poniedziałek, 11 grudnia 2017

8 życiowych lekcji, ktorych udzielił Rumi.



I powoli kończy się ten niesamowity rok 2017. Rok który przygotowuje Nas do nowych niesamowitych czasów. Rok który dla Mnie Jest jak nauka Rumiego. Poniżej Kilka jego życiowych myśli których to rok 2017 jest odbiciem.


8 życiowych lekcji, których udzielił Rumi:

Lekcja Pierwsza – najważniejsza

Tam, gdzie jest cierpienie, pojawia się okazja do wzrostu i zdobycia prawdziwego szczęścia. Nie unikaj złych rzeczy w życiu, bo ominą cię dobre.

"Tam gdzie są ruiny, tam jest nadzieja na znalezienie skarbu."

"Nie bądź zadowolony z opowieści, jak potoczyły się losy innych ludzi. Rozwijaj własną opowieść."

"Jeśli irytuje cię każde potarcie, jak masz zostać wypolerowany?"

"Cierpienie może być ogrodem współczucia. Jeśli trzymasz swoje serce otwarte na wszystko, twój ból może stać się najlepszym sojusznikiem w poszukiwaniu życiowej miłości i mądrości."

"Ilekroć ktoś trzepie dywan, jego uderzenia nie są skierowane przeciwko dywanowi, lecz przeciwko brudowi znajdującemu się w dywanie."

"Co cię rani, błogosławi ci. Ciemność jest twoją świecą."

"Niech twoje życie stanie w ogniu. Szukaj ludzi, którzy będą podsycać twoje płomienie."

"Bądź wdzięczny za każdego, kto przychodzi, ponieważ został wysłany jako przewodnik z wieczności."

"Nie odwracaj się. Patrz na to miejsce, gdzie znajduje się opatrzona rana. To jest miejsce, przez które światło wchodzi w ciebie."

"Musisz łamać swoje serce, dopóki się nie otworzy."

Lekcja Druga – najtrudniejsza

Nie wystarczy żyć. Sam fakt twojego istnienia to nie wszystko, co ma znaczenie. Liczy się to, w jaki sposób żyjesz.

Protest w obronie lekarzy - o wolność i zdrowie!



Hubert Czerniak - Włączamy myślenie
Kochani! O proteście już pisałem, będę przypominał. 20 grudnia o godz. 13 pod Okręgową Izbą Lekarską w Łodzi (ul. Czerwona 3). Szczegóły w wydarzeniu. Liczę, że zobaczymy się w bardzo licznym gronie! Proszę o udostępnianie. PROTEST W OBRONIE LEKARZY O WOLNOŚĆ I ZDROWIE!
https://www.facebook.com/events/1540702946024435/
GRU20
śr. 13:00 · Okregowa Izba Lekarska · Łódź, Łódź Voivodeship
Udostępnione w grupie Jerzy Zięba – grupa poparcia



Szczegółowe informacje
ORGANIZATOREM WYDARZENIA JEST GRUPA RODZICÓW
20 grudnia, przed Łódzką okręgową izbą lekarską, ul.Czerwona 3, stanie lek. med. Hubert Czerniak.
Przez środowisko poszkodowanych przez powikłania poszczepienne w związku z poruszaniem tematu szkodliwości niektórych substancji farmakologicznych oraz propagowanie zdrowego stylu odżywiania.
W tym dniu odbędzie się wiec poparcia dla doktora i innych medyków nękanych i dyskredytowanych przez obecny system. Lekarze pamiętajcie że nie jesteście sami!
Jednocześnie to okazja żeby zamanifestować swój sprzeciw wobec ustawy o POZ, medycynie szkolnej i o chorobach zakaźnych, które wprowadzają medyczną inwigilację dla wszystkich obywateli.


niedziela, 10 grudnia 2017

„Pan Tadeusz”

„Pan Tadeusz” żadną epopeją narodową, a zwłaszcza lekturą szkolną nie jest!



A to dla prostej i jakże widocznej gołym okiem tejże przyczyny,
Mącenia w młodych głowach i lanej do nich jakiejś popłuczyny,
Jakąż jest błędne wyobrażenie o postawie wielce patriotycznej,
Dla jakiej umieranie nabiera wartości chwalebnej, niebotycznej.

I ktoś tutaj celowo wszystko przekręca - przeinacza bez miary,
Chce za cenę wszelką, żeby ziściły się jego tak niskie zamiary.
A są to kłótnie, wojny i władza śmierci niczym nieograniczona.
A ów patriotyzm ma sprawić, by władza ta była niezauważona.
.

I cóż, tak się zdarza jak długie, zawiłe naszego państwa dzieje.
Miast pomyśleć głową i sprawić, niech gorączka serca zmaleje,
Poukładać się z sąsiadem, w rodzinie swej zgodę zaprowadzić,
Palimy się do boju a wszystkim wokół wolimy się przeciwstawić.

A do tego stopnia i tę resztkę rozumu skutecznie nam odebrało,
Że do zrywów „patriotycznych” też zimą brać się nam zachciało.
To przecież już samo wszczynanie wojny szczytem jest głupoty,
I oprócz tego to najlepszym sposobem wpędzania się w kłopoty.

Czy Biblia nas nie uczy tak ważnej i nader potrzebnej mądrości,
By przed udaniem się na wojnę pamiętać o tej jednej czynności?
Usiądź spokojnie, a z chłodną głową zastanów się drobiazgowo,
Ile masz swego a ile wróg twój ma wojska, zrób to obowiązkowo.

I nie zadzieraj z silniejszym, pójdź wcześniej po rozum do głowy.
W innym razie twa mądrość mniejszą od tej przysłowiowej sowy.
Zawsze takim bohaterem co tylko ginąć potrafi być zapragnąłeś?
Już ostatecznie takież haniebne postanowienie swoje powziąłeś?

A jakąż to sławę Polsce takie działania przynieść wtedy mogły?
Teraz to wiemy, a zbędne nasze spóźnione za Ojczyznę modły.
Liczy się mądre działanie, nie masz tu miejsca na zbędny płacz.
Należycie Polskę Maria Skłodowska Curie sławiła, tak oto walcz.

Bo o wiele, o wiele trudniej jest mozolną pracą dążyć do pokoju,
A o tym to najlepiej wiedzą ci, co wykazali się pracą pełną znoju.
A tym trudniejszą jest praca nad sobą, nad rozświetlaniem myśli.
Własnym umysłem, myśleniem a zwłaszcza wiarą wiele się ziści.

Gdyż wielką rzeczą jest właśnie wiarę w swoim sercu zachować,
W codziennym życiu sumiennie pracować i ją stale pielęgnować.
A nie jest to znowu takie ważne albo ostatnią tragedią narodową,
Iż obce wojska w Rzeczypospolitej, co ją mają wręcz zniewoloną.

Jednak pomimo tego, jak w swej książce poeta nam przedstawia,
Czeladź posłuszna, z panami biesiaduje i ziemię dobrze uprawia.
Szlachta ucztuje, hrabia majątek odzyskuje i niczego nie brakuje.
Spokojny żywot niczego sobie wiodą, a jakiego i wróg nie rujnuje.

Ale komuś znów musiało to przeszkadzać, przestało się podobać.
Za długo nic się nie dzieje, no to do wojny trza się nam szykować.
A jak ponownie ją przegramy - gdyż o to się właśnie im rozchodzi,
To dla nas gorzej i lepiej możnym panom tego świata się powodzi.

Dlatego jakoś dziwnie to wygląda, jak Robak tak jak szalony biega.
Niby w dobrej i słusznej sprawie z „mądrościami” swymi nie zwleka.
Więc księżulo maluczkich zwodzi i do ich głów bajki jak łopatą wali.
A drobne i proste szlachetki wiarę mu dali - na niczym się nie znali.

Już im tam Kościół z wszystkiego co rozumne umysł wyprał do cna,
Że pędzą o poradę ojczula królika pytać, co ją bierze z samego dna.
Niestety z dna, gdyż z ludzkiej niewiary i braku ufności Opatrzności,
Biorą się wszystkie nieszczęścia ludzkiego polskiego losu zawiłości.

Bo też nie masz już w narodzie odwagi spojrzenia Prawdzie w oczy,
Nie masz też siły wyzbycia się robaka duszy, co ją do zawiści toczy.
Na wsze sposoby, siły zła chcą zamknąć maluczkich w śmierci kole.
Ludzie jednak nie mają baczenia na to, choć to Prawda w oczy kole.

Wystarczyło jeno pomyślunku użyć, zapytać się, podrapać po czole,
Wypytać trzeba było księżula - tegoż się klecho wyuczył w zakonie?
Tyle żeś się naumiał - tak żeś zrozumiał nauki Świętej Biblii matole?
To one w pustym czerepie ci powstają i majaczą wojenne swawole?

Ale co tam gadać o własnym rozumie, co by to jakąś zmianę sprawił.
Ważne jest i liczy się to, że znalazł się teraz kto morały innym prawił.
A co tam, że nawet i morderca jakiś, co to sąsiada-brata wziął i zabił,
Wielka sprawa, nie ważne, byle ułudą teraz nas tu jak miodem wabił.

Ale zaraz, coś tu nie tak, toż żaden ci zakonnik, a jakiś farbowany lis.
Kiedyś w porę nie ochłonął i krew w nim zawrzała - omal co nie skisł.
Na swego rodaka rękę podniósł - do końca życia swój przekreślił los.
I w jednej chwili zbrodnia się stała a mogło być inaczej - o mały włos.

Tak samo jak mało brakowało, aby zrozumienie w narodzie było inne.
A żadną miarą ludzi serca gorące, pragnące wolności nie są tu winne.
Tylko cały kłopot polega na tym, że ktoś ciągle wznieca na nich pożar,
Ciesząc się, bo żywioł ślepy wszystko zniszczył i serca one też pożarł.

Bo i serca żywego, człowieczego, czującego trzeba być pozbawionym,
Żeby z własnym bratem i własnym sąsiadem być srodze poróżnionym.
Ależ głupotą jest się zasadzać, a na niebezpieczeństwo się wystawiać.
A kłócących się rodów zbratać to i wspólny wróg nie mógł się wykazać.

Mało tego, doszło już do tego, (co jest kpiną i komedyjką nie byle jaką),
Że to ów wróg tak jaśnie wielmożną szlachtę ocalił i to przed nią samą.
Takie to już nasze „patriotyczne” głowy - do każdej wojaczki my skorzy.
I nie ważne kogo, po omacku każdego do tego samego wora się włoży.

Tak oto mamy tu coś całkiem przeciwnego i zarazem bardzo dziwnego,
Zwłaszcza w obecnych czasach wrogów bierzemy za każdego swojego.
Inni jakieś kłamstwa podsuwają, no i plączemy się w swoich domysłach.
A jak teraz toniemy tak i dawniej żeśmy ginęli - w bzdurnych wymysłach.

Bo o sposobności niebywałej nagle ktoś ogień jakiś oślepiający wznieca.
I podejrzane jest, iż mordercza siła zamysł ten rozpala jak ogień z pieca,
By Rzeczypospolita, przez nas na kolana rzucona powstać z nich mogła,
Więc swe dzieci na rzeź posłać musi, bo nie jest wcale taka słaba, wątła.

I co tu czekać z założonymi rękoma, jak to Żydzi w swym zwyczaju mają.
Nie ma nam tu co sejmikować ani jakieś próżne dysputy na nic się zdają.
No to szable już chwytają a na Moskala co koń wyskoczy żwawo ruszają.
W jakimś zamroczeniu za kimś małym już gnają i cesarz na niego wołają.

A jeszcze wcześniej jeden z Żydów, ten co to w gospodzie uniżenie służy,
Ni stąd ni zowąd tak sobie uderza w dobrze wszystkim znane polskie nuty.
Na cymbałach Mazurka Dąbrowskiego jakoś tak cicho, niepewnie brzdęka,
Jakby go grała jakaś zupełnie nam obca a nie przyjazna, patriotyczna ręka.

I w tej chwili pojawiły się nam w pamięci te słowa, w Biblii Świętej zapisane,
Co tutaj nagle same się nam jakoś skojarzyły, a również są dosyć dosadne.
Warto zapamiętać: „A gdybym miłości nie miał byłbym jak miedź brzęcząca,
albo jak cymbał brzmiący” - a moja własna godność jak moneta błyszcząca.

Taka, co jedynie z rąk do rąk tak często przechodzi, swojej wartości nie zna.
A każdy co tylko ją ma, to robi z nią co żywnie chce, bo sama na nic się zda.
Tak oto dum(r)ni Polacy przechodzą z rąk do rąk dla obcej, złej jeno sprawy.
W dodatku nic z tego nie rozumieją, co też innym daje moc okrutnej zabawy.

Tak więc klecha szlachcie w łbach coś tam mąci jak diabelski Watykan cały,
A oni? Cóż - nie brak tych co posłuch temu ciągle dają, jak jakiś Polak mały.
Żyd w karczmie przygrywa niby patriotyczną muzyczkę a polskie szlachetki,
W to im graj! Wypić coś i od razu ochoczo chwytają za swoje ostre szabelki.

A jak się nachlają, dla wprawy i między sobą zdradzieckie burdy wyprawiają.
Do takiej też dziwności dochodzi, że i ich wrogowie do tego nie dopuszczają.
I najmniej ważne, iż na swoich ruszy, lecz Polak zawsze bić się z kimś musi.
Jak nie u siebie, to niestety na siłę szuka wszędzie zwady, choćby i na Rusi.

A przecież cały czas możnym panom tego świata właśnie o to się rozchodzi,
Dla swych podłych korzyści również Słowian skłócają no i do walki dochodzi.
Niechaj prostacki lud w głupim otumanieniu do ostatniego chętnie się wybija,
A tyci cesarz srogiej zimy pod Moskwą jak nożem w plecy jeszcze ich dobija.

Takie to dzieje - a w naszych „nowoczesnych” czasach - jak wszędzie widać,
Właściwie nic się dotąd nie zmieniło, ciągle jest jak było i co tu komu gdybać.
Bo chodzi o to, że illuminaty-masony-syjony stale wichrzą, a jak hieny żerują.
Kolorowych na białych tłumnie sprowadzają a do wojny z żółtymi się szykują.

Mamonę - ich oręż stosują, aż wszystkich ludzi w niewoli i w kajdanach skują.
Ponad miarę tępotę, wrogość szerzą, stale wszędzie, wzajemnie nas szczują.
Robią to dla jakiejś niepojętej przyczyny - a świadkiem tego ich własne czyny.
A nie wiedzą, że swej duszy zakładają dyby, znów ponawiają spiskowe zrywy.

Zwłaszcza w te dni możni tegoż świata ręce zacierają niemal do czerwoności,
Cały czas jakoś zaślepieni, cieszą się na myśl o wyrządzaniu swych podłości.
I wiele ich mają w różnych zamiarach - najczęściej bardzo czarnych a niskich.
Nie potrafią się powstrzymać, aby na śmierć posłać również i swoich bliskich.

Każdego zła o zgrozo, te chore umysły nieprzerwanie mogą się też dopuścić,
Nie zawahają się, aby i atomowy ogień prosto na całą polską ziemię spuścić.
A jakby i tego w ich ponurym a ciemnym zapamiętaniu było im jeszcze mało,
To chcą, żeby i w wielu innych miejscach na całej Ziemi tak samo się działo.

Ze swojej strony dla osiągnięcia miłości, pokoju, zgody a wojny zażegnania,
Bardzo chętnie i z samym diabłem bym się zbratał a temu się nie wzbraniał.
Gdyż żadną miarą żyć w pokoju i pokorną duszę na zawsze tutaj zachować,
Nijak ujmą dla człeka być może, więc dlatego wszelkie trudy warto pokonać.

I to dla tej szlachetnej przyczyny a niestety zapomnianej już przez tak wielu,
Jednak warto mieć odwagę przed światem całym przyznać się do tego celu,
Jakimż jest wierne, a wytrwałe zabieganie o dobro w życiu tym codziennym,
Gdyż właśnie dla wszystkich nas obudzonych i ono jest wielce zbawiennym.

A tu wbrew temu jakaś para prezydencka dumnie przed kamerami się pręży,
Bo oto niby w walnym głosowaniu wybraną lekturę narodową w ręku dzierży.
I tak oto w chytrą, szkaradną całość układanka ładnie sama jakoś się składa.
Jak to „patrioci” dawnymi czasy ginęli to tak i teraz każdy na śmierć się nada.

Pytanie - a czy tylko jak nieszczęście jakie, albo i jaka okrutna wojna właśnie,
Jest w tejże mocy, by zażegnać wszystkie polskie odwieczne swary i waśnie?
Nie - żadną miarą więcej tego nam już nie potrzeba, by żyć z sobą w zgodzie.
Prawdziwa wiara, mądrość zdarzy z sąsiadem pokój święty jako i w narodzie!
 

Odwaga do życia w zgodzie ze sobą



Ostatnio spotykam na swojej drodze osoby bardzo wrażliwe i artystyczne. Takie, w których płonie ogień, ale nie mając wolnej przestrzeni spala ich od środka. Tą wolną przestrzeń najczęściej ogranicza wewnętrzny krytyk, osobisty demon – „jesteś do niczego”, „to co robisz nie ma sensu”, „nie zajmuj się głupotami”, „to co tworzysz do niczego się nie nadaje”, „zamiast rzeźbić i malować powinnaś zabawiać dziecko, ugotować obiad na jutro, bo przecież czas wolny trzeba dobrze spożytkować” itd. Najgorzej, gdy najbliższe otoczenie np. partner/partnerka, rodzina itp nie daje tego wsparcia, tylko także odgrywa rolę bezlitosnych krytyków, podcinaczy skrzydeł.
Znam to z własnego doświadczenia, z tym, że to ja dla siebie byłam największym demotywatorem. Dlaczego ? Bo uwierzyłam w swój brak wartości. Łatwiej mi było uwierzyć w swoją niegodność i pogardzać własną duszą, niż uwierzyć w jej światło, odnaleźć je w mroku potępienia, które czułam od dziecka. Taki był mój wybór na długie lata, ale z każdej otchłani trzeba w końcu się wynurzyć, bo duchowość jest nauką odpowiedzialności i dorosłości. Kontakt z duchowością pomógł mi odnaleźć miłość Boga w sobie – do siebie, a poprzez siebie – do innych.  Ale to ja musiałam zdecydować, że CHCĘ POKOCHAĆ SIEBIE. I zacząć według tego żyć.  Wgłębiając się w swoją pustkę i mrok, odnalazłam w nich swoje skarby, które wcześniej – gdy patrzyłam na nie przez pryzmat kompleksów – jawiły się jako demony. W tych demonach odnalazłam swoje rozszczepione cząstki duszy – moce, które odrzucałam wcześniej z lęku przed prawdą o sobie.

Myśli jak ubranie – Mariusz Alin


Nasze życie jest jak strój, czasami odświętny, a czasami roboczy.
Zakładamy maski szczęścia i smutku, wybierając swe oczy w lustrze.
Czy naprawdę wybieramy siebie ?
Czy to co czynimy, to gdzie żyjemy jest naszym wyborem ?
Wędrowcy z gwiazd przybywają tu na ziemię i odgrywają swoje role wybrane. Jedni ubierają się w ciała giętkie a inni w ciała ciężkie. Jedni ubierają się w szczęście posiadania a inni w szczęście bezdomności. Jedni mówią kocham a inni mówią w leku nienawidzę.
Wędrowcy z gwiazd przybywają na ziemie i ubierają się w myśli ziemskiego doświadczenia. Każda z nich jest jak zagroda dla stóp, bezradność dla rąk i tęsknota dla serca. Wybierają ograniczenia by doświadczać bezbrzeżnego kosmosu w swym sercach.
Tak, ten kontrast doświadczeń bez akceptacji ich, jest jak przewodnik po Wszechświecie którym Jest Życiem, by w końcu przyjąć wdzięcznością w sobie każdą odsłonę, każdą myśl, każdą maskę ulotności.
Tak więc zobacz siebie teraz. Gdziekolwiek jesteś, kimkolwiek jesteś, to jest to Twój wybór roli tu na ziemi. W KAŻDEJ odsłonie siebie wybierasz w palecie życia by doświadczać.
Powiesz, że tego nie wybierałeś/aś i tworzysz w ten sposób opór i napięcie w ciele. To zrozumiałe, że nasza ziemska część włożona w obrazy preferencji społecznych wierci się w sobie na to co JEST bo konflikt jest jej naturą a szukanie harmonii studnią bez dna. Ona nie widzi, że są to pozorne, tymczasowe ograniczenia w czasie i przestrzeni. Bycie niewidomym to jak bycie nieświadomym tego, że każdy opór i napięcie są jak zaproszenie do tego by przekroczyć ową myśl skrępowania.


sobota, 9 grudnia 2017

Niespecyficzne skutki szczepień cz.1 – Szczepienia dzieci – dr Suzanne Humphries



Prowadząca: A teraz, bez dalszych ceregieli, chciałabym przedstawić dzisiejszą prelegentkę, która przybyła do nas aż ze Stanów Zjednoczonych. Jest autorką książek i lekarzem medycyny. To Suzanne Humphries.
Dr Suzanne Humphries: Czy wszyscy mnie słyszą?
Głosy z sali: Tak.
Dr Suzanne Humphries: Jeszcze do końca dobrze tego nie założyłam. Dobrze, cały czas dobrze. Gdzieś to przypnę. W porządku. Mój kursor. Muszę zorganizować kilka rzeczy. Dziękuję wszystkim, że przyszliście dziś wieczorem. Wspaniale jest widzieć tak pełną salę, zwłaszcza że przyjechałam z bardzo daleka. Witam was ciepło i dziękuję wszystkim za to. Będzie to bardzo długa prelekcja, więc przygotuję was teraz, że będę mówić na ten temat przez około dwie godziny. W trakcie zrobimy przerwę, a w drugiej części będą pytania i odpowiedzi. Z przyjemnością będę podpisywać książki i rozmawiać z wami w każdym momencie. Starałam się, żeby to była krótka prelekcja, ale problem polega na tym, że mamy wiele informacji.
Ci, którzy chcą, żebyście szczepili się przeciwko wszystkiemu starają się, aby to było bardzo proste. Nazywam to nauką redukcjonistyczną. Och, to bardzo proste, to ratuje życie. To najlepsza rzecz od czasu krojonego chleba. Róbcie to albo wasze dziecko umrze. Dla nich to bardzo proste. Kiedy spojrzy się na to naukowo, staje się bardzo skomplikowane. Zatem według mnie nie jest tak, że w literaturze medycznej mamy za mało informacji, ale raczej ich nadmiar, a wszyscy lekarze mają dostęp do tej literatury. Jednak nie korzystają z niej, ponieważ wierzą po prostu w to co widzą w wiadomościach i w swoich bzdurnych czasopismach medycznych, w których znajdują się streszczenia poważnych artykułów naukowych.
Spędziłam ostatnie cztery lata swojego życia nie zajmując się niczym, jak tylko studiowaniem nauki dotyczącej szczepień – od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, 52 tygodnie w roku. To dla mnie bardzo interesujące, to już nawet nie jest dla mnie praca. Zaczniemy teraz i śmiało róbcie zdjęcia wszystkim slajdom. Jeśli chcecie zapamiętać tę prelekcję, to jest ona filmowana, a przypomnicie sobie ją prawdopodobnie w styczniu.
Jak wielu z was wie, od samego początku, czyli od ponad dwustu lat, praktyka szczepień jest pełna niespodziewanych i niepożądanych skutków. W 2010 roku Fundacja Billa i Melindy Gates przekazała 10 miliardów dolarów – tak jest, miliardów –  aby lata między rokiem 2010 a 2020 stały się dekadą szczepień. I prą do przodu pełną parą. W 2015 roku nastąpiły znaczące zmiany w społeczeństwie służące wsparciu tego celu. W Stanach Zjednoczonych koncentrują się na tym, by szczepienia były obowiązkowe dla każdego, więc nie możemy odmówić, by stały się wydarzeniem stanowiącym część stylu życia dla wszystkich ludzi od kołyski do grobu oraz na tym, by stare szczepionki, które zostały usunięte z kalendarza szczepień, zyskały nowe życie.
Jednak zanim powiem o tym dlaczego i jak te zmiany ostatecznie wpłyną na cały świat, wydaje się logiczne powiedzieć wam w jaki sposób mnie objawił się fakt, że szczepionki nie są do końca takie jak się o nich mówi.

 
 

Radiowa debata z dnia 5 grudnia 2017 z udziałem dwójki lekarzy. Anestezjolog dr Beatrycze Delorme oraz dominikanin dr n.med. Jacek Norkowski. Prowadzący audycje: Witold Gadowski O. Jacek Norkowski i Beatrycze Delorme skrytykowali współczesną medycynę, która polega na stosowaniu procedur, a nie holistycznym podejściu do pacjenta; na leczeniu objawów, a nie przyczyn chorób. Uważają też za niewłaściwe kryteria uznania człowieka za zmarłego, pozwalające na wykorzystanie jego organów do transplantacji. Niejednokrotnie pacjentów, u których stwierdzono śmierć pnia mózgu, po pewnym czasie udawało się przywrócić do pełnej sprawności. Ponadto goście Witolda Gadowskiego potępili przymus szczepień. Uważają oni, że jest to narzędzie kontroli nad społeczeństwem, a jego celem jest bogacenie się wielkich korporacji farmaceutycznych. „O sprawach medycyny nie powinny decydować pieniądze!” – wrzał na antenie o. Jacek Norkowski.