
Jakże łatwo wyjść zupełnie na zewnątrz, dać się ponieść zmartwieniom, radościom, życiu... Dać się przytłoczyć.
Jak prosto wrócić do wewnątrz, znaleźć ciszę, oddać się sobie i pozwolić by pochłonęła mnie błogość...
Dlaczego
połączenie tych dwóch stanów jest tak trudne? A ja czuję, że tylko
wtedy gdy znajdę tę harmonię będę czuła się pełna. Będę sobą. Kiedy w
końcu scalę tę dwie skrajności stanę się całą "Ja", która tylko wygląda
to z jednej, to z drugiej strony i czeka... Czeka aż się poskładam. Z
cierpliwością matki i ciekawością dziecka. A ja się składam. I choć
wcześniejsze parę miesięcy czułam jakby czas tak się zapędził, że
czasami zapominał o niektórych dniach, to teraz, choć wiem, że tygodnie
mijają, wszystko inne stoi w miejscu. Przyszedł czerwiec, a ja czuję,
jakby maj dopiero rozkładał skrzydła. Bez pośpiechu, bez presji... A tu
już kolejny miesiąc, podczas którego uczę się siebie. Uczę się
obserwacji swoich zachowań, swoich myśli, swoich uczuć. Uczę się
otwierać na intuicję oraz wyrażać siebie. Uczę się rozumieć siebie i
innych...
A podczas nauki - spostrzegam. Już coraz
częściej widzę, kiedy wracam do kokonu ofiary i nawet czasem udaje mi
się uśmiechnąć się do siebie za tę nadzwyczajną upartość. Moja strefa
komfortu, którą było/jest dążenie do konfliktu, jak na razie pozostaje
strefa wyłączoną z użytku. Nie wiem na jak długo, ale bardzo mi
przyjemnie kiedy tak jest.
No i ważna sprawa -
moja kocica zmienia się razem ze mną. Z kotki, która czaiła się na
każdym kroku i nie za bardzo ceniła sobie pieszczoty przeistacza się w
odważną kocicę okazującą miłość tak, że nawet ja(mająca z nią specjalne
połączenie) jestem w szoku. Po 6 latach jak ją mam w końcu zobaczyłam
sławne "oczy kota" np ze Shreka na żywo. Faktycznie, nie ma szans na
odmowę takim oczom...
I tak przeistaczamy się obie, każda na swój sposób, z dnia na dzień zbliżając się coraz bardziej do siebie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz