
Luty 8, 2023 przez Steve Beckow
Starannie skonstruowany front, aby ukryć złamane ja.
Kiedy byłem zdysocjowany, od 7 do 58 roku życia, byłem ... jak mogę to opisać? ...ledwo człowiekiem. A może lepiej powiedzieć, że ledwie osobą.
Ledwo trzymałem się na nogach. Ledwo zdawałem. Metaforycznie łapałam oddech, dysząc, po spotkaniu towarzyskim, ponieważ byłem tak świadomy siebie i pracowałem tak ciężko, aby stworzyć i zarządzać wrażeniem. Czułem się tak, jakbym nie miał stałego gruntu pod nogami.
Wszystko to - małżeństwo, rodzicielstwo, praca - robiłem, bo myślałem, że tak robią mężczyźni. W żadnym z nich nie robiłem tego, co kochałem.
Tak ciężko pracowałem, aby stworzyć sobie miejsce w tamtym czasie, tylko po to, aby jeden wysiłek intelektualny po drugim się załamał. Najwyraźniej nie było mi pisane zostać akademikiem.
W końcu coraz mniej obchodziło mnie to, co się tam dzieje i rozpocząłem badania, które doprowadziły mnie tutaj.
***
Może wtedy zrozumiecie, dlaczego ostatnio czuję się całkowicie stabilny w swojej postawie. Żadna trema, żadne drapanie stopy dla równowagi, żadne pragnienie by być gdzie indziej. Czuję ziemię pod stopami.
Dla mnie to koniec długiej podróży. I początek nowej.
Po drodze doradca psychologiczny/zawodowy pomógł mi dostrzec, że niezależnie od tego, do jakiego działu czy dziedziny się dostanę, bardzo szybko będę działać poza jej paradygmatem. Aha. Dziękuję, Brian. Lepiej wybiorę dziedzinę, która jest ogromna i nieskończona. I tak zrobiłem.
Teraz dostaję pieniądze za działanie poza paradygmatem! Mówiąc o cytrynach w lemoniadę! Życie się układa!
A do tego, jako wyraźną korzyść, otrzymuję duchowe doświadczenia - choć często są one stonowane - oraz bezcenne informacje na święte tematy... gdzież bym wolał być?
Dorzućmy do tego dwa pojawienia się Michała, jedno na Ziemi, a drugie na statku.
I wreszcie cuda. Jeden za drugim: Zapobieganie pożarom domów, unikanie porażenia prądem, łagodne działanie toksycznych chemikaliów, nieważkość ciężkich przedmiotów, odradzanie się beznadziejnych sytuacji. Nie potrzebuję więcej cudów.
Nie potrzebuję więcej przekonywania. Moi przewodnicy i Michael mają moją niepodzielną uwagę. Dopiero teraz udało mi się uwolnić od strachu i niewiary.
I właśnie wtedy, gdy kurtyna może się wreszcie podnieść, zrobiłem to....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz