czwartek, 12 sierpnia 2021

Bernadette Roberts opisuje swoje wzniesienie - część 1/2

 



12 sierpnia 2021 r. - Steve Beckow


Bernadette Roberts

Bibliografia

ENS: Bernadette Roberts, The Experience of No-Self. Kontemplacyjna podróż. Boston i Londyn: Shamballa, 1985.

PNS: Bernadette Roberts, Droga do nie-ja. Boston i Londyn: Shamballa, 1985.

PNS2: Bernadette Roberts, "The Path to No-Self" w Stephan Bodian, ed. Ponadczasowe Wizje, Uzdrawiające Głosy. Freedom, CA: Crossing Press, 1991.

To, co Bernadette Roberts nazywa swoją podróżą do Nie-Ja, my nazywamy Wniebowstąpieniem. Podobnie jak Budda przed nią, kontynuowała swoją historię po szczytowym doświadczeniu w Trzecim Wymiarze, Brahmajnanie lub Urzeczywistnieniu Boga, oświeceniu w siódmej czakrze. Czuła, że jeszcze nie skończyła. Teraz wyszła poza wszelkie koncepcje jaźni, wyższego ja itd.

Przeszła przez martwy punkt lub ciemną noc duszy do doświadczenia Nie-Ja, które nazywamy Wzniesieniem. W języku buddyjskim przeszła od arahantyzmu do stanu buddy. To jest jej historia.

Podróż

W tradycyjnych ramach, chrześcijańskie pojęcie utraty jaźni jest generalnie postrzegane jako transformacja ego lub niższego ja w prawdziwe lub wyższe ja, gdy zbliża się ono do zjednoczenia z Bogiem; podczas tej podróży, jednakże, jaźń zachowuje swoją indywidualną unikalność i nigdy nie traci swojego ontologicznego poczucia osobistej samoś ci. ... siebie

[Podczas mojej] dwuletniej podróży [do Nie-Ja] ... doświadczyłem odpadania wszystkiego, co mogę nazwać jaźnią. Była to podróż przez nieznane przejście, które prowadziło do życia tak nowego i innego, że pomimo czterdziestu lat różnorodnych doświadczeń kontemplacyjnych, nigdy nie podejrzewałem jego istnienia. (...) Dotarłem do trwałego stanu, w którym nie istniało żadne "ja", nawet wyższe "ja", prawdziwe "ja", ani nic, co można by nazwać "ja".  Najwyraźniej znalazłam się poza moim własnym, jak również tradycyjnym, układem odniesienia, kiedy natrafiłam na ścieżkę, która zdawała się zaczynać tam, gdzie pisarze o życiu kontemplacyjnym skończyli. (ENS, 9-10.)

Ponieważ wiedziałam, że to doświadczenie nie zostało wyartykułowane w naszej literaturze kontemplacyjnej, poszłam do biblioteki, aby sprawdzić, czy można je znaleźć w religiach Wschodu. ... [W hinduizmie] stan końcowy jest odpowiednikiem chrześcijańskiego doświadczenia jedności lub przemieniającego zjednoczenia.

Gdyby Hindus miał to, co ja nazywam doświadczeniem braku jaźni, byłoby to nagłe, niespodziewane zniknięcie Atmana-Brahmana, boskiej Jaźni w "jaskini serca", a także zniknięcie jaskini. Byłoby to zakończenie Świadomości Boga, lub świadomości transcendentalnej - tego pozornie bezdennego doświadczenia "bycia", "świadomości" i "błogości", które wyraża stan jedności. Uważanie tego zakończenia za upadek ego jest poważnym błędem; ego musi upaść, zanim stan jedności może zostać zrealizowany. Doświadczenie braku jaźni jest odpadnięciem tego wcześniej zrealizowanego transcendentalnego stanu.

Początkowo, kiedy zagłębiałam się w buddyzm, nie znalazłem tam również doświadczenia braku jaźni; mimo to intuicyjnie wiedziałam, że musi ono tam być. Odpadnięcie ego jest wspólne zarówno dla Hinduizmu jak i Buddyzmu. Dlatego nie wyjaśniałoby to faktu, że buddyzm stał się oddzielną religią, ani nie wyjaśniałoby nalegania buddystów na brak wiecznego Ja - czy to boskiego, indywidualnego, czy też dwóch w jednym. Czułam, że kluczową różnicą pomiędzy tymi dwoma religiami było doświadczenie braku jaźni, odpadnięcie prawdziwego Ja, Atmana-Brahmana.

Niestety to, co większość buddyjskich autorów definiuje jako doświadczenie "nie-ja", jest tak naprawdę doświadczeniem "nie-ego". Ustanie przylgnięcia, pożądania, namiętności itp. i wynikający z tego stan niezmąconego spokoju i radości artykułuje bez-egoistyczny stan jedności; nie artykułuje jednak doświadczenia nie-ja lub wymiaru poza nim. (PNS2, 136-7.)

Cztery lata później natknęłam się jednak na dwa wersy przypisywane Buddzie, opisujące jego doświadczenie oświecenia. Odnosząc się do siebie jako do domu, powiedział: "Wszystkie krokwie są teraz połamane, grzbiet jest zniszczony". I tak właśnie było - zniknięcie centrum, grzbietu; bez niego nie może być domu, nie może być jaźni. Kiedy przeczytałam te wersy, poczułam się tak, jakby strzała wystrzelona na początku czasu nagle trafiła w dziesiątkę. To było niezwykłe znalezisko. Te wersy nie są kawałkiem filozofii, ale relacją doświadczalną, a bez relacji doświadczalnej naprawdę nie mamy nic, na czym moglibyśmy się oprzeć. W tym samym wersie mówi: "Nie będziesz budował domu na nowo", wyraźnie odróżniając to doświadczenie od upadku centrum ego, po którym nowe, przemienione "ja" jest budowane wokół "prawdziwego centrum", mocnego, zrównoważonego pnia. (PNS2, 137.)

Jutro zastanowimy się, jaki sens nadała temu wszystkiemu Berrnadette 


No cóż, nie mogę nie dodać czegoś i od siebie,

Nie teoretycznie, ale z praktyki takiej ekstazy,

Była dla mnie ekstazą jak wolności uwolnienia,

Próbowałem to opisywać bardziej pragnatycznie,

Bez posiłkowania się doświadczeniami innych...

 

Jestem z zawodu pragmatykiem i pewnie z tego powodu,

Stało sie to za sprawą zabiegu, a nie kontemplacji duchowej.

/tj podczas zabiegu na sali operacyjnej i zatrzymania akcji serca/


autor blogu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz