
Rzekomo całkowicie innowacyjne i rewolucyjne projekty, ogłoszone dziś w ramach Jeszcze Odważniejszego i Nowszego Świata, nie tylko już istniały, ale na poprzednich etapach były zaciekle niszczone i eliminowane, jako niepotrzebne przeszkody na drodze postępu.
Kto tak naprawdę wysadził w powietrze transport publiczny?
Ci sami ludzie, którzy dziś zabraniają nam korzystania z prywatnych samochodów, wcześniej skutecznie ograniczali i eliminowali transport publiczny. Linie autobusowe i kolejowe poddane komercjalizacji i prywatyzacji przestały funkcjonować jako usługi publiczne, w praktyce zmuszając ludzi do przesiadania się do własnych samochodów, czemu radośnie przyklaskiwał przemysł samochodowy.
Teraz nadszedł czas, by producenci rowerów i motorowerów wzięli swój udział w kumulacji, ale mamy wierzyć, że ta konkretna branża opiera się na dobrowolnych spółdzielniach hipisowskich misiów koala, a nie jest takim samym biznesem jak inne, z równie dużymi funduszami na lobbing i dostępem do portfeli radnych i burmistrzów. Niestety, polowanie na kierowców nie wskrzesi automatycznie linii autobusowych i kolejowych.
Blokowaniu miast nie towarzyszy odbudowa transportu publicznego, wręcz przeciwnie, często jest ona utrudniana, bo żaden autobus czy tramwaj nie przeleci przez te puste, betonowe hektary, powstałe w centrach miast, bez samochodów, ale i bez ludzi. Prawdziwym celem nie jest bowiem zastąpienie jednej formy transportu inną, ale faktyczne unieruchomienie większej części ludzkości.
Roślinożercy
W Europie Wschodniej mamy wielu krytyków transformacji centrów miast, która rozpoczęła się dokładnie po 1990 roku i nasiliła się wraz z przystąpieniem do UE. No dobrze, ale kto, do cholery, zamienił te dzielnice miast w kamienne i betonowe pustynie? Kto wyciął drzewa i krzewy od lat rosnące na miejskich skwerach, "bo mogą się tam kręcić menele"?
Kto chciał, żeby było nowocześnie i europejsko, bo na pewno nie mieszkańcy, tylko ta sama elita, która teraz udaje, że jest tak blisko natury i lubi zieleń? Zniszczyli zieleń istniejącą od pokoleń, a teraz twierdzą, że wymyślili zielone skwery i trawniki! I znowu stara i naturalna zieleń przeszkadza, ale drzewa trzeba sadzić w donicach na środku ulic, jak to zrobiono za miliony funtów w brytyjskim mieście podczas pandemii. W rzeczywistości jest to inżynieria społeczna, a nie ekologia i przyjazne dla środowiska planowanie urbanistyczne.
Mieliśmy już zielone, przyjazne jednostki sąsiedzkie.
Modna ostatnio wizja "15-minutowych miast" ma podobnie alienujący charakter. Jego mieszkańcy może i pójdą na sojową latte na piechotę, ale barista, który im ją przygotuje i sprzątaczka, która zajmie się bałaganem w ich mieszkaniach, będą musieli podróżować godzinami z trzema przesiadkami autobusem elektrycznym do tych oaz nowoczesnej, zielonej, odważnej szczęśliwości. Co więcej, sam pomysł jest zupełnie niezwiązany z europejską urbanistyką, będąc reakcją na problemy amerykańskich miast, które przez blisko sto lat były podzielone na ściśle odseparowane strefy zamieszkania, biznesu, przemysłu i rozrywki, co skutkowało koniecznością przemieszczania się coraz dalej w warunkach dużego natężenia ruchu i restrykcyjnego kodeksu drogowego.
Tymczasem sytuacja na Starym Kontynencie, w tym w jego wschodniej części, była zgoła odmienna. Co więcej, analogiczne koncepcje były już wdrażane i to właśnie wtedy, gdy Amerykanie zaczęli zamykać się na przedmieściach. Europejskie miasta pełne są modelowych osiedli mieszkaniowych ("Neighbourhood Units"), wznoszonych od lat 30. ubiegłego wieku, a w Europie Wschodniej szczególnie od lat 70. XX wieku. W środku takich (często centralnie budowanych) sektorów znajdowały się sklepy ogólnospożywcze, punkty usługowe, centra społeczności i aktywności, szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia, apteki, kościoły itp. Słowem, było tam wszystko, co uznano za niezbędne, aby lokalna społeczność nie musiała przenosić się do centrum miasta. Takie dzielnice były często projektowane jako obszary zamknięte dla samochodów, z drogami dojazdowymi, parkingami i garażami na obrzeżach.
Jednak na Zachodzie, wraz z postępem finansjalizacji i deregulacji, tj. od lat 80. XX wieku, a w Europie Wschodniej po 1990 roku, zadbano o to, by obszary te zostały szczególnie zdegenerowane, zdegustowane i poddane komercjalizacji. Zamknięto biblioteki i centra aktywności, lokalne sklepy nie wytrzymały konkurencji hipermarketów i centrów handlowych, lokalna gastronomia ustąpiła miejsca najpierw sieciom fast food, a teraz dostawom.
Nawet szkoły zostały zamknięte i zburzone, by stworzyć wielkie konglomeraty edukacyjne, oddalone od miejsc zamieszkania i uczące dzieci stania w korkach, by się do nich dostać. Ponownie, nie zrobili tego żadni ignoranccy, średniowieczni, tradycjonalistyczni faszyści. Było to dzieło postępu, kojarzone na Zachodzie z triumfem Reaganomiki i Thatcheryzmu, a na Wschodzie ze zwycięstwem antykomunizmu i peryferyzacji. Dziś ideologicznie motywowani urbaniści chętnie grają na tęsknocie za "ładną okolicą i znajomą panią w osiedlowym sklepie". Dlaczego więc to zniszczyli, skoro już to mieliśmy?
Te już z powodzeniem istniejące 15-minutowe miasta zostały rozbite jako "relikty komunizmu" lub "niepotrzebne elementy nadopiekuńczości państwa", a teraz ta sama, stuletnia koncepcja Clarence'a Perry'ego jest przedstawiana jako wielkie odkrycie świata zerowego wzrostu. Tylko te dzisiejsze mają jeszcze jedno drobne ulepszenie: są ZAMKNIĘTE. Naprawdę zamknięte, z limitami wjazdu do poszczególnych stref i zdroworozsądkową wygodą zastąpioną systemem zakazów, jak to miało miejsce w Oxfordzie i Sheffield i co prawdopodobnie czeka nas wszystkich z czasem.
Jednak niektórzy naiwni ludzie znów wpadają w pułapkę. "Ojej, wyścig szczurów się skończył, znów będziemy żyć lokalnie!" powtarzają bezmyślnie, jakby globalna inżynieria społeczna przyniosła coś innego niż większe represje, zwiększony nadzór i zintensyfikowany wyzysk w interesie 1% najlepszych. Halo, czy ty właśnie spadłeś z Marsa? Gdzie byłeś przez ostatnie trzy lata, czy nie zauważyłeś, że zostaliśmy już pomyślnie przetestowani pod kątem tego, jak nas wyłączyć? Nie widzisz różnicy między lokalnym sąsiedztwem, którego nie musisz opuszczać, a tym, którego nie wolno ci opuszczać? Czy nie masz skojarzeń ze światem, w którym Twój samochód może zostać unieruchomiony z zewnątrz, energia w Twoim domu może zostać zdalnie zablokowana, a cały sektor, do którego jesteś przypisany, może zostać odizolowany? Masz rację, wyścig szczurów się skończył, laboratoria szczurów wystarczą do przetrwania systemu.
Miasta Eloi i usługi Morloków
Blokady COVID przećwiczyły rzeczywistość całkowicie zamkniętych miast i całych krajów. Ponieważ wtedy nie protestowaliśmy, nie dziwmy się, że test z lat 2020-22 przekształca się teraz w system: permanentny stan wyjątkowy, na dobry początek w transporcie, a raczej jego braku, a także w mieszkalnictwie. Ta wizja wywodzi się wprost z opowieści o Eloi i Morlockach i łatwo zgadnąć, do której grupy należy większość z nas.
Cóż, z drugiej strony nie przejmujmy się zbytnio. To może być tylko 15-minutowe spłaszczenie krzywej...
*
Uwaga dla czytelników: Kliknij przycisk udostępniania powyżej. Śledź nas na Instagramie i Twitterze oraz subskrybuj nasz kanał Telegram. Zachęcamy do ponownego publikowania i udostępniania artykułów Global Research.
Wszystkie artykuły Global Research można czytać w 51 językach, aktywując przycisk "Tłumacz" pod nazwiskiem autora.
**By Konrad Rekas
**Source
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz