Absolutnie nic nie jest tym, czym wydaje się być, ponieważ prawdziwa natura rzeczy pozostaje głęboko ukryta pod pozorami rzeczywistości.
niedziela, 6 marca 2016
Dotknięcie Nieznanego "Ze wspomnień Ałły"
Historie te otrzymałem wiele lat temu od pani Ałły B. z Kazachstanu - dziś mieszkającej w Polsce. Opisuje ona szereg niezwykłych zdarzeń, jakie stały się udziałem jej rodziny. Tekst bardzo ciekawy. Polecam jako lekturę na wieczór.
Ze wspomnień Ałły
Mam wiele opowiadań. Od samego dzieciństwa mama i babcia opowiadały mi historie, które ich spotkały. Wierzyłam w nie i do dziś jestem pewna, że to prawda.
Babcia i dziadek jako młodzi z dwojgiem dzieci (starszy syn i młodsza córka – moja mama), kupowali dom w miasteczku Atbasar. Wybrali bardzo piękny budynek przy ul. Sowieckaja 100. Właściciele domu nie chcieli zabierać swoich mebli przy wyjeździe.
– Weźcie wszystko – powiedział.
Dziadek pochodził z Ukrainy, był przesądny, więc odpowiedział:
– Wszystko to weźcie sami, a nam tylko dom zostawcie!
Miał na myśli problem złej energii, którą mogli po sobie pozostawić, tak samo jak i żal. Wolał więc, aby zabrali wszystko ze sobą. Mojej babci było wstyd za przesądność jej męża.
Byli właściciele zabrali swe meble, ale pozostawili kilka rzeczy. Została stara szafa na kuchni, firanka i coś jeszcze. Dziadkowie wprowadzili się, dzieci miały własne pokoje.
Nastała pierwsza noc w domu. W nocy było słychać hałas, jakby ktoś na dach wysypał dużo kamieni. Na drugi dzień dziadkowie pytali sąsiadów, czy nikt nie przywoził kamienia, ale nikt niczego nie słyszał. Hałas trwał kilka dni, a potem ustał.
Obok domu była stara szopa na drewno i inne rzeczy. Każdy, kto tam zaglądał (dorosły czy dziecko) czuł dziki paniczny strach, jakby ktoś tam był i go obserwował. Nie można było tam długo przebywać – każdy bojaźliwie rozglądał się na boki. Każdego dnia przy kolacji cała rodzina słyszała głosy dochodzące zza firanki, z pobliża pieca. Ktoś prowadził zwyczajną rozmowę (był to głos kobiety). Kiedy tę firankę odsłaniano, nikogo tam nie było, a głos milkł na jakiś czas. A w starej szafie (kuchennej), zawsze coś spadało.
– Ten dom przyniesie wam dużo pieniędzy – powiedział były właściciel przed wyjazdem. Sami nie będziecie wiedzieć, skąd tyle monet macie! Przy budowie tego domu pod każdy kąt zakopałem puszkę z monetami. Monety będą wszędzie!
Oczywiście nikt w to nie uwierzył, ale… przy sprzątaniu można było rzeczywiście wszędzie je odnaleźć: na szafach, między książkami, w kieszeniach… nawet w butach! Moja mama wieczorem z każdego buta wysypywała monety, aby na drugi dzień przekonać się, że znowu są ich pełne.
W naszym domu znajdował się letni pokój, gdzie często babcia i mama sobie odpoczywały. W pewnym momencie, babcia zasnęła. W pokoju tym stała także duża stara skrzynia. Mama nie spała i w pewnym momencie zauważyła dwóch chłopców – pionierów, w czerwonych krawatach. Bawili się drewnianym nożykiem i uśmiechali do mamy. Mama zbudziła babcię mówiąc:
– Patrz mamo, pionierzy!
Babcia rozejrzała się, ale nic nie zauważyła i wkrótce zasnęła. Kiedy to się stało, chłopcy znów się pojawili.
– Mamo, obudź się! Oni są! O, tam – chowają się za dużą skrzynią…
Babcia sprawdziła pokój, ale nikogo tam nie było. To powtarzało się kilkakrotnie. Ostatecznie po kilku latach moja mama znalazła drewniany nóż, którym mierzyli do niej tajemniczy chłopcy i pokazała go babci.
Innym razem wszyscy już spali, a babcia siedziała w kuchni z książką. Nagle spostrzegła, jak jej syn (brat mamy) wstaje i wychodzi na ulicę. Babcia pobiegła i obudziła dziadka, po czym razem zaczęli go szukać. Nigdzie wokół go nie było, a drzwi do domu były zamknięte. Kiedy weszli do jego pokoju zorientowali się, że śpi. Na drugi dzień zapytali go, czy wychodził z pokoju. Okazało się, że nie i że cały czas spał.
Kolejnej nocy babcia znowu czytała książkę w kuchni. Nagle słyszy pstryknięcie i gaśnie światło.
Babcia powoli wstaje z krzesła, bardzo się boi. Podeszła do ściany i nacisnęła wyłącznik. Światło zapaliło się. Zaraz potem babcia pobiegła po dziadka i postawiła cały dom na nogi. Szukali złodzieja, ale nikogo nie znaleźli. Drzwi były zamknięte.
Przy kolejnej okazji, kiedy wszyscy za wyjątkiem babci spali, ona poszła do letniego pokoiku po jakieś potrzebne jej naczynie. Obok pokoju był długi wąski korytarz, który kończył się drzwiami wykonanymi na wpół ze szkła. Tak więc najpierw trzeba było wyjść na korytarz, potem do letniego pokoju. Babcia otworzyła drzwi, potem je przymknęła. Księżyc, którego światło świeciło przez szybę oświetlał cały korytarz, jak za dnia. Nagle babcia usłyszała kroki, z końca korytarza ktoś szedł, mocno stąpając. Nikogo tam nie było, ale to coś zbliżało się. Babcia stojąc plecami do drzwi szybko szukała klamki ręką .To coś już było blisko metr od niej. W tym momencie znalazła klamkę i otworzyła drzwi. Szybko zamknęła się ze środka i... obudziła cały dom.
Dziadek nie wierzył w duchy (bo wtedy ich jeszcze nie spotkał),więc znów szukali złodzieja. Nikogo nie było, a drzwi były zamknięte. Dziadek stwierdził, że trzeba w nocy spać.
Mama pod domem bawiła się w piasku. Babcia szła ulicą. Zatrzymała ją sąsiadka:
– Jak pani pozwala córce bawić się w piasku z tą dziewczynką – powiedziała. Już nie pierwszy raz to widzę. Kiedy zbliżam się, to tej drugiej nie ma!
– O kim pani mówi? – zapytała babcia. Moja córka zawsze bawi się sama…
– O niej – odparła kobieta. Ona bawi się z tą dziewczynką! Z córką pierwszych właścicieli, która kiedy była mała bawiła się na podwórku, zaglądała do beczki z wodą, wpadła do niej… no i utonęła!
Zapytano moją mamę z kim się bawi. Ona mówiła, że sama, że nikogo koło niej nie było. W naszym domu chyba babcia widziała blado–żółty słup wysoki na metr, który przemieszczał się powoli po jednym z pokoi, a potem zniknął.
Było tego znacznie więcej, ale przekazuje to, co mi opowiadali… Połowę zapomnieli.
I to koniec tej historii. Rozwiązania szukano dość długo, ale udało się. Przyszedł pop, pokropił dom święconą wodą, wygłosił modlitwę.
– Prawdopodobnie, jak to się często zdarza, ktoś życzył źle pierwszym właścicielom – wyjaśnił. Albo sam znał zaklęcia, albo ktoś go ich nauczył.
Kiedy pop poświęcił dom i wybił na progu krzyżyk, wszystkie dusze zniknęły na zawsze. Dom ten później sprzedali rodzice i przeprowadzili się do innego miasta. Kupił go Niemiec, bardzo mu się podobał. Sprzedawał go kilka razy, ale potem znów wykupywał… Tak, dom jest piękny. Sama go widziałam.
Babcia z dziadkiem bardzo lubili podróżować. Pewnego razu pojechali na Ukrainę, do krewnej dziadka. Jej dom stał na wzgórzu, z drugiej strony znajdowała się wysoka przepaść. Mieli zostać tam przez około tydzień.
Ta krewna była starszą kobietą, chyba zajmowała się magią (co było w tamtych czasach dość popularne). Mieszkała samotnie.
Podczas pierwszej nocy spędzanej w jej domu, dziadkowie położyli się spać. Dziadek spał. W pewnej chwili babcia usłyszała, że ktoś lub coś skacze w ciemności po pokoju (jakby na trzech malutkich nóżkach), potem podchodzi do jej łóżka i ciągnie za poduszkę. Babcia położyła rękę na dziadku, a siła ustała. Kiedy cofnęła ją, to znów zaatakowało. Tak było przez kilka dni. Babcia nie mogła spokojnie spać. Dziadek z kolei nie wierzył jej i śmiał się. Babcia porozmawiała z jego krewną i przyznała się, że ktoś straszy ją nocami.
– Proszę nie bać się – odpowiedziała jej starsza kobieta. Trzeba powiedzieć: Oprócz Pana Boga nikogo i niczego się nie boję! Jeśli to nie pomoże, to dam modlitwy – dodała.
Przyszła kolejna noc. Dziadek spał, kiedy po pokoju zaczęło skakać coś w znajomym rytmie. Babcia powtórzyła zasłyszane słowa kilka razy. Przyniosło to zamierzony skutek i babcia spała spokojnie.
Dziadek chodził jednak jakiś dziwny. Po paru dniach wyznał babci:
– Wiesz co, miałaś rację. To coś teraz przyczepiło się do mnie… O tak, pryk, pryk skacze, a potem ciągnie moją poduszkę… i to już parę dni!
Wkrótce stamtąd wyjechali. Dziadek uwierzył, iż to coś istniało.
Daleka krewna mojej babci, starsza pani, nie miała męża. A staropanieństwo było wstydem. Mieszkała sama. Odwiedzały ją przyjaciółki, nauczyły wróżyć. Dały jej specjalną deskę do wróżby oraz zdjęcie zmarłego mężczyzny. Zadowolona z tego ciotka wróżyła razem z koleżankami, a potem sama (czego nie wolno robić).
Początkowo wróżby były niewinne. Była straszna zima, minus 40–45 stopni. Krowa w szopie miała się cielić, więc kobieta biegała do niej co jakiś czas. W końcu wzięła deskę i zaczęła wróżyć. Po literach spytała, co ma robić i w ten sam sposób uzyskała odpowiedź, że ma iść spać, a kiedy trzeba, on obudzi ją i da znak…
Ciotka poszła spać i gdzieś około pierwszej w nocy, spadło na ziemię metalowe wiadro. Ona wstała, ubrała się i poszła do szopy. Zobaczyła cielę, które potem umyła.
Innym razem, także zimą, skończyło się siano. Ciotka wróży, co ma robić. Otrzymuje odpowiedź, by skradła trochę siana u sąsiada, a jeżeli on będzie w pobliżu wtedy otrzyma znak–ostrzeżenie. Tak też się stało. Ciotka poszła do sąsiada i nagle usłyszała gwizd. Upadła na ziemię, a w tym samym momencie szedł obok sąsiad, który zauważyłby ją, gdyby nie usiadła.
Pewnego razu wróżyła z nudów. On powiedział jej: Idź sobie na ulicę (tu padła nazwa i numer domu), a jak będziesz szła, to o danej godzinie zza płotu usłyszysz głos – to będę ja śpiewał!
Ciotka zrobiła wszystko, jak kazał. I rzeczywiście, zza płotu usłyszała głos mężczyzny, który podśpiewywał basem. Posłuchała i poszła potem do domu. Ich rozmowy trwały bardzo długo.
Pewnego dnia moja babcia dowiedziała się, że ciotka umiera w szpitalu. Odwiedziła ją z innymi krewnymi. Ciotka leżała cała w siniakach, miała minę przerażonej i nie chciała za długo rozmawiać. Wkrótce potem znaleźli oni guślarkę. W nocy w mogiłę zmarłego, z którym się kontaktowała wbity został kij (choć nie wiem, kto to był i kto tego dokonał). Ciotka wyzdrowiała. Wtedy też opowiedziała historię o tym, co zaszło mojej babci i znajomym.
Jak się okazało, wróżyła często. Duch zaczął szeptać jej do ucha nawet na ulicy. Pewnego razu pokazał grupę trojga dzieci. Stwierdził ponoć, że chłopcy mu się podobają…
– Są nasi – miał powiedzieć. Pierwszy utopi się w przyszłości, drugi powiesi się… A dziewczynka jest zła. Ona w Boga wierzy i umrze własną śmiercią. Z nią to lepiej nie rozmawiać.
W podobny sposób mówił jej o ludziach, którzy ją odwiedzali.
– O, to nasz człowiek! Niech zostanie jeszcze – szeptał.
Innym razem mówił:
– To zły człowiek. Każ mu, żeby szedł!
Kiedy ciotka nie słuchała go, szczypał ją. Opowiedziała mojej babci, że słyszała czasem jak jego skrzydła szeleszczą, kiedy przechodzi po podłodze. Czuła też jego obecność w pokoju… Kiedy ciotka była już zdrowa i szła ulicą, zauważyła szybko biegnącego chłopca. Spytała go, gdzie biegnie. Odpowiedział jej, że on nie chce, ale biegnie i nie może się zatrzymać ani na moment. Potem pobiegł dalej… Wyjaśniła, że zły przeszedł z niej na inną osobę…
Daleka krewna na Ukrainie miała ojca, który zajmował się magią, czarną i białą. Znał wszystkie zaklęcia, klątwy, mógł leczyć ludzi. Raz przeczytał ponoć, że można rządzić samym Diabłem, tylko pod jednym warunkiem – trzeba się było z nim spotkać sam na sam. Poza tym ważne było, aby się go nie przestraszyć, bo to nie osoba rządziłaby Diabłem, ale on osobą.
Nie wiadomo, w jaki sposób, umówił się z nim wczesnym rankiem koło rzeki. Wyobraził sobie, że będzie to straszny demon z rogami itd., ale pewien siebie, poszedł na spotkanie. Obok krzaka zobaczył… człowieka w ubraniu z wieków średnich, który oddawał mu cześć. Mężczyzna przestraszył się i… pobiegł z powrotem… Od tego czasu wszedł w szpony Diabła.
Czasami ludzie obserwowali, jak zwyczajnie idzie po ulicy, po czym po chwili pada na ziemię i wije się krzycząc:
– Puść mnie! Zostaw w spokoju! Ile można? Daj mi spokój w końcu.
Wkrótce wstawał i normalnie, jak gdyby nigdy nic, szedł dalej.
Babcia dowiedziała się o tym, kiedy była w odwiedzinach u swej dalekiej krewnej. Jej ojciec wezwał babcię na rozmowę w cztery oczy i powiedział, że jeśli będzie kiedyś mieć problem z mężem, chętnie pomoże. Proponował magię. Babcia odmówiła, ponieważ wszystko układało się jej dobrze. Ten człowiek był szczupły i wysoki. Opowiadał o swej córce, która była starą panną, a on wywróżył jej męża.
– Będą zawsze razem – miał powiedzieć. Kłócą się, ale i tak będą razem! Póki ja żyję. Jak umrę, to on od razu od niej odejdzie.
Po kilku latach mężczyznę odnaleziono w błocie blisko domu. Ponoć został uduszony. Wtedy też od jego córki odszedł mąż i nigdy już nie wrócił.
Wszystkie te historie opowiadała mi babcia, mama oraz krewni.
Babcia miała dwie siostry, które pewnego razu przyznały się, że praktykowały białą magię. Jedna mówiła, iż kupiła książkę, którą trzymała w domu. Na początku niej było napisane, że wszyscy będą jej przeszkadzali w czytaniu i non–stop będą odwiedzać ją goście. Powiedziane było nawet kto jaki ma charakter i czego będzie oczekiwać. Ciotka była zaskoczona trafnością tych zapowiedzi. Ciotka do dziś zna modlitwy, np. na ból zęba. Dawała mi je, lecz ja nie skorzystałam.
Znajomi mamy mieszkają w bloku na byłym cmentarzu. Wszyscy mieszkańcy widują tam duchy, niemal codziennie, choć nikt im nie wierzy za wyjątkiem ich sąsiadów. Widzą dobre i złe duchy, a także ducha czarnego kota, który przenika przez ściany. Naczynia same przesuwają się po stole, a spadając na ziemię nie tłuką się. Mieszkańcy wzywali na pomoc popów i księży, ale nic nie pomogło, aż do dziś, mimo iż blok stoi blisko cerkwi.
Szef koleżanki mojej mamy lubił magię. Dużo na ten temat czytał. Troszkę zwariował na tym punkcie. Pewnego dnia koleżanka spacerując z nim wieczorem zauważyła, że oczy świecą mu się na czerwono. Odwróciła się i bała się spojrzeć na niego jeszcze raz. Wkrótce znaleziono go martwego. Przyczyny zabójstwa pozostają nieznane. Przed okrutną śmiercią był u nas w domu. Pamiętam, że był to miły człowiek.
Na moich oczach, a także przy udziale moich rodziców, w domu spadały bez widocznych przyczyn różne rzeczy, czasem z wielkim hukiem. Czasem po domu ktoś chodził, choć nikogo nie było widać. Słyszały to mama i babcia. Sama też słyszałam to jednej nocy.
Innym razem oglądałyśmy film. Razem z mamą siedziałam na tapczanie. Babcia oglądała go z drugiego pokoju, leżąc w łóżku. Nagle wyłączyło się światło, zapadła cisza. W kuchni za zamkniętymi drzwiami słychać było kroki człowieka, ale oprócz nas nikogo więcej nie było w domu. Specjalnie wstałam, aby sprawdzić, gdzie jest babcia, ale ona była w swoim pokoju. Powiedziałam im, że coś słyszałam, ale one powiedziały, że nic takiego się nie działo. Ale to niemożliwe. Myślę, że po prostu nie chciały mnie nastraszyć, bo byłam mała i bałam się wielu rzeczy, głównie ciemności.
Kiedy indziej babcia znów widziała żółty słup w jednym z pokojów.
Pewnego razu spała ona sama w pokoju gościnnym. Na drugi dzień opowiadała, że zamykając oczy usłyszała śmiech, a potem ujrzała niedużego karzełka. Wesoło skakał po pokoju, a potem zniknął w szafie z książkami. Przez długi czas jego śmiech brzmiał jej w uszach.
Babcia spała zwykle w pokoju, który nie był przez nas lubiany. Pewnego dnia znalazłam ikonę, którą powiesiłam na ścianie. Następnego ranka babcia opowiadała nam o tym, co działo się nocą. Obudziła się czując coś na twarzy. Nie mogła oddychać. To coś było pokryte sierścią, co dokładnie czuła, dotykając ręką. Spojrzała w górę, ale nie dostrzegła nic, oprócz czarnej mgły. Potem poczuła dwie zimne i długie ręce, które mocno ją uciskały. Istota mamrotała coś, a gdy zobaczyła ikonę, puściła ją i zniknęła. Przez następne dwa tygodnie babcia czuła się słabo, bolały ją plecy. Siostry babci twierdziły, że ten ktoś czerpał u babci energię.
Innym razem mama wróciła z pracy zmęczona i spała. Wpadłam do niej po cichu – czegoś potrzebowałam.
– Ałła, zostań tu, proszę – powiedziała mama, gdyż nie spała.
Przestraszonym głosem opowiedziała, jak położyła się spać. Zmęczona już zamykała oczy. A tu nagle zauważyła Diabła, który zbliżał się do niej. Ona mocno wciskała głowę w poduszkę…
– Chciałam przypomnieć sobie modlitwę, ale nie mogłam. Nie mogłam ruszyć rękami. Potem przypomniało mi się i kilka razy wymieniłam imię Boga. Diabeł zniknął, ale bardzo się boję.
Wkrótce zawołałam moją babcię, aby wysłuchała tej historii i dotrzymała towarzystwa mamie.
Kiedy zmarła moja prababcia, miała 96 lat. Wydawało mi się, że widziałam ją jak wychodziła z domu. Widziałam jej chustkę i ubranie, ale nie twarz. To była jakaś sekunda. Więc do końca sama nie jestem pewna.
Po śmierci prababci siedziałam sama w domu. Nasz dom miał wtedy prawie 200 lat. Był duży i piękny. Dziś niestety już go nie ma, został zburzony.
Siedziałam w sypialni i szyłam zabawki na łóżku… Wtedy igła spadła mi na ziemię. Szukałam jej, ale nie mogłam znaleźć.
– No trudno – pomyślałam – skoro nie ma, zaraz przyniosę drugą.
Poszłam do drugiego pokoju, postawiłam krzesło i z górnej półki wzięłam kolejną. Wróciłam do sypialni i szyłam dalej. Po chwili igła znów spadła i tak, jak poprzednio, zniknęła.
– Ach, znowu! No to nic. Igieł jest dużo – pomyślałam.
Pobiegłam więc po trzecią, ale historia powtórzyła się. Zostały dwie igły – grube, cygańskie.
– Tych na pewno nie zgubię! Są duże i nawet gdyby co, to od razu je znajdę.
Zgubiłam i te dwie duże, nie znalazłam ich…
– Czym teraz będę szyć – pomyślałam. Poszukam, może w niciach będą inne.
Poszłam do pokoju gościnnego, po raz szósty weszłam na krzesło i kiedy nagle spojrzałam w dół na stolik, o mało co nie spadłam. Na stoliku leżały moje igły, wszystkie i to 5 ułożonych po kolei – najpierw trzy małe, a potem dwie duże.
Nie szyłam dalej, pamiętam, że przestraszyłam się. Opowiedziałam o tym mamie i babci. Szukałyśmy jeszcze raz pod łóżkiem, ale nic tam nie było.
To było jesienią albo wiosną. Mama była w pracy, a babcia wychodziła w ważnych sprawach. Zamknęła mnie w domu. Chciałam zobaczyć dobrego ducha, ale bałam się. Strasznie było samej, podłoga czasem skrzypie od starości itd.
Siedzę pod lodówką w kuchni, czekam aż babcia wróci. Ciemno jest (chyba światło wyłączyli wtedy). Z dwóch stron po bokach są okna, po lewej stronie stół kuchenny. Siedzę i boję się. Nagle coś wchodzi przez okno powoli, idzie nad stołem i niżej. To coś było żółto–białe, tylko blade, mleczne. Szerokie było u góry, a wąskie u dołu. Ta dolna końcówka doszła do progu pokoju dla gości i zatrzymała się. Ten trójkąt nie był równy, podobny do rysunków błyskawic (tzn. z jego boków wychodzili trójkąciki małe). Najpierw bałam się. Potem nawet wstałam i oglądałam jego końcówkę na progu.
Chciałam go dotknąć, ale stwierdziłam, że to błyskawica. Powoli zniknął tak samo jak się pojawił. Siadłam pod lodówkę i czekałam dalej na babcię.
Wraca babcia, opowiadam wszystko w szczegółach. Jednocześnie boję się, że nie uwierzy. Babcia kazała mi czekać, aż mama z pracy wróci. Jest już mama i babcia opowiada.
– Zamknęłam drzwi, wyszłam z domu. Był wiatr, spojrzałam na dom, z kabli leciały iskry. Chciałam wrócić, żeby tylko dom nie zapalił się! Jednak poszłam, przeszłam pół naszej ulicy i czuje coś gorącego za plecami. Odwracam się, a tu ogień, metr na metr. Czerwone języczki ognia, równy kwadrat. Od razu odskoczyłam w bok. Ponownie odwracam się nie ma go... Całą drogę nie mam sił, prawie stąpałam, plecy bolą...
Taki stan zmęczenia był u babci z tydzień, może więcej. Tym razem to mi naprawdę uwierzyły całkowicie!
Wieczorem z babcią w niebie zauważyłyśmy dwie gwiazdy jedna duża, a druga mała (nie pamiętam kolejności) połączone między sobą leciały po niebie.
– Jakie to piękne! Może UFO?
– Nie, to chyba znów coś puścili... – odpowiedziała babcia.
Za parę godzin przyszła mama.
– A my dziś UFO oglądałyśmy w przerwie! Takie dwie gwiazdy...
– A wy to skąd wiecie? Aha nad wami też leciało? A my nawet dzwoniłyśmy i pytałyśmy czy dziś o tej godzinie i minucie coś leciało ze sputnika. No i nic nie leciało, to było UFO!
Kiedyś spadł pierwszy śnieg, było go aż po kolana. Na ulicach było pusto. Wyszłam na spacer przed dom i pośrodku białego śniegu zauważyłam ślady jakby bosych stóp, o dwóch lub trzech palcach – dokładnie nie pamiętam. Byłam wtedy zbyt mała. Wokół nie było śladów innych osób. Rodzice mnie nie słuchali. Malowałam te wielkie ślady twierdząc, że zrobił je śnieżny człowiek, ale jakoś więcej ich nie zostawił… Śnieg zasypał je jednak pod koniec dnia.
#nś_dotknięcienieznanego, #nś_relacje, #nś_paranormalne
Wpis o niezwykłej mądrości Indian
Przez Żaneta Ostrowska -
Nazwa „Indianie” została nadana ludom Ameryki tylko dlatego, że Europejczycy pomylili ziemie za Atlantykiem z Indiami. Byli to ludzie, którzy żyli w pełnej harmonii z przyrodą, stąd „cywilizowani” Europejczycy patrzyli na nich jak na zacofanych dzikusów.
Aby naprawić tę niesprawiedliwość, przygotowaliśmy wpis o niezwykłej mądrości Indian, ich spojrzeniu na świat i miejsce, które zajmuje człowiek w tym ekosystemie.
Dobrze to się komponuje z częścią serwisu LIFEHACKER — Lifestyle, która zajmuje się takimi tematami, jak poszukiwanie sensu życia, minimalizm, relacje, zarządzanie emocjami.
Zebraliśmy dla bladoskórych braci i sióstr wypowiedzi Indian, w których zawarta jest cała filozofia dalekich plemion, rozumiejących, że głównymi wartościami na ziemi na zawsze pozostaną natura i życie.
- Kochaj ziemię. Odziedziczyłeś ją po swoich przodkach, pożyczyłeś ją od swoich dzieci.
- Wewnątrz każdego człowieka trwa walka złego wilka z dobrym. Zawsze wygrywa ten wilk, którego karmisz.
- Dobry człowiek widzi dobre znaki.
- Dopóki każdy człowiek nie zazna spokoju w swojej duszy, pokój między narodami niemożliwy.
- Nie wierz starym ludziom, którzy mówią, że śmierć za młodu jest wyróżnieniem. Biały człowiek ma nad sobą za dużo kierowników.
- Dlaczego bierzecie siłą to, czego nie potraficie zdobyć miłością?
- Dziecko jest gościem w twoim domu. Nakarm, naucz i puść wolno.
- Ten, kto milczy, wie dwa razy więcej niż gaduła.
- Nie można obudzić człowieka, który udaje, że śpi.
- Wiedza jest schowana w każdej rzeczy. Kiedyś cały świat był biblioteką.
- Jedno „weź” jest lepsze od dwóch „dam”.
- Dobrze powiedziane słowo jest lepsze od celnie rzuconej siekiery.
- Niech mój wróg będzie silny i groźny. Jeśli go pokonam, nie będę odczuwał wstydu.
- Aby usłyszeć siebie, potrzebujemy milczących dni.
- Kiedy urodziłeś się, płakałeś, a świat się cieszył. Żyj tak, abyś umierając się cieszył, a świat płakał.
- Dąż do mądrości, nie do wiedzy. Wiedza — to przeszłość. Mądrość — przyszłością.
- Nie chcemy kościołów, ponieważ nauczą nas sporów o Bogu.
- Nie idź za mną — możliwe, że nie poprowadzę cię. Nie idź przede mną — możliwe, że nie pójdę za tobą. Idź obok, a zostaniemy jedną całością.
- Zanim osądzisz innych, popatrz na ślady własnych mokasynów.
- Ojczyzna to miejsce, w którym jest ci dobrze.
- Jeśli masz coś do powiedzenia, podnieś się, aby cię zauważono.
- Nie zawsze przyjaciel jest przyjacielem, a wróg — wrogiem.
- Nawet martwa ryba potrafi płynąć z prądem.
- Kiedy przywiązujesz konia do słupa, chyba nie liczysz, że nabierze sił?
- Człowiek powinien sam przygotować swoje strzały.
- Wszystko na tej ziemi ma swój cel, każda choroba — panaceum na nią, a każdy człowiek — przeznaczenie.
- Ropucha nie wypija stawu, w którym mieszka.
- Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a nie będę mógł zapamiętać. Zaangażuj mnie do działania, a zrozumiem.
- Dopiero gdy zostanie ścięte ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zatruta, a ostatnia ryba złapana, człowiek odkryje, że nie naje się pieniędzmi.
sobota, 5 marca 2016
[PRZEDPREMIEROWO]
Aneta Skarżyński 116/2015
[PRZEDPREMIEROWO]"Istoty niezwykłe i obdarzone talentem, mają pewną zdolność do wywoływania zamieszania i skandali."
Po przeczytaniu poprzednich Wysp, z wielką niecierpliwością i zainteresowaniem wyczekiwałam na "Wyspy Pieprzowe". Spodziewałam się niesamowitych przeżyć czytelniczych, a moje oczekiwania zostały spełnione i to z wielką nawiązką. Pieprzowy klimat wysp jest rewelacyjny, śmiały, radosny, pełen szalonych wydarzeń i ogromnej dawki świetnego humoru. Przyciąga czytelnika magnetycznym klimatem, niezwykłą lekkością pióra, ciepłą barwą narracji, nadzwyczajną plastycznością słowa, dowcipnymi dialogami. Autorka doskonale wychwytuje najdrobniejsze niuanse z artystycznego środowiska i prezentuje je nam w żartobliwy sposób. Powieść intensywnie wciąga, czytelnik przenosi się do innego wymiaru, świata wypełnionego sztuką, zabawnymi perypetiami, śmiesznymi sytuacjami, zaskakującymi historiami.
Poznajemy artystyczny świat z perspektywy głównej bohaterki, studentki wokalu i aktorstwa. Aneta całkowicie oddana jest muzyce, kocha śpiewać, a także, niejako wbrew sobie, eksperymentuje z malarstwem. To niezwykle barwna postać, nietuzinkowa osóbka, która wypełnia przestrzeń wokół siebie i innych w sposób absolutny, żywiołowy, z ogromnym temperamentem, niesamowitą energią i porywającą fantazją. Nie można wyjść ze zdumienia, że tak wiele niecodziennych perypetii może się przydarzyć jednej osobie, ale jak jest taka łatwość pakowania się w zabawne i często niebezpieczne tarapaty, to kłopoty same podążają za człowiekiem. Należałoby przypuszczać, że na studiach, Aneta wyrośnie już z tych zwariowanych pomysłów, ale gdzie tam, nadal jej głowa jest nimi wypełniona i trzeba ją niemal chronić przed samą sobą.
Przyznam, że autorce tak wspaniale udało się przedstawić charakter i sposób zachowania głównej bohaterki, że sama zaczynałam już dostawać tej nadpobudliwości psychoruchowej Anety. Z wielkim uśmiechem na buzi i radością w sercu śledziłam przezabawne historie dziewczyny oraz jej poszukiwania własnej ścieżki rozwoju, sposobu na życie. Otrzymujemy podwójną dawkę czytelniczej podróży. Książka liczy czterysta sześćdziesiąt stron, wypełnionych świetnym humorem, nie ma ani jednego zbędnego fragmentu, wszystko ze sobą idealnie komponuje i tworzy niesamowitą całość.
Powieść bardzo ciepła, optymistyczna, przepełniona emocjami, napisana z naturalnym wdziękiem, w jasny i wnikliwy sposób. Bohaterowie przedstawieni wyraziście, z niebywałym zmysłem obserwacji, szeroką skalą zalet i wad. Bardzo zżyłam się z postacią dziadziusia, jego sposobem bycia, używanym słownictwem, nawykami i chęcią zmiany, choć części świata. Obok głównej bohaterki, to prawdziwa powieściowa perełka. Gorąco zachęcam do zapoznania się z książką, to świetna porcja relaksu, wzruszeń i przemyśleń z przymrużeniem oka, cudowne antidotum na codzienne troski i zmartwienia.
6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna
Data premiery: 10.12.2015.
Wyspy Naftalinowe - Aneta Skarżyński
Wyspy Paprykarzowe - Aneta Skarżyński
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok. :)
Ukrywany przez władze egipski labirynt.
społeczeństwu. Istnieje wiele odkryć które znajdują się pod powierzchnią naszej planety, które potencjalnie mogą zmienić sposób, w jaki patrzymy na naszą historię. Jednym z nich jest zapomniany świat podziemnych komór i tuneli, które nie zostały zbadane przez wieki. Wymieniane w różnych starożytnych tekstach i lokalnych legendach, te tajemnicze komnaty pozostawały uznane za mit, aż do momentu ich odkrycia.
Niezwykły starożytny podziemny labirynt w Egipcie może być łatwo uznany za jedno z największych odkryć starożytnego Egiptu. Ale tylko nieliczni są świadomi istnienia tego niesamowitego labiryntu. Według garstki osób znajdują się tam liczne odpowiedzi na zagadki naszej historii. Labirynt jest bez wątpienia jednym z tych niesamowitych starożytnych miejsc, które są zagubionym klejnotem w dzisiejszej historii.
Ten tajemniczy podziemny kompleks jaskiń i komór ma skrywać tajemnice pochodzenia ludzkości, mają się też znajdować tam święte starożytne teksty z Atlantydy.
Labirynt był opisywany przez autorów takich jak Strabon czy Herodot, którzy mieli okazję być w tym labiryncie zanim zniknął po nim ślad. Według pisma napisanego przez Herodota w IV wieku przed naszą erą: "labirynt był położony nieco powyżej jeziora Moiris i prawie na przeciwko tego co było nazywane Miastem Krokodyli". Na podstawie opisów pochodzących ze starożytnych tekstów ludzi którzy odwiedzili magiczny labirynt, w XVII wieku niemiecki uczony jezuita Atanazy Kircher stworzył pierwszy obraz tajemniczego labiryntu (zdjęcie powyżej). Herodot opisywał go tak: "Ma dwanaście dziedzińców z bramami naprzeciwko siebie, sześć po północnej stronie i sześć po południowej, są połączone ze sobą i tym samym otaczają siebie. Nie ma w nim dwóch takich samych komór, jeden rodzaj komór jest niżej drugi pod nimi, jest ich trzy tysiące z każdego rodzaju po tysiąc pięćset. Ten górny zestaw komór zobaczyliśmy sami..."
Według tych opisów tajemnicza podziemna świątynia składa się z 3000 pokoi, które różnią się od siebie niesamowitymi hieroglifami. Kompleks ma znajdować się niecałe 100 km od Kairu w Hawarze. Tam w 2008 roku grupa naukowców z Belgii i Egiptu przybyła aby zbadać tajemnicze budowle znajdujące się właśnie pod ziemią. Użyto do tego specjalnej technologi w nadziei na znalezienie i rozwiązanie zagadki labiryntu. Naukowcy byli w stanie potwierdzić obecność podziemnych struktur niedaleko piramidy Amenemhata III.
Bez wątpienia, ekspedycja kierowana przez Petrie natknęła się na jeden z najbardziej niesamowitych obiektów i to wcale nie musieli kopać w celu potwierdzenia jego istnienia. To niesamowite odkrycie zostało utrzymane w ciszy, nie było rozgłosu tak jak to się zazwyczaj dzieje w takich przypadkach. Wyniki wyprawy opublikowano w 2008 roku w czasopiśmie naukowym NRIAG oraz wyniki badań były upublicznione na wykładzie na Uniwersytecie w Gandawie o czym dobrze wiedziały media belgijskie.
Znalezisko zostało szybko wyciszone, ponieważ sekretarz generalny Najwyższej Rady Starożytności w Egipcie zakazał publikacji kolejnych informacji na temat tego odkrycia ze względu na bezpieczeństwo narodowe.
Louis de Cordier, główny badacz na tamtej wyprawie czekał cierpliwie przez dwa lata, aby potwierdzić wyniki i je opublikować niestety zostało to zablokowane. W 2010 roku de Cordier otworzył stronę internetową Labirynt Egiptu, w celu udostępnienia informacji całemu światu - http://www.labyrinthofegypt.com. Nawet jeśli naukowcy potwierdzili istnienie podziemnego kompleksu i tak muszą być przeprowadzone główne wykopaliska w celu zbadania tego miejsca.
Pozostaje pytanie dlaczego to niesamowite i historycznie ciekawe miejsce zostało wyciszone przez władze. To sprawia, że zastanawiamy się ile jest jeszcze takich miejsc na Ziemi.
http://paranormalzone.pl/swiat-odkrywcy/swiat-nauka-odkrycia/item/675-ukrywany-przez-wladze-egipski-labirynt
piątek, 4 marca 2016
TANTRA KRIYAJOGA
PRZEDRUK
SPIS TREŚCI: http://rs.maszyna.pl/~boberov/Kippin/JAK%20WYZWOLIC%20ENERGIE%20ZYCIA/016-ind.htm
SUNYATA SARASWATI, BODHI AVINASHA
JAK WYZWOLIĆ ENERGIĘ ŻYCIA (...) CZYLI TANTRA KRIYAJOGA
(Jewel in the Lotus / wyd. orygin.: 1987)
JAK WYZWOLIĆ ENERGIĘ ŻYCIA (...) CZYLI TANTRA KRIYAJOGA
(Jewel in the Lotus / wyd. orygin.: 1987)
|
|
DZIĘKI TEJ KSIĄŻCE MOŻESZ: – Uczyć się kierować mocami witalnymi swego ciała, twórczą siłą seksualną, – Zwiększać poziom swojej energii, leczyć się i odmładzać, – Cieszyć się wrażliwością psychiczną, którą spontanicznie rozwiniesz dzięki proponowanym tu ćwiczeniom, – Stać się swym własnym terapeutą i oczyścić się z emocjonalnych naleciałości, które Cię przygniatają |
SPIS TREŚCI: http://rs.maszyna.pl/~boberov/Kippin/JAK%20WYZWOLIC%20ENERGIE%20ZYCIA/016-ind.htm
Oświecenie to uświadomienie sobie prawdy. Joga jest
nauką o zdobywaniu tej świadomości. Kriya jest systemem medytacji, który
przyspiesza rozwój świadomości. Tantra to przyspieszenie rozwoju
poprzez seks, wykorzystywanie do tego celu energii orgazmu. Istnieją
dwie drogi rozwoju duchowego: Droga Woli oraz Droga Uległości.
Głębokie i świadome oddychanie jest podstawą rozwoju
psychicznego, odmładzania ciała i ponadzmysłowego seksu. Oddech jest
mostem łączącym świadomość ze sferą nieświadomości, a książka ta uczy,
jak go wykorzystywać. Zaznajamia ona również z energią eteryczną.
Asany – dynamiczny system ćwiczeń dla tych, którzy są
zainteresowani osiągnięciem tego, co daje Hatha Joga, nie mają jednak
czasu ani odpowiedniej elastyczności. Połączenie rozciągania mięśni z
oddechem i medytacją sprawia, że program ten jest przystosowany do
naszego obecnego stylu życia.
Nauka tantryczną łączy energię męską i kobiecą w
jedną kosmiczną siłę życia. Każdy człowiek stanowi mieszaninę cech
żeńskich i męskich. Osiągniemy doskonalą równowagę, jeśli nauczymy się
wyrażać mniej rozwiniętą stronę naszej istoty.
To, co mówi się o Kundalini, nie jest prawdą.
Najszybszą, najskuteczniejszą metodą przebudzenia śpiącej energii
Kundalini jest wykorzystanie energii seksualnej. Akt miłosny połączony z
Oddechem Kobry wytwarza obwód Kundalini, którym energia może swobodnie
krążyć po całym ciele.
Za pomocą mantr, jantr (wizualnych przejawów mantr) i
medytacji można nauczyć się podłączania do otaczającej nas energii
eterycznej i wykorzystywać ją do budzenia czakr. Równocześnie jest to
kształtowanie umiejętności tworzenia wyobrażeń wizualnych, co jest
zasadniczą częścią każdego kursu ezoterycznego.
Ten prosty program ruchów i medytacji sięga
korzeniami do dawnych systemów odmładzania. Pobudzając gruczoły
wydzielania wewnętrznego, można doprowadzić swe ciało do stanu
właściwego ludziom dwudziestopięcioletnim.
Drgania o określonej częstotliwości zestrajają nas z
naszym wyższym Ja, z Pulsem Kosmicznym. Wykorzystujmy naturalny dźwięk
oddechu do uspokojenia umysłu w takim stopniu, aby można było usłyszeć
prawdę.
W tej lekcji nauczysz się: metod pobudzania gruczołów
płciowych do znacznie zwiększonego wytwarzania energii seksualnej; jak
zachowywać i odtwarzać tę energię, aby stosunek seksualny, zamiast
męczyć, dodawał wigoru, jak wydobywać silę twórczą z nasienia i
wykorzystywać ją do odmładzania; jak doprowadzić do przekształcenia
zwykłego seksu w przebudzenie duchowe.
Ta lekcja pokaże Ci, jak przedłużać akt miłosny,
opóźniać orgazm tak długo, aż ładunek energetyczny osiągnie niebywały
poziom; jak przedłużać szczytowanie i zwiększać jego intensywność, jak
osiągać tyle orgazmów, ile pragnie zarówno kobieta, jak i mężczyzna.
Różne pozycje seksualne wytwarzają różne obwody
energetyczne między partnerami. Nauczcie się dzielić swą energią z
partnerem i łączyć się z nim na każdym poziomie, nie tylko w stosunku
seksualnym.
Ten odwieczny rytuał obejmuje wszystko, czego uczy ta
książka. Możliwe jest osiągnięcie oświecenia dzięki jednemu obrzędowi. W
chwili gdy łączysz się ze swym farmerem, Ty – jako oddzielna istota –
przestajesz istnieć. Jednoczysz się ze sobą samym, ze swym partnerem, z
Wszechświatem.
Satelita może już 13 tyś. lat na orbicie..
Źródło: NASA
Pierwsze wzmianki o dziwnym
satelicie na orbicie okołoziemskiej pojawiły się w latach
pięćdziesiątych. Początkowo uważano, że to, co wypatrzono na orbicie to
tajny rosyjski satelita. Sprawa stała się znana w prasie, a dziwaczny
obiekt nazwano Black Knight, czyli czarny rycerz.
Wiele źródeł potwierdzało, że faktycznie
coś przesyłało sygnał radiowy i trwało to nieprzerwanie przynajmniej od
czasu, gdy ludzie nauczyli się rejestrować takie rzeczy. Pojawiła się
teoria, że pierwszym, który odebrał ten sygnał był Nicola Tesla i miało
to być w 1899 roku po wybudowania urządzenia radiowego wysokiego
napięcia, co miało miejsce w Colorado Springs. Przez następne dekady
coraz częściej pojawiały się doniesienia o rzekomo odkodowanych
transmisjach z satelity pozaziemskiego orbitującego wokół Ziemi.
Sygnał radiowy, jaki wysyła ta sonda
został też podobno odkodowany przez radioamatora nasłuchującego
przestrzeni kosmicznej. Twierdzi on, że zarejestrował emisje, które
wyglądały na przesyłanie koordynatów gwiezdnych jak twierdził sygnał był
skierowany w stronę podwójnego systemu gwiezdnego Epsilon Boötis. To
stąd właśnie wzięto szacunki, co do wieku urządzenia, ponieważ system
ten, o ile był miejscem pochodzenia sondy, znajduje się około 13 tysięcy
lat świetlnych od Ziemi.
Jakkolwiek takie objawienia mogą brzmieć
dziwacznie to obiekt jest jak najbardziej realny i znajduje się na
oficjalnych zdjęciach udostępnionych przez NASA, każdy może sprawdzić,
co tam widzi. Obiekt znajdował się na polarnej orbicie ( idealnej do
mapowania powierzchni Ziemi) i zmierzał w przeciwną stronę niż większość
ziemskich satelitów, czyli z zachodu na wschód.
Wiadomo, że w pewnym okresie obiektem
tym interesowała się organizacja Grumman Aircraft Corporation.
Prowadzono wnikliwe obserwacje, ale rezultaty utajniono. W tej chwili
nie ma już pewności, że ta sonda dalej znajduje się w przestrzeni
kosmicznej. Zapewne, gdyby tylko ludzkość zdołała dokonać bezpiecznej
deorbitacji zrobiono by to, dlatego nie wiadomo, czy jeszcze ten "czarny
rycerz" znajduje się nad naszymi głowami.
Źródła:
http://eol.jsc.nasa.gov/scripts/sseop/photo.pl?mission=STS088&roll=724&frame=65
http://eol.jsc.nasa.gov/scripts/sseop/photo.pl?mission=STS088&roll=724&frame=66
http://eol.jsc.nasa.gov/scripts/sseop/photo.pl?mission=STS088&roll=724&frame=68
http://eol.jsc.nasa.gov/scripts/sseop/photo.pl?mission=STS088&roll=724&frame=69
http://eol.jsc.nasa.gov/scripts/sseop/photo.pl?mission=STS088&roll=724&frame=70
http://www.ancient-code.com/the-black-knight-a-13000-year-old-alien-satellite/#sthash.E2h5NHYV.dpuf
Tu w Europie wyklują się "smoki"
1 z 5: Słoweńskie smoki
Te
jaskinie odwiedzają co roku miliony turystów. Wkrótce ta liczba może
gwałtownie wzrosnąć, bo szykuje się wyjątkowe wydarzenie. Samica
żyjącego w jaskini Postojna bezokiego płaza, odmieńca jaskiniowego
(zwanego ludzką rybką albo małym smokiem) złożyła kilkadziesiąt jaj.
Trzy z nich wydają się żywe. Nikt nie wie, ile młodych się wykluje i jak
długo to potrwa. Te tajemnicze zwierzęta żyją w jaskiniach od milionów
lat.

Iztok Medja / Postojnska jama / Facebook
Dożywający 100 lat odmieniec występuje tylko na Bałkanach. Rozmnaża się jedynie raz lub dwa razy w ciągu dekady. Samica z Postojnej złożyła ok. 60 jaj. Opiekunowie tamtejszego akwarium dbają, by żyjącym w ciemności stworzeniom nikt nie przeszkadzał. Zdjęcia jaj wykonano przy bardzo długim czasie naświetlania.
Ostatni raz samica złożyła jaja w Postojnej w 2013 roku, ale część zostało pożartych, a z reszty nic się nie wykluło - przypomina BBC.
https://youtu.be/58GzGzBtaQo
Subskrybuj:
Posty (Atom)
