmy? Odwróciłaś moją uwagę (śmiech i nieco braw). Zaczniesz odkrywać, że pozostają nakładki i nawet, jeśli już nie jesteś w kościele katolickim, wciąż oddziałuje na ciebie jego wpływ, coś jak powłoka. Nie, żeby to było coś złego, ale do pewnego stopnia wciąż jest obecne. Później ci to pokażę.

Jakbyś określiła Boga w jednym lub w dwóch słowach?

NICOLE: (milczy przez chwilę) Nic nie przychodzi mi do głowy. (chichocze)

ADAMUS: W porządku. Podejdźmy do tego inaczej. Co odczuwasz… Kiedy mówię o Bogu, co ci przychodzi na myśl w tym momencie?

NICOLE: Makyo.

ADAMUS: Makyo, taak. Dobre. Czy mogę dodać kilka rzeczy? Trochę strachu. Trochę zwątpienia. Coś w rodzaju…. “zacienienia” – takiego słowa bym użył. Zacienienie. Tak jakby było to obecne; intelektualnie rzecz ujmując, nie wierzę w to, w tę część makyo Boga, ale to zacienienie jest tam obecne, na kształt chmury. Tak trochę. Tak trochę. Nie na tyle, żeby spowodować jakiś duży problem w twoim życiu, ale to powstrzymuje cię, was wszystkich, ciągle trochę was powstrzymuje. OK, dziękuję ci.

NICOLE: Dziękuję.

ADAMUS: Jeszcze jedna osoba. Dziękuję ci. Czyż nie jest to potężna presja? Huuu! Łał.

LINDA: Jesteś twardy!

ADAMUS: Kiedy rozpatrujemy to z punktu widzenia tej kamery, to miliony ludzi na świecie cię oglądali oraz Bóg. (nieco śmiechu) Zwłaszcza Bóg był zainteresowany: „Co też dzisiaj ona o mnie powie?” OK. Kto następny? Czy wierzysz w Boga?

ELIZABETH: Tak.

ADAMUS: A ten Bóg byłby?

ELIZABETH: Myślę, że to bardzo dobre pytanie, Adamus.

ADAMUS: No jasne.

ELIZABETH: Ponieważ słyszymy…

ADAMUS: Bóg poprosił, żebym o to zapytał.

ELIZABETH: No cóż, wobec tego wyjaśnię to jemu, jej.

ADAMUS: Jemu, jemu. (mówi szeptem)

ELIZABETH: Gdzieś na naszej drodze wyrażamy to przekonanie: “Jestem Bogiem także”.

ADAMUS: Tak.

ELIZABETH: Jestem z Bogiem współtwórcą.

ADAMUS: Tak.

ELIZABETH: Próbuję pojąć sedno tego, o co pytasz, to dla mnie jest ciekawe.

ADAMUS: Taak, taak.

ELIZABETH: Myślę sobie, że dla mnie Bóg, słowo Bóg, oznacza tę wszechobecną siłę, Wszystko, to, co my indywidualnie wyrażamy, co nas tworzy jako ekspresję tego Boga i dlatego jesteśmy wyrażonym Bogiem.

ADAMUS: OK. OK. (nieco śmiechu) Muszę, po prostu muszę cię… (obejmują się) Dziękuję ci, Boże. Napiszmy zatem: „Bóg jest zagmatwany”. (więcej śmiechu)

ELIZABETH: Ale czy to dla ciebie nie ma sensu?

ADAMUS: Nic dla mnie nie ma sensu!

ELIZABETH: Nie żeby sens był…

ADAMUS: Nie dbam o to. To nie musi mieć sens.

ELIZABETH: Słusznie, ponieważ sens nie jest odpowiedzią na pytanie.

ADAMUS: Właśnie. Logika, tak.

ELIZABETH: Tak długo, jak wewnętrzna wiedza… my indywidualnie, jak myślę, zwłaszcza Shaumbra, czujemy od czasu do czasu tę jedność, to połączenie, tę wewnętrzną wiedzę „Wiem, że wiem”.

ADAMUS: Słusznie.

ELIZABETH: Tak więc w ten sposób my jesteśmy tym, jesteśmy tym.

ADAMUS: Tak.

ELIZABETH: Ale wygląda na to, że działamy jako ekspresje tego jedynego.

ADAMUS: Niezupełnie. Niekoniecznie.

ELIZABETH: Och, no cóż…

ADAMUS: To znaczy, tak, do pewnego stopnia, za chwilę do tego dojdę…

ELIZABETH: OK.

ADAMUS: …żeby dowieść moich racji. Jednakże ty właściwie pomogłaś mi gładko przejść do następnej części mojego tematu.

ELIZABETH: Och, cieszę się.

ADAMUS: Dziękuję ci.

ELIZABETH: Nie ma za co.

ADAMUS: A więc co zapiszemy? Jaki jest…

ELIZABETH: O, właśnie. Dobre pytanie. Bóg jest nieskończonym wszystkim. Czym jest Bóg? Wszystkim Co jest.

ADAMUS: Wszystko Co Jest. OK. Nieskończone makyo.

ELIZABETH: Naprawdę?! Ponieważ tym, co…

ADAMUS: Nie wskazuję na ciebie.

ELIZABETH: Przy pomocy czego tworzymy? Przy pomocy czego… co jest źródłem? Wiem, że ono jest w nas.

ADAMUS: Mówisz to, czy wiesz to? Tak żyjesz czy tak myślisz?

ELIZABETH: Czuję to. Zdarzały się okazje, że tym żyłam.

ADAMUS: Ile miałaś takich okazji w tym życiu?

ELIZABETH: Och, niech pomyślę. Czterysta siedemdziesiąt… Nie wiem. (śmiech)

ADAMUS: Tylko pytam. Dziękuję ci. Dziękuję.

ELIZABETH: Strasznie chciałabym znać odpowiedź, twoją odpowiedź na to pytanie.

ADAMUS: Taak. Czy wierzę w  Boga?

ELIZABETH: No wiesz, Bóg to słowo, a ja bym chciała wiedzieć, co ono znaczy w twoim pytaniu?

ADAMUS: Jednak 78 procent ludzi na tej planecie wierzy w jakąś wersję…

ELIZABETH: Wierzy w coś wyższego.

ADAMUS: …Boga. To jest istota sprawy, którą poruszam. Następnie mamy do czynienia z tą powłoką, z tą ogromną, gęstą, zniekształconą chmurą, która okrywa ludzkość.  A ponieważ powiedziałem, że dzisiaj będzie lekko i nie będziemy zbyt głęboko wnikać w temat, to wysadzimy Boga w powietrze.

ELIZABETH: OK.

LINDA: O, to oznacza lekko. To oznacza lekko.

ADAMUS: Nie, mówię bardzo poważnie.

LINDA: Taak, to oznacza lekko.

ADAMUS: Jest lekko. Będziecie się czuli potem daleko lepiej. (Linda chichocze) A więc, dziękuję ci.

ELIZABETH: To ja ci bardzo dziękuję.

ADAMUS: A zatem poszczególne konkretne odpowiedzi nie były aż tak ważne. Chcę, żebyście się wczuli w to, co się dzieje w tej sali. To całkiem oczywiste.


Bóg

Mówimy o Bogu.  O tym czymś, co… powiedziałbym, że jedyną rzeczą, która prawdopodobnie bardziej zaprząta świadomość ludzkości jest Super Bowl*. (śmiech) Naprawdę! Ale… to jest fakt.

* finał mistrzostw w futbolu amerykańskim – przyp. tłum.

To jest w świadomości, a ludzie… to takie pogmatwane. Słowa, jakich bym użył, żeby opisać ludzkie rozumienie Boga to: „niejasny”, „przytłaczający”, „odległy”, „okropny”, „nieokreślony”, „mentalny”, „męski” – znowu powrócę do irytującego – „bardzo irytujący” i wszystkie tym podobne rzeczy, i w to właśnie wierzą ludzie! Wierzą w istotę przebywającą gdzieś tam, większą od nich. Mówicie Bóg czy Allach, czy co tam wam wypadnie. I nagle jesteśmy na kolanach modląc się. O co w tym chodzi?

Jednak to właśnie jest jeden z głównych tworów ludzkiej świadomości, ludzkości. To jeden z algorytmów, kreujący wasze codzienne życie.

Rozumienie Boga jest, w najlepszym razie, niewiarygodnie naiwne i być może, w najgorszym razie, niezmiernie zniekształcone na tej planecie. Jest bardzo staromodne. Jest bardzo kontrolowane i absolutnie nietrafne – chyba, że chcecie, żeby takie było, chyba że w to wierzycie.

Zadaję to pytanie, proste pytanie: “Czy wierzycie w Boga i czym ten Bóg jest dla was?” Jesteście daleko bardziej świadomi i inteligentni, i tak dalej, aniżeli wielu innych ludzi. A mimo to pojawiało się jakieś zmaganie. Stawaliście się mentalni. Próbowaliście użyć właściwych słów. Próbowaliście odnieść się do tej rzeczy, która jest rodzajem mglistej koncepcji czegoś odległego.   

Biorąc pod uwagę, że macie więcej zrozumienia i więcej oświecenia, wyobraźcie sobie teraz, że wychodzicie stąd, udajecie się do miasta i zadajecie pytania ludziom na ulicy.

Odpowiedzi są absolutnie beznadziejne w mojej skromnej opinii, absolutnie beznadziejne. Z 78. procent ludzi wierzących w Boga, może około 60. do 62. procent chce, żeby ktoś inny za nich myślał o Bogu, żeby ktoś inny określił, czym jest Bóg. Oni nie zadają pytań. Kiedy ktoś mówi: „Bóg Ojciec tam w niebie”, oni nie pytają: „Dlaczego on jest Ojcem? Gdzie jest niebo? Co Bóg robi przez cały dzień?” Zostawiają to innym, żeby się tym zajęli.

Zapytajcie ludzi: “Czym jest Bóg?” „Nie wiem. No wiesz, on jest w niebie.” Co z tym obrazem jest nie tak? I tak dalej. To trwa, a wtedy ludzie wpadają w poczucie winy i strachu przed Bogiem. „Och, moje myśli czy przekonania o Bogu są niewłaściwe.” Powiedziałem tutaj, na tej scenie, że nienawidzę Boga. Wcale się nie przejmuję. Oczywiście, nie jestem w ludzkiej formie. Nie mam nic do stracenia. Ale… (kilka chichotów)

Nie, to nie ma znaczenia. To naprawdę nie ma znaczenia, ponieważ Bóg jest konstruktem ludzkiej świadomości, odbiciem ludzkiej świadomości i to wszystko. Bóg nie ma nic wspólnego z obecnym systemem ludzkich wierzeń. Nie możecie im jednak tego powiedzieć, bo by was zabili, i nie możecie im tego powiedzieć, bo by się bardzo zdenerwowali. Staliby się bardzo mentalni. Mental przechodzi w emocje, emocje prowadzą do irracjonalności. Ludzie są wyćwiczeni i nauczeni, by się bać Boga, czcić Boga. A to zupełnie nie ma sensu.


Powtórka z Boga 

Tak więc powód, dla którego poruszyłem ten temat 4. lipca w Dzień Niepodległości jest taki, że możemy teraz – my wszyscy, wy także (do kamery) – wprowadzić nowego Boga. Wygląda to na trudne zadanie, ale nie jest aż tak trudno wprowadzić nowego Boga na tę planetę. Takiego, który nie wymaga oddawania czci. Takiego, który nie wymaga modłów. Takiego, który nie znajduje się gdzieś tam. Nie twierdzę, że wy myślicie w ten sposób o Bogu, mówię o tym, co tkwi w świadomości ludzkości.

Aktualne pojmowanie Boga liczy sobie z grubsza 5000 lat, coś koło tego. To nie ma większego znaczenia, ale chodzi o to, że jest stare. Naprawdę stare. Bóg w tym pojęciu jest żałosny. Jest rodzaju męskiego, jest bardzo gniewny, mściwy i tym podobnie. Nie mówię wam czegoś, czego byście nie wiedzieli, oczywiście, ale tym, czego możecie sobie nie uświadamiać, jest wpływ, jaki ta koncepcja Boga ma na tej planecie – potężny wpływ. I kiedy rozmawiacie o Bogu, nawet z uczonymi teologami, oni nie wiedzą. Wypowiadają mnóstwo słów na jego temat – słów, które nie mają sensu dla nikogo, łącznie z nimi – i próbują zdefiniować go operując wszystkimi tymi akademickimi terminami. Oni nie wiedzą.

Są tacy, którzy sięgają na powrót do Biblii czy innych Pism Świętych: „Bóg jest tym.” Tss! Nie, to zostało napisane dawno temu i jest już nie do zastosowania.

Kilka tygodni temu w Sedonie wspomniałem o tym, że mamy do czynienia z końcem New Age. Tym, czego nie powiedziałem, czego nie mogłem powiedzieć tam, ale co mogę powiedzieć tutaj, jest stwierdzenie, że jest to tak naprawdę koniec Ery Boga (ang. God Age). Teraz mamy Erę Świadomości.

Trudno jest mówić o koncepcji Boga, ponieważ to natychmiast staje się mentalne. Jak to powiedział kiedyś Tobiasz, Bóg jest doświadczeniem, jedynie i wyłącznie doświadczeniem. Możecie o nim mówić przez cały dzień i to niczego nie zmienia, ostatecznie bowiem to jest doświadczenie osobiste.

Jak by was wysoko nie oceniać, to jednak nadal niesiecie ze sobą owe powłoki biorące się z lęku przed Bogiem. Bez względu na to, co moglibyście powiedzieć, wciąż istnieje w was ten rodzaj stygmatu Boga. Coś jak: „No cóż, coś tam gdzieś jest, wielka istota, wielki stwórca, wielki wszechmocny, wszechpotężny, wszech…” Wciąż macie tę nakładkę i pora wreszcie się tego pozbyć. Pora się tego pozbyć.

Trudno to ująć w słowa, ale spróbuję ich jednak użyć. Bóg jest absolutną prostotą. Jest to samo sedno prostoty. Nie ma w nim nic złożonego.

Nie prowadzi rejestrów. Nie zna czasu. Tak naprawdę nie zna waszej przeszłości. Po prostu zna was. Nie prowadzi punktacji. Nie stara się uczynić was siebie godnym, zupełnie nie. Nie dba o to. To jest Bóg niedbający o takie rzeczy, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie rozdziela łask, nie ma ulubionej drużyny sportowej, wbrew temu, co wielu ludzi sobie myśli. (kilka chichotów)

Bóg zasadniczo, jak to już ktoś tutaj wspomniał, jest świadomością. Po prostu świadomością. Ale czym jest świadomość? To zwyczajnie bycie siebie świadomym, bez formy i struktury, bez rozmiaru, bez władzy. Żadnej władzy.

Współczesna koncepcja Boga to koncepcja władzy. Możecie tych słów używać wymiennie. No cóż, moglibyście znaleźć inne religijne przykłady takiego wymiennego użycia tych słów. „Wierzę we władzę. Wierzę we wszechmocnego Boga.” Mówicie: “Wierzę we wszechmocną władzę.” I to jest prawdziwy, elementarny problem: bezpośrednia korelacja między Bogiem i władzą na tej planecie.

Bóg musi żyć gdzieś daleko. Jest tak potężny, tak potężny, że nie może być – ona, on – nie może być tutaj. Widzicie, jaki pojawia się problem z określaniem go.

Wie wszystko. Bóg, Duch, czy jak chcecie go nazwać, nie dba o to. W ogóle o to nie dba. Tak przy okazji, jest to największa forma współczucia. To nie jest obojętne niedbanie. Jest w tym tak wiele współczucia, ponieważ Duch, Bóg, nie widzi was tak, jak wy widzicie siebie.

W tej nowej erze świadomości największą zmianą, jaka może się pojawić na tej planecie jest uwolnienie starych koncepcji Boga. To trudne do zrobienia, jako że zostały one zasiane we wczesnych latach waszego życia, w późniejszych latach, zasiane całe wcielenia temu, koncepcje o jakiejś odległej istocie.

Co wobec tego robić? Co robić?

Przede wszystkim zacznijmy odczuwać, myśleć, kojarzyć wasze przekonania na temat Boga. Na razie to wy mówicie jedną rzecz, a jednocześnie, kiedy Linda wręcza wam mikrofon, czy nawet prywatnie, mówicie: „Wierzę w kochającego Boga”. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Mówicie, że wierzycie w kochającego Boga, a jednocześnie jest w was głęboko zakorzeniona wiara w mściwego Boga czy w gniewnego Boga, albo w Boga, który nawet jeśli nie jest mściwy i gniewny, to jest Bogiem, u którego nie zyskaliście szacunku ani uznania.

Tak więc wbrew temu, co mówicie, wciąż pozostają te odczucia i nakładki. Dostrzegam za tym cień wątpliwości i to, że niezależnie od tego, jak wiele się uczycie, wciąż istnieje pośród was ten lęk przed śmiercią w rozmaitym stopniu, zastanawianie się, co to będzie. I wtedy budujecie cały obraz Boga z punktu widzenia jego związku ze śmiercią – to znaczy z punktu widzenia związku władzy ze śmiercią - co też to będzie, kiedy przejdziecie na tamtą stronę. Kto was spotka? Czy będziecie zdolni poradzić sobie samemu? Istotne pytanie. “Kiedy umrę i przejdę na tamtą stronę, o Jezu!, czy będę w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi bytami, wszystkimi tymi…”

Chcesz piwa? To wyjdź. (Adamus chichocze) Linda zrobiła ruch, że może powinienem się napić. Sandra, jak długo się znamy?

SANDRA: Wszystko ci już przygotowałam.

ADAMUS: Trzydzieści siedem tysięcy lat, plus minus kilka dekad.

SANDRA: Już zrobiłam…

ADAMUS: Trzydzieści siedem tysięcy lat, wobec czego można by pomyśleć, że ona będzie dostatecznie domyślna, żeby zrozumieć, że pora na kawę. Nie pokazuj mi palca.

MOFO (Marty): Ja mam truskawkowe cappuccino.

ADAMUS: Taaak, ale już je napocząłeś…

LINDA: Ona chciała ci podać pomocną dłoń. (nieco śmiechu)

ADAMUS: A zatem wracajmy do Boga.

Tak więc wciąż martwicie się z powodu Boga. Widzicie, zbieramy się tak jak teraz i rozmawiamy inteligentnie, mówiąc sobie, no wiecie, coś jak: „O taak, mamy już za sobą te stare wierzenia.” Niezupełnie. Wciąż jest ten lęk.

Jednym z największych powodów, dla których ludzie boją się śmierci nie jest bynajmniej ból fizyczny. Co się u diabła będzie działo, kiedy się tam dostaniecie? Jaka jest dynamika władzy w tych innych wymiarach? Albo czym jest Bóg w innych wymiarach? To jest główna troska. Jak odpędzicie złe duchy w innych wymiarach? Ten Szatan i potężne istoty, i Bóg, jak sobie będziecie radzić z tym wszystkim? Czy będziecie umieli pozostać w zasięgu boskiego radaru tam w górze, tak jak próbowaliście to robić tu, w dole?

A zatem pozwólcie, że powrócę do tego. (otrzymuje kawę) Czy jest świeża?

LINDA: Nie tak świeża, jak ty. (śmiech)

ADAMUS: Mm, OK. (pije łyk i zaczyna kasłać)

SART: Zrobiona zaledwie parę godzin temu.

ADAMUS: OK. Damy sobie radę.

A więc – to bardzo, bardzo, bardzo ważne - wracajmy do nowej boskiej świadomości. Zróbmy to. Najpierw zróbmy to dla was, a następnie pozwólmy, żeby to promieniowało na całą ludzkość, która wciąż tkwi w koncepcji bardzo starego, potężnego Boga. Wyjdźmy poza koncepcje Boga, utrzymujące się nadal w umyśle, ponieważ wy to powiedzieliście, nie ja. Wy mówiliście o Bogu on. Wy wypowiadaliście słowa takie jak „potężny”, „uniwersalny” i inne podobne. Moglibyśmy tak brnąć dalej i dalej, ale wszystko sprowadza się do jednego. Jest to dezorientacja, chaos, niepewność i strach, coś w tym rodzaju.

Bóg nie zrobił nic dla was w waszym życiu. Lubię wygłaszać takie oświadczenia jak… och! Chciałbym, żeby jacyś chrześcijanie nas oglądali. Ale oni nie oglądają. Co jest z nimi nie tak? Hę? Och, oni oglądają chrześcijańską telewizję. OK.

Zróbmy coś takiego. (Linda wzdycha) Na następny nasz przekaz zmieńmy nazwę w Internecie, może stwórzmy nową stronę – Nowa Chrześcijańska Telewizja. (kilka chichotów)

LINDA: Nie!

ADAMUS: I tam nadamy przekaz.

LINDA: Nie!

ADAMUS: Tak. Nowa Chrześcijańska Telewizja. Podoba mi się.

LINDA: Nie! Do diabła, nie!

ADAMUS: Modlitwy i nabożeństwo, a potem będziemy…

LINDA: Jezu, nie!

ADAMUS: Będziemy kontynuować naszą dyskusję, jak robimy to teraz.

Tak więc Bóg niczego dla was nie zrobił i tak powinno być. Nie obdarował was żadną łaską. Nie uratował was przed potencjalnym okropnym wypadkiem. Nie sprowadził miłości waszego życia do waszego życia, z którą się zresztą rozwiedliście. Nic nie zrobił. Nie uczynił was bystrzejszymi, inteligentniejszymi, czy jakimiś tam jeszcze. Dziwny jest ten Bóg, w którego wierzą ludzie. Nieustannie się modlą.

Prawdę mówiąc, o każdej porze nocy, około dziewięciu do dziesięciu procent myślowej energii przeznaczane jest na modlitwę. Prawdopodobnie około 60 procent na seks, ale reszta na modlitwę (nieco śmiechu) i tak się dzieje każdej nocy. Chcę powiedzieć, że ja to wyczuwam, zależnie od tego, gdzie akurat się szwendam. Ale, no wiecie, kiedy nastaje noc, ludzie udają się spać – i zaczynają się modlitwy.

Nie wiem, czy to jest humorystyczna – a jest to z pewnością jedna wielka komedia - czy też jest to najsmutniejsza rzecz na planecie, jako że Bóg nie odpowiada na modlitwy. Bogu na nich nie zależy. Bóg was nawet nie kocha. (Adamus chichocze)

LINDA: Oooch! (publiczność wydaje jęk) Ooooch!

ADAMUS: Och! Popatrzcie! Dotknąłem czułego miejsca!

LINDA: Ooooch!

ADAMUS: Wreszcie dotknąłem czułego miejsca. Ooch!

LINDA: Oooch!

ADAMUS: Oooch! No to mamy. No to mamy. Jesteście oto świadkami. Zostało to nagrane na wideo. I wy wszyscy tam, ooch! Wołacie tak samo: “Oooch!” Nie, Bóg was nie kocha. Czy to nie okrutne? 

A teraz mówiąc to, mówiąc to, pokażę wam, do czego jesteście przywiązani. Musicie mieć Boga, który was kocha. Musicie mieć Boga, który jest mądrzejszy od was, większy od was, potężniejszy od was. Bóg was nie kocha. Dlaczego? Ponieważ to właściwie ludzie stworzyli miłość, tę po raz pierwszy doświadczoną miłość. Bóg nie znał miłości, dopóki nie pojawili się ludzie.

Ludzie są tymi, którzy z głębi swojej wielkiej, wielkiej pasji… jest to rodzaj dziwnej pasji. To była pasja, żeby być w samym środku życia. To była pasja biorąca się z poczucia samotności i potrzeby znalezienia sobie kogoś. To była pasja, żeby wrócić do Domu, którym to domem Bóg też nie jest. Bóg nie jest domem. Pukam do drzwi, hej? Jest tam Bóg? Nikogo nie ma.

To stworzyło miłość. To stworzyło tę najbardziej niesamowitą rzecz, która jest teraz w całym kosmosie. Ale Bóg jej nie stworzył. Bóg was nie kochał (Linda łapie gwałtownie powietrze) i nadal nie kocha. To jest ostateczny test na Boga. Widzicie, słyszę wszystkie te słowa, słyszę wszystkie te koncepcje i wszystkie dyskusje o Bogu. Idźcie któregoś dnia do rabina i powiedzcie mu: „Bóg cię nie kocha.” Oooch! Och. (chichocze) Nie, to naprawdę dobre. To ostateczny test na przesłonięcie przez starego Boga.

Chcecie, żeby Bóg was kochał. Chcecie, żeby Bóg was docenił. Chcecie, żeby Bóg był lepszy od was. No cóż, nic z tych rzeczy. (Linda zaczyna szlochać; kilka chichotów) Coś się zyskuje, coś się traci. (więcej śmiechu)

Chcę was prosić, żebyście się w to wczuli przez chwilę. Nie ma potrzeby, żeby Bóg był najwyższy. Nie ma takiej potrzeby.

I w tym momencie umysł się włącza. Próbujecie wypełnić teraz pustkę, pustkę po starym Bogu. A więc w co wierzycie? Gdzie umieszczacie tego Boga? Po prostu zatrzymajcie się na chwilę. Przestańcie tak uporczywie próbować zastąpić tamtego Boga.

Nie ma potrzeby, żeby Bóg był najwyższy albo miał jakąkolwiek władzę. Jestem zadowolony, że Bóg was nie kocha, ponieważ miłość może być bardzo bolesna. Miłość może was zdradzić w każdej chwili. Wiecie o tym. Miłość może być momentami okrutna, piękna, ale okrutna.

I naprawdę daję to wam pod rozwagę. Jeśli Bóg by was kochał, to wtedy wy nie musielibyście kochać siebie. Zostawilibyście to Bogu. Hmm.

Bóg nie ma potrzeby kochania was, mieć miłosnych uczuć względem was, ponieważ Bóg, Duch, jest po prostu współczuciem i samoświadomością.

To są ludzkie atrybuty, które wy wmawiacie komuś, zwanemu Bogiem, Duchem, Allachem, czymkolwiek; to projekcje ludzkich pragnień, które wznoszą się ku tej chmurze i tworzą to coś, zwane Bogiem, a tymczasem on nie jest żadną z wymienionych wyżej rzeczy. Żadną.

Chcecie go zdefiniować. Chcecie opisać go słowami. Ostatecznie on jest niedefiniowalny. On jest wyłącznie doświadczeniem.


Definiowanie nowego “Boga”

Pokusimy się o sformułowanie kilku określeń, jednakże elastycznych określeń. Pierwszym byłoby określenie “prosty.” Prosty. Duch jest prosty. W ogóle nie ma on potrzeby złożoności, ani wy jej nie macie. Nie macie jej.

Duch jest, ujmijmy to tak, samoświadomością czy świadomością, urzeczywistnieniem. Samoświadomość nie musi się autokreować. Nie potrzebuje, żeby ktoś ją czcił. Nie potrzebuje zasad ani przepisów. To po prostu Ja Jestem. I tę świadomość wy też posiadacie.

Jest wiele dyskusji o tym, że jesteście istotami obdarzonymi duszą, i że jesteście przedłużeniem Boga i o tym, czy Bóg jest nadal wielkim graczem? Nie. Nie. Nie. Nic z tych rzeczy. Wciąż chcecie w jakiś sposób uczepić się tego głęboko zakorzenionego i starego przekonania, że pochodzicie od Boga, że zostaliście stworzeni, a nie zostaliście. Nie zostaliście stworzeni. Nie jesteście z Boga. Nie jesteście małym szczeniaczkiem Boga. Nie jesteście nawet dziećmi Boga. Nie jesteście na boskiej smyczy. Nie wracacie do domu, jak wiecie, ale nie jesteście też na jakiegoś rodzaju smyczy Boga, który was kontroluje, ciągnie was do tyłu czy domaga się, żebyście coś zrobili.

To bardzo dziwne uczucie tak nagle powiedzieć: “Bóg mnie nie kocha” i tak nagle powiedzieć: “Bóg mnie nie stworzył.” Bardzo dziwne, powstaje niemalże odczucie pustki, a ja was proszę, żebyście pobyli trochę z tą pustką. Będziecie próbowali ją zdefiniować. Spróbujecie powiedzieć: „No cóż, oto co stwierdził Adamus, a oto, jak ja to zdefiniuję na nowo. I spróbuję nieco wypolerować tę boską kupę (Linda łapie gwałtownie powietrze; śmiech) i troszkę ją ulepszyć. I…” Ale ona jest! Jest duża i pływa w samym środku wazy z ponczem ludzkiej świadomości. (Adamus chichocze) To jest…

MOFO: Mniam!

ADAMUS: Channelowałem ciebie, Mofo. (więcej chichotów)

Będziecie próbowali to przedefiniować, a ja was wszystkich proszę, żebyście do następnego spotkania tego nie robili. Będziecie popadać w konsternację z powodu Boga, a ja wam teraz powiem, że kiedy złożycie swoje głowy na poduszce w nocy próbując zasnąć, ja tam będę i jeszcze trochę porozmawiamy o Bogu. Będę naciskał. A wy będziecie próbowali to ignorować. Spróbujecie się wymigać: “Och, to dla mnie za wiele” i będziecie próbowali ignorować temat. Jednakże ja cały czas będę obecny, ponieważ razem mamy wnieść nową świadomość Boga na tę planetę.

Nie będziemy pisać wielu rozwlekłych książek. Nie będziemy mieć reguł i przepisów. To będzie odczucie, doświadczenie nowego Boga.

A ja wam powiem teraz, że dokonamy przedefiniowania, oczyścimy dom i wniesiemy do niego nowe uczucie, i nie będzie to ostateczna prawda. Będzie się zmieniać. Może za dziesięć lat, może za 100 albo 500, ale zmieni się wraz ze świadomością.

Bóg – nie lubię nawet tego słowa. Tak naprawdę nazywam ją, tę świadomość, nazywam ją Theo. Czy zechciałabyś zapisać? (do Lindy) Theo. Kiedyś miałam psa o imieniu Theo. Ciągle mnie gryzł.

SART: Ojej, ciekawe dlaczego?!

ADAMUS: Theo… (Adamus się śmieje) Ech, miałem innego psa o imieniu Sart i… (śmiech)

Theo, czyli Przedwieczny. Przedwieczny, zawsze podobało mi się to imię. To jest Przedwieczny. Jeden jedyny. Jest wieczny. Wciąż trwa. Nie zna czasu. Nie zajmuje przestrzeni. Jego prostota jest w jego jedyności.

Theo również, o ile wiem, znaczy bóg po grecku, a więc to jest bardzo dobre słowo do zastosowania. Theo, Przedwieczny.* To jest moje słowo. Dawno temu przestałem używać słowa Bóg, a nawet Duch. To słowo zaczęło nawet być trochę nadużywane w świadomości. Dlatego moim jest Theo. To również brzmi jak Teodor, kumpel z sąsiedztwa. Taak.

*ang. The Eternal One. Adamus wskazuje, że na słowo Theo składają się w tym angielskim określeniu odpowiednie litery The Eternal One (THEO). przyp. tłum.

SHAUMBRA 6 (kobieta): A co z Theą?

ADAMUS: Thea. Thea dla wersji żeńskiej, jasne, tylko że nie współgra to z określeniem Przedwieczny – The Eternal One. Bo jak? The Eternal „A”?

SHAUMBRA 6: A może Przedwieczne Wszystko (The Eternal Everything).

ADAMUS: Wszystko (Everything) ma “E”. Przedwiecz… The Eternal Everything to będzie THEE. Widzisz? Dlatego właśnie używam Theo. I nie jest to męskie imię. To po prostu Coś Co Jest Przedwieczne.

SHAUMBRA 6: Teodor nie jest męskim imieniem?

ADAMUS: Teodor jest męskim imieniem, ale Theo, oryginalne greckie słowo, nie ma nic wspólnego z czymś męskim czy żeńskim, to po prostu Bóg. A pochodzi to słowo od greckiego – i to jest bardzo ważne – słowa „jest”. To znaczyło jest. Bóg jest. Całe znaczenie tego słowa to jest. Bóg jest. A od tego możemy podążać dokąd zechcemy, ponieważ Bóg jest. Bóg jest we wszystkim, co oznacza, że w pewnym sensie także gdzieś tam wysoko. Bóg jest jeden, ale jest wszędzie.

Ujmijmy to w ten sposób: Bóg jest niedefiniowalny w najlepszym tego słowa znaczeniu, ponieważ Bóg jest. W cokolwiek ktoś zechce wierzyć czy odczuwać – on jest. Dlatego jest Bogiem. Jest częścią was. Jest częścią świadomości. Z tego powodu nie lubię nawet słowa “stworzenie”.

Idźmy krok dalej. Lubię zachęcać, by mówić: “Bóg jest moim……….” i wypełniać puste miejsce. „Bóg jest moim wszystkim – moimi myślami i uczuciami, moim ciałem, moimi emocjami, moimi potencjałami” i – tak – i wprowadzać to wszystko w życie, ponieważ jesteście Bogiem. Jesteście Bogiem.

Nie chodzi tutaj o jakieś przechwałki. Nie chodzi o wywieranie na was presji, wskutek której powiecie: „Och, ale jeśli jestem Bogiem, to jak to możliwe, że nie potrafię natychmiast zmaterializować kieliszka wina?” To są…

LINDA: Sandra. (Adamus chichocze)

ADAMUS: …ludzkie pragnienia. Dlatego “Bóg jest moim…………” i wypełniacie wolne miejsce. Bóg jest moim wszystkim, cokolwiek to jest. “Bóg jest moimi myślami w tej chwili. Bóg jest wszystkimi moimi uczuciami.”

A więc ponownie was proszę, żebyście do następnego spotkania wypełnili wolne miejsce: “Bóg jest moim………”, cokolwiek miałoby to być. 

Chciałbym wyjść poza całą tę koncepcję czegoś przebywającego gdzieś tam, prawdopodobnie bardziej męskiego, bardziej kontrolującego, czegoś, co dzierży władzę. Jest to bardzo proste, bardzo, bardzo proste, ale zapewne okaże się trudne. Jak już zdążyliście się zorientować, proste rzeczy bywają bardzo trudne.


Boski algorytm

Pozwólcie, że pójdę krok dalej. Wiecie co to są algorytmy? Algorytm jest stosowany w oprogramowaniu. To proces, który ma na celu osiągnięcie konkretnego rezultatu końcowego. Występują też w matematyce algorytmy, będące matematycznymi formułami, które prowadzą do końcowej odpowiedzi.

Algorytm zasadniczo oznacza przepływ, wzór, który doprowadza do pewnego wyniku.

Istnieje algorytm Boga, algorytmy Boga. Są one tak… nie są podobne do algorytmów cyfrowych czy algorytmów występujących w nauce czy w naturze. Bo nawet natura ma swoje modele, swoje algorytmy.

Algorytmy ostatecznie bazują na systemie wierzeń. Wy na to powiecie: „Nie, przecież to jest matematyka. To jest prawda.” Matematyka jest tylko systemem wierzeń. Na co wy znów zaprotestujecie: “Ależ nie, to jest cyfrowe i algorytm dla jakiegoś oprogramowania musi powstać według pewnych reguł.” Nie, to nadal jest system wierzeń. To jest przepływ świadomości przyciągającej energie, które wprowadzają pewien rodzaj końcowego wyniku, pewien rodzaj manifestacji.

Tak więc ostatecznie każdy algorytm jest rezultatem systemu wierzeń. Teraz na planecie mamy do czynienia z algorytmem Boga. Istnieje przepływ, proces, który ma miejsce. Pojawia się jako rezultat systemu wierzeń ludzi, wytwarza pewne wzorce, które finalizują się jako pewne manifestacje czy kreacje.

Niczym nieograniczony, wolny algorytm Boga jest tą rzeczą, która… wiecie, jak czasami się mówi: „Ach, to zbieg okoliczności. Coś się stało. Spotkałem pewnego człowieka. Szansa, że spotkamy się w tym czasie, w tym miejscu z uwzględnieniem wszystkich zmiennych jest prawie równa zeru. To magia.” Nie. To właśnie algorytm Boga, który kreuje wszystkie okoliczności, nawet jeśli obejmuje to setki innych ludzi. Nawet jeśli coś zdaje się dziać przypadkiem, to tak naprawdę działa boski algorytm. Czasami coś, co uważacie za bardzo, bardzo złożone, ponieważ występują w tym wszystkie te warstwy, wszystkie te rzeczy, które się dzieją, wszystkie te potencjalne szanse i nieprawdopodobieństwa oraz wszystko inne, pod działaniem boskiego algorytmu, algorytmu Theo, algorytmu, powiedziałbym, światła, staje się bardzo łatwe.

Dla ludzkiego umysłu to jest zbijające z tropu i przygniatające. „Przecież gdybym się w pewnym momencie nie odwrócił, bo jakiś hałas przyciągnął moją uwagę, to nie zobaczyłbym pewnej osoby w tym miejscu, a był to ktoś, kogo musiałem spotkać, ponieważ miał mi do przekazania wiadomość o pewnej nowej możliwości. Gdyby nie ten hałas…” i za tym idzie wniosek: „O mój Boże, życie jest tak pełne ryzyka.” I pojawia się pytanie: „A co jeśli?” W boskim algorytmie nie ma żadnego problemu. Wszystko po prostu przepływa. Wszystko po prostu się dzieje. Po prostu jest.

Algorytm zasadniczo pochodzi z pasji i pragnienia. Nie tyle ludzkiej pasji, co głębokiej wewnętrznej pasji, która tworzy coś, co chciałbym nazwać światłem - nie chodzi o takie światło, jak to tutaj, a o strumień światła, przypominający coś w rodzaju strumienia świadomości, choć niezupełnie. Nazwijmy to wobec tego strumieniem światła, promieniowaniem świadomości.

To przyciąga, zwłaszcza w tej rzeczywistości, trzy różne rodzaje energii: elektryczną, magnetyczną i taką, którą nazywam plunk* (czyt. plank). Ona jest dokładnie tam w górze. Nikt jeszcze o niej nie wie. Nauka jej nie zna, ale w zasadzie plunk jest – teraz użyję znanego słowa – w zasadzie jest to grawitacja, jednakże objawiająca się inaczej niż grawitacja, jaką znacie i ma ona potężny wpływ na ostateczną manifestację.

*słowo to w języku angielskim znaczy m.in. powodować ruch przez przyciąganie. – przyp. tłum.

Istnieje grawitacja, jak wiecie, bo gdy upuszczacie jakiś przedmiot, to on spada. Istnieje też antygrawitacja. Coś jak odwrotność grawitacji. Nie żeby coś miało być wessane w górę, ale chodzi o to, że siła grawitacyjna wciąga coś albo odpycha coś.

Grawitacja nie jest tylko fizycznym zjawiskiem, to zjawisko emocjonalne. Istnieje grawitacja w waszych emocjach. Jest to zjawisko powstające również z waszej pasji, waszego pragnienia. Przyciąga albo odpycha rzeczy. A więc umieszczacie ją w połączeniu z magnetyzmem i elektrycznością, elektrycznymi impulsami, żeby otrzymać ten promień  światła, podobny do strumienia świadomości, który przechwytuje wszystkie te naładowane pozytywnie i negatywnie energie w formie energii elektrycznej, magnetycznej i energii plunk – i oto nagle otrzymujecie rzeczywistość. Nagle macie algorytm Boga. Nagle otrzymujecie manifestację.

Pozwólcie, że teraz to wszystko podsumuję.

Nastał czas na nową świadomość Boga na tej planecie i wielu będzie się temu opierać. Rzecz nie w tym, żeby kogokolwiek ewangelizować. Trzeba tego dokonać w stosunku do samego siebie, a wtedy ta świadomość pojawi się na zewnątrz. Jest to największy czynnik hamujący wolność na tej planecie: Bóg, religia – bardzo stare, stare koncepcje.

Kiedy już raz uwolnicie się od tych starych koncepcji Boga, kiedy stanie się to waszym doświadczeniem, uwalniającym, oswobadzającym doświadczeniem, zaczniecie rozumieć, jak to wszystko działa. Nie z punktu widzenia biologicznego, naukowego algorytmu, ale z punktu widzenia boskiego algorytmu i wówczas nagle znajdziecie się wewnątrz niego. Nie będziecie na zewnątrz. Nie jest tajemnicą, jak to wszystko się dzieje.

Już nie macie do czynienia z władzą, więc nie musicie się martwić, że wysadzicie wszechświat w powietrze czy zranicie kogoś. Nagle uświadomicie sobie, jak wszystko ze sobą współgra i wtedy dotrze do was, jak dalece wy jesteście boskim algorytmem, jak wy wpływacie na wszystko, jak wy wszystko stwarzacie.

Dużo tego było jak na jeden dzień, a zatem chciałbym go zakończyć krótką merabą. Wiele pojawia się myśli, wiele zastanawiania się dokąd zmierzamy, co powinniście zrozumieć, co powinniście pojąć. Zatrzymajcie się na chwilę.

Zatrzymajcie się na chwilę. Po prostu chodzi o bycie doświadczeniem Boga, Ducha, a nie o utrzymywanie go w charakterze mglistej tajemnicy przebywającej gdzieś na zewnątrz.

Przygaśmy światła w sali dla stworzenia odpowiedniej scenerii dla naszej meraby.

Weźmy porządny, głęboki oddech.

(zaczyna płynąć muzyka)


Meraba Theo

W merabie po prostu przyzwalamy, żeby w naszej świadomości zaszła zmiana. Nie musicie o tym myśleć. Nie musicie dokonywać żadnego wysiłku w tym celu.

Wypowiedziałem dzisiaj wiele słów. Wiele… możecie poczuć energie unoszące się w sali, unoszące się w tej sali, wszędzie wokół, unoszące się wszędzie, gdzie się znajdujecie.

Weźmy głęboki oddech i zacznijmy sobie uświadamiać swoją wolność, swoją wolność od starego Boga władzy i kontroli, strachu, o taak, nawet miłości.

I kiedy ja teraz mówię, wy się zastanawiacie: “No cóż, czy jestem złym człowiekiem, skoro nie trzymam się tego starego Boga? Czy ja już nie wierzę w Boga?” Nie. Po prostu dokonujecie zmiany. Tylko zmiany, a wtedy ostatecznie Theo stanie się bardziej osobisty, promieniujący, żywy, rzeczywisty.  

I nagle nauka i Duch łączą się ze sobą. Jak tylko zaczniecie naprawdę rozumieć boski algorytm, przepływ strumienia świadomości w manifestację, nagle zbliży to do siebie te dwa światy, które były rozłączone tak długo – naukę i religię. Tego właśnie tutaj dokonujemy.

Nagle zaczynając naprawdę powoływać do życia Theo, naprawdę wnosząc go jako doświadczenie, a nie system wierzeń czy myśli.

A zatem pytam was: czy czujecie się dobrze z niezdefiniowanym Bogiem? Czy czujecie się swobodnie wchodząc na nowy poziom świadomości? Bóg nie musi być tam na zewnątrz. Bóg nawet nie musi was kochać. To trochę trudne.

Czy odpowiada wam odłożenie tego na bok i pozwolenie sobie na rozpoczęcie doświadczania Przedwiecznego? Nawet uwolnienia koncepcji stwórcy, żeby sobie uświadomić, że to nie jest ten rodzaj relacji. Nie jesteście marionetką Boga. Naprawdę nie zostaliście stworzeni, zbudowani, zaprojektowani przez Boga. I wtedy pojawia się dziwne uczucie: „No to skąd ja się wziąłem?” Szsz!

Bóg jest.

Bóg jest moim odczuciem, moją wewnętrzną wiedzą.

Bóg jest moim współczuciem.

Bóg jest moim codziennym życiem.

Bóg jest moją naiwnością i moją inteligencją.

Podoba mi się to: “Bóg jest moim……..” i umieszczamy tu co tylko chcemy.

To nawet nie musi być zestaw samych dobrych rzeczy. To może być twardy zestaw. “Bóg – to wszystkie moje głupstwa. Wszystkie moje głupstwa, wszystkie moje przewiny i cały mój wstyd.” Bogu to nie przeszkadza.

A więc wchodzimy tutaj na niezbadane obszary. Do tego trzeba istot zuchwałych i odważnych, ale już pora.

Wchodzimy w coś, o czym rozmawiamy – uwielbiam to – w boskie algorytmy, w przepływ, strumień świadomości, która zbiera energię, zbiera dynamikę i życie, a wtedy to się staje.

A więc weźmy porządny, głęboki oddech i wykorzystajmy tę chwilę na przyzwolenie.

Fascynujące będzie obserwować, wczuwać się w swoją własną obecność, w swoje własne urzeczywistnienie, no wiecie, kiedy poczujecie się swobodnie mówiąc: “Nie potrzebuję, żeby Bóg mnie kochał. Nie wymagam tego.” Znów pojawi się to dziwne odczucie pustki, aż nagle: „O, łał, ależ długą podróż odbyłem, żeby dotrzeć do Theo! A w rzeczywistości to była długa podróż do samego siebie.”

Mamy zatem tutaj, w Ameryce, Dzień Niepodległości. To dzień suwerenności w Karmazynowym Kręgu, czas wolności i swobody, życia i oświecenia.

Weźcie porządny, głęboki oddech. Weźcie porządny, głęboki oddech.

Burza minie, hm, jak zwykle. Zwracam się do obecnych tutaj w Centrum Karmazynowego Kręgu. Burza minie. Ech, trochę wiatru i deszczu. Burza pojawia się dla oczyszczenia. Czy zauważyliście kiedyś, jak burze zdają się nadchodzić we właściwym, albo może w niewłaściwym momencie? Po prostu nadchodzi. Dlaczego akurat teraz? To boski algorytm. A umysł znowu próbuje zrozumieć: “Jak to wszystko się dzieje i dlaczego?” I naraz bierzecie głęboki oddech i uświadamiacie sobie, że to, co się dzieje, jest absolutnie doskonałe. Jest zwyczajnie właściwe.

A wtedy bierzecie głęboki oddech i stwierdzacie: „Wiesz, nareszcie zrozumiałem, o czym  Adamus mówi.”

ADAMUS I PUBLICZNOŚĆ: Wszystko jest dobrze w całym stworzeniu.

ADAMUS: Mając to na uwadze, drodzy przyjaciele, wrócimy w przyszłym miesiącu po więcej. Dziękuję wam, to zaszczyt dla mnie móc wam służyć. Dzięki. (brawa publiczności)



Przekład: Marta Figura

emef11@wp.pl


MATERIAŁY KARMAZYNOWEGO KRĘGU

Seria Charyzmy

SHOUD 11: “Charyzma 11” – prezentowany przez ADAMUSA SAINT-GERMAINA za pośrednictwem Geoffreya Hoppe

1 sierpnia 2015 r.




Jestem Kim Jestem, niezaprzeczalnie Adamus! Ach!

Dziś nie Saint-Germain, a już zdecydowanie nie Kuthumi; w całości Adamus, gwiazda dnia (publiczność wykrzykuje entuzjastycznie i bije brawo) Teraz klaszczecie, ale nie bardzo wiecie, co mam na myśli.

I, droga Edith, powiedziano mi, że możesz się poczuć nieswojo oglądając to wideo, (odnosi się do wideo z piosenką „Zagubiona” (Lost)) śpiewaną przez Anouk tuż przed rozpoczęciem Shoudu: https://www.youtube.com/watch?v=dn_CjkNtl6s )

EDITH: O nie! Nie czułam się nieswojo.

ADAMUS: Nie czułaś się nieswojo?

EDITH: Nie. To jest po prostu o nas kochających siebie.

ADAMUS: Absolutnie tak! Słyszeliście, co powiedziała Edith! (brawa publiczności) Nagroda Adamusa dzisiaj dla ciebie.

EDITH: O, łał!

LINDA: Ha! Mam jedną nagrodę! Mam jedną nagrodę! Ha, ha! Ha, ha, ha!

ADAMUS: Dostaniesz Nagrodę Adamusa.

LINDA: Ha! Mam jedną nagrodę!

ADAMUS: To jest po prostu o kochaniu siebie, tak.

LINDA: Zaraz przyniosę.

ADAMUS: Właściwie powinienem coś wyjaśnić. Ja wybrałem tę piosenkę. Jest to nie tyle moja ulubiona muzyka, co mój ulubiony temat – kochanie siebie. Tymczasem drogi Geoffrey, Cauldre, trochę się zdenerwował - wolałby puścić coś neutralnego, coś, co nie byłoby ofensywne, nie wprawiałoby w zakłopotanie. I nawet użył, nawet użył Edith jako wymówki. Powiedział: „Edith może czuć się nieswojo oglądając to wideo.” Czy miałem rację, droga pani? (całuje Edith w policzek, publiczność woła: “Oooo!”)

EDITH: Dziękuję ci. (Adamus znowu ją całuje) Dziękuję ci.

ADAMUS: W ogóle nie czułaś się nieswojo. Och, ktoś kocha siebie, siebie, i śpiewa o tym… Och.

LINDA: (przynosi Nagrodę Adamusa) Jest tylko jedna.

ADAMUS: A teraz niech kamera zrobi dobre ujęcie. Edith, dla ciebie. (wręcza jej nagrodę)

EDITH: Bardzo dziękuję.

ADAMUS: Dla ciebie. Tak. Tak. (nieco braw) Zdajesz sobie sprawę z tego, że już nie wręczamy ich zbyt wiele, bo można je kupić online za 44 dolary (kilka chichotów). Ale ta cała jest twoja.

Ach, jednym z moich ulubionych tematów jest kochanie siebie, a my mamy skłonność – wy macie skłonność – czuć się z tym nieswojo, a czasami wręcz czujecie się speszeni. Mamy oto piękne muzyczne wideo z bardzo profesjonalnie wykonaną stroną graficzną, mówiące o byciu zagubionym – a wiem, że wielu z was tak właśnie się czuje, zagubieni w swojej własnej pieśni – ale przymilającym się do siebie w wannie. (śmiech, gdy Adamus przyklęka obok Edith i przysuwa ramię do jej ramienia) Albo wezwij mnie. (Adamus chichocze)

A więc, moi drodzy przyjaciele, dzisiaj będzie trochę inaczej, trochę inaczej.

Przede wszystkim zrozumcie, że uczestniczę tutaj w tym Shoudzie, a Shoud tak naprawdę to my wszyscy. Shoud jest odzwierciedleniem nas wszystkich. Kiedy mamy do czynienia z wielkim, wspaniałym Shoudem, Shoudem przełomowym, to dzieje się tak dlatego, że byliście gotowi zrobić następny krok. To nie zawsze da się odczuć jako moment przyjemny, nie zawsze jest on satysfakcjonujący, ale wy daliście przyzwolenie na przejście na następny poziom. Tak łatwo czasami w swoim własnym życiu zachować status quo, tylko sobie rozmyślając o byciu innym, ale nigdy nie przyzwalając na bycie innym, nie czyniąc śmiałych posunięć.


Przewracanie Boga

W poprzednim miesiącu dokonaliśmy śmiałego posunięcia. Przewróciliśmy Boga.* Wyjaśniam tym, którzy nie wiedzą, o czym mówię, że jest coś takiego jak „przewracanie krowy jednym palcem” (cow tipping). Przewracanie krowy jednym palcem. Tak, Amerykanie tu obecni wiedzą, co to takiego. Myślę, że dość często jest to praktykowane tutaj. Jednakże dla tych, którzy nie są z tym obeznani, a chcą dziś wieczorem czegoś dokonać… (śmiech i okrzyki „Nie!”) Idźcie na pastwisko, gdzie śpią krowy, a kiedy krowa śpi, możecie ją jednym palcem, bez wysiłku, przewrócić. (Adamus chichocze) Nie, nie, krowie to nie przeszkadza, jeśli tylko będzie miała co jeść następnego dnia. 

*ang. God tipping. Adamus nawiązuje tym sformułowaniem do amerykańskiej legendy miejskiej o “przewracaniu krowy jednym palcem” (ang. cow tipping). Mieszczuchy uważają mianowicie, że wieśniacy z braku innych rozrywek zabawiają się przewracając krowę dotknięciem jednego palca, gdyż według ich mniemania krowy śpią na stojąco, więc łatwo jest je podejść i jednym palcem przewrócić. – przyp. tłum.

Przewróciliśmy Boga. Był na to gotowy, jako że Bóg dość mocno śpi. Bóg jest pogrążony w letargu i znajduje się właśnie na pastwisku, coś jak… (robi senną minę) Och, mówię poważnie. Nie nazywam Boga krową. (kilka chichotów) Chociaż, może. (więcej chichotów) Był tak gotowy do przewrócenia, że wystarczyło popchnąć. To był duży krok. Może sobie z tego nie zdawaliście sprawy poprzedniego miesiąca, ale ogromnym krokiem było już to, że mogliśmy o tym mówić nie martwiąc się tym, że ktoś nas ogląda czy słucha, albowiem, no cóż, nie musicie się tym martwić. Nikt inny nie słucha takich rzeczy! (Adamus się śmieje)

Nie musicie się martwić o reperkusje, ponieważ, no wiecie, tak długo, jak Bóg jest częścią zbiorowej świadomości, ludzie chcą go zmienić. Ludzie naprawdę chcą zmiany w pojmowaniu Boga, ale się boją. Boją się, że zmiana może być zbyt duża, albo że pójdzie w złym kierunku, ale w pewnym sensie są zmęczeni Bogiem takim, jakim go znają. Chcą czegoś trochę bardziej dynamicznego, bardziej odświeżającego, prostszego, nie czegoś nauczanego przez jakichś zrzędliwych, starych facetów.

Czy wiecie, kiedy naprawdę dokona się przełom w kwestii Boga? Kiedy kobiety na równi z mężczyznami będą się zajmować tym boskim tematem, kiedy będą wygłaszać kazania. Dla mnie bardzo dziwne jest to – a było dziwne już 300 lat temu, ale teraz jest nawet jeszcze dziwniejsze – że kapłanami muszą być mężczyźni, że głównie mężczyźni są rabinami, kaznodziejami i pastorami. Nie zawsze, ale na ogół. To bardzo dziwne. Dawno temu było dziwne. Wszyscy wiedzieli, że czegoś brakuje, jednak nikt nie zamierzał o tym rozmawiać. Ale rozpoznacie, że następują zmiany w niektórych głównych kościelnych i religijnych organizacjach, kiedy zezwoli się kobietom stanąć na ich czele.  

Tak czy inaczej trąciliśmy trochę Boga w zeszłym miesiącu, przez co upadł, a teraz mamy tego reperkusje. Chcę powiedzieć, że zabawne jest robić to i obserwować, no wiecie, jak Bóg, ta potężna, wszechwiedząca istota robi bum! – ot tak.

Są jednak tego reperkusje – dla was. To bowiem zaczyna potrząsać, podkopywać fundamenty, na których zostało zbudowanych wiele rzeczy. Zaczyna rwać na strzępy wiele rzeczy w waszym wnętrzu.  Choć wiem, że nie uważacie siebie za religijnych, to nadal pozostaje w was to stare inwestowanie w Boga. Zaczynacie się od tego uwalniać, a wtedy coś się ujawnia, ponieważ Bóg jest jak wielki koc przykrywający i tłumiący wiele spraw – strach, poczucie winy i ukrywane wspomnienia – wszystko, co jest powodem waszych modlitw do Boga. No cóż, kiedy okrycie znika, sprawy zostają obnażone.

Sandra.

SANDRA: Tutaj jestem.

ADAMUS: Kawa.

SANDRA: Tutaj jestem. (kilka chichotów)

ADAMUS: Tak. Dziękuję ci, moja droga. Dziękuję ci. (nieco braw) Zdrówko. Zawsze wpadaj, kiedy tylko zechcesz, dopóki rzecz dotyczy mojej kawy, niczego więcej.

Tak więc to wstrząsa mnóstwem spraw, a wy prawdopodobnie zauważyliście, że z wielu powodów to był zwariowany miesiąc, zwariowany wprawdzie inaczej niż zwykle, ale zwariowany – trochę zagubienia, brak zacumowania, poczucie utraty starej bazy – absolutnie prawidłowo. To przynosi takie rzeczy jak list drogiego Johna*, o którym mówiliście wcześniej. To przynosi listy drogiej Susan. Przynosi listy drogiej Mary, drogiego Benjamina, drogiego Richarda. To wywołało wiele spraw i wydobyło je na powierzchnię. A kiedy sprawy wydostają się na powierzchnię i są wystawione na – można by powiedzieć –światło świadomości, przez chwilę to boli. Jest nieprzyjemne, ale ani wy nie chcecie, ani ja nie chcę, żebyście wracali do swojego małego, wygodnego miejsca i próbowali uczynić je jeszcze wygodniejszym. Przejdziemy przez to. Wy przejdziecie przez to, co też nie jest przyjemne i rozedrze kawałek tkaniny waszego ludzkiego algorytmu, ale to było potrzebne. I będzie się powtarzać.

*O liście Johna była mowa na spotkaniu poprzedzającym Shoud. Geoffrey Hoppe napisał o nim artykuł w sierpniowym Shaumbra Magazine. Tłumaczenie listu Johna można znaleźć na stronie Polskiej Shaumbry: http://www.shaumbra.pl/Glos%20Shaumbry/Index.htm

Jest rzeczą zdumiewającą, że rozumiejąc co się dzieje, choćby pojawiał się jakiś emocjonalny, mentalny, może fizyczny ból, to wy jednak mówicie: „Och, OK. Tak właśnie to przebiega.” W ten sposób jest łatwiej, aniżeli pozostawać w mroku niewiedzy i nieustannie powtarzać: „Co jest ze mną nie tak?” To po prostu okropne. A zatem, owszem, będą chwile nieprzyjemne, chwile dostosowywania się. Jednak kiedy rozumiecie, że jest to właściwe i że rozwiniecie się wychodząc poza to, staje się to o wiele łatwiejsze do zniesienia, łatwiejsze do udźwignięcia.


Wszystko w Teraz

Kiedy tak stoję tutaj i mówię, to mówię do każdego z was. To jest wasz Shoud. To jest to, co tworzycie. Robię to jednak także w równym stopniu dla mnie samego, w równym stopniu dla siebie, bo kiedy jestem tutaj mówiąc, zasadniczo objaśniając, wygłaszając wasze przesłanie i moje, jest taka część mnie, która to słyszy w tym samym momencie, część mnie. Jest to część, która nie jest Wzniesionym Mistrzem. Jest to część, która doświadczyła bardzo trudnego czasu 2600 lat temu. Jest to część mnie, która jest sfrustrowana, zdezorientowana i zagubiona. Tak więc stoję tutaj rozmawiając ze sobą, mówiąc do siebie: „Przechodzisz ewolucję, otwieranie się. Nadejdzie czas oświecenia.” Stoję tutaj mówiąc do mojej przeszłości, a przeszłość nie jest bynajmniej czymś odległym, po co trzeba sięgać wstecz. Właściwie to jest dokładnie tutaj.

Robicie to samo ze sobą w tej chwili. Rozmawiacie ze swoją przeszłością. Rozmawiacie też z czymś, co nazwalibyście swoim Teraz, swoim obecnym czasem. I jest taka część was, którą wezwalibyście z przyszłości – ale w rzeczywistości tak nie jest, wszystko bowiem pochodzi z Teraz – rozmawiacie ze sobą mówiąc: „To działa.” Musi działać. Musi działać. Absolutnie wszystko spotyka się ze sobą w najpiękniejszy i najbardziej niesamowity sposób, który wy stworzyliście. Nikt inny. Wy to stworzyliście. Tak więc wbrew wielu rzeczom, których się obawiacie i nad którymi się zastanawiacie w tej chwili jako ludzie siedzący tutaj, uważający, że jest coś, czego jeszcze nie pojęliście, pytający co nastąpi dalej i być może martwiący się o to, może sfrustrowani życiem, to jest taka część was, która mówi teraz do was i powiada: “Weź głęboki oddech. Odpręż się. Odpręż się.”

Wiecie, interesujące jest to, że nie istnieje tak naprawdę przeszłość/teraźniejszość/ przyszłość. Wszystko musi się wydarzyć w Teraz. Nie może się wydarzyć w przeszłości czy przyszłości. A więc nawet ten wasz własny Wzniesiony Mistrz jest w Teraz, w tym samym Teraz, w którym znajduje się ludzka wasza istota – w tym samym Teraz – i przeszłość jest w tym samym Teraz.

“No więc na czym polega problem?” – pytacie – „Jak to możliwe, że tego nie chwytam?” No cóż, ponieważ dostrzegacie czy jesteście świadomi tylko jednej małej części tego Teraz. Wszystko następuje w tej chwili. Nie trzeba wyruszać w przyszłość – to jest tutaj. I w pewnym sensie można by powiedzieć, że mówicie teraz sobie: „Otwórz się na świadomość Siebie. Pozwól na swoją samoświadomość.” Pozwól na uświadomienie sobie wszystkiego co jest w Teraz. Nie mentalnie. Nie mentalnie. Zróbcie to po prostu stając się absolutnie zuchwałym i śmiałym, mówiąc: „Nie mam nic do stracenia. Zamierzam absolutnie się otworzyć w tej chwili.” A następnie przestańcie o tym myśleć. To bardzo ważne. I wasza Jaźń, wasza oświecona, urzeczywistniona Jaźń też wam to mówi w tej chwili: “Przestań o tym myśleć. Po prostu zacznij robić to, na co masz ochotę.” Przyzwalacie na to. Otwieracie się i przyzwalacie, a przestajecie o tym myśleć. Zajmijcie się swoim życiem. Zajmijcie się czymkolwiek chcecie.

A więc weźmy głęboki oddech i zróbmy to teraz.


Nic nowego

Zatem dzisiaj nie powiem wam nic nowego. Sorry. Wszystko, co wam powiem, już słyszeliście, czy to tutaj, czy w czymś, co nazwalibyście przeszłością, albo też wasza oświecona Jaźń wam to już mówi. Już to słyszeliście. Już to wiecie. Tak więc dzisiaj nie będzie niczego nowego. A muszę o tym wspomnieć, ponieważ jest sporo takich, którzy nastrajają się na coś nowego: „Co też nowego on nam dzisiaj powie?” Daliście się złapać w pułapkę „nowego”. Wszystko musi być nowe. A w rzeczywistości nie ma niczego nowego.

Mogę wam powiedzieć te same stare treści w zupełnie nowy sposób tak, że pomyślicie sobie, że to coś nowego, ale w rzeczywistości wcale nie jest nowe. Gdybyście sięgnęli po wczesne Shoudy z Tobiaszem – Serię Twórcy, Serię Mistrza, czy inne – stwierdzilibyście, że teraz bynajmniej nie macie do czynienia z czymś nowym. On już to powiedział wcześniej. Ja to po prostu mówię w inny sposób – zabawniej czy bardziej może prowokująco; po prostu mówię to inaczej - ale nawet abstrahując od tego, nie ma nic nowego, ponieważ ta oświecona, urzeczywistniona Jaźń już wam to powiedziała. Ona już wam to powiedziała.

Wspominam o tym, ponieważ ci, którzy przychodzą tutaj tylko po coś nowego i relacjonują tylko to, co nowe – „Co nowego dzisiaj powiedział?” – i jedynie ziewają słysząc coś, co według nich słyszeli już wcześniej, mogą teraz wyjść. Dam wam znać, kiedy będziemy mieli mówić o czymś nowym… nigdy. (kilka chichotów)

Istnieje fascynacja nowym. To jak uzależnienie. Będę mówił o tym więcej na naszym zbliżającym się spotkaniu o uzależnieniach. To prawdziwa obsesja na punkcie nowości: „Muszę znaleźć coś nowego. Muszę znaleźć coś nowego przede wszystkim dlatego, że wtedy będę kimś, kto powiadamia wszystkich innych o tym, że właśnie usłyszał coś nowego.” To musi być coś nowego, ponieważ jesteście naprawdę znudzeni starym. Musicie mieć to coś nowe nieomal w charakterze dystrakcji, ponieważ, no cóż, tak naprawdę wy nie robiliście tego starego, co już zostało powiedziane wcześniej, nigdy tak naprawdę nie podążaliście za tym, ani nie przyzwalaliście na stare, a zatem to musi być coś nowego. A ja trochę jestem tym zmęczony. Postawcie się na moim miejscu przez chwilę, zawsze muszącego co miesiąc prezentować coś nowego tylko dla „nowych” ludzi, tylko dla tych, którzy chcą czegoś nowego.

Tak więc zdecydowałem, nie dzisiaj. Nie dzisiaj. O niczym nowym dzisiaj nie będzie. A gdy uda nam się pozbyć tych, którzy przychodzą tutaj po coś nowego, będziemy mogli wziąć się do roboty. OK, a teraz kiedy oni sobie już poszli – zróbmy coś nowego. (śmiech)

Jest to karmienie się energią. To irytujące. Kim ja tu jestem, artystą rozrywkowym, czy co? No wiecie… (ktoś z publiczności potwierdza: „Tak”; nieco śmiechu) OK! Zróbmy coś nowego!!! (więcej śmiechu)

Nie przychodzicie tutaj po coś nowego. Przychodzicie tutaj po to, żeby się otworzyć. Ja jestem po prostu wielkim otwieraczem w waszym życiu. (Adamus chichocze) Przychodzicie tutaj, żeby się otworzyć. Łatwo jest utknąć tam na zewnątrz. Mnie nie zobaczycie kręcącego się gdzieś tutaj po zakończeniu Shoudu. Wychodzę, ponieważ tak łatwo jest utknąć i ugrzęznąć w tej rzeczywistości. Naprawdę łatwo i nie tylko że ugrzęźliście w codziennych obowiązkach, ale ugrzęźliście także w ciele. Ja tylko wpadam tutaj na chwilę i wynajmuję to ciało kilka razy w miesiącu, a potem się usuwam. Ale jest trudno. Przychodzimy tutaj, żeby wam dostarczyć – chciałem powiedzieć duchowego masażu, ale nie o to chodzi – bardziej masażu świadomości i zrobić trochę „przewracania człowieka”, czyli was. (Adamus chichocze)

Czy kiedykolwiek to robiłaś, Kerri? Przewracałaś krowę?

KERRI: Nie.

ADAMUS: Spróbuj.

KERRI: Mogę poćwiczyć na tobie.

ADAMUS: Spróbuj. (nieco śmiechu) Taak.

KERRI: Będę miała zabawę w przewracanie.

ADAMUS: No cóż, musiałbym najpierw zasnąć, a ja nigdy nie śpię.

KERRI: Och.

ADAMUS: A więc, taak. Spróbuj. Zrób trochę zdjęć, taak, bo zechcemy obejrzeć wideo w przyszłym miesiącu. (Adamus chichocze)

KERRI: OK. Czy to zadanie do wykonania, profesorze?

ADAMUS: Nie. To jak wyprawa do parku rozrywki. (Adamus chichocze)

A zatem nic nowego. Wszystko jest tutaj. Dlaczego tego nie wiecie? Bo się po prostu na to nie otworzyliście. To wszystko. Dlaczego? To wielkie wyzwanie. A dlaczego? Poruszę ten temat na najbliższym spotkaniu, powiem tylko tyle, że uzależniliście się od życia. Uzależniliście się od niego. Uzależniliście się od podróży. Uzależniliście się od problemów. Uzależniliście się od wszystkiego, a tutaj przychodzicie, żeby usłyszeć swoją Jaźń, oświeconą Jaźń, która mówi: “Po prostu weź głęboki oddech. Po prostu weź głęboki oddech i przyzwól.”


Sprzeczności

A teraz inna sprawa, którą chcę poruszyć. Prawdopodobnie już się o tym przekonaliście, albo przekonujecie się nadal, że życie staje się serią sprzeczności i to jest trudne. Człowiek lubi, żeby sprawy toczyły się przyjemnie i w sposób zorganizowany, lubi wiedzieć, gdzie znajduje się punkt A, punkt B i punkt C. Zauważacie prawdopodobnie ogromne sprzeczności w sobie, w tym, co ja wam mówię; sprzeczności, gdy z jednej strony powiadam: „Zanurz się w życiu. Zanurz się w radości życia”, a w następnej chwili powiem wam, że jesteście uzależnieni od życia. Wy na to: „No cóż, czyż to nie jest sprzeczność?” Nie, wcale nie. Wcale nie.

Podczas gdy w jednej chwili mówimy o otworzeniu się, to w następnej chwili mówimy o skupieniu się. Czy to nie jest sprzeczność? Nie. Naprawdę nie. Naprawdę nie, zwłaszcza, gdy raz dacie sobie przyzwolenie na bycie w “i”, ponieważ sprzecznościna różnych poziomach rzeczywistości, wibracji i energii. Jest wiele sprzeczności w czymś, co nazwalibyście przyrodą, rzeczywistością przyrody, a tym, co występuje w innych rzeczywistościach. Trudno wam jest je zobaczyć, ponieważ patrzycie na nie oczami oczekiwania, że wszystko w innych rzeczywistościach powinno wyglądać w określony sposób, przez co wchodzicie w nie i niczego nie znajdujecie. No cóż, bo to jest „i”. Jest inne. Grawitacja, która tutaj działa, może być bardzo odmienna od grawitacji gdzie indziej, reakcja energii tutaj odmienna niż w innych miejscach.

A więc proszę was, żebyście się do tego przyzwyczaili. Do sprzeczności. Nic złego się nie dzieje z waszym umysłem, kiedy zaczynacie zauważać wielkie sprzeczności w rzeczach i  w sobie, absolutnie nic złego. W gruncie rzeczy to naprawdę pora wyjść poza liniowe myślenie i przekonanie, że wszystko jest takie samo.

To jest przede wszystkim trudne dla umysłu, dla waszego oglądu rzeczywistości. Czujecie się bardzo, bardzo rozbici. Nic nie ma sensu i pojawiają się rozpaczliwe próby poskładania wszystkiego na powrót. A wtedy zaczynacie się martwić, wpadacie w depresję i nie możecie spać w nocy. No cóż, wyjdziecie z tego. Wyjdziecie z tego i zaczniecie to sobie uświadamiać jako wcielony Mistrz, że jest wiele różnych poziomów rzeczywistości, a one nie muszą do siebie pasować. Fizyka tej planety w najmniejszym stopniu nie musi pasować do fizyki innych wymiarów.  

Oto dlaczego to jest zabawne. W którymś momencie sami stwierdzicie, że to zabawne. Oto dlaczego wszystko znajduje się dokładnie tutaj. Cauldre rozmawiał z kimś w czasie przerwy o grawitacji jako o źródle energii, co zrozumiał Tesla. Jednakże naukowcy nie są w stanie dostrzec tego obecnie, ponieważ zakładają, że ta rzeczywistość funkcjonuje również w tej (innej) rzeczywistości. Tutejszą dynamikę (jednego miejsca) stosują do tej tutaj (w innym miejscu), a tak się nie da. Są różne. A jednocześnie mogą istnieć i współistnieć ze sobą, nawet jeśli nie zachowują chronologii. Nawet jeśli nie są kompatybilne, mogą ze sobą współistnieć. To bardzo ważne.

Dlatego właśnie mówię, że wszystko jest w Teraz. Nie mogłoby wydarzyć się na zewnątrz  Teraz. Niczego nie ma na zewnątrz Teraz. Jednak wy uważacie, że istnieje przeszłość i przyszłość i bardzo trudno jest wam pojąć, że oświecona istota jest dokładnie tutaj oraz że  głupia istota jest również tutaj. Wszystko jest dokładnie tutaj i nie muszą wcale być kompatybilne ze sobą – kompatybilne fizyki, kompatybilne energie, kompatybilne świadomości – a jednak mogą ze sobą współistnieć. To ogromnie ważne.

No a teraz umysł będzie się z tym zmagał, jak robi to kilkoro z was w tej chwili: „Jak to działa?” Wasz umysł sobie tego nie wyobrazi – wyjaśnię to za chwilę. Tak więc zaakceptujcie to. Zaakceptujcie to. To otwieranie się. To otwieranie się, a nadejdą takie chwile, kiedy czuć się będziecie bardzo dziwnie - nic nie będzie miało sensu ani fizycznie, ani mentalnie ani duchowo i będziecie mieć wrażenie, jakbyście byli wywracani na nice i to jest w porządku. To jest w porządku.


Umysł

Wielu z was martwi się tym, że się starzeje i że umysł ich zawodzi. Widzicie, nie ma większej różnicy między stawaniem się sklerotykiem, a stawaniem się oświeconym. (nieco śmiechu) Nie, nie ma. Nie ma, poza zdolnością rozumienia tego, co się dzieje. 

Podam przykład: wyobraźcie sobie latarkę. Kiedy człowiek się starzeje, jego umysł, no cóż, przypomina baterie w latarce, które z czasem słabną i już nie są tak mocne jak wcześniej. A na dokładkę wiązka światła wychodząca z latarki zamiast formować ostre, wyraźne ognisko, poszerza się i staje się nieco przymglona. Tak więc wielokrotnie starsi ludzie, o których wy myślicie, że stają się głupawi, myślą o sobie, że są po prostu szczęśliwsi niż kiedykolwiek (śmiech), a to dlatego, że już nie muszą mieć do czynienia z wieloma sprawami. A tak przy okazji, niektórzy z nich wręcz udają tylko po to, żeby już więcej nie mieć do czynienia z ludźmi. Jednak umysł staje się bardziej ospały i zaczyna dryfować w stronę innych wymiarów. Czy będzie to wymiar śmierci, czy będą to po prostu inne wymiary, które już tutaj są obecne, zaczynają ku nim zmierzać.

Z kolei ktoś, kogo nazwalibyście zdrowym, racjonalnym człowiekiem, przysłuchuje się jak mamroczą i myśli sobie: „Och, po prostu tracą rozum, mam nadzieję, że nigdy taki się nie stanę.” No cóż, stajecie się tacy. (Adamus chichocze) To było zabawne! (więcej chichotów) Jednak z pewną różnicą. Nie chodzi o zwyczajne starzenie się. To, co się dzieje z wami, jest wykraczaniem poza umysł – zaczynacie dostrzegać inne wymiary. Wy jednak słyszycie jak to mówię i powiadacie: „Och! To brzmi świetnie. To przypomina wielki, wspaniały film science fiction, a ja jestem gwiazdą. To wspaniały, nowy wymiar – Star Trek, Gwiezdne wojny” i cała reszta. Ale kiedy to się zaczyna dziać, wy na to: „Och! Co jest ze mną nie tak?! Nic nie pamiętam. Och! Co jest nie tak z moim mózgiem?”

Jest on jak mózg starego człowieka. Po prostu się poszerza. Jednak zamiast przestać skupiać się na jednym punkcie, zamiast od tego odchodzić, wy nadal zachowujecie - i to jest zarówno dobra, jak i zła wiadomość – nadal zachowujecie to zogniskowanie, a baterie są wciąż naładowane. Tak, są naładowane. Nadal macie swoje ognisko skupienia, ale teraz znajduje się ono tutaj, a inne tutaj, a jeszcze inne tutaj, i jeszcze inne tutaj. (gestem wskazuje różne miejsca) Stajecie się wieloogniskowi. Macie te wszystkie różne promienie. Zamiast mieć jeden – jak na przykład osoba w wieku trzydziestu lat, jeden promień ogniskujący się tutaj – zaczynacie te promienie kierować wszędzie. Na początku to wygląda dziwnie, ale chciałbym, żebyście udali się ze mną do takiego miejsca, gdzie to nie jest dziwne. OK?

No i teraz się zastanawiacie: „Co się ze mną dzieje? Nie mogę wszystkiego spamiętać.” Po prostu macie swoje ogniska skupienia w wielu różnych rzeczywistościach. Umysł usiłuje to zrozumieć, zapamiętać, doszukać się w tym jakiegoś sensu – i nie potrafi. Nie potrafi. To największy błąd – zaczekam do końca, żeby to podsumować – to jest największy błąd, bo umysł nie potrafi zrozumieć. A więc przestańcie próbować. Proste. 

Wasz umysł ma swój punkt skupienia tutaj i jedyne czego chce, to być zdolnym skupiać się na tym tutaj – no może tutaj (inne miejsce) i odrobinę poza nim, jednakże nie za bardzo – tak więc przestańcie zmuszać umysł do zrozumienia czegoś, czego on nie potrafi zrozumieć. Nie potrafi.

Tak więc chodźcie teraz ze mną. Nie potrzebujemy muzyki czy czegokolwiek innego, wejdźcie ze mną w Teraz, w to, co nie jest nowe. OK? Pierwsza rzecz. To nie jest nowe. Nie będziemy tutaj robić czegoś nowego, ponieważ już tu jesteście. I nie jest to gra umysłu – to się nazywa Rzeczywistość 101 (oznacza to Podstawy Rzeczywistości). Wejdźcie ze mną na chwilę tam, gdzie macie to swoje miejsce skupienia na Ziemi – miejsce skupienia na swoim ciele, na swoich myślach, na swojej tożsamości. To powinno być łatwe. To jest to, co robicie codziennie, wejdźmy w miejsce, gdzie macie swoje zwyczaje, gdzie macie swoje poczucie równowagi i swoje wyobrażenia.

OK. Już to zatem mamy. To jest dane. Jednak w tej samej chwili poza mentalną myślą są inne sfery, które nazwalibyście wymiarami. Chciałbym dotrzeć w sześć miesięcy do takiego punktu, kiedy już nie będziemy więcej używać słowa „wymiary”. To brzmi tak bardzo w stylu New Age. Są to po prostu rzeczywistości. Są to po prostu ekspresje i wy macie do nich dostęp w tej chwili. Są obecne w tej chwili.

Cóż, mogę to udowodnić. Robicie to każdej nocy w swoich snach. Niektórzy z was zapamiętują to, inni nie, ale udajecie się zwyczajnie do innej rzeczywistości, innej ekspresji, innego doświadczenia. I często wykraczają one daleko poza coś tylko fizyczno-mentalne, a więc trudno o nich opowiedzieć, ale one istnieją. Na przykład wasza dusza, wasze Ja Jestem śpiewa, nie musząc używać strun głosowych, bo ich tam nie potrzebuje. Po prostu śpiewa. Czując tę ekspresję, której doświadcza. To jest rzeczywistość.

Jest także rzeczywistość, punkt ogniskowania się świadomości, takie “i”, gdzie jesteście zadowoleni. Zadowoleni – nie chcę użyć słowa „pokój”, bo nawet sens tego pojęcia został wypaczony – zwyczajnie czujecie się dobrze z tym wszystkim, co się dzieje na tych wielorakich poziomach.

To się dzieje tutaj w tej chwili. Jesteście tu wy, punkt skupienia świadomości, który jest nauczycielem, niesamowitym nauczycielem. Nie musi tutaj być w ciele fizycznym, w umyśle. Mógłby być, ale nie musi. I w ten sposób dzielicie swoją Charyzmę, swoje światło. Nie potrzebujecie mieć przed sobą 100 osób siedzących w sztywnych krzesłach, zastanawiających się, kiedy dostaną pizzę. (kilka chichotów) Nie. Zwyczajnie możecie być w innym punkcie skupienia promieniując swoją Charyzmą. Tym jest nauczanie. Kto powiedział, że trzeba to robić stojąc przed grupą - akurat ten sposób zresztą wcale nie działa tak znów dobrze – wystarczy zwyczajnie promieniować. 

Jest też inne zogniskowanie świadomości, inny fokus, którym jesteście, tak dalece nieczłowieczy, że aż trudny do zrozumienia, tak dalece bezcielesny, bez umysłu, że jest to po prostu byt. Istnienie. Po prostu jest.

I jeszcze inny fokus, inna wasza ekspresja się przejawia, ekspresja, która, wierzcie czy nie, chce powtórzyć wszystko znowu, całe to ludzkie doświadczenie. Nie, naprawdę. Naprawdę. I ta ekspresja mnie przeraża. (chichocze) Jednakże to ona właśnie rozumie ową mnogość, rozumie “i”.  Rozumie, że w gruncie rzeczy nie istnieje żaden ból czy trauma, i rozumie, że ma miejsce niesamowite doświadczenie, nie żaden test, i chce powrócić. Naprawdę chce. I jest kolejna ekspresja, która już to zrobiła. Kolejne wcielenie. Nie powiedziałem, że po tym obecnym, ono może być przed nim. Może być przed nim.

Tak, możecie być Wzniesionym Mistrzem i mieć inne wcielenie, i nie ma znaczenia gdzie ono jest. Nie ma znaczenia, czy jest ono przedoświeceniowe czy pooświeceniowe, ponieważ w pewnym momencie żadne z nich nie ma znaczenia. Nie ma. Możecie być absolutnie wzniesieni i mówić: „Chcę stworzyć kolejną ekspresję.” I możecie to zrobić inaczej, bez przechodzenia przez regularny proces narodzin, jak zrobił to Tobiasz. I możecie to zrobić po prostu dla zabawy. Możecie to zrobić bez pogrążania się w te wszystkie intelektualne i filozoficzne dylematy, bez grzęźnięcia i całej tej reszty. Jesteście tym wszystkim.  

Tak więc, ja o tym mówię, wy o tym mówicie – wasza oświecona Jaźń, która absolutnie jest tutaj obecna, mówi o tym, próbując to wprowadzić w ten ludzki fokus, który siedzi tutaj na tych krzesłach albo ogląda online, na co wy wołacie: „O, taak! To nie jest nowe. Wiem to wszystko. Wiem to. To takie łatwe. Jestem istotą ‘i’. Nie ugrzązłem w gównie!” Powiedziałem to, żeby was obudzić. (kilka chichotów) Niektórzy z was zaczęli drzemać. W niczym nie ugrzęźliście - w żadnym gównie, w niczym. Nie ugrzęźliście! To był tylko ten fokus, w jakim się znajdowaliście. Ale, jak wiecie, jakaś część was, nie całość was, część was wyjdzie stąd albo wyłączy później Internet i ta część was znów powróci do pojedynczego fokusu. Kiedy to zrobicie, zatrzymajcie się.

Po prostu się zatrzymajcie. Weźcie ten głęboki oddech – i – nie jesteście tam.

I teraz tym co się dzieje jest poluzowanie. Rozluźniacie liniową rzeczywistość, która trwała przez wieki, a wy byliście w jakiś sposób uwięzieni w tej rzeczywistości, podczas gdy inne rzeczywistości także istniały, ale akurat tę jedną wy zaczynacie rozluźniać. Wyswobadzacie się ze swojej ciasnej bielizny, a to jest wyzwanie, ponieważ część was tak bardzo by chciała zwyczajnie uczynić tę liniową rzeczywistość tylko troszeczkę lepszą. Irytujecie się na mnie, ponieważ przychodzicie tutaj każdego miesiąca z takim celem: „Po prostu chcę uczynić moje życie nieco lepszym”, a tymczasem ja zamierzam wysadzić wasze życie w powietrze, bo właściwie to tego tak naprawdę chcecie. Ponieważ grzęźnie się wtedy, kiedy się nie jest w „i”.

Każdy Mistrz, łącznie z wami, w końcu do tego dochodzi: „Och! Po prostu próbowałem uczynić moje ludzkie życie doskonałym”, a taka postawa jest do dupy. Jeśli będziecie próbowali to robić, to staniecie się bohaterami książki „Czerwony lew”*, część druga. (Adamus chichocze) Moja następna książka. Szukam autora, który by ze mną nad nią pracował. „Czerwony lew”, część druga, jest o tym, że kiedy człowiek ogarnięty jest obsesją… (Crash robi zdjęcie) Dziękuję ci. Trzeba co jakiś czas się zatrzymać i pozwolić na zrobienie zdjęcia, wiecie? Zen powiada: „Zatrzymaj się co jakiś czas dla zdjęcia.” Na czym to stanąłem?

*Adamus odnosi się do książki węgierskiej pisarki, Marii Szepes, „Czerwony lew”, o której mówiono przed Shoudem. Opisana jej w niej historia jednego z uczniów wielkiego Mistrza i alchemika, który to uczeń pragnąc wejść w posiadanie magicznej siły zabija swojego nauczyciela i kradnie sporządzony przez niego eliksir nieśmiertelności. Jednakże zamiast wiecznego życia otrzymuje wspomnienia ze wszystkich swoich poprzednich wcieleń o wszystkich strasznych czynach, jakich się dopuścił. Wiele pełnych wyzwań żywotów będzie musiał jeszcze przeżyć zanim zrozumie sens duchowej drogi i osiągnie stan duchowego przebudzenia. Określenie „czerwony lew” to nazwa płynnego złota alchemicznego, które mogą spożyć jedynie ludzie przygotowani do wejścia na wyższy poziom rozwoju duchowego. - przyp. tłum.

LINDA: Zrób jeszcze jedno zdjęcie. (Crash robi kolejne zdjęcie i Adamus się śmieje)

ADAMUS: Ta mina Lindy. (więcej chichotów) Co mówisz, moja droga? Co próbujesz mi przez to powiedzieć? Co… taak, szybko, rób zdjęcie. Naciśnij guzik. OK. A teraz schodzi ze sceny. (Adamus wchodzi w przejście między rzędami) Crash się zastanawia: „Co teraz mam zrobić? Czy podążać za nim po sali? Czy mam iść, jak mały piesek i robić mu zdjęcia?” No cóż, oczywiście! (przybiera pozę siadając na stole w końcu sali) Występuję nie tylko na scenie. Występuję nie tylko na scenie. Szybko, rób zdjęcie. Nie tylko na scenie występuję. (chichocze) Och, cóż za dystrakcję wymyśliłem! Och, uwielbiam to!

„Czerwony lew”, część druga. „Czerwony lew”, część druga, jest o adepcie, uczniu próbującym z całych sił osiągnąć oświecenie. Och! I, och,  to jest dla niego jak dźwiganie krzyża i coś, czym wszystkich zanudza, łącznie z nim samym, tak strasznie się wysila. I wciąż powtarza: „O, ja biedny. Tak nad tym pracuję. Żadnego przełomu. Żadnego przełomu. Co jest nie tak?” I stara się jeszcze usilniej o to swoje oświecenie.  Och! (ziewa) Byłem tam, robiłem to.  

Jest tak bardzo zaangażowany w ulepszanie swojego ludzkiego świata, że zatraca cały cholerny sens sprawy. Tak jest zajęty czynieniem swojej małej, ciasnej klatki trochę większą czy lepszą, że przestaje rozumieć istotę całego przedsięwzięcia. Wysadzimy w powietrze klatkę. „O, nie! Nie możesz tego zrobić. Tak się nad nią napracowałem. Och! A jestem przecież takim dobrym uczniem, o ja biedny, och!” Zamierzam zwyczajnie przyjść i – bum! – wysadzić klatkę, albo – puk – przewrócić ją.  

“Och! Jak mógłbyś zrobić coś takiego, Adamus? Och, Bóg mnie nie kocha.” Nie, Boga nie ma, tak czy inaczej cię nie kocha. A zatem ja robię  puk – i wszystko bum się rozpada. „Och! Moje życie legło w gruzach. Nie wiem czy chcę zostać na tej planecie. Ooch!” Zamknij się! Bum!!!

“O Boże! Dziękuję ci, Adamus. Tego potrzebowałem. Potrzebowałem kogoś, kto wysadziłby w powietrze moją rzeczywistość, bo tak bardzo w niej ugrzązłem i myślałem, że może wpadniesz i jakoś uczynisz ją bardziej znośną. A teraz zrozumiałem, Boże!, jakim wielkim jesteś Mistrzem Wzniesionym. Wysadziłeś ją w powietrze.” (kilka chichotów) Hej, zarabiam tym na życie. Coś mi się zdaje, że słyszę jakby śmiech przez łzy. (więcej chichotów) Eech…

A zatem, wiecie co? Zamiast żebym to ja wysadzał ją w powietrze, pozwolę wam to zrobić.

KERRI: Świetnie!

ADAMUS: Świetnie. (chichocze) Taak, zaczekaj do następnego miesiąca.

Jednak w taki sposób – a powiedziałem, że dzisiaj macie do czynienia w całości z Adamusem, nie ma niczego poza Adamusem – w taki mniej więcej sposób to wszystko się odbywa i czasami jest bardzo ciężko, czasami, no wiecie… wiem, że niektórzy z was ukradkiem opuszczają Karmazynowy Krąg. Zdradzacie mnie. Idziecie do innych grup i do obcych, którzy wam powiedzą: „Ooch! Biedactwo. Tak bardzo jesteś kochany” oraz “Przybędziemy i udzielimy ci wszelkich informacji, a także sprawimy, że poczujesz się lepiej.” Nie sprawią! Słyszę te bzdury od około trzech milionów lat. „Och! Zamierzamy przybyć na Ziemię i pomóc wam.” Nie pomogą! I prawdę mówiąc ja też wam nie pomogę. Po prostu mówię wam, jak sprawy się mają.

Przechodzicie przez to niesamo… czyż dzisiaj nie jest zabawnie? 

DAVID: Tak.

ADAMUS: Tak. (Adamus chichocze) To, co się dzieje, jest niesamowite, trudne i piękne, ale kiedy odchodzicie od tego pojedynczego, ludzkiego fokusu, robi się ciężko. Robi się ciężko. Jednak to jest wspaniałe, a wy mi później podziękujecie. Może. (ktoś mówi: „Taak.”) Taak. Taak.

Tak więc gdzie to jesteśmy? Och, dzisiaj będą pytania i odpowiedzi. Zwykle tego nie robimy. Linda, czy mogłabyś wziąć mikrofon? Będę zadawał pytania, a wy będziecie odpowiadali. (nieco śmiechu)

LINDA: Szokujące.

ADAMUS: Dzisiaj energia jest inna. Tak więc po prostu czujcie się swobodnie i bądźcie kimkolwiek chcecie, bądźcie sobą. Czujcie się swobodnie. Dziś jest tak bardziej na luzie. Odesłałem połowę ludzi, którzy chcieli nowych rzeczy, tak więc tylko my sobie tutaj rozmawiamy, a kilka pięknych dusz się przysłuchuje online. Niech więc będzie swobodnie, niech będzie otwarcie. Wątpię, czy ktokolwiek kiedykolwiek wróci, żeby jeszcze tego posłuchać.

LINDA: Taak, no właśnie. (kilka chichotów)

ADAMUS: Tylko my, Wzniesieni Mistrzowie.


Pytania i odpowiedzi

A więc pierwsze pytanie i proszę, pamiętajcie, odpowiadajcie zwięźle. OK. Pierwsze pytanie. Najpierw znajdź kogoś, a ja wtedy zadam pytanie.

LINDA: OK.

ADAMUS: Ach! Znajdź kogoś. Och! OK. Otrzymasz pytanie, a ja poproszę, żebyś wstał. Czym się martwisz? Czy ktoś zechciałby zapisywać na tablicy? Niech ktoś będzie tak uprzejmy, proszę.

LINDA: Tad.

ADAMUS: Tad. Wspaniale. Dziękuję ci.

LINDA: Och, zaczekaj, zaczekaj! OK, w porządku. Taak, Tad. Zaczynaj, Tad.

ADAMUS: Tad, ona ci da Nagrodę Adamusa za przebycie tej drogi…

LINDA: Już więcej nie mam!

ADAMUS: …z końca sali.

LINDA: Zabrakło!

ADAMUS: To dasz jakieś pieniądze. Och, on (Geoffrey) nie ma żadnych pieniędzy.

LINDA: Och! Biedaczek!

ADAMUS: Acha!

TAD: Dziś gratisowo.

ADAMUS: Łał. Łał. To było niemądre.

TAD: Jestem nauczycielką.

ADAMUS: A już miałem jej dać 100 dolarów. OK. Zatem pytanie jest o to, czym się martwisz?

NANCY: Nie przychodzi mi nic do głowy.

ADAMUS: Naprawdę?! Czy chcesz, żebym ci podpowiedział jakiś powód do zmartwienia?

NANCY: Jasne. (kilka chichotów)

ADAMUS: OK. Naprawdę? Żadnych bezsennych nocy?

NANCY: Wiesz, że ja…

ADAMUS: Pieniądze?

NANCY: Nie.

ADAMUS: Zdrowie.

NANCY: Nie.

ADAMUS: Aaach, w tym było lekkie wahanie.

NANCY: Taak, trochę dokucza mi dzisiaj oko. Ale…

ADAMUS: Ale się tym nie martwisz.

NANCY: Cóż, minie.

ADAMUS: No nie… widzieliście coś takiego? Jesteście dla mnie za dobrzy. OK. Dziękuję ci. Zapisz „zmartwienie” (do Tad), a następnie odpowiedź numer jeden „Nic”. Dziękuję ci. Nic.  Nie martwisz się o jakiegoś członka rodziny może albo przyjaciela, czy coś takiego?

NANCY: Naprawdę nie.

ADAMUS: Czyli oni cię nie obchodzą. OK. (śmiech) Dobrze. Dziękuję ci.

NANCY: OK.

ADAMUS: OK, następny.

LINDA: Trzeba by wybrać gościa.

ADAMUS: Taak, taak, gościa. Z gośćmi pójdzie łatwiej. Czym się martwisz w swoim życiu?

LEONARD: Czasami nie wiem, co robić z czasem.

ADAMUS: Taak, z czasem czy z całym swoim życiem?

LEONARD: Nie, z czasem.

ADAMUS: Tak. Czy to cię martwi?

LEONARD: Tak naprawdę to nie.

ADAMUS: Och. Co się dzieje, jakieś „towarzystwo niefrasobliwych”?! (śmiech) Wszyscy inni cierpią, niepokoją się i tak dalej. Och! A tutaj, taak, Linda akurat znajduje takich dwoje. Czy może to makyo?

LINDA: Mmm.

LEONARD: Mmm.

ADAMUS: Hm.

LEONARD: Hm.

ADAMUS: Hm. Czym się martwisz?

LEONARD: (milczy) Wiem, że dotrę tam…

(pauza)

ADAMUS: Ale?!

LEONARD: Ale kiedy?

ADAMUS: Ale kiedy. Czy bardzo się tym martwisz?

LEONARD: Nie.

ADAMUS: Hm. Martwisz się o pieniądze?

LEONARD: Trochę. Nie za bardzo.

ADAMUS: Taak, nie za bardzo. Ile masz w kieszeni?

LEONARD: Nic.

ADAMUS: Ja bym się martwił, gdybym był tobą. (śmiech) Taak. To była dobra odpowiedź, ponieważ ja bym ci to zabrał. (więcej śmiechu) Czy martwisz się o to, co będziesz robił w życiu?

LEONARD: Nie.

ADAMUS: Nie. Czy mieszkasz z rodzicami?

LEONARD: Mhm, mieszkam z rodzicami, ale nie…

ADAMUS: Aaach! Aach! (śmiech) Zamieszkasz z nimi na jakieś 50 lat? (Adamus chichocze)

LEONARD: Nie! Nie. Na miesiąc czy coś koło tego.

ADAMUS: Ooch, na…OK.

LEONARD: Ale to miłe, odwiedzam ojca, z którym nie widuję się zbyt często.

ADAMUS: Absolutnie. Absolutnie. To oni się śmieją. Ja nie. Ja rozumiem. Ale czy kiedykolwiek… nie to żebyś się miał zamartwiać tym problemem, ale czy nie zadajesz sobie pytania: “Kurcze, gdzie ja będę za pięć lat?”

LEONARD: Nie.

ADAMUS: Masz pracę?

LEONARD: W tej chwili nie.

ADAMUS: Żadnych zmartwień. Jestem zaskoczony i zdumiony, i nazwałbym to makyo, gdyby je wyczuł.

LEONARD: OK.

ADAMUS: OK. Dobrze. Dobrze. Świetnie. No cóż.

TAD: Nic.

LINDA: OK.

TAD: Nic.

ADAMUS: Nic. Nic. Nic. Tak. Wszyscy teraz oglądają nas online i ja wiem, że też jesteście zdumieni, tak jak ja, że jak dotąd nie ma żadnych zmartwień. Ale teraz myślę, że jedno się znajdzie.

DIANE: Eech! (chichocze) Kilka.

ADAMUS: Kilka. O co się martwisz?

DIANE: (wzdycha) O córkę.

ADAMUS: O córkę. Ile czasu całego twojego martwienia się przypada na córkę?

DIANE: No cóż, nie jest to 24 godziny na dobę, ale…

ADAMUS: Ale ze wszystkich twoich zmartwień, ile procent dotyczy córki?

DIANE: Trzydzieści.

ADAMUS: Trzydzieści, pięćdziesiąt.

DIANE: Mm. Pięćdziesiąt. Niech będzie.

ADAMUS: Taak, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt. OK. Jak to jej pomaga?

DIANE: Och, nie pomaga. No cóż, robię coś, żeby jej pomóc, ale stanęłam przed wyborem między staromodnym sposobem…

ADAMUS: Czy kiedykolwiek ci mówi: “O, mamo. Dziękuję ci, że się o mnie martwisz, bo to bardzo mi pomaga.”

DIANE: Nie.

ADAMUS: Nie. OK. I co cię jeszcze martwi?

DIANE: Zagrożenie chorobą mózgu.

ADAMUS: Mm, taak.

DIANE: Występuje w mojej rodzinie.

ADAMUS: Taak.

DIANE: Wiem, że powinniśmy uwalniać się od…

ADAMUS: Nie.

DIANE: …dziedziczenia.

ADAMUS: Nie.

DIANE: Ale ono jest.

ADAMUS: (robi gest popychania palcem wskazującym – puk) Przewracanie przodków. Po prostu – puk -  przewróć ich. Taak. Nie wiem dlaczego, ale Cauldre i Linda nie ogłosili, że właśnie niedawno zrobiliśmy niesamowite, genialne nagranie nazwane „Wolność od dziedziczenia” - w dwie i pół godziny problem jest rozwiązany.

DIANE: Wspaniale!

ADAMUS: Tak, tak.

DIANE: Chciałabym to mieć.

ADAMUS: Tak. Robię trochę wstępnej promocji. Tak.

DIANE: OK.

ADAMUS: Dostaniesz darmowy egzemplarz.

DIANE: Dziękuję.

ADAMUS: Tak. Dziękuję ci. Czy jeszcze coś cię martwi?

DIANE: Mmm, nic poważnego. Nie.

ADAMUS: Nie.

DIANE: Mmm.

ADAMUS: Mmm. Mm-mm-mm-mm. OK. Jeszcze coś. Jedna rzecz.

(Diane milczy)

Taak.

DIANE: No cóż, cała ta oświeceniowa sprawa.

ADAMUS: Cała ta oświeceniowa sprawa. Tak, tak. (śmiech) Taak. „No popatrz, nie mogę myśleć o niczym innym. O, taak! Świat! Wszechświat! Bóg! Cała ta… o, taak! Nieomal zapomniałam o tym małym stresie w moim życiu.” Taak.

No to co by cię w tym tak martwiło?

DIANE: Och, no wiesz. Czy robię to właściwie? Kiedy tam dotrę? Rozumiem, że już tam dotarłam.

ADAMUS: Och, sięgnijmy wprost do sedna sprawy. Czy ono istnieje?

DIANE: (milczy) OK.

ADAMUS: O to bym się martwił. Gdybym był tobą, martwiłbym się, czy to w ogóle jest prawdziwe. Taak. Chcę powiedzieć, że martwiłbym się głównie o to.

DIANE: Mm hmm.

ADAMUS: Taak.

DIANE: Bierzemy to na wiarę.

ADAMUS: Jasne. Jasne. A jaki mamy na to dowód?

DIANE: Żadnego.

ADAMUS: Absolutnie żadnego. Ale zdradzę ci pewien mały sekret.

Nawet jeśli to nie jest prawda, nawet jeśli to tylko zwykły wymysł, to dzieje się zabawna rzecz, a to z powodu natury świadomości, że gdyby to nawet nie istniało, świadomość by to powołała do istnienia, stworzyłaby to. Wykorzystam tu moją historię o zielonym planktonie, powiedzmy, że nie ma Boga, ale była ta dziwna ewolucja z zielonej szumowiny na powierzchni jeziora i to stworzyło Ziemię, ludzi i wszystko inne. Boga nie ma, nie ma aniołów, no to świadomość – która musi istnieć, a musi istnieć, żeby cokolwiek innego zaistniało – to świadomość teraz stworzy Boga, niebo, anioły, wniesienie, oświecenie i pełne rozkwitnięcie czegoś, co było tylko zielonym planktonem – we wspaniałego Wzniesionego Mistrza.

W tym zawiera się piękno. Niekoniecznie albowiem coś musi dziać się odgórnie – Bóg, aniołowie, ludzie, zwierzęta, zielony plankton – to się może zadziać oddolnie w inny sposób. To zdumiewająca sprawa. Na tym polega piękno świadomości. Nawet jeśli wszystko inne jest zafałszowane albo nieprawdziwe, albo wręcz nie istnieje, w chwili gdy dodana zostanie do tego świadomość, to się staje. To niesamowita sprawa.

No więc, powiedzmy, że nie ma czegoś takiego jak oświecenie. Rodzicie się, umieracie i to wszystko. Nagle, w chwili, gdy wasza świadomość mówi: „Nie, jest coś więcej”, to to jest. To niesamowita sprawa. I to odnosi się do wszystkiego, czy to będzie oświecenie, czy wasze ludzkie życie i to właśnie mniej więcej odbywa się w waszym ludzkim życiu w tej chwili. Wkładacie w to świadomość, a ona się rozprzestrzenia i tworzy. Bez względu na to, czy była ona tam wcześniej czy nie, teraz jest. Niesamowity cud polega na tym, że nawet jeśli, powiedzmy, był tylko stary biblijny Bóg i to wszystko – umieraliście, trafialiście do raju albo do piekła  – dzięki świadomości to się zmienia. Nagle chce wam się czegoś więcej. I teraz jest więcej. OK. No cóż, dziękuję ci. Dziękuję ci, że pozwoliłaś mi na dłuższy wywód.

Jeszcze jedna osoba o zmartwieniach, jakie są wasze zmartwienia? Jakie są wasze zmartwienia?

Zadaję to pytanie, bo słyszę ciągle tyle narzekań – zmartwienie, zmartwienie, zmartwienie, zmartwienie; stres, stres, stres – i to wpływa na wasz sen i na wasze zdrowie, i wszystko inne. A teraz słyszę, że nie tak znów wiele tych zmartwień. Wy, którzy oglądacie nas online, dajecie ujście swoim zmartwieniom. Mówicie: „Co u diabła! Mają mikrofon. Gdybym to ja był, miałbym o czym mówić!”

Pete, co to jest takiego czym się martwisz?

PETE: No cóż, rak.

ADAMUS: Rak. To naprawdę poważne zmartwienie.

PETE: Taak.

ADAMUS: Taak.

PETE: Właśnie przeszedłem operację.

ADAMUS: Tak, dobrze.

PETE: I pięciu moich braci miało raka. Mój ojciec miał raka i jego brat miał raka. Tak więc widać to sprawa genetyczna w mojej rodzinie i to jest, no wiesz, jedyne moje zmartwienie.

ADAMUS: To coś więcej niż geny.

PETE: Taak, być może.

ADAMUS: Taak. To atrybut energetyczny, który utknął w linii rodowej.

PETE: Rozumiem.

ADAMUS: Będziemy się od tego uwalniać i uwolnimy się. Jest to jedna z największych moich pasji w pracy z wami.

PETE: Ale inna sprawa to…

ADAMUS: Przewracanie rodziny – puk.

PETE: Taak. No cóż, powiedziałem sobie OK, ale jaka wynika lekcja z tego raka?

ADAMUS: No właśnie.

PETE: Przekonałem się, że ani nad tym nie mam kontroli, ani tego nie wytwarzam. Wobec tego muszę się poddać i ustąpić. A więc przestać się martwić.

ADAMUS: Przestać się martwić.

PETE: Taak.

ADAMUS: Pete

PETE: I, no wiesz, po prostu…

ADAMUS: Zmartwienie nie rozwiąże problemu.

PETE: Nie, nie rozwiąże. Nie rozwiąże.

ADAMUS: I próba zapanowania nad nim mentalnie nie rozwiąże go…

PETE: Nie.

ADAMUS: …w żadnym razie. A więc co robisz?

PETE: Musiałem się temu poddać.

ADAMUS: Mówisz poddać się…

PETE: To znaczy…

ADAMUS: Przestań próbować to kontrolować…

PETE: Jasne.

ADAMUS: …i martwić się.

PETE: Taak.

ADAMUS: Taak, taak.

PETE: Jako mężczyzna zawsze miałem nad wszystkim kontrolę. Z tego czerpałem moje poczucie własnej wartości.

ADAMUS: Jasne.

PETE: No wiesz, produkcja i cały ten interes, a to wszystko bzdura.

ADAMUS: Rana Adama.

PETE: Taak, właśnie.

ADAMUS: Chodzi mi o to, że, no wiesz: „Jestem mężczyzną i muszę…” Taak, taak.

PETE: Taak.

ADAMUS: O tym też będziemy mówić wkrótce. Taak. Dam ci gratisowy egzemplarz.

PETE: Cóż, dziękuję ci. (Adamus chichocze)

ADAMUS: A więc, OK. A jak się czujesz teraz?

PETE: Zupełnie dobrze.

ADAMUS: OK.

PETE: Nawet dzisiaj… Byłem rozbity przez ostatnie trzy miesiące, a teraz rozumiesz, dlaczego.

ADAMUS: Tak.

PETE: Ale dziś rano wstałem i powiedziałem sobie: “Hej! Idziesz w takie ładne miejsce, będziesz w towarzystwie aniołów. Lubię siebie.”

ADAMUS: Do nieba? Do nieba?

PETE: Nie.

ADAMUS: Och, masz na myśli tutaj! Tutaj! (śmiech)

PETE: Taak. Towarzystwo aniołów tutaj.

ADAMUS: Myślałem, że dzisiaj od nas odchodzisz. A tobie chodziło, och, o to miejsce tutaj. Taak.

PETE: I taka przyjemna energia jest tutaj. I dostosowuję się po prostu do tej energii.

ADAMUS: Rzeczywiście przyjemna.

PETE: I zestrajam się z nią.

ADAMUS: Taak. Wiesz co, to ciekawe. Niezależnie od tego jak bardzo umysł będzie próbował się na tym skupiać i sobie to wyobrażać oraz pytać: “Dlaczego mam raka, co mam robić i co Bóg próbuje mi powiedzieć? Jaka to lekcja?”, ty na to - tfu!- napluj.

Wciąż tkwisz w energii rodziny i to było dla ciebie wezwanie do przebudzenia. Oznacza to, że już nie jesteś swoją rodziną. I wszystkie te rzeczy, czy to będzie choroba psychiczna, czy fizyczna, które są niesione… Mówiłem o tym. Dlaczego my tego nie publikujemy? Dlaczego nie publikujemy tego nagrania? Linda?

PETE: To usunęło wiele z tego bagażu. Czuję to.

ADAMUS: Taak, rzeczywiście.  To jest jak… to po prostu wyswobodzenie. „To nie jest moje”.

PETE: Taak.

ADAMUS: A jednocześnie ma miejsce pewien poziom dyskomfortu. Mówicie: „Acha. Pozbywam się moich rodzinnych podstaw i energetycznych tradycji. I kim jestem teraz?” Jest zatem i taki etap,  ale i on minie. Dobrze. Dziękuję ci, Pete.

Następne pytanie i musimy ruszać dalej. Mamy wiele do omówienia. Następne pytanie brzmi… a ty Linda wybierz kogokolwiek, kogoś, kto akurat jest za tobą.

LINDA: Słucham?

ADAMUS: Wybierz kogokolwiek, kogoś tuż za tobą.
LINDA: OK, OK, OK. (Adamus chichocze) Och, och, och! Nie tak znów kogokolwiek.

ADAMUS: Taak, taak, taak.

LINDA: Ale kogoś. Mam.

ADAMUS: Nie, nie. Tutaj.

LINDA: Mam.

ADAMUS: Kathleen.

LINDA: Mam.

ADAMUS: Taak, OK.

LINDA: Zadaj pytanie.

ADAMUS: Nie. Daj mikrofon. Nie, daj Kathleen.

LINDA: Oooch!

ADAMUS: Tak. A więc, z czym walczysz? Wyjdź stamtąd, wejdź w światło, jak lubię mawiać. (nieco śmiechu) Chodź tu, chodź tu, chodź tu, do światła. Tak. Wciąż jesteś w cieniu.

KATHLEEN: Z czym walczę?

ADAMUS: Z czym walczysz? O, tak będzie dobrze. (Kathleen wzdycha) Ach!

LINDA: Skóra cierpnie.

KATHLEEN: Na wszystko przyzwalam.

ADAMUS: Eech…

KATHLEEN: Na moje urzeczywistnienie.

ADAMUS: Taak, Ok. Ale zejdźmy…

KATHLEEN: Ponieważ to jest…

ADAMUS: Z czym walczysz? To jest dobra walka. Przyglądam się tej walce od jakiegoś czasu.

(kobieta milczy)

No a teraz muszę cię zdekoncentrować, bo stajesz się zbyt mentalna.

KATHLEEN: Wchodzisz głęboko.

ADAMUS: Mm hmm. Mm.

KATHLEEN: I chcesz, żebym ja też tam weszła.

ADAMUS: Naprawdę głęboko. Och, uwielbiam to. I obydwoje wstaniemy. (Adamus wstaje) Pozostaniemy na stojąco. A więc, z czym walczysz w głębi siebie?

(Kathleen znowu milczy i wzdycha)

Aż jej para idzie z uszu. (kilka chichotów) Taak.

KATHLEEN: Z pozostałą częścią mojego serca.

ADAMUS: Taak, taak. No cóż…

KATHLEEN: Z całą sobą.

ADAMUS: Taak, z czym walczysz? Co to są za bitwy? Czy wiesz, co to za bitwy?

(pauza)

Czy mogę… czy pozwolisz, że ja powiem?

KATHLEEN: Czuję się całkiem szczęśliwa, ale posłucham, co powiesz.

ADAMUS: Ha! Jeśli to jest szczęście, to ja idę do piekła! (śmiech) Ajajaj! Chodzi o coś daleko więcej, moja droga. Wiesz co, nie ograniczaj się do tego co uznajesz za szczęście. To … mogę zakląć? To gówno prawda. Nie uważaj tego za szczęście. To nie jest szczęście. Zapanowałaś nad cierpieniem – nie wytykam ci tego, po prostu próbuję trochę tobą potrząsnąć – to jest zapanowanie nad cierpieniem, a to duża różnica, moja droga. Czujesz się lepiej… 

KATHLEEN: Zdecydowałam skończyć z cierpieniem w zeszłym roku.

ADAMUS: Robisz coś, co nazywasz lepszym samopoczuciem, ale jeszcze tyle tego zostało. Czy mogę powiedzieć, z czym walczysz? Czy raczej wolisz, żebym nie mówił?

KATHLEEN: Chętnie posłucham.

ADAMUS: No nie wiem.

KATHLEEN: Posłucham.

ADAMUS: Chodzi o to, że wszyscy patrzą.

KATHLEEN: Posłucham.

ADAMUS: OK. Gotowa? Nie miej pretensji… mówi Cauldre, nie obwiniaj Cauldre’a.

KATHLEEN: Nogi się pode mną uginają.

ADAMUS: Powinny, bo dochodzimy do chwili prawdy.

KATHLEEN: Cholera!

ADAMUS: Jej! Co za napięcie!

KATHLEEN: Cholera! Ja pierniczę!

ADAMUS: Taak! (Kathleen chichocze) Taak! OK. Otóż masz w sobie wiedźmę.

KATHLEEN: Oooch.

ADAMUS: Wiedźmę, którą byłaś. Bardzo przepraszam, ale, taak, bum! Brrr! (Kathleen wzdycha) Wiedźmę, którą byłaś, i z którą, jak to teraz czujesz, sromotnie przegrałaś, a ona cię wciąż prześladuje. I mówię o twoim poprzednim wcieleniu, kiedy byłaś prawdziwą wiedźmą. Prawdziwą wiedźmą. I z tymi mocami, z którymi igrałaś, i których używałaś do niszczenia, teraz walczysz każdego dnia. To nie ma nawet twarzy, ale jest obecne. Widzisz, moja droga, nie ma już potrzeby dalszej walki, ponieważ nikt w niej nie wygra. Tak więc skończ z walką. Chodziło o władzę, nadużywanie jej, niewłaściwe użycie; powstrzymujesz się. Powstrzymujesz się, nie chcąc już nigdy być wiedźmą, a mnie mówisz, że jesteś szczęśliwa, o Boże, to ma być szczęście? Łał.

Zatrzymaj się. Weź głęboki oddech. Przestań próbować to pojąć, OK? Wiedźma jest w porządku. Wiedźma nie była tym, czym myślałaś, że jest, rozumiesz? Nie obchodzi mnie, co ci powiedziano.

KATHLEEN: To się dzieje, kiedy stoję przed ludźmi.

ADAMUS: Taak!

KATHLEEN: Taak.

ADAMUS: Taak. A przeważnie dzieje się tak, kiedy stoisz przed sobą samą.

Tak więc idzie silny nacisk: „Uspokój się. Uspokój się. Uspokój się.” A wiedźma na to: “Spadaj” i stosuje swoje sztuczki na tobie i to jesteś ty. Brzmi to dziwnie (kilka chichotów), ale jest bardzo prawdziwe. Wiedźma powtarza: „Będę na ciebie rzucać zaklęcia. Będę cię trzymać krótko. Nie zamierzam ci pozwolić, żebyś się wygodnie urządziła w Mieście Szczęścia” i tak będzie dopóki nie znajdzie się jakieś rozwiązanie, rozumiesz? Tak więc pozwól, żeby wiedźma się wyprowadziła.

KATHLEEN: OK.

ADAMUS: Nie, mówię poważnie. A pozostali niech usuną się z drogi. (śmiech) No cóż, to jest – och! Nie lubię sięgać do poprzednich wcieleń, ale w tym przypadku mamy do czynienia z celowym wycofywaniem się i myśleniem w rodzaju: „Będę się starała być dobrą dziewczynką. Będę się starała dobrze zachowywać. Będę się starała…” a to nie działa. To nie działa. W końcu to doprowadza do wybuchu, a ty decydujesz: „Och! Muszę być sama, bo wszystko psuję i wszystkich ranię.” A wtedy zatrzymaj się na chwilę, dobrze? Pozwól wiedźmie wyjść. Uwolnij ją. To proste. OK. 

Chcę wam uprzytomnić, że toczy się wiele tych wewnętrznych bitew i kiedy słyszę, jak ktoś z was mówi: “Niczym się nie martwię” albo “Nie, moje życie jest szczęśliwe”, grrr! Naprawdę?! Za kogo wy mnie macie, za Kuthumiego? Chcecie mi zamydlić oczy? Ha, ha! (nieco śmiechu) Przepraszam. (spogląda w górę) Pozwól jej wyjść, jasne? I… pytam, z czym walczysz, a ty (a) nie wiesz – cóż, wiesz, ale nie zamierzasz się przyznać – i (b) nie wygrasz. Nie wygrasz tej walki. Wiedźma wygra. Jest silniejsza, bo wie, jakie zastosować sposoby. Ty się powstrzymujesz. Próbujesz się schować, a ona wygrywa za każdym razem. Rozumiesz? Wypuść wiedźmę.

OK, naprawdę zmierzamy właściwym torem. Tak więc nie będę zadawał tego pytania. Zamierzam przejść do ostatniego pytania, które już wcześniej zadałem, zapytam znowu – podaj komuś mikrofon.

Och! Chcesz siedzieć na moim pytaniu. Dlaczego zamierzasz zostać?

LARRY: Zostać gdzie? (kilka chichotów) Ja nie…

ADAMUS: Dlaczego zamierzasz zostać?

LARRY: O, na planecie. Och, cały czas zadaję sobie to pytanie.

ADAMUS: Wiem. I nie ty jeden, Larry.

LARRY: Och.

ADAMUS: Nie ty jeden. Tak więc, dlaczego zamierzasz zostać?

LARRY: Mmm. (milczy) Z powodu oświecenia. (Adamus mruczy przecząco) Nie?

ADAMUS: OK.

LARRY: W porządku.

ADAMUS: Dlaczego zamierzasz zostać? Chcesz, żebym był brutalnie szczery?

LARRY: Jasne.

ADAMUS: OK. Z wielu…

LARRY: Czemu nie? Już to tutaj robiłeś. No dalej!

ADAMUS: Jasne, jasne. Powiedziałem, że to w pełni dzień Adamusa, gwiazdorski dzień Adamusa.

LARRY: O, taak, wszystko dotyczy ciebie. No dalej!

ADAMUS: Ponieważ boisz się odejść.

LARRY: Och, OK.

ADAMUS: Mówię do wszystkich pozostałych, którzy czują to pytanie: ponieważ boicie się odejść, w przeciwnym wypadku byście odeszli.

LARRY: Taak.

ADAMUS: Ale wy się boicie i wciąż pytacie: „Co się dzieje? Czy przegrałem? Czy to wszystko prawda? Co tak naprawdę jest po drugiej stronie? Czy w ogóle coś tam jest?” Gdyby nie to, wielu z was do tej pory już by stąd odeszło. Ale boicie się odejść, a więc będziecie spędzać czas w wagonie pociągu przekonując samych siebie, że oto udacie się na comiesięczne spotkanie i powiecie, że jesteście duchowi. Tymczasem to raczej powstrzymuje wszystko, no wiecie. Właściwie to żaden dyshonor odejść i nie zwracam się, Larry, akurat do ciebie. Jednak, Larry, a także wielu z was, czekacie, żeby zobaczyć, że a nuż jutro się coś zmieni. Prawdopodobnie nie. Mówiliśmy już kiedyś o tym. To jest jak z pogodą - będzie taka sama. “Może los się do mnie uśmiechnie.” Posłuchajcie, jeśli los się do was nie uśmiechnął do tej pory, nigdy tego nie zrobi. (Adamus chichocze)

Tak więc ma miejsce coś jak apatyczne zwlekanie: “Och! Nie chcę tu być, ale boję się odejść. Poczekam i zobaczę, co się stanie.” A wtedy ja muszę przyjść i trzepnąć was raz i dugi, stłuc was i – puk! – przewrócić was i tym podobne rzeczy. Zrobię to jeszcze raz – puk! – do kamery. Obraz starczy za tysiąc opowieści.

LARRY: Taak.

ADAMUS: Ale, widzisz - możesz oddać mikrofon Lindzie, bo mówię teraz do wszystkich – spójrzcie na to przez chwilę z mojego punktu widzenia. Udawajcie, że jesteście Wzniesionym Mistrzem.

Macie tę dynamikę: “Och, nie wiem, czy chcę zostać. I, och, to takie trudne. I…” OK, OK. Ale przecież i tak nie odejdziecie. To prawdę mówiąc trochę niesmaczne. Właściwie to naprawdę niesmaczne. To niezbyt dobrze o was świadczy, a i źle się odbija na moich notowaniach w Klubie Wzniesionych Mistrzów. No wiecie, przychodzą i pytają: „Hej, ilu chce odejść?” “Trzech, może czterech. To wszystko. (śmiech) To wszystko. Ale pracuję z nimi.” Tymczasem tak naprawdę jest cała grupa, która pozostaje pomiędzy.

Bycie pomiędzy to straszne umiejscowienie, jak u Kathleen. Pomiędzy to straszne umiejscowienie, bo nie jesteście ani tu, ani tu. Nie jesteście w Teraz. Nigdzie nie jesteście. Jesteście po prostu między tym, a tym. Jak miałoby to być zapisane na waszym nagrobku? „Nie pamiętam, kto to był. Nie pamiętam nazwiska do zapisania na nagrobku ani roku, był pomiędzy.” „Kim był?” „Nie wiem. Był po prostu pomiędzy.”

Straszne jest być tak umiejscowionym. A zatem w pewnym sensie to okropne mówić coś takiego: „Och! Nie wiem, czy chcę tu być”, a z drugiej strony: „No cóż, zaczekam i zobaczę, co się jutro wydarzy.” W ten sposób do niczego nie dojdziemy. Nie dojdziemy. I to jest właśnie rana Adama… hmm… Adamusa. (chichocze) To miało być zabawne. Mówię to moim przyjaciołom (wskazuje palcem w górę). Rana Adamusa: “Co mam robić?” Shaumbra się zgromadziła i powtarza: “Och, nie chcę tu być, ale nie chcę odejść.” Co takiego?! To okropne. Zdecydujcie się tak, albo tak. Czy chcecie tu być, czy nie. To wszystko. Albo się do cholery zobowiążcie do zostania tutaj, albo idźcie do diabła. Proszę. W gruncie rzeczy boicie się umrzeć; robiliście to już więcej niż tysiąc razy. To łatwe. Naprawdę łatwe. “Och! Ale to takie emocjonalne, muszę połknąć tabletki albo, no wiesz, rozpędzić się samochodem po klifie i spaść.” (kilka chichotów) To jest jak… taak, ale jest naprawdę łatwe.

Tak więc albo tak, albo tak, ale po prostu się zdecydujcie. Żyj albo umrzyj.* Dziś w całości Adamus! (chichocze) Żadnego współczucia, no nie? Ale ty się śmiejesz. (do Tad)

*Adamus cytuje postać z filmu Piła (II), która mówi do swojej ofiary: „Żyj albo umrzyj. Twój wybór.” – przyp. tłum. 

TAD: Ja się śmieję.

ADAMUS: Tak. Taak. OK. Tak więc teraz przejdźmy do rzeczy.

Weźmy głęboki oddech.

Zamieszałem w garnku przy pomocy mikrofonu. Naprawdę zamieszałem. Słyszę: „O co chodzi? Czy on przejdzie do rzeczy? Czy on przejdzie do rzeczy?” Tak, przejdę. 

Sedno sprawy polega na… Skończyłem. (do Tad) Dziękuję ci bardzo, możesz podjąć dwadzieścia dolarów z kasy. Leslie ma pieniądze. Och, zapłaćcie jej za dzisiaj. Zapłaćcie za wszystko, dobrze?  


Wyjść poza to, co ludzkie

Sedno w tym… czy w ogóle jest jakieś sedno? Tak. Jest sedno. Sedno sprawy jest całkiem proste.

Sedno jest dwojakiego rodzaju. Istnieje mnogość ognisk skupienia świadomości w tym samym czasie, ale wy jesteście tak zamknięci w swoim człowieczeństwie, że nie widzicie innych. Rozumiecie?

Druga sprawa – a nie jest ona nowa – próbujecie kreować swoje życie czy oświecenie z poziomu swojego ludzkiego umysłu i percepcji, a to się nie uda. Próbując dokonać duchowego przebudzenia, oświecenia, urzeczywistnienia, jakkolwiek to zechcecie nazwać, próbujecie to robić z ludzkiego punktu widzenia. To się absolutnie nie uda. Będziecie sfrustrowani, poirytowani, zmęczeni, chorzy, a następnie umrzecie i umrzecie sfrustrowani, poirytowani, chorzy, zmęczeni i zrujnowani, próbując tak usilnie wykonywać tę pracę z poziomu swojej ludzkiej istoty.

Mówiłem o tym wcześniej, ale wykorzystam dzień dzisiejszy, żeby to powtórzyć. Przestań to robić, bracie John. Przestań to robić z poziomu brata Johna. To się nie uda. A wy wszyscy to robicie i wszyscy lądujecie na ścieżce cierpienia, która to ścieżka prowadzi w ślepy zaułek i nikt was stamtąd nie wydostanie. Przestańcie próbować robić to z poziomu umysłu i wierzeń, i ludzkiego punktu widzenia. To nie zadziała.

To akurat było całkiem proste. Pytanie natomiast pojawia się takie: “No to jak ja mam to zrobić? Co mam robić, Adamus? Jeśli mam nie robić tego z poziomu ludzkiego umysłu, to z jakiego mam to robić i jak?”

Powrócę do bardzo ważnego stwierdzenia. Jak już powiedziałem, musimy zaprzestać jakichkolwiek działań i przypomnieć sobie stary temat. Nie jesteście odpowiedzialni za swoje oświecenie, rozumiecie? Już to mówiłem – powiedziałem to półtora roku temu – ale koniec końców znów do tego wracacie i znów próbujecie to robić. Dlaczego? Dlaczego? Zastanawiam się. Czy macie obsesję na tym punkcie? (ktoś mówi: „Tak”) Tak. Dziękuję ci. Wszyscy podnoszą rękę, “Tak!”

SART: Całkiem sporo! (Adamus chichocze)

ADAMUS: I wracacie do tego. Co to wam daje? „Nie za wiele.” Dlaczego ciągle to robicie? “Nie mam pojęcia.” Otóż wiecie. “Rozmowy ze Sobą” - mam zamiar napisać taką książkę.

Wy jednak dalej próbujecie. O co chodzi? Dlaczego wciąż powracacie do czegoś, co się nie sprawdziło i się nie sprawdzi – do ludzkiej istoty próbującej dokonać oświecenia? Już wiem dlaczego – ktoś tutaj to powiedział – kontrola. Taak, Pete. Kontrola. “Muszę być mężczyzną” albo “To jedyna rzecz, jaką mam, nie znam nic lepszego”. Zaprzestańcie tego. Zaprzestańcie tego.

Wy, jako ludzka istota w Teraz, siedząca tutaj w tym samym miejscu, w którym przebywa oświecona istota będąca w Teraz czy wiedźma będąca w Teraz, wy, jako człowiek, nie jesteście odpowiedzialni za oświecenie. Prosi się was jedynie o dwie proste rzeczy. Jednej już dokonaliście – wyboru. Już to zrobiliście, w przeciwnym wypadku by was tutaj nie było. W przeciwnym wypadku nie przepuścilibyście siebie przez taki straszny emocjonalny, a czasami  także fizyczny ból. Już dokonaliście wyboru.

Druga rzecz – po prostu bądźcie świadomi. Bądźcie świadomi. To wszystko.

Ja Jestem zajmuje się wszystkim innym. Nie Bóg – pozbyliśmy się Boga - nie anielskie rady czy cokolwiek innego, ale Ja Jestem. Wasze Ja Jestem wykonuje wszystko. Wszystko. Możecie nie być zdolni tego dostrzec, ponieważ macie oczekiwania biorące się z ograniczonej, ludzkiej perspektywy. Możecie nie rozumieć, ale Ja Jestem wykonuje wszystko. Wy macie jedynie być tego świadomi i przyzwolić.


Przyzwolenie

Tak więc zrobiliśmy wielkie koło i wróciliśmy do czegoś, co nie jest nowe. To przyzwolenie. Ale, no wiecie, zabawna rzecz się stała z przyzwoleniem po drodze do oświecenia – człowiek je przechwycił. Człowiek powiedział: „OK, muszę przejąć przyzwolenie” i teraz wy uważacie, że przyzwolenie oznacza pozwolenie ludziom na kradzież waszej energii. To nie jest przyzwolenie, to głupota. Myślicie, że przyzwolenie to pozostawanie przy waszych starych zwyczajach. To nie jest przyzwolenie, to upór.

Przyzwolenie oznacza całkowite otworzenie się na siebie bez względu na wszystko. Bez względu na to, co by się działo. Przejęliście przyzwolenie, niektórzy z was, i używacie go do znalezienia miejsca do zaparkowania przed galerią handlową. Wstydźcie się! (kilka chichotów) „Dałem sobie przyzwolenie – u-u, u-u, u-u, u-u! – na stworzenie miejsca parkingowego.” To nie jest przyzwolenie. To jest parapsychiczna bzdura. I wiecie co? Ktoś, kto naprawdę przyzwala – nie zaś pogrywa z Adamusowym słowem „przyzwolenie” w grę siły i władzy - nigdy nie myśli o miejscu do parkowania. Nie musi. Ono już jest. Nie musi się o nie martwić: “Czy uda mi się zdobyć najlepsze miejsce?” To już raczej zaparkujcie na drugim końcu parkingu, co zmusi was do odbycia długiego spaceru, ale przestańcie używać tego w charakterze narzędzia władzy. Nie jest nim. To jego przeciwieństwo.

Niektórzy z was przejęli przyzwolenie, powtarzając: “Przyzwalam na dostatek, przyzwalam na dostatek.” Jak to tak naprawdę brzmi? „Przyzwalam na dostatek. Przyzwalam na dostatek.” (ktoś mówi: “Jakby się go nie miało.”) Dokładnie. Nie ma u was żadnego dostatku. Osoba prawdziwie przyzwalająca nie musi myśleć o dostatku. Nie musi próbować tego powtarzać jak mantrę, tego słowa “przyzwalam”. Przyzwoliła i nie musi nad tym więcej pracować. Musicie raz na jakiś czas sobie przypomnieć: „Hej, rozjaśnij się trochę”, a kiedy o tym pomyślicie, to pamiętajcie: „Och, słusznie. Znów wracam do tego ludzkiego, sztywnego, zatwardziałego, mentalnego siebie”. Po prostu popchnijcie – puk! – tego siebie. Bum! I po wszystkim. I po wszystkim. Weźcie teraz głęboki oddech i odprężcie się.

Poświęcimy dwanaście minut na dokonanie przyzwolenia. Wiem. To nic nowego, ale jest ważne na ten moment.

Przygaście zatem światła w sali. Puśćmy jakąś muzykę i prawdziwie przyzwólmy – szeroko, śmiało przyzwólmy.


Meraba przyzwolenia

(zaczyna płynąć muzyka)

Widzicie, nie przestanę tego powtarzać, moi drodzy przyjaciele. Nie przestanę tego powtarzać. Ludzkie połączenie umysłu i ciała, ludzka osobowość, nie osiągnie oświecenia. Zmierzacie bardzo wyboistą drogą zakończoną ślepym zaułkiem, jeśli uważacie, że osiągnie. 

To naturalne, tak. Naturalne jest powracanie do tego od czasu do czasu, a wtedy ja się pojawiam i przypominam wam: ten wasz ludzki aspekt nie dokona tego. Nie wie, jak to zrobić. Nie ma ekspansywnej zdolności, żeby móc to zrobić. A także nie powinien być obarczany odpowiedzialnością za oświecenie.

Mój Boże! Kiedy byłem zwykłym śmiertelnikiem, nie wiedziałem, jak to zrobić. Nie potrafiłem tego pojąć. Nie chodziło o to, żeby być dobrym czy postępować właściwie, a tak właśnie przez jakiś czas myślałem idąc tą prostą i wąską ścieżką. Ale to nie działa. A jednak tak wielu z was próbuje tego usilnie. Boli mnie, kiedy czasem widzę, jak się wysilacie, żeby osiągnąć oświecenie. Zaprzestańcie tego.

Chcę, żebyście do przyszłego miesiąca dokonali pewnej obserwacji w ramach zabawy w pracę domową. Chcę, żebyście się fizycznie udali do jakiegoś miejsca, gdzie organizowane są duchowe czy religijne spotkania, a jeśli w waszej okolicy nie ma takiego miejsca, wejdźcie w Internecie na jakąś religijną stronę i przyjrzyjcie się, ile wysiłku ludzie wkładają w te ich praktyki. Nie chodzi o dokonywanie osądów, ale o przyjrzenie się jak ciężko pracują i jak także ich przywódcy przymuszają członków swojej grupy, swoich wyznawców, do pracy. 

A następnie chcę, żebyście popatrzyli na siebie i zobaczyli, jak ciężko wy nad tym pracujecie. A tymczasem odpowiedzialność nie spoczywa na was. Może to dziwnie zabrzmi, ale to nie wasza sprawa. Was prosi się tylko o to, żebyście dokonali wyboru i byli świadomi. Chodzi mi o to, żebyście byli świadomi zmian jakie zachodzą. Bądźcie świadomi zmian, jakie mają miejsce w was. Ale zaprzestańcie prób zrozumienia tego. Na tym polega przyzwolenie.

Nie jest sprawą ludzkiej odpowiedzialności otwarcie się na inne aspekty czy na inne rzeczywistości Jaźni. Nie jest.

To nie wasze zadanie próbować pojąć oświecenie.

Prosi się was tylko o przyzwolenie. Przyzwolenie na siebie, na Ja Jestem.

Istnieje to coś, zwane Charyzmą. To jest owo światło wewnątrz, promieniowanie.

W tym promieniowaniu zawarte są takie rzeczy jak wewnętrzna wiedza i współczucie. Są takie rzeczy jak urzeczywistnienie i integracja. I to światło Charyzmy zawsze jaśnieje, zawsze jest obecne. Proszeni jesteście tylko o przyzwolenie na nie.

Nie musicie kreować Charyzmy. No cóż, pozwólcie, że ujmę to w inny sposób. Już to zrobiliście.

Nie musicie dążyć do osiągnięcia jakiegoś wysokiego, duchowego, wzniosłego, transcendentalnego ja. Nie możecie. Nie możecie, ale ono już jest obecne.

Ono już tu jest. Jesteście proszeni jedynie o przyzwolenie na nie. To wszystko.

Jesteście proszeni wyłącznie o przyjęcie go, otworzenie się na nie.

Jednak, no wiecie, nie możecie tego zrobić, jeśli myślicie, że jesteście tym, kto musi to wszystko pojąć. Zwyczajnie nie możecie. Kiedy bierzecie ten ciężar na swoje ludzkie ja, dostajecie na tym punkcie obsesji, stajecie się tak tym pochłonięci, tak rozkojarzeni, że to, co już jest obecne, pozostanie niewidoczne, ta Charyzma, to światło, pozostanie przez was niezauważone, bo tak jesteście zajęci. Ludzkie ja jest bardzo zajęte próbując zrozumieć oświecenie.

Można by powiedzieć, że to był miesiąc drogiego Johna dla wielu z was, głębokiego poziomu frustracji i braku nadziei.

Powiem wam i powiem Johnowi bardzo prostą rzecz: przestańcie cokolwiek robić dla osiągnięcia oświecenia.

To człowiek ze swoim ludzkim podejściem i ludzkimi ograniczeniami próbuje wszystko rozgryźć, a w ten sposób to zwyczajnie siebie spalicie.

Co możecie zrobić? Co możecie zrobić jako człowiek? Przyzwolić. Nie na Jezusa, nie na Boga, nie na Buddę, ani na nic takiego. Przyzwólcie na Siebie.

Tak więc, weźcie z tym porządny, głęboki oddech.

Istnieje wiele, wiele aspektów i ekspresji waszego Ja, które są tutaj teraz obecne, które wykraczają daleko poza cokolwiek, co ludzki umysł mógłby sobie wyobrazić. Więc nie próbujcie nawet. Nie próbujcie tego. Zwyczajnie przyzwólcie.

Są takie rzeczy jak oświecenie i boskość, których człowiek nie może wytworzyć, wymusić czy nakazać. Ale można na nie przyzwolić.

Czasami przyzwolenie oznacza nagłe zwroty w życiu, jakich człowiek by się nie spodziewał. Jednak ten człowiek, który usilnie próbuje stać się oświeconym, ma konkretne oczekiwania co do dalszych zdarzeń.

Tymczasem to, co się wydarza w następnej kolejności, tak naprawdę jest częścią algorytmu Boga, waszego boskiego algorytmu, który niekoniecznie musi być zgodny, a wręcz może być w konflikcie z czymś, co nazywacie waszym ludzkim algorytmem. Człowiek jest po prostu proszony o przyzwolenie na to.

Człowiek być może myślał sobie, że on czy ona zostanie wielkim, duchowym nauczycielem w tym wcieleniu, a tu nic takiego się nie dzieje. Ale to właśnie było bardzo ludzkie oczekiwanie.

A teraz, drogi człowieku, jesteś proszony, byś przyzwolił.

To jakby otrzymać Siebie, ale nie Siebie ograniczonego przez ciebie, przez człowieka. Jesteś proszony, byś przyjął wszystko, czym jesteś, a co może być w sprzeczności z tym, czego człowiek się spodziewał.

Czy możesz przyzwolić na więcej niż tylko próbowanie wygładzenia ostrych kantów twojego życia dla uczynienia go nieco lżejszym i przyzwolić na dyskomfort, jakiego ty jako człowiek możesz teraz doświadczać z powodu dziejących się rzeczy?

Powracam do najprostszej analogii z motylem i gąsienicą. Nawet kiedy gąsienica spojrzała ku niebu i zobaczywszy tego pięknego motyla powiedziała: „Chciałabym pewnego dnia stać się taka jak on”, to nie miała ona zdolności, jako gąsienica, dokonać tego. Gąsienica próbowała znowu i znowu stać się motylem – próbowała przykleić skrzydła do grzbietu, próbowała obciąć zbędne nogi – nadal jednak nie mogła stać się motylem. W końcu ogarnęła ją frustracja i pomyślała sobie: „Och, to marzenie o byciu motylem jest głupie.”

To samo mniej więcej dzieje się z wieloma z was. Próbujecie przymocować anielskie skrzydła do pleców, do waszych ludzkich pleców, i – nic z tego nie wychodzi.

Dopiero kiedy gąsienica przestała próbować, przestała tak bardzo się wysilać i zwyczajnie przyzwoliła przejawić się motylowi, który już był obecny – zwyczajnie przyzwoliła - wówczas uświadomiła sobie, że właściwie była jednym i drugim. Była jednym i drugim równocześnie. Była gąsienicą i była motylem.

Ta część jest zawsze pomijana w tej historii, bo wcale nie jest tak, że najpierw jest gąsienica, a potem motyl, w którego ona się przeistacza. Obydwoje współistnieją ze sobą.

Dokładnie to dzieje się z wami. Nie przeistoczycie się z człowieka w boską istotę. Staniecie się i jednym, i drugim, i jeszcze czymś daleko więcej.

Proszę was, zaprzestańcie uporczywych starań patrząc na wszystko z ludzkiej perspektywy.

To jak coś w rodzaju biletu wstępu tutaj, w którym napisano, że nie musicie już dłużej tak ciężko nad tym pracować. Zwyczajnie przyzwalajcie. Na co przyzwalać? No cóż, jest to przyzwalanie na Ja Jestem. Jednakże przyzwalanie znaczy również uwolnienie się od oczekiwania co i jak się wydarzy dalej. Po prostu przyzwalajcie.

Jest to jedna z najprostszych rzeczy do zrobienia. Jednak jak już powiedziałem wcześniej, kiedy mówiłem o sprzecznościach, to może się okazać jedną z najtrudniejszych rzeczy. Przyzwolenie może być bardzo proste i może być bardzo trudne.

(pauza)

Około 83 procent spośród was wyjdzie stąd czując się może przez chwilę nieco lepiej, a następnie wstaniecie jutro rano i znów zaczniecie pracować nad oświeceniem, jak gąsienica próbująca przykleić motyle skrzydła do pleców, a to nic nie da.

Będziecie rozczarowani, przygnębieni i doprowadzicie siebie do wyczerpania. Stracicie nadzieję. A wtedy poczujecie coś w głębi siebie, coś jak alarm dzwonka, może syrenę, co zasygnalizuje, by zatrzymać się na chwilę: „Nie muszę tego robić. Człowiek nie musi tego robić. Wszystko, co powinienem zrobić, to przyzwolić.”  

A wtedy weźmiecie porządny, głęboki oddech i zajmiecie się swoim życiem tak, jak zechcecie.

A więc… dobrze. Cieszę się, że do czegoś dzisiaj doszliśmy. Cieszę się, że do czegoś doszliśmy.

Weźmy dziś porządny, głęboki oddech i - aach! To, że odpowiedzialność nie spoczywa na was powinno być właściwie odświeżające, naprawdę odświeżające. To znaczy, nie spoczywa na waszym ograniczonym ja. To się teraz dzieje. Wszystko zostało wprawione w ruch. Wszystko się zmienia. To naprawdę powinno być odświeżające, że wszystko, co macie do zrobienia to przyzwolić.

Zatem weźmy z tym porządny, głęboki oddech i naprawdę się wczujmy w to pożegnalne stwierdzenie, że…

ADAMUS I PUBLICZNOŚĆ: …wszystko jest dobrze w całym stworzeniu.

ADAMUS: Mua! (posyła całusa)

Dziękuję wam. Dziękuję. Dziękuję. (brawa publiczności)


Przekład: Marta Figura

emef11@wp.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz