Może zacznę od wyjaśnienia mojej definicji słowa „pieczęć”-
katolickie blokady nie są pieczęciami per se, tylko zwykłymi blokadami.
Pieczęć to symbol kontraktu (i zazwyczaj ma postać rysunku) a
katolickie sakramenty są na ludzi nakładane bez udziału ich świadomości.
Nie mieszczą się więc w definicji „pieczęci”, jaką ja znam. Warto mieć
to na start wyjaśnione, gdyż sposób działania definicji, jakie stosujemy
ma na nas ogromny wpływ. Więcej o tym
TUTAJ.
Kiedy człowiek nawiązuje kontakt z jakąś istota niefizyczną często
uzgadniają razem jakiś symbol, który będzie odpowiednikiem „numeru
telefonu” do tej istoty, czyli będzie prowokował ją do kontaktu. Za to
zazwyczaj od człowieka wymagane jest jakieś działanie- i to się w magii
nazywa „kontrakt”. Nie jest to sposób działania katolickich sakramentów,
są podobne- ale nie takie same. Brakuje bowiem udziału świadomości tego
człowieka. To tak w kwestii formalnej używania słowa „pieczęć”.
Wielu ludzi szuka dziś sposobu na uwolnienie się od katolickich
blokad, wielu podejmuje także próby zrobienia tego. I chwała im za to,
jako, że każda blokada jest szkodliwa. Problem z osiągnięciem sukcesu
polega jednak na niepełnym zrozumieniu zagadnienia. Od tego należy w
mojej opinii zacząć. Zacznijmy więc.
Po pierwsze to, co nazywa się „sakramentami” w katolickiej
nomenklaturze to kopia starożytnych metod mistycznych pomocnych w
codziennym życiu. Jednak Kościół Katolicki nie powstrzymał się od swoich
dodatków, i na przykład pośród sakramentów postulowanych w XI wieku
były także między innymi „namaszczenie na króla” i najciekawszy dla
dzisiejszego społeczeństwa –„konsekracja dziewic”! - proszę sobie
wyobrazić obowiązek konsekracji dziewic w XXI wieku. Proszę sobie
wyobrazić te kolejki dziewic… po sam horyzont... Ale nie śmieszkujmy,
przepraszam za dygresję. Dość powiedzieć, że liczba siedmiu sakramentów
obowiązuje w Kościele Katolickim dopiero od XIII wieku. Liczba ta
pozostaje w użyciu do dziś, z czego najgroźniejsze są dwa: chrzest i
bierzmowanie. Wszystkie one noszą ślad bardzo przemyślanego zabiegu, co
dowodzi, że projektował je ktoś naprawdę znający się na rzeczy. Nie wiem
kto- prawdopodobnie były to kręgi jezuickie, jednak to tylko domysł.
Powodem snucia tego domysłu jest fakt, że spośród zakonów katolickich w
naszych czasach tylko Jezuici naprawdę „wiedzą o co chodzi” i potrafią
chociażby stosować kabałę. Nie opierają się na dogmatach, tylko na
prawdziwej wiedzy mistycznej. Nie zawsze jednak musiało tak być, karty
historii są przecież pełne dziur. Więc nie wiadomo kto te blokady
zaprojektował. Wiadomo jednak coś innego- profan nigdy nie założy takiej
blokady skutecznie. Może się zbliżyć do oryginalnego efektu, ale po to
ich zakładanie jest oparte na dewocji i tylko na dewocji, aby każdy
ślepo wierzący mógł te blokady przekazywać dalej. Nie ma co jednak
ukrywać, że wśród księży katolickich nie jest to dziś warunek w pełni
spełniony. Każdy mający jako takie pojęcie o autentycznej mistyce wie,
że da się skonstruować zabieg energetyczny możliwy do powielania przez
innych, ale aby go powielać ten „inny” ktoś musi być energetycznym
przedłużeniem swojego źródła. Mówiąc po polsku musi albo mieć tą sama
wiedzę, albo przynajmniej ślepo wierzyć w autorytet swojego
mistrza/bóstwa/zwierzchnika (niepotrzebne skreślić). Jeśli ani jedno ani
drugie nie ma miejsca- cały zabieg jest tylko teatralną szopką, niczym
więcej. Profani nie będą w stanie nawet prostego zabiegu opartego na
dewocji wykonać. Egregory katolickie to nie papier toaletowy, nie dają
się przywoływać ludziom, którzy w nie nie wierzą - inaczej już dawno
dałyby się wciągnąć w zastawiane na nie pułapki. Oczywiste więc jest, że
żaden człowiek poddany tym sakramentom nie wie na ile dewocja kapłana
udzielającego sakramentu była prawdziwa, ale są przypadki ludzi u
których pomimo ciągłego poddawania się sakramentom nie widać żadnych
efektów ich działania. Jeśli robi to ksiądz „bez powołania” jak to się
mówi- efektu po prostu nie ma. I należy zauważyć, że jest to dziś częste
zjawisko.
Druga sprawa jest taka, że siła działania tych blokad wcale nie jest
tak wielka, jak ludzie sądzą. Zwalają swoje niepowodzenia w różnych
aspektach życia właśnie na te sakramenty, często zupełnie niesłusznie.
Ludzie widzący astralnie mogą potwierdzić, że sakramenty widać jak
ciemną gumę do żucia oblepiającą ludzką głowę. Nie jest ze stali, nie
jest z betonu. Jest miękka, słaba i jedyna jej siła polega na lepkości -
strachu. Pozbycie się ich więc nie jest walką o życie, można to robić
zupełnie bezpiecznie- z tym jednym niuansem, że dziś promowane sposoby
polegają często na wdepnięciu w jeszcze gorszy syf. Czemu tak jest? Z
prostego powodu, iż
wszystkie te blokady można zdjąć tylko samemu.
Tak, nie przejęzyczyłem się. Tylko własnym autorytetem duchowym można
to rozpuścić i wypłukać, inaczej z jednego błota wchodzi się w gorsze
szambo. Wielu ludzi promuje sposoby polegające na posługiwaniu się
autorytetami jakichś istot duchowych (najróżniej zwanych), co jest
przecież szczytem bezmyślności, gdyż nie usuwa niczego a jedynie dodaje
kolejne blokady- blokujące poprzednie blokady. To takie wymyślanie
lekarstwa na skutki uboczne poprzedniego lekarstwa. Żadna wysoko
rozwinięta istota nie pomoże w zdjęciu takich blokad z tego powodu, że
musiałaby wtedy sama zacząć kontrolować wolę danego człowieka. Jeśli ten
człowiek tej woli sam nie posiada – nie ma jeszcze czego uwalniać.
Żadna dobrze nam życząca istota tego nigdy nie zrobi, bo właśnie o to
chodzi aby człowiek sam przejął kontrolę nad sobą- a nie spod jednego
nadzorcy przeskakiwał pod drugiego. Wykorzystywanie autorytetów
najróżniejszych „istot anielskich” i tym podobnych to nic innego jak
pakowanie się w jeszcze większe więzienie.
Nie o to chodzi aby ktoś nas uwolnił- tylko żebyśmy sami to zrobili.
Po to w ogóle w przeznaczeniu istnieje coś takiego jak blokady- aby się
ich samemu pozbywać, ucząc się wolności i własnej siły. Ludzki duch
jest jedną z najpotężniejszych istot duchowych, może uwolnić ciało od
takich blokad w kilka chwil- ale poza naprawdę ekstremalnymi przypadkami
nie zrobi tego nigdy na siłę. Wolna wola jest pierwszym prawem światów
duchowych, i cały proces rozwoju duszy to właśnie uczenie się tego
prawa. Uczenie się własnej wolności wyborów.
Miarą dojrzałości człowieka jest właśnie umiejętność samodzielnego uwolnienia się od takich blokad.
Dlatego ani żadne dziwne istoty niefizyczne, ani nawet inny człowiek
nie może tego dla nikogo wykonać, jedyne co może zrobić to przekazać
człowieka pod but innego egregora. Można przekazać wiedzę jak to zrobić-
ale nie można tego za kogoś zrobić. Chyba, że zamierza się do końca
życia być opiekunem tego kogoś – co było praktykowane w kręgach
szamańskich – ale przed epoką globalizacji, czyli gdy szaman miał pod
opieką 50 znanych sobie ludzi, a nie społeczność internetową liczącą
20.000 pseudonimów. W dawnych czasach było możliwe kultywowanie w danej
społeczności kogoś takiego jak szaman, który wychowywał nowych szamanów i
ich zajęciem było właśnie usuwanie pasożytów z ludzi- ale ci szamani
dobrze wiedzieli, że w ten sposób biorą na siebie odpowiedzialność za
kogoś niedojrzałego i muszą stanąć na wysokości zadania pilnując tego
kogoś do końca życia -lub nauczyć go dojrzałości. To dlatego zabiegi
szamańskie nie są dostępne publicznie. Jeśli jakiś nowożytny szaman o
tym nie wie – to jest d…. a nie szaman.
Sakramenty to technicznie mówiąc wymuszanie przysiąg z pozycji autorytetu.
I częstą pułapką jest szukanie innego obcego autorytetu do pozbycia się
ich. Jeśli człowiek potrzebuje obcego autorytetu- to znaczy, że jeszcze
nie ma własnego i nie dojrzał do rozpuszczenia blokad katolickich.
Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji nakładanie sobie nowych jest
jedynie pogarszaniem sytuacji. Przecież kiedyś w przyszłości trzeba
będzie zdjąć sobie z głowy oba zestawy blokad. Samodzielnie i bez
niczyjej pomocy. Własnym autorytetem. Chodzi o uwolnienie się od
wszelakich zwierzchników – a nie o przyjęcie sobie nowego. Żebym tez był
dobrze zrozumiany- jeśli ktoś ma ochotę na zmianę panującego nad nim
egregora- ma do tego pełne prawo. Jesteśmy wolne istoty i możemy robić
co nam się podoba. Nie mi oceniać czy jakieś słowiańskie bóstwo na
przykład będzie lepsze czy gorsze od katolickiego. Ja tylko mówię, że to
nie ma nic wspólnego z pozbywaniem się blokad. Proszę tych dwóch rzeczy
ze sobą nie mylić. To jak z praca zarobkową- albo odchodzę z pracy i
otwieram własny biznes stając się własnym szefem, albo jedynie zmieniam
szefa idąc do innej pracy u kogoś. Każdy egregor nakłada jakieś blokady,
i robi to tylko po to aby się bronić przed opanowaniem przez człowieka.
Egregory bez blokad nie istnieją już od setek lat, ludzie je dawno
rozpuścili. Sens tych słów zrozumie ktoś, kto był chociażby w Węsiorach.
Nie ma altruistycznych egregorów, każdy z nich musi się czymś żywić – i
odżywianie to jest kwestią jego przeżycia, niemądrze jest więc
oczekiwać, że nagle zaprzestanie się zabezpieczać. Warto mieć tego
świadomość.
Kolejnym bardzo niebezpiecznym aspektem dziś promowanych technik są
przysięgi. To wymaga wyjaśnienia- otóż w magii hermetycznej jest takie
powiedzenie „nigdy niczego nie przysięgaj- bo stanie się to twoim
więzieniem”. Na pułapkę przysiąg nabrało się wielu utalentowanych ludzi,
włącznie z wielkim Crowleyem. Promowane dziś techniki zawierają masę
ślubowań nowym panom, które na zasadzie słabych wiązań katolickich
(opisana wcześniej guma do żucia) po prostu dominują katolickie
sakramenty- wcale ich nie usuwając. Aby być wolnym- nie wolno niczego
nikomu przysięgać, prawda? Niebezpieczeństwo tego świetnie obrazuje
Sienkiewiczowski Kmicic, który przysięgał Radziwiłowi, że zawsze będzie
go wspierał… koniec tej historii był jak wiadomo bardzo smutny. Rozwój
duszy polega na coraz większym panowaniu nad swoim losem- co nie może
się dziać, gdy ślubujemy cokolwiek, prawda? Aby kontrolować swój los
trzeba mieć wolną wolę wyborów, a nie być kserokopiarką woli egregora.
Zatem rozpuszczenie katolickich sakramentów zawiera w sobie zerwanie
wszystkich ślubowań. Wymaga wzięcia pełnej odpowiedzialności za siebie i
swój los. Kto tego nie chce, kto nie umie odważnie powiedzieć „nie
potrzebne mi w życiu żadne bóstwo, więc wszystkie precz ode mnie
natychmiast” –ten nie ma jeszcze w sobie odwagi ani dojrzałości
koniecznej do zerwania więzów. Proszę dobrze zrozumieć co ja próbuję
powiedzieć: nie da się tych blokad jedynie poluzować. Albo się je
całkowicie zrywa i nie przyjmuje nowych -samemu biorąc odpowiedzialność
za swoją boskość, albo się je jedynie zastąpi innymi- co osobiście
odradzam. Każdemu z nas Istnienie nadało prawo do istnienia, bez żadnego
zwierzchnictwa. To jedynie dzieci potrzebują opiekunów (i po to
powstały egregory), a ludzie już dziećmi nie są. Składanie więc nowych
przysiąg pod szyldem uwolnienia się od starych mija się z celem
całkowicie. Można zastosować powrót do wcześniejszych- ale to nie to
samo. O czym poniżej.
W tym świecie poruszamy się przy pomocy biologicznych skafandrów, czyli naszych ciał.
I te ciała mają w sobie zaprogramowaną genetycznie jedną jedyną przysięgę- ślubuję chronić duszę w tym świecie.
To jest jedyna przysięga, jakiej powinno się dochowywać. Cały program
„ego” jest realizacją tej właśnie przysięgi, nasze ciała ślubują swoimi
genami to własnie wykonywać. Przysięgły to przyjmując w siebie nasze
dusze. I to do tej przysięgi można się zawsze odwołać zrywając inne.
Ciało musi zrozumieć, że ślubując posłuszeństwo czemukolwiek w tym
świecie łamie tą pierwszą przysięgę, która jest sensem jego życia. Ciało
ma być ochroniarzem duszy w tym świecie, taka jest jego powinność. Jest
pancerną rękawicą, w której dusza doświadcza tego świata. Jest jej
opiekunem i protektorem, i przed samym Bogiem-Istnieniem przysięgło
wykonanie swojej powinności. Uświadomienie (lub raczej przypomnienie) mu
tego faktu ułatwia pozbycie się blokad –tak katolickich jak każdych
innych. Umożliwia zerwanie ślubowań egregorom – Radziwiłom bez śladu
skrupułów – i to o taki stan mentalny chodzi. Nie po cichu jak myszka,
tylko z całej siły, przeodważnie i z buta jak to się dziś mówi. Blokady
katolickie rozpuszczać można na wiele sposobów, ale najmądrzej jest je
najpierw osłabić mentalnie, a potem rozpuścić emocjonalnie –czyli
astralnie.
Dalej: