
9 marca 2022 r. przez Steve'a Beckowa
Te słowa Daniela Scrantona trafiają w sedno:
"[Współczucie jest] tym, co uzdrawia i pomaga, a walka z innymi o to, kto ma rację, a kto nie i co się naprawdę dzieje, utrwala konflikty i wojny na waszej planecie.
"Więc zanim zaczniecie to robić z innymi ludźmi, aby udowodnić, jak bardzo macie rację i jak bardzo jesteście mądrzy - a mówimy tu tylko do kilku osób, które słuchają - pamiętajcie, aby najpierw wejść w głąb swoich serc i poczuć współczucie dla wszystkich ludzi, którzy żyją w czasie wojny, konfliktu, bombardowań i strzelanin, i zdać sobie sprawę z tego, że o wiele bardziej przyczyniacie się do rozwiązania, kiedy to robicie, niż kiedy mówicie komuś, co według was naprawdę się dzieje".
Dobre uwagi.
***
Po wybuchu wojny na Ukrainie pokój wydaje się być w centrum zainteresowania wszystkich.
Pokój, który znam. I zaczynam odczuwać wielkie współczucie. Nie wiem, czy pokój sam w sobie to spowodował, czy też przyczyniły się do tego wzrastające energie.
Gburowaty się rozmraża. Troll pod mostem wychodzi na zewnątrz. Humpty Dumpty znów jest razem.
P-E-A-C-E - tak się pisze ulga. Z tej stabilnej platformy pozwolę sobie poeksperymentować, wdychając miłość z serca. Zobaczmy, co to da.
Rezultatem jest coś, co nazwałbym duchowym dorosłym. Osobą całkowicie solidną w sobie (w prawdziwym pokoju ze wszystkim, a więc dorosłą) i promieniującą tym, czego świat najbardziej potrzebuje i pragnie (miłością).
Człowiek pokoju promieniujący miłością. To jest dopiero zaszczytny cel, do którego warto dążyć.
***
Czym różni się pokój na co dzień od pokoju jako stanu boskiego?
To, co jest różne dla mnie, to fakt, że codzienny spokój czuje się w jakiś sposób zawarty we mnie. W najlepszym wypadku czuję się spokojny i mój umysł zatrzymuje się na chwilę. Nie ma poczucia, że to, jak się czuję, jest związane z jakimś większym stanem niż moja codzienna świadomość.
W boskim stanie spokoju ja jestem w nim, ale nie jest on we mnie. Mam wrażenie, że jest to stan uniwersalny, a ja jestem tylko jego częścią. Jestem w pokoju, który rozciąga się wszędzie. Albo jestem zanurzony w uniwersalnym oceanie miłości.
W zwykłym spokoju wszystko się przerywa; jestem na krawędzi uczucia zdenerwowania, oczekując przerwania. Przychodzę i odchodzę od tego, co jest raczej ciszą niż prawdziwym pokojem.
W prawdziwym pokoju rzeczy nadal przeszkadzają, ale nie jestem na krawędzi, oczekując ich. Ja", które byłoby na krawędzi, zniknęło z pola widzenia. Pozostaje tylko "ja" obserwatora. (1) To "ja" jest pozbawione porządku dziennego. Dlatego mogę płynnie przechodzić z jednej sytuacji do drugiej.
W codziennym spokoju mogę nadal być świadomy funkcji mojego ciała. Na przykład moje serce może bić. Ale w prawdziwym spokoju nie jestem świadomy żadnych funkcji. Wszystko jest całkowicie ciche i spokojne.
Z wyjątkiem Aum dzwoniącego w moich uszach....
Przypisy
(1) Tak, prawdziwe "ja". Ale musiałbym zdać sobie z tego sprawę, żeby zauważanie miało jakikolwiek wpływ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz