poniedziałek, 13 marca 2023

World Wide Web: Kogo to było zaprojektowane, aby złapać?


 

Podstawowe cele Internetu zawsze były nadzoru i kontroli. Dzisiaj, jest to tylko po jego pierwotnego projektu.

Narodziny Internetu

Osobiście jestem wielkim fanem książki Yasha Levine'a, Surveillance Valley, mimo że później nasze poglądy na temat kowida nie pokrywają się. Książka Yashy dobrze opisuje kontrwywiadowcze i inwigilacyjne podbrzusze internetu.



HISTORIA W SKRÓCIE

    Wśród ataków na Pierwszą Poprawkę, sprawa Missouri przeciwko Bidenowi może być jednym z najważniejszych procesów o prawa obywatelskie naszych czasów
    Chociaż dzisiejsza obrzydliwa inwigilacja i cenzura są nowe, są one cechą Internetu, a nie błędem
    Internet (pierwotnie ARPANET) narodził się z pro...

Internet powstał z projektu Pentagonu z lat 60. o nazwie ARPANET. ARPANET był projektem antyrebelianckim, komunikacyjnym i nadzorczym opracowanym przez Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych (ARPA)J. C. R. Licklider, i opartym na idei "Wielkiej Sieci Międzygalaktycznej", futurystycznie brzmiącym określeniu ukutym przez J. C. R. Licklidera, pseudonim "Lick". Lick był amerykańskim psychologiem i informatykiem oraz jednym z "ojców założycieli" interaktywnej informatyki.
Jak to się wszystko zaczęło

Wszyscy znamy ARPA jako DARPA, pełzającą agencję Departamentu Obrony (DoD) stojącą za operacją Warp Speed. ARPA powstała w odpowiedzi na szok, jaki wywołało "pobicie" przez ZSRR w kosmosie po wystrzeleniu przez ZSRR Sputnika w 1957 roku.

Agencja miała za zadanie chronić Stany Zjednoczone przed radzieckim zagrożeniem nuklearnym z kosmosu. Została zaprojektowana jako szczupła agencja Pentagonu, która byłaby prawie jak firma zarządzająca, nadzorująca zaawansowane wojskowe projekty badawcze, ale zlecająca wiele swoich prac prywatnym firmom.

Według słów Raya Aldermana:

    W lutym 1958 roku, reagując na rosyjskie prowadzenie w technologii kosmicznej, Eisenhower stworzył Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych (ARPA) wewnątrz Departamentu Obrony (DoD). Pierwotną misją było wyprzedzenie naszych wrogów i zapobieganie przyszłym niespodziankom technologicznym, takim jak Sputnik.

    Początkowo ARPA skupiła się na rakietach. Później, w 1958 roku, pieniądze na rakiety i programy kosmiczne zostały przekazane innej nowej agencji, NASA (National Aeronautics and Space Administration). ARPA zmieniła wtedy swoją misję na zaawansowane problemy wojskowe dalekiego zasięgu, takie jak program obrony przeciwrakietowej Defender, radar wczesnego ostrzegania i satelitarne wykrywanie prób jądrowych przez Rosjan."

    ARPA była częścią Pentagonu, biurokratycznego gniazda szczurów z rywalizacją między służbami i polityką. Siły Powietrzne zostały oderwane od Armii i CIA powstały we wrześniu 1947 roku, NSA powstała w listopadzie 1952 roku, a NASA w 1958 roku. ARPA pracowała nad projektami dla wszystkich tych grup, ale utknęła wewnątrz Pentagonu.

    W 1972 roku zmieniono jej nazwę na DARPA, w 1993 roku na ARPA, a w 1996 roku na DARPA... Dyrektor DARPA podlega sekretarzowi obrony, podobnie jak służby wojskowe.

Kilka ciekawostek

ARPA powstała za czasów sekretarza obrony Neila McElroy'a, który został wprowadzony do swojej ważnej roli rządowej prosto ze swojej wcześniejszej roli prezesa Proctor & Gamble, w której to roli był pionierem formatu "oper mydlanych", melodramatycznych seriali telewizyjnych zaprojektowanych w celu sprzedaży produktów gospodarstwa domowego gospodyniom domowym. Neil McElroy of Proctor & Gamble, and the other one is of Neil McElroy,



 

Oto dwie okładki Time Magazine: Jedna przedstawia Neila McElroya z Proctor & Gamble, a druga Neila McElroya, sekretarza obrony.

A więc to jest to. Opery mydlane i (D)ARPA narodziły się pod auspicjami tego samego człowieka! "Po odejściu z Pentagonu [w 1959 roku], McElroy wrócił do Procter & Gamble i został prezesem zarządu". Aha, i według Wikipedii, gdy ARPA dopiero powstawała, "na jej czele stał Roy Johnson, wiceprezes General Electric".

Siri, wybacz mi moje niepoprawne politycznie pytanie, ale czy możesz mi przypomnieć... jaka jest definicja faszyzmu? I, Siri, kiedy stanowiska władzy korporacyjnej i państwowej są rutynowo zajmowane przez tych samych ludzi, czy powinniśmy to nazywać "faszyzmem", "mafią", czy po prostu "standardową, sprawdzoną w czasie polityką drzwi obrotowych"? Pomóż mi, Siri! Pamiętasz ten dowcip George'a Carlina, w którym mówił, że istnieje wielki klub, którego nie jesteśmy członkami? Siri, czy mam się śmiać?


Powrót do (D)ARPA


Według słów Yasha Levine'a "McElroy był biznesmenem, który wierzył w moc biznesu, aby uratować dzień". W listopadzie 1957 roku przedstawił Kongresowi ARPA jako organizację, która przebije się przez rządową biurokrację i stworzy publiczno-prywatny wehikuł czystej nauki wojskowej, aby przesunąć granice technologii wojskowej i opracować "ogromne systemy broni przyszłości".CIA-originated World Economic Forum.

Dziś myślimy o "publiczno-prywatnym partnerstwie między interesariuszami" jako o charakterystycznym punkcie gadania wywodzącego się z CIA Światowego Forum Ekonomicznego. Ale jest to strategia, która była już wcześniej wdrażana.Ze względu na wewnętrzną konkurencję i strach, jaki odczuwały inne agencje wojskowe przed cięciami budżetowymi, ARPA została prawie zlikwidowana zaledwie kilka lat po jej założeniu. Ale potem została "odrodzona" jako agencja skupiająca się na działaniach antyrebelianckich. Według NPR (w czasach, gdy czasami mówili prawdę):

    W Pentagonie trwała biurokratyczna wojna. A służby wojskowe - Armia, Marynarka i Siły Powietrzne - odzyskały swoje programy. Więc nagle miałeś, wiesz, jest rok 1959, ta agencja nie ma nawet dwóch lat, a została bez swojej głównej misji i jakby dryfowała na morzu.

    DARPA miała wtedy człowieka, który w końcu został zastępcą dyrektora. Nazywał się William Godel. Nie był naukowcem ani kierownikiem naukowym. Był agentem wywiadu, który został umieszczony w DARPA w początkowym okresie, aby reprezentować interesy społeczności szpiegowskiej, społeczności wywiadowczej.

    Patrzył na tę młodą agencję, która nie miała żadnej misji. I pomyślał, że może uda nam się uformować tę agencję wokół strategicznych zagrożeń, które ja widzę. I spojrzał na świat.

    I dla niego wyścig kosmiczny był głównie grą psychologiczną. Wiesz, to było public relations. Groźba nuklearnego Armagedonu, niezależnie od tego, jak wielkie byłoby to zagrożenie, nie była prawdopodobnym scenariuszem.

    Miał wiele doświadczeń w Azji, szczególnie w Azji Południowo-Wschodniej. Patrzył na kraje takie jak Filipiny, a zwłaszcza Wietnam. Uważał, że najbardziej prawdopodobnym sposobem konfrontacji Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim są wojny zastępcze, w których Stany Zjednoczone wspierałyby reżimy walczące z komunistycznymi powstańcami. Uważał, że możemy zabrać DARPA do Wietnamu.

Kontrreformacja i wojna

ARPA mocno zaangażowała się w działania wojskowe w Wietnamie jeszcze przed rozpoczęciem "oficjalnej" wojny wietnamskiej. ARPA próbowała rozwiązać kilka problemów wojskowych związanych z wojną partyzancką i psychologiczną. Na przykład, była bardzo aktywnie zaangażowana w rozwój chemikaliów odkażających. Lista toksycznych chemikaliów zawierała niesławny Agent Orange i kilka innych substancji: Agent White, Agent Pink, Agent Purple i Agent Blue.

Według słów Yashy "chemikalia, produkowane przez amerykańskie firmy takie jak Dow i Monsanto, zamieniły całe połacie bujnej dżungli w jałowe krajobrazy księżycowe, powodując śmierć i straszliwe cierpienie setek tysięcy ludzi."

ARPA była również zaangażowana w strategiczny wysiłek umieszczenia najnowocześniejszych czujników na tym obszarze, w ramach Projektu Igloo White. Czujniki były wystrzeliwane z góry i zaprojektowane do wykrywania dźwięku, wibracji i moczu. "Igloo White było jak gigantyczny bezprzewodowy system alarmowy, który obejmował setki mil dżungli". Zdaniem Yasha, czujniki były znacznie mniej skuteczne w prawdziwym życiu niż w teorii, ponieważ partyzanci wietnamscy znaleźli sposoby na ich obejście lub uruchomienie "fałszywych alarmów".

    Pentagon zaczął wyrzucać pieniądze na naukowców społecznych i behawioralnych, zatrudniając ich, aby upewnić się, że amerykańska "broń przeciwpowstańcza" zawsze trafiała w cel, niezależnie od kultury, w której była wystrzeliwana. Pod rządami Williama Godela ARPA stała się jednym z głównych kanałów tych programów, pomagając uzbroić antropologię, psychologię i socjologię w narzędzia służące amerykańskiej kontrofensywie.

    ARPA wydała miliony na badania wietnamskich chłopów, schwytanych północnowietnamskich bojowników i zbuntowanych plemion górskich z północnej Tajlandii. Roje wykonawców ARPA - antropologów, politologów, lingwistów i socjologów - przechodziły przez ubogie wioski, stawiając ludzi pod mikroskopem, mierząc, zbierając dane, przeprowadzając wywiady, studiując, oceniając i składając raporty.

    Chodziło o to, by zrozumieć wroga, poznać jego nadzieje, obawy, marzenia, sieci społeczne i relacje z władzą.

Większość tej pracy wykonała RAND Corporation, w ramach kontraktu ARPA.

    W jednym z większych przedsięwzięć naukowcy z RAND badali skuteczność inicjatywy Strategic Hamlet, działań pacyfikacyjnych, które zostały opracowane i przeforsowane przez Godela i Projekt Agile, a które polegały na przymusowym przesiedleniu południowowietnamskich chłopów z ich tradycyjnych wiosek na nowe obszary, które zostały otoczone murem i stały się "bezpieczne" przed infiltracją rebeliantów.

    Inne badanie w Tajlandii, przeprowadzone dla ARPA przez powiązane z CIA Amerykańskie Instytuty Badawcze (AIR), miało na celu zmierzenie skuteczności stosowanych technik kontrrebelianckich wobec zbuntowanych plemion górskich - praktyk takich jak zabójstwa przywódców plemiennych, przymusowe przesiedlanie wiosek i stosowanie sztucznie wywołanego głodu w celu spacyfikowania zbuntowanych populacji.

Wracając do Godela, według The New York Times, Sharon Weinberger, autorka Imagineers of War, która miała dostęp do jego niepublikowanego pamiętnika dzięki uprzejmości jego córki, "maluje go jako nie tylko siłę napędową tej historii - 'bardziej niż jakikolwiek inny urzędnik ARPA'", pisze, "ukształtował przyszłość agencji" - ale także barwną postać.

    Jego dom był wypełniony gadżetami prosto z laboratorium Q Jamesa Bonda. Podróżował po świecie z teczkami wypełnionymi gotówką i w związku z tym w połowie lat 60. został skazany na pięć lat więzienia za oszustwa. Po odejściu z ARPA prowadził broń do Azji Południowo-Wschodniej. Niektórzy podejrzewali, że stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa.

I znowu mamy to samo. Ta sama agencja, która założyła internet - i która była również w sercu operacji Warp Speed - została ukształtowana przez szemraną postać, która uwielbiała mieszać ludziom w głowach i uważała się za stojącą ponad prawem. Tłum to tłum to tłum.

Artykuł New York Timesa kontynuuje:

    To Godel zamienił ARPA w forum dla pomysłów, które były "kompletnie zakręcone", według słów Weinbergera, ale i tak były finansowane, ponieważ były "śmiałe i naukowo interesujące".

    Należał do nich m.in. plan kontrolowania wietnamskich wiosek poprzez masową hipnozę, akustyczny system wykrywania snajperów (który w testach terenowych dał 5000 fałszywych pozytywów), międzyplanetarny statek kosmiczny napędzany tysiącami eksplozji nuklearnych oraz magnetyczne pole siłowe do odpychania nadlatujących sowieckich głowic bojowych.

Swoją drogą, czy sądzicie, że wariaci porzucili swoje ambicje w zakresie masowej hipnozy? Ot, taka myśl na rok 2023.


Cybernetyka

Cybernetyka wyszła z Massachusetts Institute of Technology (MIT). Została opracowana przez profesora MIT, Norberta Wienera. Według Yasha Levine, Wiener był cudownym dzieckiem i geniuszem matematycznym o słabych umiejętnościach społecznych. Życie jest pełne ironii, więc Yasha zauważa, że Wiener, który był żydowskiego pochodzenia niemieckiego, ożenił się z Margaret Engemann, wielką wielbicielką Adolfa Hitlera, która kazała ich córkom czytać Mein Kampf i była dumna z tego, że jej rodzina w Niemczech była "wolna od żydowskiej krwi".

Wiener opublikował swoje naukowe pomysły w książce z 1948 roku zatytułowanej "Cybernetics: Control and Communication in the Animal and the Machine".

    W prostych słowach opisał cybernetykę jako ideę, że biologiczny system nerwowy i komputer lub automat były w zasadzie tym samym. Dla Wienera ludzie i cały żywy świat mogli być postrzegani jako jedna gigantyczna, zazębiająca się maszyna informacyjna, w której wszystko reaguje na wszystko inne w skomplikowanym systemie przyczyn, skutków i sprzężeń zwrotnych.

    Przewidywał, że nasze życie będzie coraz bardziej zapośredniczone i wzbogacone przez komputery i zintegrowane do tego stopnia, że przestanie istnieć jakakolwiek różnica między nami a większą cybernetyczną maszyną, w której żyjemy... Książka pobudziła wyobraźnię publiczności i stała się natychmiastowym bestsellerem.

    Kręgi wojskowe przyjęły ją również jako dzieło rewolucyjne ... Koncepcje cybernetyczne, wspierane przez ogromne fundusze wojskowe, zaczęły przenikać do dyscyplin akademickich: ekonomii, inżynierii, psychologii, nauk politycznych, biologii i studiów środowiskowych.

    Ekolodzy zaczęli patrzeć na samą ziemię jak na samoregulujący się obliczeniowy "bio-system", a psychologowie poznawczy i kognitywiści podeszli do badania ludzkiego mózgu, jakby był on dosłownie złożonym komputerem cyfrowym.

    Politolodzy i socjologowie zaczęli marzyć o wykorzystaniu cybernetyki do stworzenia kontrolowanego utopijnego społeczeństwa, doskonale naoliwionego systemu, w którym komputery i ludzie byliby zintegrowani w spójną całość, zarządzaną i kontrolowaną w celu zapewnienia bezpieczeństwa i dobrobytu.

    To splecenie cybernetyki i wielkiej władzy spowodowało, że Norbert Wiener zwrócił się przeciwko cybernetyce niemal natychmiast po tym, jak przedstawił ją światu. Widział, jak naukowcy i wojskowi wykorzystują najwęższą możliwą interpretację cybernetyki, by stworzyć lepsze maszyny do zabijania i bardziej wydajne systemy nadzoru, kontroli i eksploatacji.

    Widział, jak gigantyczne korporacje wykorzystują jego pomysły do automatyzacji produkcji i ograniczania pracy w dążeniu do większego bogactwa i potęgi ekonomicznej. Zaczął dostrzegać, że w społeczeństwie zapośredniczonym przez systemy komputerowe i informacyjne ci, którzy kontrolują infrastrukturę, sprawują ostateczną władzę.

    Po spopularyzowaniu cybernetyki Wiener stał się swego rodzaju aktywistą pracowniczym i antywojennym. Dotarł do związków zawodowych, by ostrzec je przed niebezpieczeństwem automatyzacji i koniecznością poważnego potraktowania tego zagrożenia. Odrzucał oferty gigantycznych korporacji, które chciały pomocy w zautomatyzowaniu linii montażowych zgodnie z jego cybernetycznymi zasadami, i odmawiał pracy przy wojskowych projektach badawczych.

    Był przeciwny masowemu gromadzeniu broni w czasie pokoju, które miało miejsce po II wojnie światowej, i publicznie ganił kolegów za to, że pomagali wojsku budować większe, bardziej wydajne narzędzia zniszczenia.
Coraz częściej dawał do zrozumienia, że wie, iż agencje rządowe budują "kolosalną machinę państwową" "dla celów walki i dominacji", skomputeryzowany system informacyjny, który jest "wystarczająco rozległy, by objąć wszystkie działania cywilne w czasie wojny, przed wojną, a być może nawet między wojnami", jak to opisał w The Human Use of Human Beings.

    Głośne poparcie Wienera dla pracy i jego publiczny sprzeciw wobec pracy w korporacjach i wojsku uczyniły go pariasem wśród jego kolegów inżynierów-konserwatorów wojskowych. Dzięki temu znalazł się również na liście FBI J. Edgara Hoovera. Przez lata podejrzewano go o komunistyczne sympatie, a jego życie udokumentowano w grubych aktach FBI, które zamknięto po jego śmierci w 1964 roku.

Droga Weinera przypomina mi Josepha Weizenbauma, innego informatyka z MIT, który stworzył pierwszego "chatbota", Elizę. Po stworzeniu Elizy jako interesującego projektu badawczego w dziedzinie informatyki, zobaczył, że jego pomysły są wykorzystywane w sposób nieodpowiedzialny i głośno się temu sprzeciwił - ale w tym momencie jego zastrzeżenia zostały w dużej mierze zignorowane. Powstał o nim film dokumentalny, który bardzo polecam. Nazywa się on "Plug and Pray".
ARPANET

ARPANET, sieć komputerowa, która ostatecznie stała się Internetem, powstała, gdy naukowcy wymyślili sposób na to, by komputery różnych modeli, znajdujące się w różnych miejscach, mogły ze sobą rozmawiać.

Pierwszy węzeł ARPANET, zasilany przez IMP-y (interface message processors, specjalny rodzaj urządzenia obliczeniowego), uruchomiono w październiku 1969 roku, łącząc Stanford z UCLA. Do końca 1971 roku istniało już ponad piętnaście węzłów. A sieć wciąż się rozrastała.

Według Yasha Levine'a, w 1969 roku "aktywiści z organizacji Students for a Democratic Society na Uniwersytecie Harvarda dostali w swoje ręce poufną propozycję ARPA napisaną przez Licklidera". Długi dokument nakreślał stworzenie wspólnego programu Harvard-MIT ARPA, który miałby bezpośrednio wspomóc misję antypowstańczą agencji. Nazywano go Projektem Cambridge.

    Po jego zakończeniu każdy analityk wywiadu lub planista wojskowy podłączony do ARPANET-u mógł załadować dossier, transakcje finansowe, badania opinii publicznej, listy pomocy społecznej, historie karne i każdy inny rodzaj danych, a następnie analizować je na wszelkiego rodzaju wyrafinowane sposoby: przesiewać sterty informacji, aby wygenerować modele prognostyczne, odwzorowywać relacje społeczne i przeprowadzać symulacje, które mogły przewidzieć ludzkie zachowania.

    Projekt kładł nacisk na zapewnienie analitykom możliwości badania krajów trzeciego świata i ruchów lewicowych. Studenci postrzegali Projekt Cambridge, oraz podłączony do niego większy ARPANET, jako broń.

Sześć lat później, 2 czerwca 1975 roku, korespondent NBC Ford Rowan "pojawił się w wieczornych wiadomościach, by zrelacjonować oszałamiające exposé." Opowiedział widzom o ARPANET, wojskowej sieci komunikacyjnej używanej do "szpiegowania Amerykanów i dzielenia się danymi z inwigilacji z CIA i NSA."

    Informacje armii o tysiącach amerykańskich protestujących zostały przekazane CIA, a część z nich znajduje się teraz w komputerach CIA ... Sieć ta łączy komputery w CIA, Agencji Wywiadu Obronnego, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, ponad 20 uniwersytetów i tuzin ośrodków badawczych, takich jak RAND Corporation ...

    Rząd używa teraz tej nowej technologii w tajnej sieci komputerowej, która daje Białemu Domowi, CIA i Departamentowi Obrony dostęp do plików komputerowych FBI i Departamentu Skarbu dotyczących 5 milionów Amerykanów.

Po doniesieniach NBC wybuchła wrzawa, odpowiedzialne strony niechętnie obiecały usunąć zgromadzone przez siebie dane - ale według Yasha, przeciągały i przeciągały, a potem najprawdopodobniej i tak po prostu zachowały dane - a w międzyczasie świat poszedł dalej.
"Pranie wolności" w technice inwigilacji

Transformacja opinii publicznej na temat ARPANET - od postrzegania go jako źródła inwigilacji i kontroli do postrzegania go jako magicznego biletu do utopii - zajęła prawie dwie dekady - i myślę, że bardzo logiczne jest założenie, że transformacja ta odbyła się z przewodnią ręką tych samych ludzi, którzy starali się nadal używać sieci do inwigilacji i kontroli.

Jedną z osobowości, która odegrała słynną rolę w popularyzacji "personal computing", jako narzędzia wyzwolenia, był Stewart Brand.

Co znamienne, John Markoff, autor książki Whole Earth: The Many Lives of Stewart Brand zauważa, że "lewicowcy, którzy spotkali Branda, zakładali, że współpracuje on z CIA, co można było ocenić jako pośrednio lub dosłownie prawdziwe, w zależności od okoliczności (w późniejszym okresie życia Brand pracował u boku CIA zajmując się planowaniem scenariuszy)".

Brand miał krótką formalną karierę wojskową, potem rzekomo zmienił zdanie i "mniej niż rok po swoim dwuletnim zobowiązaniu, Brand dostał pozwolenie ("magicznie", pisze Markoff) na wcześniejsze odejście i studiowanie sztuki w San Francisco, gdzie wynajął łódź mieszkalną.".

Według Yasha, Brand "brał dużo psychodelicznych narkotyków, imprezował, tworzył sztukę i uczestniczył w eksperymentalnym programie testowania efektów działania LSD, który, o czym nie wiedział, był potajemnie prowadzony przez Centralną Agencję Wywiadowczą w ramach jej programu MK-ULTRA."

W latach 60. zasłynął z tego, że był swego rodzaju ekologiem. Stał się niezwykle znany dzięki swojemu kultowemu katalogowi Whole Earth, skierowanemu do tych, którzy chcieli uciec od problemów społecznych, tworzyć komuny i żyć na ziemi. (Czy on też był "greenwashing"?)

W 1972 roku, jako dziennikarz, Brand napisał słynny artykuł w Rolling Stone, "SPACEWAR", w którym przedstawił ludzi pracujących w ARPA jako wywrotowych i atrakcyjnych hipisów, w przeciwieństwie do niebezpiecznych wojskowych. Później romantyzował "hakerów" i w znacznym stopniu przyczynił się do powstania romantycznego wyobrażenia o internecie jako krainie wolności, możliwości i wszystkiego co dobre.

"We wczesnych latach 80., kiedy marzenie o komunach upadło, spieniężył swój kontrkulturowy kredyt zaufania i przekształcił utopijne ideały Nowych Komunistów w marketingowy wehikuł dla kiełkującego przemysłu komputerów konsumenckich" - pisze Yasha.

Co ciekawe, z biegiem życia Brand stał się otwartym zwolennikiem energii jądrowej, inżynierii genetycznej i geoinżynierii - czyli wszystkich tych rzeczy, które lubi również WEF - organizacja, której nie jest on obcy. Tymczasem oto, co Yasha ma do powiedzenia o komputerowym ewangelizmie Branda:

    Zebrał wokół siebie ekipę dziennikarzy, marketingowców, osób z branży i innych hipisów-przedsiębiorców. Razem powielili marketing i estetykę, którą Brand stosował w czasach Whole Earth Catalog, i sprzedawali komputery w taki sam sposób, w jaki kiedyś sprzedawał komuny i psychodeliki: jako technologie wyzwolenia i narzędzia osobistego wzmocnienia.

    Grupa ta snuła tę mitologię przez lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, pomagając zatrzeć militarne pochodzenie technologii komputerowych i sieciowych poprzez ubieranie ich w język kontrkultury lat sześćdziesiątych, w której panował kwas. W tym przemianowanym świecie komputery były nowymi komunami: cyfrową granicą, gdzie tworzenie lepszego świata było wciąż możliwe.

Oczywiście Brand nie był jedyną osobą, która kształtowała różowe postrzeganie cyfrowego świata. I oczywiście nigdy nie dowiemy się, czy naprawdę wierzył w ten szum - czy też był na innej misji.

W każdym razie transformacja kulturowa została "zaszczepiona" z powodzeniem. W 1984 roku (!!!), Apple nakręcił swoją słynną, językowo odwróconą reklamę - i oto jesteśmy dzisiaj, żyjąc wewnątrz tego, co zawsze było narzędziem kontrnatarcia i inwigilacji.



Pytanie filozoficzne: czy internet mimo wszystko jest dla nas użyteczny? Oczywiście, że tak. W końcu piszę to na komputerze. Ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach, prawda?



Prywatyzacja Internetu

Człowiekiem, który był odpowiedzialny za prywatyzację internetu był Stephen Wolff, wojskowy, który pracował przy ARPANET. Prywatyzacja została przeprowadzona przez National Science Foundation (NSF), agencję federalną utworzoną przez Kongres w 1950 roku.

Na początku lat 80. NSF prowadziła małą sieć łączącą komputery na kilku uniwersytetach badawczych z ARPANET-em. NSF chciała podłączyć do sieci szerszą pulę uniwersytetów i rozszerzyć ją poza zastosowania wojskowe i badania w dziedzinie informatyki. Zadaniem Wolffa było nadzorowanie budowy i zarządzania nową siecią edukacyjną, NSFNET. Pierwsze powtórzenie NSFNET zostało uruchomione w 1986 roku. Yasha pisze:

    Na początku 1987 roku on i jego zespół ... opracowali projekt ulepszonej i zmodernizowanej sieci NFSNET. Ta nowa sieć, projekt rządowy stworzony za publiczne pieniądze [podkreślenie moje], połączyłaby uniwersytety i byłaby zaprojektowana tak, aby ostatecznie funkcjonować jako sprywatyzowany system telekomunikacyjny. Takie było dorozumiane rozumienie, na które zgodzili się wszyscy w NSF.

NSFNET miał stać się siecią dwuwarstwową. Górna warstwa miała być siecią krajową, szybkim "szkieletem" obejmującym cały kraj. Druga warstwa miała składać się z mniejszych "sieci regionalnych", które łączyłyby uniwersytety ze szkieletem. Zamiast budować i zarządzać siecią samodzielnie, NSF postanowiło zlecić jej budowę prywatnym firmom.

    Plan zakładał finansowanie i pielęgnowanie tych dostawców sieci do momentu, gdy staną się oni samowystarczalni, po czym zostaną uwolnieni i pozwolą na prywatyzację infrastruktury sieciowej, którą zbudowali dla NSFNET.

    Najważniejsza część systemu, szkielet, była zarządzana przez nową korporację non-profit, konsorcjum obejmujące IBM, MCI i stan Michigan. Sieci regionalne drugiego poziomu zostały przekazane kilkunastu innym, nowo powstałym prywatnym konsorcjom. Pod takimi nazwami jak BARRNET, MIDNET, NYSERNET, WESTNET i CERFNET, były one prowadzone przez mieszankę uniwersytetów, instytucji badawczych i kontrahentów wojskowych.


    W lipcu 1988 roku szkielet NSFNET wszedł do sieci, łącząc trzynaście sieci regionalnych i ponad 170 różnych kampusów w całym kraju ...

    Sieć rozciągała się od San Diego do Princeton - wężowo przez regionalne punkty wymiany sieci w Salt Lake City, Houston, Boulder, Lincoln, Champaign, Ann Arbor, Atlancie, Pittsburghu i Ithaca oraz wyrzucając międzynarodową linię transatlantycką do Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych w Genewie. Sieć odniosła ogromny sukces w środowisku akademickim.

    Prywatyzacja Internetu - jego przekształcenie z sieci wojskowej w sprywatyzowany system telekomunikacyjny, z którego korzystamy dzisiaj - to zawiła historia. Jeśli wejdziesz w nią wystarczająco głęboko, znajdziesz się w bagnie trzyliterowych agencji federalnych, akronimów protokołów sieciowych, inicjatyw rządowych i przesłuchań kongresowych wypełnionych technicznym żargonem i nużącymi szczegółami.

    Ale na podstawowym poziomie wszystko było bardzo proste: po dwóch dekadach hojnego finansowania oraz badań i rozwoju wewnątrz systemu Pentagonu, Internet został przekształcony w centrum zysków konsumentów.

    Firmy chciały mieć udział w zyskach, a niewielka grupa rządowych menedżerów z przyjemnością to uczyniła.

    Aby to zrobić, za pomocą funduszy publicznych rząd federalny stworzył tuzin dostawców sieci z powietrza, a następnie wydzielił ich do sektora prywatnego, budując firmy, które w ciągu dekady stały się integralną częścią konglomeratów medialnych i telekomunikacyjnych, które wszyscy znamy i używamy dzisiaj - Verizon, Time-Warner, AT&T, Comcast.

Według Yasha, prywatyzacja została przeprowadzona w sposób wątpliwy, jeśli nie oszukańczy. Konsorcjum, które zarządzało siecią "szkieletową" - co było prawnie ograniczone do instytucji edukacyjnych - podzieliło się na dwa podmioty prawne, a następnie podmiot prawny nastawiony na zysk zaczął sprzedawać usługi "internetowe" podmiotom komercyjnym - mimo że podstawowa fizyczna infrastruktura "internetowa" była taka sama, jak ta używana przez niedochodową sieć edukacyjną.

(Więc to trochę jak Comirnaty, w pewnym sensie, magiczny eliksir, który był autoryzowany przez FDA, ale nigdzie go nie było).

    Krótko mówiąc, NSF bezpośrednio subsydiował krajową ekspansję biznesową konsorcjum MCI-IBM. Firma wykorzystywała swoją uprzywilejowaną pozycję do przyciągania klientów komercyjnych, mówiąc im, że jej usługi są lepsze i szybsze, ponieważ ma bezpośredni dostęp do krajowej szybkiej sieci szkieletowej.

    Kontrahenci NSFNET zaczęli walczyć o kontrolę nad tym niewykorzystanym i rosnącym rynkiem, gdy tylko Stephen Wolff dał im zielone światło do prywatyzacji - o to właśnie toczyła się walka między dostawcami takimi jak PSINET i ANS. Oblizali się, szczęśliwi, że rząd wspierał sieć, a jeszcze bardziej szczęśliwi, że miał się wycofać z interesu. Było dużo pieniędzy do zarobienia.

    Pomijając spory międzybranżowe, nie było prawdziwego sprzeciwu wobec planu Stephena Wolffa dotyczącego prywatyzacji Internetu - ani ze strony osób wtajemniczonych w sprawy NFSNET, ani ze strony Kongresu, a już na pewno nie ze strony sektora prywatnego. Firmy kablowe i telefoniczne naciskały na prywatyzację, podobnie jak Demokraci i Republikanie w Kongresie.

    W 1995 roku Narodowa Fundacja Nauki oficjalnie wycofała się z NSFNET, przekazując kontrolę nad Internetem garstce prywatnych dostawców sieci, których stworzyła mniej niż dekadę wcześniej. W Kongresie nie odbyło się żadne głosowanie w tej sprawie. Nie było publicznego referendum ani dyskusji. Stało się to na mocy biurokratycznego dekretu.

    Rok później prezydent Bill Clinton podpisał Telecommunications Act z 1996 roku, ustawę, która zderegulowała przemysł telekomunikacyjny, pozwalając po raz pierwszy od czasów New Deal na niemal nieograniczone krzyżowe posiadanie mediów przez korporacje: firmy kablowe, stacje radiowe, studia filmowe, gazety, firmy telefoniczne, nadawców telewizyjnych i oczywiście dostawców usług internetowych.

    Garstka potężnych firm telekomunikacyjnych wchłonęła większość sprywatyzowanych dostawców NSFNET, którzy zostali utworzeni z funduszy National Science Foundation dekadę wcześniej.

    Regionalny dostawca z rejonu Zatoki San Francisco stał się częścią firmy Verizon. Dostawca z południowej Kalifornii, który był częściowo własnością wojskowego kontrahenta General Atomics, został wchłonięty przez AT&T. Nowojorski stał się częścią Cogent Communications, jednej z największych firm szkieletowych na świecie.

    Szkielet przeszedł do Time-Warner. A MCI, która prowadziła szkielet wraz z IBM, połączyła się z WorldCom, łącząc dwóch największych dostawców usług internetowych na świecie.

    Wszystkie te fuzje stanowiły centralizację korporacyjną nowego, potężnego systemu telekomunikacyjnego, stworzonego przez wojsko i wprowadzonego do życia komercyjnego przez National Science Foundation. Mówiąc inaczej, narodził się Internet.

Czy zupa alfabetyczna kiedykolwiek opuściła pokój?

Podczas gdy Internet został formalnie sprywatyzowany, aspekt nadzoru pozostał. Poprzez finansowanie, osobiste kontakty, mentorstwo, poprzez szturchanie, przez to, że nie było to możliwe.


Podczas gdy Internet został formalnie sprywatyzowany, aspekt nadzoru pozostał. Poprzez finansowanie, osobiste powiązania, mentoring, poprzez szturchanie, poprzez prowadzenie ręki w kierunku "pożądanego" kierunku badań, poprzez presję i oczywiście tajne programy, z których część została później ujawniona. Myślę, że "niektóre" to słowo klucz.

Na przykład doradcą Larry'ego Page'a w Stanford (szkole, która była "zalana wojskową gotówką") był Terry Winograd, "pionier sztucznej inteligencji lingwistycznej, który w latach 70. pracował w MIT's Artificial Intelligence Lab, części większego projektu ARPANET".

    W latach 90. Winograd był odpowiedzialny za projekt Stanford Digital Libraries, jeden z elementów wartej wiele milionów dolarów inicjatywy Digital Library Initiative, sponsorowanej przez siedem cywilnych, wojskowych i prawniczych agencji federalnych, w tym NASA, DARPA, FBI i National Science Foundation.

Nic dziwnego, że pierwsza praca badawcza Larry'ego Page'a, opublikowana w 1998 roku, "nosiła znane oznaczenie: finansowana przez DARPA". "I jak za dawnych czasów" - pisze Yasha. "DARPA odegrała pewną rolę. Rzeczywiście, w 1994 roku, zaledwie rok przed przybyciem Page'a do Stanford, finansowanie przez DARPA inicjatywy Digital Library Initiative na Uniwersytecie Carnegie Mellon przyniosło godny uwagi sukces: Lycos, wyszukiwarkę nazwaną od Lycosidae, naukowej nazwy rodziny pająków wilków".

A kiedy samo Google stało się ogromne, kapitalizując swoją tajną praktykę wszechobecnego zbierania danych, która pozwoliła im skutecznie konkurować na polu "wyszukiwania" - bezwstydnie machali nam przed oczami swoim starannie spreparowanym wizerunkiem dobrotliwych nerdów ratujących świat. "Nie bądź zły" - mówili. I wielu uwierzyło.

Dobrze pamiętam tamten czas. Zaledwie jakieś dziesięć lat temu, jako muzyk, byłem zaangażowany w "aktywizm anty-Big Tech" - narzekając na drapieżne sposoby Google i transhumanizm, i pisząc historie próbujące zwrócić uwagę na to, co się dzieje - i nikogo to nie obchodziło. Ludzie po prostu lubili Google. Wygodnie było lubić Google. Media podlizywały się im jak królom, a zwykli obywatele nie mieli nic przeciwko byciu inwigilowanym, dopóki usługi były wygodne w użyciu.

To bardzo zrozumiałe. Wszyscy jesteśmy skupieni na codzienności. I tak właśnie działa długoterminowe planowanie wojskowe. Dziś możemy rozejrzeć się dookoła i powiedzieć, że wykonali cholernie dobrą robotę. Wszystko jest w sieci, zależność jest ogromna - i o wiele trudniej jest dziś żyć w cyfrowym więzieniu, niż kilkadziesiąt lat temu nie wejść do niego. Czy możemy się z tego uczyć?

A potem jest PRISM - program, ujawniony przez Snowdena, który dał NSA, i FBI, tylne drzwi do serwerów wszystkich głównych firm technologicznych. W "Surveillance Valley" Yasha poruszył również temat PRISM:

    PRISM przypomina tradycyjne podsłuchy, które FBI utrzymywało w całym krajowym systemie telekomunikacyjnym. Działa to tak: używając specjalistycznego interfejsu, analityk NSA tworzy prośbę o dane, żądanie, zwane "taskingiem", dla konkretnego użytkownika firmy partnerskiej.

    Zadanie dla Google, Yahoo, Microsoft, Apple i innych dostawców jest kierowane do sprzętu ["jednostek przechwytujących"] zainstalowanego w każdej z firm. Sprzęt ten, utrzymywany przez FBI, przekazuje żądanie NSA do systemu prywatnej firmy. Zadanie tworzy cyfrowy podsłuch, który następnie przekazuje informacje wywiadowcze do NSA w czasie rzeczywistym, a wszystko to bez żadnego wkładu ze strony samej firmy.

    Analitycy mogą nawet zdecydować się na alerty, gdy dany cel zaloguje się na konto. W zależności od firmy, tasking może zwrócić e-maile, załączniki, książki adresowe, kalendarze, pliki przechowywane w chmurze, teksty lub czaty audio lub wideo oraz "metadane", które identyfikują lokalizacje, używane urządzenia i inne informacje o celu.

    Program, który rozpoczął się w 2007 roku za czasów prezydenta George'a W. Busha i który został rozszerzony za czasów prezydenta Baracka Obamy, stał się kopalnią złota dla amerykańskich szpiegów.

Wyzwolenie się spod kontroli mafi
i

No i mamy to. Prywatność nigdy nie miała być. Obecny rozwój z cenzurą i inwigilacją to cecha, a nie błąd. A internet - jakkolwiek zabawny - jest kontynuacją "Systemu dominacji" Stevena Newcomba, a System dominacji jest prawdziwy.

Okazuje się - po raz kolejny - że światem rządzi banda zuchwałych gangsterów, którzy prowadzą militarne gry z naszym życiem. W świecie po 2001 roku ich gry, wcześniej dziejące się w tle, stały się bardziej widoczne dla zwykłego obywatela na Zachodzie.

A potem w 2020 roku te gry przyszły prosto na nasze podwórko w postaci dyktatorskich środków kowbojskich, paternalistycznej inwigilacji i moralizatorstwa, niezmąconej cenzury itd. Przyszli na nasze podwórko w 2020 roku z pełnym butem, ale ziarno zostało zasiane dawno temu, gdy wielu spało.


Wszystko to jest obrzydliwe, tragiczne i bolesne - ale zawsze jest jakaś srebrna strona we wszystkim, co przynosi życie. Nie jesteśmy bezradnymi obserwatorami. Jak powiedział Jeff Childers w swoim wywiadzie, realistycznie rzecz biorąc, możemy nie być w stanie bezpośrednio przeciwdziałać Klausowi Schwabowi lub WEF - wierzę, że siły wyższe zajmą się nimi w odpowiednim czasie. Ale nawet jeśli niewiele możemy zrobić w sprawie Światowego Forum Ekonomicznego czy cyfrowej waluty banków centralnych (CBDC), nie jesteśmy bezradni. Są rzeczy, które możemy zrobić.

Możemy odmówić bania się. Możemy wykorzystać te czasy, aby spróbować zrozumieć świat. Możemy odmówić zdrady naszych braci i sióstr. Możemy skupić się na naszym najbliższym otoczeniu, na rzeczach, które mamy moc zmienić, i możemy zmienić świat razem, po trochu, z czasem, z odwagą i pasją, od podstaw. "Local, local, local" to coś, co bardzo do mnie przemawia.

Przecież złoczyńcy, w swoim militarnym planowaniu, planują daleko w przód - czasami, setki lat wcześniej (jak Google mówiący, że mają nadzieję mieć swoją doskonałą AI za 300 lat - to jest długoterminowe planowanie, powiedziałbym).

To egzystencjalna bitwa - owszem, wyzwanie, ale i szansa na przypomnienie sobie, kim jesteśmy, możliwość rozstania się z naszymi przeszłymi złudzeniami i uprawiania duszy na serio, z duchową godnością i bez strachu.

**

**Source

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz