piątek, 14 maja 2021

The New York Times rozpoczyna długi marsz do tyłu



14 maja 2021 - Steve Beckow


Za chwilę przejdę do dyskusji Ezry Kleina na temat UFO w New York Timesie, którą Joe i Sitara łaskawie mi przekazali.

Powodem, dla którego zamieszczam jego historię jest to, że możecie obserwować jak wielki statek (New York Times) zmienia kurs z wyśmiewania UFO na ich potwierdzanie.

Ezra Klein wycofuje się z typowego dla MSM ośmieszania UFO, kontaktowców, podróży kosmicznych, itp. (2) Widzimy przez jakie manewry umysłowe przechodzi, aby uniknąć skały dezaprobaty czytelników i twardego miejsca gniewu redakcji NYT.

Bardziej ogólny proces zachodzący obecnie wydaje się pasować do tego, co Artur Schopenhauer opisał kilka wieków temu:

"Wszelka prawda przechodzi przez trzy etapy. Po pierwsze, jest ośmieszana. Po drugie, gwałtownie się jej przeciwstawia. Po trzecie, zostaje przyjęta jako oczywista." (1)

Obserwujemy przejście z drugiej fazy do trzeciej.

"Even if You Think Discussing Aliens Is Ridiculous, Just Hear Me Out" - Ezra umieszcza siebie na wstępie jako kogoś w awangardzie komentarzy na temat UFO.

"Szereg historii w The New York Times w ciągu ostatnich kilku lat potwierdziło istnienie...." NYT "potwierdził istnienie"?  To jest zamiana!  Zazwyczaj potwierdzają, że obserwacja to oszustwo lub "gaz bagienny".

"Nie oferuję tylko zrzeczenia się odpowiedzialności pro forma, aby ukryć moją mocną wiarę w kosmitów...."  Potem robi krok do tyłu. Powiedziałbym, że było to raczej "zrzeczenie się odpowiedzialności pro forma, aby ukryć moje" ... zażenowanie z powodu wyśmiewania UFO przez tak długi czas.

" ... jeśli UFO były prawdziwe, pomimo dziesięcioleci odrzucania ich, kto pozostałby godny zaufania, by powiedzieć, że cokolwiek innego jest fałszywe? Z pewnością nie naukowcy, którzy wyśmiali je jako bzdury, ani rządy, które teraz byłyby postrzegane jako kłamcy."

Uhhh, tak. Akademicy? Rządy? Mmmm, a co z samym New York Timesem? Czy to nie jest próba zrzucenia winy?

A kto pozostałby godny zaufania? Cóż, obawiam się, że jak na razie nie media głównego nurtu.

Wyobrażam sobie, że media głównego nurtu zrobią teraz kilka poważnych backflipów, backfillów i walkbacków, aby pozować na dawców prawdy o pozaziemskiej obecności.

Google może wyczyścić naszą historię i wszystkie czasy, kiedy NYT wyśmiewał UFOlogów i "teoretyków spisku" mogły "zniknąć".  Kogo to obchodzi, tak długo jak embargo na prawdę jest zniesione?

Wszelka prawda przechodzi przez trzy etapy. Kiedy historia UFO zostanie przyjęta jako oczywista?  Myślę, że wtedy, gdy przybędzie nasza gwiezdna rodzina.

Nawet jeśli uważasz, że dyskutowanie o kosmitach jest niedorzeczne, po prostu mnie wysłuchaj
Ezra Klein, New York Times, 13 maja 2021 r.

(https://www.nytimes.com/2021/05/13/opinion/ufos-aliens-space.html?action=click&module=Opinion&pgtype=Homepage)

Najbardziej interesującym wątkiem w wiadomościach jest przyznanie się, na najwyższych szczeblach rządu Stanów Zjednoczonych, że służby wojskowe zebrały zdjęcia, dane i świadectwa rejestrujące obiekty latające, których nie potrafią wyjaśnić; że badają te zjawiska na poważnie; i że w nadchodzących miesiącach przedstawią opinii publicznej przynajmniej część swoich ustaleń. Czasami można odnieść wrażenie, że jest to początek filmu, w którym wszyscy zajmują się swoim życiem, nawet gdy w tle, w wyciszonym telewizorze, rozgrywają się wstrząsające wydarzenia.

W ciągu ostatnich kilku lat wiele artykułów w The New York Times potwierdziło istnienie wojskowego programu "Zaawansowanej Identyfikacji Zagrożeń Aerospace" i ujawniło filmy, na których wyszkoleni piloci podziwiają niezidentyfikowane obiekty, najwyraźniej przekraczające granice znanej technologii.

30 kwietnia The New Yorker opublikował odkrywczy artykuł Gideona Lewisa-Krausa, w którym prześledził on wzrost zainteresowania kongresu, wojska i mediów UFO. W połowie swojej kilkudziesięcioletniej kariery w rządzie, naciskał na finansowanie tych dochodzeń, a od czasu przejścia na emeryturę jest nieugięty w wyrażaniu przekonania, że wojsko posiada informacje na temat U.F.O., które opinia publiczna zasługuje poznać.

Powiedział Lewis-Kraus, że wierzy, iż szczątki katastrofy znajdują się w posiadaniu Lockheed Martin, ale kiedy poprosił Pentagon o ich obejrzenie, odmówiono mu dostępu. "Próbowałem uzyskać, jak pamiętam, niejawną zgodę Pentagonu, abym mógł obejrzeć te rzeczy", powiedział. "Nie chcieli tego zatwierdzić".

Język włożony do 2021 Intelligence Authorization Act dał rządowi 180 dni na zebranie i przeanalizowanie danych, które zebrał, oraz na wydanie raportu na temat ustaleń. Na Fox News, John Ratcliffe, były dyrektor krajowego wywiadu, otrzymał możliwość umniejszenia raportu, który rozpoczął się za jego kadencji, a on odmówił.
"Kiedy mówimy o obserwacjach," powiedział, "mówimy o obiektach, które były widziane przez pilotów Marynarki Wojennej lub Sił Powietrznych, lub zostały odebrane przez zdjęcia satelitarne, które szczerze mówiąc angażują się w działania, które są trudne do wyjaśnienia, ruchy, które są trudne do replikacji, że nie mamy technologii dla, lub podróży z prędkością, która przekracza barierę dźwięku bez sonic boom." Nie są to też tylko relacje naocznych świadków, dokonane przez zawodnych ludzkich obserwatorów. "Zazwyczaj mamy wiele czujników, które odbierają te rzeczy," powiedział.

Być może Ratcliffe, były członek Kongresu, którego jedyny stint w wywiadzie przyszedł na końcu administracji Trumpa, jest po prostu hyping jego pracy. Ale to nie wyjaśnia, dlaczego były dyrektor C.I.A., John Brennan, powiedział w wywiadzie z ekonomistą Tylerem Cowenem, że "niektóre ze zjawisk, które będziemy obserwować, nadal pozostają niewyjaśnione i mogą w rzeczywistości być pewnego rodzaju zjawiskiem, które jest wynikiem czegoś, czego jeszcze nie rozumiemy i które może obejmować pewien rodzaj aktywności, o której niektórzy mogą powiedzieć, że stanowi inną formę życia." W takim razie.

Aby stwierdzić oczywistość: Wszystko to jest trochę dziwne. Nic z tego nie jest dowodem na pozaziemską wizytę, oczywiście. I nie oferuję tylko zrzeczenia się odpowiedzialności pro forma, aby ukryć moją zdecydowaną wiarę w kosmitów. Naprawdę nie wiem, co kryje się za tymi filmami i raportami, i cieszę się z tego. W tym przypadku jest to moja stronniczość: lubię przestronno¶ć tajemnicy. Dowody na to, e istnieje inteligentne ycie pozaziemskie, i e ono ju tu było, zmieniłyby sposób, w jaki ludzkość rozumie samą siebie i nasze miejsce w kosmosie. Nawet je±li uwa "asz, "e wszelkie dyskusje na temat kosmitów s¡ niedorzeczne, fajnie jest pozwoli¢ sobie na rozmy±lanie nad ich implikacjami.

Sposób, w jaki przedstawiłem ten eksperyment myślowy w ostatnich rozmowach, jest następujący: Wyobra "aj sobie, "e jutro w Oregonie rozbija si¦ statek obcych. Nie ma w nim adnych form ycia. Jest to w zasadzie dron. Ale jego pochodzenie jest niezaprzeczalnie pozaziemskie. Stajemy więc przed świadomością, że nie jesteśmy sami, że być może jesteśmy obserwowani i nie mamy możliwości nawiązania kontaktu. Jak to zmieni ludzką kulturę i społeczeństwo?

Podejrzewam, że jednym z natychmiastowych efektów będzie upadek zaufania publicznego. Dekady raportów U.F.O. i spisków nabrałyby innego wydźwięku. Rządy byłyby postrzegane jako te, które zataiły głęboką prawdę przed opinią publiczną, niezależnie od tego, czy rzeczywiście tak było. Już teraz żyjemy w epoce teorii spiskowych. Teraz barierki ochronne naprawdę by się rozpadły, bo jeśli UFO były prawdziwe, pomimo dziesięcioleci ich odrzucania, to komu można by zaufać i powiedzieć, że cokolwiek innego jest fałszywe? Na pewno nie naukowcy, którzy wyśmiali je jako bzdury, ani rządy, które teraz będą postrzegane jako kłamcy.

Alexander Wendt, profesor bezpieczeństwa międzynarodowego na Uniwersytecie Stanowym w Ohio, który pisał o U.F.O., powiedział mi: "Zawsze opierałem się narracji spiskowej wokół U.F.O.". "Zakładam, że rządy nie mają pojęcia, czym to wszystko jest i w razie czego ukrywają swoją niewiedzę. To dlatego masz całą tę tajemnicę, ale ludzie mogą myśleć, że byli okłamywani przez cały czas."

Pytanie, wtedy, byłoby kto mógłby narzucić znaczenie takiemu wydarzeniu. "Zamiast zagarniania ziemi, byłoby to zagarnianie narracji", powiedziała mi Diana Pasulka, autorka książki "American Cosmic: U.F.O., Religion, Technology". W kształtowaniu historii, którą ludzkość sama sobie opowiedziała, tkwiłaby ogromna siła - i pieniądze. Gdybyśmy uwierzyli, że kontakt jest groźny, budżety wojskowe puchłyby na całym świecie. Bardziej pokojowa interpretacja mogłaby skierować ludzkość w stronę podróży kosmicznych lub przynajmniej komunikacji międzygwiezdnej. Pasulka mówi, że wierzy, iż ten chwyt narracyjny ma miejsce nawet teraz, gdy establishment wojskowy pozycjonuje się jako arbiter informacji na temat wszelkich wydarzeń związanych z UFO.

Jedną z lekcji płynących z pandemii jest to, że ludzkie pragnienie normalności jest niedocenianą siłą, i nie ma jednego błędu tak powszechnego w analizie politycznej, jak ciągłe przekonanie, że to czy tamto wydarzenie w końcu wszystko zmieni. Jeśli tak wielu potrafi zaprzeczyć lub zbagatelizować chorobę, która zabiła miliony, to odrzucenie jakiegoś niezwykłego gruzu byłoby banalnie proste. "Strasznie dużo ludzi w zasadzie wzruszyłoby ramionami i byłoby to w wiadomościach przez trzy dni," powiedział mi Adrian Tchaikovsky, pisarz science fiction. "Nie można po prostu powiedzieć: 'Wciąż nie ma zrozumienia dla obcych rzeczy!' każdego dnia. Strasznie wielu ludzi bardzo chętnie kontynuowałoby swoje życie i rutynowe czynności bez względu na wszystko."
Istnieje bogata literatura na temat tego, jak dowody na istnienie obcego życia wstrząsnęłyby światowymi religiami, ale myślę, że brat Guy Consolmagno, dyrektor Watykańskiego Obserwatorium, ma sporo racji, gdy sugeruje, że wielu ludzi powiedziałoby po prostu: "oczywiście". Materialistyczny światopogląd, który pozycjonuje ludzkość jako wyspę inteligencji w potencjalnie pustym kosmosie - mój światopogląd, innymi słowy - jest aberracją. Większość ludzi wierzy, i zawsze wierzyła, że dzielimy zarówno Ziemię, jak i kosmos z innymi istotami - bogami, duchami, aniołami, duchami, przodkami. Normą w całej historii ludzkości był zatłoczony wszechświat, w którym inne inteligencje interesują się naszymi przybyciami i odejściami, a nawet je kształtują. Cała ludzka cywilizacja jest świadectwem tego, że możemy wierzyć, iż nie jesteśmy sami i nadal obsesyjnie zajmować się ziemskimi sprawami.

Tak było nawet z kosmitami. Pisarz science fiction Kim Stanley Robinson przypomniał mi, że we wczesnych latach 1900-tych powszechnie, lecz błędnie wierzono, że mamy wizualne dowody na istnienie kanałów na Marsie. "Wydawało się, że społeczność naukowa potwierdziła to odkrycie, nawet jeśli był to głównie Percival Lowell, ale trudno sobie teraz przypomnieć, jak ogólne było to założenie" - napisał w e-mailu. "Nie ma szans na przejście przez kosmos, przyjęto, że jest to tylko filozoficzny punkt, interesujący, ale nie zmieniający świata dla nikogo".

To co może być bardziej zmieniające świat to sposób w jaki państwa narodowe spadną do walki o szczątki, lub nawet tylko o interpretację szczątków. Istnieje długa literatura science fiction, w której perspektywa lub rzeczywistość ataku obcych jednoczy rasę ludzką - "Watchmen" Alana Moore'a i film "Dzień Niepodległości", by wymienić tylko kilka. Ale bardziej niejednoznaczny kontakt może prowadzić do bardziej rozłamowych rezultatów. "Scenariusz, który przedstawiasz, zostałby natychmiast upolityczniony na arenie międzynarodowej; Rosjanie i Chińczycy nigdy by nam nie uwierzyli i szczerze mówiąc, duża liczba Amerykanów byłaby bardziej skłonna uwierzyć, że stoi za tym Rosja lub Chiny" - powiedziała mi Anne-Marie Slaughter, szefowa New America i była dyrektorka ds. planowania polityki w Departamencie Stanu. Nie mówiąc już o napięciach związanych z tym, kto tak naprawdę jest właścicielem technologii zawartych w szczątkach, a więc kto może prowadzić badania i czerpać z nich zyski.

Slaughter mówiła dalej o trudnościach w zjednoczeniu ludzkości, nad którymi również się zastanawiałem. "W końcu stoimy w obliczu zniszczenia planety, jaką znamy i jaką zamieszkiwaliśmy przez tysiąclecia, w ciągu kilku dekad, a to nie jednoczy nawet Amerykanów, a tym bardziej ludzi na całym świecie". Jeśli realne zagrożenie zmianami klimatycznymi nie zjednoczyło krajów i nie skupiło naszych technologicznych i politycznych wysiłków wokół wspólnego celu, to dlaczego miałoby zjednoczyć bardziej niepewne zagrożenie ze strony obcych?

A jednak chciałbym wierzyć, że może być inaczej. Steven Dick, były główny historyk NASA, twierdzi, że pośredni kontakt z kosmitami - na przykład sygnał radiowy - przypominałby raczej przeszłe rewolucje naukowe niż zderzenia cywilizacji. Sugeruje on, że właściwą analogią byłoby uświadomienie sobie, że dzielimy nasz świat z bakteriami, lub że Ziemia krąży wokół Słońca, lub że życie jest kształtowane przez dobór naturalny. Te wstrząsy w naszym pojmowaniu wszechświata, który zamieszkujemy, zmieniły bieg ludzkiej nauki i kultury, i być może tak samo będzie w tym przypadku. "W nauce zdarzają się sytuacje, gdy sama świadomość, że coś jest możliwe, motywuje do wysiłku, by to osiągnąć" - powiedział mi Jacob Foster, socjolog z U.C.L.A. Wiedza o istnieniu innych społeczeństw zamieszkujących kosmos może sprawić, że będziemy bardziej zdesperowani, by do nich dołączyć lub się z nimi komunikować.

Istnieje szkoła myślenia, która mówi, że ambicje międzyplanetarne są niedorzeczne, gdy mamy tyle ziemskich kryzysów. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że nasze nierozwiązane problemy bardziej odzwierciedlają brak jednoczących celów niż ich nadmiar. Ameryka dotarła na Księżyc w tej samej dekadzie, w której stworzyła Medicare i Medicaid oraz uchwaliła Ustawę o Prawach Obywatelskich, i nie uważam tego za zbieg okoliczności.

Bardziej spójne zrozumienie nas samych jako gatunku, a naszej planety jako jednego ekosystemu pośród innych, może doprowadzić nas do większej troski o to, co już mamy i o czujące życie, które już znamy. Najpiękniejsze zdanie, na jakie natknąłem się podczas pisania tego (co prawda dziwnego) raportu, pochodziło od Agnes Callard, filozofki z Uniwersytetu w Chicago. "Zapytałeś też, jak powinniśmy zareagować," powiedziała przez e-mail. "Myślę, że moją preferowaną reakcją byłaby świadomość, że ktoś nas obserwuje, aby zainspirować nas do bycia najlepszymi przykładami inteligentnego życia, jakimi możemy być".
Zdaję sobie sprawę, że jest to podłe miejsce na koniec: dowody na istnienie życia pozaziemskiego, lub nawet inwigilacji, przypominające nam o tym, co powinniśmy już wiedzieć. Ale to nie czyni tego mniej prawdziwym. Słowa Callarda przywiodły mi na myśl jedno z moich ulubionych opowiadań science fiction, "Wielką ciszę" pisarza Teda Chianga (z którym przeprowadziłem wywiad tutaj, w rozmowie poświęconej tej bajce). Wyobraża on sobie w nim papugę rozmawiającą z ludźmi zarządzającymi Obserwatorium Arecibo w Puerto Rico, przez ponad 50 lat największym pojedynczym teleskopem radiowym na Ziemi. Oto my, tworzący technologiczne cudeńka, by znaleźć życie w gwiazdach, podczas gdy bezmyślnie doprowadzamy dzikie papugi, pośród tak wielu innych gatunków, do wyginięcia tutaj, w domu.

"Jesteśmy gatunkiem nie-ludzkim, który potrafi się z nimi komunikować" - zastanawia się papuga. "Czy nie jesteśmy dokładnie tym, czego ludzie szukają?".

Przypisy

(1) "Arthur Schopenhauer" pod adresem https://www.brainyquote.com/authors/arthur-schopenhauer-quotes.

(2) Nawet jeśli Billy Meiers, na przykład, dostarczył nam na początku 1976 roku fotograficzne dowody amerykańskiej obecności na Marsie. Jego plejadiańskie kontakty zabrały go w podróż dookoła Układu Słonecznego. Wiele innych fascynujących materiałów znajduje się na tym filmie.
Odtwarzacz wideo
00:00
06:34l is on this video.

Video Player
00:00
06:34
Share

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz