wtorek, 10 sierpnia 2021

Dlaczego ludzie nie ufają Mainstream Media

 

 

 Artykuł w Washington Post o 6 stycznia protestów na Kapitolu idzie długą drogę w kierunku wyjaśnienia, dlaczego ludzie nie ufają mediów głównego nurtu. Artykuł, napisany przez reportera Post nazwie Mike DeBonis, koncentruje się na zarzutach, że FBI infiltrowane szeregi protestujących i rzeczywiście pomógł zachęcić ich do nielegalnego wejścia do Kapitolu i angażować się w chaosie po zrobieniu tego.

Ogólny ton, jaki nadaje DeBonis, jest taki, jaki często można znaleźć w mediach głównego nurtu, jeśli chodzi o domniemane wykroczenia rządu federalnego. Artykuł ma prześmiewczy ton, sugerujący, że ludzie, którzy wysuwają to oskarżenie, są teoretykami spiskowymi za to, że wierzą, iż urzędnicy federalni zrobiliby tak straszną rzecz.

W artykule DeBonisa jest krytyczne zdanie: "FBI odmówiło komentarza".

Dlaczego ta linijka jest ważna? Ponieważ są dwie drogi, którymi reporter może pójść, kiedy pisze historię o tego typu zarzutach.

Z jednej strony może wyśmiać i ośmieszyć tych, którzy wysuwają zarzuty, wskazując, że nie przedstawili oni żadnych dowodów na poparcie swoich "bezpodstawnych twierdzeń".

Z drugiej strony, może agresywnie zaatakować urzędników FBI i zażądać ostatecznej odpowiedzi "tak" lub "nie", zamiast po prostu zadowolić się "brakiem komentarza" ze strony FBI, a także zaangażować się w agresywne dochodzenie w celu ustalenia, czy istnieją dowody na poparcie zarzutów.

DeBonis wybrał pierwszą drogę. Ale dlaczego? Przecież odpowiedź FBI "bez komentarza" jest tak obciążająca, jak tylko może być, nie licząc jawnego przyznania się do popełnienia przestępstwa. To dlatego, że gdyby FBI nie było winne wykroczenia, bez wątpienia powiedziałoby po prostu: "Zarzut jest fałszywy." FBI wyraźnie tego nie zrobiło, udzielając odpowiedzi "bez komentarza". Odpowiedź "bez komentarza" pozostawia otwartą możliwość - być może nawet prawdopodobieństwo - że FBI było zamieszane w niewłaściwe działania.

DeBonis robi wielką sprawę z faktu, że ludzie, którzy wysuwają te zarzuty, nie przedstawili żadnych dowodów na ich poparcie. Ale to, na co ludzie zwrócili uwagę, to podobny sposób postępowania FBI w innych sprawach, co wystarczyłoby, aby każda rozsądna osoba założyła, że FBI mogło zaangażować się w taki sam sposób postępowania w odniesieniu do protestów z 6 stycznia.

Na przykład, weźmy pod uwagę sprawę dotyczącą rzekomego porwania Gubernator Michigan Gretchen Whitmer. DeBonis jest świadomy tej sprawy, ponieważ odsyła do artykułu z BuzzFeedNews.com o tej sprawie. Artykuł ten twierdzi, że FBI odegrało główną rolę w nakłonieniu oskarżonych w tej sprawie do popełnienia porwania. Nawet jeśli to, co rzekomo zrobiło FBI, nie było wystarczające, aby uzasadnić obronę przed uwięzieniem, jego rzekome działania są jednak wystarczające, aby wzbudzić niepokój każdego rozsądnego obywatela, w tym dziennikarzy śledczych.

Ale to nie wszystko. Jak udokumentował dziennikarz Glenn Greenwald, FBI ma długą historię podżegania ludzi do popełniania aktów terroryzmu krajowego. Chodzi o to, by podburzać ludzi do popełniania przestępstw, aby FBI mogło być potem chwalone i gloryfikowane za ich udupienie. Zobacz artykuł Greenwalda z 24 lipca "FBI używa tej samej taktyki strachu z czasów pierwszej wojny z terroryzmem: Orchestrating its Own Terrorism Plots". Zobacz również artykuł z 31 lipca "Will More Media Bias Save Democracy?" Jamesa Bovarda.

Biorąc pod uwagę historię FBI angażującą się w tego typu wykroczenia, można by pomyśleć, że każdy dziennikarz wart swojej soli powiedziałby: "Muszę dotrzeć do sedna tego ostatniego twierdzenia. Muszę wiedzieć, czy FBI nie zrobiło tego samego tutaj. Zamiast kpić i wyśmiewać tych ludzi, wskazując, że nie dostarczyli żadnych dowodów na poparcie swoich zarzutów, muszę wykonywać swoją pracę i sprawdzić, czy FBI ma jakieś dowody na poparcie tego zarzutu".

Zamiast to zrobić, DeBonis zbacza na inny tor, domyślnie zakładając, że FBI nigdy nie zrobiłoby czegoś takiego i domyślnie zakładając, że ci, którzy wysuwają zarzuty, są niczym więcej niż "teoretykami spiskowymi".

Dlatego właśnie tak wielu ludzi nie ufa mediom głównego nurtu.

To nie jest zjawisko, które pojawiło się niedawno.

Możemy cofnąć się aż do Operacji Mockingbird, tajnego programu CIA w latach 60-tych i 70-tych, którego celem było pozyskanie aktywistów CIA z prasy głównego nurtu, których tajnym zadaniem byłoby stawanie w obronie instytucji bezpieczeństwa narodowego, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba, włączając w to nazywanie ludzi "teoretykami spiskowymi", kiedy tylko zarzucą niewłaściwe postępowanie urzędników CIA.

Zgodnie z wpisem w Wikipedii na temat "Operacji Mockingbird,"
W artykule magazynu Rolling Stone z 1977 roku, "The CIA and the Media", reporter Carl Bernstein rozszerzył raport Komitetu Kościelnego i stwierdził, że około 400 członków prasy było uważanych przez CIA za agentów wywiadu, w tym wydawca New York Times Arthur Hays Sulzberger, felietonista i analityk polityczny Stewart Alsop i magazyn Time. Bernstein udokumentował sposób, w jaki zagraniczne oddziały głównych amerykańskich agencji informacyjnych przez wiele lat służyły jako "oczy i uszy" operacji Mockingbird, której zadaniem było rozpowszechnianie propagandy CIA za pośrednictwem krajowych mediów amerykańskich.

Najlepszym przykładem na to, że autorytet instytucji zajmującej się bezpieczeństwem narodowym jest tak powszechny, jest oczywiście sprawa zabójstwa Kennedy'ego. Dziś istnieją dwa odrębne światy, jeśli chodzi o ten zamach: świat mediów głównego nurtu i świat Internetu. Są to dwa zupełnie różne światy - właściwie równoległe wszechświaty.

W Internecie można znaleźć ludzi, którzy analizują, kwestionują i podważają oficjalną teorię o samotnym orzeszku, wskazując na przykład na górę dowodów, które dowodzą, że instytucja bezpieczeństwa narodowego przeprowadziła sfałszowaną autopsję ciała prezydenta Kennedy'ego. (Zobacz moje książki The Kennedy Autopsy i The Kennedy Autopsy 2, jak również nagrane prezentacje na ostatniej konferencji Fundacji Przyszłość Wolności "The National Security State and the Kennedy Assassination".

Nie tak jest w prasie głównego nurtu. W prasie głównego nurtu uważa się za niedopuszczalne, aby jakikolwiek reporter lub komentator podważył lub zakwestionował jakikolwiek aspekt oficjalnej teorii zamachu z udziałem samotnego orzeszka. Biada reporterowi lub komentatorowi, który to zrobi. Będzie on szybko szukał nowej pracy - gdzieś w Internecie.

W wydaniu magazynu Life z 6 grudnia 1963 roku znany reporter o nazwisku Paul Mandel napisał artykuł o zamachu, w którym twierdził, że słynny film Zaprudera pokazał, iż prezydent odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z Texas School Book Depository. Działanie prezydenta, jak twierdził Mandel, wyjaśniało, jak to się stało, że prezydent został postrzelony w gardło.

Nikt nie mógł zweryfikować wypowiedzi Mandela, ponieważ magazyn Life zakupił film od Abrahama Zaprudera za 150 000 dolarów, co w dzisiejszych dolarach wynosiło około 1,2 miliona dolarów. Life zamknął film, twierdząc, że chce uchronić Amerykanów przed oglądaniem takiej przemocy.

W 1969 roku Jim Garrison, prokurator okręgowy w Nowym Orleanie, wniósł oskarżenie przeciwko niejakiemu Clayowi Shawowi, w którym Garrison twierdził, że zabójstwo Kennedy'ego było w rzeczywistości wyrafinowaną operacją zmiany reżimu ze strony amerykańskiego establishmentu bezpieczeństwa narodowego. Garrison zażądał filmu Zaprudera z magazynu Life i pokazał go w sądzie. Film pokazał, że prezydent nigdy nie odwrócił się i nie stanął twarzą w twarz z depozytem książek szkolnych. Do tego czasu, oczywiście, oficjalna historia obracała się wokół teorii magicznej kuli, która zakładała, że prezydent został postrzelony w tylną część szyi (tj. nie przez gardło), a kula rzekomo wyszła z przodu (a następnie rzekomo uderzyła Gov. Johna Connally'ego w wielu miejscach, a kula magicznie skończyła w nieskazitelnym stanie).

Innymi słowy, Mandel skłamał, albo celowo, albo dlatego, że ktoś z magazynu Life fałszywie mu powiedział, że to właśnie pokazał film. Nie ma żadnego innego wniosku, do którego można by dojść. Nie ma możliwości, aby zarzut Mandela mógł być interpretowany jako niewinna pomyłka, ponieważ magazyn Life posiadał film.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt tej sagi. Według Wikipedii:

    Generał Charles Douglas (C. D.) Jackson (16 marca 1902 - 18 września 1964) był rządowym propagandystą Stanów Zjednoczonych i starszym kierownikiem Time Inc. Jako ekspert w dziedzinie wojny psychologicznej służył w Biurze Służb Strategicznych w czasie II wojny światowej, a później jako Specjalny Asystent Prezydenta w administracji Eisenhowera.... Po tym jak Abraham Zapruder zrobił słynny film w Dallas 22 listopada 1963 roku, Jackson kupił go w imieniu Time/Life, aby "chronić integralność filmu". Po obejrzeniu go w niedzielę rano, kazał go zamknąć w skarbcu w budynku Time/Life na Manhattanie.

W 1972 roku - trzy lata po tym, jak film Zaprudera został pokazany w procesie Shawa - magazyn Life, który był jednym z najpopularniejszych tygodników w historii, przestał się ukazywać jako tygodnik. Niektórzy twierdzą, że stało się tak z powodu rosnącej popularności telewizji. Inna możliwość jest taka, że ludzie nie ufali już magazynowi Life.

Przez ostatnie 25 lat media głównego nurtu traciły czytelników i pieniądze. Niektórzy obwiniają za to rosnącą popularność Internetu. Inna możliwość jest taka, że ludzie nie ufają już mediom głównego nurtu.

Przedrukowano za zgodą Future of Freedom Foundation.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz