poniedziałek, 28 maja 2018

Życie na Ziemi wymiera – mówią naukowcy



Biolodzy nie mają co do tego wątpliwości. Na naszych oczach rozgrywa się dramatyczny epizod masowego wymierania, pochłaniający corocznie tysiące gatunków. Coś podobnego nie wydarzyło się od dziesiątków milionów lat. Niewykluczone, że ofiarą tego procesu padnie również człowiek.
Życie na Ziemi wymiera – mówią naukowcy Foto: Shutterstock
Życie na Ziemi wymiera – mówią naukowcy
Globalne ocieplenie i zanieczyszczenie środowiska to nie jedyne problemy, jakie wywołują zmartwienie biologów i ekologów. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z przerażającego faktu, że żyjemy w epoce masowego wymierania. Zdaniem ekspertów życie na Ziemi zamiera w zastraszającym tempie, a ostatni raz coś o podobnej skali wydarzyło się ok. 65 mln lat temu. Wtedy biosfera zdążyła się zregenerować, jednak teraz wszystko może potoczyć się inaczej.
Za 300 lat wymrą ssaki
REKLAMA
Anthony D. Barnosky – geolog i paleobiolog ze Stanford University ogłosił przed kilkoma laty bardzo niepokojącą prognozę. Jego zdaniem, jeśli zwierzęta nadal będą wymierać w takim tempie, jak obecnie, za ok. trzy wieki z powierzchni Ziemi zniknie 75 proc. gatunków ssaków. Inni specjaliści są jeszcze mniej optymistyczni, twierdząc, że w ciągu 40 lat może wymrzeć aż 40 procent wszystkich znanych nam gatunków z królestw fauny i flory.
Najgorsze, że nikt nie wie, jak zatrzymać ten proces. Masowe wymieranie to bowiem częściowo zjawisko naturalne. Z ok. 4 mld gatunków żyjących dotąd na Ziemi, ok. 99 proc. już wymarło – twierdzą biolodzy. W przeszłości nasza planeta przeszła pięć wielkich masowych wymierań, z których ostatnie miało miejsce ok. 65 mln lat temu. Było to tzw. wymieranie kredowe, podczas którego zniknęły trzy-czwarte wszystkich gatunków, w tym nieptasie dinozaury.
Sugeruje się, że wymieranie kredowe było efektem ochłodzenia klimatu wskutek intensywnej aktywności wulkanicznej oraz uderzenia asteroidy, w wyniku czego na Atlantyku rozszalało się megatsunami, a promienie słoneczne zostały zablokowane przez chmury pyłu i związki siarki, co wywołało kilkuletnią ogólnoplanetarną zimę.


Przeczytaj też:
W ciągu milionów lat życie zdołało się jednak odrodzić i pojawiły się nowe gatunki. Obecnie przyroda znalazła się w dużo gorszej sytuacji. Gatunki wymierają bowiem w zastraszającym tempie. Przykładowo, w ciągu ostatnich 500 lat z Ziemi zniknęło co najmniej 80 gatunków ssaków i 140 gatunków ptaków. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot informowało, że co roku w sumie wymiera aż 40 tys. (!) gatunków*.
W przeciwieństwie do wcześniejszych epizodów masowego wymierania, temu obecnemu ("szóstemu" lub "holoceńskiemu", jak nazywają je uczeni) winien jest głównie człowiek i jego działalność. Chodzi nie tylko o zmiany klimatyczne, ale też trzebienie lasów pod uprawę i nadmierne połowy. Barnosky dodaje do tego inne czynniki, jak rozprzestrzeniane przez człowieka po świecie patogeny oraz gatunki inwazyjne, które wywracają do góry nogami lokalne ekosystemy.
Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy ze skutków szóstego wymierania, choć rozgrywa się ono dosłownie na naszych oczach. Przykładowo, płazy, które żyją na Ziemi od setek milionów lat i przetrwały co najmniej trzy wielkie wymierania, mogą nie przeżyć tego obecnego. Od lat 80. notuje się gwałtowny spadek ich liczebności w skali całego globu. Odpowiedzialna za to jest degradacja środowiska, zmiany klimatyczne oraz rozprzestrzeniona po świecie chytridiomikoza – śmiertelna dla płazów infekcja grzybicza.
Zgubny wpływ działalności człowieka nie omija także mórz i oceanów. W 2015 r. magazyn "Science" opublikował raport, z którego wynikało, że rybołówstwo (skupiające się na dużych gatunkach przynoszących największe korzyści) zaburzyło ekosystem wszechoceanu do tego stopnia, że powrót do równowagi zajmie mu miliony lat.
Masowe pomory
W 2015 r. uczeni poinformowali o jeszcze jednym niepokojącym trendzie w świecie natury. Znakiem naszych czasów stały się tzw. masowe pomory, tj. przypadki, kiedy nagle lub w krótkim czasie ginęły dziesiątki lub setki zwierząt – całe populacje zabite m.in. przez choroby lub toksyny. Dotyka to najczęściej ryb, waleni i innych zwierząt morskich oraz ptaków. Po przyjrzeniu się 700 takim przypadkom, które miały miejsce od lat 40. ub. wieku, ekolodzy doszli do wniosku, że zdarzają się one coraz częściej.
Niektóre incydenty chwytały za serce. Na przełomie 2008 i 2009 w Cieśninie Bassa rozegrał się prawdziwy dramat dziesiątków waleni. Najpierw w okolicach Stanley na Tasmanii znaleziono na plaży 65 grindwali (głównie młodych). Na początku stycznia 2009 r. na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy utknęło 45 kaszalotów, z których przeżyło tylko kilka. W marcu tego samego roku na King Island (na północ od Tasmanii) fale wyrzuciły na brzeg ok. 200 grindwali, z których udało się uratować 40.
W Nowy Rok 2011 mieszkańców Beebe (Arkansas) zaskoczył widok spadłych z nieba martwych ptaków. Były to ok. 3 tys. epoletników i szpaków. 3 stycznia 500 ptaków spadło w Luizjanie, a w zatoce Chesapeake Bay (Maryland) znaleziono milion śniętych ryb. Dwa dni później we włoskiej Faenzy odkryto setki zdechłych turkawek.
W przypadku z Arkansas specjaliści wykluczyli zatrucie, zwracając uwagę na obrażenia wewnętrzne w ciałach ptaków, co wskazywało, że te, zdezorientowane, zderzały się w powietrzu. Choć sugerowano, że winne mogły być fajerwerki, teorie spiskowe mówiły, że zwierzęta padły ofiarą wojskowego testu, który zaburzył ich zmysł magnetyczny pozwalający zachować orientację (analogicznie w przypadku wielorybów winą obarcza się sonary stosowane przez marynarkę, które sprawiają, że walenie zbaczają ze szlaków migracyjnych).
Podobnych przypadków były setki, choć nie zawsze winny był im człowiek. Masowe zgony zwierząt bywają niekiedy efektem działania biotoksyn (np. wąglika) i innych czynników naturalnych. Spośród masowo ginących zwierząt najwięcej uwagi zwrócono na pszczoły miodne – ściśle związane z funkcjonowaniem naszej cywilizacji. Ich rola w rolnictwie (jako owadów zapylających) jest nie do przecenienia. Nie bez powodu Albert Einstein powiedział, że jeśli na Ziemi wymrą pszczoły, Homo sapiens przetrwa jedynie kilka lat, po czym zabije go głód.
Życie i tak musi zniknąć
Pomór pszczół zwrócił uwagę władz wielu krajów i powołał do życia teorie spiskowe. Wiele osób uzmysłowiło sobie również, jak cienka granica dzieli ludzkość od ekologicznej apokalipsy. Choć problem pszczół udało się częściowo opanować, prognozy na przyszłość nadal nie są zadowalające. Ta najbardziej skrajna uznaje, że nawet jeśli uda się ograniczyć zanieczyszczanie środowiska, życie i tak prędzej czy później ulegnie unicestwieniu.
W latach 70. brytyjski biolog i ekolog James Lovelock stworzył słynną hipotezę Gai. Według niej Ziemia może być postrzegana jako "megaorganizm" dążący do utrzymania warunków sprzyjających życiu. Natura to bowiem samoregulujący się układ milionów gatunków, które wpływają na takie czynniki jak ilość tlenu w atmosferze czy zasolenie oceanów.
Opierając się na idei Lovelocka, Peter Ward – paleobiolog i ekspert od masowego wymierania, stworzył koncepcję, która mówi, że Matka Natura okresowo pozwala na "bioreset", jeśli życie przekroczy pewien próg rozwoju. Nazwał to hipotezą Medei – od postaci słynnej dzieciobójczyni z mitologii greckiej.
Uczonemu nie chodzi jednak o to, że Ziemia jako żywy i świadomy organizm zemści się na ludziach za lata zatruwania i niszczenia przyrody.
Według Warda biosfera co jakiś czas kieruje się w stronę nieuchronnej samozagłady. Gdy planeta ociepla się, dochodząc do punktu, kiedy topnieje lód na biegunach i ustaje cyrkulacja oceaniczna, na większych głębokościach zaczynają rozwijać się beztlenowe bakterie.
Ward uważa, że to właśnie ten proces, a nie kolizje z kometami czy asteroidami, doprowadził do poprzednich epizodów masowego wymierania. Co gorsza istnieją przekonujące dowody naukowe, że zaczęło się to znowu, a bakterii przybywa – twierdzi naukowiec, dodając, że kiedyś znowu mogą one "zadusić" Ziemię.
– Są to mikroby, których metabolizm wytwarza siarkowodór. Jest on zabójczy dla ludzi. Trzeba pojechać nad Morze Czarne albo niektóre jeziora, by zauważyć, że woda robi się tam purpurowa – powiedział na konferencji TED, wyjaśniając że barwa ta świadczy o obecności niebezpiecznych mikroorganizmów.
- Jedno jest pewne – dodał Ward. - Życie w formie, jaką znamy to zaledwie "okresowa manifestacja".
__________________
Zgodnie z szacunkami, na Ziemi występuje ok. 8 mln gatunków istot żywych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz