
Równo
o 8 się obudziłam z nadzieją, że jest później. Nie wiem dlaczego, chyba
lepiej jak jest wcześniej? Przemyślałam to przez chwilę i doszłam do
wniosku, że wydaje mi się, że jestem nie wyspana. Obliczenia w głowie
ile spałam i wychodzi mi, że albo powinnam być wyspana, albo nie...
Zabawne to wszystko. Tym bardziej że to nijak ma się do rzeczywistości
.
Zdarza się, że położę się o północy a wstanę o 6 i jestem naładowana na
cały dzień a czasem położę się o 21, wstanę k 6 i chodzę nieprzytomna
przez pół dnia. Więc tak naprawdę zegarek tylko mi wprowadza zamęt do
życia.
.
Zdarza się, że położę się o północy a wstanę o 6 i jestem naładowana na
cały dzień a czasem położę się o 21, wstanę k 6 i chodzę nieprzytomna
przez pół dnia. Więc tak naprawdę zegarek tylko mi wprowadza zamęt do
życia.A tak serio to zauważyłam ostatnio trochę zmian w swojej fizyczności.
Sen-
to raz-albo nadmiar albo tyle co nic, apetyt- to samo- mogą być 4
posiłki w ciągu dnia a może być cały dzień nic. I czuję się tak samo
dobrze. Mało tego, jeśli zmuszę się do jedzenia (bo zdrowo itd) od razu
pogarsza mi się samopoczucia i czucie w ogóle.
Powoli
przyzwyczajam się i uczę bardziej komunikacji z samą sobą. Kiedyś była
to komunikacja z moim umysłem tylko, a teraz możliwości mi się
poszerzyły. W dalszym ciągu wymieniam poglądy z tym potężnym narządem
lecz teraz jest on bardziej przyjazny. Dzięki nawiązaniu kontaktu,
powrócenia wielokrotnie do przeszłości i ukojenia siebie umysł mój
rekalibruje się z trybu chroń i przetrwaj na tryb odkrywaj i
eksperymentuj. Staje mi się przyjacielem. Powoli też przekonuje ciało
swoje do zaufania mi. Jeszcze trochę pracy przede mną, ale z tygodnia na
tydzień jest coraz lepiej. Mówiąc szczerze sama dostrzegam jeszcze parę
"niedociągnięć" w tej sferze więc nie dziwię się mojemu ciału,ze ma
trochę wątpliwości.
No i dusza. Tu chyba muszę
napisać, że idzie mi najlepiej. I to nie najlepiej na świecie, ale
najlepiej w mojej rzeczywistości. Po pierwsze dlatego, że na tym
skupiłam się najbardziej od początku. Chciałam się uleczyć, wtedy
jeszcze nie wiedziałam jaka to będzie wędrówka i ile miejsc i ciał
będzie do naprawienia. Więc z duszą swoją komunikuje się najdłużej.
Przez 4 lata powróciłam do mnóstwa wspomnień, część wywróciła mi świat
do góry nogami, bo okazała się zupełnie inna jak ja pamiętałam. Udało mi
się w końcu odciąć pępowinę od ludzi i zdarzeń, które dawały mi tylko
cierpienie i niepewność. Łez przez te wszystkie lata popłynęło tyle, że
sama mogłabym stworzyć czwarty ocean. Wszystkie te łzy paliły ogniem
oczyszczenia. Zaprzyjaźniłam się z nimi i teraz witam je z miłością i
wdzięcznością gdy się pojawiają. Im więcej uwagi poświęcam na
rozwiązanie traum z przeszłości tym bardziej czuję się... dojrzała...?
Spokojna wewnętrznie...? Jestem pi takiej sesji właśnie. Tak jakbym nie
mogła do końca dorosnąć dotychczas, bo tamte Magdy były nieutulone i
niezrozumiałe,a teraz już są, a ja mogę kontynuować swój rozwój. Czyli
wejście w próg dorosłości w wieku 36 lat
.
.Z
każdym miesiącem odkrywam również tę ciemna mnie. Nauczyłam się, że
jeśli wchodzę w przeszłe zdarzenia, czuję je, przeżywam na nowo, ale nie
zagłębiam się zbyt głęboko to rezultaty są połowiczne. Dopiero gdy
wejdę i szczerze spojrzę na wszystko i dostrzegę swoją ciemność w całym
zdarzeniu, mogę iść dalej. Nie dotyczy to Madzi do 7-10 roku życia.
Wtedy jeszcze decyzję nie były do końca moimi decyzjami. Ale każda
późniejsza Magda ma w sobie ten cień,jak wszyscy, i nie bardzo lubi na
niego patrzeć. A co dopiero zagłębiać się i próbować zrozumieć. A jednak
uczę się tego powoli. Uczę się też rozmawiać z tą ciemną Magdą. Ona
wcale nie jest taka ciemna, tylko udaje, żeby wszyscy naokoło się jej
bali. Żeby nie podchodzili za blisko. Nauczyła się ze najlepszą obroną
jest atak i to stosuje, tyle. Nie dziwię się jej i nie potępiam.
Rozumiem i wspieram. Wiem, że wtedy to było konieczne. Że gdyby nie ona
już dawno mogłam zwariować. Teraz z nią rozmawiam, uspokajam i pokazuje,
że nie ma potrzeby atakować. Jeśli ona czuje taką potrzebę to ok, stanę
przy niej, ale jeśli nie do końca to przedstawiam jej inną alternatywę
rozwiązania problemu. A ona, na początku nieufna, z czasem zbliża się do
mnie coraz bardziej. Uczymy się ufać sobie wzajemnie i wspierać w razie
potrzeby. Także biorąc pod uwagę, że jeszcze parę lat temu nie
komunikowała się z żadną częścią mnie, czy to z tu i teraz czy to z
przeszłości, zrobiłam milowy krok w drodze do swojego szczęścia. I za to
dziękuję.
| Wcześniejsze: https://tamar102a.blogspot.com/p/listy-magdy.html |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz