sobota, 13 stycznia 2024

UE chce szpiegować korzystanie z Internetu przez Europejczyków

 

 Roberta Blumena  

Komisja Europejska jest organem ustawodawczym UE posiadającym władzę regulacyjną w zakresie technologii cyfrowej. Artykuł 45 zaproponowany przez Komisję eIDAS, będący propozycją rozporządzenia, celowo osłabiłby obszary bezpieczeństwa Internetu, które branża starannie rozwijała i udoskonalała przez ponad 25 lat. Artykuł faktycznie przyznałby 27 rządom UE znacznie rozszerzone uprawnienia w zakresie nadzoru nad korzystaniem z Internetu.  

Zasada wymagałaby, aby wszystkie przeglądarki internetowe ufały dodatkowemu certyfikatowi głównemu wydanemu przez agencję (lub podmiot regulowany) każdego z rządów krajowych każdego z państw członkowskich UE. Czytelnikom nietechnicznym wyjaśnię, czym jest certyfikat główny, jak ewoluowało zaufanie do Internetu i co robi z tym artykuł 45.  

Następnie podkreślę niektóre komentarze społeczności technologicznej na ten temat. W następnej części tego artykułu wyjaśniono, jak działa infrastruktura zaufania w Internecie. To tło jest konieczne, aby zrozumieć, jak radykalny jest proponowany artykuł. Wyjaśnienie ma być dostępne dla czytelnika nietechnicznego

 Przedmiotowa regulacja dotyczy bezpieczeństwa w Internecie. W tym przypadku „internet” oznacza w dużej mierze przeglądarki odwiedzające strony internetowe. Bezpieczeństwo w Internecie składa się z wielu odrębnych aspektów. Artykuł 45 ma na celu modyfikację infrastruktury klucza publicznego (PKI), stanowiącej część bezpieczeństwa Internetu od połowy lat 90-tych. PKI zostało początkowo przyjęte, a następnie udoskonalane przez okres 25 lat, aby zapewnić użytkownikom i wydawcom następujące gwarancje:

       Prywatność rozmowy między przeglądarką a witryną: Przeglądarki i strony internetowe komunikują się za pośrednictwem I Internet Service Providers, and Tier 1 carriers; or cellular carriers nternetu, sieci sieci obsługiwanej przez dostawców usług internetowych i operatorów Tier 1; lub operatorów komórkowych, jeśli urządzenie jest mobilne. Sama sieć nie jest z natury bezpieczna ani godna zaufania. Twój wścibski domowy dostawca usług internetowych, nosy home ISPa traveler in the airport lounge  podróżny w poczekalni na lotnisku, gdzie czekasz na swój lot, lub sprzedawca danych chcący sprzedać potencjalnych klientów reklamodawcom, mogą chcieć Cię szpiegować. data vendor looking to sell leads to advertisersBez żadnej ochrony nieuczciwy aktor mógłby przeglądać poufne dane, takie jak hasło, saldo karty kredytowej lub informacje o stanie zdrowia. 

       Zagwarantuj, że przeglądasz stronę dokładnie tak, jak została ona do Ciebie wysłana: czy podczas przeglądania strony internetowej mogła zostać zmieniona pomiędzy wydawcą a Twoją przeglądarką? Cenzor może chcieć usunąć treści, których nie chce, abyś oglądał. Treści oznaczone jako „dezinformacja” były powszechnie tłumione podczas histerii związanej z pandemią. Haker, który ukradł Twoją kartę kredytową, może chcieć usunąć dowody fałszywych opłat. 

        Zagwarantuj, że witryna, którą widzisz, jest naprawdę tą, którą widzisz na pasku lokalizacji przeglądarki: skąd wiesz, że łącząc się z bankiem, widzisz witrynę tego banku, a nie fałszywą wersję, która wygląda identycznie? Sprawdzasz pasek lokalizacji w przeglądarce. Czy można oszukać Twoją przeglądarkę i wyświetlić fałszywą witrynę internetową, która wygląda identycznie jak prawdziwa? Skąd Twoja przeglądarka wie – na pewno – że jest połączona z właściwą witryną?

Na początku istnienia Internetu żadne z tych zapewnień nie istniało. W 2010 roku wtyczka do przeglądarki dostępna w sklepie z dodatkami umożliwiła użytkownikowi uczestnictwo w czacie grupowym innej osoby na Facebooku w hotspocie kawiarni.  
 
Teraz – dzięki PKI, możesz być tego całkiem pewien. Te zabezpieczenia są chronione systemem opartym na certyfikatach cyfrowych. Certyfikaty cyfrowe są formą dowodu tożsamości – internetową wersją prawa jazdy. Gdy przeglądarka łączy się z witryną, witryna przedstawia przeglądarce certyfikat. Certyfikat zawiera klucz kryptograficzny. Przeglądarka i witryna współpracują ze sobą, przeprowadzając szereg obliczeń kryptograficznych w celu ustanowienia bezpiecznej komunikacji.  
 
       Przeglądarka i witryna internetowa wspólnie zapewniają trzy gwarancje bezpieczeństwa:
prywatność: poprzez szyfrowanie rozmowy.  

       kryptograficzne podpisy cyfrowe: w celu zapewnienia, że treść nie zostanie zmodyfikowana w trakcie przesyłania. 

       weryfikacja wydawcy: poprzez łańcuch zaufania zapewniany przez PKI, co wyjaśnię bardziej szczegółowo poniżej.

 

Dobra tożsamość powinna być trudna do podrobienia. W starożytnym świecie służyło temu odlanie pieczęci z wosku. Tożsamość ludzi opierała się na danych biometrycznych. Twoja twarz jest jedną z najstarszych form. W świecie niecyfrowym, gdy będziesz musiał uzyskać dostęp do ustawień objętych ograniczeniami wiekowymi, np. zamówienia napoju alkoholowego, zostaniesz poproszony o dokument tożsamości ze zdjęciem. 
 
 Inną biometryką sprzed ery cyfrowej było dopasowanie nowego podpisu sporządzonego piórem i tuszem do oryginalnego podpisu na odwrocie dowodu osobistego. Ponieważ starsze typy danych biometrycznych stają się łatwiejsze do podrobienia, dostosowano weryfikację tożsamości człowieka. Obecnie często zdarza się, że bank wysyła kod weryfikacyjny na Twój telefon komórkowy. Aplikacja wymaga przejścia weryfikacji tożsamości biometrycznej na telefonie komórkowym, aby wyświetlić kod, taki jak rozpoznawanie twarzy lub odcisk palca.
Oprócz danych biometrycznych drugim czynnikiem decydującym o wiarygodności dokumentu tożsamości jest jego wydawca. Powszechnie akceptowane dokumenty tożsamości zależą od zdolności wystawcy do sprawdzenia, czy osoba ubiegająca się o dowód tożsamości jest tą, za którą się podaje. Większość szerzej akceptowanych dokumentów tożsamości wydawana jest przez agencje rządowe, takie jak Departament Pojazdów Silnikowych. Jeżeli agencja wydająca dysponuje wiarygodnymi sposobami śledzenia, kim i gdzie przebywają jej podmioty, takimi jak płatności podatkowe, dokumentacja dotycząca zatrudnienia lub korzystanie z usług wodociągowych, istnieje duża szansa, że agencja może zweryfikować, czy osoba wymieniona w dokumencie tożsamości jest ta osoba. W świecie online rządy w większości nie angażują się w weryfikację tożsamości. 
 
Certyfikaty wydawane są przez firmy z sektora prywatnego, zwane urzędami certyfikacji (CA). Choć certyfikaty były kiedyś dość drogie, opłaty znacznie spadły do tego stopnia, że niektóre z nich są bezpłatne. Najbardzie some are free.j znane urzędy certyfikacji to Verisigncertificate authorities , DigiCert i GoDaddy. Ryan Hurst pokazuje, że siedem głównych urzędów certyfikacji (ISRG, DigiCert, Sectigo, Google, GoDaddy, Microsoft i IdenTrust) wydaje 99% wszystkich certyfikatów.Ryan Hurst

 Przeglądarka zaakceptuje certyfikat jako dowód tożsamości tylko wtedy, gdy pole nazwy na certyfikacie będzie zgodne z nazwą domeny, którą przeglądarka wyświetli na pasku lokalizacji. Nawet jeśli nazwy są zgodne, czy oznacza to, że certyfikat z informacją „apple.com” należy do firmy produkującej elektronikę użytkową znanej jako Apple, Inc.? Systemy tożsamości nie są kuloodporne. Nieletni pijący mogą otrzymać fałszywe dokumenty tożsamości. Podobnie jak ludzkie identyfikatory, certyfikaty cyfrowe również mogą być fałszywe lub nieważne z innych powodów. Inżynier oprogramowania korzystający z bezpłatnych narzędzi open source może utworzyć certyfikat cyfrowy o nazwie „apple.com” za pomocą kilku poleceń systemu Linux. 

 System PKI opiera się na urzędach certyfikacji, które wydają certyfikaty wyłącznie właścicielowi witryny internetowej. Przepływ pracy związany z uzyskaniem certyfikatu wygląda następująco:

    Wydawca strony internetowej zwraca się do preferowanego urzędu certyfikacji o certyfikat dla domeny.  
     Urząd certyfikacji sprawdza, czy żądanie certyfikatu pochodzi od faktycznego właściciela tej witryny. W jaki sposób organ właściwy to ustala? Urząd certyfikacji żąda od podmiotu występującego z żądaniem opublikowania określonego fragmentu treści pod określonym adresem URL. cryptographic digital signature Możliwość dokonania tego świadczy o posiadaniu przez podmiot kontroli nad serwisem internetowym. 
     Gdy witryna udowodni, że jest właścicielem domeny, urząd certyfikacji dołącza do certyfikatu kryptograficzny podpis cyfrowy, korzystając z własnego prywatnego klucza kryptograficznego. Podpis identyfikuje urząd certyfikacji jako wystawcę.  
     Podpisany certyfikat przekazywany jest osobie lub podmiotowi składającemu wniosek. Wydawca instaluje swój certyfikat na swojej stronie internetowej, dzięki czemu może być prezentowany przeglądarkom.
 
Kryptograficzne podpisy cyfrowe to „schemat matematyczny służący do weryfikacji autentyczności wiadomości lub dokumentów cyfrowych”. To nie to samo, co podpisywanie dokumentów online oferowane przez DocuSign i podobnych dostawców. Jeżeli podpis mógłby zostać sfałszowany, wówczas certyfikaty nie byłyby godne zaufania. Z biegiem czasu rozmiar kluczy kryptograficznych zwiększał się, aby utrudnić fałszerstwo. Badacze kryptografii uważają, że obecnych podpisów w praktyce nie da się sfałszować. Inną luką jest sytuacja, gdy urzędowi certyfikacji zostaną skradzione tajne klucze. Złodziej mógłby wówczas przedstawić ważne podpisy tego urzędu certyfikacji. 
 
 Po zainstalowaniu certyfikatu jest on używany podczas konfiguracji rozmowy internetowej. Rejestr wyjaśnia, jak to działa:
              Jeżeli certyfikat został wystawiony przez znany dobry urząd certyfikacji i wszystkie dane są prawidłowe, to witryna jest zaufana, a przeglądarka będzie próbowała nawiązać bezpieczne, szyfrowane połączenie z witryną, tak aby Twoja aktywność w witrynie nie była widoczna do podsłuchiwacza w sieci. Jeśli certyfikat został wystawiony przez niezaufany urząd certyfikacji, certyfikat nie jest zgodny z adresem witryny lub niektóre dane są nieprawidłowe, przeglądarka odrzuci witrynę w obawie, że nie łączy się z rzeczywistą witryną, której chce użytkownik i może rozmawiać z podszywaczem.

Możemy zaufać przeglądarce, ponieważ przeglądarka ufa witrynie. Przeglądarka ufa witrynie, ponieważ certyfikat został wydany przez „znany dobry” urząd certyfikacji. Ale czym jest „znany dobry urząd certyfikacji”? Większość przeglądarek korzysta z urzędów certyfikacji udostępnianych przez system operacyjny. O liście godnych zaufania urzędów certyfikacji decydują dostawcy urządzeń i oprogramowania. Główni dostawcy komputerów i urządzeń – Microsoft, Apple, producenci telefonów z Androidem i dystrybutorzy Linuksa typu open source – wstępnie ładują system operacyjny na swoich urządzeniach za pomocą zestawu certyfikatów głównych.  
 
Certyfikaty te identyfikują urzędy certyfikacji, które sprawdzili i uważają za wiarygodne. Ten zbiór certyfikatów głównych nazywany jest „magazynem zaufania”. Weźmy bliski mi przykład: komputer z systemem Windows, którego używam do pisania tego artykułu, ma 70 certyfikatów głównych w swoim magazynie zaufanych certyfikatów głównych. Witryna pomocy technicznej Apple zawiera listę wszystkich katalogów głównych, którym ufa wersja systemu MacOS Sierra.   lists all of the roots trusted by the Sierra version of MacOS.
 
W jaki sposób dostawcy komputerów i telefonów decydują, które urzędy certyfikacji są godne zaufania? Posiadają programy audytu i zgodności w celu oceny jakości właściwych organów. Uwzględniane są tylko te, które przeszły. Zobacz na przykład przeglądarkę Chrome (która udostępnia własny magazyn zaufania zamiast korzystać z tego na urządzeniu). (which describes itself as “the leading nonprofit organization defending civil liberties in the digital world”explains: EFF (która opisuje siebie jako „wiodącą organizację non-profit broniącą wolności obywatelskich w cyfrowym świecie”) wyjaśnia:
       Przeglądarki obsługują „programy root”, aby monitorować bezpieczeństwo i wiarygodność zaufanych urzędów certyfikacji. Te programy root nakładają szereg wymagań, od „jak należy zabezpieczyć materiał klucza”, „jak należy przeprowadzić weryfikację kontroli nazwy domeny” po „Jakie algorytmy muszą być używane do podpisywania certyfikatu”.
      
Po zaakceptowaniu urzędu certyfikacji przez dostawcę, dostawca w dalszym ciągu go monitoruje. Dostawcy usuną urzędy certyfikacji ze magazynu zaufanych certyfikatów, jeśli urzędy certyfikacji nie będą przestrzegać niezbędnych standardów bezpieczeństwa. Urzędy certyfikacji mogą i faktycznie działają nieuczciwie lub zawodzą z innych powodów. Rejestr podaje: Certyfikaty i urzędy certyfikacji, które je wydają, nie zawsze są godne zaufania, a twórcy przeglądarek na przestrzeni lat usuwali certyfikaty główne urzędów certyfikacji z urzędów certyfikacji z siedzibą w Turcji, Francji, Chinach, Kazachstanie i gdzie indziej, gdy stwierdzono, że podmiot wydający lub strona powiązana przechwytuje strony internetowe. ruch drogowy. W 2022 r. badacz Ian Carroll zgłosił problemy dotyczące bezpieczeństwa do urzędu certyfikacji e-Tugra. Carroll „odkrył wiele niepokojących problemów, które mnie martwią w związku z praktykami bezpieczeństwa w ich firmie”, takich jak słabe referencje. Raporty Carrolla zostały zweryfikowane przez głównych dostawców oprogramowania. W rezultacie e-Tugra została usunięta z zaufanych magazynów certyfikatów. Oś czasu awarii urzędów certyfikacji zawiera informacje o innych tego typu zdarzeniach. W obecnej wersji infrastruktury PKI nadal występują pewne znane luki. 
 
 Ponieważ dla zrozumienia art. 45 eIDAS istotna jest jedna konkretna kwestia, wyjaśnię ją poniżej. Zaufanie urzędu certyfikacji nie obejmuje witryn internetowych, które prowadzą współpracę z tym urzędem certyfikacji. Przeglądarka zaakceptuje certyfikat dowolnego zaufanego urzędu certyfikacji dla dowolnej witryny internetowej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby urząd certyfikacji wydał stronę internetową niewłaściwemu aktorowi, o który nie prosił właściciel witryny. Zaświadczenie takie byłoby fałszywe w sensie prawnym ze względu na to, komu zostało wydane. Jednak zawartość certyfikatu byłaby technicznie ważna z punktu widzenia przeglądarki. Gdyby istniał sposób powiązania każdej witryny internetowej z preferowanym urzędem certyfikacji, wówczas każdy certyfikat tej witryny wydany przez inny urząd certyfikacji zostałby natychmiast uznany za fałszywy. Przypinanie certyfikatów to kolejny standard, który robi krok w tym kierunku. Ale w jaki sposób to stowarzyszenie miałoby zostać opublikowane i jakie byłoby zaufanie do tego wydawcy? Na każdym poziomie tego procesu rozwiązanie techniczne opiera się na zewnętrznym źródle zaufania. Jak jednak buduje się to zaufanie?  
 
Polegając na jeszcze bardziej zaufanym źródle na wyższym poziomie? To pytanie ilustruje naturę problemu polegającą na „żółwiach aż do samego końca”. PKI ma żółwia na dnie: reputację, widoczność i przejrzystość branży zabezpieczeń i jej klientów. Zaufanie buduje się na tym poziomie dzięki stałemu monitorowaniu, otwartym standardom, twórcom oprogramowania i właściwym organom. Wydano fałszywe zaświadczenia. W 2013 roku ArsTechnica doniosła, że francuska agencja przyłapała na fałszowaniu certyfikatów SSL French agency caught minting SSL certificates impersonating Google::
 
      W 2011 roku… badacze bezpieczeństwa zauważyli fałszywy certyfikat dla Google.com, który umożliwiał atakującym podszywanie się pod usługi pocztowe i inne oferty tej witryny. Fałszywy certyfikat został wybity po tym, jak napastnicy przełamali zabezpieczenia holenderskiej firmy DigiNotar i przejęli kontrolę nad jej systemami wydawania certyfikatów.
 
  Poświadczenia warstwy bezpiecznych gniazd (SSL) zostały podpisane cyfrowo przez ważny urząd certyfikacji… W rzeczywistości certyfikaty były nieautoryzowanymi duplikatami, które zostały wydane z naruszeniem zasad ustanowionych przez producentów przeglądarek i usługi urzędów certyfikacji.
 
 Może się zdarzyć fałszywe wydanie certyfikatu. Nieuczciwy urząd certyfikacji może go wystawić, ale nie zajdzie to daleko. Zły certyfikat zostanie wykryty. Zły urząd certyfikacji zakończy się niepowodzeniem programów zgodności i zostanie usunięty z zaufanych magazynów. Bez akceptacji urząd certyfikacji przestanie działać. Nowszy standard „Przejrzystość certyfikatów” umożliwia szybsze wykrywanie fałszywych certyfikatów.  
 
Dlaczego urząd certyfikacji miałby działać nieuczciwie? Jaką korzyść może zyskać przestępca z nieautoryzowanego certyfikatu? Z samym certyfikatem niewiele, nawet jeśli jest podpisany przez zaufany urząd certyfikacji. Jeśli jednak przestępca może nawiązać współpracę z dostawcą usług internetowych lub w inny sposób uzyskać dostęp do sieci, z której korzysta przeglądarka, certyfikat daje przestępcy możliwość złamania wszystkich gwarancji bezpieczeństwa PKI. 
 
 Haker może przeprowadzić atak typu man-in-the-middle (MITM) na rozmowę. Osoba atakująca może wkroczyć pomiędzy przeglądarkę a prawdziwą witrynę internetową. W tym scenariuszu użytkownik rozmawiałby bezpośrednio z atakującym, a atakujący przesyłałby zawartość tam i z powrotem do prawdziwej witryny internetowej. Osoba atakująca przedstawia przeglądarce fałszywy certyfikat. Ponieważ został podpisany przez zaufany urząd certyfikacji, przeglądarka go zaakceptuje. Osoba atakująca może przeglądać, a nawet modyfikować to, co wysłała jedna ze stron, zanim otrzymała to druga strona. Teraz dochodzimy do złowrogiego unijnego eIDAS, art. 45. Proponowane rozporządzenie wymaga, aby wszystkie przeglądarki ufały koszykowi certyfikatów pochodzących od urzędów certyfikacji wyznaczonych przez UE. Dokładnie dwadzieścia siedem: po jednym na każdy kraj członkowski. Certyfikaty te nazywane są Kwalifikowanymi Certyfikatami Uwierzytelniania Witryny Internetowej. 
 
Akronim „QWAC” ma niefortunne znaczenie dla szarlatanerii – a może Komisja Europejska nas trolluje. QWAC byłyby wydawane albo przez agencje rządowe, albo przez to, co Michael Rectenwald nazywa organami rządowymi: „korporacje i spółki oraz inne podmioty pomocnicze państwa, które inaczej nazywane są „prywatnymi”, ale w rzeczywistości działają jako aparaty państwowe, w tym sensie, że egzekwują narracje państwowe i nakazy.” Schemat ten przybliżyłby rządy państw członkowskich UE o krok bliżej do punktu, w którym będą mogły przeprowadzić atak typu „man-the-middle” na własnych obywateli. Musieliby także uzyskać dostęp do sieci. Rządy są w stanie to zrobić. Gdyby ISP działał jako przedsiębiorstwo państwowe, to już by to miał. Jeśli dostawcy usług internetowych są firmami prywatnymi, władze lokalne mogłyby skorzystać z uprawnień policyjnych, aby uzyskać dostęp. Jedna kwestia, która nie została podkreślona w dyskusji publicznej, polega na tym, że przeglądarka w dowolnym z 27 krajów członkowskich UE musiałaby akceptować każdy pojedynczy QWAC, po jednym od każdego członka UE. 
 
Oznacza to, że przeglądarka na przykład w Hiszpanii musiałaby zaufać QWAC od podmiotów z Chorwacji, Finlandii i Austrii. Hiszpański użytkownik odwiedzający austriacką stronę internetową musiałby przeglądać austriackie części Internetu. Wszystkie kwestie poruszone powyżej miałyby zastosowanie we wszystkich krajach UE. The Register w artykule zatytułowanym Bad eIDAS: Europa gotowa do przechwytywania, szpiegowania zaszyfrowanych połączeń HTTPS wyjaśnia jeden ze sposobów, w jaki może to działać: Bad eIDAS: Europe ready to intercept, spy on your encrypted HTTPS connections
 
     T]aby rząd mógł poprosić swój przyjazny urząd certyfikacji o kopię certyfikatu [QWAC], aby rząd mógł podszyć się pod witrynę – lub poprosić o inny certyfikat, któremu przeglądarki zaufają i zaakceptują tę witrynę. Zatem za pomocą ataku typu man-in-the-middle rząd ten może przechwycić i odszyfrować zaszyfrowany ruch HTTPS między witryną a jej użytkownikami, umożliwiając reżimowi dokładne monitorowanie w dowolnym momencie, co ludzie robią z tą witryną.
 
  …Nie ma niezależnej kontroli ani równowagi decyzji podejmowanych przez państwa członkowskie w odniesieniu do autoryzowanych przez nie kluczy i sposobu, w jaki je wykorzystują. Jest to szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę, że przestrzeganie praworządności nie było jednolite we wszystkich państwach członkowskich i udokumentowano przypadki stosowania przymusu przez tajną policję w celach politycznych. W liście otwartym podpisanym przez kilkuset badaczy bezpieczeństwa i informatyków: Artykuł 45 zakazuje również kontroli bezpieczeństwa unijnych certyfikatów sieciowych, chyba że jest to wyraźnie dozwolone na mocy przepisów przy ustanawianiu szyfrowanych połączeń w ruchu internetowym.  
 
Zamiast określać zestaw minimalnych środków bezpieczeństwa, które muszą być egzekwowane jako punkt odniesienia, w rzeczywistości określa górną granicę środków bezpieczeństwa, których nie można ulepszyć bez zgody ETSI. Jest to sprzeczne z ugruntowanymi normami światowymi, zgodnie z którymi nowe technologie cyberbezpieczeństwa są opracowywane i wdrażane w odpowiedzi na szybki rozwój technologii. Większość z nas polega na naszych dostawcach w zakresie tworzenia listy zaufanych urzędów certyfikacji. Jednakże jako użytkownik możesz dowolnie dodawać lub usuwać certyfikaty na swoich urządzeniach. Microsoft Windows ma do tego narzędzie. W systemie Linux certyfikaty główne to pliki znajdujące się w jednym katalogu. Urząd certyfikacji może stracić zaufanie po prostu poprzez usunięcie pliku. Czy to też będzie zabronione? Steve Gibson, znany ekspert ds. bezpieczeństwa, felietonista i gospodarz wieloletniego podcastu Security Now, pyta:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz