wtorek, 13 czerwca 2017

Samolot, który zniknął w 1955 roku, wylądował po 37 latach!


youtube.com
Podobnie jak latający upiór w serialu Strefa Mroku (Twilight Zone), czarterowy samolot DC-4 z 57 pasażerami na pokładzie wylądował w Caracas w Wenezueli  w 1992 roku ... 37 lat po zniknięciu z radarów w 1955 roku podczas lotu z Nowego Jorku do Miami! Wszystko działo się w krótkim odstępie czasu, po czym samolot wystartował ponownie i zniknął w chmurach! Zeznania świadków i zapisy rozmów między pilotem a wieżą kontrolną są niezbitym dowodem, że koszmar lądowania samolotu stał się faktem.

Incydent widzieli pracownicy portu. Informował o nim m. in. Ramon Estovar, wiceminister Lotnictwa Cywilnego. Zdaniem Estovara, pilot wyrzucił na płytę lotniska mały kalendarz z 1955 roku na kilka sekund przed startem i zniknięciem DC-4.

„Widziałem samolot ... I usłyszałem głos pilota. I nawet, jak wyrzucał kalendarz, ale nadal nie mogę w to uwierzyć” - powiedział Juan de la Corte, który śledził to, co się wydarzyło się ze swojego stanowiska w wieży kontroli lotów. „Ci ludzie na pokładzie nadal byli pewnie, że teraz jest rok 1955 i że wylądowali na Florydzie. Ale to nie jest przypadek. Bóg jeden wie, gdzie oni byli przez te wszystkie lata”.

Według de la Corte i innych kontrolerów, to było coś nadprzyrodzonego, gdy nad portem lotniczym nagle pojawił się samolot ze śmigłami, którego nie było widać na ekranach radarów.

„Widzieliśmy samolot na własne oczy, ale na radarze nie było żadnych oznak” - powiedział de la Corte. „Poprosiliśmy pilotów, aby się przedstawili, a oni pytają: „Gdzie jesteśmy?". Ich głosy były przestraszone i zdezorientowane, ale w końcu wyjaśnili, że wykonują lot czarterowy nr 914 z Nowego Jorku do Miami z czteroosobową załogą i 57 pasażerami na pokładzie.

La Corte powiedział, że po tych słowach pilota w pomieszczeniu kontrolnym zapadła cisza. Wszyscy byli oszołomieni. Punkt naznaczenia rejsu 914 ... Miami ... 1800 km od Caracas ...

Powiedziałem pilotowi: „Jesteście w Caracas w Wenezueli ... Ameryka Południowa". Potem zapytałem: „Jesteście w niebezpieczeństwie?". Nie było odpowiedzi, a ja wydałem im pozwolenie na lądowanie, które było przeprowadzone doskonale. Po prostu, kiedy zacząłem myśleć, że wszystko poszło dobrze, usłyszałem, że pilot mówi do swojego drugiego pilota: „Jezu Chryste, Jimmy! Co to do cholery jest?”. Patrzyliśmy na dysze samolotu, jakby były z kosmosu.

Według de la Corte, pilot powiedział, że zgodnie z harmonogramem ląduje na międzynarodowym lotnisku w Miami o 9.55 rano 02 lipca 1955 r.

Potem słyszeliśmy głosy w radio: „Coś jest nie tak tutaj. Kapitanie, to jest międzynarodowy port lotniczy w Caracas. Dzisiaj jest 21 maja 1992". Potem westchnięcie: „O mój Boże!”. Słyszałam jego ciężki oddech. Starałem się go uspokoić, mówiąc, że zaraz zajmie się nimi obsługa naziemna.

Według de la Corte, kiedy cysterna z paliwem jechała w kierunku samolotu, pilot krzyknął przez radio: „Nie! Nie zbliżaj się! Wyjeżdżamy stąd!”. Później pracownicy obsługi naziemnej obserwowali przerażonych pasażerów z twarzami przyciśniętymi do okien, a pilot otworzył okno kokpitu i nieśmiałe pomachał pracownikom portu.

„Pomachał tak niemrawo” - powiedział de la Corte. „I wówczas wyrzucił kalendarz na płytę lotniska. Zaraz potem zwiększył moc silników i maszyna uniosła się w górę.

Wenezuelski port lotniczy w Caracas dysponuje zapisami rozmów, dokumentującymi to zdarzenie, a kalendarz trafił do badań w specjalistycznym laboratorium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz