
Czy kiedykolwiek istniał czas publicznego pokoju? Tutaj martwimy się o podziały w rodzinie i przyjaźni w kwestiach politycznych i napotykamy kolejną przeszkodę w komunikacji:
Ludzie komunikują się na dwóch różnych poziomach i po prostu nie przekazują swoich pomysłów. Po raz pierwszy w życiu zdałem sobie sprawę, w połowie rozmowy, że prowadzę jedną z tych dyskusji z inną osobą. Druga osoba mówiła z poziomu intelektualnego i chodziło o dobro/zło, dobro/zło. Mówiłem z poziomu doświadczenia i chodziło o to, jakie to uczucie?
Czy to uczucie działa na ciebie? I wydawało się, że nie ma sposobu, aby połączyć oba końce, że tak powiem. Raz po raz druga osoba przytaczała powody, dla których twierdziła, że ma rację. Na wszystko, co było wątpliwe, istniały samolubne wymówki. Wiesz, że. Te, które wszyscy mamy? Zawsze wydaje się, że chcemy wydawać się mieć rację we własnych oczach, dopóki tak nie jest.
Dopóki nie odkryjemy korzyści płynących z osobistej odpowiedzialności zamiast zadowalania się pozorami słuszności. Wtedy z naszych barków spada wielki ciężar. Do tego czasu wszystko sprowadza się do zarządzania wizerunkiem i myślę, że jedyne, na co możemy liczyć, to efemeryczna satysfakcja płynąca z posiadania racji. Jeśli chodzi o relacje, jedyne, na co możemy liczyć, to zmiana sojuszy. Ona jest dobra.
Teraz coś zrobiła i teraz jest zła. Teraz spędzam czas z tymi facetami, którzy są dobrzy. Teraz coś zrobili... Zadowalamy się sojuszami dobra i prawa, tak jak je definiujemy, z codziennymi aktualizacjami. Wydaje mi się, że tym właśnie staje się życie.
***
Poziom intelektualny (sam w sobie) porównywałem czasami do jedzenia suchej owsianki. Najlepsze, co wydaje się osiągać na poziomie intelektualnym, to dzielenie się między przyjaciółmi, gdzie wymieniamy się naszymi upodobaniami i antypatiami oraz głębokimi sekretami (zwykle plotkami).
Nie ma tam dużo pożywienia. Wykorzystujemy nasze rozmowy jako okazję do udoskonalenia naszej historii, tak abyśmy mieli „wszystkie nasze kaczki z rzędu”. Nieważne prawda. Kiedy już mamy naszą historię tam, gdzie chcemy, staje się ona osadzona w kamieniu.
Życie na poziomie empirycznym przynajmniej ma więcej soku. To jak gorąca owsianka z mlekiem, jagodami, orzechami nerkowca i syropem klonowym. Jest wiele do polubienia. Życie na poziomie urzeczywistnienia jest nie do opisania. Przynajmniej do mojego pióra.
***
W Cold Mountain Institute w latach 1975-196, my, rezydenci, spędziliśmy trzy miesiące w grupie spotkań, żyjąc na poziomie empirycznym i, moim zdaniem, było tak dobrze, jak to tylko możliwe na planecie Ziemia – w tym czasie lub później. (1)
Oczyściliśmy pokłady ze wszystkiego między nami i staliśmy tam bez zbroi. Chyba znowu tęsknię za takim stopniem przejrzystości i nieszkodliwości. A całe oczyszczanie vasan lub podstawowych problemów, które zrobiłem od tego czasu, ma na celu tylko przywrócenie tego stanu bycia – jak wydrążony bambus – z powrotem. Wiem, że kiedy ten… kocham słowo Kathleen… „nieład” się skończy i zostaniemy pobłogosławieni Pierścieniem Ognia (2), będziemy żyć z tego stanu jako społeczeństwo. Im nas więcej, tym bardziej świat będzie działał dla wszystkich. (3)
I w ciągu dni lub tygodni od osiągnięcia tego stanu prawdopodobnie po prostu zaakceptujemy to jako normalne. I w dużej mierze zapominamy, że tylko przez kilka krótkich chwil w naszej historii (jak wczesne lata pięćdziesiąte) iw bardzo niewielu miejscach stan publicznego pokoju – nawet jeśli był iluzoryczny – kiedykolwiek był naprawdę „normalny”.
Przypisy
(1) Najstarsze szkolenie dysponowało lepszą technologią do usuwania „rekordów” lub vasan/głównych problemów, ale przestrzeń Drużyny Mieszkańców Zimnej Góry była znakomita. Gdybyś miał trzy miesiące i kilka tysięcy dolarów, żeby się tam dostać.
(2) Zobacz Ring of Fire, Wave of Love na https://goldenageofgaia.com/wp-content/uploads/2022/09/Ring-of-Fire-Wave-of-Love-R7.pdf
(3) Wyrażenie pochodzi od Wernera Erharda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz