wtorek, 7 września 2021

Listy Magdy cd

 

Równo o 8 się obudziłam z nadzieją, że jest później. Nie wiem dlaczego, chyba lepiej jak jest wcześniej? Przemyślałam to przez chwilę i doszłam do wniosku, że wydaje mi się, że jestem nie wyspana. Obliczenia w głowie ile spałam i wychodzi mi, że albo powinnam być wyspana, albo nie... Zabawne to wszystko. Tym bardziej że to nijak ma się do rzeczywistości 😏. Zdarza się, że położę się o północy a wstanę o 6 i jestem naładowana na cały dzień a czasem położę się o 21, wstanę k 6 i chodzę nieprzytomna przez pół dnia. Więc tak naprawdę zegarek tylko mi wprowadza zamęt do życia.
A tak serio to zauważyłam ostatnio trochę zmian w swojej fizyczności. 
Sen- to raz-albo nadmiar albo tyle co nic, apetyt- to samo- mogą być 4 posiłki w ciągu dnia a może być cały dzień nic. I czuję się tak samo dobrze. Mało tego, jeśli zmuszę się do jedzenia (bo zdrowo itd) od razu pogarsza mi się samopoczucia i czucie w ogóle.
Powoli przyzwyczajam się i uczę bardziej komunikacji z samą sobą. Kiedyś była to komunikacja z moim umysłem tylko, a teraz możliwości mi się poszerzyły. W dalszym ciągu wymieniam poglądy z tym potężnym narządem lecz teraz jest on bardziej przyjazny. Dzięki nawiązaniu kontaktu, powrócenia wielokrotnie do przeszłości i ukojenia siebie umysł mój rekalibruje się z trybu chroń i przetrwaj na tryb odkrywaj i eksperymentuj. Staje mi się przyjacielem. Powoli też przekonuje ciało swoje do zaufania mi. Jeszcze trochę pracy przede mną, ale z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej. Mówiąc szczerze sama dostrzegam jeszcze parę "niedociągnięć" w tej sferze więc nie dziwię się mojemu ciału,ze ma trochę wątpliwości.
No i dusza. Tu chyba muszę napisać, że idzie mi najlepiej. I to nie najlepiej na świecie, ale najlepiej w mojej rzeczywistości. Po pierwsze dlatego, że na tym skupiłam się najbardziej od początku. Chciałam się uleczyć, wtedy jeszcze nie wiedziałam jaka to będzie wędrówka i ile miejsc i ciał będzie do naprawienia. Więc z duszą swoją komunikuje się najdłużej. Przez 4 lata powróciłam do mnóstwa wspomnień, część wywróciła mi świat do góry nogami, bo okazała się zupełnie inna jak ja pamiętałam. Udało mi się w końcu odciąć pępowinę od ludzi i zdarzeń, które dawały mi tylko cierpienie i niepewność. Łez przez te wszystkie lata popłynęło tyle, że sama mogłabym stworzyć czwarty ocean. Wszystkie te łzy paliły ogniem oczyszczenia. Zaprzyjaźniłam się z nimi i teraz witam je z miłością i wdzięcznością gdy się pojawiają. Im więcej uwagi poświęcam na rozwiązanie traum z przeszłości tym bardziej czuję się... dojrzała...? Spokojna wewnętrznie...? Jestem pi takiej sesji właśnie. Tak jakbym nie mogła do końca dorosnąć dotychczas, bo tamte Magdy były nieutulone i niezrozumiałe,a teraz już są, a ja mogę kontynuować swój rozwój. Czyli wejście w próg dorosłości w wieku 36 lat😁.
Z każdym miesiącem odkrywam również tę ciemna mnie. Nauczyłam się, że jeśli wchodzę w przeszłe zdarzenia, czuję je, przeżywam na nowo, ale nie zagłębiam się zbyt głęboko to rezultaty są połowiczne. Dopiero gdy wejdę i szczerze spojrzę na wszystko i dostrzegę swoją ciemność w całym zdarzeniu, mogę iść dalej. Nie dotyczy to Madzi do 7-10 roku życia. Wtedy jeszcze decyzję nie były do końca moimi decyzjami. Ale każda późniejsza Magda ma w sobie ten cień,jak wszyscy, i nie bardzo lubi na niego patrzeć. A co dopiero zagłębiać się i próbować zrozumieć. A jednak uczę się tego powoli. Uczę się też rozmawiać z tą ciemną Magdą. Ona wcale nie jest taka ciemna, tylko udaje, żeby wszyscy naokoło się jej bali. Żeby nie podchodzili za blisko. Nauczyła się ze najlepszą obroną jest atak i to stosuje, tyle. Nie dziwię się jej i nie potępiam. Rozumiem i wspieram. Wiem, że wtedy to było konieczne. Że gdyby nie ona już dawno mogłam zwariować. Teraz z nią rozmawiam, uspokajam i pokazuje, że nie ma potrzeby atakować. Jeśli ona czuje taką potrzebę to ok, stanę przy niej, ale jeśli nie do końca to przedstawiam jej inną alternatywę rozwiązania problemu. A ona, na początku nieufna, z czasem zbliża się do mnie coraz bardziej. Uczymy się ufać sobie wzajemnie i wspierać w razie potrzeby. Także biorąc pod uwagę, że jeszcze parę lat temu nie komunikowała się z żadną częścią mnie, czy to z tu i teraz czy to z przeszłości, zrobiłam milowy krok w drodze do swojego szczęścia. I za to dziękuję. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz