czwartek, 2 marca 2017

Historia teleportacji



Teleportacja nie jest tym, czym wydaje się być. Choć powszechnie postrzega się ją jako zaawansowaną futurystyczną technologię zdolną do przenoszenia ludzi natychmiastowo na duże odległości, teleportacja mogła zachodzić przez miliony lat bez udziału jakiejkolwiek technologii.

Oczywiście, istnienie w przyrodzie czegokolwiek, w tym obiektów przemieszczających się szybciej niż światło bądź znikających i natychmiast się pojawiających, zwykle oznacza, że nauka w końcu odkryje, "jak to się dzieje" i nauczy się robić to samo, używając urządzeń. W świecie rzeczywistym opisywano jednak dziwne zdarzenia, a w odniesieniu do niektórych z nich ukuto właśnie określenie "teleportacja".

Słowo "teleportacja" nie powstało na użytek powieści fantastycznych. To poważna sprawa, a "teleportacja kwantowa" już teraz jest rzeczywistością w naukowych laboratoriach, przenosząc cząsteczki. Jeśli jednak dzieje się to w przyrodzie, to czy tajemnicze zniknięcia przedmiotów lub ludzi, którzy zniknęli bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, mogą być efektem działania dziwnych kosmicznych sił, które po prostu powodują "teleportowanie" przedmiotów?

Wbrew tropom prowadzącym do science-fiction, "teleportacja" - jak ją nazwał Charles Hoy Fort w 1931 roku - stanowi "siłę przenoszącą", która istnieje już we wszechświecie. Fort sugerował, że jest to zdarzenie naturalne, odpowiedzialne niekiedy za doniesienia o tak zwanej aktywności paranormalnej.

Przed Fortem, w 1878 roku, pojawił się prawdopodobnie pierwszy artykuł wykorzystujący słowo "teleportować", opisujący to zjawisko w całkiem odmienny sposób. Artykuł opisywał maszynę przyszłości, która byłaby w stanie natychmiast przenosić ludzi z miejsca na miejsce, w ferworze dzikich spekulacji, jakie nastąpiły po wynalezieniu telefonu dwa lata wcześniej. Jest to bardziej spójne z naszą wspomnianą już iteracją teleportacji w science-fiction, jaką widzieliśmy w Star Treku.

Pod wpływem spekulacji o teleportacji jako sile naturalnej, inną podobną tajemnicą jest spontaniczny samozapłon (z ang. spontaneous human combustion, SHC), aczkolwiek obecnie istnieją już naukowe i medyczne wyjaśnienia tego fenomenu. Piorun kulisty (nazywany również "kulą ognia" lub "kulą płomieni", gdy postrzega się go jako manifestację o charakterze nadnaturalnym) również był fenomenem fortowskim, do czasu gdy odkryto, że występuje rzeczywiście i go sfotografowano. Zjawisko to wciąż nie znalazło naukowego wyjaśnienia. Jeszcze dziwniejsza i rzadsza niż owe inne opisy, teleportacja cieszy się dużo mniejszą uwagą.

Wciąż pobudzają wyobraźnie zniknięcia bez śladu samolotów, takie jak zniknięcie Lotu MH370 linii Malaysian Airlines 8 marca 2014 roku. Co mogło spowodować, że tak duży obiekt i tak wielu ludzi po prostu zniknęli bez śladu i nie mogli zostać znalezieni podczas poszukiwań prowadzonych przez wiele państw? Podobnie jak ma to miejsce w przypadku wielu takich zniknięć, zagadka nie kończy się na samym zniknięciu, istnieje też powód by sądzić, że samolot przetrwał nienaruszony. Gdy próbowano się połączyć z telefonami pasażerów, uzyskano sygnał, jednak bez odpowiedzi. Siły poszukiwawcze nie były w stanie wskazać źródła sygnałów.

W 1880 roku rolnik o nazwisku David Lang rzekomo zniknął na oczach kilkorga świadków. Nigdy więcej go już nie widziano, chociaż później w miejscu, w którym stał, w niewyjaśniony sposób powstał "krąg". Kilka miesięcy później jego żona twierdziła, że słyszała jego głos wołający o pomoc z ostatniego miejsca, w którym go widziano.

[Od tłumacza: Istnieją uzasadnione podejrzenia, jakoby cała historia Davida Langa stanowiła jedynie fikcję opartą o opowiadanie science-fiction Ambrose Bierce`a "The Difficulty of Crossing a Field" (Jakże trudno przejść przez pole). Do dziś trwają dysputy, czy historia Davida Langa stanowi przeróbkę tego opowiadania, czy też może opowiadanie zostało zainspirowane rzeczywistym zniknięciem rolnika]

Jako ciekawostkę można podać, że większość ludzi przynajmniej raz w życiu miała do czynienia ze zniknięciem jakiegoś obiektu. Można zgubić ślubną obrączkę, i nieprawdopodobne jest aby jej właściciel łatwo zaprzestał poszukiwań. Jeśli zdarzyło się to poza domem, to jest wiele miejsc, w które obrączka mogła zawędrować. Jeśli jednak stało się to w pokoju, bez udziału osób które mogły ją ukraść, bez dziur w podłodze, bez okien, przez które mogłaby wypaść? Co jeśli przeczesano cały pokój centymetr po centymetrze, wciąż bez rezultatu? Zgodnie z naszą obecną wiedzą o wszechświecie, coś takiego jest niemożliwe - a jednak dzieje się przez cały czas.

Curtis Ellis pisze: "Pojawiały się dziwne doniesienia o materii organicznej oraz nieorganicznej, spadającej z nieba, takiej jak żaby, ryby, węże, muszle, robaki, aligatory, krew i mięso, słoma, orzechy laskowe, szlam, kamienie, artefakty i wiele innych materiałów". Ellis odnosi się po części do dziwnych deszczy żab czy ryb, które mogą być przenoszone przez gwałtowne burze, ale również do innych deszczy, których nauka nie potrafi wyjaśnić. Choć za deszcze żab i ryb z łatwością można obwinić huragany, bardzo odmienny rodzaj wiru byłby potrzebny do zrzucania kamieni lub innych ciężkich materiałów.

Możliwe wytłumaczenie zawiera teoria "robaczej dziury" (zwana też pomostem Einsteina-Rosena), uznawana hipoteza naukowa. Takie cechy mogłyby łączyć różne lokalizacje w czasoprzestrzeni i natychmiast przenosić obiekty. Obiekt może zniknąć, tylko po to, by pojawić się ponownie w innym czasie. Może zniknąć z jednej przestrzeni, tylko po to, by pojawić się w innej.

Jeśli przyjmiemy, że taki wir może istnieć, to wówczas mogą one być wszędzie. Mogłyby istnieć w większej ilości na mniejsze skale, gdzie są trudniejsze do wykrycia, podnosząc cząsteczki i pozostawiając je w innym miejscu w niewielkiej odległości. W rzadkich okazjach mogą być wystarczająco duże, by porywać rzeczy osobiste, takie jak Twój klucz. Jeszcze rzadziej mogą porywać pojazdy, co mogłoby tłumaczyć zgłaszane przez niektórych ludzi przypadki nagłego ich znikania. w najrzadszych przypadkach, w wyniku tak zwanych doświadczeń o charakterze paranormalnym, znikają całe budynki.

Jeśli takie przedmioty znikają, to dokąd trafiają? Jeśli odpowiedzialnym za to czynnikiem są robacze dziury, wówczas znikający obiekt może trafić gdziekolwiek. Może zostać pozostawiony na innej planecie, lub w głębokiej przestrzeni. Ponieważ nie ma ograniczenia co do tego, jak bardzo może się rozciągnąć robacza dziura, teoretycznie mogą one zabrać przedmiot z dowolnego miejsca we wszechświecie, bez szans na jego zwrot. W podobny sposób, wszystko - nieważne jak bardzo obce lub przypuszczalnie niemożliwe - może spadać z naszego nieba, przeniesione z dowolnego miejsca we wszechświecie.

Choć łatwo obalić pomysł znikających ludzi i przedmiotów, używając prozaicznych wyjaśnień i obwiniając histerię za bardziej zwyczajne przypadki zniknięć, niewątpliwie istnieją pewne zdarzenia, których nie da się wyjaśnić. Te nadzwyczajne przypadki, aby miały sens, wymagają nieprawdopodobnych wyjaśnień.

Mogą nie istnieć pojazdy z przestrzeni pozaziemskiej porywające ludzi, mogą też nie istnieć kosmiczne wiry zdolne do przenoszenia ludzi i przedmiotów z jednego miejsca w inne, niewątpliwie jednak we wszechświecie działają dziwne siły, zaś wiele z nich może wydawać się niemożliwych zgodnie ze znanymi faktami naukowymi. Jeśli jednak wykorzystamy pewne elementy kosmologii, takie jak teoria robaczej dziury, pojawi się dużo więcej możliwych wytłumaczeń.

Pomysł, że wszystko może zniknąć w dowolnym momencie, może wydawać się niepokojący, takie przypadki są jednak na tyle rzadkie, że szanse wystąpienia naturalnej teleportacji nadal byłyby astronomiczne.

Arnold Isen, unexplained-mysteries.com
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.https://www.paranormalium.pl/historia-teleportacji,1072,6,artykul.html

środa, 1 marca 2017

Prawdziwa historia konopi. Dlaczego doskonały lek i tani materiał pomocniczy (papier, ubrania, żagle, drewno, liny…), musiały odejść w niepamięć?

 
 Ruta
Czy znasz prawdziwą historie konopi i to, dlaczego doskonały lek i tani materiał pomocniczy (papier, ubrania, żagle, drewno, liny itd..), musiały odejść w niepamięć?
O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI Z TYMI KONOPIAMI ?
Free Hemp
Historia Konopii – Jack Herer. Od ponad tysiąca lat przed Chrystusem aż do 1883 roku naszej ery cannabis sativa, znana też jako konopie, była największą uprawą rolną naszej planety. Uprawa cannabis była najpoważniejszym źródłem tysięcy produktów, dostarczając większości światowego włókna, tkanin, oleju opałowego, papieru, kadzidła i leków, jak również podstawowym źródłem jadalnego białka dla ludzi i zwierząt. Według „Columbia History of the World”, „najwcześniejsza znana tkanina była najwyraźniej zrobiona z konopi, które zaczęto wykorzystywać w ósmym tysiącleciu przed naszą erą”. Cannabis jest najmocniejszym i najtrwalszym naturalnym miękkim włóknem na tej planecie. Jej liście i wierzchołki kwiatowe były – w zależności od kultury – jednymi z najważniejszych i najpowszechniej używanych leków dla dwóch trzecich ludności świata od co najmniej 3000 lat aż do obecnego wieku. Botanicznie konopie są członkiem rodziny konopiowatych, najbardziej zaawansowanej ewolucyjnie rodziny roślin na Ziemi. Są one jednoroczną rośliną trawiastą, wykorzystującą słońce faktycznie bardziej efektywnie niż jakakolwiek inna roślina na naszej planecie, osiągając w jednym krótkim sezonie wysokość 12 – 20 stóp, lub nawet większą. Mogąc rosnąć w faktycznie każdym klimacie i nasłonecznieniu, konopie są najważniejszym odnawialnym zasobem naturalnym Ziemi.ZASTOSOWANIA KONOPIDziewięćdziesiąt procent wszystkich żagli na statkach, od co najmniej V wieku p.n.e. do czasu grubo po nastaniu maszyn parowych w drugiej połowie XIX wieku, było robionych z konopi. Pozostałe 10 procent to był zazwyczaj len albo drugorzędne włókna takie jak sizal, juta czy manila. Mapy nawigacyjne, dzienniki okrętowe i biblie były, w Europie i Ameryce od czasów Kolumba (XV w.) do początku XX w., zrobione na ogół z papieru konopnego. W pierwszym wieku n.e. Chińczycy odkryli,że papier konopny jest 50 do 100 razy trwalszy od większości odmian papirusu i że jest on 100 razy łatwiejszy i tańszy do wykonania.
/Zobacz też:
Linia czasu – praca z przeszłymi wydarzeniami
Jak demontować negatywne kody ziemskiego MatriksaMetody Odpinania przyczyn zaburzeń fizycznych i emocjonalnych ♦/
Osiemdziesiąt procent wszystkich tkanin i płótna na ubrania, namioty, bieliznę, koce, draperie, kołdry, prześcieradła, ręczniki i obrusy było w większości świata aż do XX wieku robione głównie z włókna konopnego. Konopie są miększe, cieplejsze i bardziej pochłaniają wodę niż bawełna. Mają od niej trzy razy większą rozciągliwość i są wiele razy trwalsze. Od setek (jeśli nie od tysięcy) lat, do lat trzydziestych XX w., w Irlandii robiono z konopi najlepszą bieliznę, a we Włoszech najlepsze sukno odzieżowe na świecie. Jeśli rolnik chciał miękkiego włókna na bieliznę, zbierał konopie po dwóch – trzech miesiącach; na sznury i olinowanie po trzech – czterech miesiącach; na grube powrozy i brezent po sześciu miesiącach. Gęstość uprawy także wpływa na jakość włókna.
Po uchwaleniu w 1937 r. w USA ustawy marihuanowej (Marijuana Tax Act) większość produktów z włókna konopnego została zastąpiona przez nowe petrochemiczne „plastikowe włókna” produkowane przez DuPonta. DuPont opatentował nylon w 1935 r., ale mógł go rzucić na rynek dopiero w 1938 r. – po tym jak przemysł tekstylny wykorzystujący konopie został skutecznie zdelegalizowany. Trzeba podkreślić, że blisko 50 % wszystkich środków chemicznych używanych dziś w rolnictwie używanych jest w uprawie bawełny. W przeciwieństwie do bawełny konopie nie potrzebują chemikaliów, nie mając faktycznie żadnych wrogów w postaci chwastów czy owadów.
PAPIER Z WŁÓKNA I PULPY
Do 1883 r. od 75 do 100 % całego światowego papieru było robione z włókna konopnego. Konopie dostarczały papieru na książki, biblie, mapy, banknoty, papiery wartościowe i gazety. Dostarczyły papieru użytego w oryginalnych wydaniach Biblii Gutenberga (XV w.), Biblii Króla Jakuba (XVII w.), broszur „The Rights of Man”, „Common Sense” i „The Age of Reason” Thomasa Paine’a (XVIII w.), dzieł Marka Twaina, Viktora Hugo, Aleksandra Dumasa oraz „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla.
Koloniści amerykańscy i reszta świata zwykła była robić papier ze zniszczonych żagli i powrozów sprzedawanych przez właścicieli statków. Nasi przodkowie byli zbyt oszczędni, by cokolwiek wyrzucać, tak, że do lat osiemdziesiątych XIX w. jakiekolwiek zbywające skrawki i ubrania były mieszane i przetwarzane na papier.
POWROZY, FARBA I OLEJ
Faktycznie każde miasto i miasteczko na świecie miało kiedyś lokalny przemysł wytwarzający powrozy z konopi. Największym światowym producentem, wytwarzającym wyroby najwyższej jakości, była jednak Rosja, dostarczająca w latach 1740 – 1940 80% konopi wykorzystywanych w zachodnim świecie. W całej historii z konopi zrobionych było 70 – 90% wszystkich powrozów, sznurów i lin. Zmieniło się to raptownie w 1937 r., gdy naturalne włókna zaczęto zastępować włóknami syntetycznymi wytwarzanymi z ropy naftowej, produkowanymi głównie przez DuPonta. Do wytworzenia farby i pokostu użyto w Ameryce w samym tylko 1935 r. 58.000 ton nasion konopi. Konopne farby i pokosty zostały wkrótce zastąpione przez nowe środki wytwarzane głównie z petrochemicznych materiałów DuPonta.
Do około 1800 r. olej konopny był najpowszechniej zużywanym olejem opałowym na świecie. Do końca lat siedemdziesiątych XIX w. był on drugim co do popularności olejem opałowym (wyprzedzony przez tran).
MATERIAŁ BUDOWLANY I BUDOWNICTWO
Ponieważ z akra konopi można wyprodukować czterokrotnie więcej pulpy niż z akra lasu, konopie są doskonałym materiałem mogącym zastąpić drzewa w produkcji takich wyrobów jak deski z wiórów czy form do odlewania betonu. Konopi używano w historii do wzmacniania dywanów. Silne, odporne na gnicie dywany konopne mogłyby wyeliminować alergiczne reakcje związane z nowymi syntetycznymi dywanami oraz trujące wyziewy produkowane w pożarach domów i sklepów przez płonące syntetyki. Nawet plastykowe przewody instalacji wodnej mogą być wytwarzane z odnawialnej celulozy konopnej zamiast z ropopochodnych nieodnawialnych surowców chemicznych. Można wyobrazić sobie dom przyszłości zbudowany oraz wyposażony w instalację wodna, meble i dekoracje z odnawialnego surowca nr 1 na świecie – konopi.
KONOPIE NA RZECZ EKOLOGII
Używając odzieży zrobionej w 100 % z konopi można swe koszule, spodnie i inne części garderoby przekazać w spadku swym wnukom, Inteligentne zużytkowanie trwalszych, mocniejszych, tańszych, chłodniejszych, bardziej chłonących wodę, przewiewniejszych, podatniejszych na biodegradację włókien naturalnych mogłoby zasadniczo zastąpić używanie petrochemicznych włókien syntetycznych, takich jak nylon czy poliester. Produkty konopne mogłyby zastąpić prawie całą naftę, bez jakichkolwiek odwiertów i rozlewów ropy, metan, metanol, paliwa i plastiki, ograniczając tym samym zużycie paliw kopalnych i chroniąc środowisko. Plama oleju konopnego środowisku nie zaszkodzi, nie wymaga żadnego oczyszczenia i faktycznie użyźni glebę. Paliwo lub olej spożywczy można wyrabiać także z nasion konopi, które zawierają objętościowo do 30 % oleju. Ponieważ „paździerze” konopne to w 77 % celuloza i wydajność konopnej biomasy jest około dziesięciokrotnie większa od wydajności roślin mącznych, konopie są doskonałym źródłem paliwa. Przetwarzaniem konopi można by zastąpić faktycznie całą energię nuklearną i paliwa kopalne, produkując w drodze pirolizy węgiel drzewny, metanol a nawet „konopną naftę”. Farmy konopi mogą wyprodukować bez chemicznych nawozów dziesięć ton biomasy z akra w cztery miesiące i mogłoby zwrócić rolnikom bogactwo naturalne wartości miliardów dolarów, stwarzając na nowo miliony miejsc pracy w rolnictwie. Być może najbardziej przemawiającym ekologicznie argumentem za uprawa konopi jest przygotowywanie ziemi pod uprawę. Do obecnego wieku rolnicy używali konopi do oczyszczania pól, jako uprawę ugorową oraz do przeszkodzenia wysychaniu błot i ubytkowi wody po pożarach lasów. ponieważ konopie zapuszczają w ciągu trzydziestu dni 10 – 20 – calowe korzenie, są one o wiele skuteczniejsze w wiązaniu gleby niż używane obecnie przez rolników żyto czy jęczmień, z ich calowymi korzeniami.
PLAN OCALENIA NASZYCH LASÓW
Rewolucja Przemysłowa i rozwój zmechanizowanego żniwiarkowa przesunął konopie na dalsze miejsce w światowym handlu, gdyż nie znano żadnej technologii zbierania i przetwarzania konopi dla celów produkcji masowej. W 1916 r. dwaj amerykańscy naukowcy przydzieleni do Departamentu Rolnictwa USA (USDA) wynaleźli godną uwagi technologię wytwarzania pulpy konopnej do wyrobu papieru. Poprzednio papier konopny wyrabiano jedynie ze szmat i włókien z łodyg, podczas gdy bogate w celulozę i i włókno paździerze były palone dla użyźnienia gleby. Jeden akr konopi w corocznej rotacji przez okres 20 lat wyprodukowałby tyle pulpy, co 4,1 akra drzew ścinanych w ciągu tego samego okresu. USDA stwierdził także, że ten nowy proces zużywałby jedną piątą do jednej siódmej siarko-pochodnych i kwaśnych chemikaliów używanych do niszczenia drzewnika wiążącego włókna pulpy. Drzewnik musi zostać zniszczony, aby z pulpy można było zrobić papier. Konopie zawierają jedynie 4 % drzewnika, podczas gdy drzewa zawierają go od 18 do 30 %. Wybielanie papieru w celu wyeliminowania pozostałych resztek drzewnika jest źródłem dioksyn w ściekach fabryki papieru. Problemu skażenia dioksynami można uniknąć w procesie wyrobu papieru z konopi, który zastępuje wybielanie nadtlenkiem wodoru. Papier pulpowy wyrabiany ze szmat lub produkowany maszynowo w 60 – 100 % z paździerzy konopnych jest mocniejszy i bardziej giętki od papieru wyrabianego z pulpy drzewnej, jak też mniej kosztowny i bardziej ekologiczny. Jeśli wynaleziony w 1916 r. proces byłby dziś legalny, dostarczałby czterokrotnie więcej pulpy przy przynajmniej pięć do siedmiu razy niższym zanieczyszczeniu, zastępując około 70 % całego papieru z pulpy drzewnej, między innymi papier na książki, do wydruków komputerowych, pudła kartonowe i torby papierowe. Jednak z braku maszyn do zbierania konopi i usuwania zewnętrznych paździerzy z wewnętrznego włókna, proces wyrobu pulpy pozostawał w laboratorium, aż do wynalezienia takiej technologii w 1938 r., gdy magazyn „Popular Mechanics” przedstawił odpowiednie urządzenie.
CO PRZYTRAFIŁO SIĘ KONOPIOM
Gdy maszyny do zbierania konopi stały się pod koniec lat trzydziestych wystarczająco nowoczesne, ogromne spółki drzewne, papiernicze i gazetowe, takie jak Hearst Paper Manufacturing Division, Kimberly Clark czy St. Regis (obecnie wśród największych ponadnarodowych spółek świata) stanęły w obliczu strat miliardów dolarów i prawdopodobnego bankructwa. Zbiegiem okoliczności DuPont opatentował właśnie w 1937 r. nowy, wykorzystujący kwas siarkowy proces przetwarzania drewna w pulpę papierową. Jeśli nie zdelegalizowano by konopi 80 % biznesu DuPonta nigdy by się nie rozwinęło ( i nie pojawiłoby się 80 % zanieczyszczeń rzek na świecie). Amerykańscy baronowie przemysłowi i finansiści wiedzieli, że maszyny przetwarzające konopie w papier staną się dostępne pod koniec lat trzydziestych. Było jasne, że konopia musi odejść. Konkurencja bezpiecznej dla środowiska technologi wyrobu papieru z konopi i włókien zagroziłaby lukratywnym machinacjom finansowym Hearsta, DuPonta i głównego finansowego sprzymierzeńca DuPonta, Andrew Mellona z banku w Pittsburghu. Mimo ekonomicznego chaosu Kryzysu, Doroczny Raport DuPonta z 1937 r. namawiał usilnie akcjonariuszy spółki do aktywnego inwestowania, jako że DuPont oczekiwał „radykalnych zmian” ze strony „zwiększającej dochody władzy rządu (…) zmienionej w instrument wymuszania akceptacji nieoczekiwanych nowych idei przemysłowej i społecznej reorganizacji”.
USTAWODAWSTWO MARIHUANOWE
Nie jest szeroko znanym faktem, że furia wojenna, która doprowadziła do wojny hiszpańsko – amerykańskiej w 1898 r. była rozniecona i podsycana przez Williama Randolpha Hearsta przy pomocy jego ogólnokrajowej sieci gazet. Począwszy od wybuchu wojny gazety Hearsta praktykowały oczernianie ludności hiszpańskojezycznej, Meksykanów i Latynosów. Po zajęciu 800.000 akrów lasów Hearsta przez „palącą marihuanę” armię Pancho Villi, oczernianie to się wzmogło. W latach dwudziestych i trzydziestych XX w. gazety Hearsta prowadziły przemyślaną kampanię na rzecz delegalizacji konopi. Począwszy od około 1920 r. Hearst i inni adepci „żółtego dziennikarstwa” zaczęli opisywać Latynosów i Murzynów jako demony pod wpływem marihuany, grające anty – białą „voodoo – satanistyczną muzykę” (jazz) i popychane do takich przejawów braku szacunku jak następowanie na cień białego człowieka. Używanie potocznej meksykańskiej nazwy konopi, „marihuana”, pomagało zagwarantować, że nikt nie spostrzeże, iż oskrzydlone i wyjęte spod prawa zostać ma główne naturalne lekarstwo i podstawowa uprawa świata. Zeznania przed Kongresem w celu delegalizacji marihuany w 1937 r. składały się prawie w całości z sensacyjnych i rasistowskich artykułów gazetowych odczytywanych na głos przez dyrektora Federalnego Biura ds. Narkotyków (obecnie Drug Enforcement Administration), Harry Anslingera. Anslinger czytał na tych zeznaniach (bez skrupułów) historie o „grubowargich kolorowych” wabiących białe kobiety muzyka jazzową i marihuaną. Anslinger poinformował Kongres, że około 50 % wszelkich przestępstw z użyciem przemocy w USA popełniają Meksykanie, Latynosi, Filipińczycy, Murzyni i Grecy i że te przestępstwa mogą być bezpośrednio wywiedzione z marihuany. W rzeczywistości statystyki FBI pokazywały, że co najmniej 65 – 75 % wszystkich morderstw W USA było wówczas – i jest nadal – związanych z alkoholem. We wrześniu 1937 r. zakaz posiadania konopi stał się prawem. Wkrótce potem utworzono federalne siły policyjne do śledzenia i aresztowania obywateli amerykańskich posiadających marihuanę, w celu ochrony zysków trujących przemysłów; większość innych krajów niedługo dołączyło do orszaku. Intrygująca wiadomość DuPonta do swych akcjonariuszy, aby inwestowali w nowe technologie oparte na „wymuszeniu akceptacji nieoczekiwanych nowych idei przemysłowej i społecznej reorganizacji” nieoczekiwanie nabrała sensu.
Jack Herer, tekst opublikowany w „Earth Island Journal”
marihuana to przede wszystkim medycyna !!! a nielegalna tylko dlatego, ze nie można jej opatentować, czytaj: nie można na niej zarabiać. firmy farmaceutyczne popadały by natychmiast, a one wszak trzymają władze na świecie . Medyczna Marihuana leczy : ADHD, AIDS,alkoholizm, alzheimer, anoreksja, astma, arterioskleroza, artretyzm, bezsenność, biegunki, bóle, bóle menstruacyjne, bóle mięśniowe, bóle nowotworowe, bóle reumatyczne, Crohn ( Leśniowski ), demencja, depresja, dermatozy, dyskinezje, dystonia, dystrofia mięśniowa, egzemy, epilepsja, glejak wielopostaciowy, gronkowiec złocisty MRSA, MSSA, grzybica, HBV, hemoroidy, HCV, HIV, huntington, infekcje, jaskra, jęczmień oka, kachleksja, leukemia, łuszczyca, miażdżyca, migreny, nowotwory mózgu, nowotwory piersi, nowotwory płuc, nowotwory skóry, odleżyny, oparzenia, paraplegia, parkinson, plamica wątrobowa, porażenie mózgowe, PTSD, retinopatia cukrzycowa, skurcze spastyczne, stwardnienie rozsiane, szumy uszne, świąd, tetraplegia, tiki nerwowe, tinnitus, tourett, trądzik, udary mózgu, urazy mózgu, wymioty, wytrzeszcz, zapalenie gardła, zapalenie oskrzeli, zapalenie wątroby typu B, zapalenie wątroby typu C, zapalenie węzłów chłonnych, zapalenie żyły, zapalenie serca, zespół napięcia przedmiesiączkowego, zespół stresu pourazowego, żylaki.

wtorek, 28 lutego 2017

Saint Germain na temat miłości do własnego boskiego ja

protection-auras

„Największą i najważniejszą Działalnością Życia jest Miłość, Oddanie i Wdzięczność za wszystko co Życie nam daje.  Gdy nasza zewnętrzna świadomość zostaje wzniesiona przez utrzymywanie jej uwagi na nieustannym miłowaniu „Potężnej Obecności Jam Jest”, Boga w działaniu we wszystkim i ciągłym uznawaniu jedynej Doskonałości Życia, wszelkie ludzkie nawyki i błędne koncepcje znikają
Ludzki intelekt nabywa wiele szczególnych wynaturzeń w swoim myśleniu, a jednym z najbardziej katastrofalnych jest działalność ludzkiej świadomości odrzucającej i zapominającej, że należy kochać i dziękować Życiu czyli „Potężnej Obecności Jam Jest” za Błogosławieństwa, jakimi nieustannie obdarza ono ludzkość i Ziemię.
Przeciętna ludzka istota żyje Życie po Życiu nie kochając nawet raz, ani nie dziękując własnej „Potężnej Obecności Jam Jest” za energię, która nieustannie płynie przez jej umysł i ciało, za substancję, której używa w swoim ciele i świecie, czy za setki innych drobnych rzeczy, którymi jest nieustannie otaczana, których używa i którymi się cieszy, a jednak nie daje nic z siebie w zamian.
Wielu ludzi nosi w sobie uczucie osobowej urazy skierowanej pod adresem Życia, obwiniając Je za swe cierpienie i porażki, podczas gdy nawet bardzo niewielka ilość wdzięczności i Miłości wylana na „Obecność Jam Jest” przebywająca w każdym ludzkim sercu, w każdej ludzkiej komórce, przemieniłaby wszelki dysonans w Pokój i Miłość, wprowadzając Doskonałość Życia do zewnętrznej działalności jednostki.
Ludzie znajdują wiele czasu na kochanie psów, kotów, jedzenia, ubrań, pieniędzy, diamentów, innych ludzi oraz tysiąca i jednej rzeczy, lecz bardzo rzadko zdarza się, że jednostka poświęca chociażby pięć minut w przeciągu swojego wcielenia, na kochanie swojej własnej Boskości, choć w każdej sekundzie używa Jej Życia i Energii, za pomocą której jest w stanie cieszyć się tymi rzeczami. Nawet ci, którzy myślą, że kochają Boga prawie nie przekazują dziękczynienia „Potężnej Obecności Jam Jest”, przebywającej wewnątrz nich i nie okazują Jej wdzięczności za dobre rzeczy, jakie przychodzą do ich Życia.
Nie chodzi o to, aby nie wylewać Miłości na rzeczy znajdujące się na zewnątrz nas, lecz z całą pewnością powinniśmy na pierwszy miejscu i bardziej kochać naszą Boskość Wewnętrzną niż jakąkolwiek zewnętrzną rzecz, czy osobowość. Jest Ona samym Życiem i Świadomością, za sprawą której istniejemy.
Szczęśliwość nie może istnieć, jeżeli nie jest wylewana Miłość. Oto Prawo Życia. Gdy ludzie kochają coś lub kogoś, są szczęśliwi. Nawet skąpiec jest szczęśliwy, gdy kocha swoje złoto, ponieważ wylewa na zewnątrz uczucie miłości w kierunku rzeczy, które stara się utrzymać. To, co w rzeczywistości stara się utrzymać to szczęście, lecz nie jest świadom, że uczucie szczęścia nie jest zawarte w złocie, lecz w wylewaniu przez siebie uczucia miłości. W tym wylewaniu pozwala on płynąć Życiu nieprzerwanie i harmonijnie.
Jednakże otrzymawszy wszelkie dobro, jakie kiedykolwiek użytkowaliśmy, pochodzące od „Potężnej Obecności Jam Jest”, która jest budowniczym każdego fizycznego ciała, pierwszy i największy Wylew naszej Miłości należy jest zwrócić naszemu własnemu Zindywidualizowanemu Płomieniowi Boga – Potężnej Świadomości Życia wewnątrz nas. Czy możliwe jest, aby istniało cokolwiek ważniejszego, czy większego niż Wszystko, co Boskie? Tylko rozumienie i czucie tego może rozkuć samowytworzone kajdany ludzkości.
Prawdziwa modlitwa powinna być wyciszeniem intelektu i uspokojeniem uczuć, tak aby osobowość mogła czuć Wylew „Potężnej Obecności JAM JEST” i otrzymać odpowiedź od wewnątrz. Modlitwa powinna być wylewem Miłości i Wdzięczności dla „Obecności Jam Jest” za nieograniczone możliwości i dobro zawarte w życiu.
Zewnętrzny świat lubi schlebiać swojej próżności poprzez poczucie, że ma on zdolność osiągania wielkich rzeczy, lecz jeżeli chodzi o kontrolę i doskonałość uczuć, to znajduje się on wciąż w stanie dzikości. Istoty ludzkie żądlą innych, jak również siebie same poprzez brutalne uczucia tak pewnie, jak czyni to skorpion. Dominujące uczucie we współczesnym świecie jest przerażająco gwałtowne i polega na tym, że jedne osobowości przeciwstawiają się i krytykują inne, które się z nimi nie zgadzają. Tak zwani cywilizowani ludzi popełniają morderstwa każdego dnia tygodnia poprzez wysyłanie rozzłoszczonych i rozdrażnionych uczuć, które zabijają w innych wyższe impulsy.
Godne politowania jest to, jak ludzka rasa przez stulecia traciła czas i  zużywała swoją energię na budowanie rzeczy przy użyciu myśli, a jednocześnie rozdzierała swoją kreację poprzez nieharmonijne uczucia. Jest to dziecinne i jest to uporczywą odmową, aby wypełnić Wieczny Plan Doskonałości.
Dla istot ludzkich, które nie rozpoznają lub nie chcą rozpoznać „Potężnej Obecności Jam Jest” w sobie, użytkowanie, radość i wolność tej wielkiej szczodrości pochodzącej od bezpośredniej percypitacji pozostaje nie spożytkowana, ponieważ ich uczucia lęku, wątpliwości, nienawiści, gniewu, winy, egoizmu , czy żądzy tworzą ścianę nie do pokonania, zamykając je na Moc i Doskonałość Światła, które w przeciwnym wypadku by się do nich przedostało.
Tak długo dopóki ktoś nie dąży do Uwolnienia Światła wewnątrz siebie, nie jest on w stanie w pełni zrozumieć i docenić uczucia mówiącego, że tak naprawdę nic nie jest istotne poza „Wszystkim, co Boskie” i tymi doświadczeniami, przy pomocy których uwalnianie jest światło.”
Saint Germain – „Wyjawione Tajemnice tom II”

poniedziałek, 27 lutego 2017

Cud światła. Oculus rzymskiego Panteonu





Michał Anioł twierdził, że Panteon jest tak wspaniały, że musieli go zbudować aniołowie; Goethe pisał, że świątynia wręcz przytłacza swoim pięknem. Freud uznał budowlę za synonim id, a mieszkańcy Rzymu przez wieki uważali, że zamieszkuje ją siedem demonów.
Promień światła wędruje po wnętrzu rzymskiego Panteonu; gra światłocieni buduje potęgę świątyni. Iluminacja płynie z otworu wieńczącego sklepienie, zwanego oculusem. Wystarczy jedno spojrzenie, aby zrozumieć, dlaczego zwykło się mówić, że to on definiuje Panteon. 
Oculusy (oculus – łac. ‚oko’) – nieozdobione, okrągłe bądź owalne otwory w ścianie lub szczytowej części sklepienia – znane są w architekturze od czasów bizantyjskich. Od zawsze miały znaczenie praktyczne, bowiem wpuszczały do mrocznych pomieszczeń światło; symbolizowały także łączność z boską jasnością. Jeśli się przez chwilę zastanowimy, to okaże się jednak, że oculusy, w swej najbardziej pierwotnej formie, są tak stare, jak stare są wszelkie ludzkie budowle. Otwory w dachu mają przecież i leśne szałasy, i eskimoskie igloo. Najsłynniejszym, najbardziej znanym i podziwianym jest jednak bez wątpienia oculus z rzymskiego Panteonu.


Catherine Wilson
Fot. Catherine Wilson / Flickr
Prawie dwa tysiące lat historii
Panteon jest jednym z najlepiej zachowanych starożytnych zabytków. Pierwszą znajdującą się na Polu Marsowym świątynię ufundował w 27 r. p.n.e. bliski przyjaciel, zięć i współpracownik cesarza Augusta, Marek Agrypa. Niestety budynek doszczętnie spłonął w roku 80 naszej ery. Odbudował go czterdzieści pięć lat później cesarz Hadrian, zachowując przy tym ocalały od ognia prostokątny portyk z kolumnadą i napisem fundacyjnym. Według niektórych historyków starożytni Rzymianie wierzyli, że Panteon wzniesiono w miejscu, z którego Romulus, założyciel Wiecznego miasta, został wzięty do nieba podczas pewnej gwałtownej burzy.


Fot. Julia Wollner
Oculus widziany z ukosa. Fot. Julia Wollner

Panteon przetrwał dziejowe zawieruchy. Najpierw był świątynią, w której, zgodnie z nazwą przybytku (z greckiego Πάνθειον, pan – wszystko, theoi – bogowie), czczono wszystkie bóstwa – te rzymskie i te z krajów przez cesarstwo podbitych. Potem, w VII wieku, stał się kościołem pod wezwaniem Matki Boskiej i Męczenników. Zmianie ulegała aranżacja wnętrza – w okresie renesansu zajął się tym sam Rafael Santi. Bez względu na te modyfikacje, bryła pozostawała nienaruszona. Jak przed wiekami, także i dziś kopuła ma 42,2 metry średnicy i tyleż samo wysokości. Odlano ją z niezbrojonego betonu. To na niej wzorował się Filippo Brunelleschi, projektując kopułę katedry we Florencji. Uczynił ją jednak większą – kopuła florenckiego duomo ma 45,4 m średnicy i wysokości.



Wnętrze Panteonu. Fot. Michael Vadon/Flickr.
Wnętrze Panteonu. Fot. Michael Vadon/Flickr
Zapisany w genach kultur
Gdy wchodzi się na niewielki, wypełniony turystami plac della Rotonda, przy którym stoi Panteon, widać tylko jego fronton z kolumnadą w stylu korynckim. Cylindryczna bryła schowana jest za innymi budynkami, jakby skromnie przycupnęła w środku miejskiego gwaru. Tym bardziej nie dziwi fakt, że po wejściu do świątyni następuje zwykle chwila olśnienia. Wnętrze jest ogromne, pełne powietrza. Masywna kopuła zdaje się lekko unosić nad ścianami, z jej szczytu zaś, przez oculus, spływa światło. Ani fotografie, ani filmy, ani nawet dzieła Piranesiego nie oddadzą olbrzymiego wrażenia, które robi Panteon oglądany na własne oczy. Michał Anioł miał twierdzić, że Panteon jest tak wspaniały, że musieli go zbudować aniołowie. Wiedział, co mówi – wszak to on zaprojektował kopułę Bazyliki św. Piotra. Niemiecki romantyk Johann Wolfgang Goethe w swoich dziennikach pt. Podróż włoska napisał, że Panteon wręcz przytłacza swoim pięknem; psychoanalityk Zygmunt Freud uznał budowlę za synonim id, czyli tego, co pierwotne i zapisane w kulturowych genach.



Panteon widziany z Piazza Rotonda. Fot. Chrisobayda/Flickr
Panteon widziany z Piazza Rotonda. Fot. Chrisobayda/Flickr
Rzeczywiście nie da się odmówić Panteonowi więzi z tym, co pradawne. Konstrukcja budowli, przez umieszczony na szczycie kopuły oculus, pozostaje w głębokim związku z boskością natury. Spojrzenia, myśli i modlitwy mogą szybować bez skrępowania w górę. By poczuć to w pełni, trzeba stanąć w centralnym miejscu świątyni, tuż pod oculusem, a następnie spojrzeć w jego centrum.
Oculus jest duży, ma średnicę ponad dziewięciu metrów. Wpada przez niego światło i powietrze. Podczas deszczu strugi wody spływają z nieba do świątyni. Jednak nawet podczas ulewy w Panteonie nie znajdziemy większych kałuży, bowiem marmurowa posadzka tuż pod oculusem jest delikatnie wklęsła, a specjalny system rowków odprowadza wodę. We Włoszech popularne jest przysłowie, według którego szczęśliwa jest panna młoda zmoknięta (sposa bagnata, sposa fortunata). Jeśli więc narzeczonym podczas ślubu w Panteonie trafi się odrobina deszczu, szczęścia powinni mieć pod dostatkiem.


Thomas Shahan
Fot. Thomas Shahan / Flickr
Słoneczna świątynia 
Kopuła jest jak sklepienie nieba z oculusem słońcem, który zajmuje miejsce centralne. Stwierdzono, że każdego dnia roku, w południe, promienie słoneczne wpadające przez oculus zatrzymują się w innym miejscu w świątyni. Tak samo, rok za rokiem. Naukowcy kilka lat temu doszli więc do wniosku, że wnętrze Panteonu jest wielkim zegarem słonecznym, zaś najważniejszą rolę gra tu właśnie oculus – jest bowiem tego zegara wskazówką. Co więcej, wejście do świątyni umieszczono w takim miejscu, by 21 marca i 21 kwietnia oświetlały je promienie słoneczne. Nie są to daty przypadkowe – 21 marca to równonoc wiosenna, która w starożytnym Rzymie była początkiem nowego roku. Na dzień 21 kwietnia przypadają zaś urodziny Rzymu. W tych datach urządzano w Panteonie uroczystości, w których uczestniczył cesarz. Wchodząc do świątyni, był skąpany w słonecznych promieniach, co podkreślało jego rzekomą boskość.



Maria Eklind
Fot. Maria Eklind / Flickr
Potyczki z diabłem 
Starożytne budowle budzą ciekawość, a czasem także niepokój. Ludzie przez wieki starali się oswoić tajemnicę Panteonu. Powiadano na przykład, że oculus jest wynikiem działania… diabła, który w takim popłochu uciekał ze świątyni, że wybił dziurę w kopule. Stało się to, gdy mag Bailardo zakpił sobie z niego i dzięki podstępowi ocalił duszę, którą wcześniej złemu zapisał. Diabeł wystrzelił jak z procy wprost w sklepienie Panteonu, przebił je i strącił z niego wieńczącą całość złotą szyszkę – tę, którą teraz podziwiać można na Cortile della Pigna w Watykanie. Inna legenda mówi, że na początku siódmego wieku, podczas konsekracji Panteonu, obudziło się siedem demonów, które mieszkały tam od czasów pogańskich. I to one, uciekając w popłochu, miały z impetem zrobić otwór w sklepieniu.
Panteon i oculus kryją na pewne jeszcze niejedną tajemnicę. Badania naukowe będą je powoli wyjaśniać, ale nie da się ukryć, że mity i baśnie bardziej przemawiają do wyobraźni. W połączeniu z architektonicznym pięknem sprawiają, że rzymska świątynia jest jednym z najchętniej odwiedzanych zabytków na świecie – rocznie składa w nim wizytę około 7 milionów turystów. Włoski minister kultury Dario Franceschini zaproponował niedawno wprowadzenie opłaty za wstęp. Widok z oculusa na błękitne rzymskie niebo na pewno jednak złagodzi tę niedogodność.

niedziela, 26 lutego 2017

Czy starożytni Egipcjanie znali elektryczność. Wyprawa w poszukiwaniu żarówek faraonów

Kiedy koledzy z redakcji pytali mnie, dokąd tym razem się wybieram, a ja mówiłem, że znowu do Egiptu, z niedowierzaniem pukali się w czoło. To miała być moja siódma wyprawa do kraju faraonów, więc nic dziwnego, że patrzyli na mnie jak na wariata, który zamiast szukać nowych atrakcji i poznawać kolejne kraje, znów jedzie w te same miejsca. Nie, nie w te same! Wyjazd był krótki, bo tylko ośmiodniowy, a cel jeden - Dendera. - Bo tam są starożytne żarówki - odpowiadałem z przekąsem, a miny rozmówców jeszcze wyraźniej zdradzały, co sądzą o mnie i moich planach. A mnie udało się napisać o tym książkę.

Egipt od zawsze mnie fascynował. Po pierwsze dlatego, że kiedy w naszej części świata przodkowie Polaków biegali w skórach i zamieszkiwali jaskinie, nad Nilem kwitła wspaniała cywilizacja, zajmująca się astronomią, wspaniale władająca matematyką.
Po drugie, bo już jakieś dwa tysiące lat przed Chrystusem, starożytne świątynie poświęcone były triadom bóstw, które stanowiły jedność, więc chrześcijańska Trójca Święta ma swoje korzenie właśnie tu.

Dendera, Egipt  

Dendera, Egipt Foto: Tomasz Bonek / replika.eu

Po trzecie, ze względu na niepodważalny fakt, że nikt inny na świecie nie zbudował niczego innego, co przetrwałoby w doskonałej, niezmienionej, prawie formie ponad 4,5 tys. lat, tak jak piramidy w Gizie, które nadal są cudem świata (starsze świątynie na Malcie nie są, tak dobrze zachowane).
Lodowce odsłaniają ciała poległych żołnierzy

Po czwarte, bo współcześni lekarze nadal potrafią spartaczyć wycięcie wyrostka robaczkowego, a  medycy faraonów przeprowadzali misterne operacje neurochirurgiczne, ich pacjenci przeżywali, żyli potem długo i szczęśliwie, co nie jest normą nawet w dzisiejszej medycynie.
Po piąte, dziesiąte i dwudzieste... No i wreszcie, przede wszystkim ze względu na tajemnice. Nad Nil jeżdżę więc prawie co roku, by je odkrywać. O tych podróżach jest też moja najnowsza książka "Set Maat - Siedlisko Prawdy".
Starożytny Egipt wciąż nie jest całkowicie odkryty. Pod piaskami pustyni czekają skarby faraonów i kapłanów, zamknięte w nienaruszonych grobowcach. Nadal nie wiadomo, jak tak naprawdę budowano kolosalne świątynie i piramidy, a wiele inskrypcji zapisanych w hieroglifach wciąż czeka na poprawne zinterpretowanie. Tak, jak te ze świątyni bogini Hathor, która znajduje się w Denderze.
Książka
Raczej nie czytam fantastyki ani dzieł pseudonaukowych. Von Daenikena musiałem wziąć do ręki, bo skoro tak pokochałem starożytny Egipt, to nie wypadałoby nie znać jego poglądów. Ale nie wierzę, jak on, że piramidy budowali kosmici. Z wrodzonym sceptycyzmem podszedłem też do dzieła Petera Krassa i Reinhard Habeck’a pt.: "Światło Faraonów - najwyższe technologie i prąd elektryczny w starożytnym Egipcie", ale skuszony ceną (10 zł) nabyłem i zacząłem czytać.

Dendera, Egipt Dendera, Egipt Foto: Tomasz Bonek / replika.eu

"Pomieszczenie, w jakim się znaleźliśmy, zalegały ciemności, które z powodzeniem można by określić mianem egipskich. Nikt nie przeczuwał, że za chwilę stanie się coś tak nieprawdopodobnego. Wydarzenia, jakie tu nastąpiły, były dla nas całkowitym zaskoczeniem. Nagle przestrzeń wypełniła się przypominającym błyskawice światłem, które wśród niesamowitych trzasków, niczym ognie św. Elma, układało się w powyginane gałęzie. Następnie między obydwoma końcami dużej szklanej kolby zaczął wić się znienacka wąski ognik, wydając jednocześnie syczący dźwięk, przypominający odgłos jadowitego węża. Pomieszczenie zalało się jasnym blaskiem, w którym na kilka sekund widoczne stały się zarysy umieszczonej w laboratorium aparatury.
REKLAMA
Jak płonący dywan albo jaskrawo świecąca skóra ładunek elektryczny wypełniał od wewnątrz szklane ścianki gruszkowatego przyrządu. Wszystko dookoła pogrążone było w widmowym, niebieskawym świetle. Obserwowaliśmy to osobliwe zdarzenie w całkowitym milczeniu, niezdolni do jakiejkolwiek reakcji. Choć nikt z nas nie spodziewał się takiego wyniku eksperymentu, wszelkie nasze przypuszczenia potwierdziły się: korzystanie z energii elektrycznej nie było bynajmniej odkryciem dopiero co minionego stulecia. To nie Duńczyk Hans Christian Oerstedt (1777 - 1851), nie Anglik Michael Faraday (1791 - 1867) i nie Amerykanin Thomas Alva Edison (1847 - 1931) byli pionierami w tej dziedzinie - wiedzę o istnieniu energii elektrycznej i umiejętność jej zastosowania egipscy kapłani posiadali już wiele tysięcy lat temu. Już oni potrafili uczynić z nocy dzień, rozświetlić ciemne pomieszczenia. I to nie tylko za pomocą prymitywnych pochodni, lamp oliwnych czy naftowych. Stosowane przez nich źródło światła już w tamtych czasach opierało się na - elektryczności. Hipotezę tę potwierdzają zarówno przekazy plastyczne, jak i pisemne, które dostarczają dowodów na to, iż wysocy słudzy egipskiej świątyni na długo przed naszą erą potrafili wykorzystać istniejące w przyrodzie możliwości."
O co chodzi? Krassa i Habeck tak opisali eksperyment, który przeprowadził austriacki inżynier Walter Garn, który zbudował model żarówki w oparciu o to, co zobaczył na płaskorzeźbach w świątyni w Denderze.
Bateria bagdacka
Książkę połknąłem w jeden wieczór. Do rana szukałem w internecie kolejnych informacji i zdjęć. Kiedy zobaczyłem pierwsze rysunki żarówek z Dendery wykonane w 1869 r. przez francuskiego archeologa Augusta Mariette’a, a później zdjęcia zrobione kilka lat temu przez współczesnych naukowców, pomyślałem: - Cholera, coś w tym jest. Trzeba tam jechać.

Dendera, Egipt Dendera, Egipt Foto: Tomasz Bonek / replika.eu
Tajemnice katakumb pod Odessą

Ostatecznie przekonała mnie informacja, że Walter Garn w swoim eksperymencie, jako źródła prądu użył modelu tzw. baterii bagdackiej. W 1936 r. pod Bagdadem odkryto pozostałości miasta Partów, starożytnego królestwa, trwającego między III w. p.n.e., a III w. n.e. Wśród znalezionych zabytków było gliniane naczynie, wypełnione wyschniętym, sfermentowanym sokiem z winogron, w którym tkwił miedziany pręt. Podobnie zbudowane są dzisiejsze baterie, w których prąd wytwarzany jest dzięki różnicy potencjałów. Naukowcy stwierdzili, że jest to prawdopodobnie starożytne ogniwo, które mogło służyć np. do pozłacania przedmiotów. Jak się okazało, mogło wytwarzać prąd o napięciu 0,5 V, co już wystarczy do galwanizacji.
Skoro więc elektryczność wykorzystywano na Bliskim Wschodzie 1700 lat przed doświadczeniami Galvani’ego i Volty, to dlaczego nie w starożytnym Egipcie?
Wyprawa
Dwa tygodnie później już byłem w Egipcie. W hotelu w Luksorze studiowałem wszystko, co udało mi się zdobyć na temat świątyni w Denderze. Pierwsze obiekty sakralne powstały tutaj 2500 lat p.n.e., w czasach Starego Państwa, czyli kiedy budowano piramidy w Gizie. To, co stoi dzisiaj, powstawało między 150 r. p.n.e. a rokiem 60 n.e. Jest to sanktuarium bogini Hathor, patronki miłości, tańca, muzyki. To tu była jej główna siedziba, to tu działała jedna z najważniejszych egipskich wyroczni przepowiadających przyszłość. Denderę szczególnie upodobała sobie słynna Kleopatra i to jej wizerunek, zdobi główną fasadę.

Dendera, Egipt Dendera, Egipt Foto: Tomasz Bonek / replika.eu
Tutejsza świątynia jest najlepiej zachowanym domem bożym w całym Egipcie i zarazem zupełnie innym niż wszystkie. Nie ma tu posągów, obelisków, ani pylonów. Jest natomiast wspaniały pawilon z trzema kondygnacjami, przykryty oryginalnym dachem. Bliźniaczy - i co ciekawe, też bardzo dobrze zachowany - znajduje się w odległej o kilkaset kilometrów Esnie. To co widać na powierzchni, to tylko dwie piąte całości. Pod budowlą znajdują się tajemnicze krypty  i to właśnie je musiałem zobaczyć.
Do Dendery z Luksoru dojechałem wynajętym mikrobusem. Mogłem romantycznie popłynąć Nilem, ale rejsy po tej rzece, prawie takim samym statkiem jak Agatha Christie w "Śmierci na Nilu", zaliczyłem już kilkakrotnie podczas wcześniejszych wypraw. Zresztą, nie miałem na to ani czasu, ani ochoty, bo podczas każdego spływu chorowałem w toalecie. Wszystko przez instalacje wodne na tych krążownikach, które raczej nigdy nie są dezynfekowane i samo umycie zębów w kajucie przyprawia o rozstrój jelit.
Kiedy w końcu dotarłem na miejsce, ogarnął mnie błogostan. Wokół panowała majestatyczna cisza - nie było milionów turystów szturmujących najsłynniejsze miejsca w Egipcie, takie jak Dolina Królów, świątynia Hatszepsut czy okręg Amona-Ra w Karnaku. Dendera wciąż nie jest odkryta przez topowe biura podróży, więc mało która wycieczka tu zagląda. Ruszyłem do środka.
Łapówka
Szybko obejrzałem pierwszy poziom świątyni z myślą, że wrócę do niego później, kiedy już zobaczę żarówki. Poszukiwane płaskorzeźby miały znajdować się w jednej z 12 podziemnych krypt. Tylko jak tu znaleźć do nich wejście... Koniec języka za przewodnika. Podszedłem do pierwszego spotkanego strażnika i po prostu zapytałem. Ubrany w galabiję Egipcjanin powiedział łamaną angielszczyzną: - Nie, sir. Nie można. Zamknięte, wstęp turystom zabroniony.
Jakbym dostał w twarz. Nie wiedziałem co powiedzieć. Stałem tak dłuższą chwilę z tępą miną krowy (nomen omen, Hathor przedstawiano często jako krowę), jakbym czekał na cudowne odmienienie losu. I się doczekałem. Bezzębny pilnujący powiedział magiczne słowa: - 10 dolarów?

Dendera, Egipt Dendera, Egipt Foto: Tomasz Bonek / replika.eu
Szybko mnie odetkało. Na takie sytuacje jak zwykle byłem przygotowany. Podczas podróży zawsze noszę trochę drobnych w różnych kieszeniach, aby nie wyciągać całego portfela, kiedy targuję się podczas zakupów, albo trzeba - jak tym razem - dać komuś łapówkę.
W ten sposób zostałem w tym dniu najlepszym przyjacielem Mahmuda, który z uśmiechem na twarzy poklepał mnie po ramieniu, wymamrotał, że jestem "good boy" i "the best friend" i w końcu zaciągnął w jakiś zakamarek świątyni, gdzie zaczął zdejmować z podłogi deski maskujące wąski otwór. Wlazłem do środka.
Płaskorzeźby
Byłem w południowej krypcie. Według tłumaczeń egiptologów inskrypcje wyryte na jej ścianach mówiły, że przechowywano tu dwa pozłacane posągi Hathor wysadzane drogimi kamieniami. Opuszczały ją tylko podczas najważniejszych świąt.
Najdziwniejsze zjawiska przyrodnicze na Ziemi

W końcu znalazłem to, co chciałem zobaczyć od tygodni. Stałem przed tajemniczymi reliefami, wykonanymi nie jak cała świątynia w piaskowcu, lecz wyrytymi w kalcytowych płytach. Dwie postacie trzymają na nich coś w rodzaju wielkich baniek, w środku, których wije się wąż. Bańki mają oprawy w kształcie kwiatów lotosu do złudzenia przypominające oprawki żarówek, z których wychodzi przewód podłączony do jakiegoś sześcianu. Obok umieszczony jest - powszechny w przedstawieniach ze starożytnego Egiptu - symbol dżed, słup czy kolumna oznaczająca trwałość. Krassa i Habeck uważają, że jest to zwykły izolator, taki jak porcelanowy przy współczesnych liniach wysokiego napięcia.
Czy bańki to natomiast rzeczywiście starożytne żarówki? Autorzy "Światła faraonów" nie mają wątpliwości. Dowodzą, że ściany krypt w Denderze nie są pokryte sadzą, więc inskrypcje na nich musiały powstać przy elektrycznym świetle.  Egiptolodzy tę tezę wyśmiewają - wystarczy użyć lamp z olejem rycynowym bądź tłuszczem zwierzęcym, aby zminimalizować kopcenie.
Bezsporny jest tylko fakt, że nigdzie indziej w Egipcie nie znaleziono podobnych przedstawień i naukowcy spierają się, co mogą one oznaczać. Żaden ich nie rozszyfrował niepodważalnie. Są jedynie hipotezy. W mitologii egipskiej w postaci węża przedstawiano rodzące się słońce, na wyspie płomieni, położonej na jeziorze dwóch noży, gdzie znajduje się kosmiczne jajo, z którego powstanie światłość.
Czy starożytni Egipcjanie znali więc elektryczność? Nie rozstrzygnie tego jedna inskrypcja. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że podczas wielu prowadzonych nad Nilem wykopalisk, jakiś zespół archeologów znajdzie np. egipską baterię podobną do bagdackiej. Albo całą żarówkę! To tak samo prawdopodobne, jak znalezienie kolejnego nietkniętego grobowca pełnego takich skarbów, jak te należące do Tutenchamona. I nawet gdyby to miała być setna moja podróż do Egiptu, to i tak bez wahania się w nią wybiorę, by to zobaczyć.

Tomasz Bonek, Set Maat - Siedlisko Prawdy Tomasz Bonek, Set Maat - Siedlisko Prawdy Foto: replika.eu
Reportaż pochodzi z nowej książki Tomasza Bonka pt. "Set Maat - Siedlisko Prawdy", która ukazała się nakładem wydawnictwa Replika. Reporterskie podróże Tomasz Bonka wiodą Czytelnika po szlakach pozornie znanych. Przecież to miejsca, gdzie codziennie przewijają się tysiące turystów! A jednak Bonek lubi skręcić w bok, zabrać czytelnika tam, gdzie ten z wykupioną wycieczką nie dotrze. Pokazać to, czego spieszący za grupą człowiek nie zauważy. "Set Maat" to opowieść o tym, co tak naprawdę stanowi esencję bycia podróżnikiem. Oto wyprawa po świecie niesamowicie ciekawym, fascynującym, a jednocześnie słabo widocznym zza szyb autokarów. Po świecie, który dziś coraz trudniej zobaczyć samemu, gdyż w ostatnich latach spowija go coraz większy mrok.

sobota, 25 lutego 2017

PO CO BÓG PRZYSZEDŁ NA ZIEMIĘ


PO CO BÓG PRZYSZEDŁ NA ZIEMIĘ
O tym PO CO Bóg przyszedł na ziemię mówi historia Hioba
Niestety ludzie czytający tą historię błędnie zakładają, że .....
Bóg układa się z szatanem

To ukochana narracja PANA TEGO ŚWIATA.
UWAŻNY czytelnik zauważy, że…
To nie Bóg zakłada się z szatanem, tylko…
Szatan SZANTAŻUJE Boga
Szatan stawia Boga w niewygodnym położeniu by przejąć Jego tron
Sytuacja z Hiobem pokazuje PRZEBIEGŁOŚĆ upadłego anioła
Szatan wie, że jest coś takiego jak PRAWO
i że prawo jest NIEZMIENNE
i że obowiązuje KAŻDEGO
Boga również
Więc za wszelką cenę stara się doprowadzić do takiej sytuacji, by wymusić na Bogu złamanie PRAWA
Bóg oczywiście nie może tego zrobić i w Swojej MĄDROŚCI znajduje takie rozwiązania, by zawsze wyjść obronną ręką.
Gdyby Bóg nie zgodził się na to co PROPONUJE szatan, ten powiedziałby wszystkim aniołom tak:
Widzicie?
On nie jest sprawiedliwy…
Jego prawo jest RÓŻNE dla każdego…
On jednych kocha…
a innych nie
Gdyby Bóg zabronił szatanowi np. odebrania Hiobowi żony, to szatan by powiedział, że Bóg go FAWORYZUJE
Zatem Bóg MĄDRZE odwołuje się do PIERWSZEGO ustanowionego prawa - PRAWA WOLNOŚCI
Niech Hiob SAM zdecyduje co się stanie
Jeżeli przejdzie próbę - WYGRA
Jeśli nie – PRZEGRA
Innymi słowy
Jeżeli Hiob nie ulegnie i wybierze PRAWO czyli stanie po stronie Boga, Bóg bez konsekwencji narażenia się na STRONNICZOŚĆ będzie mógł na powrót mu wszystko oddać, a nawet dołożyć coś od Siebie
Dzięki temu posunięciu Bóg zachował tron i stanowisko, jako Tego SPRAWIEDLIWEGO w oczach aniołów, a HIOB miał szansę wykazać się WIARĄ
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Tak było zanim przyszedł na ziemię JEZUS
Szatan całymi dniami oskarżał wszystkich – zarówno anioły jak i ludzi przed Bogiem.
Ci którzy znają tę historię wiedzą jak srogiej próbie został poddany Hiob. On z tej próby wyszedł zwycięsko.
Jak myślicie, ilu mogło być takich Hiobów?
Zapewne niewielu.
Szatan tylko czyhał na okazję, by móc BEZKARNIE kogoś zniszczyć.
Zawsze mógł przecież powiedzieć Bogu:
Zobacz. On złamał prawo. Należała mu się śmierć.
I Bóg miał dość szantażowania
więc osobiście przyszedł na ziemię, by..
SZATAN PODDAŁ GO PRÓBIE
Bóg nie mógł zniszczyć szatana, bo nie mógłby wytłumaczyć tego innym aniołom - złamałby PIERWSZE podstawowe prawo życia
WOLNOŚĆ WYBORU
Zatem skoro nie mógł zabić szatana…
postanowił zrobić coś czego NIKT SIĘ NIE SPODZIEWAŁ
postanowił stanąć PONAD PRAWEM
Ustanowił PRAWO ŁASKI
Ale żeby tego dokonać musiał udowodnić wszystkim istotom, że nie zrobi im krzywdy, jak dyktator, którego nagle prawo nie obowiązuje
Jak to zrobić?
Jak przejąć władzę NIKOGO przy tym NIE KRZYWDZĄC?
Jak pokazać SWOJĄ POTĘGĘ tak by nie wprowadzić dyktatury strachu?
Jedynym wyjściem było…
ODDANIE ŻYCIA
Bóg postanowił oddać SWOJE życie ZA SWOJE DZIECI
Gdyby Bóg tego nie zrobił szatan szantażowałby Go do dziś i niewielu by takich Hiobów na ziemi zostało.

POBYT JEZUSA NA ZIEMI MÓWI COŚ TAKIEGO
(interpretacja własna)
Zobaczcie!!!
Jestem tu… - mówi Bóg
Przyjrzyjcie się uważnie…
Kogo uważacie za Boga?!!!
Jego?
Spójrzcie co on robi…
Zabija…
Gwałci…
Morduje..
Całymi dniami oskarża ludzi i was..
Takiego boga chcecie?!!!!!!!!!!
A Ja…
Ja nie urągam nikomu
chodzę...
nauczam...
leczę...
wskrzeszam…
Czy teraz widzicie kto jest prawdziwym bogiem?!!!

Zobaczcie..
Co on robi tym ludziom…
Jak wyglądają jego rządy…
Tego chcecie?!!!!
JEGO RZĄDY OZNACZAJĄ WASZĄ ŚMIERĆ !!!

A gdy został pojmany i biczowany to tak jakby powiedział tak:

Zobaczcie…
Co on ze Mną robi..
NICZYM nie zgrzeszyłem…
Ani słowem…
Ani uczynkiem…
Na nikogo ręki nie podniosłem..
Nikogo nie skrzywdziłem…
Jak sie teraz wytłumaczy?
Co wam teraz powie?
Gdy oskarżał ludzi..
albo was...
Zawsze mógł powiedzieć:
Bo zgrzeszył..
Należy mu się śmierć…

Ale Ja NIE GRZESZĘ
Ja stanowię prawo!!!!!!!!!
Jak wytłumaczy Moją śmierć?!!!!!!!!!
Śmierć NIEWINNEJ istoty..
...
NIE WYTŁUMACZY....

A gdy wreszcie powieszono Go na krzyżu, mieszkańcy wszechświata otrzymali taki oto przekaz:

Zobaczcie…
Powiesił Mnie na swoim drzewie…
Niedługo umrę…
Ten dureń myśli, że jak umrę odziedziczy tron..
bo…
nie ma pojęcia kim jest Syn
On myśli, że Syn jest człowiekiem
Dlatego ważył się Go zabić…

On nie ma pojęcia, że Moim Synem JESTEM JA !!!!!!!!!!!
Ten KTÓRY to wszystko stworzył
On nie ma pojęcia na jaką POTĘGĘ podniósł rękę.
Moja śmierć to połowa wygranej…
Moja śmierć otworzyła wam oczy…
Wy już wiecie, który z nas jest prawdziwy
On jeszcze nie wie

Za trzy dni
Tak jak zapowiedziałem
powrócę...
...
Przez trzy dni cały wszechświat wstrzymał oddech
Wszyscy mieszkańcy wszechświata zastanawiali się:
Co teraz?
On przecież zabił naszego Boga..
Kto wygrał?
i …
trzeciego dnia…
wczesnym rankiem…
tak..
żeby dłużej nie kazać na Siebie czekać
WRACA

I tutaj wypełniają się słowa Apokalipsy:
I radują się niebiosa
weselą się anieli..
ale
BIADA
MIESZKAŃCOM
ZIEMI !!!

Zmartwychwstanie Jezusa było demonstracją siły.
W POKOJOWY sposób Bóg przejął władzę
Dlatego mówi:
„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi....”
DANA MI JEST !!!
...
Nie zabrana...
...
Bóg pokazał Swoją POTĘGĘ
Tak jak by zapytał:
KTO Z WAS TO POTRAFI?!!!!!!!!!!
Wskrzesić kogoś to jest cud
ale umrzeć…
popaść w NICOŚĆ..
I z NICOŚCI powrócić.
KTO Z WAS TAK POTRAFI !!!!!!!!!!!
....
N
I
K
T

Tylko JA

Jezus triumfalnie wraca do Nieba i robi NOWE porządki
(mniej więcej takie)

a teraz posłuchaj MNIE uważnie szatan…
zabieraj się stąd…Ty
i WSZYSCY twoi zwolennicy.
WYNOŚCIE ŚIĘ !!!
Już nigdy więcej nikt nie będzie MNIE szantażował !!!
I pamiętaj…
Niebawem przyjdę po was…
Przyjdę i zniszczę wszelkie zło
Spalę je ogniem wiecznym

I otrę wszelką łzę
i już głodu NIGDY nie będzie
i znoju NIGDY nie będzie
ani..
ŚMIERCI
NIE BĘDZIE…

Nadchodzą wydarzenia jakich świat nie widział od początku jego założenia.
KTO NIE JEST ZE MNĄ JEST PRZECIWKO MNIE – mówi Bóg
Niebawem KAŻDY mieszkaniec ziemi stanie przed wyborem.
Wybór jest prosty:
ŻYCIE
Albo
ŚMIERĆ
Kiedy ostatni sprawiedliwy dokona wyboru… nastąpią rzeczy, na które osobiście wolałbym nie patrzeć.
….
Dlatego mam dla państwa informację od Niego
WRÓĆ DO MNIE…. – mówi Bóg
I..
ŻYJ…
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Więcej informacji na ten temat i nie tylko pod tym adresem.
https://dysk.onet.pl/link/0PM90
Proszę czytać wszystko w ponumerowanej kolejności (nie inaczej). Podajcie ten link jak najdalej. Pozdrawiam i miłej lektury życzę
INFORMACJĘ PRZEKAZAŁEM
TWÓJ RUCH.

 Historia jak naszego rządu co się układa z posłami,
 Jak rżnąć nas jako głupa podatkami..

autor blogu

piątek, 24 lutego 2017

Teologia krzyża

 Zdjęcie użytkownika Aleksandra Kowalska.
Poniższe fragmenty pochodzą z książki On Being a Theologian of the Cross: Reflections on Luther's Heidelberg Disputation, 1518 (Theology), Gerhard O. Forde (e-book i wersja papierowa)

__________________________________ 


Krzyż jest, po pierwsze, Bożym atakiem na ludzki grzech. Po drugie, a tak naprawdę przede wszystkim - jest zbawieniem od grzechu. Pogubimy się jednak, jeśli nie zrozumiemy, że w pierwszej kolejności jest atakiem na grzech. Ale jaki przedziwny to atak - cierpieć i umrzeć z naszych rąk. [...]



Atak ten uświadamia nam, że grzech nie ulokował się w naszym ciele, ale w naszych "duchowych" aspiracjach - w naszej teologii chwały. Chodzi o to, że to, co dzieje się przez krzyż, jest w zupełnej sprzeczności z naszym zwykłym myśleniem o religii. Święty Paweł zdawał sobie z tego sprawę. W Pierwszym Liście do Koryntian (1: 18-25) pisał:


Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą. Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie. Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują, My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, Natomiast dla powołanych - i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Bo głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż ludzie.


Tak więc teologia krzyża jest teologią , która budzi oburzenie. To oburzenie wynika z tego, że w przeciwieństwie do wszelkich innych teologii, teologia krzyża atakuje to, co zwykle uważane jest za "najlepsze" w naszej religii. Teolodzy krzyża nie koncentrują się ani na tym, co w oczywisty sposób jest złe w naszej religii, ani na złych uczynkach. Koncentrują się na fałszu, który towarzyszy naszym dobrym uczynkom. O teologii krzyża można dyskutować w uczciwy sposób wyłącznie w opozycji do pozostałych teologii. Luter dokonał wyraźnego rozróżnienia między teologią krzyża a teologią chwały. Tak więc teologia krzyża nie jest zaledwie jedną z wielu możliwych teologii. Można powiedzieć, że mimo ogromnej różnorodności religii i teologii, tak naprawdę istnieją tylko dwie teologie: teologia chwały i teologia krzyża. Teologia krzyża całkowicie odróżnia się od wszelkich pozostałych religii i teologii. [...]


Bardzo trudno jest pisać o teologii krzyża. W zasadzie nie da się pisać o "tej konkretnej" czy "jakiejś" teologii krzyża. Byłaby to kolejna nieudana próba udzielenia ostatecznej odpowiedzi na wołanie Jezusa z krzyża: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Nie możemy odpowiedzieć na to pytanie Jezusa. Możemy jedynie umrzeć z Nim i spodziewać się odpowiedzi w Nim. Próba odpowiedzi na to pytanie równałaby się porzuceniu krzyża na rzecz tworzenia teologii książkowej. Byłaby to kolejna teologia "o krzyżu", a nie teologia krzyża. Tak naprawdę wszystkie teologie "o krzyżu" przeistaczają się w teologię chwały.


Ta trudność (w pisaniu o teologii krzyża) bierze się stąd, że to sam krzyż jest teo-logią, czyli Słowem Boga. Słowo krzyża jest atakiem. Nie jest zbiorem łatwych teologicznych formułek, które możemy przyswoić i żyć tak, jak do tej pory. Słowo krzyża uśmierca i wskrzesza. Krzyżuje to, co stare, w oczekiwaniu na powstanie nowego. Luter mawiał "Tylko krzyż jest naszą teologią". Te często cytowane słowa należy rozumieć dosłownie. Nie da się jednak ukryć, że twierdzenie to jest trochę dziwne. Jak krzyż może być teologią? Ukrzyżowanie było wydarzeniem, a teologia to przecież refleksja nad tym wydarzeniem i próba jego wytłumaczenia. Teologia jest "o" wydarzeniu, czyż nie? I to właśnie sprawia, że napisanie definitywnej teologii krzyża jest niemożliwe. Tak napisana teologia w najlepszym razie może przygotować drogę dla proklamacji krzyża i skłaniać, byśmy głosili słowo krzyża jako to, co pokonuje mądrość mędrców, mimo że wśród ludzi powszechnie uchodzi za głupstwo / szaleństwo. [...]


Teologia krzyża zawsze będzie wzbudzać sprzeciw. Jest to nieuniknione, ponieważ krzyż ciągle na nowo eksponuje to, jak my, grzesznicy, potrafimy ukrywać swoją perfidię za fasadami pobożności. Teologia krzyża bywa bolesna (i dlatego wzbudza sprzeciw), ponieważ atakuje to, co mamy "najlepszego",  a nie to, co mamy najgorszego. To dlatego o teologii krzyża mówi się w opozycji do teologii chwały. Te dwie teologie są zawsze zwarte w śmiertelnym pojedynku. Zawsze, gdy mówi się o teologii krzyża bez równoczesnego wskazania na tę ciągłą walkę, dochodzi do zafałszowania. Kaznodzieja-teolog musi być tego świadom i musi się nauczyć, jak posługiwać się słowem krzyża w tej walce. 



ciąg dalszy nastąpi