
Cóż, jeszcze nie... zasila mój dom, to jest. Nadal jesteśmy w fazie aktywnego projektowania prototypu/fabrykacji/reprojektu/re-testu wynalazku. Ale robimy postępy.
Pomysł polega na stworzeniu procesu typu "zrób to sam", który jest tańszy i wytwarza więcej energii niż panele fotowoltaiczne bez użycia materiałów, w tym pierwiastków ziem rzadkich i srebra, oraz na wytwarzaniu większej ilości energii elektrycznej po niższych kosztach, przy jednoczesnym wykorzystaniu odpadów jako źródła energii.
Jest to przykład myślenia noosferycznego. W myśleniu tym wykorzystuje się własną integrację z biosferą i uczestnictwo w niej, aby wykorzystać zachodzące w niej procesy do realizacji własnych celów, a także pomóc całej biosferze w dążeniu do lepszej planety.
Wielkie cele. Wielkie zadania. Wielkie myślenie.
Postanowiliśmy więc pójść na całość. W naszym wynalazku, to znaczy.
To była decyzja strategiczna. Niech będzie mały, tak aby łatwo było go zbudować w domu. Niech będzie tani w budowie, niezawodny i tani w utrzymaniu. Innymi słowy - zachęta do używania.
Moim celem było posiadanie stałego zasilania poza siecią, które zapewniałoby tyle energii elektrycznej, ile bym potrzebował lub chciał, i pieprzyć WEF i ich gówno o Wielkim Resecie. Jeśli to możliwe, pomysł polegał na wykorzystaniu wszystkich odpadów z lokalnej wycinki drzew jako źródła darmowego paliwa, dzięki czemu z czasem, w miarę amortyzacji początkowych nakładów na budowę urządzenia, produkowalibyśmy niemal darmową energię.
Moje ponaddwudziestoletnie doświadczenie w samodzielnym wytwarzaniu energii poza siecią przekonało mnie, że energia słoneczna z paneli fotowoltaicznych nie jest dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza tutaj, w PNW, ale też nie wszędzie.
Nie wnikając w proces ich produkcji ani w koszty, wydaje się prawie niemożliwe, aby były one producentami energii netto przez stosunkowo krótki (w niektórych przypadkach 10 lat, zanim zaczną pracować z wydajnością poniżej 40%) okres eksploatacji. W każdym razie mój zestaw 18 paneli Siemensa o mocy 100 watów był fatalną inwestycją w tym rejonie.
Zwłaszcza w dobie wielkich chemtrails i naszego globalnego ruchu w kierunku kolejnej epoki lodowcowej.
Panele fotowoltaiczne o mocy 100 watów są w stanie wyprodukować niewiele ponad 2 ampery energii elektrycznej na godzinę. Zazwyczaj są one oceniane na 5 amperów, ale rzadko udaje się to osiągnąć, chyba że w testach przeprowadzanych w absolutnie idealnych warunkach, w samo południe w środku lata. W większości przypadków są to 2 A, a nawet znacznie mniej, jeśli warunki są pochmurne lub pokryte chemtrailami.
Energia słoneczna nie jest więc dobrym rozwiązaniem, jeśli przy maksymalnym wykorzystaniu wszystkich urządzeń potrzebujesz 58 amperów. W PNW potrzeba setek paneli o mocy 100 W każdy, a może nawet kilkuset, aby naprawdę wyprodukować wystarczająco dużo energii elektrycznej, by być efektywnie off-grid w "zwykłym" domu.
Tak, można zmienić całe swoje podejście do życia i pracować nad wyeliminowaniem zapotrzebowania na energię elektryczną. Jest to realna opcja, choć nie jestem jej zwolennikiem, ponieważ ma zbyt wiele reperkusji w zakresie utrzymania i kompatybilności z ogólnym porządkiem społecznym. Ponadto jest dość skomplikowana, zarówno jeśli chodzi o zaopatrzenie, jak i konserwację sprzętu.
Przeprowadzając kolejny audyt energetyczny moich warunków mieszkaniowych i porównując je z ofertą takich systemów, jak "Tesla Power Wall" i innych systemów komercyjnych, zdałem sobie sprawę, że mój pierwotny pomysł, zrealizowany w 1999 roku, zadziałałby, JEŚLI - i to jest bardzo duże JEŚLI - panele słoneczne rzeczywiście dałoby się zmusić do wytworzenia takiej ilości prądu, na jaką zostały zaprojektowane, ALE zadziałałoby to tylko wtedy, gdyby tak było przez co najmniej 12 godzin dziennie.
Nie jest to możliwe tutaj, w PNW, gdzie mamy dużo chmur i deszczu, a mało słońca.
Jednak chmury i deszcz powodują również obfitość drzew i innych krzewów oraz biomasy, z których można pozyskać energię słoneczną, a być może można to zrobić w sposób bardziej efektywny niż w przypadku paneli fotowoltaicznych. Rośliny są z natury bardziej wydajnymi odbiornikami energii słonecznej niż nasze prymitywne urządzenia, więc nawet przy dużych stratach tej energii nasz system DIY off-grid byłby bardziej przyjazny dla biosfery.
Stąd przejście do rozważań o tym, co trzeba zrobić, aby zastąpić jeden panel fotowoltaiczny, doprowadziło z kolei do zbadania "zielonej pary", co z kolei doprowadziło do zbadania energii parowej w ogóle, ponieważ dobrze nadaje się ona do wykorzystania odpadów drzewnych. To z kolei prowadzi do badań nad "elektrowniami na gaz produkowany przez producenta", w których odpady drzewne są gotowane w celu odprowadzenia gazów, które następnie są spalane w bardziej kontrolowanych warunkach. Jest to również wygodniejsza forma dla niskociśnieniowych elektrowni parowych, co było założeniem, ponieważ większość domów nie jest przystosowana do zasilania energią elektryczną z elektrowni parowych.
Gaz generatorowy, znany również jako "gaz drzewny", jest badany i eksploatowany od początku XX wieku. Technologia jest zdefiniowana i można ją łatwo odtworzyć, korzystając z zasobów dostępnych w Internecie lub bibliotekach. Jako źródło paliwa wykorzystuje się odpady drzewne lub inną odpadową biomasę ligninową. Spełnia wszystkie te kryteria.
Jest to jednak bardzo kłopotliwe i wymaga uruchomienia systemu ogniowego w celu wytworzenia gazu.... który jest następnie spalany w innym urządzeniu ogniowym (kotle) w celu wytworzenia pary niezbędnej do zasilania panelu fotowoltaicznego. Systemy te wytwarzają dużo taniego metanu, ale także sporo gazów odpadowych i substancji chemicznych, takich jak kreozot. Problemem jest też konserwacja i eksploatacja. Ponadto powstają odpady w postaci popiołu, który jest śmierdzący i brudzący, zawiera sadzę i smołę. Potencjalnie szkodliwy dla zdrowia.
Nie jest to zbyt ekologiczne rozwiązanie problemu zapotrzebowania na energię elektryczną poza siecią, ale na pewno się sprawdzi.
Innym sposobem uwalniania przechwyconej energii słonecznej z roślin jest fermentacja. Jest ona nieco mniej kłopotliwa niż gaz generatorowy, ale ma wiele zalet, a także pewne wyzwania techniczne.
Obecnie pracujemy właśnie w tym kierunku. Biodestory, czyli "reaktory biologiczne" zapewniające bakteriom dom, w którym będą trawić biomasę w procesie fermentacji beztlenowej i przekształcać ją w gazy palne.
Chodzi o to, aby wykorzystać te gazy do zasilania małego układu parowego, który zasila małą turbinę Tesli, napędzającą mały, 9-amperowy (lub mniej więcej) agregat prądotwórczy. Tak, bardzo mały. Również w tym przypadku chodzi o zastąpienie trzech paneli słonecznych kompletnym systemem zasilanym prawie darmowymi paliwami, przy niskich kosztach początkowych, który działałby potencjalnie przez 24 godziny na dobę z maksymalną mocą.
W tym przypadku różne okoliczności skłoniły nas do wyboru rozwiązania 9-amperowego.
Choć wydaje się, że jest to rozwiązanie niewystarczające, mały 9-amperowy agregat prądotwórczy, który może pracować 24 godziny na dobę, zastępuje ponad 18 paneli słonecznych w tak pochmurnych rejonach jak północno-zachodnia część kontynentu północnoamerykańskiego. Z mojego ponad 20-letniego doświadczenia wynika, że każdy panel słoneczny o mocy 100 W wytwarza średnio prąd o natężeniu poniżej 1 A, rzadko, jeśli w ogóle, osiągając obiecane ponad 2 A.
Oczywiście, maksymalna moc naszych paneli słonecznych była krótkotrwała, w najlepszym wypadku chwilowa, a w większości przypadków nieistniejąca.
Tak więc rozważenie ciągłego źródła zasilania o mocy 9 amperów to poważny krok naprzód dla systemu off grid, którego celem jest zapewnienie zasilania dla mojego zwykłego domu i zwykłych urządzeń, które mogą zużywać do 57,8 amperów przy maksymalnym poborze mocy.
Przy 9 amperach ciągłego zasilania łatwo jest obliczyć szybkość odświeżania systemu akumulator plus inwerter dla zasilania domu. Nawet przy 10% stratach na falowniku, 9 A ciągłe byłoby bardzo bliskie zapewnienia całkowitej wymiany energii zużywanej codziennie, biorąc pod uwagę nieregularny charakter poboru z baterii akumulatorów. Posiadanie dwóch systemów 9-amperowych zapewniłoby ponad 100% zastąpienia w akumulatorze średniego dziennego zużycia energii w naszym gospodarstwie domowym, obliczonego w ciągu ostatniego roku. Zakłada się, że skromny bank akumulatorów jest w stanie zaspokoić 100% potrzeb przez 24 godziny. Zakłada się przy tym szybkość ładowania akumulatorów kwasowo-ołowiowych lub żelowych.
Projekt systemu w chwili obecnej obejmuje akumulator, falownik zapewniający napięcie 220 V przy maksymalnym poborze prądu 60 A. Zasilanie ma być realizowane przez falownik. Ma on być zasilany przez ładowarkę wytwarzającą 9 amperów z przerobionego silnika drona (bez kluczowej diody, która umożliwiłaby mu działanie jako generator), który jest napędzany przez turbinę Tesli o średnicy około 3 cali, napędzaną przez miniaturowy kocioł parowy zasilany biogazem (lub propanem).
Pozostaje jeszcze wiele pracy inżynierskiej i wiele testów, ale projekt jest zasadniczo solidny. Strategia pomyślnie przechodzi analizę ekonomiczną produkcji i użytkowania. Jako mały, przydomowy system do samodzielnego montażu, cały system zastępczy powinien mieć koszty inwestycyjne równe zaledwie kilku (mniej niż 11) panelom fotowoltaicznym po dzisiejszych cenach.
Ponieważ biogazownia parowa wykorzystuje znaną, zbadaną technologię, przy niskich kosztach produkcji instalacji do pozyskiwania gazu, a nasz projekt agregatu prądotwórczego z turbiną Tesli i silnikiem dronowym jest również niskokosztowy, koszty amortyzacji inwestycji kapitałowych będą również niskie.
Mamy kilka pomysłów na stworzenie niezawodnych i wytrzymałych niskociśnieniowych kotłów parowych, które zasilą nasze 9-amperowe instalacje fotowoltaiczne. Istnieje również wiele projektów komór fermentacyjnych na biogaz w różnych wariantach, w tym systemy typu Big Rubber Sack.
W moim regionie, w dzikich ostępach PNW, przewidywanym źródłem paliwa będą wolne odpady z wyrębu lasu. Będą to igły różnych gatunków drzew wiecznie zielonych, a także małe gałęzie i inne zdrewniałe części drzew, jak również duża część kory. Niewątpliwie istnieje możliwość ulepszenia procesu pozyskiwania gazu poprzez zastosowanie specjalnych bakterii beztlenowych, ale jest to perspektywa kilku lat.
Absolutnie ŻADNA z popieranych przez WEF "zielonych technologii" nie działa ani nie jest ekologicznie uzasadniona. Na przykład pojazdy elektryczne mają ogromne negatywne skutki zarówno w produkcji poprzez wydobycie akumulatorów, jak i w ładowaniu przy użyciu węgla i innych paliw kopalnych, o których nigdy się nie mówi. Dla porównania, nawet najbardziej zanieczyszczający środowisko silnik Diesla ma lepsze wyniki w całym okresie eksploatacji niż pojazdy elektryczne. Zwłaszcza jeśli chodzi o utylizację pozostałości po zakończeniu użytkowania.
Nasz projekt - niewielki, ale dający możliwość zwielokrotnienia wydajności poprzez zastosowanie szeregowe, jak w przypadku zasilania kilku agregatów prądotwórczych z turbiną Tesli z jednego kotła - jest "prawdziwie zieloną" formą myślenia o energii. Zapewni niemal darmową energię przy minimalnych nakładach kapitałowych, w tym bardzo niskich kosztach utrzymania przez cały okres eksploatacji, w przeciwieństwie do takich rzeczy jak EV i gigantyczne wiatraki...
Zawsze, gdy czytasz o WEF lub ich politycznych sługusach (na przykład marionetkowym reżimie Bidena), którzy mówią o "zielonym", wiedz, że słowo to oznacza dla nich "scentralizowaną technologię, którą WEF kontroluje i którą może wykorzystać jako broń przeciwko naszym wrogom".
Nasza forma "zielonego", według mnie, jest bronią przeciwko Głębokiemu Państwu. Zdecentralizowana i niezależna. IMO, jest to zgodne z amerykańskimi wartościami konstytucyjnymi. Przyda się także podczas trwającej Epoki Lodowcowej (tak naprawdę to tylko wielkie, głębokie minimum słoneczne), a także będzie bardzo użyteczna, gdy Kosmiczni Obcy odetną sieć energetyczną w ramach Wielkiej Inwazji Kosmicznych Obcych, gdy [DS] WEFferzy będą potrzebowali odwrócenia uwagi.
**By Cliff High
**Source
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz