niedziela, 15 maja 2022

Trzy dni lekkości



Większość z was słyszała o "trzech dniach ciemności", ale czy kiedykolwiek słyszeliście o trzech dniach... jasności?

Cóż, teraz już tak.

Tak więc, nie tak dawno temu, rozpocząłem mały własny eksperyment. Eksperyment, który miał na celu sprawdzenie, jak bardzo stałem się "uzależniony".

Uzależniony od codziennej dawki internetu. Tu trochę dramatu, tam trochę spiskowej króliczej nory. Czytanie tego channelingu i sprawdzanie tego czytnika kart tarota. Nie potrafiłem odkleić się od jednego czy drugiego ekranu. Albo był to ekran komputera, albo telefonu. I dzięki Bogu już dawno, dawno temu zrezygnowałem z oglądania telewizji.

Ale po co właściwie to wszystko?

Powiem wam, po co.

Upodlenie.

Ubezwłasnowolnienie oblane zdrową dawką (potencjalnego) hopium, czyli "porno nadziei".

To znaczy, szukanie (i podążanie w kierunku) zewnętrznych źródeł, które dałyby mi nadzieję i coś, na co mógłbym się cieszyć; wszystko dlatego, że nie tworzyłem mojej WŁASNEJ linii czasu rzeczywistości, mojej WŁASNEJ radości i mojego WŁASNEGO błogiego TERAZ, JEDEN moment na CZAS, tutaj.

Channellerzy nie są tu winni. W końcu wykonują oni (i wykonywali) tylko swoją pracę polegającą na podsłuchiwaniu potencjalnych linii czasowych tworzonych (świadomie lub nieświadomie) przez MNIE.

Nie należy obwiniać czytających z kart tarota. Oni tylko podawali możliwości na podstawie tego, co ja i inne (wyraźnie) pozbawione władzy istoty z ludzkiej zbiorowości (świadomie lub nieświadomie) tam podawały.

Wreszcie, co nie mniej ważne, ja też nie byłem tu winny. W końcu wszystkie te gry w obwinianie i zawstydzanie są sprzed 2012 roku.

Ale niepotrzebne obwinianie czy zawstydzanie siebie to jedna (niepotrzebna) rzecz, a uświadomienie sobie wyraźnego zboczenia z najwyższej (i najbardziej wzmacniającej) ścieżki jako BÓG STWÓRCA, a mimo to nie robienie z tym nic (z powodu samozadowolenia czy czegokolwiek innego) to jeszcze inna sprawa.

To ostatnie może bowiem stać się (POWAŻNĄ) przeszkodą w ewolucji i wznoszeniu się.

Postanowiłem więc wziąć się w garść i wziąć sprawy w swoje ręce. Jeden mały krok na raz.

To był jeden mały krok dla ludzkości...

(Uwaga: Ludzkość ma małe stopy).

Tak czy inaczej, odłączyłem się od wszystkich urządzeń elektronicznych, takich jak smartfony, tablety, laptopy i wszystko inne, co przynosiło mi informacje ze świata zewnętrznego.

Ale nawet to nie wystarczyło.

Wyeliminowałem też wszelkie inne czynniki rozpraszające, które mogłyby mnie skusić...

Czytanie. Zakazane. Muzyka. Zakaz. Gry. Zakazane.

Naprawdę nie miałem żadnych ograniczeń w tej kwestii.

Te trzy dni lekkości (i odłączenia) były bowiem pomiędzy Mną, NATURĄ i MOJĄ WŁASNĄ (boską) NATURĄ.

-

I tak przez te trzy dni większość czasu spędziłem na cichej kontemplacji. Potem trochę rozmawiałem, angażując się w mnóstwo rozmów z samym sobą i tak dalej.

(Okazuje się, że w czasie wymuszonej ciszy potrafimy być dość gadatliwymi ekstrawertykami).

Następnie nawiązałem kontakt z naturą, aby pomóc wypełnić pustkę, która powstała we mnie (dzięki odłączeniu się od wszelkich urządzeń elektronicznych).

Potem zastanowiłem się, czego chcę naprawdę i głęboko DOŚWIADCZYĆ w nadchodzących dniach.

Co chcę TWORZYĆ. Co chciałem urzeczywistnić. O czym marzyłem, aby to mieć. Czym chciałem się dzielić.

Pytałem i zastanawiałem się, co zamierzam dać i oddać, jako służbę dla planety i jej mieszkańców (a także dla mojego cennego "ja").

I nie powiem Ci, o jaki (ZUPEŁNIE NIEMOŻLIWY!) procent wzrosło po tym moje szczęście, ponieważ wtedy mógłbyś ulec (podświadomej) pokusie zatrzymania się na tej dokładnej liczbie (jakby to była jakaś niewidzialna bariera czy coś w tym rodzaju).

Nie zamierzam ci tego robić, o nie!

Ponieważ teraz jest TWOJA KOLEJ.

-

A więc teraz pokornie zapraszam cię, jeden i wszyscy, do przyłączenia się do mnie w doświadczaniu tych Trzech Dni Lekkości.

Zanim rozpoczniecie ten (zaskakująco krótki i słodki) eksperyment, przygodę i podróż, zachęcam Was wszystkich do ocenienia swojego obecnego poziomu "szczęścia" w skali od 1 do 10.

1 oznacza najniższy, 10 - najwyższy.

11 i więcej, jeśli w jakiś sposób (cudem) przekroczyliście to, co uważaliście (lub wyobrażaliście sobie) za najwyższy poziom szczęścia, jaki możecie lub potencjalnie możecie osiągnąć, tutaj!

A PRZEPIS na to jest zaskakująco PROSTY...

Najlepiej będzie, jeśli będziesz potrzebował trzech dni, długopisu (lub ołówka) i notatnika (lub papieru).

Oraz ogromna ilość siły woli, miłości do samego siebie, a przede wszystkim ogromna, szczera i prawdziwa CHĘĆ i DĄŻENIE do zmiany na lepsze.

I doświadczyć (o wiele, wiele lepszego) życia, które wymaga tylko odrobiny (pozornego) "poświęcenia" (że tak powiem).

Dziesięć procent miłości, dwadzieścia procent umiejętności, piętnaście procent skoncentrowanej siły chłodu.

Pięć procent natury, pięćdziesiąt procent zabawy. I sto procent powodów, by odłożyć te urządzenia na bok.

(Przepraszam wszystkich fanów Fort Minor za zniekształcenie ich ulubionej piosenki).

 

-

Zasadniczo więc pierwsza część polega na znalezieniu co najmniej trzech dni czystej, nietkniętej izolacji. Dla tych, którzy mają napięty grafik pracy, wystarczą dwa dni weekendu (a może długi weekend, a może dodatkowy dzień wolny?). Myślę, że osoby mające bardzo małe dzieci nawet nie czytają tego artykułu. Ale jeśli tak, to zastanawiam się, co oni tu w ogóle robią. Ile kawy w ogóle pijecie (żeby móc to zrobić)?

W każdym razie teraz, kiedy masz już ustalone dni, drugą częścią jest odłączenie się od wszystkich urządzeń elektronicznych. Urządzeń tego typu, które przynoszą Ci wiadomości i wiadomości z zewnątrz oraz inne źródła elektronicznego szumu. (Nie martw się, nie poproszę cię, żebyś rozwalił swój piekarnik na miazgę czy coś w tym stylu; to znaczy, nie, chyba że masz jakieś niedokończone sprawy z nim związane).

-

Na wypadek gdybyś miał zbyt wielu (przywiązanych) członków rodziny (którzy co 6 minut potrzebują wiadomości tekstowej z aktualnymi informacjami o swoim życiu), musisz im po prostu powiedzieć, że przez najbliższe trzy dni "nie będziesz się odzywać". A jeśli nadal nie będą tego rozumieć, po prostu wyślij im ten właśnie artykuł! (Po co wypowiadać słowa, skoro link załatwia sprawę? To proste).

Pomyśl o tym jak o wycofaniu się do jaskini czy coś takiego. Podobnie jak (hibernujący) niedźwiedź. Albo Jogin. Albo nawet Niedźwiedź Yogi (heh).

Kiedy już to zrobisz, zacznij spędzać czas z samym sobą. Prawdziwym sobą. Surowym. Niefiltrowanym. Czystym.

Omawiaj z samym sobą swój rozwój duchowy i ewolucję.

Rozmawiaj z samym sobą o swoich największych, najbardziej szalonych i najśmielszych marzeniach.

Wyobraź sobie, że spełniasz swoje najśmielsze marzenia.

DYSKUSJA o wszelkich przeszkodach, które pojawiają się na Twojej drodze.

Wymyśl, jak pokonać te przeszkody.

Masz teraz TRZY CAŁE DNI na zrobienie tego wszystkiego dla siebie.

Wykorzystaj je jak najlepiej!

-

Wyczyść wszystkie ostatnie negatywne przekonania lub pozostałości obezwładniających wzorców myślowych, które nadal stoją na Twojej drodze.

Niech te trzy dni będą wolne od JAKICHKOLWIEK rozproszeń.

Nawet jeśli to rozproszenie jest tak proste (lub "nieszkodliwe") jak czytanie książki.

Albo słuchanie muzyki.

Albo oglądanie filmów.

Albo granie.

Albo nawet zajadanie stresu.

Nie pozwól, by nic innego stanęło między Tobą a Tobą.

Może z wyjątkiem NATURY, CISZY i SOLITUDE.

W końcu natura łączy Cię z Tobą.

Jest ona przecież Twoim najbliższym sprzymierzeńcem.

(Nie na darmo nazywamy ją teraz Matką Naturą, prawda?).

Ona zna Cię najlepiej.

Zaufaj jej obecności.

I Twojej własnej też.

-

Połącz się z czystą RADOŚCIĄ i BLISKOŚCIĄ, które przychodzą do Ciebie tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę w POKOJU.

Odpocznij w tej radości.

Rozkoszuj się tą błogością.

Zrelaksuj się w tym spokoju.

ZDECYDUJ, jak ma wyglądać twoja rzeczywistość, teraźniejszość i przyszłość.

ZDECYDUJ, jak będzie wyglądała twoja rzeczywistość, twoja teraźniejszość i twoja przyszłość.

-

DOŚĆ szukania "nadziei" w zewnętrznych źródłach.

DOŚĆ patrzenia na "przepowiednie" od zewnętrznych podmiotów.

DOŚĆ patrzenia na tych, którzy mówią ci, "co będzie dalej"... bez względu na to, jak bardzo mają "dobre intencje", są "wtajemniczeni" czy "wtajemniczeni".

W końcu pozwolenie komukolwiek, kto NIE jest Tobą, by tworzył lub określał Twoją rzeczywistość za Ciebie, jest bardzo NIEPRAWDOPODOBNE.

Nadszedł czas, aby to (delikatnie) rozpoznać, podziękować za to, a następnie pozwolić temu odejść. Na DOBRE.

-

Może nie uda Ci się tego zrobić w jeden dzień.

Ale co z tego?

RZYMU też nie zbudowano w jeden dzień.

Więc próbuj dalej.

Próbuj, próbuj, próbuj, próbuj.

Wciąż próbuj.

I rzeczywiście nadal podejmuj szczere próby, a prędzej (niż później) na pewno tam dotrzesz!

-

Albo, tak jak ja, ustalcie sobie stały, mały TERMIN realizacji tego wszystkiego.

np. Po [taka a taka data] przestanę patrzeć na zewnętrzne źródła w poszukiwaniu nadziei i przewidywań oraz tego, co dalej (o czym wszyscy wiemy już zbyt dobrze), bez względu na wszystko.

Teraz jest czas, aby odzyskać swoją prawdziwą moc, najdroższy Stwórco BOGU.

DOŚĆ polegania na zewnętrznych źródłach.

Czas przejąć z powrotem PRZEŁĄCZNIKI KONTROLNE.

Czas wyłączyć autopilota.

Czas włączyć Nitro-Boost.

-

Ponadto, jeśli naprawdę poważnie myślisz o zbadaniu tego pomysłu (lub posunięciu go dalej niż 3 dni), możesz wyznaczyć sobie bardzo realny termin realizacji. W przeciwnym razie nigdy nie uda ci się tego zrobić (weź to od dużo większego prokrastynatora niż ty!).



(Teraz są wśród was tacy, którzy wolą skorzystać z pomocy grzybków lub innych świętych leków roślinnych, aby wspomóc cały ten cel i projekt. To, czy tak zrobicie, czy nie, jest ostatecznie waszą osobistą decyzją. Ja osobiście tego nie zrobiłem, ponieważ staram się polegać na sobie i tylko na sobie w moich własnych / duchowych przełomach ewolucyjnych. Ale przecież każdy człowiek jest inny, ma inne bóle, możliwości i zalety, a także bardzo, bardzo różne wyzwania życiowe i podejścia, z którymi musi sobie poradzić, jak również różne sposoby osiągania swoich celów życiowych. Dlatego nie będę tutaj osądzać ani potępiać nikogo, kto podąża drogą inną niż moja. Ale na koniec dnia, proszę, zróbcie wszystko, co w waszej mocy, by osiągnąć SAMOPOMOC, jeśli tylko możecie - w przeciwnym razie równie dobrze moglibyście spędzić te trzy pełne dni na gotowaniu, biwakowaniu, oglądaniu filmów czy czymkolwiek innym).

-

udostępniaj ten przekaz wszędzie, gdzie to możliwe, jeśli tak bardzo do ciebie przemawia i jeśli naprawdę czujesz, że może on pomóc wielu osobom, takim jak ty!

-

I na koniec, jak sobie radzicie z waszymi światłami? Dajcie mi znać w komentarzach! Jeśli jest jakiś temat, który chcielibyście, abym tutaj poruszył, lub cokolwiek, w czym mógłbym (potencjalnie) wam pomóc, będę bardziej niż szczęśliwy, mogąc pomóc i zobowiązać się do tego! Dzięki! I dużo, dużo MIŁOŚCI dla Was wszystkich! 🙂 🙂 🙂

- Don Spectacularis


Osobiście już od dawna wybrałem coś pośredniego,

Nie mogę zrobić takie numeru swoim czytelnikom,

A więc godzę tą izolację na swój własny sposób życia,

Pomiędzy naturą tj jazdy rowerem i wody w basenie,

A siedzeniem przed kompem w tłumaczeniach tekstów.

 

Nie zabieram telefonu, nawet gdy mam, to nie zaglądam.

Dzielę codzienny czas pomiędzy naturą, a Internetem osobno !

autor blogu

1 komentarz:

  1. Ja żyję blisko i w zgodzie z Matką Naturą, jestem radosna, szczęśliwa i zadowolona.
    Ludzie mnie za bardzo nie interesują, zawłaszcza teraz.

    OdpowiedzUsuń