niedziela, 15 października 2017

Miastko: spotkanie z figlarnymi karłami (lipiec 1996 r.)

Biegające po domu skrzaty, owłosione humanoidy albo małe chochlicze karły. W badaniu zjawisk anomalnych często można natknąć się na mur, który może okazać się dla wielu badaczy barierą nie do przeskoczenia. Wszak, jak bowiem podejść do spraw, gdzie grupka małych istot atakuje w lesie przechodnia i kradnie mu buty ? Takie zdarzenie miało miejsce niedaleko miejscowości Miastko, w woj. wielkopolskim.

Zdarzenia z udziałem małych humanoidalnych istot, często przypominających postacie z baśni i folkloru, to sprawy szczególne na tle zjawisk, które zwykło określać się anomalnymi. Wielu badaczy nieznanego posiada wiele tego typu przypadków w swoich archiwach, ale ze względu na wręcz kłującą w oczy niezwykłość tych incydentów po prostu wstrzymuje się z ich upublicznieniem. Trudno bowiem traktować poważnie incydenty, gdzie świadek spotyka na swojej drodze postać wyglądającą jak – wypisz, wymaluj – skrzat lub chimerę. Zwykle wystawia się takiemu świadkowi notę dziwaka lub uznaje się, że uległ jakiemuś urojeniu. Często jednak osoby, które doświadczają takich zdarzeń to wiarygodni ludzie, którzy w zetknięciu z taką siłą nie potrafią poradzić sobie z jej interpretacją; są bezradni i wewnętrznie rozdarci. Wielu nie decyduje się nawet nikomu o tym mówić z obawy o drwinę i powszechną wzgardę.
Bez wątpienia Krzysztof M. (lat 44), obecnie mieszkaniec Leszna, po spotkaniu z tajemniczymi postaciami w lesie przez wiele lat ukrywał się ze swoją historią. Dopiero moje próby kontaktu z nim zachęciły go do zwierzenia się ze swojego przeżycia. Zdecydowanie nie było to łatwe dla niego i bardzo długo musiałem czekać na odpowiedź Krzysztofa na mojego maila z prośbą o kontakt. O sprawie dowiedziałem się zupełnie przypadkiem podczas dokumentowania pewnej obserwacji UFO w Lesznie. Świadkiem zdarzenia był brat Krzysztofa – to on opowiedział mi, że w jego rodzinie kiedyś doszło do przedziwnego epizodu.
Krzysztof streścił mi swoje przeżycie w mailu, nie co później udało mi się przeprowadzić z nim kilka rozmów telefonicznych. Po latach zdecydował się nawet wrócić w to miejsce i specjalnie dla mnie wykonać kilka fotografii. ,,Przez lata starałem się nie chodzić tą drogą, omijałem ją szerokim łukiem. Jak już, to raczej z kimś. To, co mnie spotkało było na tyle przerażające, że następnego dnia obudziłem się z pierwszym kosmykiem siwych włosów, a miałem raptem 23 lata wówczas. To świadczyło, że przeżyłem to na prawdę I nie przyśniło mi się to niestety”. – relacjonował w rozmowie telefonicznej.
,,To mógł być rok 1996 r, na pewno lipiec”. – pisze w liście Krzysztof. - ,,Byłem ja, moja dziewczyna i dwóch naszych znajomych. Siedzieliśmy nad jeziorem Brzeźnie do późnego wieczora, koło miejscowości Zaborówiec. Tak często spędzaliśmy wieczory, gadając i grając na gitarze. Tego wieczora siedzieliśmy do godziny 23, mogła to być sobota, bo wiem, że miałem w tedy dzień wolny od pracy. Kiedy zrobiło się już późno, odprowadziłem swoją dziewczynę do wioski (Zaborówiec), nasi znajomi też mieszkali w Zaborówcu i z nimi również się pożegnaliśmy. Choć była propozycja, aby pójść jeszcze coś wypić, ale ja już byłem zmęczony i chciałem wrócić do domu. Wracałem do Miastka na przełaj przez łąki, mając po prawej stronie jezioro. Doszedłem do polnej drogi łączącej Miasto z miejscowością Papiernia i kierowałem się na zachód. Po prawej stronie miałem las, po lewej stronie pole i otwartą przestrzeń, za chwilę wszedłem w las.
Zrobiło się nagle cicho
,,Była już może 24, pięknie słychać było leśną zwierzynę, sowy, coś tam nagle przebiegło, ale byłem do tego przyzwyczajony, wiedziałem, że to jakaś może kuna, czy coś takiego. Znałem dobrze te okolice więc się nie bałem. Ale nagle stało się coś dziwnego, nie wiem czy to moje zmęczenie, ale nagle poczułem niezrozumiały niepokój. Zrobiło się tak jakoś groźnie, poczułem gęsią skórkę, zrobiło mi się zimno nagle, a było to lato i było dość ciepło więc trochę dziwne. W pewnym momencie nic już nie słyszałem, taka cholerna cisza się zrobiła, że aż stwierdziłem o kurcze trzeba biec, coś się dzieje, bo czułem spojrzenie. Myślałem, że to może kłusownicy są w lesie, i zacząłem biec, ale było to dziwne, nogi miałem jak z waty, nie mogłem biec, powłóczałem nogami, przeszedłem tak może 5 metrów. To było takie uczucie, jak w śnie czasami próbuje uciekać, a nie mogę. I w tedy usłyszałem taki rechot, ale nie żaby tylko ludzki, taki śmiech przechodzący w rechot. Stanąłem jak wryty, czułem że stoją mi wszystkie włosy na głowie. Nie mogłem się w tedy ruszyć i usłyszałem, że coś się szamocze w krzakach. Prawie łzy mi naszły ze strachu, bo chciałem uciekać, a nie mogłem. I wtedy zobaczyłem jakieś cienie, sylwetki postaci wychodzące z tych krzaków, ode mnie to było może 3 m. Była jasna noc, więc widziałem tylko cienie postaci, było ich może trzech, czterech. Niskiego wzrostu może 1 m. Wyglądały i miały sylwetki ciała jak dzieci, ale dziećmi raczej nie były. Wylazły z tych krzaków i świergotały, skrzeczały jak jakieś dzikie zwierzęta, to już nie był dźwięk człowieka, to był dźwięk jakiegoś potwora. Zbliżały się w moją stronę, skacząc, podskakując odbijały się lekko od ziemi i rzuciły się na mnie. Poczułem, jak upadłem i czułem, jak skakały po mnie.
,,Ukradli mi buty”
Mapa miejsca obserwacji. Strzałka wskazuje, gdzie doszło
zdarzenia
,,Nie mogłem nic zrobić, padłem jak kłoda. Po chwili straciłem przytomność. Obudziłem się i już nikogo nie było obok mnie. Podniosłem się i zacząłem biec, ale nagle stanąłem, patrzę nie mam butów. Ukradli mi buty pomyślałem, miałem gołe stopy zabrali mi buty ze skarpetkami. Stanąłem, rozejrzałem się, ale obok mnie nie było moich butów więc zacząłem biec co sił do domu. Przebiegłem odcinek 500 metrów jak strzała. Wpadłem do domu i pobudziłem swoich rodziców krzycząc, że mnie napadli w nocy i ukradli buty. Ale rodzice nie uwierzyli, stwierdzili że popiłem sobie i mam się położyć spać, bo gadam głupoty. Nigdy więcej tamtą drogą już nie chodziłem sam, balem się zwyczajnie. To coś nie było ludzkie, choć miało sylwetkę człowieka. Następnego dnia poszedłem, pamiętam, do kościoła, choć nie uważałem się za wierzącego, ale nie wiem czy to coś nie miało jakiś diabelskich zamiarów. Pomodliłem się tak szczerze, ale nigdy więcej już niczego takiego nie spotkałem w swoim życiu. To było tylko raz na tej drodze koło Miastka”.
Krzysztof nie wiele zapamiętał szczegółów w wyglądzie postaci, które go napadły w lesie. Obserwację utrudniały nocne warunki. Widział jedynie sylwetki postaci. Był jednak pewien, że nie były to zwierzęta. ,,Widziałem kontury ludzkiej postaci. Oni wyglądali, jak ludzie, ale były niskiego wzrostu. Nie mogły to być dzieci. Co niby dzieci o tej porze robiłyby w lesie ? Poza tym siłą, jaką dysponowały nie wskazywała na to, że to dzieci. Powaliły mnie bez problemu na ziemię. Miały siłę, jak dorosły człowiek, ale ten wzrost był mylący. Na moje oko mogły mieć jakieś 1,20 m. wzrostu. To jest wzrost co najwyżej ludzkiego karła, ale co robiła trójka bądź czwórka, teraz już nie pamiętam dokładnie, ile tych postaci było, w lesie ? To jest wieś, tu się wszyscy znają. Na pewno mieszkańcom byłoby wiadomo, że w okolicy mieszkają karły. Poza tym dźwięki, jakie wytwarzały nie były ludzkie. To przypominało rechot pomieszany z jękami. Coś przerażającego. To mogło mi się skojarzyć z jakimś diabłem albo siłą nieczystą”. – zwierzył się Krzysztof.

Miejsce, gdzie wyłoniły się istoty
Droga, którą poruszał się świadek

Szczególnie interesujące było tutaj porównanie świadka do demonicznych postaci. Faktycznie, słuchając opowieści Krzysztofa ma się wrażenie, że jest rodem z jakiegoś filmu grozy. Problem w tym, że wydarzyła się ona realnie, o czym świadczył brak obuwia na stopach Krzysztofa, kiedy obudził się na drodze leśnej.
Możemy oczywiście skwitować przeżycie Krzysztofa jako zwykłe złudzenie. Wiadomo, że podczas towarzyskiego spotkania nad jeziorkiem sięgnął po alkohol. ,,Wypiłem co najwyżej dwa piwa, nie więcej. Trudno uznać, że mi się to przewidziało po alkoholu. To było zbyt realne. Coś ewidentnie mnie przestraszyło i napadło. Jak sobie to nawet dzisiaj przypominam, to mam gęsią skórkę na ręce”. – twierdził.
Gdy rozłożymy na czynniki pierwsze relację Krzysztofa, dostrzeżemy wiele elementów wspólnych z bliskimi spotkaniami UFO i zdarzeniami o charakterze paranormalnym. Przede wszystkim charakterystyczne jest tutaj uczucie grozy i zimna. ,,Poczułem, że narasta, jakaś groza, coś się zaraz wydarzy i jeszcze ten chłód i gęsia skórka”. To są przypadki świadczące, że w takich momentach dochodzi do odziaływania silnej energii (być może elektromagnetycznej), która zmienia potencjał pól elektrostatycznych. Wówczas świadek może odczuwać chłód, mieć gęsią skórkę a nawet będą mu stawać włosy dęba.
Inna sprawa to wspomniana ,,cisza”, o niej bardzo często możemy usłyszeć od świadków, którzy przeżyli bliskie spotkanie z UFO. W literaturze ufologicznej zwykło określać się ją ,,czynnikiem OZ”. Często świadkowie mają problemy z jej opisaniem. Jest to stan psychofizyczny wywołany jakimś czynnikiem zewnętrznym, kiedy dochodzi do całkowitego wyłączenia świadka, chwilowego oderwania go od rzeczywistości. Z czymś takim spotkał się również Krzysztof, kiedy zza krzaków wyskoczyły postacie i rzuciły się na niego.  
To, co szczególnie fascynuje w przeżyciu Krzysztofa, dotyczy wspólnych elementów z ,,żywym folklorem”. Tym terminem posługują się badacze dokumentujący przypadki o wysokim ,,współczynniku dziwności”. Kiedy mówimy o spotkaniach z istotami wyglądającymi, jak gnomy, skrzaty i chimery, swoim wyglądem wpisujące się w dawny folklor. Takich spraw udokumentował bardzo wiele Arkadiusz Miazga, autor słynnego cyklu ,,Magonia po polsku”. Te kontrowersyjne przypadki opisuje również w swojej książce ,,Magiczna rzeczywistość”.
Motyw karła jeszcze do niedawno często gościł w bliskich spotkaniach z UFO. Kiedy sięgniemy do historii ufologii, zauważymy, że podczas słynnej fali UFO w latach 50 – tych we Francji wielokrotnie doszło do spotkań z małymi, brodatymi postaciami, które wychodziły z groteskowo wyglądających pojazdów latających w kształcie jaja i często zaczepiały ludzi.
W folklorze ludowym demoniczne postacie typu skrzaty, elfy i gnomy znane są ze swojej chochliczej natury. Opisy etnograficzne bardzo często wskazują, że krasnale potrafiły wykradać ze spichlerza mąkę, podkradać z domu jedzenie, niekiedy ich łupem padały różne przedmioty i rzeczy osobiste. Przykładowo w irlandzkim folklorze funkcjonuje mit o Leprechaunie, skrzacie uwielbiającym płatać figle, mającym skłonność do podkradania ludziom różnych rzeczy.
Czy z czymś takim spotkał się Krzysztof w lesie, nieopodal miejscowości Miastko ? Nie wiadomo. Takie zdarzenia dzisiaj uchodzą zdecydowanie za rzadkość. Nie wykluczone, że nie są to istoty z krwi i kości, ale efemeryczne emanację jakieś siły, która wchodząc w kontakt z ludźmi dopasowuje swój wygląd do naszych wierzeń, religii i przekonań. Jest zwodnicza i bardzo często ma naturę psotnika.

Wszystkich świadków podobnych zdarzeń proszę o kontakt na maila: dam.trela@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz