
Oto jestem, życie za życiem, powracam do tego samego miejsca, do tej samej lekcji: może uczę się odsuwać na bok podejrzenia i konflikty. Być może uczę się, jak opuścić trochę gardę i dzielić się sobą. Może nauczyć się rezygnować z długów i po prostu oddawać to, co jest w nadmiarze. Ale, moim zdaniem, ogólnie rzecz biorąc, jest to bardzo mały postęp, jeśli weźmie się pod uwagę całkowity ciężar nieukończonych spraw, które nosimy.
Nie udało mi się tego osiągnąć w tym życiu. Udało mi się utrzymać [swoje ego] jeszcze raz. Udało mi się [z nienaruszonym ego]. Biedni ludzie, którym się nie udało.
Taki już jestem. Tak, ten głos jest w głębi mojego umysłu, nie jest nagrany na taśmę i umieszczony w pamięci, ale tak właśnie robię zbyt często.
6 czerwca 2022 r. przez Steve'a Beckowa
Co się dzieje, chłopcze?
W tym ostatnim rozdziale mojej etnografii wniebowstąpienia, po zmianie mojego głosu z zarządzania wizerunkiem i twardego targowania się na boskie cechy i ich źródło - miłość - stwierdzam, że moje życie jest bardzo zdezorientowane.
Wiem, że mogę spodziewać się oporu w postaci odradzających się wazan (sprawy zasadnicze, wspomnienia traumy z wczesnego dzieciństwa).
Ale nawet jeśli pozbyłem się wielu wazan, to i tak mogę zostać wciągnięty z powrotem przez wyzwolone nawykowe wzorce reakcji, dzieci wazan. Mają one niezależne istnienie. I o tym właśnie chciałem tutaj opowiedzieć.
Stale przekonuję się, że uciekam się do nawykowych wzorców reakcji, które działają na moją niekorzyść przy przechodzeniu do jakości. Wzorce nawyków są znane. Znam rutynę. Wiem, jakie są szanse na sukces.
Ale ponieważ ich linie, gesty i pokazy są zaczerpnięte z wazany, otwierają ją na nowo.
Być może ukończyłem wazanę i odłożyłem ją na bok, tylko po to, by wzorzec reakcji otworzył opakowanie i wprowadził je ponownie.

Według Paramahansy Joganandy okazuje się, że powracamy całe życie za życiem do tej samej sytuacji lub punktu, aby nauczyć się tej samej niewyuczonej lekcji karmicznej. I przeciętnie nie uczymy się zbyt wiele w ciągu jednego życia. Nasze wyłanianie się z nadmiaru wazan i wzorców reakcji wydaje się przebiegać w tempie błyskawicznym.
Gdyby nie Boska Matka i wszyscy inni, którzy w dramatyczny sposób podnoszą wibracje miłości na planecie, i gdybyśmy zostali pozostawieni sami sobie, wznoszenie się zajęłoby nam prawdopodobnie bardzo dużo czasu.
Gdybyś miał wyobrazić sobie sytuację reinkarnacji w naszej podróży od Boga do Boga, patrząc na nią z góry, przypominałaby ona skorupę Nautilusa, dlatego często używam tej grafiki:
***
Jednak w tej chwili najbardziej martwi mnie to, że po zmianie mojego sposobu głosowania z darwinizmu społecznego (przetrwają tylko najsilniejsi, a ja, czy to przez przypadek, czy przez oszustwo, będę jednym z nich) na cechy boskie, jestem zdezorientowany i skonfliktowany.
Przejście od trolla do anioła nie odbywa się gładko.
Wszystkie moje "normalne" reakcje, wszystkie funkcjonujące elementy mojego skonstruowanego "ja" są teraz niepewne lub mimowolnie bezczynne. Czasami włączają się z własnej woli, a ja czuję się zakłopotany z powodu wycieku skonstruowanego "ja" lub osobowości, ponieważ nie są one boskie.
Teraz biję się z samym sobą, ponieważ nie żyję zgodnie z boskimi cechami. Do tego dochodzi jeszcze poczucie winy.
To nie jest unoszenie się do nieba. To raczej rehabilitacja trolla.
Oto jestem, miotam się w oceanie. Być może już wcześnie. Wydaje się, że taki jest schemat.
Trolle są ze mnie wyciskane. Przynajmniej wiem, co znajdę pod spodem. Czystość i niewinność. Błogość i ekstazę. Zanurzenie w morzu miłości.
To dobra wymiana. Warta wewnętrznego dysonansu i walki, mozolnych narodzin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz