czwartek, 31 grudnia 2015

Życzenia Noworoczne

 http://www.kotanec.cz/images/moduly/Silvestr009.gif

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !
CZEKAJMY LOSU, NAJWYŻSZA ISTOTO !
Adam Asnyk
Na Nowy Rok
Słyszycie! Północ już bije,
Rok stary w mgły się rozwiewa,
Jak sen przepada…
Krzyczmy: Rok nowy niech żyje!
I rwijmy z przyszłości drzewa
Owoc, co wiecznie dojrzewa,
A nie opada.
Rok stary jak ziarnko piasku
Stoczył się w czasu przestrzenie;
Czyż go żałować?
Niech ginie! bez łzy, oklasku,
Jak ten gladiator w arenie,
Co upadł niepostrzeżenie –
Czas go pochować.
Bywały lata, ach! krwawsze,
Z rozpaczy jękiem lecące
W przeszłości mrok;
A echo powraca zawsze,
Przynosząc skargi palące…
Precz z smutkiem! Życzeń tysiące
Na Nowy Rok!
Spod gruzów rozbitych złudzeń
Wynieśmy arkę rodzinną
Na stały ląd!
Duchowych żądni przebudzeń,
Potęgą stańmy się czynną,
Bacząc, by w stronę nas inną
Nie uniósł prąd.
Rozumu, niezgiętej woli,
Prawdziwej duchowej siły
I serc czystości!
A Bóg nam stanąć pozwoli,
I z naszej skromnej mogiły
Dzieci się będą uczyły,
Jak żyć w przyszłości.
W olbrzymim pokoleń trudzie
Bądźmy ogniwem łańcucha,
Co się poświęca,
Nie marzmy o łatwym cudzie!
Najwyższy heroizm ducha
Jest walką, co nie wybucha,
Pracą bez wieńca.
Uderzmy w kielichy z winem
I bratnie podajmy dłonie,
Wszakże już czas!
Choć różni twarzą lub czynem,
Niech nas duch jeden owionie,
Niech zadrży miłością w łonie
I złączy nas!
Bo miłość ta, która płynie
Z poznania ziemskiego mętu,
Jest światłem dusz!
Choć Bogu wznosi świątynie,
Potrafi zstąpić bez wstrętu
I wyrwać słabych z odmętu
W pośrodku burz.
Niech żyją pierwsi w narodzie,
Jeżeli zawsze są pierwsi
I w poświęceniu!
Gdy z czasu potrzebą w zgodzie,
W szlachetnym czynie najszczersi,
Swą dumę umieszczą w piersi,
A nie w imieniu!
I ci, co żadnej spuścizny
Na grobie matki nie wzięli
Prócz łez – niech żyją!
Jeżeli miłość ojczyzny
Jako synowie pojęli
I na wyłomie stanęli,
Gdzie gromy biją.
Spełnijmy puchary do dna
I życzmy sobie nawzajem
Szczęśliwych lat!
Niech myśl powstanie swobodna
I światło błyśnie nad krajem!
Bogu w opiekę oddajem
Przyszłości kwiat.
Tych naszych braci, co cierpią,
Miłością naszą podnieśmy
Męczeński ród.
Niech od nas pociechę czerpią,
Nadzieję w ich sercach wskrześmy,
Wołając: jeszcze jesteśmy –
Niech żyje lud!
cyt....
.." Światłością niech człowiek się staje
I każdy jego trud. " Jan Nocon

Znaleziono rękopis potwierdzający, że Jezus miał żonę





Fot. Harvard University Foto: Onet


Znaleziony ostatnio fragment starożytnego papirusu dowodzi, że Jezus był żonaty z Marią Magdaleną? Tak twierdzą naukowcy. Odkryty kawałek papirusu ma wymiary 8 na 4 cm i zaprzecza wierze wyznawanej przez wieki, że Jezus żył w celibacie.


Fragment tekstu na znalezisku zawiera słowa, w których mesjasz zwraca się do wyznawców słowami "moja żona". Naukowcy twierdzą, że chodzi tutaj o Marię Magdalenę. W tekście Jezus broni Marii Magdaleny przed krytyką. Chrystus mówi: "Ona będzie moim uczniem" i dodaje "Mieszkam z nią".

Dokument poddaje w wątpliwość wielowiekowe oficjalne przedstawienie Marii Magdaleny jako skruszonej prostytutki i zupełnie wywraca chrześcijański ideał abstynencji seksualnej. Fragment rękopisu napisany został w języku używanym przez kościół obrządku koptyjskiego ze starożytnego Egiptu.
Profesor Karen King z Uniwersytetu Harvarda, która bada papirus stwierdziła, że fragment rzuca wątpliwości "na oparcie celibatu księży o rzekomy celibat Jezusa". Dodała także, że tekst pierwotnie był prawdopodobnie napisany po grecku, a dopiero potem przetłumaczony na koptyjski.
Takie przedstawienie Jezusa, jako człowieka o zwykłych ziemskich namiętnościach i potrzebach nie przetrwało w doktrynach Kościoła, który podkreśla celibat i ascezę jako duchowy ideał.
Źródła odnalezionego fragmentu nie są jeszcze znane. Profesor King otrzymała go od anonimowego kolekcjonera, który znalazł go wśród wielu starożytnych papirusów.
Interpretacje profesor King oparte są na założeniu, że fragment jest prawdziwy, a to nie jest ostatecznie rozstrzygnięte. Chemiczne testy tuszu nie zostały jeszcze zrobione, dlatego autentyczność rękopisu jest nadal kwestionowana, choć niezależni eksperci potwierdzili ją na podstawie innych badań.
Za pomocą dialektu i stylu pisma, koloru i faktury papirusu, eksperci ustalili jego wiek na połowę czwartego wieku naszej ery. Pochodzenie umiejscowili w północnym Egipcie.
Fragment ten pokazuje inny widok na życie Chrystusa. Podobne relacje pochodzą ze znalezionych w 1945 w Nag Hammadi starożytnych manuskryptów. Rękopisy te, w tym Ewangelia Tomasza, Ewangelia Filipa i Sekretne Objawienie Jana, przedstawiają tzw. wersję gnostycką chrześcijaństwa, która różni się znacznie od oficjalnej linii Kościoła.
Prześladowane i często odcięte od siebie, starożytne wspólnoty chrześcijańskie miały bardzo różne opinie na temat fundamentalnych doktryn dotyczących narodzin Jezusa, życia i śmierci.
Dopiero z ustanowieniem chrześcijaństwa jako religii państwowej Cesarstwa Rzymskiego, cesarz Konstantyn polecił 300 biskupom, by wydali ostateczną deklarację doktryny chrześcijańskiej.
To tak zwane Credo Nicejskie potwierdziło model chrześcijańskiej wiary, które jest do dziś obowiązujące.
(dailymail.co.uk/JS)

środa, 30 grudnia 2015

Ufo i ludzie wszechoceanu

Powered By Blogger





METALOWE KULE MAJĄ TRZY MILIARDY LAT!

Mark Sokołow


Już od wielu lat uczeni usiłują odgadnąć pochodzenie i przeznaczenie przedmiotów, zjawisk i biologicznych fenomenów, które odkryto „nie na swoich miejscach” w świecie. I znów w 2005 roku rozgorzała dyskusja na temat pochodzenia metalowych kulek z RPA. Średnice ich wynoszą 2,5 – 10 cm i wyglądają, jakby wykonane były przez człowieka. Tylko że... – tylko że mogły powstać one w Prekambrze, o wiele dawniej niż pojawił się Homo sapiens sapiens na Ziemi – bowiem one liczą sobie – bagatela! – od 2,8 do 3 mld lat!!! (Czyli mniej więcej z przełomu Katarchaiku i Archaiku, w czasie formowania się najstarszych Marealbidów – uwaga tłum.) O odkryciu tego i innych artefaktów traktuje artykuł zamieszczony na łamach rosyjskiego czasopisma „NLO” nr 16/2005.

Model Gwiazdy Śmierci sprzed 3 mld lat?

O istnieniu tych metalicznych kulek stało się głośno już w 1977 roku, kiedy trzeba było ratować dawne petroglify (rysunki naskalne – przyp. tłum.) na pirofillicie (cudownym kamieniu – jak go tam nazywają – przyp. aut.), a którego ogromne bloki zaczęto rozpiłowywać na mniejsze, kiedy tnące urządzenie natknęło się na taką sferoidę. Wszystkich zdumiał idealny kształt tej kulki, a także nacięcie wykonane tylko pośrodku.

W następnych dziesięcioleciach południowoafrykańscy górnicy znaleźli co najmniej 200 takich kulek. Niektóre z nich mają na swym „równiku” do 3 równoległych rowków. (Czyż jedna z tych kulek przedstawiona na fot. 2 nie przypomina modelu... Gwiazdy Śmierci z filmu George’a Lucasa, albo Mimasa – satelity Saturna? – uwaga tłum.) Niektóre z kulek udało się przepołowić. Okazało się, że są one pokryte pancerzem o 6-milimetrowej grubości. W środku znajdował się gąbczasty materiał, który w zetknięciu się z powietrzem zamieniał się w pył. Przypominał on swym wyglądem węgiel drzewny. Inne kulki okazały się być pełne i zrobiono je z niebieskawego metalu w białe cętki.

Twarda kulka do zgryzienia...


Co to był za metal? Analiza wykazała, że był to stop stali i niklu, ale w Przyrodzie coś takiego nigdy nie występuje. Z punku widzenia Rolfa Marxa – kustosza Południowoafrykańskiego Muzeum w Klerksdorfie – kulki te stanowią najprawdziwszą zagadkę. Te, które znajdują się w jego muzeum same wibrują w jakimś dziwnym rytmie, chociaż odcięte są od jakichkolwiek źródeł energii. Być może we wnętrzu kulek jest ukryta jakaś tajemnicza energia, która się jeszcze nie zużyła pomimo upływu 3 mld lat?

Pewnego razu przywieziono do muzeum znanego czarownika, który powiedział, że kulka ta przywędrowała do nas z Kosmosu i posiada czarodziejską moc.

W 1984 roku, w odpowiedzi na zapytanie jednej z redakcji R. Marx napisał, że praktycznie nie istnieją żadne prace naukowe na temat tych kulek, ale takie sferoidy można znaleźć w pirofillicie, wydobywanym nieopodal miasteczka Ottosdal w Zachodnim Transwaalu. Pirofillit o wzorze chemicznym Al2[Si4O10](OH)2 jest miękkim minerałem. Kulki zaś charakteryzują się dużą twardością i trudno jest je zarysować stalowym ostrzem.

Druga zagadka kulek – odporność na cięcie. Trzeba próbować znaleźć jakieś wyjaśnienie dla powstania tych żłobków wokół sferoid – szczególnie tych trzech równoległych do siebie. Jeżeli nie znajdziemy naukowego wyjaśnienia tego problemu – to trzeba będzie przyznać się do czegoś mistycznego – a mianowicie tego, że te kulki, które dziś znajdują się w głębokich warstwach skalnych, wykonały przed miliardami lat jakieś istoty rozumne...

15 lat temu, sferoidy te przyciągnęły uwagę Johna Hunda z południowoafrykańskiego Petersburga. Pojechał do kopalni i znalazł taką kulkę, dokładnie taką, jaka znajduje się w muzeum w Klerksdorfie. Pewnego razu siedząc przy stoliku w restauracji wyjął kulkę i położył ja na stole, zauważył, że kulka ta jest bardzo stabilna. Hund postanowił przesłać artefakt do amerykańskiego Instytutu Badań Kosmosu przy Caltech, w Kalifornii. Okazało się, że kulka jest idealnie wyważona. Dokładność wyważenia sięga 1/100.000 cala! Pewien uczony z NASA przyznał się do tego, że u nich nie istnieje technologia, która umożliwiłaby zrobienie czegoś takiego na Ziemi. Coś takiego zrobić można - owszem, ale... tylko i wyłącznie w warunkach zerowej grawitacji. W warunkach stanu nieważkości. Tylko w Kosmosie!...

Kierowana panspermia i maszyna czasu


I tak holenderski uczony B. V. Lourker zakłada, że jakieś 3 mld lat temu kulki te przywieźli ze sobą Pozaziemianie – Kosmici, Przybysze, Obcy, czy jeszcze jak ich tam zwać. Po co? Były to kontenerki zawierające jednokomórkowe organizmy, najprymitywniejsze formy życia. A teraz popatrzmy na to w ten sposób – skoro Oni mieli wtedy taką technologię, to do czego doszli dzisiaj? Po dwóch – trzech miliardach lat swego istnienia?!

No, a skoro to nie byli Oni, to może wykonała je jakaś pradawna rasa Ziemian, która żyła dawno przed nami na tej planecie, i która albo wyginęła, albo opuściła Ziemię? (Jak w powieści R. Cooka pt. „Uprowadzenie”, w której występują tzw. Ludzie I Generacji, którzy zaszyli się pod powierzchnią Ziemi – uwaga tłum.)

Być może także te kuleczki sformowały się same wskutek jakiegoś naturalnego procesu – jak sferoidy na Marsie. Ale dlaczego ta muzealna kuleczka jest taka stabilna – no wskutek działania pól magnetycznych...

Niektórzy uczeni, którym udało się zbadać te kuleczki doszli do wniosku, że sferoidy te zostały wytworzone sztucznie, a nie powstały wskutek procesów naturalnych. I być może wcale nie pochodzą z Przeszłości, ale na odwrót – z Przyszłości! Powiem tak – przyleciał do nas z Przyszłości jakiś czasolot, który w Przeszłości uległ awarii. Załoga albo zginęła, albo jakimś sposobem udało się jej wrócić do swego czasu, pozostawiając w Przeszłości detale swego pojazdu, a może nawet cały pojazd???

Przyziemne wyjaśnienia


Są także wersje bardziej przyziemne – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Skoro Ziemia w czasie swej historii przeszła wiele straszliwych kataklizmów, to jej warstwy geologiczne mogły się wielokrotnie przemieszać i zamieniać miejscami. I tak zatem, jakieś współczesne przedmioty mogły dostać się do najstarszych skał na Ziemi, wskutek czystego przypadku. Badacz Paul Heinrich pisał jeszcze pięć lat temu, że wokół tego problemu podniósł się niezdrowy szum, spowodowany głównie przez najrozmaitszej maści łowców sensacji skupionych przy tabloidzie „Weekly World News”. Błędy i nieścisłości znalazły się nawet w książce M. Cremo i R. Thompsona pt. „Zakazana archeologia” oraz w programie NBC pt. „Mistyczne pochodzenie człowieka”. I nie jest prawdą, że na temat afrykańskich sferoid nie ma żadnej literatury naukowej. Ona istnieje. I z niej jasno wynika, że pirofillit to skała metamorficzna, a nie osadowa. Ten metamorfizm objawia się w umiarkowanych temperaturach na głębokości kilku kilometrów. Przy pomocy geologów z RPA, Heinrich doszedł do wniosku, że tajemnicze kulki składają się z pirytu – siarczku żelaza – FeS2 i getytu (goethytu) – tlenowodorku żelaza – FeO(OH). W procesie przeobrażania się gliny lub popiołu wulkanicznego w pirofillity uformowały się w górotworze pirytowe sferoidy. A z gniazdowych złóż pirytów, które zostały wypchnięte do strefy utleniania powstał getyt. Tak zatem nie są to żadne konkrecje – jak napisano w całym szeregu opracowań...

I to wszystko, ale dlaczego te kulki są tak twarde? A to dlatego, że getytowe kulki mogą wchłaniać jeszcze inne wodorotlenki, które po związaniu się z nimi powodują zwiększenie twardości tych kulek.

A do tego jeszcze Anglicy postanowili na tych kulkach zrobić interes. Wytwarzają oni kulki o średnicy 7 – 15 cm z pirytu i za cenę 100 USD za sztukę sprzedają je kolekcjonerom osobliwości i miłośnikom egzotyki.

Co się zaś tyczy kulistego kształtu tych sferoid, to Przyroda potrafi ukształtować swe twory dowolnie i artystycznie. Wystarczy wspomnieć tylko ogromne kamienne kule Kostaryki. (Jednak największa kamienna kula znajduje się w kamieniołomie koło miejscowości Klokočov na Kysucach na Słowacji. Mierzy ona 305 cm średnicy i składa się ona z brązowego piaskowca magurskiego – przyp. tłum), a do tego trzeba dodać, że pełnometaliczne kule nieraz spadały z nieba w różnych krajach świata. Trzy takie błyszczące, wypolerowane sferoidy o średnicy 35 cm każda znaleziono na australijskiej pustyni w 1963 roku. Występując w parlamencie australijski minister obrony Allen Feihell przyznał, że wszelkie próby otwarcia tych kul spełzły na niczym. (Opisał to Lucjan Znicz-Sawicki w swej pracy „Goście z Kosmosu – NOL” – przyp. tłum.) Krążą pogłoski, że kule te zostały przekazane USAF i słuch o nich zaginął. Niewielkie różnokolorowe kule znaleziono na terytorium Francji i to w takiej ilości, że wyglądało jakby spadły z deszczem. Jak widać – Przyroda lubi z nami grać w kulki!...

Przekład z j. rosyjskiego i opracowanie –
Robert K. Leśniakiewicz ©    

wtorek, 29 grudnia 2015

Sir Julian Rose: Naprzód Polsko! Przestań kulić się w cieniu fałszywego protektor

Sir Julian Rose: Naprzód Polsko! Przestań kulić się w cieniu fałszywego protektora


Sir Julian RoseJedną z rzeczy, które niemal przyprawiały mnie o depresję w ciągu ostatniej dekady, był widok polskich premierów i prezydentów udających się w rytualne podróże do Ameryki Północnej i pozujących do zdjęć, na których z podziwem wpatrują się w oczy prezydenta USA.
Dlaczego było to dla mnie takie przygnębiające? Ponieważ romanse z międzynarodowymi przestępcami nigdy nie kończą się dobrze.
Być może coś mi umyka, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego tak wielu rzekomo „wykształconych” Polaków kurczowo trzyma się przekonania, że Stany Zjednoczone są wybawcą ich kraju? I nie uważam wcale, że Wielka Brytania, Francja, Niemcy, czy nawet NATO pełnią taką rolę – nie ufam żadnemu z nich. Ich programy zwyczajnie służą wyłącznie ich własnym interesom, a nie interesom innych krajów.
Chcę powiedzieć po prostu, że Polska jest swoim własnym wybawcą, a wymyślając sobie fałszywych wybawców, przesuwa w czasie zdobycie samoświadomości, które powinno nastąpić już dawno temu. 
Często byłem świadkiem, jak zmieniany był kierunek rozmowy, gdy tylko padała sugestia, że Polska mogłaby podźwignąć się z kolan i zacząć pracować nad uzyskaniem prawdziwej niezależności od fałszywych wybawców; stawić zdrowy opór dla obcej interwencji. Polska jest przecież jednym z największych krajów w Europie i posiada bogactwa naturalne. Dlaczego miałaby zachowywać się jak słaby kraj, który czeka tylko aż pożre go jakiś mściwy gigant?
To nazywa się „syndromem ofiary”. W ten sposób władze utrzymują kontrolę nad ludźmi. Jest to stosowane na szeroką skalę narzędzie „prześladowania poprzez strach”, które wykorzystują różne despotyczne reżimy, a także instytucje religijne. Zwłaszcza wyznania, których dogmat zakłada posłuszeństwo osobom postawionym wyżej w hierarchii, jak ksiądz, papież, a także posłuszeństwo biblijnej interpretacji „prawa” bożego. Poczucie winy, strach przed potępieniem, gdyby ktoś przekroczył wyznaczone granice, mogą być potężnym źródłem represji, zwłaszcza w połączeniu z poczuciem niższości lub poczuciem, że jest się kimś „gorszym”.
Czy taki czynnik, na który składa się strach oraz poczucie niższości, może przyczyniać się do niechęci Polaków do tego, by powstać i zacząć się liczyć?
Strach jest złym punktem wyjścia dla czegokolwiek oraz dla wszystkiego. Historia Polski nie jest pisana strachem. Wprost przeciwnie – Polaków wyróżniają cichy heroizm oraz żelazna determinacja, którą naród wielokrotnie pokazywał światu, zwłaszcza gdy został przyparty do muru. Taką sytuację mamy również teraz, ale tym razem mur nie jest tak solidny, jak te z przeszłości. Teraz jest to bardziej zapora mentalna niż fizyczna ściana. A ta jest być może jeszcze bardziej niebezpieczna…
Co tak właściwie się dzisiaj dzieje? Dlaczego tak wielu ludzi (wszędzie) tchórzy? W Polsce, za ów fałszywy, oparty na syndromie ofiary mariaż ze Stanami Zjednoczonymi płaci się bardzo wysoką cenę. Tą ceną jest niewolnictwo. Edward Bernays, ojciec współczesnego PR-u, coś o tym wiedział. Przymilał się wszystkim prezydentom USA począwszy od lat 40. dwudziestego wieku, a skończywszy na 90., dzieląc się z nimi swoimi sekretami na temat tego, jak można zoptymalizować techniki masowej kontroli umysłów, by sprawować kontrolę nad stadem – świecka wersja represji religijnych.
Mieszkańcy Ameryki są otwartą księgą takich „wirtualnych rzeczywistości”, a najbardziej znaną z nich jest „amerykański sen”. Oznacza on zdobywanie niekończącego się bogactwa – za wszelką cenę, uwzględniając również niszczenie wszystkiego, co stoi na drodze do „realizacji tego snu”. Stany Zjednoczone, będące domem zaledwie niewielkiego ułamka populacji światowej, zużywają jedną trzecią produkowanej na świecie energii, by zaspokoić swoje niepowstrzymane pragnienia. A to prowadzi do chorób i otyłości. Ponadto by utrzymać swoje psychotyczne zależności w ciągu ostatnich 60 lat prowadzą działania wojenne z ponad 20 krajami.
Czy ta rzekoma wspaniałomyślność i hojność to naprawdę model, który Polacy powinni darzyć takim uznaniem?
Pytam więc ponownie – dlaczego Polacy pozostają tak zaślepieni krajem, którego dobre imię coraz bardziej okrywa się złą sławą i coraz ściślej łączy się z pozycją światowego sprawcy międzynarodowego terroryzmu? Dlatego, że myślicie, że Stany Zjednoczone i NATO ocalą Was przed Putinem? Czy w historii Rosji znaleźć można zapisy przejawów globalnego, hegemonicznego imperializmu, które choć trochę zbliżone są do współczesnych poczynań Stanów Zjednoczonych? Jeśli nie znacie odpowiedzi, sięgnijcie do źródeł. Czy Polacy ciągle żyją fantastycznymi opowieściami o rzekomym wyzwoleniu przez Stany Zjednoczone na zakończenie drugiej wojny światowej? Albo czy może w tajemnicy pielęgnują swoje dążenia materialistyczne i postrzegają amerykańską machinę chciwości jako model, który pragną osiągnąć?
Cokolwiek za tym stoi, czas położyć temu kres. Polska już jest postrzegana jako „scena wojenna” dla konfrontacji w stylu trzeciej wojny światowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i sojusznikami NATO a Chinami/Rosją i ich sojusznikami. Rakiety Patriot już od jakiegoś czasu znajdują się w okolicach Warszawy, a oddziały NATO rozlokowywane są pośpiesznie na wschodniej granicy Polski. Rośnie baza NATO w Szczecinie, a w planie jest tworzenie kolejnych baz dla pocisków, które mają kosztować 26,6 miliardów złotych według dziennika Rzeczpospolita.
Poprzedni rząd zaprosił NATO i amerykańskie rakiety do swojego kraju. Jeśli Kaczyński i PiS będą kontynuować swój romans ze Stanami Zjednoczonymi tak, jak kiedyś, Polska będzie wkrótce najeżona aktywnymi pociskami – skierowanymi w Moskwę, rzecz jasna.
Zasady wojenne cechuje jednak brutalna prostota – kto grozi, sam jest zagrożony. Gdyby scenariusz wojenny miał się kiedykolwiek rozegrać naprawdę, Polska przestanie istnieć.
Nie możemy pozwolić sobie na to, by siedzieć bezczynnie, cynicznie kontemplując horrory masowej destrukcji. Możemy podjąć kroki, by ich uniknąć.
Mam na myśli kroki, które każdy z nas może podjąć, by doprowadzić do zmiany. Kroki, które rozpoczynają się od świadomego „wycofania się” z opartego na wdzięczności niewolnictwa wobec innych narodów i ich ukrytych ambicji. Ambicji, które są bezwstydne. Ambicji, które nie uwzględniają ani odrobiny współczucia czy troski dla tych, którzy są wystarczająco bezmyślni, by kupić tak dobrze zawoalowane kłamstwa. Kłamstwa, które zbyt łatwo przełykane są przez tych, którzy myślą, że są „chronieni”, podczas gdy tak naprawdę są przejmowani. Kiedy obce bazy wojskowe zostaną ustanowione na polskiej ziemi, władze Polski będą miały mały wpływ lub wcale go nie będą miały nad tym, kto wciśnie guzik, czy pociągnie za spust, gdyby zbliżał się kryzys militarny.
Tak więc nie pierwszy już raz i mając świadomość, że może to brzmieć melodramatycznie, zwracam się do dobrych mieszkańców Polski, by przejrzeli na oczy i obudzili się. Zbudźcie się teraz i przejmijcie kontrolę nad Waszym przeznaczeniem! Przestańcie umniejszać siebie i pompować cudze ego.
Niech łagodna moc ducha, która tli się wewnątrz, zapłonie teraz jasnym światłem wolna i nieskrępowana; wolna od wszelkich wątpliwości i strachu, który ją tłumi. To nie są Wasze wątpliwości. To nie jest Wasz strach. To wątpliwości i strach narzucone Wam poprzez masową indoktrynację i siły, które chcą zamienić Was w niewolników, a Wasz piękny kraj w swój wysterylizowany, szatański plac zabaw.
Powstańcie dobrzy mieszkańcy Polski. Odrzućcie wszystko, co powstrzymuje Was i nie pozwala iść do przodu; niech moje serce również zapłonie w tej wspólnej walce o prawdziwą niezależność i trwałą wolność.
Sir Julian Rose – rolnik, aktywista, pisarz, prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC
34-146 Stryszów 156, tel./fax +48 33 8797114 biuro@icppc.pl
www.icppc.pl www.gmo.icppc.pl www.eko-cel.plICPPC(*)
http://www.monitor-polski.pl/sir-julian-rose-naprzod-polsko-przestan-kulic-sie-w-cieniu-falszywego-protektora/

Historia Europy 600 – 1000 A. D.

Niemcy? Jacy Niemcy? –

czyli o przedniemieckiej historii Niemiec i reszty Europy
Uwaga! Istnieje już druga część tego artykułu, znaczącą rozwijająca ten poniższy.
Niemcy? Jacy Niemcy? – Niemcy NIE są starsze od USA

Co nam mówią w szkole?

W szkole powiedziano mi tak:
  • Polska powstała w 966 r. w momencie “przyjęcia chrztu”
  • Polacy wzięli chrzest od Czechów, bo nie chcieli wpływów niemieckich
  • Niemcy to Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego
Logicznie myślący uczeń wnioskuje z tego, że:
  • Przed 966 r. Polski nie było
  • Czeskie państwo jest starsze od polskiego
  • Niemieckie państwo to mocarstwo i cywilizacja, a polskie to smród, brud i ubóstwo

Gdzie jest wałek?

O ile wszystkie podane fakty są prawdziwe, to logicznie myślący człowiek wyciągnie z takich faktów błędne wnioski!
Gdyby podać te same fakty inaczej, lub z adnotacją, każdy zrozumiałby je prawidłowo:
  • Przed 966 r. Polska oczywiście była, ale miała inne nazwy
  • Czeskie państwo i polskie państwo to jest to samo państwo, po prostu różne części federacji, różne plemiona lub na dzisiejsze: różne województwa
  • Niemieckie państwo jeszcze 100 lat wcześniej nie istniało zupełnie, powstało na zachodnich ziemiach polskich (zwanych obecnie Połabiem).
  • Polska (pod inną nazwą) jest starsza od Niemiec i to sporo.

Dowody?

Należy zrozumieć trzy rzeczy:
  1. Nie ma w historii czegoś takiego jak dowody, są tylko poszlaki. Nie ma naocznych świadków, są tylko kroniki. Kronikarze też nie są świadkami wydarzeń, a po prostu spisują to, co ludzie mówią, albo przepisują kroniki wcześniejsze.
  2. Z ludzkiej skłonności do obrony poglądów wynika, że jeśli mamy już coś w głowie, to ciężko to wyplenić. Dlatego tak ciężko wytłumaczyć coś osobom starszym, one wiedzą “coś” i “koniec”. Nie zmienią poglądu niezależnie od argumentów.
  3. Kiedy jesteśmy dziećmi, pakuje nam się do głowy “fakty” bez dowodów. Następnie, jeśli ktoś chce nam powiedzieć, że prawda może być inna, to jeśli w ogóle chcemy z nim rozmawiać, to każemy mu to “udowodnić”, że ma rację. Ale w historii niezbitych dowodów nie ma!
Wnioskując z powyższego, należy po prostu porównać materiał dowodowy i poszlakowy na to “co wiedzieliśmy” i na to “co się dowiadujemy”. I własnym osądem należy wybrać “bardziej prawdopodobną” wersję. Inaczej do końca życia będziemy wierzyć bezkrytycznie w to, co nam mówiono w szkole!
W tym artykule na podstawie “oficjalnej” wersji historii pokażę, że nawet w wersji oficjalnej, jest tam o Polsce lepiej, niż w wersji szkolnej.

Mapy

W polskich szkołach, nie pokazuje się map sprzed 1000 r., bo po co? Jeszcze by ktoś zaczął zadawać niewygodne pytania. No jak już pokażą, to Grecję, Rzym, czy Persję, ale Polskę? Kogo taki pogański kraj może zainteresować?

1000 A. D.

Europa 1000 A. D.
Taka mapa to jest mapa idealna na lekcje historii, Niemcy są wielkie, a Polska przy nich mała. Psychologicznie cel osiągnięty. Wyjaśnienia może wymagać “Rus Land”, to NIE ROSJA, to RUŚ, od której Rosja przygarnęła sobie nazwę, tak jak Germanie przygarnęli tę nazwę od Słowian! Warto zwrócić uwagę, że Chorwacja jest już na Bałkanach, a Bułgarzy zajmują pół Grecji. Jest to jeszcze spadek po naszym zwycięskim najeździe na Rzym 500 lat wcześniej. Warto zapamiętać, że na tej mapie jezioro Wan (tr: “Van Golu”), leży w Armenii (to jest ta niebieska plama przy granicy z Turcją). Po co nam to jezioro Wan? Będzie o nim w innym artykule (uprzedzam pytania: tak, ma związek z Polską).

900 A. D.

Europa 900 A. D.
Oto mapa pokazująca Europę “zaledwie” 100 lat wcześniej! Polska na środku jest jak zawsze, ale zaraz, zaraz… gdzie podziały się Niemcy? No taka mapa to się do szkoły już kompletnie nie nadaje. I dlatego zapewne nigdy wcześniej jej nie widzieliście :).
Z istotnych rzeczy, jakie należy zapamiętać, to Borussia na terenie Elbląga i Olsztyna. Borussia to Prusy. Prusy to NIE NIEMCY, jak nam wmawiano na lekcjach historii! Prusowie tu naród Bałtosłowiański (jak Żmudzini, Jadźwingowie czy Litwini). Dopiero pod wpływem niemieckiego chrześcijaństwa zaczął mówić po niemiecku. Dlatego Niemcy w sporym procencie mają słowiańską i bałtosłowiańską haplogrupę krwi!
Proszę zwrócić uwagę, że Chorwacja jest zapisana jako “Chrobacja” oraz na to, że na mapie jest… druga Chorwacja, na terenie dzisiejszego Lwowa, podpisana jako “White Chrobati”. Tak, Chorwaci pochodzą z Małopolski, a na Bałkanach zostali po kampanii przeciw Rzymowi w VI w. Kolejną istotną kwestią są Serbowie w miejscu dzisiejszego Drezna. Oni też brali udział w kampanii przeciw Rzymowi w VI w. i dlatego dziś, Serbia leży na Bałkanach. Przodkowie Serbów żyją do tej pory na terenie obecnych Niemiec, a więcej o nich znajdziesz tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Serbo%C5%82u%C5%BCyczanie. Nie jest przypadkiem, że obecny premier Saksonii (landu w Niemczech), Stanislaw Tillich  mówi biegle po polsku, czesku i serbsku. On jest właśnie Serbem Łużyckim. Na terenie Serbii bałkańskiej jest napis “Rascia” czyli “Raszka“. Nazwa wzięła się od ówczesnej stolicy Serbii bałkańskiej.
Na terenie obecnego Berlina na mapie są Hevelians (https://pl.wikipedia.org/wiki/Hawelanie), też o nich nie słyszałeś, bo założyli Berlin i Brandenburg! Od nich pochodzią nazwy i nazwiska: Václav Havel, Jan HeweliuszHawela oraz Hobolin.
Teraz już wiesz, dlaczego każde miasto w Niemczech ma polską nazwę. Każdego kolejnego orędownika teorii o “ziemi niemieckiej” poczęstuj powyższą mapą.

800 A. D.

Europa 800 A. D.
Cofamy się o jeszcze 100 lat. Poprzednia mapa nie kłamała. Nadal nie ma tu żadnych Niemców!
W Hiszpanii jest “Al-Andalus”. Nazwa nie jest nam obca, bo pochodzi od “Wandalów” z Krakowa, którzy założyli tam państwo 250 lat wcześniej, a później przenieśli się do Afryki. W języku arabskim “Al” to przedimek określony, a litera “W” nie istnieje wcale, dlatego jest “Al-Andalus” zamiast po naszemu “Wandalus”. Od tego słowa pochodzi współczesna nazwa: “Andaluzja”.
Na terenie Hamburga i Bremy są “Saxons” czyli Saksończycy. Są to Słowianie, a nie Germanie jak mówi Wikipedia, bo Germanów, w tym czasie tam po prostu NIE BYŁO! Nazwa Saksończycy to zgermanizowana nazwa ludzi, którzy posługują się siekierami (porównaj nazwę Drewlanie, którzy zamieszkują dokładnie ten sam teren w tym czasie). Ważnym odnotowania jest fakt, że podczas totalnej lechickiej inwazji na Rzym w VI w. Sasi mieli za zadanie odbić od Rzymu Wielką Brytanię. Spadkiem po tych wydarzeniach są brytyjskie hrabstwa: Essex, Wessex i Sussex czyli Wschodnia, Zachodnia i Południowa Saksonia.
Widać też lud Madziarów (Magyars) zbliżający się od wschodu, który z Avarami zrobi w ciągu 200 lat to samo, co Niemcy z Połabianami. Słowiański naród pod wpływem kultury zmieni język na odpowiednio niemiecki i węgierski. Węgrzy tak samo jak Polacy czy Chorwaci twierdzą, że są potomkami Sarmatów. Teraz już jasnym jest, dlaczego Węgrzy wyglądają jak Polacy, mówią po angielsku z polskim akcentem, ale dogadać w ojczystych językach się zbyt łatwo nie możemy :).

700 A. D.

Europa 700 A. D.
Ta mapa niewiele różni się od poprzedniej. Pojawia się na niej “Bavaria”. Bawaria nazwę bierze od ludu Bajuwarów lub Bojowarów, które oznacza nie mniej nie więcej niż Bojowie Warowni. Literkę J z Bojuwarów słychać jeszcze w niemieckim określeniu Bawarii czyli Bayern. Nazwa Bawaria jest nazwą łacińską.
Na mapie też pojawia się Bohemia. Jest to jedna z rzymskich nazw Słowian. Pochodzi od słowa “Bóg” / “Boh”. Bohemia znaczy tyle, co kraj Bogów. Nie jest to przypadkowa nazwa. Porównaj z nazwą “Lech“, albo “Got” (Goci w tym czasie mieszkali w Polsce). Są też określenia “Pan” oraz “Pol” / “Polak”, ale o tym będzie obszerniej innym razem. W późniejszym czasie nazwa ta zostaje scedowana na Czechów, dlatego na studiach nie ma “czechistyki”, a jest “bohemistyka”.

600 A. D.

600 A. D.
Kolejna mapa potwierdzająca, że Niemiec między Francją, a Polską po prostu NIE BYŁO!
Z ciekawostek: Baskonia jest opisana jako Vasconia. Ważne ze względu na to, żeby zapamiętać, że B i W są wymienne między językami. A Bułgaria leży nad… Morzem Azowskim :) Druga Bułgaria jest w Rumunii. Nie jestem w stanie na ten moment powiedzieć, czy to te same Bułgarie, czy tylko zbieżność nazw. Rzymu zachodniego już nie ma, a Rzym wschodni to jeszcze potęga.
Dlaczego nie idę dalej? Bo wiek VI n. e. jest bardzo ważnym wiekiem w naszej historii. Wtedy podbiliśmy całą Europę, a to zasługuje na co najmniej jeden oddzielny artykuł.

Co było, jak nic nie było?

Co bardziej spostrzegawczy ludzie zauważą, że pełno jest różnych krajów, plemion czy ludów w całej Europie poza jej słowiańską częścią. Słowianie mają swoje nazwy i kolory w zasadzie tylko przy granicy z (dawnym) Rzymem. Nasi mądrzy historycy interpretują to następująco:
“Polski nie było, była dzicz, lasy i niedźwiedzie polarne, no przy granicy z Rzymem może  była jakaś prymitywna cywilizacja”.
A może jednak to nie tak było? Przecież te WSZYSTKIE mapy powstały na podstawie kronik rzymskich, frankońskich, angielskich czy niemieckich! Po kiego grzyba pisać to o jakichś ludach na Syberii, których nikt na oczy nie widział. Idąc tym tokiem rozumowania, należy przyjąć, że cały świat był wyludniony, tylko dookoła zachodniej Europy byli jacyś ludzie. Każdy przecież pisał o sobie i o najbliższych sąsiadach, których znał i z którymi handlował.
Nagle jak się pojawiła jakaś wielka inwazji “obcych”, to się o nich napisało pod ich nazwą (bo rodzimej często nie było dla nieznanych ludów) i nie pisało się jacy to oni są bohaterscy, tylko się pisało, że to zwierzęta brodate, garbate, diabły wcielone, niemyte, obskórne, barbarzyństwo pieprzone, brodate i zapuszczone itd. Nikt im świątyń nie stawiał, chyba że wygrali, popili i sami sobie postawili :).
Daleko nie trzeba szukać analogii. Każdy kto oglądał “Grę o tron”, wie w jaki sposób pisze się o “barbarzyńcach zza muru”, my z punktu widzenia Grecji i Rzymu byliśmy właśnie takimi barbarzyńcami, a Dunaj i Łaba/Ren były takim murem.
Lecz chwilę pomyślmy, dlaczego do stworzenia tych map nie użyto analogicznych kronik słowiańskich, przecież wiadomo, że byli Arabowie czy Chińczycy, to nie wiadomo, że byli Słowianie? Na mapie tak samo nie ma Arabów, chyba że przy samym morzu lub granicy. A Chińczycy mieli własne kroniki. Nasze natomiast zostały wszystkie zniszczone i spalone niedługo po przyjęciu chrześcijaństwa. Dlaczego? Bo zawierały “szatańskie znaki”, Słowianie przed chrześcijaństwem przecież nie pisali po łacinie, a normalnymi runami słowiańskimi (bukwami).
Jedyne co w zasadzie wiemy o przedkatolickiej historii Polski, to przepisane kroniki (każdy nowy kronikarz często nawiązywał do poprzednich kronik), historię przekazuje się też z ustnie z pokolenia na pokolenie, dlatego każdy pobieżnie ją znał (nawet kronikarz) i to co teraz dla nas jest często szokiem informacyjnym, dla naszych przodków było oczywistą oczywistością.
Masowe wymazywanie polskiej historii miało miejsce dopiero pod zaborami. Do tego czasu każdy Polak wiedział, że jest Lechitą, Sarmatą, potomkiem bogów czy Panem (do dziś tytułujemy się per Pan, Pani, a zbiór Polaków nazywamy “państwem”) i wszystkie polskie kroniki to potwierdzają. W zasadzie to nie tylko polskie, bo zachodnie również.
Skąd się w takim razie wzięła wersja szkolna? Procedura jest bardzo prosta. Bierzemy polską kronikę i czytamy: “Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Sprawdzamy kronikę niemiecką: “Bolesław koronowany w Gnieźnie”. Wszystko gra, wpisujemy do podręcznika. Znów bierzemy polską kronikę i czytamy: “Aleksander Wielki podbił Kraków”. Sprawdzamy kronikę niemiecką, a tu nic na ten temat. No ale jak ma tam coś takiego być, jak Niemiec w 900 roku jeszcze nie było, a Aleksander najechał Kraków 1400 lat wcześniej! Jednak “historykom” to w niczym nie przeszkadza! Ich wniosek? Polski kronikarz za dużo się lulka napalił i nie wiedział co pisze. Kasujemy z podręcznika. Ale zaraz, tak pisze jeszcze 2 innych kronikarzy! No to oni na pewno przepisali od tamtego! Kasujemy i kropka.
Mam nadzieję, że już każdy teraz wie, skąd się wzięła “Historia” w polskich szkołach. Zapraszam do polskich kronik oraz słowników. Historię możesz wymazać stosunkowo łatwo, języka tak łatwo z narodu nie wyplenisz.

Niemcy NIE są starsze od USA!

Link do drugiej części artykułu.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nowa cząsteczka przypadkiem odkryta przez Wielki Zderzacz Hadronów

cern-nowa-czastka
Naukowcy z instytutu CERN donoszą, że Wielki Zderzacz Hadronów wygenerował nowe cząsteczki, nie uwzględnione do tej pory w standardowym modelu cząsteczek elementarnych. Jeśli potwierdzi się, że wyniki odnoszą się do nowej cząstki będzie to, jak mówią naukowcy „totalna zmiana zasad gry”.
Wyniki opracowano na podstawie serii zderzeń protonów, realizowanych od kwietnia do listopada. Mimo, iż na razie wyniki nie są jednoznaczne, zaczynają pojawiać się już prace naukowe, próbujące wytłumaczyć funkcje nowo odkrytych cząsteczek.
„To coś, na co czekaliśmy do dawna” mówi Adam Falkowski z Instytutu Fizyki Teoretycznej w Warszawie, współpracujący z instytutem w CERN. „Pierwszy raz w moim pokoleniu pojawił się pierwszy w miarę wiarygodny sygnał na temat fizyki, wykraczającej poza standardowy model”.
Jednak za ekscytacją powtórzyć należy standardowy refren – ostrożnie z ogłaszaniem wyników – „wielkie odkrycia muszą nieść ze sobą mocne dowody” skomentował wyniki Peter Woit z Columbia University.
Naukowcy zaobserwowali duże skoki w energii, które mogą być wynikiem zderzeń cząstek między nowym bozonami, większymi niż bozon Higgsa. Według sceptyków wynik może być jednak tylko przypadkową fluktuacja, jednak za prawdziwością odkrycia przemawia fakt, że dwa niezależne eksperymenty realizowane równocześnie przy zderzaczu hadronów – ATLAS i CMS równocześnie dokonały obserwacji, używając zupełnie odmiennych ustawień oraz zróżnicowanych sposobów analizy.
„To byłoby wystarczająco interesujące, gdyby tylko ATLAS zaobserwował tę nadwyżkę, jednak wynik jest dodatkowo uwiarygodniony przez fakt, że dwa różne eksperymenty zaobserwowały zjawisko” komentuje Falkowski.
Jeśli jednak w zderzaczu ujawniła się nowa cząstka należy postawić pytanie – czym ona jest? Niektórzy teoretycy twierdzą, że wygląda ona na nieco cięższego kuzyna Bozona Higgsa, który został po raz pierwszy zaobserwowany w podobny sposób blisko 4 lata temu, objawiając się jako intrygujący wygnał pośród danych w LHC.
Wielki Zderzacz Hardonów
Wielki Zderzacz Hardonów
Cząsteczka może też być odpowiedzią na pytania o czarną materię, rozpada się bowiem prawie natychmiastowo – jak widać więc nie może liczyć na pomoc niewidzialnej materii, która wypełnia całą przestrzeń wokół nas. Może być za to rodzajem przekaźnika, który komunikuje cząsteczki z ciemną materią. Jeszcze inna teoria sugeruje, że może to być grawiton – cząstka, która miałaby być nośnikiem siły ciężkości.
„Istnieje długa lista rzeczy, które mogą wykraczać poza to, co na razie wiemy na temat kosmosu” komentuje Jim Olsen, fizyk z Uniwersytetu Princeton, prezentujący wyniki. „Do dnia dzisiejszego nie było żadnej pracy naukowej, sugerującej, że znajdziemy coś takiego”.
Wielu naukowców liczy na to, że Wielki Zderzacz Hadronów wykryje dowody na potwierdzenie teorii zwanej supersymetrią. Według teorii każda cząstka elementarna ma swój odpowiednik o odwrotnej wartości. I tak naukowcy liczyli na powiedzenie istnienia tzw. gluino, hipotetycznej cząstki symetrii czasoprzestrzennej, która uwalniałaby bozony i fermiony. Brak dowodów na potwierdzenie teorii może doprowadzić do porzucenia jej przez fizyków.
Czymkolwiek jest uzyskany wynik będziemy wiedzieć na pewno w przyszłym roku – nowa cząstka staje się bowiem priorytetem w kolejnych rundach zderzeń przewidzianych na przyszły rok. Kolejne eksperymenty powinny potwierdzić, czy wynik jest dowodem na objawienie się nowej cząstki.
„Jeśli za tymi fluktuacjami w wynikach stoi faktycznie naturalne zjawisko będziemy to wiedzieć” zapowiadają naukowcy.

Osoby z grupą krwi Rh- są potomkami kosmitó



Nowa teoria naukowa sugeruje, że osoby posiadające grupę krwi Rh minus są potomkami istot pochodzenia pozaziemskiego.
U ludzi występują cztery podstawowe grupy krwi: A, B, AB i O. Klasyfikacja ta pochodzi, według naukowców, od białek występujących na powierzchni komórek, które są zaprojektowane do zwalczania bakterii i wirusów w organizmie człowieka. Zdecydowana większość ludzi na naszej planecie posiada te białka. Oznacza to, że mają krew o układzie Rh+.
U osób z krwią o czynniku Rh minus brakuje tych białek. W jaki sposób tę – zdawałoby się niewielką – różnicę tłumaczą naukowcy? Równie ważne pytanie brzmi: dlaczego ta różnica w ogóle istnieje? Jak się okazuje, znalezienie rozwiązania tej zagadki wcale nie jest takie proste. Badacze potrzebowali wiele lat, żeby w końcu znaleźć odpowiedź.
Niedawno naukowcy odkryli coś fascynującego, dotyczącego kwestii układów Rh dodatnich i ujemnych. Według nowej teorii (choć nie wiadomo, czy można ją uznać za w pełni „naukową”), w odległej przeszłości Ziemię odwiedziły istoty pozaziemskie i stworzyły, poprzez manipulacje genetyczne, nową rasę człowieka.
Ktoś mógłby powiedzieć: obcy? Serio?! To przecież wydaje się niedorzeczne, w świetle oficjalnej nauki. Jednakże, według naukowców, to mogłoby tłumaczyć, dlaczego matki o krwi Rh- nie tolerują płodów z krwią Rh+. Trudno wyjaśnić ten fakt w normalny sposób. Jednakże dokonanie w zamierzchłych czasach modyfikacji genetycznej mogłoby tłumaczyć, dlaczego Rh+ i Rh- mają tendencję odpychającą się wzajemnie zamiast łączącą.
Teoria naukowców sięga starożytnych czasów sumeryjskich, gdy przedstawiciele bardzo zaawansowanej technologicznie rasy obcych przybyli z innej części kosmosu. Chodzi o tzw. Anunnaki – budowniczych pierwszych ludzkich społeczeństw.
Uważa się, że te starożytne istoty genetycznie odmieniły prymitywne gatunki ludzkie, tworząc mocniejsze i bardziej „odpowiednie” istoty. Wielu badaczy jest przekonanych, że nowa rasa człowieka miała zostać stworzona jako rasa niewolnicza, wykorzystywana do ciężkich prac (np. wydobywania rzadkich i cennych surowców). Oczywiście są to tylko teorie, których – na chwilę obecną – nie możemy udowodnić ponad wszelką wątpliwość.
Wydaje się jednak, że krew o układzie Rh- stanowi dziedzictwo, które Anunnaki pozostawili po sobie na Ziemi. Zresztą nie jest to jedyna rzecz, która po nich pozostała. O tym jednak napiszę innym razem.
Co ciekawe, krew z czynnikiem Rh minus jest charakterystyczna – na przykład – dla brytyjskiej rodziny królewskiej. Może to świadczyć o pozaziemskim rodowodzie władców Wielkiej Brytanii. Z kolei mieszkańcy baskijskiej Hiszpanii oraz Francji mają statystycznie największą ilość osób z układem Rh- w swojej populacji. Około 30% z nich jest „ujemnych”.


Anunnaki

Choć przedstawiona powyżej hipoteza nie została potwierdzona, w powietrzu unosi się niepokojące pytanie: jak cywilizowany świat zareaguje na fakt, że niewielka część populacji ziemskiej posiada kod genetyczny, zmieniony w odległej przeszłości przez wysoko rozwinięte istoty pozaziemskie? Czy wpłynie to na nasze społeczeństwo?
Być może, pomimo sceptycyzmu, z jakim podchodzimy do tego typu rewelacji, okaże się , że osoby z krwią o układzie Rh- rzeczywiście są powiązane z pozaziemską cywilizacją. Co zrobimy, jeśli nadal istnieje między nimi tajemnicza więź?
Jak na razie, powyższe informacje możemy włożyć między liczne na świecie hipotezy, związane z cywilizacjami pozaziemskimi. Warto jednak wziąć pod uwagę liczne mity i opowieści z dalekiej przeszłości, które w jawny sposób sugerują istnienie „istot wyższych”, przebywających w pewnym okresie na Ziemi.
Księga Rodzaju 6, 2: Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały.
Księga Rodzaju 6, 4: A w owych czasach byli na Ziemi giganci; a także później, gdy Synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.

Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata



Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata

31 października 2015 Robert Dee


Wiele zamieszania wywołała ostatnio książka napisana przez dr Roberta #Lanza zatytułowana „#Biocentryzm: Jak #życie i #świadomość są kluczem do zrozumienia natury wszechświata”. Zawarto w niej tezę, wedle której życie nie kończy się, gdy ciało umiera i praktycznie może trwać wiecznie.

Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata

Lanza został uznany przez New York Times’a za trzeciego najważniejszego żyjącego naukowca. Jest on na co dzień specjalistą w zakresie medycyny regeneracyjnej. W życiu zawodowym zajmuje się badaniami nad komórkami macierzystymi, w przeszłości miał też epizody związane z klonowaniem zagrożonych gatunków zwierząt. Nie jest to zatem człowiek znikąd.

Jakiś czas temu naukowiec zainteresował się fizyką, mechaniką kwantową i astrofizyką. Z połączenia takich dziedzin musiało wyjść coś ciekawego i tak pojawiła się teoria biocentryzmu, którą uczony głosi od jakiegoś czasu. Według tej hipotezy to świadomość jest podstawą wszechświata. Tworzy ona materialny#wszechświat, a nie odwrotnie. Lanza wskazuje na to, że prawa natury i stałe kosmologiczne wydają się być dostrojone do tego, aby istniało życie. Jego zdaniem wynika z tego, że inteligencja istniała przed materią.



Zdaniem Lanzy inteligencja istniała przed materią

Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, jeśli zna się przypadek tak zwanego paradoksu obserwatora. Na poziomie #kwantowy’m sam fakt obserwacji danego układu odniesienia ingeruje w ten układ determinując konkretny stan. Oznacza to, że bez obserwatora zjawiska fizyczne mogą po prostu nie istnieć. Teoria biocentryzmu zakłada, że śmierć świadomości po prostu nie istnieje. #Śmierć jest tworem funkcjonującym tylko w myślach, ponieważ ludzie identyfikują się ze swoim ciałem. Materialna powłoka prędzej czy później musi umrzeć i wydaje się, że to samo dzieje się ze świadomością.

Jeśli jednak uznamy, że to świadomość wytwarza nasz organizm i określa go niczym sygnałem telewizyjnym określa się to, co potem widać odbiorniku, to staje się oczywiste, że fizyczny rozpad naszej powłoki nie jest końcem naszej świadomości.



Według Lanzy świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń

Według Lanzy świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez #czas i #przestrzeń. Innymi słowy nie jest ona lokalnie przypisana do ciała, tylko jest obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca. Jest obiektem, który określa się w trójwymiarowej przestrzeni dzięki zjawisku dekoherencji kwantowej, czyli ostatecznej siły determinującej kierunek, w którym podąży dany układ kwantowy.

Według dr Lanzy w jednym wszechświecie nasze #ciało może być już martwe, ale zawsze będzie istniał jakiś inny wszechświat, w którym może się określić nasza świadomość zyskując tymczasowe przypisanie do czasu i przestrzeni. Gdyby ta teoria była prawdziwa oznaczałoby to, że po śmierci nasza świadomość nie wędruje do piekła czy nieba, ale do innego wszechświata.

#teoria dobrewiadomosci.net.pl//914-teoria-kwan…

niedziela, 27 grudnia 2015

WIDZENIE - Adam Bernard Mickiewicz herbu Poraj


Wiersz polskiego, litewskiego i białoruskiego wieszcza ludowego Adama Mickiewicza znany pod tytułem "Widzenie" opisuje pewne mistyczne czy duchowe doznania i doświadczenia, które współcześnie kojarzymy jako związane z eksterioryzacją. Mistyczny okres w życiu Adama Mickiewicza rozpoczął się szczególnie mocno w czasie jego praktyki i nauki we wspólnocie towiańczyków, chociaż znane są także silne związki wieszcza ludów słowiańskich z orientalistyką i inne liczne inspiracje wschodnie. 
Adam Bernard Mickiewicz 1798-1855)
Eksterioryzacje, widzenia, objawienia, w tym współcześnie tak zwane OBE czyli z ang. “Out of body experiences” po polsku tłumaczymy jako "Doświadczenia poza ciałem". Od wieków przeżywają to niezwykłe uczucie tysiące osób, a po jego zakończeniu opowiadają o tym innym, zwykle bardziej zaufanym przyjaciołom. Jest to dokładnie to samo, co będzie się z każdym z nas działo po "wygaśnięciu energii" naszego ciała fizycznego. Celowo w duchowości i ezoteryce nie piszemy "po śmierci", gdyż jest to nieporozumienie. Śmierci z poziomu duszy czy jaźni nie ma i nigdy nie było – to jedyne zużycie się naszego "pojazdu", którym podróżujemy przez naszą ziemską "krainę życia". A my jesteśmy jedynie pasażerem tego pojazdu (w sanskrycie: Yana). 
Czytając strony naszych nauk duchowych i metafizycznych wiecie, że tę ważną wiadomość przekazujemy od wielu lat na przeróżne sposoby. I nie ma to nic wspólnego z wiarą czy ideologią. To jest wiedza duchowa, wiedza mistyczna, ezoteryczna, wiedza tajemna. Sprawa przeżyć OBE z eksterioryzacji - często przedstawiamy na spotkaniach rozwoju duchowego w całej Polsce różne relacje od osób, które coś takiego przeżyły. Oto fragment jednej z tysięcy z terenu Polski. 
„Nie pamiętam wypadku. Wiem tylko, że uderzyłem silnie głową w kierownicę, a pasy pękły w dwóch miejscach. Nagle zobaczyłem, że jestem nad drogą, na której stało kilka samochodów. Dostrzegłem ludzi stojących przy jakimś dymiącym wraku. Zobaczyłem, że w środku jest kilka ciał, a wśród nich także moje! Było mi ono zupełnie obojętne i dziwiłem się, że ktoś będzie próbował je wydobyć z auta, skoro ja jestem tutaj! Wszystko było w takiej poświacie, wszystko było ostrzejsze i kolory bardziej intensywne. Słyszałem dokładnie dźwięki i teraz coraz częściej nabieram przekonania, że także myśli tych osób, które tam stały. Potem zobaczyłem to cudowne światło, które było nade mną. Przepraszam, ale jeszcze przed pokazaniem się tego światła zobaczyłem świetlistą istotę, która była na miejscy wypadku i unosiła się na prawo od ludzi na jezdni, trochę obok pobocza. Był to mi ktoś niesłychanie bliski, który chyba przybył w momencie, kiedy moje życie dobiegło do takiego punktu. I wtedy to światło wydało mi się jakąś drogą. I kiedy zacząłem się już unosić w jego stronę, to nie czułem lęku.” Trójmiasto, 2005 

Takich relacji moglibyśmy dać tyle, że samo czytanie zajęłoby wiele godzin, a nawet dni. Ze 100% pewnością zakładamy, że podobne przeżycia mieli ludzie przed wiekami i tysiącami lat, tylko nie bardzo wiedzieli, co to jest i pewnie obawiali się o tym mówić w obawie, że inni uznają ich za niespełna rozumu. Czasami ślady takich przeżyć znajdujemy w biografiach lub utworach znanych ludzi. Odkrycia takie dają wiele radości. Prawdopodobnie takie przeżycie miał nasz narodowy poeta, Adam Mickiewicz. Oto wiersz Adama Mickiewicza – „Widzenie”. Utwór poraża swą zawartością, mówi to co można usłyszeć w relacjach ludzi, którzy odłączyli się od ciała ale wrócili z powrotem, poznali, że nie są tylko ciałem, że są Duszami, Jaźniami. 

WIDZENIE 

Adam Mickiewicz (1798-1855) 
*********** 
Dźwięk mię uderzył - nagle moje ciało,
Jak ów kwiat polny, otoczony puchem,
Prysło, zerwane anioła podmuchem,
I ziarno duszy nagie pozostało.
I zdało mi się, żem się nagle zbudził
Ze snu strasznego, co mię długo trudził.
I jak zbudzony ociera pot z czoła,
Tak ocierałem moje przeszłe czyny,
Które wisiały przy mnie, jak łupiny
Wokoło świeżo rozkwitłego zioła.
Ziemię i cały świat, co mię otaczał,
Gdzie dawniej dla mnie tyle było ciemnic,
Tyle zagadek i tyle tajemnic,
I nad którymi jam dawniej rozpaczał, -
Teraz widziałem jako w wodzie na dnie,
Gdy na nią ciemną promień słońca padnie.
Teraz widziałem całe wielkie morze,
Płynące z środka, jak ze źródła, z Boga,
A w nim rozlana była światłość błoga.
I mogłem latać po całym przestworze,
Biegać, jak promień, przy boskim promieniu
Mądrości bożej; i w dziwnym widzeniu
I światłem byłem, i źrenicą razem.
I w pierwszym, jednym, rozlałem się błysku
Nad przyrodzenia całego obrazem;
W każdy punkt moje rzuciłem promienie,
A w środku siebie, jakoby w ognisku,
Czułem od razu całe przyrodzenie.
Stałem się osią w nieskończonym kole,
Sam nieruchomy, czułem jego ruchy;
Byłem w pierwotnym żywiołów żywiole,
W miejscu, skąd wszystkie rozchodzą się duchy,
Świat ruszające, same nieruchome:
Jako promienie, co ze środka słońca
Leją potoki blasku i gorąca,
A słońce w środku stoi niewidome.
I byłem razem na okręgu koła,
Które się wiecznie rozszerza bez końca
I nigdy bóstwa ogarnąć nie zdoła.
I dusza moja, krąg napełniająca,
Czułem, że wiecznie będzie się rozżarzać,
I wiecznie będzie ognia jej przybywać;
Będzie się wiecznie rozwijać, rozpływać,
Rosnąć, rozjaśniać, rozlewać się - stwarzać,
I coraz mocniej kochać swe stworzenie,
I tym powiększać coraz swe zbawienie.
Przeszedłem ludzkie ciała, jak przebiega
Promień przez wodę, ale nie przylega
Do żadnej kropli: wszystkie na wskroś zmaca,
I wiecznie czysty przybywa i wraca,
I uczy wodę, skąd się światło leje.
I słońcu mówi, co się w wodzie dzieje.
Stały otworem ludzkich serc podwoje,
Patrzyłem w czaszki, jak alchymik w słoje.
Widziałem. jakie człek żądze zapalał,
Jakiej i kiedy myśli sobie nalał,
Jakie lekarstwa. jakie trucizn wary
Gotował skrycie. A dokoła stali
Duchowie czarni, aniołowie biali,
Skrzydłami studząc albo niecąc żary,
Nieprzyjaciele i obrońcy duszni,
Śmiejąc się, płacząc - a zawsze posłuszni
Temu, którego trzymali w objęciu,
Jak jest posłuszna piastunka dziecięciu
Które jej ojciec, pan wielki, poruczy,
Choć ta na dobre, a ta na złe uczy. 
********** 
Doświadczenia światła, śmierci, aniołów - to wszystko bliskie jest mistykom i ezoterykom, a już najbardziej joginom wszystkich tradycyjnych szkół jogi i tantry (jogi ezoterycznej).  

Parę słów o sufizmie i niektóre wybrane myśli sufich…


Co to jest sufizm:
Sufizm (arab. taṣawwuf تصوف ) – zbiorcze określenia dla różnorakich nurtów mistycznych w islamie. Pochodzi ono od słowa suf صوف (wełna), co jednak nie jest w żaden sposób potwierdzone, bowiem czerpiąc wzór z chrześcijańskich mnichów sufi ubierali się we włosiennice. Wzorem dla wczesnochrześcijańskich anachoretów był Jan Chrzciciel, który nosił szatę z wielbłądziej wełny. Taka szata i przepasane biodra były „wzorcowym” strojem ascety. Sami Arabowie zwali sufich fakirami (faqīr فقير), co znaczy biedak, albo derwiszami (darwīš درويش), co pochodzi od perskich słów dar (drzwi) oraz darwaze (dźwierze, brama) i oznacza nędzarza (żebraka) stukającego do drzwi[1].
Jest on próbą osiągnięcia jedności z boskim Absolutem. W najpowszechniejszej formie polega na regularnych modlitwach, recytacji formuł religijnych i boskich imion, grupowych śpiewach (qawwali), studiowaniu świętych pism islamu, a przede wszystkim na wyparciu się własnego ego.
Kim jest sufi , na czym polega sufizm?
Sufi jest to ten, kogo nie nuży żadne poszukiwanie i kogo nie męczy żadna sprawa.
Były wśród sufich pewne wskazania, następnie pojawiły się pewne ruchy, następnie nie pozostało nic poza zmartwieniami.
Nauki sufich są na początku zdobywane, a na końcu intuicyjne.
Sufizm polega na tym, iż nic ciebie nie posiada.
Sufizm to uchwycenie rzeczywistości i zwątpienie w to, co w rękach ludzkich.
Mądrości sufich:
Nieszczęśliwy syn Adama, gdyby lękał się ognia piekielnego tak, jak się lęka ubóstwa, wówczas wszedłby do raju.
Grzesznicy są dla Boga zbyt mało wartościowi, aby pozwalał im umierać z głodu. On raczej głodzi swoich przyjaciół.
Pycha wobec bogaczy i możnych to prawdziwa pokora.
Prawidłowe odosobnienie to przezwyciężanie samotności swojej duszy.
Jeśli sługa wyrzeka się świata doczesnego, powierza mu Bóg anioła, który zasiewa mądrość w jego sercu.
Ten, dla kogo milczenie nie jest ojczyzną, jest natrętnym gadułą, nawet jeśliby był milczącym.
Mędrcy odziedziczyli mądrość przez milczenie i rozmyślanie.
Nie ma żadnej rzeczy dla długotrwałego uwięzienia bardziej odpowiedniej od języka.
Oto został stworzony dla człowieka jeden język i dwoje oczu i dwoje uszu, aby słuchał i widział więcej, aniżeli mówi.
Gdyby mówiący wiedział, jakie niebezpieczeństwo jest z mówienia, tedy by milczał, jeśliby tylko mógł tak długo, jak długie było życie Noego. A gdyby milczący wiedział jakie niebezpieczeństwo jest z milczenia, prosiłby Boga o podwójny wiek Noego, ażeby mógł mówić.
Ludzie są na drodze, dopóki nie odejdzie od nich lęk, a kiedy odejdzie od nich lęk, zbaczają z drogi.
Jeśli Bóg umiłował sługę, ustanowił w jego sercu płaczkę żałobną, a kiedy znienawidził sługę, ustanowił w jego sercu piszczałkę.
Serce, kiedy nie ma w nim smutku, jest ruiną, tak jak dom, kiedy nikt w nim nie mieszka, niszczeje.
Głód należy do cech sufich i jest on jednym ze wsporników walki duchowej.
Kiedy Bóg stworzył świat doczesny, uczynił w sytości grzech i niewiedzę, a uczynił w głodzie wiedzę i mądrość.
Kluczem do świata doczesnego jest sytość, a kluczem do świata ostatecznego głód.
Pokora jest piękna u każdego pojedynczego człowieka, ale najpiękniejsza jest u biednego. Pycha jest brzydka u każdego człowieka, ale najbrzydsza jest u bogatego.
Pewien mężczyzna zobaczył mędrca jedzącego to, co spadło z jarzyn do wody. Powiedział do niego: Jeślibyś służył władcy, nie musiałbyś jadać takich rzeczy. Odpowiedział mędrzec: A jeślibyś zadowolił się tym, nie potrzebowałbyś służebnictwa u władcy.
Bóg położył pięć rzeczy w pięciu miejscach: wielkość w posłuszeństwie, poniżenie w grzechu, lęk szacunku we wstawaniu nocą, mądrość w pustym brzuchu i bogactwo w umiarkowaniu.
Cierpliwość bez Boga jest okrucieństwem.
To, co jest poza Bogiem – to są twoi wrogowie.
Do znamion służebności należy wyzbycie się planowania i doświadczania przeznaczenia.
Najtrudniejszą rzeczą dla nowicjuszy jest obcowanie z przeciwnikami.
Prawdomówny przemienia się w ciągu dnia czterdzieści razy, a obłudnik trwa w swoim jednym stanie przez czterdzieści lat.
Każda rzecz jest czymś, ale przyjaźń kłamcy niczym.
Znamieniem kłamcy jest jego hojność w przysięganiu bez wymagania przysięgi.
Słowa sięgają dalej, aniżeli zamierzał ten, kto kłamał.
Człowiek prawdomówny to ten, kto nie troszczy się o to, że opinia ludzi o nim może zmienić się na gorszą. Nie lubi on badania ludzi co do pyłku w pięknie uczynków i nie wzdraga się przed tym, że ludzie badają zło w jego uczynkach.
Kto pragnie wolności, niechaj wstąpi na służbę Bogu.
Kto by zechciał poznać swoją rangę u Boga, ten niechaj spogląda, jaką rangę Bóg posiada u niego.
Męstwo oznacza, iż okazujesz sprawiedliwość, ale nie żądasz sprawiedliwości dla siebie.
Po rozpoznaniu Prawdy okrucieństwo stworzeń nie wywiera na Ciebie wpływu.
źródło:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sufizm

Więcej: http://zakon-sufi.blogspot.com/2013/10/historia-sufizmu-i-zakonu-sufi-w-polsce.html

Dom rodzinny



Źródło: 123rf.com
Amerykański ekolog Ellis Silver, w swojej nowej książce twierdzi, że Ziemia nie jest rodzinnym domem ludzkości. Według niego, ludzie pojawili się na Ziemi dziesiątki tysięcy lat temu, ale nie na własną rękę. Pierwsi "osadnicy", zdaniem naukowców, odbywali tu kary za przemoc wobec innych pozaziemskich cywilizacji, innymi słowy, nasza planeta była pierwotnie ogromnym więzieniem.

Aby udowodnić swoją teorię, Ellis Silver wskazuje na wiele fizjologicznych funkcji ludzkiego ciała, które są różne od tych, które posiadają "rdzenni" mieszkańców Ziemi - czyli zwierzęta. Jego zdaniem ludzie ewoluowali oddzielnie od innych rodzajów życia na ziemi, i równolegle do nich.

Z faktu, że ludzie często cierpią na choroby pleców i układu mięśniowo-szkieletowego, autor dochodzi do wniosku, że człowiek został stworzony w warunkach niższej grawitacji niż ta na Ziemi. Ponadto brak przystosowania się do środowiska przez nasze organizmy jest sygnalizowany przez wysokie wskaźniki chorób przewlekłych.

File 22906
Fragment okładki książki Eliisa Silvera - źrdło: amazon.com
Ludzkie noworodki mają tak duże głowy, że często w czasie porodu umierają matki. Rzeczywiście, ludzki poród należy do najbardziej niebezpiecznych i bolesnych ze wszystkich sposobów narodzin innych mieszkańców Ziemi.
"Moja praca sugeruje, że ludzkość nie ewoluowała od konkretnego drobnoustroju naziemnego, ale pochodzi z innego miejsca i została dostarczona na Ziemię, jako już w pełni rozwinięty gatunek" - mówi Ellis Silver
Zastanawiająca jest również nietolerancja na promieniowanie słoneczne i powstające w jej wyniku, oparzenia słoneczne. Ellis Silver twierdzi, że najprawdopodobniej, planeta ludzi było nieco dalej od Słońca. Zwraca on uwagę, że nie ma innych gatunków na tej planecie, które miałyby takie problemy. Nawet jaszczurki mogą codziennie wygrzewać się na Słońcu, bez żadnych konsekwencji dla ich ciała. Ponadto, naukowców badający sen i cykl życia ludzkiego twierdzą, że zgodnie z naszym zegarem biologicznym, optymalna dla nas doba, trwałaby 25 godzin.

Sumując to wszystko w publikacji, dr Silver pozwala sobie na założenie, że nowoczesna ludzkość, a także jej boczne gałęzie i przodkowie, oraz neandertalczycy zostały uzyskane przez współpracujące pozaziemskie rasy, które przyniosły je na Ziemię, 60 do 200 tysięcy lat temu, jego zdaniem z powodów etycznych. Jako miejsce, z którego przybyły te istoty pozaziemskich jego zdaniem znajduje się w okolicy gwiazdy Alfa Centauri, znajdującej się o 4,37 lat świetlnych od nas.


Zobacz również: http://innemedium.pl/wiadomosc/rasa-ludzka-ma-pozaziemskie-pochodzenie

sobota, 26 grudnia 2015

PRZECZYTAJCIE TĘ CUDOWNĄ PRZYPOWIEŚĆ.....




Dawno, dawno temu, był sobie świat położony z dala od naszego. Nie wiadomo jak daleko od nas się znajdował - w przestrzeni, czasie czy może nawet poza czasem. Ludzie zamieszkujący tamten świat żyli w stanie uniesienia i radości, jakich w naszym świecie mogą doświadczać tylko nieliczni - podczas tych ulotnych chwil, gdy potrafią dostrzec potencjał życia i umysłu.
Pewnego dnia szaman plemienny tamtego świata zwołał naradę. Gdy wszyscy zebrali się wokół niego, przemówił uroczyście:
"Przyjaciele, istnieje świat, który potrzebuje naszej pomocy. Nazywają go Ziemią i właśnie ważą się jego losy. Jej mieszkańcy osiągnęli punkt krytyczny w swoim zbiorowym przebudzeniu i bez naszej pomocy ich narodziny nie zakończą się szczęśliwie. Kto jest chętny do wzięcia udziału w naszej misji do tego miejsca i czasu, by służyć pomocą tamtejszej ludzkości?”
"Opowiedz nam więcej o tej misji" - poprosili.
"Cieszę się, że pytacie, ponieważ jest to spawa wysokiej wagi. Wprowadzę was w trans. Będzie on tak głęboki, że stracicie poczucie tego, kim jesteście. Będziecie żyć jak zamieszkujący Ziemię ludzie i na początku całkowicie zapomnicie o swoim pochodzeniu. Zapomnicie nawet naszego języka oraz nie będziecie pamiętać własnego imienia. Pozbawieni zdolności do zachwytu i dostrzegania piękna, które panują w naszym świecie oraz pozbawieni wszechogarniającej miłości, odczujecie ich wielki brak, nie zdając sobie przy tym sprawy, czego tak naprawdę wam brakuje. To co dla nas jest normalne - miłość i piękno - będziecie odczuwać jedynie jako tęsknotę w sercu. Gdy będziecie tak żyć zagłębieni w tym boleśnie popsutym świecie, wasze wspomnienia przybiorą formę intuicyjnej wiedzy, że jednak jest możliwy świat piękniejszy, niż ten, który będzie was otaczał.
W okresie dorastania, wasza wiedza będzie nieustannie kwestionowana. Na milion sposobów będzie wam wmawiane, że świat zniszczenia, przemoc, ciężka praca, niepokój i degradacja są normalnością. Może się zdarzyć, że będziecie całkowicie osamotnieni - pozbawieni sprzymierzeńców dzielących tę samą - jak wy - wizję lepszego świata. Może się również zdarzyć, że popadniecie w głęboka rozpacz, jakiej my w naszym świecie Światła nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Jednak cokolwiek by się nie stało, zawsze towarzyszyć wam będzie iskierka mądrości, która nigdy was nie opuści. Pamięć o prawdziwym pochodzeniu zostanie zakodowana w waszym DNA. Iskierka ta będzie się w was nieustannie tlić, aż do czasu, gdy stanie się zalążkiem przebudzenia.
Wiedzcie jednak, że pomimo odczuwanej samotności, tak naprawdę nie będziecie sami. Ześlę wam wsparcie i pomoc, które jednak wy będzie postrzegać jako cud - jako coś, co przekracza granice waszego pojmowania. Na kilka chwil, godzin lub dni będziecie doświadczać przebudzenia, które pozwoli wam odczuwać radość i piękno takimi, jakimi one są w istocie. Mimo, że planeta Ziemia i jej mieszkańcy pogrążeni będą w cierpieniu, wciąż będzie można dostrzegać tam piękno, jego projekcję z przeszłości i przyszłości i owo piękno będzie obietnicą tego, co jest możliwe i przypomnieniem tego co jest prawdziwe.
Będziecie sobie wzajemnie pomagać. Kiedy rozbudzi się w was gotowość do spełnienia misji, rozpoznacie członków waszego plemienia. Waszym znakiem rozpoznawczym będą wspólny cel, wartości, intuicja oraz podobieństwo obieranych ścieżek. Gdy Ziemię ogarnie kryzys, wasze ścieżki zaczną przeplatać się coraz częściej. Czas osamotnienia oraz czas chwil, w których wydawało wam się, że zwariowaliście, będzie już za wami.
Wszędzie na Ziemi znajdziecie członków waszego plemienia, zaś rozwinięte technologie telekomunikacyjne umożliwią wam szybki wzajemny kontakt. Jednak prawdziwy przełom i rzeczywiste przyśpieszenie dokona się dopiero podczas spotkania każdego z was twarzą w twarz, które będzie miało miejsce w specjalnie wyznaczonych do tego celu miejscach na Ziemi. Następny etap waszej podroży rozpocznie się gdy już wielu z was zbierze się razem. Mogę was zapewnić, iż podroż ta zakończy się w tym samym miejscu, w którym się rozpoczęła. Misja, której nie byliście świadomi stanie się świadoma, zaś intuicyjny bunt przeciwko rzeczywistości odczuwanej wcześniej jako normalną, odczujecie jako wyraźną potrzebę stworzenia piękniejszego świata.
W chwilach samotności, będziecie usiłowali zapewnić samych siebie, że jeszcze nie zwariowaliście. Sposobem na to będzie informowanie innych, co złego dzieje się z ich światem. Albowiem Wiedza stanie się waszym udziałem. Będziecie też odczuwać wręcz jako zdradę, jeżeli nie będą chcieli was słuchać. Będziecie też rejestrować opowieści o błędach, okrucieństwie i zagładzie środowiska, które to wiadomości będą potwierdzać wiarygodność waszej intuicji o istnieniu lepszego świata. Po tym jednak, jak otrzymacie moją pomoc, nie będziecie musieli już tego robić. Od tej chwili wasza energia zamieni się w aktywny proces kreowania lepszego świata".
Jedna z kobiet z plemienia zapytała szamana: "Skąd wiesz że to się uda? Jesteś pewien, że Twoje moce szamańskie są wystarczająco silne, aby wysłać nas w taką podroż?"
Szaman odpowiedział: "Wiem, że misja się powiedzie, ponieważ wcześniej robiłem to już wiele razy. Wielu z was zostało już wysłanych na Ziemię, aby mieszkać z tamtejszymi ludźmi i przygotować grunt dla misji, której teraz wy się podejmiecie. Mam już w tym doświadczenie! Jedyną różnica jest to, iż teraz wielu z was podejmie się tego wyzwania jednocześnie. To, co będzie nową jakością w zamieszkałym przez was czasie, to fakt, że owe Zgromadzenia Członków Plemienia, o których wam mówiłem, zaczną się właśnie organizować".
Jeden z w współplemieńców zapytał: "Czy istnieje zagrożenie, że zagubimy się w tamtym świecie i nigdy się nie wybudzimy z szamańskiego transu? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że rozpacz, cynizm i ból rozłąki będą tak wielkie, że ugaszą iskierkę nadziei oraz poczucie samego siebie i własnych korzeni, doprowadzając do wiecznej rozłąki z naszymi najbliższymi?"
Szaman odpowiedział: " Nie ma takiej możliwości. Im bardziej będziecie zagubieni, tym większa pomoc będzie wam zesłana. W tym czasie może wydawać się wam, iż zawalił się cały wasz świat. I że straciliście wszystko to co najcenniejsze. Później jednak dostrzegać będziecie to jako dar. Ja i nasza świat nigdy was nie opuścimy".
Inny mężczyzna zapytał: "Czy istnieje możliwość, że misja się nie powiedzie i cała planeta, Ziemia, zginie?"
Szaman odpowiedział: "Odpowiem na to pytanie paradoksem. Nie ma takiej możliwości. Prawdą jest, że jej sukces zależy od waszych poczynań. Los świata jest w waszych rekach. Klucz do tego paradoksu leży w was samych oraz w waszych uczuciach. Wszystkie wasze problemy z którymi się będziecie borykać - nawet wasza ukryta wewnętrzna walka - będą miały wymiar kosmiczny. Będziecie wiedzieć, tak jak teraz, że wszystko co robicie ma znaczenie. Bóg widzi wszystko."
Nie było więcej pytań. Gdy woluntariusze zebrali się w kręgu, szaman podszedł do każdego z nich. Ostatnią rzeczą, jaka pamiętali, to wydmuchiwany przez szamana dym prosto w twarz. Weszli w głęboki trans i zapadli w sen o świecie, w którym sami się dzisiaj znajdujemy.
Charles Eisenstein


 
 

Dzięki wprowadzaniu nowych kodów kosmicznego światła, które w swojej esencji oddziałują na Ziemię, ludzki kolektyw przebudzi się do wyższej świadomości. Zobaczycie jak każdy coraz intensywniej będzie odczuwał nowe potrzeby wyrażania siebie, otwarcia się na nową wizję i zjednoczenia z tym, co święte i boskie w waszym wnętrzu. Wielu zda sobie sprawę z istnienia energii, którą emanują, co spowoduje aktywację ich pól energetyczno-wibracyjnych i wywoła w nich panikę. Ale będzie również wielu innych, którzy tak jak wy, dokonają integracji i będą coraz bardziej emanować całym potencjałem kosmicznego promieniowania, a duchowy puls wygeneruje wspólny front działań wszystkich operatorów światła. W tym właśnie celu Ziemia przygotowuje was i będzie to robiła w następnych latach, abyście wraz z nią odkrywali nowe wymiary i rzeczywistości kosmiczno-duchowe w trzecim tysiącleciu. Razem, jesteście zjednoczeni w tej fascynującej podróży kosmicznej integracji z bardziej świetlistymi strefami.”

Ramaathis Mam – „Radyum Solaris. Most Kosmicznego Światła”