
12 lutego 2021 r. przez Steve Beckow
Czytamy o miłych, łagodnych ludziach, którzy nagle zabijają swoich rodziców lub obrzucają pociskami supermarket.
Ich przyjaciele i sąsiedzi mogą powiedzieć, że nigdy nie podejrzewali, że to tkwi w tej osobie. Są jak Dr Jekyll i Mr Hyde. (1)
Na co właściwie wskazuje ten obraz?
Cóż, o ile mi wiadomo, odnosi się do sytuacji, którą wywołują vasanas lub podstawowe problemy.
Jesteśmy dżentelmeńskim Dr Jekyllem, dopóki nie zostaniemy wyzwoleni. Wtedy wybuchamy i stajemy się Panem Hyde. Kiedy nie jesteśmy wyzwoleni, wracamy do bycia Dr Jekyll.
Wyraźnie widzę siebie odgrywającego ten schemat. Jak już mówiłem przy innej okazji, jedyne, co się różni, to długość, do jakiej się posuwamy. Ja nie r¡bię ludzi na kawałki, robi to pan Hyde. Ale byłem antagonistyczny i nieprzyjemny.
Może się okazać, że wszyscy mamy w sobie trochę z Jekylla i Hyde'a w tym sensie, że do czasu Wniebowstąpienia nie pozbędziemy się całkowicie naszych waz.
Tylko Sahaja Samadhi, tylko miłość, która uwalnia się w pełnym i trwałym otwarciu serca, jest wystarczająca do spalenia nasion przyszłych działań/karmy - czyli wazan. (2)
Obserwuję siebie robiącego lub będącego na skraju zrobienia mojej metamorfozy z Jekylla do Hyde'a w tych dniach, ale teraz jestem świadomy "numeru".
Zauważyłam, że zawsze mam gotową wymówkę, usprawiedliwienie i zaprzeczenie. Ale w końcu po prostu idę naprzód i robię to, co chcę, wymówka czy brak wymówki.
Wszystko co wiedziałem jako Dr Jekyll wylatuje przez okno. Pan Hyde nie ma miary, równowagi, współczucia. Postrzega sprawy przez filtr "my - oni - oni". Wynikają z tego konflikty. Związki się rozpadają. A ja to wszystko usprawiedliwiam.
Potem Jekyll powraca, a ja zastanawiam się, o co było całe to zamieszanie.
Dla mnie była to zwyczajna historia. To nie było tylko rzadkie zdarzenie, ale, w różnych formach i stopniach, rutynowe rzeczy.
Nie chcę też przesadzać. Byłam codziennym Jekyllem i Hyde'em. Wypełniały mnie powtarzające się zdenerwowania i niedokończone sprawy. Kim jestem, żeby wskazywać palcem na kogoś innego?
To nie jest życie i pamiętam, że w kółko zastanawiałam się sama przed sobą: "Czy to już wszystko? Czy nie ma czegoś więcej?".
W ostatniej analizie, nasze vasanas, moim zdaniem, są wszystkim, co stoi między nami a oświeceniem (wniebowstąpienie jest tylko jednym z jego etapów).
Biorąc to pod uwagę, jaki temat mógłby być dla nas ważniejszy niż oczyszczenie się z nich i nawykowych zachowań, które wywołują?
Przypisy
(1) Od Roberta Louisa Stevensona powieści o podobnej nazwie.
(2) "Płomień oświecenia ... jest rozpalany przez rozróżnienie pomiędzy Atmanem [Jaźń, Chrystus, natura Buddy] i nie-Atmanem. Wypali on skutki ignorancji [tj. wazany] aż do samych korzeni." (Shankara w Swami Prabhavananda i Christopher lsherwood, Shankara's Crest-Jewel of Discrimination. Hollywood: Vedanta Press, 1975; c1947, 39).
"Stare wazany odnoszące się do ciała (umysłu i tak dalej) zostają zniszczone. Będąc wolnym od świadomości ciała, nigdy nie ma się poczucia sprawstwa.
"Ponieważ taki człowiek nie ma poczucia sprawstwa, jego karma, jak to się mówi, jest całkowicie zniszczona [w praktyce, nie ma więcej wazanów]. Ponieważ nie istnieje nic poza Jaźnią, nie powstają u niego żadne wątpliwości.
"Kiedy węzeł [niewiedzy] zostanie przecięty, człowiek już nigdy nie jest związany. Jest to uważane za stan najwyższej mocy i najwyższego pokoju [tj. Wzniesienie z Trzeciego do Piątego Wymiaru]." (Sri Ramana Maharshi w Vasistha Ganapathi, ed., Sri Ramana Gita. Tiruvannamalai: Sri Ramanashramam, 1977, 49-55).
Absolutnie nic nie jest tym, czym wydaje się być, ponieważ prawdziwa natura rzeczy pozostaje głęboko ukryta pod pozorami rzeczywistości.
piątek, 12 lutego 2021
Obserwacja naszej cienistej strony
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz