czwartek, 8 lutego 2018

** 12 Błędnych Paradygmatów Współczesnej Medycyny ***

 
http://www.drmichalak.pl/12_paradygmatow_wsp_medycyny.html
 

Wstęp:

Kraj, w którym ludzie są przez całe życie zdrowi i umierają ze starości w wieku 100-120 lat. Nierealna utopia? A może jednak nie. Chciałbym przekonać czytelników, że wykonując niewiele ruchów "na górze" można by może niekoniecznie osiągnąć, ale w istotnym stopniu zbliżyć się do tego ideału. Wiedza niezbędna do tego, by to osiągnąć jest już w znacznej mierze kompletna. Potrzeba jedynie przetransformować ją do środowisk lekarskich.
Ostatnie 50 lat to okres bardzo intensywnego rozwoju nauk biochemicznych, napisano bardzo wiele publikacji, które dają obraz funkcjonowania ludzkiego organizmu i pozwalają znacznie lepiej wyleczać ludzi z chorób, a nie tylko leczyć ich objawowo. Wiedza ta jednak jest w środowiskach lekarskich bardzo słabo znana, traktowana jest wręcz z nieufnością i odrobiną drwiny. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele i nie będę się nad tym rozwodził. Z pewnym przybliżeniem można to podsumować, że taki jest po prostu obecny stan rozwoju medycyny, która historycznie patrząc jest nauką bardzo młodą, rozwija się dopiero od 170 lat.
(Jako początek współczesnej medycyny przyjmuje się datę 16 października 1846r. - dzień odkrycia znieczulenia, które otwarło drogę do rozwoju nowoczesnej chirurgii). Jest to raptem kilka pokoleń środowisk opiniotwórczych. Dzisiejsze środowiska opiniotwórcze to w większości osoby, które zrąb swego medycznego wykształcenia zdobyły przed 30-50 laty, czyli w okresie, kiedy biochemia była nauką znacznie słabiej rozwiniętą niż dzisiaj.   Transfer wiedzy ze środowisk biochemicznych do lekarskich byłby z pewnością dużo skuteczniejszy, gdyby nie fakt, że:
- koncerny farmaceutyczne w różny sposób odciągają profesorów medycyny od tego, co istotne, 
- nowe zagadnienia, które zrewolucjonizują medycynę są w dużej mierze zupełnie nowymi tematami, tak, że brak jest specjalistów z tytułami profesorskimi, którzy by je odpowiednio skutecznie promowali,
- środowiska lekarskie są z trudem przyjmują wszystko, co wymagałoby odwrócenia myślenia o 180 stopni i przyznania się, że to, co do tej pory zalecano pacjentom, było złe. Że dorobek naukowy całego życia trzeba by często wyrzucić do kosza.

Jakie to są owe nowe dziedziny, które zrewolucjonizują medycynę, czyli jakie są główne błędne paradygmaty współczesnej medycyny?
 
Paradygmat 1: Mikroelementy i witaminy

Pierwiastki takie jak cynk, selen, mangan, chrom, kobalt, jod, molibden, miedź, bor, krzem są równie ważne dla funkcjonowania ludzkiego organizmu, jak tlen, węgiel, azot czy siarka. Niestety wiedza przeciętnego lekarza na temat ich roli w organizmie jest bardzo niewielka. Tematyka jest już całkiem dobrze rozpracowana naukowo. Niedobory pierwiastków śladowych dotyczą zdecydowanej większości Polaków.

Przyczyn jest kilka:
    - zaburzenie flory jelitowej przewodu pokarmowego prowadzące do zaburzeń wchłaniania:
Flora jelitowa to bardzo złożona i subtelna struktura decydująca o prawidłowej pracy przewodu pokarmowego. Znaczna część witamin z grupy B produkowana jest właśnie przez nią. Właściwy skład determinuje prawidłowe pH. Prawidłowe pH determinuje prawidłowe wchłanianie. W czasach wszechpanujących w środkach spożywczych konserwantów trudno jest mieć prawidłową florę jelitową.
 
- żywność modyfikowana genetycznie:
Główne zagrożenie, jakie widzę w tego typu pożywieniu to wzrost ilości składników energetycznych w stosunku do ilości pierwiastków śladowych. Zjadając tego typu żywność będziemy więc zjadać proporcjonalnie mniej ważnych pierwiastków śladowych.

- wyjałowienie gleb z tych pierwiastków w skutek niewłaściwego nawożenia i nawadniania:
Mówiąc o nawożeniu myśli się właściwie jedynie o azocie, fosforze, potasie, magnezie. Tymczasem takie pierwiastki, jak cynk, jod, selen, chrom są równie ważne dla wzrostu roślin, a następnie zwierząt nimi karmionych. Niewłaściwa irygacja doprowadziła w wielu miejscach do znacznego zubożenia gleb w te ważne pierwiastki.

Najważniejsze pierwiastki niedoborowe o charakterze populacyjnym prowadzące do rozwoju wielu chorób to: cynk, selen, mangan, żelazo, jod.
Razem z pierwiastkami śladowymi wrzucić należy do tego punktu wiedzę o witaminach, którą, jakkolwiek można już znaleźć w podręcznikach akademickich, to jednak jest ona również zbyt skromna w stosunku do potrzeb.

Rola pierwiastków śladowych sprowadza się głównie do aktywowania w komórkach różnych enzymów. Bez nich reakcje chemiczne nie zachodzą lub zachodzą znacznie wolniej.

CYNK to najważniejszy minerał. Obsługuje około 300 enzymów ze wszystkich szlaków enzymatycznych. Decyduje o procesach odpornościowych, podziałach komórkowych, naprawie DNA, szybkim gojeniu się ran po operacjach. Przy braku podaży w diecie niedobór rozwija się szybko - szczególnie po operacjach, którym towarzyszy z reguły głodówka i zwiększone zapotrzebowanie w skutek nasilonych procesów regeneracyjnych.

SELEN - ważny szczególnie dla procesów usuwania wolnych rodników i toksyn z komórki.

MANGAN - ważny dla ochrony DNA mitochondrialnego przed nieodwracalnym uszkodzeniem. Nić DNA w mitochondriach jest w przeciwieństwie do nici DNA w jądrze komórki, stale rozwinięta. Jest więc stale narażona na atak wolnych rodników. Nieodwracalne mutacje mitochondrialnego DNA to jeden z istotnych elementów procesu starzenia się. Mangan jest potrzebny, by spowalniać ten proces.

JOD - jest to jeden z pierwiastków, o którym wiadomo, że jest niedoborowy i nawet suplementuje się go dodając go trochę do soli kuchennej. Terenami szczególnie deficytowymi w jod jest m.in. Podkarpacie i Wielkopolska. Skutek niedoboru to powiększanie się tarczycy. Niedobory jodu obserwuje się dziś w szczególności u ludzi, którzy zanadto ograniczają sól w diecie.

CHROM - chrom kojarzony jest z gospodarką cukrem, nadwagą i nadmiernym apetytem. Wielu ludzi walczących z nadwagą lub cukrzycą próbowało już terapii chromem, często, choć nie zawsze, z dobrym skutkiem.

ŻELAZO - powszechnie wiadomo, że niedobór żelaza powoduje anemię. Jednak zdecydowanie rzadziej wiadomo, że anemia to OSTATNI objaw niedoboru żelaza. Znaczna część populacji kobiet, ma utajony niedobór żelaza, tzn. niewidoczny lub ledwie widoczny w badaniu morfologii krwi. Na niedobór narażone są szczególnie kobiety obficie miesiączkujące i mające nieduże potrzeby pokarmowe.
Według mnie - najważniejsza funkcja żelaza w organizmie to obsługiwanie enzymu katalazy - rozkładającego wodę utlenioną, której powstaje codziennie od 0.5 do 2 kg ! (25-100 litrów 2%wej wody utlenionej !) Jest to chyba najszybciej działający enzym w ludzkim organizmie. Jego niższa aktywność prowadzi do rozprzęgania pracy mitochondriów celem spowolnienia produkcji energii i produkowania mniejszej ilości H2O2. Bez katalazy powstająca woda utleniona rozpuściłaby nas w ciągu kilku dni do mokrej plamy na podłodze.

 
Paradygmat 2: Utajona kwasica mezenchymalna

Wiedza lekarzy na temat mezenchymy zasadniczo sprowadza się do faktu, że takowa w organizmie jest. Że jest to substancja, przez którą dokonuje się wymiana substancji odżywczych pomiędzy krwią i komórkami.
Tymczasem jest to najważniejsza tkanka naszego organizmu. Większość chorób przewlekłych, większość patologii wewnątrzkomórkowych rozpoczyna się od nieprawidłowego funkcjonowania mezenchymy. A mechanizm jest bardzo prosty. Przy spadku pH (zakwaszeniu) struktura białek zmienia się w ten sposób, że zmienia się jej stan skupienia - z płynu przechodzi w galaretę. Jak może się dokonywać w takich warunkach usuwanie toksyn z komórek i dostarczanie substancji odżywczych, łatwo się domyślić. Zablokowanie mezenchymy musi prowadzić do rozwijania się patologii, którą potem często trudno jest odwrócić.
W podręcznikach dla studentów trudno jednak jest znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tego jakże istotnego elementu rozwoju wielu chorób przewlekłych, generujących olbrzymie koszty społeczne. A sposób leczenia jest zasadniczo w najprostszym wariancie bardzo prosty - pić wodę i odkwaszać.
Najbardziej spektakularnym przykładem niskiej wiedzy środowisk medycznych w tym zakresie jest choroba zwana dną moczanową. W elementarnym podręczniku dla studentów pt. "Biochemia Harpera" można znaleźć informację, że rozpuszczalność kwasu moczowego mocno maleje w miarę spadku pH. Jeśli więc ktoś mało pije, to ma mało moczu i jest on kwaśny. Produkowany kwas moczowy nie może zostać wtedy wydalony i kumuluje się w tkankach. Nie zalecanie picia wody jest w tym kontekście w moim przekonaniu poważnym błędem sztuki lekarskiej.

Na zakwaszenie mezenchymy mają również wpływ:
- Zaburzona flora jelitowa - szczególnie procesy fermentacyjne prowadzące do produkcji kwasu mlekowego

- niedostateczny oddech !!!- Dziennie produkujemy ok. pół kilograma dwutlenku węgla, który transportowany jest w organizmie jako kwas węglowy. Jeśli oddychamy troszeczkę zbyt słabo (siedzący tryb życia), ładunek kwasowy się w organizmie kumuluje, nerki nie nadążają go wydalać i kwasica zaczyna się rozwijać...

- dieta niedopasowana do typu metabolicznego - tutaj zakwaszenie zaczyna się wewnątrz komórki. W skutek zaburzenia proporcji między szczawiooctanem a 'acetylo-koenzymem A' dochodzi do gromadzenia się jednego albo drugiego i zakwaszenie komórki. Proporcja tych dwóch kwasów zależy od proporcji w diecie cukrów do tłuszczów. Optymalna proporcja tłuszczów do cukrów natomiast jest sprawą bardzo indywidualną.

- dieta niedostateczna w składniki odkwaszające: sód, potas, wapń i magnez;

- niedostateczne wypłukiwanie kwasów w skutek picia zbyt małej ilości wody;

- choroba nowotworowa - wiadomym jest od 1931 roku (Nagroda Nobla dla Ottona Heinricha Hamburga), że guzy nowotworowe produkują do swego otoczenia duże ilości kwasu mlekowego i zakwaszają środowisko wokół siebie
Paradygmat 3: Dysbioza jelitowa

Przyjmuje się, że 80% naszego kontaktu ze światem zewnętrznym ma miejsce w jelicie. Jest to narząd zdecydowanie niedoceniany przez współczesną medycynę z dwóch powodów:
a) w medycynie akademickiej problem dysbiozy jelitowej, czyli nierównowagi proporcji setek gatunków mikroorganizmów żyjących w tym narządzie, traktuje się bardzo marginalnie;
b) w medycynie akademickiej w ogóle nie dostrzega się, że jest to najważniejszy narząd układu odpornościowego człowieka. Najważniejszy, gdyż stanowi pierwszą linię obrony przed patogenami docierającymi drogą pokarmową.
W jelicie bytują setki mikroorganizmów. Niektóre z nich są przyjazne, wręcz niezbędne. Inne są szkodliwe, gdyż powodują reakcje fermentacyjne, gnilne. Jeszcze inne - grzyby - przerastają śluzówkę jelita prowadząc do jej nieszczelności. Dysbioza na poziomie "makro" to liczne gatunki pasożytów bytujące w naszych jelitach czy wątrobie, a jest ich znacznie więcej niż się każdemu z Państwa wydaje.
Niestrawione cząstki białkowe mogą wtedy swobodnie przenikać do krążenia, gdzie indukują reakcje alergiczne. Poważne dysbiozy z reguły prowadzą do zaburzeń wchłaniania cynku, selenu i manganu. Zetknąłem się z badaniami sugerującymi, że we współczesnym świecie pełnym konserwantów, które w różny sposób zaburzają biozę jelitową, praktycznie nie ma ludzi z w pełni prawidłową florą jelitową. Z dysbiozą związany jest silnie temat witamin z grupy B. Wiadomym jest, że witaminy te w znacznej mierze produkowane są przez dobrą florę jelitową, z pokarmem jedynie uzupełniamy tę produkcję. Łatwo sobie wyobrazić, jak może funkcjonować organizm, jeśli w skutek dysbiozy ma on chroniczne niedobory witamin z tej grupy oraz chroniczne niedobory wspomnianych mikroelementów. Dodam, że środowiska medyczne nie dysponują możliwością rutynowego oznaczania poziomu tych mikroelementów i witamin w organizmie.
 
Punkt drugi to kwestia jelita jako narządu układu odpornościowego. Wiadomym jest, że malutkie kępki Peyera znajdujące się w ścianie jelita produkują immunoglobiny chroniące śluzówkę jelita przed patogenami. Zupełnie jednak nie dostrzega się dwóch kwestii. Łączna masa tych malutkich kępek układu odpornościowego, lewie widocznych pod mikroskopem, jest bardzo duża - podobno nawet większa od masy śledziony. Produkują one immunoglobiny IgA, które z krwią docierają do wszystkich innych błon śluzowych chroniąc je. Jeśli ich produkcja w jelicie jest zaburzona w skutek zaniku kosmków jelitowych, natychmiast odbija się to na drogach oddechowych, moczowo-płciowych itp. Organizm często łapie infekcje. Przyczyna tych infekcji leży w jelicie.
Niestety ośrodki akademickie nie podejmują prawie żadnych badań w tym zakresie. Nie uczą też o tym studentów. A w każdym bądź razie nie podkreśla się znaczenia tych procesów dla utrzymania prawidłowego stanu zdrowia.
Chciałbym wrócić do tematu pasożytów. Pionierem w tej materii był dr Irena Wartołowska. Pracując w dziecięcej poradni alergologicznej i zajmując się głównie dziećmi z astmą, miała ona prawie 100%-ową, natychmiastową i trwałą wyleczalność z astmy u dzieci - lekami na pasożyty. Według pewnego, cytowanego przez nią badacza pasożytów, jeśli się jest zakażonym jednym gatunkiem - jest się zdrowym, jeśli dwoma gatunkami - ma się lekkie objawy chorobowe, jeśli trzema lub więcej - objawy chorobowe są dość poważne. Moje doświadczenia z oznaczaniem pasożytów metodą elektrorezonansową w dużej mierze potwierdzają tę obserwację.
Organizm ma naturalną odporność przeciw pasożytom. Ludzie zdrowi nie ulegają infekcji w kontakcie z jajami lub larwami. Pasożyty łapią głównie ludzie osłabieni różnymi innymi czynnikami osłabiającymi zdrowie. Każdy następny bytujący przewlekle pasożyt, wirus lub bakteria zasiedlają się coraz łatwiej się...
 
Paradygmat 4: Równowaga oksydo-redukcyjna

Równowaga oksydo-redukcyjna organizmu to kompletnie niezauważany przez medycynę akademicką aspekt stanu zdrowia organizmu. Tymczasem jest ona równie istotna jak choćby równowaga kwasowo-zasadowa czy też równowaga wegetatywna.

Można na nią patrzeć przez 2 pryzmaty:
1. całkowite przesunięcie potencjału redoks płynów ciała;
2. antyoksydanty i usuwanie wolnych rodników;

1. Potencjał redoks:
Potencjał redoks określa stopień wysycenia tkanek i płynów aktywnymi chemicznie elektronami zawartymi w różnych cząsteczkach chemicznych tych tkanek i płynów. Duża ilość tych elektronów oznacza, że potencjał redoks tkanki jest bardziej ujemny. Mała ilość - że potencjał jest bardziej dodatni.

Życie to nieustający ciąg różnych reakcji chemicznych, bardzo wiele z nich to reakcje o charakterze utleniania i redukcji. Stan utlenienia to stan obniżonej koncentracji aktywnych elektronów w cząsteczce, a stan redukcji - zwiększonej ich ilości.

Zważywszy na wszechobecność tlenu - naturalną samoistną tendencją organizmu będzie tendencja do utleniania się, czyli wyciągania przez cząsteczki tlenu tych aktywnych elektronów. A te są potrzebne do sprawnego zachodzenia różnych reakcji chemicznych. Utrzymywanie organizmu w stanie odpowiednio zredukowanym czyli przeciwdziałanie procesom utleniania to jeden z ważniejszych aspektów równowagi organizmu, Część produkowanej energii idzie właśnie na ten cel. Zauważcie Państwo, że tlen z jednej strony jest niezbędny do życia, z drugiej strony niszczy życie. Zwiększona zawartość tlenu w tkankach przyspiesza procesy starzenia się organizmu. Jest powszechnie wiadomym w kręgach medycznych, że podawanie zbyt dużej ilości tlenu z butli może prowadzić do poważnych uszkodzeń, w szczególności do uszkodzenia wzroku u wcześniaków poddawanych tlenoterapii z powodu niepełnego rozwinięcia się płuc przy zbyt wczesnym porodzie. Na diecie wysokotłuszczowej średnie stężenie tlenu w tkankach jest nieco niższe. Już Herodot 400 lat przed naszą erę zauważył, że ludzie żywiący się białkiem i tłuszczem (mięso) żyją dłużej niż ludzie żywiący się zbożem (węglowodany).

2. Usuwanie wolnych rodników
Na podstawie informacji z podręczników dla studentów łatwo można sobie wyliczyć, że codziennie w organizmie człowieka powstaje ok. pół litra stężonej wody utlenionej. Wynika to z tego, że tlen w atmosferze jest dwuatomowy (O2) a w cząsteczce wody mamy 1 atom tlenu. Przyłączanie wodoru do tlenu następuje więc w ten sposób, że najpierw przyłączają się 2 wodory do O2 i powstaje H2O2 - woda utleniona. Następnie enzym katalaza usuwa szybciutko tę silnie żrącą substancję zamieniając ją na H2O i O2. Zanim jednak to uczyni, nieduża część wody utlenionej może narobić nieco bałaganu - m.in. powstają tzw. wolne rodniki tlenowe (np. O2-, OH), posiadające bardzo aktywny nie sparowany elektron, które wymagają innych enzymów do ich usuwania i mogą zrobić jeszcze więcej bałaganu niż woda utleniona.

Usuwanie wolnych rodników jest więc jednym z priorytetów metabolizmu wewnątrzkomórkowego. Potrzebne są do tego: witaminy E, C, A, mikroelementy: cynk, żelazo, selen, mangan i miedź. Większość z nich jest dość często niedoborowa. Bardzo przydają się też różne naturalne substancje o charakterze przeciwutleniającym czyli antywolnorodnikowym zawarte w różnych produktach roślinnych.

Chorobami, których główna natura leży m.in. w zaburzeniu wewnątrzkomórkowej równowagi redoks, są np. choroba Alzheimera lub Parkinsona, cukrzyca.

Pionierem badań w zakresie równowagi redoks organizmu był prof. Vincent. Jednak trudno jest szukać jego nazwiska w podręcznikach akademickich...
 
Paradygmat 5: Tradycyjna Medycyna Chińska / Akupunktura

Tradycyjna Medycyna Chińska (TMC) to nauka, która rozwija się od ponad 6 tysięcy lat.
Medycyna Współczesna to nauka, która rozwija się od 170 lat.
(Jako początek rozwoju medycyny współczesnej przyjmuje się odkrycie znieczulenia w 1846 r., które zapoczątkowało rozwój nowoczesnej chirurgii).
Historia rozwoju TMC jest więc ok. 40-krotnie dłuższa!!!

Tradycyjna Medycyna Chińska (TMC) nie przystaje do dzisiejszego pojmowania pojęcia NAUKI, czyli ścisłego, precyzyjnego definiowania pojęć. Nie przystaje do stosowania jedynie tych metod terapeutycznych, które zostały przebadane ze wszech stron i co do których nie ma wątpliwości, że wiadomo jak działają, choćby nawet było to działanie nikłe w swoje skuteczności.

W TMC używa się pojęć, którym daleko do dzisiejszych pojęć z podręczników fizjologii, czy biochemii i tylko z tych powodów odrzuca się wspaniały dorobek dziesiątek pokoleń mędrców, którzy cały ten system stworzyli.

Pojęcia te (np. energia Qi, energie Yin i Yang, teoria 5 elementów: ziemi, ognia, wody, powietrza i metalu), jakkolwiek brzmiące nieco dziwnie w dzisiejszych czasach, zostały jednak stworzone poprzez bardzo uważną obserwację otaczającego świata a przede wszystkim obserwację sposobu chorowania ludzi. Pojęcia te są próbą interpretacji i opisania obserwowanych zjawisk przy pomocy pojęć, jakie współczesnym w tamtych czasach były dostępne.

Są 2 argumenty, które powinny każdemu kazać się zastanowić, jak wysoko jest właściwie rozwinięta TMC?

1. Czas studiów.
W Starożytnych Chinach Medycynę studiowało się 10 lat, to o 66% więcej niż się poświęca czasu na studia medyczne obecnie w ramach medycyny współczesnej. Można z tego wywnioskować, że ilość informacji, które musieli sobie przyswoić adepci medycyny była przynajmniej o połowę większa...(? to oczywiście dość przewrotne wnioskowanie. Dziś studenci uczą się bardziej intensywnie. Uczą się jednak bardzo dużej ilości szczegółów, objawów dużej ilości bardzo rzadkich chorób, z którymi prawdopodobnie nigdy w życiu się nie zetkną, mało miejsca zostaje na próbę zrozumienia: "Jak i dlaczego w ten sposób działa organizm?")

2. System opieki zdrowotnej w Starożytnych Chinach.
Pacjent płacił swojemu lekarzowi (nazwijmy go - Rodzinnemu) gdy był zdrowy, gdy zaczynał chorować - przestawał płacić. System ten więc zdecydowanie silniej niż w dzisiejszym świecie motywował lekarzy do zgłębiania wiedzy i podnoszenia kwalifikacji.

Nie twierdzę, że TMC jest lepsza od medycyny współczesnej. Jednak z całą pewnością jest jej bezcennym uzupełnieniem, gdyż jej głównym punktem zainteresowania jest układ wegetatywny człowieka, jak również poziom elektromagnetyczny procesów życiowych. Układ wegetatywny w medycynie współczesnej traktowany jest zdecydowanie po macoszemu. Wystarczy przyjrzeć się podręcznikom z neurologii - jaką objętość poświęca się na omawianie tych zagadnień - jest to z reguły mały rozdzialik na końcu podręcznika. O poziomie elektromagnetycznym to już w ogóle nie wspomnę...

 
Akupunktura

Jest faktem udowodnionym, że punkty akupunkturowe to punkty o mniejszym oporze elektrycznym niż otaczająca skóra, że większa jest pojemność elektryczna tych punktów, że punkty akupunkturowe bardzo często mieszczą się w miejscach przebijania się włókienek nerwowych przez powięzie lub skórę.
Punkty akupunkturowe oddziałujące na jakiś narząd są bardzo często unerwione przez ten sam segment rdzenia kręgowego co dany narząd.

Jest dla medycyny akademickiej faktem oczywistym, że chore narządy mogą wywoływać wrażenia bólowe w odległych częściach ciała. Np. zawał serca może się objawiać bólem nadgarstków. Jednak z jakiegoś powodu możliwość relacji przeciwnej (tzn. że stymulując jakiś punkt na skórze, będzie oddziaływać się na chory narząd) jest dla współczesnych lekarzy niemożliwa do wyobrażenia.
Wiele wskazuje na to, że meridiany, czyli kanały energetyczne, na których znajdują się punkty akupunkturowe, to kanały w przestrzeni międzykomórkowej o zmniejszonej oporności elektrycznej. Umożliwiają one rozchodzenie się drgań elektromagnetycnzych w zakresie kHz i niskich MHz po organizmie. Jak podają podręczniki dla studentów medycyny - ten zakres częstotliwości słabo przechodzi przez błony komórkowe i również niezbyt dobrze przez przestrzeń międzykomórkową, rezonansowy transfer energii między różnymi częściami ciała może zachodzić więc głównie przez przestrzeń międzykomórkową, a dla ułatwienia tego transportu ewolucja wykształciła system kanałów transportowych, który na razie nie jest jeszcze dobrze naukowo opisany, jakkolwiek fakt zmniejszonego oporu wydaje się być niepodważalny. Pewne badania wskazują na możliwość transportu przez meridiany energii elektromagnetycznej również z innych zakresów energetycznych (GHz, podczerwień).

 
Paradygmat 6: Homeopatia

Teraz parę słów na temat homeopatii. Jest to metoda leczenia, która wiekowo również jest starsza niż medycyna akademicka, choć nie aż tak bardzo jak Tradycyjna Medycyna Chińska. Homeopatia liczy sobie bowiem ok. 200 lat.
W odróżnieniu od innych metod leczenia została ona jednak stworzona przez jednego człowieka - dr. Samuela Hannemana. Hanneman zyskał swoją wielką popularność w czasie  jednej z epidemii cholery, w czasie której w jego szpitalu, w którym leczył ludzi głównie homeopatycznie, śmiertelność była o wielokroć niższa niż w sąsiednich szpitalach, gdzie leczono tradycyjnymi, jak na tamte czasy lekami.

 
Wydawać by się mogło, że leczenie lekami, których stężenia są rzędu 1 cząsteczki na ocean nie ma kompletnie sensu...

Czy jednak na pewno?

Odpowiedź na pytanie - jak działa homeopatia jest już, przynajmniej w ogólnej idei znana. Aby dać odpowiedź na to pytanie odwołam się tradycyjnie do podręczników dla studentów medycyny, jak również podręcznika z fizyki dla szkoły średniej.

Ogólnie wiadomo, że im bardziej rozcieńczony lek homeopatyczny tym głębsze jest jego działanie. Oznaczać by to musiało, że w miarę zmniejszania się stężenia substancji rozpuszczonej wzrasta stężenie czynnika leczącego...
I tak jest w istocie. Czynnikiem leczącym bowiem jest woda, a substancja rozpuszczona potrzebna jest jedynie do nadania jej określonej formy ciekłokrystalicznej. Im mniej jest cząsteczek rozpuszczonych, tym więcej może istnieć klastrów wody o określonej strukturze ciekłokrystalicznej, czyli posiadającej określone częstotliwości rezonansowe w zakresie energii rotacyjnych i/lub oscylacyjnych tych klastrów.

Skąd wiadomo, że woda w temperaturze pokojowej ma strukturę klastrów (czyli mini-grudek lodu) i jakie duże są te klastry?

1. W SZKOLE ŚREDNIEJ uczyłem się, że woda ma największą gęstość w temperaturze 4 st.C, a nie w temperaturze zera. W temperaturze powyżej 4 stopni zależność między gęstością a temperaturą ta jest natomiast bardziej parabolą niż linią prostą, jak to ma miejsce dla większości substancji. Jest to dowód na to, że w wodzie w temperaturze powyżej zera muszą istnieć struktury podobne do lodu, które prowadzą do zwiększania się objętości wody w miarę jej ochładzania. jest to również dowód na to, że struktury te rosną w miarę obniżania się temperatury.
2. W elementarnym podręczniku dla studentów medycyny pt. Biochemia Harpera można znaleźć informację, że w temperaturze pokojowej średnia liczba wiązań wodorowych w wodzie wynosi 3.5 (podczas gdy w lodzie wynosi ona 4). Oznacza to, że tylko 1/8 (12.5%) wiązań wodorowych tworzących strukturę lodu ulega rozpadowi po ogrzaniu wody do temperatury pokojowej. Reszta ciągle tworzy mini-grudki lodu.
3. Stosując nieco uproszczony model struktury krystalicznej lodu, bazując na matematyce ze szkoły średniej, wyliczyłem, jaki duży musiałby być klaster lodu, by średnia liczba wiązań wodorowych wynosiła 3.5. Wynik, jaki mi wyszedł to 512 cząsteczek. Przyjmując pewien błąd związany niedokładnością modelu można przyjąć, że rozmiar klastra wody to 500 +- 200 cząsteczek.
4. Dr Wolfgang Ludwig - stosując obliczania oparte na termodynamice wyliczył, że średni rozmiar klastra powinien wynosić ok. 400 cząsteczek.

Skąd wiadomo, jaką strukturę krystaliczną mają klastry lodu?

Do tego potrzebna jest informacja, którą można znaleźć w większości podręczników z fizyki czy chemii, mówiąca, że kąt między wodorami w cząsteczce wody ma ok. 105 stopni. Co z tego wynika?
To mianowicie, że taki kąt nijak nie pasuje do jakiejś jednej, określonej, regularnej struktury krystalicznej. A skoro tak jest, to muszą istnieć najróżniejsze formy krystaliczne - każda inna - tak jak każdy płatek śniegu jest odmienny od pozostałych.
Mini-domieszki różnych substancji będą więc działać jako czynniki wyzwalające pojawianie się określonej konformacji przestrzennej wody.

No dobrze. Ale skąd wiadomo, że klastry te są na tyle trwałe, że nie ulegają samoistnemu przechodzeniu z jednych form w inne?

1. W książce "Woda i homeopatia" dr Wolfganga Ludwiga prezentowana jest informacja, że siła wiązań wodorowych łączących cząsteczki wody wewnątrz klastra może ulec wzmocnieniu wskutek synchronizacji drgań energii rotacyjnych ok.20-krotnie, zgodnie z zależnością k=pierwiastek(N), gdzie k to wzmocnienie, a N - rozmiar klastra.
Klastry zyskują wtedy na tyle dużą stabilność, że przy braku dostarczania energii z zewnątrz nie zmieniają swojego kształtu. Można je rozerwać poprzez wstrząsanie, naświetlanie promieniowanie UV, rentgenowskim czy laserowym.

W każdym podręczniku homeopatii pisze się wyraźnie, że do wyprodukowania leku homeopatycznego NIEZBĘDNE jest silne wstrząsanie próbki pomiędzy każdym kolejnym 10-cio lub 100-krotnym rozcieńczeniem ...

2. Każdy, kto zetknął się z problemem mieszania spirytusu z wodą wie, że bezpośrednio po wymieszaniu zapach roztworu to ciągle zapach spirytusu a nie wódki. Trzeba dopiero spirytus porządnie powstrząsać lub pozostawić na drugi dzień, aby się "przegryzł", dopiero wtedy traci zapach spirytusu a zyskuje zapach wódki. To najprostszy namacalny dowód na to, że klastry mogą być na tyle stabilne, by utrzymywać się się jeszcze przez wiele godzin w stanie sprzed wymieszania. Dopiero dostarczenie energii z zewnątrz umożliwia zmianę konformacji przestrzennej klastrów i wytworzenie mieszanych klastrów wodno-alkoholowych.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka przyrodnicza związana z homeopatią.

Wiadomym jest w środowiskach homeopatycznych, że często używa się jako nośnika informacji 30% roztworu alkoholu etylowego. Jeśli ktoś z Państwa jest na tyle biegły w chemii by wyliczyć sobie, ile cząsteczek wody przypada na jedną cząsteczkę alkoholu przy tym stężeniu, łatwo wyliczy, że 6. Dokładnie tyle, ile jest atomów wodoru w cząsteczce alkoholu. Przy tej proporcji może się więc tworzyć znacznie bardziej regularna struktura ciekłokrystaliczna.
Taka proporcja umożliwia prawdopodobnie zaistnienie trwalszych konformacji przestrzennych klastrów wodno-alkoholowych.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że Hanneman zastosował to stężenie ponad 200 lat temu, kiedy jeszcze nikt nie miał pojęcia ile wodorów jest w cząsteczce alkoholu... Przypadek to czy geniusz Hannemana?
Paradygmat 7: Cholesterol

Po zagłębieniu się nieco w dziedziny z pogranicza medycyny wróćmy do bardziej przyziemnych i codziennych spraw, do tematów, które są bardzo dobrze opisane w podręcznikach dla studentów i licznych publikacjach, a jednak ciągle są błędnie interpretowane przez środowiska lekarskie. Jednym z takich tematów jest cholesterol.

Wokół cholesterolu narosło tyle mitów i legend, że koniecznie trzeba je zweryfikować i ustalić właściwe podejście to tego związku chemicznego.

1. Nigdzie, w żadnej poważnej książce ani publikacji naukowej nie przeczytałem informacji, że cholesterol krążący we krwi jest PRZYCZYNĄ miażdżycy.

Poważne źródła podają owszem, że poziom cholesterolu jest SKORELOWANY z miażdżycą. Zapominają jednak dodać, że jest skorelowany SŁABO. Mało kto z czytających potrafi niestety taką informację właściwie zinterpretować. Ściślej, wielu nie wie, czym się różni ZWIĄZEK PRZYCZYNOWO-SKUTKOWY od KORELACJI STATYSTYCZNEJ.

Z reguły różnicę tę tłumaczę w następujący sposób:
Jeśli na dworze jest mróz, to statystyk zauważy bardzo silną korelację statystyczną (czyli współwystępowanie) pomiędzy grubością lodu na jeziorze a grubością odzieży na ludziach sobie nad tym jeziorem spacerujących. Jednak jeśli ludzie się rozbiorą z odzieży, to lód się nie roztopi, Dlaczego? Ponieważ nie ma między tymi zjawiskami związku przyczynowo-skutkowego.
Owszem jest wspólna przyczyna obu zjawisk - niska temperatura i stąd korelacja.

Podobnie jest z cholesterolem. Sam w sobie nie jest on przyczyną miażdżycy. Miażdżyca to znacznie bardziej złożony proces, by sprowadzać go tylko i wyłącznie do poziomu cholesterolu.
Słaba korelacja między poziomem cholesterolu a miażdżycą może być z niejakim przybliżeniem interpretowana następująco:
Osoby bez miażdżycy miały w badaniu cholesterol pomiędzy 150 a 350mg%, natomiast osoby z miażdżycą - pomiędzy 160 a 360mg%. Co więc należy rzetelnie powiedzieć osobie, która ma cholesterol np. 300mg%? Należy jej powiedzieć, że jest nieznacznie większe prawdopodobieństwo, że ją dotknie miażdżyca, niż gdyby miała cholesterol np. 200mg%.

To wszystko:  nieznacznie większe prawdopodobieństwo.

Nieco silniej od poziomu całkowitego cholesterolu skorelowany jest poziom cholesterolu we frakcji LDL, jeszcze trochę silniej, tyle że w drugą stronę skorelowany jest poziom tzw. dobrego cholesterolu czyli z frakcji HDL. Najsilniej skorelowany jest natomiast poziom trójglicerydów. Jednak nawet skrajnie wysokie trójglicerydy rzędu 20 000 mg% pojawiające się w pewnych zaburzeniach genetycznych (norma to ok. 150mg%) nie powodują rozwijania się miażdżycy u tych osób. Dlaczego? Gdyż trójglicerydy, podobnie jak cholesterol, nie są przyczyną miażdżycy.

2. Dlaczego cholesterol kumuluje się w organizmie?
a) po pierwsze dlatego, że jego synteza kosztuje. W warunkach ewolucji człowiek częściej głodował niż był syty, więc musiał wykształcić mechanizmy oszczędzania tego, co jest drogie. Odkładanie cholesterolu w tętnicach to więc w pewnym sensie odkładanie go na zapas, na okres niedostatku pożywienia.
b) jedyną drogą usuwania cholesterolu z organizmu jest wydalanie z żółcią głównie w postaci soli kwasów żółciowych. Wydalić tą drogą można dziennie zaledwie ok. 1g cholesterolu.

3. Skąd się bierze cholesterol w organizmie?
"Biochemia Harpera" podaje wyraźnie - z pożywienia i z wewnętrznej syntezy.
Z pożywienia organizm może wchłonąć jedynie ok. do 1 g niezależnie od ilości spożytej.
Wewnętrzna synteza może być natomiast źródłem syntezy nawet 3-4g cholesterolu dziennie.
Bilans jest wyjątkowo prosty - po 1000 dniach możemy mieć w tętnicach nawet 1 kilogram cholesterolu.

4. Z czego powstaje cholesterol w organizmie?
Harper podaje odpowiedź na to pytanie bardzo wyraźnie - z CUKRU, pod wpływem INSULINY.
Najprostszą drogą do wyhamowania syntezy cholesterolu jest więc ograniczenie spożycia cukrów, a szczególnie cukrów prostych.
Na pierwszy ogień w odstawkę muszą iść zawsze cukier z cukierniczki oraz mąka.
Na diecie wysokowęglowodanowej wzrasta poziom stresu oksydacyjnego w ścianie tętnicy, co prowadzi do rozwoju miażdżycy, wzrasta synteza cholesterolu i trójglicerydów, wzrasta synteza tkanki tłuszczowej. Na diecie niskowęglowodanowej spada poziom stresu oksydacyjnego, synteza cholesterolu i trójglicerydów, a także synteza tkanki tłuszczowej
Należy też dodać, że na poziom cholesterolu we krwi wpływa wiele czynników. W największym stopniu odzwierciedla on jednak całkowitą ilość cholesterolu w organizmie, która może być podwyższona jeszcze przez wiele miesięcy po zmianie sposobu odżywiania, Proporcja HDL do LDL mówi w pewnym przybliżeniu o dominującym kierunku transportu - z wątroby do tkanek czy z tkanek do wątroby. (Więcej w artykule o frakcjach lipidowych).
 
Paradygmat 8: Cukrzyca

Cukrzyca to choroba, która zbiera coraz większe żniwo na całym świecie, a szczególnie w Ameryce Północnej. Również w Polsce liczba cukrzyków rośnie lawinowo.

Jak sama nazwa choroby wskazuje, jest to choroba polegająca na tym, że organizm nie toleruje dłużej cukru jako paliwa i próbuje go wydalić do moczu. Robi to olbrzymim kosztem, gdyż potrzeba do tego dużych ilości wody i rozchwiewa się przez to cała gospodarka mineralna organizmu.

Istota choroby (mówimy o cukrzycy typu II dot. osób starszych) polega na tym, że receptory dla insuliny, od których zależy wpompowywanie cukru do komórek stopniowo przestają reagować na insulinę. Narastająca stopniowo oporność na insulinę jest jednym z elementów procesu starzenia się organizmu. Szybkość tego procesu zależy przede wszystkim od ilości węglowodanów w diecie.
Skutki:
- rośnie cukier we krwi,
- rośnie insulina we krwi (trzustka wytwarza więcej insuliny, by jakoś dostarczyć cukier do komórek
- w komórkach natomiast cukru brakuje

Teoretycznie lekarze mówią pacjentom, że powinni ograniczyć węglowodany w diecie. Jednak z drugiej strony każą też ograniczać tłuszcz, gdyż "od niego dostaje się miażdżycy" a "pacjenci z cukrzycą są bardziej zagrożeni miażdżycą".
W praktyce pacjent odstawia cukier z cukierniczki, który jest drugim w kolejności najgorszym rodzajem pożywienia dla człowieka, jednak cukru z cukierniczki człowiek w sumie nie zjada się aż tak dużo...
A przynajmniej w porównaniu z produktem, który jest najistotniejszym ilościowo węglowodanem w naszej diecie -
MĄKĄ.
Pół szklanki cukru nikt nie zjada na jedno posiedzenie, natomiast pół szklanki mąki bez problemu (np. kluski śląskie, drożdżówka). Zjeść naraz pół szklanki mąki da się, gdyż nie jest ona słodka i nie zemdli od tego tak jak od cukru.
Tymczasem MĄKA TO TAKI SAM CUKIER JAK CUKIER, tyle tylko, że nie jest słodki.

O tym, że skrobia to cząsteczki cukru ułożone w łańcuszek, można przeczytać już w podręcznikach do szkoły średniej, a już na pewno dla studentów medycyny.

Będąc już zaawansowanym w stażu lekarzem policzyłem sobie kiedyś, ile gramów cukru krąży po organizmie, jeśli poziom cukru wynosi prawidłowe 100mg%?
Odpowiedź brzmi: ok. 10-15g.
Niestety nikt na całych studiach nie powiedział mi tej ważnej informacji. Mało który lekarz potrafi na to pytanie odpowiedzieć od ręki, choć wyliczyć to sobie jest bardzo prosto. Zastanówmy się, co się dzieje ze 100-gramową drożdżówką zjedzoną na jedno posiedzenie? Zawiera ona ok. 75g cukru, czyli mniej więcej 6-krotność tej ilości, która krąży po krwi. Bez insuliny, która upycha tą olbrzymią falę napływającego z jelit cukru po kątach "gdzie się da", poziom cukru wzrósłby do ok. 700mg% - wartość prawie śmiertelna. Tak też się dzieje u cukrzyków typu I, którzy nie produkują insuliny. Na szczęście insulina na bieżąco obniża poziom cukru, tak, że w maksymalnym momencie (ok. 1 godz. po posiłku) nie przekracza on 200mg%. Po 2 godzinach mamy z powrotem 100mg%.
U cukrzyka ten mechanizm jest osłabiony, stąd poziom cukru po posiłku osiąga maksymalnie wyższe wartości, dłużej utrzymuje się też nieco wyższy poziom cukru: ok. 3-4 godziny.

-----
Wystarczy ograniczyć spożycie węglowodanów do mniej więcej 3-4x po 15-20g na dobę, by ograniczyć gwałtowne skoki cukru po posiłkach. !!!!
Ważne też jest zjadać produkty o niskim indeksie glikemicznym, czyli takie, z których cukier powoli wchłania się do krwi.
-----

Alternatywą dla cukru jako paliwa jest tłuszcz oraz białko. Oba te związki w zdecydowanie mniejszym stopniu wymagają insuliny do ich przyswojenia przez komórki.
Tłuszcz biochemicznie nie jest się w stanie zamienić w cukier.
Białko może się zamienić na cukier maksymalnie w 60%.
W obu przypadkach trzustka nie jest jednak zmuszana do produkcji dużych ilości insuliny w krótkim czasie, stąd po ich zjedzeniu do wahań cukru zasadniczo nie dochodzi, a w każdym bądź razie, nie w sposób bezpośredni.
Białko może powodować, że cukier będzie wysoki rano na czczo, gdy w nocy zamieni się na cukier. Tłuszcz natomiast, przy zbyt dużej podaży i niepełnym spalaniu przekształca się w tzw. ketony, które dodatkowo hamują i tak osłabione wchłanianie cukru do komórek, skutkiem czego cukrzyca się rozchwiewa.
Dodam jeszcze, że ostatnio spotkałem się z informacją, że istotnym czynnikiem dla rozwoju cukrzycy jest degeneracja komórek trzustkowych produkujących insulinę o podłożu niewydolności układu antyoksydacyjnego.
 
Paradygmat 9: Mikroskopia kropli żywej krwi w ciemnym polu widzenia.

Badanie kropli krwi pod mikroskopem w ciemnym polu widzenia to metoda opracowana przed 80 laty przez prof. Guntera Enderleina oceniająca obecność różnych form rozwojowych grzybów we krwi.

Tak, tak. We krwi każdego zdrowego człowieka obecne są grzyby. Występują one w różnych formach rozwojowych, przy czym zdecydowana większość to formy niepatogenne. Owych różnych pośrednich form rozwojowych jest kilkanaście. Najmniejsze, najmniej patogenne, to malutkie, ledwie widoczne glutki cytoplazmy pozbawione błony komórkowej i jądra. Największe - najbardziej patogenne to wysoko rozwinięte formy grzybicze. Zachwianie proporcji pomiędzy poszczególnymi formami rozwojowymi świadczy o istniejącej w organizmie patologii (przewlekły stan zapalny, zatrucie, infekcja grzybicza, zaburzenia przemiany materii, nowotwór).
 
-----------------------------
Profesor Guenter Enderlein żył w latach 1872-1968. Przez wiele lat życia mieszkał i pracował w Szczecinie. Był uczniem prof. Antoine Bechampa, wielkiego francuskiego biologa z II połowy XIX w.
Bechamp przez całe swoje życie toczył spór z Ludwikiem Pasteurem dotyczący patogenezy wszystkich chorób. Pasteur twierdził, że krew jest jałowa a choroby biorą się w skutek zaatakowania organizmu przez mikroorganizmy z zewnątrz. Twierdził też, że mikroorganizmy są monomorficzne, tzn. występują w jednej tylko formie rozwojowej. Wg Bechampa natomiast przyczyna chorób miała leżeć w zaburzeniu środowiska wewnętrznego organizmu prowadzącego do rozwijania rozwijania się form patogennych mikroorganizmów z zarodników, które egzystują we wszystkich ludzkich komórkach, również w komórkach jajowych i plemnikach, są więc przenoszone z pokolenia na pokolenie.
Koncepcje Pasteura, z powodu jego większej erudycji słownej i pozycji naukowej, a także prostoty, wygrały. Spowodowało to całkowite zahamowanie prowadzenia badań mikroorganizmów bytujących w naszych tkankach. Cała mikrobiologia ruszyła całym swoim impetem w ślepy zaułek nauki.
Jedynym wyjątkiem był uczeń Bechampa - prof. Gunter Enderlein, który kontynuował myśl swojego nauczyciela. Odkrył on, że komórki wszystkich ssaków są od milionów lat zasiedlone dwoma gatunkami grzybów: Aspergillus niger i Mucor racemosus. Nikt go już jednak nie chciał słuchać, gdyż jego obserwacje były sprzeczne z powszechnie obowiązującymi już wtedy Pasteurowskimi dogmatami.
----------------------------

Wielogodzinne obserwacje poszczególnych form pozwoliły Enderleinowi opracować cykl rozwojowy, czyli kolejność przechodzenia jednych form w drugie. Obserwacje te polegały na tym, że przykładowo prof. Enderlein przez kilka godzin obserwował w preparacie non-stop malutki punkcik, który w miarę obserwacji stopniowo rósł, łączył się z innymi punkcikami w większy punkcik, następnie zamieniał się w malutką niteczkę, ta następnie wchodziła do krwinki czerwonej, tam wewnątrz krwinki zamieniała się w kółeczko wypełniające krwinkę, wreszcie wychodziła z krwinki na zewnątrz jako mały robaczek zostawiając dziurę w krwince i rozpadała się z powrotem na malutkie punkciki. (To oczywiście opis dalece uproszczony).


W badaniu kropli krwi bada się krew świeżą bezpośrednio pobraną z palca, nie poddawaną żadnemu przygotowaniu. Badanie musi być wykonywane w ciągu 5-10 minut od pobrania krwi, gdyż w skutek zużywania tlenu i stopniowego zakwaszania się kropli dochodzi w miarę postępu czasu do wzrostu ilości form patogennych. Zmiany postępują tak szybko, że już po 1-2 godzinach obraz wygląda tak jak w poważnej chorobie.
W przypadku zaburzeń środowiska, a w szczególności zmiany pH w kierunku kwaśnym, następuje zachwianie labilnej równowagi owych drobnoustrojów, co w dalszej konsekwencji prowadzi do zwiększenie ilości form patogennych i do rozwinięcia się choroby. W badaniu ocenia się także takie parametry jak ilość i ruchliwość krwinek białych, kształt krwinek czerwonych, ilość płytek krwi, obecność kryształków, białka i tłuszczu. Czasami udaje się zobaczyć obecne we krwi pasożyty.

Metoda ta nie stawia diagnozy, jednak jest bardzo pomocna w ukierunkowaniu myślenia w celu znalezienia przyczyn choroby. Przede wszystkim pozwala ona ocenić stopień i rodzaj zaburzenia środowiska wewnętrznego organizmu.

Przykładowe zdjęcia widoczne pod mikroskopem znajdziesz na stronie:
http://www.drmichalak.pl/izopatia.htm
 
Paradygmat 10: Elektrorezonans

Diagnostyka elektrorezonansowa to bardzo młoda metoda diagnostyczna, opracowana przez niemieckich elektroników w latach 70-tych, która nie jest metodą uznaną przez środowiska akademickie. Jej podstawy biofizyczne są jednak w sumie dość proste. A w każdym bądź razie proste dla przeciętnego studenta wydziału elektrycznego politechniki. Osobiście metoda ta jest dla mnie podstawowym źródłem informacji o stanie zdrowia pacjenta i przyczynach jego dolegliwości.
Podstawą fizyczną testu elektrorezonansowego jest zjawisko rezonansu elektromagnetycznego, szeroko wykorzystywane w elektronice i telekomunikacji. O zjawisku tym uczą się studenci politechnik na początku swojej edukacji, gdyż jest ono podstawą do dalszych studiów w tym zakresie. Istotą tego zjawiska jest pochłanianie przez układ odbiorczy (np. antenę telewizyjną) energii o ściśle określonej częstotliwości, tej, która jest częstotliwością rezonansową dla danego układu.

Również organizm człowieka jest bardzo złożonym układem odbiorczym, w którym znajdują się struktury zdolne do rezonansowego pochłaniania określonych częstotliwości z zakresu częstotliwości Hz-kHz.

Jeśli przez organizm pacjenta przepuści się prąd o częstotliwości, która rezonuje w ciele pacjenta, energia tego prądu jest pochłaniana. Prąd, który wtedy jest mierzony na wyjściu, jest znacznie mniejszy, niż w przypadku prądu, który nie rezonuje z pacjentem. Można to zaobserwować na skali amperomierza w urządzeniu pomiarowym lub jako niższą wysokość dźwięku generowanego w urządzeniu przez ten prąd. Mówiąc inaczej - częstotliwości rezonansowe, jako, że są silniej pochłaniane, cechują się większym oporem elektrycznym.

Różne substancje mają swoje własne widma elektromagnetyczne, czyli częstotliwości rezonansowe. Aby zadziałać na organizm sygnałem specyficznym dla jakiejś substancji, należy położyć próbkę substancji na elektrodę i wzmocnić otrzymany w ten sposób sygnał lub też można skorzystać z gotowego sygnału zmagazynowanego w pamięci komputera - najnowsze karty analogowo-cyfrowe posiadają możliwość wytwarzania sygnałów mniej więcej do częstotliwości 1 MHz. Główny problem związany jest z faktem, że analizowane sygnały są bardzo słabe - są to napięcia rzędu 1 mikrowolta. Oznacza to, że sprzęt użyty do pomiaru musi być z najgórniejszej półki, gdyż nie może generować żadnych własnych szumów, które maskowałyby sygnał właściwy.

Obserwując spadek natężenia prądu po położeniu leku na elektrodę można wnioskować, że lek ten po wejściu do organizmu będzie oddziaływać na pacjenta elektromagnetycznie. Zważywszy, że efekt kliniczny poszczególnych preparatów jest znany, można domniemać, jaki będzie końcowy efekt oddziaływania leku na organizm. Jednak zważywszy na nowatorstwo metody, nie zostały jak dotąd przeprowadzone odpowiednio wiarygodne dla środowisk medycznych badania, które by potwierdzały słuszność tej metody oceny stanu pacjenta i doboru terapii.

Siłę rezonansu można określić, badając, przy jakim wzmocnieniu sygnału obserwowany rezonans zanika. Im wyższy jest ten poziom, tym silniej dany sygnał jest pochłaniany. Wynika to z tego, że struktury odbierające energię w skutek zjawiska rezonansu, mogą odebrać jedynie określoną ilość tej energii. Jej nadmiar przepływa przez tkanki bez pochłonięcia, co się objawia zanikiem obserwowanego zjawiska rezonansu przy zbyt dużym wzmocnieniu sygnału.

Rezonans przy wzmocnieniu 10x to słabe pochłanianie energii, 30x - średnie, 50x - dość silne, 70x - bardzo silne. Trzeba zaznaczyć, że mierzona siła rezonansu ma charakter jedynie orientacyjny i musi być interpretowana indywidualnie w stosunku do poszczególnych testowanych sygnałów i preparatów.

Elektrorezonansem testować można prawie wszystko, gdyż każda witamina, minerał, aminokwas, hormon, metabolit, drobnoustrój, alergen, tkanka, narząd, toksyna... wszystko to ma swoje własne widmo elektromagnetyczne w zakresie kHz.
Testować można też m.in. obciążenie geopatyczne, tendencje degeneracyjne, nowotworowe, guzy łagodne, zakwaszenie organizmu, zainfekowanie grzybami, pasożytami...
... i nie jest to koniec listy.

Głównym ograniczeniem jest czas i wytrzymałość punktów pomiarowych na palcach osoby badanej, gdyż te wytrzymują pewną określoną ilość uciśnięć elektrody, po czym możliwość pomiaru w danym punkcie się kończy.
Częstotliwości, które zostały oszacowane dla poszczególnych drobnoustrojów, witamin, minerałów, organów itd. przez dr Cornelisena w dużej mierze korelują z postulowanymi przez wybitnego fizyka kwantowego prof. Emilio del Giudice, który stosując Kwantową Teorię Pola do struktury wody wyznaczył częstotliwości bezoporowej rotacji elektronów w domenach koherentnych wody. Można więc postawić hipotezę, że to właśnie woda będąca w bezpośrednim kontakcie z określonymi strukturami biochemicznymi nabiera określonej struktury a więc i zdolności pochłaniania określonych częstotliwości...

Na zakończenie dodam jeszcze, że sprzęt do wykonywania testu elektrorezonansowego posiada certyfikaty Unii europejskiej EN ISO 13485 oraz EN ISO 9001 gwarantujące bezpieczeństwo ich zastosowania w medycynie.
 
Paradygmat 11: Detoksykacja

Detoksykacja to pojęcie, pod którym każdy może rozumieć coś nieco odmiennego. Ma ona wiele twarzy. Najważniejsze z nich chciałbym dzisiaj przybliżyć.

1. Usuwanie substancji toksycznych w wątrobie prze odpowiednie układy enzymatyczne.
Wątroba, jak powszechnie wiadomo, jest najważniejszym narządem neutralizującym różne toksyny. Zajmuje się ona szczególnie tymi
toksynami, które są rozpuszczalne w tłuszczach, natomiast są słabo rozpuszczalne w wodzie. Poprzez odpowiednie przekształcenie cząsteczek umożliwia ona wyrzucenie ich do żółci, bądź też wyrzuca je z powrotem do krwi celem usunięcia przez nerki z moczem.
Trzeba wiedzieć, że toksyny rozpuszczalne w tłuszczach mogą mieć bardzo długi okres półtrwania w organizmie sięgający nawet 3-4 lat. Wynika to z tego, że mogą one się gromadzić w błonach komórkowych, których przeciętny organizm ma ok. 10-15 kg. Błony komórkowe natomiast podlegają bardzo wolnej wymianie. Trudno więc taką toksynę stamtąd wydostać. Neutralizowanie toksyn rozpuszczalnych w tłuszczach, które nie mogą zostać wydalone przez nerki, jest więc ważnym zadaniem wątroby.

2. Usuwanie substancji toksycznych przez nerki z moczem.
Tutaj sprawa jest znacznie prostsza. Substancje rozpuszczalne w wodzie po prostu przechodzą do moczu i nie są resorbowane z powrotem do krwi, są więc dość szybko eliminowane z organizmu. Pewnym wyjątkiem mogą być związki o słabej rozpuszczalności w wodzie, które mogą się wytrącać w przypadku zbytniego zagęszczania moczu - np. kwas moczowy.


3. Detoksykacja na poziomie komórkowym zachodząca w (prawie) każdej komórce organizmu.
Każda komórka pobiera substancje niezbędne do życia z krwi poprzez mezenchymę i usuwa odpady do krwi poprzez mezenchymę. Naturalne substancje odpadowe to np. dwutlenek węgla (po połączeniu z wodą tworzący kwas węglowy), amoniak, kwas moczowy, kwas siarkowy jako produkt końcowy spalania aminokwasów siarkowych.
W komórce powstają jednak również nienaturalne substancje toksyczne - produkty końcowe jełczenia tłuszczów, produkty końcowe działania wolnych rodników na różne cząsteczki, produkty końcowe nieenzymatycznej glikozylacji białek. Do komórek mogą wreszcie wnikać toksyny, które dostają się tam z krwią, gdyż nie usunęły ich mechanizmy wątrobowe i nerkowe.

Toksyny te, jeśli nie zostaną zneutralizowane, zatruwają komórkę. Prowadzą do uszkodzeń DNA, do zaburzeń w produkcji energii (niezbędnej m.in. do detoksykacji) do zaburzeń rozlicznych subtelnych mechanizmów regulacyjnych w komórce. Prowadzi to dalej do szeroko rozumianej degeneracji komórki, a w dalszej konsekwencji - do śmierci komórki lub rozwinięcia się nowotworu.

Jest więc logicznym, że podstawą leczenia wszelkich przewlekłych chorób zwyrodnieniowych jest prowadzenie zmasowanej terapii detoksykacyjnej na różnych poziomach.
Jakie to poziomy?

A. Dostarczanie biochemicznych substratów do detoksykacji, których w chorobie potrzeba znacznie więcej, niż w stanie zdrowia (tak samo, jak w czasie wojny utrzymanie armii jest znacznie droższe niż w czasie pokoju).
Najważniejsze substraty do detoksykacji to:
- glutation (cysteina, glutamina, selen)
- koenzym Q10
- witamina E
- witamina C
- cynk, mangan, żelazo, miedź

Glutation jest chyba najważniejszym związkiem wykorzystywanym przez wszystkie komórki do usuwania toksyn i wolnych rodników. Jest to trójaminokwas składający się z glicyny, glutaminy i cysteiny. Aktywnym elementem tej cząsteczki jest grupa -SH cysteiny. O ile glicyny raczej w komórce nie brakuje, o tyle glutaminy i cysteiny brakować może i często konieczna jest ich suplementacja. Istnieją suplementy glutationu, jednak słabo się on wchłania w jelicie, stąd bezpośrednia suplementacja ma ograniczone znaczenie - trzeba dostarczać wymienione substraty do jego syntezy.
Glutation jest z jednej strony związkiem usuwającym wolne rodniki. Zneutralizowanie wolnych rodników nie niszczy cząsteczki glutationu - musi on zostać jedynie "zregenerowany". Do regeneracji glutationu potrzebny jest selen i energia. Jeśli jednak glutation zostanie zużyty do usunięcia cząsteczki toksyny - jest on bezpowrotnie stracony dla komórki. Dla wyrównania bilansu komórka musi wytworzyć nową cząsteczkę glutationu z cysteiny, glutaminy i glicyny. Można o tym wszystkim poczytać w podstawowym podręczniku dla studentów pt. Biochemia Harpera...
Dlatego też, aby poziom glutationu był stale odpowiednio wysoki dobrze jest suplementować wymienione 3 składniki: selen, cysteinę i glutaminę. Dobrze jest też zadbać aby poziom energii w komórce był odpowiednio wysoki.

Koenzym Q10 czyli Ubichinon
Związek ten to bardzo ważny związek chemiczny dla procesu pozyskiwania energii w łańcuchu oddechowym syntetyzującym ATP - najważniejszą 'cegiełkę' energii. Uczestniczy on również w usuwaniu toksyn i wolnych rodników. Może on być syntetyzowany w komórce, jednak jego synteza słabnie z wiekiem, jego suplementacja jest więc szczególnie ważna u pacjentów po 60 roku życia.
Warto w tym miejscu powiedzieć, że naturalna synteza tego związku jest hamowana przez tzw. statyny, czyli leki obniżające poziom cholesterolu, gdyż jego synteza jest odgałęzieniem od szlaku syntezy cholesterolu. Teoretycznie powinien wiedzieć o ty każdy lekarz, gdyż jest to informacja z podręcznika dla studentów Biochemia Harpera... Osobiście jednak nie spotkałem się z zaleceniem uzupełniania Q10 u pacjenta zażywającego statynę.

- witamina E - zwana jest witaminą młodości, gdyż hamuje proces jełczenia tłuszczów w błonach komórkowych, a produkty odpadowe tego jełczenia pozostają w komórce do końca jej życia. Wspomaga ona selen w jego detoksykacyjnym działaniu.

- witamina C - również ona jest witaminą, która usuwa wolne rodniki w sposób bezpośredni. Regeneruje ona również witaminę E, która po utlenieniu przez wolny rodnik musi zostać z powrotem zredukowana do formy aktywnej.

- cynk, mangan, żelazo, miedź - minerały te to po prostu niezbędne składniki enzymów usuwających wolne rodniki. Bardzo często niedoborowe. Należy w tym miejscu dodać, że nadmiar wolnych rodników, czyli ich niedostateczne usuwanie prowadzi do rozprzęgania procesu pozyskiwania energii w komórce, gdyż to właśnie proces pozyskiwania energii jest głównym źródłem wolnych rodników w komórce. A niedobór energii to gorsze usuwanie wolnych rodników i toksyn.

Błędne kółko zaczyna się zamykać...


B. Innym poziomem detoksykacji jest stosowanie różnych preparatów pobudzających naturalne procesy detoksykacyjne. Zaliczyć tutaj można np. ziółka żółciopędne, które stymulując wątrobę do produkcji żółci pośrednio pobudzają usuwanie toksyn rozpuszczalnych w tłuszczach, które nie zawsze jest łatwo usunąć.

C. Jeszcze innym poziomem detoksykacji jest stosowanie leków homeopatycznych, które mają właściwości pobudzające detoksykację. Jakkolwiek poziom informacyjny pobudzania detoksykacji jest w sensie naukowym słabo rozpracowany, to jednak nie można go niedoceniać...

D. Jeszcze innym poziomem detoksykacji jest stosowanie metod bezpośredniego usuwania toksyn przez skórę stóp. Można to uzyskać poprzez zabiegi elektroterapii w odpowiednim roztworze z ujemnymi jonami. Można też stosować chińskie plastry detoksykacyjne na skórę stóp (np. BioMagick), które po 12-24h przesiąkają brązową mazią zawierającą wyciągnięte toksyny.

E. Jeszcze inny poziom detoksykacji to uruchamianie toksyn zalegających w zakamarkach mezenchymy. Odkładanie ich w mezenchymie jest formą ich tymczasowej neutralizacji. Przestają one krążyć po organizmie i nie trują. Trzeba jednak uważać ze zbyt szybkim uruchomieniem ich z mezenchymy, np. intensywnym masażem, gdyż po dostaniu się do krążenia mogą dać objawy zatrucia.
Na tym poziomie detoksykacja silenie zazębia się z zakwaszaniem, gdyż zakwaszenie prowadzi do zagęszczania się mezenchymy i wiązania przez nią toksyn. Stąd odkwaszanie np. Proszkiem Zasadowym dr Auera jest również pośrednio formą detoksykacji przestrzeni międzykomórkowej.

Prawdę mówiąc nie wiem, czy wyczerpałem problem detoksykacji. Jak widać jest to temat wielowątkowy i poszczególne wątki mogły być jedynie zasygnalizowane.
Na studiach nie dowiedziałem się prawie nic na ten temat, choć bardzo wiele z tych informacji to po prostu pewna ugruntowana wiedza z biochemii. Medycyna akademicka problemu detoksykacji pacjentów z chorobami przewlekłymi praktycznie nie widzi. Trzeba jednak uczciwie dodać, że w niektórych chorobach zmiany w komórkach są już na tyle nieodwracalne, że niemożliwe jest cofnięcie się zmian i powrót do prawidłowego funkcjonowania komórek. Można jedynie spowalniać postęp choroby.
 
Paradygmat 12: Paradygmat Równych Żołądków, czyli Typowanie Metaboliczne

Stwierdzenie, że każdy człowiek jest inny, jest zasadniczo faktem oczywistym. Jednak niektóre aspekty różnic pomiędzy ludźmi są przez medycynę ignorowane. Chodzi oczywiście o indywidualne różnice w szybkości zachodzenia różnych szlaków metabolicznych, co przekłada się na fakt, że każdy człowiek potrzebuje odmiennej proporcji wszystkich składników odżywczych, stosownie do tego jak szybko są one zużywane w organizmie.

A różnice metaboliczne pomiędzy ludźmi są znacznie większe, niż różnice w cechach fizycznych, jak wzrost czy waga. Jeśliby przenieść różnice w typach metabolicznych na cechy fizyczne to ludzie musieliby mieć wzrost pomiędzy 1 a 5 metrów. Słyszałem kiedyś, że ktoś w Ameryce policzył kiedyś wszystkie diety, jakie wymyślono w Ameryce i było ich ok. 19000. Dużo? Nie. Zważywszy, że Amerykanów jest znacznie więcej... Gdyż każdy z nich wymaga zastosowania innej diety, jako najlepiej pasującej do jego własnego typu metablicznego.

Skąd takie duże różnice? Osobiście widzę je w głównym czynniku, który selekcjonował osoby w populacji ludzkiej na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat - w wojnach. Typy szybkie/katabolicy (patrz niżej) mieli większą zwyciężyć w boju, typy wolne/anabolicy mieli większą szansę przeżyć głód, który szerzył się w trakcie i po większości wojen. Typy pośrednie miały najmniejsze szanse przeżycia.

Problem wydaje się być niezmiernie trudny do rozwiązania, gdyż liczba enzymów w ludzkim organizmie znacznie przekracza 10 000, a każdy z nich może mieć aktywność nieco wyższą lub nieco niższą, niż średnia populacyjna aktywność tego enzymu. Może też inaczej reagować na mechanizmy regulujące jego aktywność...

Pewnego wstępnego podziału na typy metaboliczne już dokonano - są to pionierskie przemyślenia pewnych ludzi, którzy pasjonują się biochemią. Dziś chciałbym Państwu przedstawić 3 główne osie podziału na różne typy metaboliczne.

Oś 1: SZYBKI - WOLNY utleniacz.

Położenie danej osoby na tej osi determinuje proporcję zapotrzebowania na główne składniki odżywcze: białko (B), tłuszcz (T) i węglowodany (W).
Typ SZYBKI to osoba, u której cukier szybko aktywuje się do spalania w komórce, jednak przy braku wysiłku fizycznego, nie dość szybko jest zużywany do produkcji energii. Skutek - w komórce gromadzą się różne pośrednie substancje szlaku spalania cukru (glikolizy), skutkiem czego komórka się zakwasza. Takie osoby bardzo chętnie podejmują wysiłek fizyczny, gdyż w ten sposób "przepalają" nadmiar aktywowanego cukru w komórkach, przez co czują się lepiej. Osoby te, w dni bez intensywnego wysiłku fizycznego powinny ograniczyć spożycie węglowodanów. Optymalna proporcja mieszanki paliwowej B:T:W oscyluje u nich w okolicach 1 : 2-3 : 1.  To właśnie osoby o tym typie metabolicznym są najczęściej fanami tzw. Diety Optymalnej dr Kwaśniewskiego, który promuje dietę wysokotłuszczową. Są to z reguły osoby dużo jedzące i o wysokiej aktywności tarczycy.

Typ WOLNY - odwrotnie. Cukier wolno się utlenia w komórkach. Osoba taka nie lubi (i najczęściej nigdy nie lubiła) sportu, gdyż jej metabolizm trudno aktywuje się do wysiłku fizycznego, a maksymalny poziom nigdy nie osiągnie poziomu szybkiego utleniacza. Ponieważ cukier jest swego rodzaju rozrusznikiem dla procesu spalania, osoby takie muszą jeść więcej węglowodanów, by w ogóle się choć trochę zaktywować do produkcji energii. Przejście na tłuszcze zwolniłoby i tak wolne spalanie. Osoby takie na diecie wysokotłuszczowej czują się więc gorzej niż na normalnej diecie i kompletnie nie rozumieją tych "maniaków od Kwaśniewskiego". Optymalna proporcja B:T:W dla tego typu to w przybliżeniu: 1 : 1 : 1-2,  przy czym typy skrajnie wolne muszą tłuszcz ograniczyć jeszcze bardziej. Są to często osoby mało jedzące oraz osoby o niskiej aktywności tarczycy.

 
Oś 2: ANABOLIZM - KATABOLIZM

Strumień materii pokarmowej, który trafia do komórki jest generalnie rozdzielany na dwa kierunki:
1. wykorzystanie do syntezy białka i tłuszczu (anabolizm)
2. wykorzystanie do spalenia (katabolizm)

Osoby o przewadze katabolicznej to osoby, które choćby nie wiadomo ile jadły, to i tak znacząco nie przytyją. U tych osób spożycie zbyt dużej ilości pożywienia będzie raczej powodować nadmierne uruchomienie go do spalania i zakwaszenie wewnątrzkomórkowe niż odłożenie tego nadmiaru na zapas.

Osoby o przewadze anabolicznej to osoby, które cokolwiek zjedzą, zaraz odkładają to na zapas. Do spalenia pozostaje niewiele. U tych osób spożycie nadmiernej ilości pokarmu będzie oczywiście powodować szybki przyrost nadwagi.
Jako, że głównym problemem tych osób jest nadwaga, osoby te kombinują, jak by tu schudnąć. Szybcy utleniacze dość łatwo chudną po przejściu na dietę wysokotłuszczową, gdyż dopasowują dietę do swojego typu metabolicznego i ograniczają cukier - główny materiał do syntezy tłuszczu.
Gorzej jest z wolnymi utleniaczami - Pewną alternatywą może być dla nich dieta Atkinsa, w której jest dużo białka, nie za dużo tłuszczu i mało węglowodanów. Jednak trzeba pamiętać, że białko w nadmiarze zakwasza i alergizuje, stąd konieczne może być uzupełnianie alkaliów (odkwaszanie).
(Również dieta Kwaśniewskiego, jeśli będzie w niej zbyt mało warzyw, może być zakwaszająca)

Oś 3: Dominacja WSPÓŁCZULNA - PRZYWSPÓŁCZULNA układu wegetatywnego.

Układ współczulny zwany też sympatycznym odpowiedzialny jest za reakcje walki, napięcia, stresu.
Układ przywspółczulny zwany też parasympatycznym odpowiedzialny jest za reakcje wypoczynku, relaksu, trawienia, spokoju.

Osoby o względnej konstytucyjnej przewadze układu współczulnego:
- są nerwowe, nadpobudliwe
- łatwo się ekscytują
- mogą mieć problemy z zasypianiem
- gorzej trawią
- mogą być nadwrażliwi na światło w bardzo słoneczne dni

Osoby o względnej konstytucyjnej przewadze układu przywspółczulnego:
- są raczej spokojne, zrównoważone
- dobrze znoszą stres
- łatwo regenerują się po stresie
- łatwo zasypiają
- dobrze trawią

Układ wegetatywny może przestrajać chwilowo zapotrzebowanie na proporcję BTW, przy czym, u niektórych wpływ ten jest słabszy, u innych silniejszy. Generalny wpływ jest taki, że układ współczulny uruchamia cukier do spalania. W przypadku szybkich utleniaczy nasila się więc i tak zbyt szybkie utlenianie. Jest to dobre np. w boju albo w sporcie, ale nie przy braku fizycznego wysiłku.
U wolnych utleniaczy wpływ ten jest do pewnego stopnia korzystny, gdyż podkręca i tak zbyt wolne utlenianie. Jednak zbyt długie utrzymywanie się organizmu w fazie stresu jest oczywiście niekorzystne z różnych innych powodów.

Tak więc na podstawie tych paru informacji widać gołym okiem, że nie ma jednej diety dla wszystkich i każdy tak naprawdę musi sam poszukać swojej diety idealnej. Żeby to się jednak udało, potrzebna jest choćby podstawowa wiedza na temat różnych składników odżywczych i metabolizmu oraz dokładne "wsłuchiwanie się" w swój organizm. W szczególności trzeba obserwować swój organizm 2-4 godziny po posiłku. Jeśli posiłek był właściwie dobrany, powinniśmy czuć się dobrze i nie być głodni.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz