
Amerykański sprzeciw wobec wdrożenia 5G trwa od lat ze względu na różne istotne kwestie z nim związane, w tym zagrożenia dla bezpieczeństwa lotniczego, które najwyraźniej nie zostały rozwiązane.
Aktualizacja do 5G miała przynieść raj szybkiej łączności bezprzewodowej. Jednak chaotyczny proces realizowany przez administrację Trumpa, któremu pozwoliła rozwinąć się administracja Bidena, zamienił go w epicką katastrofę. Problemy nie zostały rozwiązane.
Perspektywa wydawała się przerażająca. Ogólnokrajowe wdrożenie nowej technologii bezprzewodowej miało nastąpić w styczniu, ale branża lotnicza ostrzegała, że spowoduje ona masowe katastrofy: sygnały 5G w nowych sieciach pasma C mogą zakłócać działanie urządzeń bezpieczeństwa samolotów, powodując, że odrzutowce będą spadać z nieba lub zjeżdżać z pasów startowych. Eksperci lotnictwa ostrzegali przed "katastrofalnymi awariami prowadzącymi do wielu ofiar śmiertelnych".
Aby zapobiec potencjalnej katastrofie, Federalna Administracja Lotnictwa Cywilnego przygotowała drastyczne środki zapobiegawcze, które spowodują odwołanie tysięcy lotów, zatrzymanie pasażerów od wybrzeża do wybrzeża i uziemienie przesyłek towarowych. Grupa handlowa linii lotniczych przewidywała, że "handel w kraju zostanie wstrzymany".
18 stycznia, po trudnych negocjacjach z udziałem dyrektorów generalnych, sekretarza gabinetu i asystentów Białego Domu, w ostatniej chwili udało się zawrzeć porozumienie, które zapobiegło lotniczemu armagedonowi. Firmy Verizon i AT&T zgodziły się nie włączać ponad 600 wież nadawczych 5G w pobliżu pasów startowych 87 lotnisk i zmniejszyć moc innych.
Katastrofa została zażegnana. Jednak fakt, że tak niewiele brakowało, był mimo wszystko szokujący. W jaki sposób długo planowana modernizacja technologii doprowadziła do impasu, który wydawał się zagrażać bezpieczeństwu publicznemu i jednej z największych gałęzi przemysłu w kraju? Przyczyn jest wiele, ale nie da się zaprzeczyć, że nowe wdrożenie 5G to epicka porażka wielu agencji federalnych - regulacyjny odpowiednik serii 300-kilogramowych graczy w piłkę nożną, którzy niezręcznie miotają się z piłką, odbijając ją szaleńczo w ich rękach.
Bardziej niż cokolwiek innego, dogłębna analiza tego fiaska ujawnia głębokie zaniedbania w dwóch agencjach federalnych - Federalnej Komisji Łączności oraz FAA - które mają służyć społeczeństwu. W przypadku FCC, agencja nie tylko broniła interesów przemysłu telekomunikacyjnego, ale przyjęła jego światopogląd, odrzucając dowody ryzyka i niemal uniemożliwiając współpracę i kompromis. W przypadku FAA, agencja w niewytłumaczalny sposób milczała i biernie przyglądała się trwającym od lat przygotowaniom do 5G, nawet gdy branża lotnicza wydawała coraz ostrzejsze ostrzeżenia, że nowe sieci mogą zagrozić bezpieczeństwu lotów.
To alarmujący obraz, który wyłania się z wywiadów z 51 uczestnikami i obserwatorami rozwoju sieci 5G oraz z przeglądu tysięcy stron dokumentów. Problemy występowały przez cały okres administracji republikańskiej i demokratycznej. Proces zaczął się psuć za czasów prezydenta Donalda Trumpa. Następnie utknął w martwym punkcie za rządów prezydenta Joe Bidena, który, jak wynika z raportu ProPublica, utrudniał działanie FAA, gdy ta w końcu zdecydowała się podjąć działania, aż do momentu, gdy kryzys wymusił interwencję.
Jak na razie rozejm między FCC i firmami telekomunikacyjnymi z jednej strony, a FAA i firmami lotniczymi z drugiej, trzyma się. Strony w większości złagodziły wrogą retorykę, zabrzmiały pełne nadziei słowa o "koegzystencji" i zaczęły współpracować. FAA zezwala firmom bezprzewodowym na powolne włączanie kolejnych wież 5G, ponieważ samoloty w większości nadal latają. (Około tysiąca regionalnych odrzutowców, używanych głównie przez linie JetBlue, American, Delta i United, ma obecnie zakaz lądowania w warunkach ograniczonej widoczności na wielu lotniskach z obawy przed zakłóceniami działania sprzętu).
Jednak podstawowe problemy są dalekie od rozwiązania. Firmy lotnicze twierdzą, że potrzebują znacznie więcej czasu - być może dwa lata lub więcej - na modernizację lub wymianę całego sprzętu podatnego na zakłócenia 5G, jak twierdzi Bob Fox, pilot United Airlines, obecnie pełniący funkcję krajowego koordynatora ds. bezpieczeństwa w Stowarzyszeniu Pilotów Linii Lotniczych (Air Line Pilots Association), które jest kluczowym uczestnikiem tego dramatu.
Firmy telekomunikacyjne nie są zainteresowane tak długimi ramami czasowymi: Ich umowa z rządem wygasa 5 lipca i nie zobowiązały się one do przedłużenia ograniczeń dotyczących ich wież po tej dacie. Firmy wykazują gotowość do zawierania krótkoterminowych kompromisów, ale widać też po nich frustrację, że nie mogą doprowadzić do rozwiązania tego problemu.
Ze swojej strony FCC wydaje się być poszkodowana. W przeważającej mierze winą za problemy obarcza agencję lotniczą, a jednocześnie twierdzi, że współpracuje z FAA - jednocześnie upierając się, że wszelkie twierdzenia, iż 5G zagrozi samolotom, to czysta fantazja. Retoryka szefowej FCC jest niemal identyczna z retoryką branży, którą reguluje. Jeszcze w zeszłym miesiącu Jessica Rosenworcel, mianowana przez Bidena przewodnicząca FCC, odrzuciła obawy lotnictwa jako w istocie próbę wykiwania firm telekomunikacyjnych, aby sfinansowały ogólnokrajową modernizację wyposażenia samolotów. Odnosząc się do urządzeń bezpieczeństwa lotniczego, które zdaniem branży lotniczej mogą zostać naruszone przez 5G, w wywiadzie dla ProPublica powiedziała: "Czy ktoś oszacował koszt wymiany wysokościomierza?".
A wkrótce może pojawić się zupełnie nowy konflikt na linii telekomunikacja-lotnictwo. T-Mobile i inne firmy bezprzewodowe mają zgodę na wprowadzenie dodatkowych usług 5G pod koniec 2023 r., wykorzystujących częstotliwość pasma C, jeszcze bliższą częstotliwości używanej przez urządzenia bezpieczeństwa samolotów. Podobnie jak inni uczestnicy procesu, firma T-Mobile twierdzi, że zależy jej na bezpieczeństwie i znalezieniu rozsądnego rozwiązania. Jeśli jednak wdrożenie systemu będzie przebiegać w sposób, który w najmniejszym stopniu nie przypomina poprzedniego, rozsądne rozwiązanie może okazać się nieosiągalne.
Sto lat temu był czas, gdy radio było najgorętszą nową technologią w kraju. Stacje radiowe pojawiały się wszędzie i nagminnie korzystały z tych samych częstotliwości. Efektem tego był elektroniczny chaos: Audycje były regularnie przerywane przez konkurencyjne stacje, policyjne pogadanki radiowe i amatorów. Ustawodawstwo kongresowe ubolewało nad "obecnym chaosem, w którym zespoły jazzowe, kazania, raporty o plonach, serwisy sportowe, koncerty i inne wydarzenia odbywają się jednocześnie na tych samych długościach fal". W jednym z głośnych przypadków bogaty prezes banku w Illinois uzyskał sądowy nakaz aresztowania 18-latka, którego transmisje radiowe uniemożliwiły mu słuchanie w domu transmisji wyników wyborów.
Pojawiła się ogromna potrzeba stworzenia neutralnego arbitra, który podejmowałby decyzje o tym, kto może zajmować daną część fal radiowych. Wszystko to doprowadziło do utworzenia federalnej agencji regulującej działalność radia, która ostatecznie w 1934 roku przekształciła się w FCC. Jak poinformowała Kongres nowa agencja, dużą część jej misji stanowiło "sprawiedliwe rozdysponowanie częstotliwości (...) w miarę wzrostu zatłoczenia".
Rozwój technologii w ciągu następnych 88 lat można rozumieć jako serię bitew o fale radiowe. Praktycznie każda ważna technologia komunikacyjna, od telewizji i satelitów po telefony komórkowe i GPS, wymagała pasma. FCC była odpowiedzialna za przydzielanie częstotliwości i rozstrzyganie konfliktów. W wielu decyzjach chodziło o olbrzymie stawki finansowe. Zapoczątkowały one rozwój całych branż, a inne pogrzebały lub przekształciły.
Ponieważ coraz więcej technologii zajmowało ograniczony zestaw częstotliwości, możliwości zakłócania pracy jednej technologii przez inną tylko się zwiększyły. W połowie lat dziewięćdziesiątych nowa technologia telefonii cyfrowej w sposób niezamierzony wywoływała brzęczenie w niektórych aparatach słuchowych, a zakłócenia z radiostacji policyjnych powodowały, że wózki inwalidzkie z napędem elektrycznym przypadkowo przyspieszały lub hamowały, co prowadziło do poważnych obrażeń. W 2010 r. przejście na telewizję cyfrową wymagało wymiany mikrofonów bezprzewodowych używanych przez aktorów w przedstawieniach na Broadwayu, sędziów podczas meczów NFL i pastorów podczas niedzielnych nabożeństw.
Zanim nadszedł czas 5G, FCC już dawno temu opracowała uznany system sprzedaży widma - zarezerwowanych obszarów fal radiowych - do użytku komercyjnego, który generował duże sumy pieniędzy dla rządu federalnego: aukcje publiczne. Pierwsza taka aukcja została przeprowadzona przez agencję w 1994 roku. W kolejnych latach FCC przeprowadziła ją 110 razy, uzyskując ponad 233 miliardy dolarów. Wyrafinowany format aukcji przyczynił się do przyznania Nagrody Nobla dwóm ekonomistom ze Stanford, którzy je zaprojektowali.
Jednak administracja prezydenta Trumpa nie wydawała się początkowo skłonna do pozostawienia decyzji dotyczących 5G w gestii FCC. Administracja postrzegała piątą generację technologii komórkowej, charakteryzującą się większą szybkością i usprawnieniami automatyzacji dla przemysłu, jako swoją największą inicjatywę komunikacyjną.
Najwyżsi rangą urzędnicy Trumpa postrzegali tę technologię przez pryzmat konkurencji z Chinami. Wielu członków administracji wyrażało również obawy, że Huawei Technologies, dominujący producent sprzętu 5G, może być pośrednikiem w inwigilacji chińskiego rządu, stanowiąc zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. (Huawei zawsze zaprzeczał takim twierdzeniom.) Porucznicy Trumpa zaczęli używać nacjonalistycznego okrzyku bojowego: Ameryka musi "wygrać wyścig o 5G" z Chinami.
Administracja Trumpa obrała wiele kierunków w dążeniu do osiągnięcia tego celu. W styczniu 2018 r. urzędnicy Rady Bezpieczeństwa Narodowego przedstawili plan stworzenia rządowej sieci 5G. Pomysł ten został porzucony niemal natychmiast po jego zgłoszeniu, ponieważ krytycy uznali, że jest to przejaw socjalizmu.
Inne osoby z orbity Trumpa również zgłaszały swoje pomysły. Prokurator generalny William Barr zasugerował w pewnym momencie, aby rząd USA, w interesie rozwoju wolnych od Chin sieci 5G, kupił pakiety kontrolne w Nokii i Ericssonie, europejskich firmach produkujących sprzęt telekomunikacyjny. Republikańscy insiderzy, tacy jak konsultant Karl Rove, były marszałek Izby Reprezentantów Newt Gingrich i szef kampanii Trumpa Brad Parscale, promowali partnerstwo, w ramach którego Departament Obrony miałby wydzierżawić niewykorzystane częstotliwości firmie Rivada Networks, wspieranej przez darczyńcę GOP Petera Thiela. Podejście to zostało zaaprobowane przez rzecznika kampanii Trumpa, a następnie szybko odrzucone przez Biały Dom. Sam Trump oświadczył, że plan 5G powinien być "realizowany przez sektor prywatny i kierowany przez sektor prywatny".
W końcu Biały Dom przeszedł do innych obsesji. FCC i jej przewodniczący stali się siłą napędową w wyścigu do 5G. Odważnym przywódcą agencji był Ajit Pai, który w momencie objęcia stanowiska w 2017 roku miał 44 lata. Był on komisarzem FCC, zanim został wyniesiony na stanowisko przez Trumpa. Agencja Pai'a była legendarnie przyjazna firmom, które regulowała, a komisarze i kluczowi pracownicy rutynowo przenosili się do i z lukratywnych stanowisk w branży. Sam Pai spędził dwa lata na początku swojej kariery jako wewnętrzny prawnik w firmie Verizon, a później pracował w firmie prawniczej obsługującej klientów z branży telekomunikacyjnej. Po ustąpieniu ze stanowiska pod koniec administracji Trumpa Pai przeniósł się do firmy private-equity, której portfel obejmuje firmy telekomunikacyjne i szerokopasmowe.
W FCC Pai przyłączył się do firm z branży bezprzewodowej, ewangelizując na rzecz 5G. Uczynił z tego główną inicjatywę swojej kadencji. Szybkie wprowadzenie 5G, jak głosił Pai, "przekształciłoby naszą gospodarkę, przyspieszyło wzrost gospodarczy i poprawiło jakość życia". Regularnie powoływał się na raport, według którego 5G może stworzyć do 3 milionów nowych miejsc pracy w USA i przyczynić się do wzrostu gospodarczego o 500 miliardów dolarów - nie zauważając, że te różowe liczby pochodzą z badania zleconego przez grupę lobbingową branży bezprzewodowej.
Pod rządami Pai'a droga do 5G początkowo toczyła się zygzakiem. Po porzuceniu przez Biały Dom centralnego planu FCC obrała nowy kierunek, w którym za proces ten odpowiada kilka zagranicznych firm satelitarnych. Chodziło o tak zwane pasmo C, czyli obszar sieci bezprzewodowych postrzegany jako idealne miejsce dla 5G. Firmy bezprzewodowe pożądały widma w paśmie C ze względu na możliwość szybkiego przesyłania dużych porcji danych na duże odległości; pozwoliłoby to zmaksymalizować prędkość 5G, a jednocześnie zminimalizować liczbę drogich wież komórkowych i nadajników potrzebnych firmom.
Widmo to należało do rządu federalnego. Jednak za zgodą rządu było ono wtedy wykorzystywane bezpłatnie przez cztery zagraniczne firmy satelitarne, które przekazywały sygnały radiowe i telewizyjne na całym świecie. Wyczuwając okazję, firmy te połączyły siły i złożyły śmiałą propozycję: Jako użytkownicy widma, którzy nie płacą czynszu, sprzedadzą je amerykańskim firmom bezprzewodowym i zatrzymają dla siebie większość z oczekiwanych dziesiątek miliardów dolarów. (Zgodzili się przy tym na dobrowolną wpłatę na rzecz skarbu państwa z uzyskanych przychodów). Takie "rynkowe rozwiązanie", jak twierdziły firmy satelitarne, byłoby najszybszym sposobem na uruchomienie sieci 5G.
Pai poważnie rozważał to podejście przez rok. Plan ostatecznie upadł w obliczu ostrej opozycji ze strony republikańskiego senatora z Luizjany Johna Kennedy'ego, który wyraził oburzenie, że zagraniczne firmy satelitarne będą czerpać większość pieniędzy ze sprzedaży widma należącego do rządu USA.
Zaniepokojona FCC powróciła do swojego tradycyjnego podejścia: publicznej aukcji widma, w tym przypadku na duży kawałek pasma C. Agencja zdecydowała, że zwycięzcy przetargu zapłacą firmom satelitarnym do 14,7 miliarda dolarów za szybkie opróżnienie tych częstotliwości i przestawienie się na inne. Agencja miała nadzieję, że pozwoli to uniknąć kosztownych i czasochłonnych procesów sądowych wytoczonych przez firmy satelitarne.
Wypłata 14,7 miliarda dolarów była ogromna, ale była to przyjęta praktyka FCC, polegająca na organizowaniu rekompensat dla firm, które ucierpiały w wyniku jej działań w zakresie widma radiowego. Agencja nie podjęła jednak takich działań w stosunku do innej grupy, której groziły znacznie poważniejsze konsekwencje: amerykańskiego przemysłu lotniczego.
Bitwa, która groziła uziemieniem amerykańskiego lotnictwa, koncentrowała się wokół urządzenia elektronicznego wielkości tostera. Nazywa się ono radiowysokościomierzem i służy do śledzenia wysokości samolotu podczas startu i lądowania.
Wysokościomierze radiowe, które stały się standardowym wyposażeniem we wczesnych latach 70. ubiegłego wieku, działają na zasadzie odbijania sygnału elektronicznego od ziemi i natychmiastowego przesyłania jego odczytów do kokpitu. Jest to ważne podczas lądowania przy ograniczonej widoczności, w nocy lub przy złej pogodzie. Ma to również znaczenie w innych sytuacjach: Radiowysokościomierze w wielu komercyjnych odrzutowcach przekazują dane do zautomatyzowanych systemów nawigacji i unikania zderzeń, a czasem sterują silnikami i układami hamulcowymi. Około 50 000 samolotów i śmigłowców w USA jest wyposażonych w radiowysokościomierze.
W branży lotniczej niepokój związany z niebezpieczeństwem awarii radiowysokościomierza nieodłącznie wiąże się z katastrofą Boeinga 737 należącego do Turkish Airlines, który rozbił się w 2009 r. podczas próby lądowania w Amsterdamie. Zginęło dziewięciu pasażerów i członków załogi. Śledztwo wykazało, że przyczyną katastrofy był wadliwie działający wysokościomierz, którego błędne odczyty spowodowały, że automatyczna przepustnica samolotu odcięła zasilanie podczas końcowego podejścia do lądowania.
Plany FCC dotyczące wykorzystania pasma C dla sieci 5G na nowo rozbudziły te obawy. Problem polegał na tym, że górna część pasma C jest miejscem pracy radiowysokościomierzy, co wywołało obawy, że pobliskie transmisje 5G spowodują, że będą one podawać fałszywe odczyty lub przestaną działać. Ponieważ większość wysokościomierzy została zbudowana i zainstalowana kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy w ich elektronicznym sąsiedztwie nie było nic hałaśliwego, nie zostały one zaprojektowane tak, aby odizolować je od takich zjawisk jak 5G.
W okresie rządów Pai'a walki o to, by FCC starała się upchnąć coraz więcej użytkowników w ograniczonym spektrum częstotliwości, stały się niezwykle częste i gorące, a protestowała nie tylko branża lotnicza. Inne zarządzenia przyznające firmom telekomunikacyjnym różne częstotliwości 5G wywołały skargi, że zakłócą one sieci wykorzystywane do komunikacji satelitarnej, prognozowania pogody, rolnictwa, samojeżdżących samochodów, usług globalnego pozycjonowania i systemów broni wojskowej. Jedno z działań FCC, które wciąż jest przedmiotem sporu, spotkało się ze sprzeciwem 14 agencji i departamentów federalnych. Raz po raz FCC, wspierana przez Biały Dom Trumpa, odrzucała te zarzuty. "Agencje zgłaszające obawy dotyczące wpływu 5G były po prostu tak jakby koszone przez FCC" - twierdzi były urzędnik wysokiego szczebla Trumpa zaangażowany w spory dotyczące widma.
Począwszy od 2018 roku, ponad tuzin grup lotniczych i firm poinformowało FCC, że obawiają się, iż zakłócenia w pracy radiowysokościomierzy mogą spowodować śmiertelną katastrofę lotniczą. Wezwały one agencję do współpracy z FAA i opóźnienia aukcji do czasu zidentyfikowania i wyeliminowania wszelkich zagrożeń. Przedstawiciele branży lotniczej argumentowali również, że firmy telekomunikacyjne lub Skarb Państwa powinny sfinansować warte miliardy dolarów modernizacje wysokościomierzy, aby wyeliminować problemy związane z zakłóceniami sygnałów pasma C 5G.
Jednak FCC uznała, że nie ma problemu do rozwiązania. Agencja przychyliła się do stanowiska branży bezprzewodowej, która zaprzeczyła, że nowe sieci 5G stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa lotniczego.
"Jedną z rzeczy, które wbudowaliśmy w sposób funkcjonowania aukcji widma, jest konieczność spłacenia różnych osób" - powiedział Blair Levin, który był szefem personelu FCC, gdy agencja po raz pierwszy wprowadziła aukcje. Levin powiedział, że proces 5G został potraktowany inaczej: "Linie lotnicze przyszły i powiedziały: 'Mamy ten problem'. Nikt nie zapytał: 'Czego potrzebujecie, aby rozwiązać ten problem? Czy potrzebujecie 2 miliardów dolarów? Czy potrzebujecie 4 mld dolarów? Czy potrzebujecie 6 miliardów dolarów?". Ajit po prostu powiedział: 'Nie obchodzi nas to, nie uważamy waszych obaw za uzasadnione'".
Pai broni tego stanowiska. "Pracownicy FCC wykonali świetną robotę analizując fakty" - powiedział ProPublica - "i wykazali wszystkim komisarzom w FCC, że nie ma wiarygodnych argumentów przemawiających za możliwymi zakłóceniami wysokościomierzy lotniczych... Żadna obiektywna praca inżynierska nie znalazłaby uzasadnienia dla tych argumentów". FCC miała ostatnie słowo w sprawie przydziału widma. Koniec dyskusji.
Ale to nie uwzględniało kluczowego faktu: FAA miała ostatnie słowo w sprawach bezpieczeństwa samolotów i coraz bardziej niepokoiła się zagrożeniem dla radiowysokościomierzy. W przeciwieństwie do innych agencji, FAA miała szerokie uprawnienia, aby nakazać podjęcie radykalnych kroków w celu uniknięcia śmiertelnego wypadku.
FAA miała ogromne uprawnienia - ale nie wydawała się skłonna do ich wykorzystania. Po pierwsze, jak wiele innych agencji pod rządami Trumpa, cierpiała z powodu niestabilności na szczycie - przez 18 miesięcy na jej czele stał tymczasowy przywódca. Ponadto FAA była w defensywie po dwóch katastrofach Boeinga 737 MAX, w których zginęło łącznie 346 osób i które nadszarpnęły reputację agencji.
Oznacza to, że kiedy Steve Dickson objął stanowisko przewodniczącego latem 2019 roku, FAA była rozproszona bałaganem związanym z Boeingiem, według źródła w agencji. A w osobie Dicksona FAA wydawała się mieć temperamentne przeciwieństwo agresywnego i ambitnego Pai. Dickson, który w momencie objęcia sterów agencji miał 61 lat, był był byłym pilotem myśliwca Sił Powietrznych, który niedawno przeszedł na emeryturę po trzydziestoletniej karierze w firmie Delta, najpierw jako pilot, a następnie jako dyrektor ds. bezpieczeństwa. (Po drodze zdobył również tytuł prawnika).
Być może dzięki swojemu wojskowemu wykształceniu, a może po prostu z powodu usposobienia, Dickson ściśle przestrzegał łańcucha dowodzenia. Metodyczny, ostrożny i wyważony - jeden z najlepszych zastępców powiedział, że nigdy nie słyszał, aby podnosił głos - Dickson niechętnie podejmował kroki poza oficjalnymi procedurami, a te oficjalne procedury kładły duży nacisk na wypełnianie dokumentów. Tak więc Dickson i jego agencja właśnie to robili.
Dickson nie zadzwonił na przykład do Pai, aby omówić kwestię 5G. Nie udał się do Białego Domu, aby bić na alarm. Nie wydał żadnych komunikatów prasowych, aby zwrócić uwagę na zbliżający się problem. Jedynym oficjalnym wyrazem zaniepokojenia agencji w 2019 roku był dwustronicowy list inżyniera agencji do panelu Departamentu Handlu, którego zadaniem jest rozwiązywanie rządowych sporów dotyczących widma. Wezwano w nim FCC do opóźnienia wszelkich aukcji pasma C do czasu, aż pojawi się studium techniczne sfinansowane przez FAA i "zostaną rozważone wszelkie środki łagodzące zakłócenia". (Dickson odmówił komentarza na potrzeby tego artykułu).
Bierność FAA była szczególnie uderzająca w obliczu rosnących obaw w branży lotniczej. Dwa raporty grup badawczych zajmujących się lotnictwem wzmogły te obawy. Pierwszym z nich było wstępne badanie laboratoryjne przeprowadzone przez rządowo-przemysłową kooperatywę badawczą na Uniwersytecie Texas A&M. Stwierdzono, że wszystkie siedem przetestowanych radiowysokościomierzy było podatnych na zakłócenia. Zalecono również przeprowadzenie dalszych analiz. Raport został przekazany do FCC pod koniec 2019 roku.
Ale FCC nie czekała. W dniu 28 lutego 2020 roku przegłosowała zgodę na sprzedaż pasma C i wyznaczyła termin aukcji na 8 grudnia. W 258-stronicowym raporcie i postanowieniu FCC poświęcono zaledwie sześć akapitów bezpieczeństwu lotniczemu, zgadzając się w znacznej części z raportem sponsorowanym przez T-Mobile, który oddalał obawy lotnictwa. FCC twierdziła, że podjęte przez nią środki ostrożności, w tym pozostawienie wolnego fragmentu widma pomiędzy transmisjami 5G a częstotliwością wysokościomierza, będą wystarczające.
W rozporządzeniu FCC jasno określono, czyj problem ma to rozwiązać. "Dobrze zaprojektowany sprzęt nie powinien w normalnych okolicznościach otrzymywać żadnych znaczących zakłóceń (nie mówiąc już o szkodliwych zakłóceniach)" - stwierdzono w postanowieniu. "Oczekujemy, że przemysł lotniczy (...) podejmie odpowiednie działania, jeśli będzie to konieczne, aby zapewnić ochronę takich urządzeń".
Firmy lotnicze nie widziały tego w ten sposób. Ich obawy nasiliły się w październiku 2020 r. wraz z wydaniem 231-stronicowego raportu RTCA, organizacji badawczej przemysłu lotniczego typu non-profit, która pierwotnie nosiła nazwę Radio Technical Commission for Aeronautics. Stwierdzono w nim, że 5G stanowi "poważne zagrożenie" dla wysokościomierzy, które "może mieć szeroki wpływ na operacje lotnicze w Stanach Zjednoczonych, w tym może spowodować katastrofalne awarie prowadzące do wielu ofiar śmiertelnych". Wezwano także FCC, FAA i przedstawicieli przemysłu do współpracy w celu rozwiązania problemu.
Stało się zupełnie odwrotnie. Branże telekomunikacyjna i lotnicza przyjęły diametralnie różne poglądy na rzeczywistość. Wzajemnie atakowały swoje badania i metodologię. Zwolennicy sieci bezprzewodowych twierdzili, że prawie 40 innych krajów wdrożyło już sieć 5G w paśmie C w pobliżu lotnisk, w warunkach podobnych do rozważanych w USA, bez żadnych incydentów. Sojusznicy lotnictwa odpowiedzieli, że poziomy mocy i inne ograniczenia dotyczące działania 5G w pobliżu zamorskich lotnisk są znacząco różne. Każda ze stron oskarżyła drugą o odmowę udostępnienia danych technicznych niezbędnych do oceny tego problemu.
Obie strony postrzegały również ryzyko w diametralnie różny sposób. Z perspektywy lotnictwa branża bezprzewodowa po prostu nie była w stanie pogodzić się ze swoją hiperostrożną kulturą bezpieczeństwa, która - biorąc pod uwagę przerażające konsekwencje wypadku - wymaga, aby prawdopodobieństwo awarii każdego krytycznego urządzenia było nie większe niż jeden na miliard. "Jeśli istnieje możliwość wystąpienia zagrożenia dla lotnictwa" - czytamy na stronie internetowej FAA "5G and Aviation Safety" - "jesteśmy zobowiązani ograniczyć daną działalność lotniczą do czasu udowodnienia, że jest ona bezpieczna".
Firmy lotnicze stawały się coraz bardziej nerwowe. Jednak FAA nadal siedziała z założonymi rękami. W końcu, gdy do aukcji 5G pozostał zaledwie tydzień, w grudniu 2020 r., FAA podjęła pewne działania: sporządziła pismo.
To, co wydarzyło się później, dotyczy niewielkiej agencji rządowej, o której niewiele osób słyszało. Znajduje się ona w głębi Departamentu Handlu USA i nosi nazwę Krajowej Administracji Telekomunikacji i Informacji (National Telecommunications and Information Administration). Telekomunikacji i Informacji. Doradza ona prezydentowi w sprawach związanych z widmem radiowym i pośredniczy w sporach między agencjami federalnymi. Jej zadaniem jest pomoc w rozwiązywaniu właśnie takich konfliktów, jak ten, który toczył się wokół 5G.
W administracji Trumpa NTIA była jednak w rozsypce. W raporcie Government Accountability Office stwierdzono, że agencji brakowało "sformalizowanego" procesu wypowiadania się na temat kwestii związanych z widmem radiowym. Ostatni zatwierdzony przez Senat szef agencji nagle odszedł z pracy w maju 2019 roku. W listopadzie 2020 roku agencja miała już trzeciego pełniącego obowiązki administratora, którym był były profesor prawa stanu Michigan, Adam Candeub.
Candeub miał na swoim koncie osiągnięcia jako konserwatywny wojownik prawny. Reprezentował białego supremacjonistę, który bezskutecznie pozwał Twittera za trwałe zablokowanie jego i jego organizacji na swojej platformie. Był również gorącym zwolennikiem agresywnego programu 5G realizowanego przez FCC. Tuż przed rozpoczęciem pracy w administracji Trumpa Candeub opublikował w Forbesie artykuł zatytułowany "FCC Chair Ajit Pai Must Press Forward on 5G Auctions" (Przewodniczący FCC Ajit Pai musi naciskać na aukcje 5G). W artykule chwalono Pai za ukrócenie "biurokratycznego wtrącania się".
To właśnie w te ręce FAA i Departament Transportu miały dostarczyć czterostronicowe pismo, datowane na 1 grudnia 2020 roku, z prośbą o przekazanie go "w trybie pilnym" do FCC w celu upublicznienia. Złożenie takiego listu za pośrednictwem NTIA było właściwą procedurą federalną. Jednak krok ten wydawał się nieadekwatny do wagi problemu.
Mimo to prośba zawarta w liście była godna uwagi: Wezwano w nim FCC do opóźnienia aukcji pasma C, która w tym momencie miała się odbyć za tydzień. Zrozumienie "bezpieczeństwa i ekonomicznych konsekwencji" wprowadzenia 5G wymagało "kompleksowej oceny ryzyka i analizy potencjalnych opcji łagodzących" - napisano w liście. Jego ton był być może biurokratyczny, ale list zawierał dramatyczne ostrzeżenie: Jeśli wdrażanie 5G będzie postępować "bez rozwiązania tych kwestii bezpieczeństwa", FAA rozważy nałożenie ograniczeń lotów, które "zmniejszą dostęp do głównych lotnisk w USA".
List ten nigdy nie trafił do publicznego dokuetu FCC, gdzie mógłby jeszcze bardziej podkreślić potrzebę rozstrzygnięcia sporu. Candeub nigdy go nie wysłał.
Prawie rok później, gdy informacja o liście pojawiła się po raz pierwszy w mediach, a niektórzy zarzucali mu, że ukrył list, aby wspomóc agendę FCC, Candeub, wracając do swojej dawnej pracy w Michigan State, zaprzeczył jakimkolwiek motywom politycznym. Eksperci jego agencji, powiedział Candeub dziennikarzom, znaleźli "poważne błędy" w raporcie RTCA i dlatego odrzucili zawarte w nim ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa lotniczego.
W rozmowie z ProPublica Candeub przyznał, że omówił list FAA z Paiem, który "nie był z niego zadowolony". (Pai powiedział, że nie może sobie przypomnieć, czy on i Candeub rozmawiali o tym piśmie, czy nie). Candeub powiedział jednak, że podjął swoją decyzję na podstawie bardzo krytycznej oceny raportu RTCA dokonanej przez Charlesa Coopera, szefa biura zarządzania widmem w NTIA i pracownika rządowego. Candeub powiedział, że zdaniem Coopera raport zawierał "poważne błędy".
E-maile pomiędzy Candeubem a Cooperem, uzyskane przez ProPublicę, ujawniają inną narrację. W e-mailu z 25 listopada 2020 r. Cooper napisał do Candeuba, że "zgodnie z prośbą" on i jego pracownicy dokonali wstępnej oceny, która wskazywała na "zgodę" z podejściem RTCA.
"Aha ... a więc jest tam, tam" - odpowiedział Candeub. "Czy w związku z tym zaleca Pan, abyśmy współpracowali z Departamentem Transportu w celu złożenia wniosku do FCC?
"Nie sądzę, abyśmy mieli wybór!" odpisał Cooper.
Zapytany o tę wymianę zdań, Candeub upierał się, że Cooper zmienił zdanie po przestudiowaniu sprawy przez kilka kolejnych dni. "W miarę dalszego zgłębiania sprawy Charles doszedł do wniosku, że nie jest to powód do niepokoju, więc list nie został wysłany. (...) Taki był ostateczny werdykt, który od niego otrzymałem".
Rzecznik NTIA, w oświadczeniu, zaoferował inny pogląd: "Nie ma żadnego zapisu o rekomendacji personelu przeciwko przekazaniu listu z FAA". (Cooper odmówił komentarza). W oświadczeniu zauważono również, że pracownicy NTIA "zalecili zatwierdzenie badania RTCA i zaproponowali ścieżkę dalszego postępowania w celu lepszego zrozumienia poruszonych kwestii. Nasza praca nad oceną tych kwestii jest w toku".
W dniu 8 grudnia FCC rozpoczęła aukcję na częstotliwości pasma C. Kilka miesięcy później agencja ogłosiła, że w wyniku sprzedaży uzyskano rekordową kwotę 81,1 mld USD, czyli mniej więcej dwa razy więcej niż spodziewali się obserwatorzy branży.
Najwięcej, bo aż 45,5 mld USD, kupił Verizon, a tuż za nim uplasowała się firma AT&T, która zapłaciła 23,4 mld USD. Koszty budowy infrastruktury 5G, marketingu i opłacania firm satelitarnych, aby przyspieszyć wyjście z rynku, powiększyłyby ich rachunek o kolejne dziesiątki miliardów. W związku z tym obie firmy, co zrozumiałe, są zdeterminowane, aby wykorzystać swoją inwestycję. "Mamy licencję od rządu Stanów Zjednoczonych, która mówi, że możemy działać" - wyjaśnił jeden z dyrektorów firmy z branży bezprzewodowej. "Nie szukamy powodów, dla których nie moglibyśmy tego zrobić".
W tym momencie wydawało się, że FCC zwyciężyła w bitwie agencji federalnych. Pai i Larry Kudlow, były dyrektor Narodowej Rady Gospodarczej Trumpa, mieliby chwalić się tym, jak zatriumfowali nad waszyngtońskimi "stworami bagiennymi" w dyskusji w programie Kudlowa w Fox Business miesiące po tym, jak obaj odeszli z rządu. Pai upierał się, że jego agencja postępowała zgodnie z nauką, a obaj panowie potępiali obawy związane z bezpieczeństwem lotnictwa. "FAA biadoli o 5G. Linie lotnicze biadolą o 5G. Zignorowaliśmy ich" - powiedział Kudlow. "Tak naprawdę walczyliśmy z FAA. I wygraliśmy".
Gdy aukcja 5G zakończyła się na początku 2021 roku, a zima zamieniła się w wiosnę, FAA przypominała biurokratyczny odpowiednik żółwia, który najpierw schował się do skorupy, a następnie został przewrócony na plecy. Wydawała się bezradna. Po tym, jak w ostatniej chwili zignorowano jej pismo, w którym domagała się wstrzymania aukcji widma, agencja przez wiele miesięcy nie wypowiadała się publicznie na ten temat.
Przemysł lotniczy był coraz bardziej zdenerwowany tymczasowością FAA. Latem 2021 r. agencja powiedziała uczestnikom forum branżowego, że "nadal zbiera informacje" na temat problemu z radiowysokościomierzem. Kierownictwo lotnictwa błagało agencję, aby podała to do publicznej wiadomości. "Chcieliśmy, aby publicznie oświadczyli, że problem jest poważny i spowoduje ogromne zakłócenia" - powiedział John Shea, dyrektor ds. rządowych w Helicopter Association International, grupie branżowej. "Powiedzieliśmy: 'Musicie powiedzieć to głośno! To nie mogą być tylko spekulacje branży".
Jednak za kulisami w FAA zaczynała pojawiać się rzeczywistość. Najwyżsi rangą urzędnicy, którzy kurczowo trzymali się nadziei branży na to, że w jakiś sposób uda się przekonać FCC do odłożenia wprowadzenia pasma C na rok lub dwa, w końcu zrozumieli, że start nastąpi. FAA po prostu nie mogła dłużej czekać, jeśli chciała przestrzegać metodycznych procedur i dać liniom lotniczym czas na przygotowanie się.
Teraz agencja przygotowywała się do użycia swojej ostatecznej broni: formalnych alarmów o zagrożeniu bezpieczeństwa lotniczego, które utorują drogę do uziemienia samolotów komercyjnych. W sierpniu 2021 roku FAA była gotowa do działania.
Pojawiła się jednak nowa przeszkoda: administracja Bidena. Biały Dom zniechęcał do podejmowania jakichkolwiek działań publicznych, podobnie jak FCC, której przewodniczącym został Demokrata, ale która w równym stopniu co Pai popierała 5G i stanowisko branży telekomunikacyjnej w tej sprawie. Zapewnili oni FAA, że agencje i branża mogą jakoś rozwiązać ten problem po cichu. (Jeden z wysokich rangą urzędników FCC zaprzecza, że agencja prosiła o jakiekolwiek opóźnienia).
FAA wielokrotnie odraczała wysyłanie swoich ostrzeżeń lotniczych. Dickson prywatnie powiedział swoim pracownikom, że jego agencja jest jak Charlie Brown, z Białym Domem i FCC w roli Lucy, która "ciągle wyciąga spod nas piłkę".
W październiku 2021 r. FAA w końcu zaczęła przygotowywać swój pierwszy biuletyn zdatności do lotu, ostrzegający przed "potencjalnym niekorzystnym wpływem na radiowysokościomierze" - ale dopiero wtedy, gdy jej biurokratyczni przeciwnicy mieli szansę zweryfikować język. Według pracownika FAA zaangażowanego w tę sprawę biuletyn został przejrzany linia po linii przez urzędników z FCC i Krajowej Rady Gospodarczej Białego Domu. Biały Dom "chciał, aby problem nie wydawał się tak poważny, jak był" - powiedział urzędnik FAA. "Chcieli się upewnić, że zostało to sformułowane w taki sposób, aby nie postrzegano sieci bezprzewodowych jako czarnego charakteru. (Starszy urzędnik FCC powiedział, że jego agencja "rutynowo" zapewnia "techniczny" wkład w biuletyny. Agencja macierzysta FAA, DOT, powiedziała, że popiera "podejście oparte na współpracy" w celu "zminimalizowania wszelkich zakłóceń dla podróżujących", ale to FAA podejmuje ostateczną decyzję w sprawie języka swoich biuletynów. Jak to ujął Departament Transportu: "Częściowe niepowodzenie procesu podczas ostatniej administracji było wynikiem sprzedaży widma w drodze licytacji bez wymaganej współpracy pomiędzy zainteresowanymi stronami i agencjami w celu zapewnienia bezpieczeństwa podróżujących i zminimalizowania zakłóceń dla nich - pomimo konsekwentnych, wyraźnych żądań Departamentu Transportu i FAA, aby tak się stało. Z kolei obecna administracja chciała się upewnić, że wszystkie agencje rządowe posiadające wiedzę techniczną są przy stole i współpracują ze sobą.")
Wydany 2 listopada 2021 r. biuletyn ostrzegał producentów sprzętu, firmy lotnicze i pilotów o możliwości wystąpienia "błędnych odczytów wysokościomierza i utraty jego funkcji". W biuletynie poinformowano, że może to spowodować "utratę funkcjonalności" systemów bezpieczeństwa. Dodano, że FAA ocenia, czy uzasadnione jest wprowadzenie ewentualnych ograniczeń w wykonywaniu lotów.
Ta groźba natychmiast zmieniła sytuację. "To spowodowało podjęcie działań" - powiedział jeden z przedstawicieli branży bezprzewodowej. "Wtedy po raz pierwszy powiedziano liniom lotniczym: 'Gdy ci ludzie zapalą się 5 grudnia, uziemimy wasze samoloty'". Dyrektor dodał: "Nagle okazało się, że musimy rozwiązać dwuletni problem w 30 dni".
Dwa dni po ukazaniu się biuletynu FAA dotyczącego zdatności do lotu, firmy Verizon i AT&T zgodziły się na jednomiesięczne opóźnienie, przesuwając datę uruchomienia 5G na 5 stycznia 2022 roku. W obliczu groźby wstrzymania lotów nikt nie chciał być obarczony winą za zrujnowanie wakacyjnych podróży.
Pojawiło się więc pytanie, jak szerokie i długotrwałe powinny być ograniczenia w rozwoju sieci 5G. Firmy telekomunikacyjne, wspierane przez Biały Dom i FCC, chciały, aby były one ograniczone i tymczasowe. FAA i organizacje lotnicze chciały czegoś znacznie szerszego i trwałego.
Rozpoczęły się poważne negocjacje. Firmy Verizon i AT&T już wcześniej zaproponowały, że na sześć miesięcy ograniczą moc niektórych nadajników 5G w pobliżu pasów startowych. Firmy lotnicze odrzuciły tę propozycję jako "niewystarczającą i zbyt wąską". Zaproponowały szeroki pas wokół lotnisk, w którym wieże nigdy nie byłyby włączane, a także inne ograniczenia. FCC odpowiedziała, że nie ma mowy. To spowodowałoby, że widmo pasma C stałoby się "komercyjnie nieopłacalne. (...) W efekcie przestałoby to być 5G". Urzędnicy FCC uważali, że branża telekomunikacyjna została fałszywie obsadzona w roli czarnego charakteru.
Jednak sytuacja zmieniła się na korzyść sił lotniczych. Samo widmo śmiertelnych katastrof lotniczych stanowiło silny przekaz. Firmy z branży bezprzewodowej otrzymywały w prasie ostrzeżenia, że 5G może spowodować katastrofy lotnicze.
Negocjacje nabrały tempa. Pod koniec grudnia 2021 roku do akcji wkroczył Sekretarz Transportu Pete Buttigieg, który rozmawiał z dyrektorami generalnymi firm Verizon i AT&T. 3 stycznia Buttigieg ogłosił rozejm. Firmy bezprzewodowe zgodziły się na kolejne dwutygodniowe opóźnienie i utworzenie tymczasowych, skromnych stref buforowych wolnych od sieci 5G wokół 50 lotnisk na okres sześciu miesięcy. Dostarczą też FAA szczegółowe informacje na temat lokalizacji swoich wież.
Jednak niemal tak szybko, jak zostało to ogłoszone, umowa się rozpadła. Testy altimetrowe wykazały, że planowane strefy buforowe nie były wystarczająco duże, aby rozwiać obawy FAA dotyczące zakłóceń.
Niegdyś spokojna agencja wystrzeliła teraz fuzję komunikatów o bezpieczeństwie, przedstawiając szczegółowe informacje o tym, jak wpłynie to na każde lotnisko. Tysiącom samolotów trzeba będzie zakazać lądowania w warunkach ograniczonej widoczności na lotniskach, na których obecna jest sieć 5G. Niektóre duże samoloty dalekodystansowe nie będą mogły w ogóle przylatywać na lotniska z siecią 5G. W jednym z komunikatów FAA ostrzeżono, że zakłócenia pasma C mogą uniemożliwić uruchomienie systemów hamulcowych w niektórych Boeingach 787 podczas lądowania, co może spowodować, że samoloty zaczną zjeżdżać z pasów startowych.
Buttigieg i Dickson z FAA ponownie zwrócili się do prezesów firm Verizon i AT&T, żądając kolejnych ustępstw. 18 stycznia firmy skapitulowały, chociaż AT&T narzekała, że FAA i przemysł lotniczy "nie wykorzystały dwóch lat, które miały na odpowiedzialne zaplanowanie tego wdrożenia".
Kiedy następnego dnia Verizon i AT&T w końcu włączyły swoje sieci, rozszerzone ograniczenia (3-milowa strefa buforowa wokół 87 lotnisk) sprawiły, że ponad 600 ich wież 5G pozostało nieaktywnych - około 10% planowanych usług pierwszego dnia.
Chaos wywołany w ostatniej chwili spowodował lawinę odwołanych lotów. Jednak dzięki przepisom i dalszym testom wysokościomierzy radiowych około 90% samolotów mogło w ciągu kilku dni normalnie funkcjonować. Wyraźnym wyjątkiem było około tysiąca regionalnych odrzutowców Embraer, używanych przez linie lotnicze JetBlue, American, Delta i inne. Wyposażone w wysokościomierze szczególnie podatne na zakłócenia, nie mogą one lądować w złych warunkach pogodowych w wielu miastach, w których znajdują się wieże pasma C.
Dawni przeciwnicy w końcu zaczęli współpracować. FAA zbudowała zaufanie do firm Verizon i AT&T, pozwalając im na włączenie wystarczającej liczby wież, aby zaprezentować usługę 5G podczas Super Bowl 13 lutego, mimo że stadion znajdował się poniżej podejścia do lądowania na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles. Z upływem tygodni obie strony poszły na kolejne ustępstwa, zmniejszając wielkość stref buforowych i zwiększając całkowitą liczbę "chronionych" lotnisk do 114.
Większość uczestników procesu 5G twierdzi, że współpraca między wszystkimi stronami jest coraz lepsza. Firma AT&T poinformowała ProPublicę w oświadczeniu, że "kontynuuje współpracę z FAA, FCC i innymi zainteresowanymi stronami, aby ułatwić FAA przeprowadzanie ocen technicznych i dopuszczanie sprzętu lotniczego do użytku. Jesteśmy podbudowani znaczącym postępem, jaki FAA poczyniła do tej pory, i oczekujemy, że postęp ten będzie kontynuowany w przyszłości." Firma Verizon również stwierdziła, że jest "zachęcona" "współpracą i tempem" pomiędzy firmami i agencjami, dodając: "Jesteśmy wysoce przekonani, że niewielka i malejąca liczba nierozstrzygniętych pytań zostanie rozwiązana wcześniej niż później, bez znaczącego wpływu na operacje lotnicze lub dostępność 5G na lotniskach."
Mimo tych wszystkich optymistycznych wypowiedzi, problemy nie zostały jeszcze rozwiązane, a termin ich rozwiązania zbliża się nieubłaganie: Firmy Verizon i AT&T nie zobowiązały się do przedłużenia swoich "dobrowolnych" ograniczeń poza 5 lipca. A to może nie być ostatnia taka bitwa: W grudniu 2023 r. T-Mobile i inne firmy bezprzewodowe będą mogły uruchomić nową część pasma C, jeszcze bliżej częstotliwości altimetru. W tym momencie sieć 5G będzie działać w pobliżu setek dodatkowych lotnisk.
W obliczu tej niepewności firmy lotnicze starają się opracować jedyne obiecujące rozwiązanie krótkoterminowe: filtry zaprojektowane w celu eliminacji zakłóceń elektronicznych dla najgorzej działających radiowysokościomierzy. Jednak wielu wysokościomierzy nie da się wyposażyć w filtry, a wynalezienie i wdrożenie nowych wysokościomierzy dla świata 5G zajmie lata. Tymczasem branża nadal agituje, aby ktoś inny za to wszystko zapłacił.
W ostatnich miesiącach w centrum zainteresowania sagi o 5G znalazła się FAA, która jest obecnie kierowana przez tymczasowego szefa. (Dickson ogłosił swoją rezygnację w lutym, mówiąc, że "czas wracać do domu"; odszedł w marcu).
FCC, która na tym etapie procesu znajduje się bardziej na uboczu, mówiła o takich krokach, jak usprawnienie procesów we współpracy z NTIA, jednocześnie nadal upierając się, że twierdzenia o ryzyku związanym z 5G to bujda. AT&T powtórzyło to zdanie, mówiąc, że "fizyka się nie zmieniła" w drugim oświadczeniu przesłanym ProPublica pod koniec maja. Nadzieja firmy w tym oświadczeniu zaczynała brzmieć, jakby była wypowiadana przez zaciśnięte zęby. AT&T nadal "współpracuje z FAA i branżą lotniczą" - napisano w oświadczeniu, zaznaczając jednocześnie, że "nie podjęliśmy żadnych dodatkowych zobowiązań po 5 lipca, ale prowadzimy rozmowy z FAA i branżą lotniczą na temat etapowego podejścia do wdrażania, które zapewni branży lotniczej dodatkowy czas na dokończenie aktualizacji sprzętu bez wstrzymywania wdrażania pasma C".
W FAA, w miarę zbliżania się terminu 5 lipca, wszystko wyglądało jak jeden krok do przodu, jeden do tyłu. W dniu 4 maja agencja zwołała osobiste spotkanie 40 zaproszonych "interesariuszy" z branży bezprzewodowej i lotniczej - ale bez urzędników FCC - którego celem było znalezienie drogi dla dalszego pokoju. Urzędnicy agencji dokonali przeglądu "szybkiego rozwoju" w zakresie łagodzenia ograniczeń nałożonych na firmy bezprzewodowe w pobliżu lotnisk. Naciskali też na urzędników z branży lotniczej, aby opracowali konkretny harmonogram wyposażenia całej amerykańskiej floty komercyjnej w filtry i nowe wysokościomierze, czyli - krótko mówiąc - dzień, w którym 5G będzie mogło wreszcie działać bez przeszkód.
Jednak niewiele ponad dwa tygodnie później, 19 maja, kolejne spotkanie z FAA brzmiało już znacznie mniej zachęcająco. Jedna z firm, która przygotowuje filtry do wysokościomierzy, prosiła o czas, twierdząc, że potrzebuje go do końca 2023 roku. To za mało - odparł pełniący obowiązki szefa FAA. Powiedział im, że musi to nastąpić do końca tego roku.
Wygląda na to, że wysiłki zmierzające do osiągnięcia porozumienia zostały zintensyfikowane, ale nie obyło się bez "zgagi", jak to ujął jeden z urzędników FAA. "Firmy bezprzewodowe dały jasno do zrozumienia, że nie zamierzają zgodzić się na sytuację bezterminową" - powiedział. "Wygląda na to, że są skłonne poczekać do 5 lipca, o ile wiedzą, jak daleko. Ale dają do zrozumienia, że ich cierpliwość nie jest nieskończona".
FCC została określona jako "zawłaszczona agencja" za to, że przez dziesięciolecia nie udało jej się ochronić Amerykanów przed przemysłem telekomunikacyjnym (patrz 1, 2). Doprowadziło to do złożenia kilku pozwów sądowych przeciwko niej. W ubiegłym roku sąd federalny orzekł na korzyść organizacji i wnioskodawców, którzy pozwali agencję za NIEODPOWIEDNIĄ ochronę Amerykanów przed narażeniem na promieniowanie bezprzewodowe z 5G i innych źródeł bezprzewodowych. Ponadto w 2019 r. dyrektorzy telekomunikacyjni złożyli w Kongresie zeznania, że nie mają ŻADNYCH dowodów naukowych na to, że 5G jest bezpieczne.
Pomimo tego orzeczenia i zeznań kongresmenów, FCC (zob. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8) oraz inne agencje i komisje rządowe i stanowe (zob. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7) nadal promują i finansują wdrażanie i zagęszczanie sieci 5G, 4G oraz publicznych sieci Wi-Fi w społecznościach i na obszarach wiejskich w całych Stanach Zjednoczonych. Przedsiębiorstwa i okręgi szkolne nadal instalują sieci 5G, 4G oraz Wi-Fi dla "sieci prywatnych". W zeszłym miesiącu zwolennicy sieci 5G ogłosili, że jej wdrożenie stanie się jeszcze łatwiejsze dzięki wykorzystaniu setek milionów istniejących latarni ulicznych.
Sprzeciw wobec 5G jest ogólnoświatowy, co spowodowało ograniczenie, spowolnienie i/lub wstrzymanie wdrażania w niektórych miejscach. Od 2017 roku lekarze i naukowcy domagają się moratoriów na korzystanie z 5G na Ziemi i w kosmosie (zob. 1, 2), a większość naukowców sprzeciwia się wprowadzeniu tej technologii. Od 2018 r. pojawiają się doniesienia o ludziach i zwierzętach, którzy doświadczają objawów i chorób po aktywacji tej technologii (zob. 1, 2. 3, 4, 5). Niektórzy badacze sugerują, że aktywacja 5G może przyczyniać się do zakażeń wirusem COVID-19, a także setek tysięcy, jeśli nie milionów zgonów ptaków. Oczywiście, inni twierdzą, że tak nie jest. Niemniej jednak badania wskazują na istnienie zagrożeń dla zdrowia związanych z narażeniem na działanie sieci 5G, jak również na działanie sieci 4G i innych źródeł promieniowania bezprzewodowego Wi-Fi (patrz 1, 2) oraz pól elektromagnetycznych (tzw. elektrosmogu).
Co gorsza, usługi 5G nadal zbierają fatalne recenzje (zob. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8). Jeden z krytyków określił ją niedawno mianem "kompletnego bałaganu".
*By B.N. Frank
**Source
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz