
W kontynuacji poprzednich postów oraz jako odpowiedź na pytania i komentarze, oto poniższa krótka, ale mądra i pouczająca historia w pierwszej osobie.
O tym jak liście są łaskawe, albo jak zwykła przejażdżka tramwajem zamieniła się w magiczną przygodę.
Pewnego razu wracałam do domu z wiejskiego parku. Był piękny jesienny dzień i spacerując po alejkach, zerwałem duże ramię jaskrawoczerwonych i żółtych liści klonu na bukiet dla mojej żony.
Zadowolony z kontaktu z naturą, wsiadłem do tramwaju.
Jak zwykle postawiłem na ochronę energetyczną, odłączając się i osłaniając od tego, co dzieje się wokół mnie, jakbym oglądał sen.
Emocjonalna atmosfera w wagonie, w przeciwieństwie do mojego nastroju, była ciężka do tego stopnia, że aż ciarki przechodziły.
Otoczony przez zniechęcone twarze, jakby mówiły, jak można się uśmiechać, jak można się cieszyć, gdy taki ładunek problemów wisi, pozostaje tylko smucić się nad niepowodzeniami tego ponurego życia.
Takie właśnie myśli i emocje inspirował Subtelny pasożyt, który żywi się siłą i emocjami ludzi jadących w tramwaju.
Oczy wszystkich jego ofiar były pozbawione życia.
Wielu pasażerów siedziało i patrzyło w swoje smartfony, zawężając swoją świadomość, jeszcze bardziej pomagając pasożytowi w pożeraniu ich...
Nagle, na następnym przystanku, do tramwaju weszła dziewczyna.
Natychmiast poczułem falę, znajome uczucie spotkania kogoś, kto jest na tej samej wibracji co ty.
Weszła, a ciężka, opresyjna atmosfera zaczęła ustępować, ale nie na długo, znów otulając przybysza całą swoją masą.
Dziewczyna nie użyła żadnej ochrony i pomału pasożyt zaczął wysysać z niej siły witalne... Zniknął blask i żywość jej oczu, a ona sama trafiła do tego samego kosza...
Widzę to wszystko i zdaję sobie sprawę, że obserwuję, jak rabowane są jej siły życiowe, a emocje radości niszczone są pod naporem ogólnego opresyjnego nastroju.
No cóż, myślę sobie: nie, nie tym razem. Decyzja przyszła spontanicznie.
Wziąłem połowę bukietu i wręczyłem jej, mówiąc: Gratuluję ci pięknego słonecznego jesiennego dnia i dzielę się z tobą tym bukietem moim dobrym nastrojem!
I nagle w jej oczach pojawiła się szczera radość, radosne szczęście, i ona również wzięła swoje liście i również dała połowę osobie stojącej obok i powiedziała: razem z tymi liśćmi dzielę się moim dobrym nastrojem.
I on również zaczął przekazywać część swoich liści drugiemu, a ten drugiemu, i tak dalej...
Te czerwone i żółte jesienne liście klonu stały się teraz symbolem dobrego nastroju, radości i zwycięstwa nad przygnębieniem i ukrytą złością, rozrzuconą nagle po całym salonie.
Sytuacja została szybko rozładowana, zmieniła się w atmosferę radości, cały salon tramwajowy był uśmiechnięty, dzieci biegały, podawały listki ciociom i wujkom, angażowały się w grę i jakoś wszyscy naraz poczuli się szczęśliwi.
Ale nie, to nie byli wszyscy. Nieopodal, w dysonansie do tego, co się działo, głośno na cały tramwaj, zaczął nagle pontyfikować milczący wcześniej mężczyzna w wieku około 60 lat.
O czym? Wszystko o tym samym, co wszyscy słyszymy codziennie w telewizji: życie jest do dupy, rząd jest do dupy, nie ma pieniędzy, teraz jest źle, a będzie jeszcze gorzej...
I mówił to ze szklanymi oczami i twarzą jak zombie.
Nikt go nie słuchał, ale to go nie krępowało, a wyraźnie wyczuwalna fala nienawiści i negatywizmu płynęła od niego i wypełniała cały tramwaj.
Spojrzałem na niego i zrozumiałem, co się stało. Pasożyt otrząsnął się z pierwszego szoku i przeszedł do ataku, przejmując całkowitą kontrolę nad biedakiem.
Nigdy wcześniej nie widziałem tak złośliwego wyglądu i twarzy zombie.
Mężczyzna przede mną był ofiarą, nad której świadomością drapieżnik całkowicie przejął kontrolę.
Mówiłem to wszystko do dziewczyny, tłumacząc jej swoje zachowanie i wskazując na mężczyznę, będąc w jakiś sposób przekonanym, że wie lub domyśla się o czym mówię.
Potok słów od mężczyzny stawał się coraz bardziej gniewny i profanacyjny. Jego oczy były zupełnie bez wyrazu, zaszklone.
Aby udowodnić swoje słowa, kilkakrotnie przejechałem mu ręką tuż przed oczami. On nie widział mojej ręki, nie miał żadnej reakcji, i kontynuował plucie paskudztwem.
Dziewczyna była zszokowana tym co się dzieje i widokiem zombie, zwłaszcza gdy drugi raz prawie zamknąłem mu oczy, a on miał zero reakcji.
Ale pasożyt nigdy nie potrafił przejąć inicjatywy w nowy sposób i chuchać na innych.
Wysiadłem jak zwykle na swoim przystanku i pomyślałem, jak zwykła jazda tramwajem może być pouczająca...
**By Lev
**Source
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz