sobota, 18 września 2021

Lekcje, które trzeba jeszcze odrobić.

 

 
 
September 17, 2021
Kto to powiedział, że im bliżej jesteś
do nieodwracalnej apokalipsy, tym bardziej kruchy
język?
Zsunęliśmy słowniki z półek
i otworzyliśmy je na apokalipsę,
słowo na ustach wszystkich.
~Catherine Barnett, Amor Fati

 

Gdybym pisał historię o postapokaliptycznym świecie jakiejś zapyziałej planety w odległym zakątku wszechświata, mogłaby ona mieć taką scenę:

tulimy się do siebie w alejce z pieczywem w supermarkecie, głowy razem, szepcząc. Pokazuję jej plakietkę zwolnienia z religii, która oświadcza, że nikt nie może mnie zmusić do noszenia maski lub poddania się testowi medycznemu czy zastrzykowi.

 

Dotyka z czcią odznaki. "Czy mogę zrobić zdjęcie tego dla mojej córki? Próbują ją zmusić do przyjęcia szczepionki... chce mieć kolejne dziecko, a czytała o szkodach reprodukcyjnych, jakie powodują te zastrzyki..."

Nawet w post apokaliptycznej fikcji taka scena nadwerężyłaby wiarygodność. Nieważne, że jest to prosta prawda na planecie Ziemia w tym momencie naszej ewolucji.

*****

Nie przepadam za post apokaliptyczną fikcją. The Hunger Games nie przemawiają do mnie. W tej chwili "prawdziwy" świat też nie jest dla mnie zbyt atrakcyjny.

Ale nadzieja nie zginęła. Nadal jestem pewna, że w końcu wszystko się ułoży, wbrew pozorom.

Potrafię być trochę beznadziejnym dupkiem Charliego Browna. Za każdym razem, gdy Lucy wyważa dla niego piłkę do kopania, on daje się do tego namówić.

Ona w ostatniej chwili mu ją odbiera, a on w końcu kopie powietrze i spada na ziemię w chmurze kurzu.

 

Ostatnie wydanie dokumentów Man of God sprawiło, że czuję się jak Charlie Brown po odebraniu nagrody.

Być może to małostkowe, żeby być drobiazgowym z powodu oczywistych literówek, które zmieniają znaczenie dzieła. Jednak moja wiara w to, kimkolwiek jest Człowiek Boży, jak również w tych, którzy wydali dokumenty, osłabła. (1)

Język ma dla mnie znaczenie i z nieufnością patrzę na nieostrożne posługiwanie się słowem pisanym.

*****

Czuję, że moim następnym zadaniem jest otrząśnięcie się z rozczarowania i zniechęcenia, którym pozwoliłem się ogarnąć podczas czytania tych dokumentów. Przypominam sobie, że mam rozeznawać. Przeczytać je jeszcze raz i obejrzeć film wyjaśniający, jeśli taki się ukaże, jak to miało miejsce w przypadku Dokumentu 1.

W międzyczasie, myślę, że pójdę porównać siniaki z Charliem Brownem.


(1) Dwaj wtajemniczeni, którzy opublikowali te dokumenty w imieniu "Man of God", Simon Parkes i Charlie Ward, wydają się być niezrażeni (tym, co ja postrzegam jako) niezręcznie napisaną i niechlujnie skorygowaną treścią dokumentów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz