
Jako specjalny doradca John Durham nadal ujawniać więcej szczegółów "SpyGate" lub "Rosja zmowy" skandal, może być trudne dla każdego apolityczny, nie-news-junkie członek społeczeństwa, aby uchwycić bieżących wydarzeń.
W końcu przez ponad pięć lat skorumpowane media odmawiały informowania o skandalu lub przedstawiały fakty w sposób skośny. Tak więc większość Amerykanów nie wie o wieloletniej dwulicowości Demokratów, których celem było zniszczenie najpierw kandydata, a potem prezydenta Donalda Trumpa. Jeśli dodamy do tego nakładające się na siebie spiski i rozległą obsadę postaci, trudno będzie śledzić tę historię.
To, że skandal jest gęsty, nie oznacza jednak, że należy go zignorować. Wręcz przeciwnie, nie wolno lekceważyć duplikatów, ponieważ to, co polityczni wrogowie Trumpa próbowali osiągnąć w ciągu pięciu lat, stanowi największe zagrożenie dla naszej konstytucyjnej republiki w ostatnim stuleciu.
Dla tych, którzy troszczą się o nasz kraj i jego przyszłość, ale nie chcą zagłębiać się w najdrobniejsze szczegóły skandalu, przedstawiamy przewodnik po wielkich wydarzeniach.
Zhakowano e-maile DNC
Choć każdy wątek SpyGate można by jeszcze bardziej rozwikłać, 30 kwietnia 2016 r. stanowi najczystszy punkt, w którym można ustalić początek intrygi. To właśnie wtedy, w trakcie spornych prawyborów prezydenckich, Narodowy Komitet Demokratyczny dowiedział się, że jego sieć komputerowa została naruszona. W połowie maja firma CrowdStrike doszła do wniosku, że za włamanie odpowiedzialni są Rosjanie, co DNC zgłosiło FBI.
Opinia publiczna po raz pierwszy dowiedziała się o włamaniu do serwera DNC 14 czerwca 2016 r., kiedy to The Washington Post podał tę informację do publicznej wiadomości. Następnie, 22 lipca 2016 r., po ogłoszeniu Trumpa i Hillary Clinton kandydatami na prezydenta, portal WikiLeaks opublikował szereg dokumentów rzekomo uzyskanych w wyniku włamania do DNC.
Dokumenty te zawierały e-maile, w których ówczesna przewodnicząca DNC Debbie Wasserman Schultz i inni przedstawiciele partii dyskredytowali pierwotnego przeciwnika Clinton, Berniego Sandersa. Zakulisowe komunikaty ujawniły również, że DNC, która powinna zachować neutralność między kandydatami w prawyborach, faworyzowała Clinton, a jej urzędnicy planowali, jak zaszkodzić kampanii Sandersa.
Kampania Clinton planuje przekształcenie skandalu DNC w skandal Trumpa
Termin ujawnienia przez WikiLeaks e-maili DNC nie mógł być gorszy, gdy delegaci w Pensylwanii byli gotowi do oficjalnego nominowania Clinton na kandydatkę Demokratów na prezydenta. Jednak już w niedzielę wieczorem kampania Clinton opracowała strategię odpowiedzi na skandal: zrzucić winę na Trumpa.
"Jestem Jake Tapper na Konwencji Demokratów w pięknej Filadelfii, gdzie stanem naszego związku są ujawnione e-maile opublikowane właśnie przez WikiLeaks, pokazujące urzędników Partii Demokratycznej aktywnie dyskutujących o możliwych sposobach sabotowania Berniego Sandersa, nawet gdy publicznie upierali się przy zachowaniu neutralności podczas prawyborów" - tak gospodarz CNN rozpoczął segment wideo, który zapoczątkował rosyjską zmowę.
Tapper przedstawił ówczesnego szefa kampanii Clinton, Robby'ego Mook'a, pytając go o reakcję kampanii na wyciek e-maili. Po odpowiedzi, że DNC musi się temu "przyjrzeć i podjąć odpowiednie działania", Mook zwrócił się do Trumpa, przedstawiając teorię spiskową na temat Rosji, która miała pochłonąć kraj na następne pięć lat.
"To, co nas niepokoi," zaczął Mook, to fakt, że "eksperci mówią nam, że rosyjskie podmioty państwowe włamały się do DNC, wykradły te e-maile, a inni eksperci mówią teraz, że Rosjanie ujawniają te e-maile, aby pomóc Donaldowi Trumpowi".
Mook kontynuował:
"Nie sądzę, że to przypadek, że te e-maile zostały ujawnione w przeddzień naszej konwencji i to jest niepokojące. Myślę, że powinniśmy być tym zaniepokojeni. Myślę, że powinniśmy być zaniepokojeni tym, że w zeszłym tygodniu na konwencji republikańskiej Trump i jego sojusznicy wprowadzili zmiany w programie republikańskim, aby uczynić go bardziej prorosyjskim. Widzieliśmy też, jak mówił, że NATO nie powinno interweniować w obronie - koniecznie powinno interweniować w obronie naszych wschodnioeuropejskich sojuszników, jeśli zostaną zaatakowani przez Rosję. Myślę więc, że gdy zestawimy to wszystko razem, otrzymamy niepokojący obraz. I myślę, że wyborcy powinni się nad tym zastanowić".
Kiedy Tapper zapytał Mooka o dowody na poparcie jego twierdzeń, Mook powołał się na nienazwanych ekspertów i doniesienia prasowe, "że hakerzy, którzy dostali się do DNC, najprawdopodobniej współpracowali z Rosją."
"Jeśli Rosjanie rzeczywiście mieli te e-maile, to nie sądzę, aby to był przypadek, że są one ujawniane w tym czasie, aby maksymalnie zaszkodzić Hillary Clinton i pomóc Donaldowi Trumpowi", powtórzył Mook.
"To bardzo, bardzo mocne oskarżenie" - wtrącił Tapper. "Zasadniczo sugeruje pan, że Rosjanie włamali się do DNC, a teraz udostępniają te pliki za pośrednictwem WikiLeaks, aby pomóc w wyborze Donalda Trumpa".
Mook ponownie zwrócił się do "wielu ekspertów", mówiąc: "Eksperci twierdzą, że w rzeczywistości to Rosjanie włamali się i zabrali te e-maile. A skoro to oni je wzięli, musimy wnioskować, że to oni je potem ujawnili".
Kampania Clinton współtworzyła oszustwo związane z rosyjską zmową
Podczas gdy kampania Clinton wprowadziła hochsztaplerkę dotyczącą zmowy z Rosją w przeddzień konwencji DNC, aby przekształcić skandal Sandersa w skandal dotyczący Trumpa, strategia ta okazała się również doskonałą odpowiedzią na drugi skandal Clinton - ten dotyczący nielegalnego korzystania przez nią z prywatnego serwera podczas pełnienia funkcji sekretarza stanu.
New York Times po raz pierwszy podał 2 marca 2015 r. informację, że Clinton używała prywatnego serwera poczty elektronicznej do komunikacji jako sekretarz stanu za czasów prezydenta Baracka Obamy. Dwa dni później Komisja Specjalna ds. Benghazi zażądała wszelkich związanych z Benghazi e-maili znajdujących się na prywatnym serwerze. Na wieść o żądaniu dokumentów pracownik techniczny dostawcy usług komputerowych Clinton usunął około 30 000 jej e-maili, które, jak twierdziła, były prywatnymi wiadomościami.
Do maja 2016 r. Biuro Inspektora Generalnego Departamentu Stanu opublikowało 83-stronicowy raport potępiający korzystanie przez Clinton z serwera. W raporcie podkreślono, że Departament Stanu "uznał ponad 2000 wiadomości Clinton za tajne, w tym 22 wiadomości zostały podniesione do najbardziej poufnej klauzuli bezpieczeństwa narodowego, 'ściśle tajne'". W tym czasie media odnotowały również, że "FBI nadal bada, czy złamano jakiekolwiek przepisy, narażając na niebezpieczeństwo informacje niejawne - lub czy jej pracownicy niesłusznie wysłali poufne informacje, wiedząc, że nie znajdują się one w systemie niejawnym".
Kampania Clinton próbowała umniejszyć zaangażowanie FBI w skandal z prywatnymi serwerami, określając go jako "dochodzenie w sprawie bezpieczeństwa", ale w odpowiedzi na pytania dotyczące tej charakterystyki, ówczesny dyrektor FBI James Comey powiedział, że "nie zna terminu 'dochodzenie w sprawie bezpieczeństwa'", podkreślając, że "słowo dochodzenie" jest "w naszej nazwie".
"Prowadzimy śledztwo. (...) To właśnie robimy. To chyba wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat" - podsumował Comey.
Na konferencji prasowej dwa miesiące później, 5 lipca 2016 r., Comey ogłosił, że FBI zakończyło śledztwo i że choć Clinton obchodziła się z informacjami niejawnymi "wyjątkowo nieostrożnie", przekazał sprawę do Departamentu Sprawiedliwości z zaleceniem, by nie wnosić oskarżenia. Comey zajął takie samo stanowisko, gdy zeznawał przed Kongresem, nazywając zachowanie Clinton związane z serwerem "niechlujstwem".
Mimo że Comey publicznie ogłosił zamknięcie śledztwa w sprawie prywatnego serwera Clinton, kiedy Demokraci zebrali się na konwencji w Filadelfii, jej kampania nadal borykała się z pytaniami dotyczącymi skandalu, a Tapper pytał Mook'a o wnioski Comey'a, że Clinton używała prywatnego serwera "niechlujnie". Mook szybko zmienił temat na "te wybory" i to, czego "wyborcy szukają i o co pytają w tych wyborach".
Jednak dwa dni później media poszły w ślady Mooka i przekształciły skandal z serwerem Clinton w skandal z Trumpem. Artykuł w USA Today z 26 lipca 2016 r., zatytułowany "Putin na prezydenta 2016", rozpoczynał się od stwierdzenia, że "tajne e-maile Clinton na prywatnym serwerze prawie na pewno są już w rękach rosyjskiego wywiadu", a kończył stwierdzeniem, że "Putin może zawstydzić Hillary - lub gorzej - kiedy tylko zechce".
"W artykule napisano, że urzędnicy DNC zaangażowani są w "brudne sztuczki wymierzone w Berniego Sandersa" i "strasznie się kumplują z niektórymi rzekomo profesjonalnymi dziennikarzami". W ten sposób media przekształciły używanie przez Clinton prywatnego serwera w historię o Trumpie i rzekomym wspieraniu jego kandydatury przez Rosję.
Od tego momentu kampania Clinton i współuczestniczące w niej media przedstawiały wszelkie obawy związane z używaniem przez nią domowego serwera i wszelkie pytania dotyczące szczegółów zawartych w mailach DNC nie jako skandal związany z Clinton, ale jako spisek między Trumpem a Władimirem Putinem.
Kampania Clinton płaci za fałszywe dowody na związek Trumpa z Rosją i je rozpowszechnia
W ostatnim tygodniu lipca 2016 r. dywersja na temat zmowy z Rosją była już pod kontrolą narracji, a Demokraci wykorzystywali każde pytanie dotyczące włamania do DNC lub skandalu związanego z zerwaniem umowy jako okazję do jej rozpowszechniania.
Podobnie, zespół Clinton przekształcał każdy komentarz Trumpa, nawet w niewielkim stopniu związany z Rosją, jako kolejny dowód na istnienie spisku. Podobnie jej kampania traktowała każde powiązanie z Rosją, przeszłe lub obecne, między Trumpem, jego biznesem, rodziną lub członkami jego kampanii jako konkretny dowód zmowy.
Chociaż kampania Clinton nie ujawniła publicznie wątku zmowy z Rosją aż do 24 lipca 2016 roku, kiedy Mook przedstawił ten temat w CNN, to już od pewnego czasu zbierała rzekome informacje o powiązaniach Trumpa z Rosją.
W pierwszej połowie 2016 roku firma prawnicza Perkins Coie, która reprezentowała kampanię Clinton, wynajęła prywatną firmę detektywistyczną Fusion GPS do zbierania informacji o Trumpie. Z kolei Fusion GPS zatrudniła Christophera Steele'a w maju lub czerwcu 2016 roku, aby skupił się na powiązaniach Trumpa z Rosją, a do 20 czerwca 2016 roku Steele sporządził pierwsze z około 17 memorandów, które ostatecznie miały złożyć się na to, co obecnie potocznie nazywa się dossier Steele'a.
Steele podzielił się swoim pierwszym memorandum - które zawierało twierdzenia, że Kreml posiada materiały szantażujące Trumpa, w tym pikantne i fałszywe oskarżenie o "złoty prysznic" - z osobą kontaktową FBI 5 lipca 2016 roku. Przez następne sześć miesięcy Steele kontynuował prace nad dossier, opierając się głównie na nienazwanym "głównym źródle", którym obecnie jest obywatel Rosji Igor Danczenko.
Od tego czasu został on oskarżony o okłamywanie FBI, a ponadto zarzuca mu się, że wymyślił niektóre z rzekomych informacji zawartych w dossier. Danczenko przekazał również Steele'owi fałszywe informacje o kampanii Trumpa, które wymyślił zwolennik Clinton, a następnie przekazał Danczence.
Po upływie ponad pięciu lat okazało się, że dossier składa się z kilku znanych publicznie prawdziwych faktów i mnóstwa fałszywych twierdzeń wymyślonych przez Danczenkę i inne osoby, a następnie sprzedanych przez Steele'a i kampanię Clinton jako dzieło byłego eksperta MI6 ds. rosyjskich.
Dossier Steele'a stanowiło tylko jeden z aspektów wymyślonych dowodów zmowy. Kampania Clinton zapłaciła również prawnikowi z kancelarii Perkins Coie, Michaelowi Sussmannowi, za jego pracę polegającą na przygotowaniu, z pomocą różnych ekspertów technicznych, raportu, który miał wykazać, że organizacja Trumpa stworzyła tajną sieć komunikacyjną z potężnym rosyjskim Alfa Bankiem.
Ponadto informatycy, którzy współpracowali z pełnomocnikiem kampanii Clinton, "śledzili ruch internetowy w Trump Tower, w jego nowojorskim apartamentowcu, a później w biurze wykonawczym prezydenta Stanów Zjednoczonych, a następnie przekazywali dezinformację na temat tego ruchu agencjom wywiadowczym, które miały nadzieję wrobić Trumpa w rolę powiązanego z Rosją pachołka".
Gdy Steele, Fusion GPS i inni zwolennicy Clinton tworzyli fałszywe raporty, oni, wraz z kampanią Clinton i jej prawnikami, wykorzystywali swoje kontakty z dziennikarzami i urzędnikami państwowymi.
Steele i/lub założyciel Fusion GPS Glenn Simpson udostępniali memoranda Steele'a różnym biurom informacyjnym. Przekazywali też rzekome informacje wywiadowcze członkom organów ścigania i wywiadu, w tym przedstawicielom Departamentu Sprawiedliwości i Stanu. Po tym, jak FBI zwolniło Steele'a jako źródło informacji, ponieważ rozmawiał z mediami, zorganizowało dla niego spotkanie z prawnikiem Departamentu Sprawiedliwości, aby mógł nadal dostarczać swoje raporty FBI.
To dwutorowe podejście spowodowało, że opinia publiczna została przesycona obiegowym potwierdzeniem zmowy Trump-Rosja. Media papugowały fałszywe informacje podawane dziennikarzom przez Steele'a, a następnie powoływały się na dochodzenia FBI w tych samych sprawach, aby stworzyć wrażenie, że dochodzenia te potwierdzają prawdziwość przecieków. Równocześnie FBI wykorzystywało doniesienia mediów jako podstawę do potwierdzenia rzekomych informacji Steele'a.
Administracja Obamy szpiegowała kampanię Trumpa pod świadomie fałszywymi pretekstami
31 lipca 2016 r. administracja Obamy i FBI rozpoczęły śledztwo w sprawie kampanii Trumpa, nazwane "Crossfire Hurricane". Choć do dziś FBI utrzymuje, że wszczęło Crossfire Hurricane po tym, jak urzędnicy amerykańscy dowiedzieli się od australijskiego dyplomaty, że młody doradca Trumpa George Papadopoulos chwalił się, "że Rosjanie mają brudy na Hillary Clinton", to były prokurator generalny William Barr i specjalny doradca John Durham zakwestionowali tę wersję.
Ukierunkowanie administracji Obamy na kampanię prezydencką partii opozycyjnej nastąpiło w momencie, gdy kampania Clinton zaczęła publicznie forsować tezę, że Trump zmawiał się z Rosją w celu ingerencji w wybory prezydenckie w 2016 roku. Otwarcie programu Crossfire Hurricane nastąpiło trzy dni po tym, jak dyrektor CIA John Brennan poinformował prezydenta Baracka Obamę i innych wysokich rangą urzędników ds. bezpieczeństwa narodowego o informacjach wywiadowczych, według których "kandydatka na prezydenta USA Hillary Clinton zatwierdziła plan kampanii mający na celu wywołanie skandalu przeciwko kandydatowi na prezydenta USA Donaldowi Trumpowi poprzez powiązanie go z Putinem i włamaniem Rosjan do Komitetu Narodowego Demokratów".
W briefingu Brennana odnotowano również, że agencje wywiadowcze uzyskały informacje wskazujące na to, że 26 lipca 2016 roku Clinton zatwierdziła "propozycję jednego ze swoich doradców ds. polityki zagranicznej, aby oczernić Donalda Trumpa poprzez wywołanie skandalu związanego z ingerencją rosyjskich służb bezpieczeństwa". Na początku września 2016 r. urzędnik amerykańskiego wywiadu miał przekazać FBI wniosek o wszczęcie dochodzenia w sprawie "zatwierdzenia przez Clinton planu" dotyczącego "utrudniania przez Trumpa i rosyjskich hakerów wyborów w USA w celu odwrócenia uwagi opinii publicznej od korzystania przez nią z prywatnego serwera pocztowego".
Nawet wiedząc o spisku kampanii Clinton, mającym na celu wrobić Trumpa, i obserwując realizację planu w czasie rzeczywistym, FBI kontynuowało prace nad Crossfire Hurricane. FBI wykorzystało później oszukańcze raporty Steele'a do uzyskania czterech nakazów sądowych od tajnego sądu FISA na inwigilację Cartera Page'a, byłego wolontariusza kampanii Trumpa.
Chociaż Page nie był już związany z kampanią, gdy FBI uzyskało nakazy nadzoru FISA, nakaz pozwolił FBI na dostęp do wcześniejszej korespondencji między Page'em a kampanią Trumpa, a także do wszelkiej komunikacji Page'a z poszczególnymi członkami kampanii. Ponadto, mimo że postępowanie FISA jest tajne, przecieki medialne na temat namierzenia Page'a dały prasie więcej materiału do dalszego kręcenia wokół rosyjskiej zmowy.
Uzyskanie dostępu do prywatnych e-maili kampanii wyborczej stanowiło jednak tylko jeden z aspektów szpiegowania, które odbywało się pod auspicjami Crossfire Hurricane. FBI zleciło również przesłuchanie Page'a poufnemu informatorowi (Confidential Human Source, CHS), który "szukał od Page'a szczegółowych informacji związanych z kampanią Trumpa i udzielał mu niezamówionych (i potencjalnie nielegalnych) porad dotyczących strategii kampanii".
FBI wykorzystało ten sam CHS do przesłuchania Sama Clovisa, wysokiego rangą członka kampanii Trumpa. W nagranej rozmowie CHS zadał kilka pytań dotyczących wrażliwych strategii i obaw związanych z kampanią.
W ramach szpiegowania kampanii Trumpa FBI wykorzystało również prywatną odprawę dla ochrony Trumpa jako możliwą okazję do zebrania informacji na potrzeby śledztwa.
Śledztwo w sprawie Trumpa trwa nadal podczas jego rządów
Co istotne, Crossfire Hurricane nie zakończyło się wraz z wyborami w 2016 roku. Comey udzielił Trumpowi informacji na temat dossier Steele'a - fakt ten następnie wyciekł, aby dać CNN pretekst do opublikowania raportu na temat dossier Steele'a. Po zaprzysiężeniu Trumpa śledztwo było kontynuowane, podobnie jak przecieki.
Po zaprzysiężeniu Trumpa FBI uknuło spisek mający na celu odwołanie doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, również z pomocą mediów. Comey zaczął również sporządzać tajne memoranda z rozmów, które odbył z obecnym prezydentem Trumpem. Po tym, jak Trump zwolnił Comeya, ten ostatni przekazał te notatki mediom za pośrednictwem znajomego profesora prawa, co doprowadziło do powołania specjalnego doradcy Roberta Muellera.
Mueller kontynuował działalność Crossfire Hurricane, zatrzymując wielu z pierwotnie zatrudnionych agentów FBI. Po upublicznieniu wiadomości tekstowych wymienianych przez członków zespołu Crossfire Hurricane kraj dowiedział się, że wielu z tych, którzy prowadzili śledztwo w sprawie kampanii Trumpa, przejawiało wściekle antytrumpowskie nastroje. Inne wiadomości tekstowe zaginęły, gdy kilku agentów wyczyściło swoje telefony komórkowe.
Opinia publiczna dowiedziała się o jeszcze większej liczbie nadużyć popełnionych przez zespół Crossfire Hurricane, gdy Biuro Inspektora Generalnego Departamentu Sprawiedliwości opublikowało ponad 400-stronicowy raport, w którym stwierdzono, że Departament Sprawiedliwości zawarł 17 znaczących nieścisłości i pominięć we wniosku FISA i jego odnowieniach dotyczących Cartera Page'a.
Te i inne problemy skłoniły ówczesnego prokuratora generalnego Williama Barra do wyznaczenia prokuratora Johna Durhama do poprowadzenia dochodzenia w sprawie Crossfire Hurricane, a następnie mianowania go prokuratorem specjalnym.
W ramach swojego dochodzenia Durham ujawnił dodatkowe uchybienia w Crossfire Hurricane, gdy uzyskał przyznanie się do winy od byłego prawnika FBI za zmianę e-maila związanego ze sprawą FISA przeciwko Page'owi.
Zespół Durhama uzyskał również zeznanie innego agenta FBI zaangażowanego w śledztwo, Williama Barnetta. Barnett powiedział śledczym DOJ, że nigdy nie było żadnych podstaw dla dziwacznej teorii "zmowy" i że biuro Muellera forsowało oskarżenia z mentalnością "dorwać Trumpa". Ale nawet wtedy Mueller nie znalazł żadnych dowodów na zmowę Trumpa z Rosją.
Znane są jeszcze tysiące innych szczegółów i wielu innych zaangażowanych graczy - a to wszystko przed tym, co może ujawnić Durham. Jednak już te podstawowe informacje wystarczą, by zrozumieć SpyGate - i przekonać się, dlaczego znacznie przewyższa ona skandal Watergate.
**By Margot Cleveland
**Source
Żal mi jest prawych ludzi zamieszkujących w USA, ale ameryka zbiera tylko to co posiała po tej przepięknej Planecie, czyli wojny, zło, podboje, grabieże i zadawanie cierpienia innym narodom,tak jak to czynią ciemni tego kraju okupujący obecnie nasz Lechicki kRAJ.
OdpowiedzUsuńNiech zbiorą więc tylko to co posiali.