***
Nawet kwiaty czczą boskość.
Jedną z rzeczy w ekstazie jest to, że jest ona tak decydująca, tak rozstrzygająca. Nasze życie jako ofiary jest skończone. Nie ma co do tego wątpliwości. Skończone, tak po prostu.
Jak dużo wystarczy? Całkowita i absolutna satysfakcja, którą odczuwam w ekstazie jest wystarczająca. To wystarczy, żebym zmądrzał pod każdym względem. Wystarczy, abym usiadł i zwrócił na siebie uwagę. Wystarczy, by zainspirować mnie do działania tam, gdzie nic innego nie może.
I nie ma to absolutnie nic wspólnego z niczym na zewnątrz. To jest całkowicie wewnętrzna robota.
Być może już nigdy nie uda mi się dotrzeć na plażę Kovalam w Indiach. Być może już nigdy nie wypiję takiego koktajlu kawowego, jaki wypiłem w barze hotelu Fontainebleu w wieku ośmiu lat; to była wielka sprawa. Być może już nigdy nie poprowadzę innego TR-4 ani nie zaspokoję żadnego innego pragnienia.
A jednak jestem jednoznacznie usatysfakcjonowany i kompletny, kiedy jestem w ekstazie.
***
Kiedy w ekstazie... .... Doświadczenie to stale się zmniejsza. A wraz z nim odchodzi moja pamięć o tym, co się stało. Pewnie musiałbym teraz sam sięgnąć po zapiski.
Nie trzymam się go kurczowo. Wiem, że to nie działa.
Nie mam też żadnych roszczeń do wiedzy w wyniku tego zdarzenia, z wyjątkiem tego, co pojawia się w danej chwili.
Ekstaza mogła zamknąć akta mojego życia jako "przypadku", ale nie przywróciła mi pamięci.
Powrót z jednego z tych doświadczeń jest zazwyczaj bardzo trudny. Może to być fizyczne zużycie i rozdarcie, ale bardziej uciążliwa jest tęsknota za utraconym stanem.
I wtedy oczywiście jest podniesienie emocjonalnego dna i poczucie, że wie się, co nadchodzi, które więcej niż rekompensuje.
Jedną z rzeczy w ekstazie jest to, że jest ona tak decydująca, tak rozstrzygająca. Nasze życie jako ofiary jest skończone. Nie ma co do tego wątpliwości. Skończone, tak po prostu.
Jak dużo wystarczy? Całkowita i absolutna satysfakcja, którą odczuwam w ekstazie jest wystarczająca. To wystarczy, żebym zmądrzał pod każdym względem. Wystarczy, abym usiadł i zwrócił na siebie uwagę. Wystarczy, by zainspirować mnie do działania tam, gdzie nic innego nie może.
I nie ma to absolutnie nic wspólnego z niczym na zewnątrz. To jest całkowicie wewnętrzna robota.
Być może już nigdy nie uda mi się dotrzeć na plażę Kovalam w Indiach. Być może już nigdy nie wypiję takiego koktajlu kawowego, jaki wypiłem w barze hotelu Fontainebleu w wieku ośmiu lat; to była wielka sprawa. Być może już nigdy nie poprowadzę innego TR-4 ani nie zaspokoję żadnego innego pragnienia.
A jednak jestem jednoznacznie usatysfakcjonowany i kompletny, kiedy jestem w ekstazie.
***
Kiedy w ekstazie... .... Doświadczenie to stale się zmniejsza. A wraz z nim odchodzi moja pamięć o tym, co się stało. Pewnie musiałbym teraz sam sięgnąć po zapiski.
Nie trzymam się go kurczowo. Wiem, że to nie działa.
Nie mam też żadnych roszczeń do wiedzy w wyniku tego zdarzenia, z wyjątkiem tego, co pojawia się w danej chwili.
Ekstaza mogła zamknąć akta mojego życia jako "przypadku", ale nie przywróciła mi pamięci.
Powrót z jednego z tych doświadczeń jest zazwyczaj bardzo trudny. Może to być fizyczne zużycie i rozdarcie, ale bardziej uciążliwa jest tęsknota za utraconym stanem.
I wtedy oczywiście jest podniesienie emocjonalnego dna i poczucie, że wie się, co nadchodzi, które więcej niż rekompensuje.
And this in from Len:

Was it due to the Lion’s Gate?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz