
Dzisiaj tylko my, wszyscy razem i indywidualnie, utrzymujemy System 3D przy życiu poprzez nasze myśli, uczucia, starania i czyny, nie pozwalając mu się rozsypać.
Oprócz nas, Ciemni nie mają już żadnych źródeł energii do istnienia i przetrwania. Dlatego zmuszają nas do emitowania negatywności, która jest jego siłą życiową, wszelkimi możliwymi sposobami.
Serwer Ziemi 3D utrzymuje się w sprawności tylko dzięki naszej uwadze. System nieustannie pobiera w nas nowe i restartuje stare programy poprzez MSM, Internet i wiele innych kanałów, narzędzi i mechanizmów. A my posłusznie poddajemy się tej lobotomii, tak jak to robimy z jabłkami. Jeśli jednocześnie wszyscy przestaniemy zasilać naszą uwagą System 3D i jego gry, to po prostu przejdzie on w tryb standby/pauza, a następnie, całkowicie rozpłynie się w czeluściach czarnej dziury, którą tworzy co minutę.
Ziemia i my musimy stale ewoluować, zmieniając się zgodnie z napływającymi nowymi energiami i ideami. A te idee i energie powinny docierać nie poprzez System 3D czy Współtwórców i zaprzyjaźnione kosmiczne rasy, ale bezpośrednio przez nas, przez każdego Ziemianina.
Jesteśmy tu w jedynym celu - aby dzielić się naszym doświadczeniem, umiejętnościami i wiedzą, zgromadzonymi w innych światach i wymiarach. Przeniesienie ich z naszych kosmicznych protokołów domowych do lokalnych, ziemskich, oraz wypracowanie wspólnymi siłami nowej platformy ewolucji, zgodnie z planem inkarnacji, pod który podpisaliśmy się przed wejściem na tę planetę.
Obecnie serwer Ziemi jest ulepszany za pomocą aktualizacji, które Współtwórcy wgrywają do niego w miarę jak i kiedy stajemy się gotowi do wzniesienia się wyżej. A w nas osobiście te aktualizacje są pobierane poprzez górne czakry - kanały informacyjne łączące nasze tusze z Wyższymi Jaźniami.
Ale główny problem polega na tym, że nieustannie niszczymy poziomy, na które marzymy się wspiąć. Gdy zbliżamy się do kolejnego etapu, automatycznie wyzwala się w nas badabum z góry zainscenizowane przez System 3D. Z powodu naszego maniakalnego i nienasyconego pragnienia posiadania władzy, zasobów, ziemi, samochodów, koleżanek do łóżka i innych schicki-micki rzeczy, po prostu nie możemy oprzeć się pokusie maksymalizacji własnego interesu kosztem kogoś innego przy pierwszej okazji.
Chcemy otworzyć nasze trzecie oko, podróżować w astralu, komunikować się z innymi cywilizacjami kosmicznymi itd. Ale na pytanie "po co ci to?" niewielu z nas potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Pokażcie nam w jakim kraju i w jakich jaskiniach ukryte są złote kruszce i jak za darmo zdobyć technologie kwantowe, a wtedy, OK, przez jakiś czas możemy sobie pozwolić na obejście się bez chleba i cyrku.
Nie możemy długo uruchamiać swoich myśli i apetytów, wierząc, że brak podłości w działaniach fizycznych wystarczy, by zapewnić sobie bilet VIP na rajski statek wycieczkowy. A jeśli popełniliśmy w życiu wiele obrzydliwości, to chrześniak za rogiem wybaczy wszystkie grzechy z szybkością płonących świec. Kluczem jest obłożenie się jego atrybutami po gałki oczne i nie tylko, wypchanie nimi naszego samochodu i domu, aby każdy wiedział jak bardzo go czcimy. Idealnie, możemy nawet zrobić świątynię z kupy ludzkich kości, aby każdy mógł zobaczyć w nas pewien zapał.
Kategorycznie odmawiamy przyjęcia do wiadomości, że KAŻDA nasza myśl i emocja jest materialna, a nasz stosunek do innych jest jawny na Płaszczyźnie Subtelnej. I ciągle produkujemy te myślokształty, coś w rodzaju zawsze głodnych pasożytów, które karmimy naszymi wybuchami złości i nieustannymi wymaganiami wobec otoczenia. Tak, wielu opętanych to NASZE WŁASNE myślokształty, na wypadek gdyby ktoś zapomniał.
W czasie naszego życia na tej planecie wprowadziliśmy tyle błędów do kodów cyfrowych Ziemi, że nawet najfajniejsi programiści Trzeciego Wszechświata Lokalnego odmówili ich naprawienia i po prostu zamknęli do niego dostęp. Dlatego wciąż nie widzimy Świata Subtelnego. Jest on wypchany po brzegi tak ogromną ilością naszych błędów myślowych, że przy uruchomieniu na jego serwerze zawiesza się nam silnik antymalware.
Wyobraźcie sobie, że wszystkie nasze myśli i marzenia wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi, nagle się materializują. Potwory rozpusty, larwy religijnej nienawiści i rasizmu, chupacabry korupcji i złych oczu, strzygi próżności, oraz inne demony naszych intryg i walk międzyludzkich zamanifestują się w naszych domach, wypełniając je swoimi spasłymi oślizgłymi ciałami, sączącymi się z zaciekłością i gniewem.
To jest dokładnie to, co się stanie, kiedy (jeśli) przeniesiemy się do 4D i wyżej. Będziemy nosić ze sobą nasz obrzydliwy bagaż, dopóki MY SAMI nie zgrabimy go na bok na serwerze, który jeszcze pozwala nam jakoś egzystować w bałaganie, który sami tworzymy. Przed nim Przejście nie przyniesie nam nic dobrego, a wiadomo dlaczego.
Oczywiście nie wszystko jest takie beznadziejne. Reboot Matrixa może się jeszcze zbliżyć, gdy zostanie osiągnięta niezbędna masa krytyczna, ale i my musimy się do niej dostosować. Przyczyny i skutki są tu również wielowymiarowe.
Kiedy nieustannie marzymy o darmochach i zyskach, pozostajemy w duchowej próżni, ponieważ nasze kanały energetyczne są całkowicie zablokowane przez myśli i emocje o niskiej częstotliwości. Wciąż jesteśmy głęboko przekonani, że Współtwórcy nas pozbawili, nie dali zbyt wiele i porzucili na łaskę losu. I w tym samym czasie próbujemy udowodnić światu zewnętrznemu naszą wartość poprzez chwytanie nowych materiałów i swanky stinkeroo, przy jednoczesnym całkowitym braku kontroli nad naszym samolubnym umysłem i czynami. Lista jest nieskończona.
O jakiej pomocy z góry możemy mówić, jeśli, gdy nadarza się okazja, zamieniamy ją w narzędzia ataku wirusowego na nasze własne pole gry, wbrew naszym planom. Freebies zdarzają się tylko w mysiej pułapce, proszę Państwa, nauczcie się myśleć kreatywnie i dla siebie.
Jesteśmy istotami wielowymiarowymi, które zgodziły się na zdobywanie nowych doświadczeń w murach zapomnienia. I to nie Darkowie nas zamurowali, ale my sami. Takie były pierwotne zasady: zrzucić wszystkie ordery i medale, otrzymane wcześniej, a także wiedzę i technologię, i zdobyć je ponownie na Ziemi w nagrodę za doskonałą służbę, jeśli osiągniemy tu otwarcie kanałów do innych wymiarów.
Ale to, o co walczyliśmy, otrzymujemy. Zapomnieliśmy jak komunikować się z naszymi Wyższymi Aspektami, świadomie zapędziliśmy się w pozycję ofiar i męczenników, a wolimy chciwość z jej pokusami, blokującymi nasz rozwój duchowy. Tak, niesamowita ilość opętańców i pasożytów pomaga nam w tym teraz, ale umówcie się: gdzie jest popyt, tam będzie i podaż, czyż nie?
Obecnie czyszczenie zainfekowanych serwerów odbywa się nie tylko w postaci niszczycielskich trzęsień ziemi, erupcji, tornad, pożarów i powodzi, ale także przez wojny, kryzysy finansowe i ekonomiczne. A Współtwórcy robią wszystko, aby zapobiec globalnemu upadkowi w nadziei na nasze przebudzenie i szczery żal. Ergo, przestańcie marudzić i biadolić, że rzucono nas tu bez wsparcia. Otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy.
Sami odmawiamy sobie zmiany czegokolwiek. Matrix 3D jest niszczony powoli TYLKO dzięki wzajemnym chęciom stron. My utrudniamy demontaż Systemu od dołu swoimi leniwymi myślami i chęciami utrzymania wszystkiego w takim stanie, a System blokuje jego rozbiórkę od góry, żebyśmy nie rozwalili tego wszystkiego w diabły.
Staramy się włączyć naszą czakrę korony (poprzez modlitwę lub medytację) tylko wtedy, gdy jesteśmy chorzy, lub umieramy, lub straciliśmy smartfona, i apelujemy do "wszechmogącego", który luka z pustymi oczodołami powyżej.
Jednocześnie zapominamy, że sami woleliśmy być posłuszni Systemowi, do czego tak naprawdę nikt nas na początku nie zmuszał. Wielu z nas nie mogło odrzucić jego nieprzyzwoitych ofert, a wspierani przez ten sam System, zaczynamy tyranizować tych, którzy ośmielili się mu przeciwstawić. Od czasów wypraw krzyżowych nic się nie zmieniło. Nadal smażymy się pod starym sosem, tylko przepis został dopracowany. Wojna stała się informacyjna, ale jej skutki nadal są fizyczne.
Obwiniamy Anunnaki, Reptiloidy, polityków, finansistów, biurokratów, marksistowskie/komunistyczne/socjalistyczne demoniczne pasożyty i inne bugaboo za to, co się dzieje, ale ciągle zapominamy spojrzeć w lustro i pomyśleć: kogo karmimy naszymi emocjami i rantami.
I to się zdarza większości z nas. Nie słuchamy po to, by usłyszeć. Słuchamy po to, by zaczepić przeciwnika na słabym punkcie i za wszelką cenę udowodnić swoje racje, najczęściej w podniesionych tonach (a już na pewno w myślach), wyrzucając w przestrzeń miliardy gigabajtów negatywnej energii. Karmi ona wszystkie te same nasze myślokształty, tworząc nowe egregory i dźwignie kontroli nad nami, ulubieńcami, którzy po prostu nie wiedzą, jak przekazać przeciwnikowi swój punkt widzenia w tonie zdystansowanym i spokojnym.
Koło się zamknęło. Nasz wąż gryzie swój ogon i dalej pożera owoce naszej hipokryzji i podwójnych standardów, rodząc coraz bardziej obrażonych, skomlących o siły wyższe i nieuczciwych polityków, którzy nas zdradzili. Wciąż czekamy na kogoś, kto wreszcie postawi kropkę nad I i poprowadzi nas, grzeszników, właściwą ścieżką prosto do świetlanej przyszłości. Jesteśmy gotowi zajrzeć w usta każdego lidera, guru, prezesa, prognostyka, blogera, strony internetowej (zaznaczyć jak kto woli), ale NIE w naszą Duszę.
Tak, to nie jest zwykła planeta. Żyjemy na niej w ekstremalnych warunkach, a dziś na Ziemię przybywają tylko wysokie świadomości z determinacją do stawania w nie tylko poważnych konfrontacjach, ale nawet wojnach. Tego właśnie chcieliśmy - przetestować nasze Dusze. Jednak tych, którzy nam to tłumaczą nazywamy psychopatami.
Raz mając takie doświadczenie na innych planetach, rozumiemy głębię i złożoność tego procesu tutaj, staramy się przetrwać, opierając się na naszej Duchowości i wyższych przewodnikach. Tylko dla każdego są to jego własne: lub Współtwórcy, lub niezliczone Ciemności i Szarości.
I dopóki nie rozpoznamy, kto jest kim, będziemy prowadzeni przez wszystkich poza sobą. W tej chwili najważniejsze jest, aby usłyszeć głos naszego Serca. Bez tego nie poznamy prawdy i nie moglibyśmy iść pionowo w górę. Na Ziemi możemy się pogubić w podwójnie szybkim czasie. A w dawnych czasach, aby wyjść na prostą, potrzeba było tysięcy lat. Dlatego tak ważne jest, aby być wrażliwym na najskrytszy głos naszej Duszy, ufać tylko jemu, a wtedy drogi, którymi podążamy, nie zawiodą nas.
**By Lev
**Source
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz