Jego symbolem był wąż. W tekstach o Mojżeszu przebija się jego kult.
Mojżesz miał przed faraonem zamienić swą laskę w węża pełzającego po
ziemi i zjadającego węże-laski wrogich mu czarowników egipskich (Wj 7,
9-12). W Księdze Liczb Mojżesz uczynił „bałwana" — miedzianego węża
powieszonego na palu, Nachusztana właśnie, który miał moc
unieszkodliwiania prawdziwego jadu węży kąsających współplemieńców
Mojżesza (rozdz. 21). Bóstwo to było bardzo popularne. W Księdze
Mądrości ów bałwan zwany jest „znakiem zbawienia", do którego można było
się modlić (16, 5-7). Przypuszcza się, że wąż był totemem rodu Dawida,
był przez długi okres czczony w świątyni jerozolimskiej. Kult ten
zlikwidował dopiero król Judy Ezechiasz (728-699), który "potłukł węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz, ponieważ aż do tego czasu Izraelici składali mu ofiary kadzielne" (2 Krl 18, 4).
Zgromadzenie bogów (boska rada)
Teksty z Ugarit z pismami biblijnymi wiąże m.in. tzw. niebiańskie zgromadzenie [ 38 ],
pod przewodnictwem jednego boga. Tę koncepcję znajdujemy już
w panteonie Sumeru. Boska najwyższa para: An (Anum) i jego żona
Ninhursag (Ki), dała początek innym bogom. Bogowie ci zwani byli
Anunnaki, czyli „dzieci An". Boska para rezydowała w niebie
i nieszczególnie interesowała się rodem ludzkim. Ich potomkowie
stworzyli ludzi i patronowali poszczególnym miastom-państwom Sumeru.
Bogowie „drugiej generacji" tworzyli „Zgromadzenie Bogów", któremu
prezydował Enlil — bóg powietrza. Żoną Enlila była Ninlil, zwana
Dziewicą. Była także bogini zwana Inanna, bogini miłości i wojny, zwana
Królową Nieba. To ona w późniejszych wcieleniach znana była jako
Isztar-Astarte. Należy jeszcze wspomnieć o bracie Enlila — Enkim, który
był bogiem mądrości.
 Relief jednego z Elohim — opiekun dzikiej przyrody. Pałac Saragona II w Khorsabad, ok. 720 p.n.e. British Museum. |
Ten panteon i koncepcję „boskiego zgromadzenia" zaczerpnął następnie
lud z północy, z Mezopotamii. Pozmieniali głównie imiona bogów i nieco
ich losy. U Babilończyków odpowiednikiem Anunnaków byli Elohim — „dzieci
Ela". Najważniejszym z Elohim był Marduk, zaś jego żoną Isztar.
Jeśli uważa się, że Elohim to Pan Bóg, tedy oczywistą jest konkluzja,
iż słowo to uległo ewolucji lub mutacji w swej warstwie znaczeniowej
pod wpływem monoteizmu, choć początkowo oznaczało szczególny rodzaj
bogów. Ta ewolucja nastąpiła u Izraelitów. Dawne znaczenie Elohim
również pozostało, współistniało.
Te wierzenia adaptowali Kanaanejczycy, u których na czele znajdował
się El i Aszera. Zwierzchnikiem bogów był El lub Baal. Przeciwnikiem
Baala był Mot(Śmierć) i Jamm (Morze), inaczej: Jaw (lub Jawu). Zdaje się
on był odpowiednikiem hebrajskiego Jahwe (krótsza forma: Jah).
I wreszcie koncepcja boskiego zgromadzenia znalazła swoje odbicie
w religii Izraelitów. Idea ta występuje także w tekstach biblijnych,
w Księdze Powtórzonego Prawa (w tzw. Hymnie Mojżesza), a przede
wszystkim w Psalmie 82:
Psalm Asafowy [ 39 ]
Elohim powstaje w zgromadzeniu Ela,
Pośród Elohimsprawuje sąd. [ 40 ]
[Mowa wśród Elohim:]
"Jak długo sądzić będziecie niesprawiedliwie
I stawać po stronie bezbożnych? [ 41 ]
Bierzcie w obronę biedaka i sierotę,
Ubogiemu i potrzebującemu wymierzajcie sprawiedliwość!
Ratujcie biedaka i nędzarza,
Wyrwijcie go z ręki bezbożnych! "
Lecz oni nic nie wiedzą i nic nie pojmują,
W ciemności postępują,
Chwieją się wszystkie posady ziemi.
Rzekłem: "Wyście bogami
I wy wszyscy jesteście synami Najwyższego,
Lecz pomrzecie jak śmiertelni,
I upadniecie jak każdy książę."
Powstań, Elohim, osądź ziemię!
Ty bowiem jesteś dziedzicznym panem wszystkich narodów.
Jak wspomniałem powyżej, pierwotnie Elohim oznaczało „synów Ela",
członków „boskiego parlamentu". Nawet w Biblii wspomina się o trzech
z Elohim: Dagon (1 Sam 5,7), Asztarte (1 Krl 11,5), Marduk (Dan 1,2) —
używając wobec nich określenia Elohim.
W przytoczonym powyżej Psalmie 82. pojawia się określenie boga —
Najwyższy [Elyon], skrót od El Elyon — Bóg Najwyższy, pojawiający się
w Biblii jedynie w dwóch miejscach w pełnej formie: Rdz 14: 18-22, kiedy
rozmawia z Abrahamem oraz Ps. 78:35. El Elyon było to bóstwo Jerozolimy
i prawdopodobnie czczony tam jako stwórca świata, analogicznie do Ela
w Ugarit. Oczywiście utożsamia się Jahwe z Bogiem Najwyższym, lecz
prawdopodobnie był okres, w którym Jahwe i El Elyon nie byli
utożsamiani. W Deut. 32,8-9 występują obok siebie:
"Kiedy El Elyon rozgraniczał narody,
kiedy rozdzielał synów człowieczych,
wtedy ludom granice wytyczał
według liczby boskich synów; [ 42 ]
własnością Jahwe był jego lud,
dziedzictwem Jego wydzielonym jest Jakub."
Teksty z Ugarit ukazują Jahwe jako syna boga Ela, będącego właśnie
bogiem najwyższym (kanaanejskiego panteonu). Wielu biblistów widzi w tym
politeistyczną pozostałość, mitologiczną zaszłość związaną z Ugarit,
która przeniknęły do wyobrażeń późniejszych ludów. Widzimy tam dawny
tekst, który został adaptowany dla nowego kontekstu mitologicznego. [ 43 ]
W tej perspektywie Jahwe jawi się nam jako opiekun ludu izraelskiego,
który otrzymał w wyniku podziału dokonanego przez El Elyon. Jest to
więc treść sprzed utożsamienia Jahwe z bogiem El. Jahwe jest jedynie
jednym z 70 „boskich synów", z których każdy otrzymał od Ela patronat
nad jednym ludem. El tutaj jest jeszcze naczelnym bogiem w „boskim
zgromadzeniu". Kiedy swego opiekuńczego boga Żydzi mianowali bogiem
bogów, czy z czasem jedynym bogiem, zarazem powstało kuriozalne
wierzenie, iż to akurat ich marginalny lud został jako jeden jedyny
umiłowany i wybrany przez Stwórcę Wszechświata. Nie prawda! Jahwe, jako
jedno z siedemdziesięciu innych bóstw, dostał właśnie Żydów, ale jego
bracia opiekowali się innymi ludami.
Paradoksalność i groteskowość monoteizmu Ludu Wybranego w tym
kontekście ładnie odmalował Leszek Kołakowski w swych doskonałych
powiastkach: Klucz niebieski albo opowieści budujące z historii świętej zebrane ku pouczeniu i przestrodze, z czego pozwolę sobie fragmencik przytoczyć:
"...Salomon bowiem poczynał sobie lekkomyślnie i martwił Jehowę nad
wyraz. Był to człowiek o nader rozwiniętym libido; okoliczność ta
pochłaniała mu masę czasu i pieniędzy. Jak donoszą nam księgi królów
Jerozolima karmiła wówczas siedem setek żon i trzy setki konkubin
królewskich; różnica między tymi dwiema kategoriami była zresztą wielce
subtelna i trudna do wyjaśnienia. Faktem jest, że okrągły tysiąc kobiet
zaspokajałpożądliwość władcy i żywił się z jego dochodów. Jehowa był
wyrozumiały i umiał wczuwać się w ludzkie słabości — jeśli słabością
można nazwać życie z tysiącem żon jednocześnie. Ale w końcu przebrała
się miarka. Salomon rozzuchwalił się do tego stopnia, że zaczął ulegać
swoim żonom w materiach religijnych — a trzeba wiedzieć, że były to
w większości osoby cudzoziemskiego pochodzenia i zaprzyjaźnione
z zupełnie innymi bogami, z którymi Jehowa z kolei był notorycznie na
stopie wojennej. Salomon jednak, jak niejeden mędrzec, miał słaby
charakter i łatwo ulegał różnym podszeptom. (...) W ten to sposób doszło
do rzeczy okropnych. Jerozolima roiła się od świątyń kapiących złotem,
a wystawionych na cześć rozmaitych bogów; powstał zupełny chaos; wierni
nie wiedzieli sami, dokąd się udać, najwstrętniejsze sekty krzewiły się
bezkarnie w środku stolicy, obcy kapłani panoszyli się na królewskim
dworze, skarb państwowy topniał jak śnieg wiosenny. Wiadomo, ile
pieniędzy trzeba wydać na kult jednego boga — cóż dopiero dwudziestu czy
trzydziestu. A tu Moloch, Ozyrys, Astaroth, Chamos — całe gromady bogów
uśmiechały się bezwstydnie ze złoconych posągów i oddychały wonią
kadzideł palonych na ich wyłączną cześć.
Jehowa kipiał ze złości. Obserwował z rozpaczą, jak konkurenci,
którzy już gonili resztką sił i których spodziewał się lada dzień
ostatecznie pogrążyć, nagle nabierali rumieńców, obrastali tłuszczem
i przejawiali coraz większą żywotność. On sam natomiast chudł
i markotniał, pozbawiony ofiar i serc wiernych, czuł się coraz gorzej
i cierpiał, a widok obcych świątyń, wystawionych jak na urągowisko
w środku jego własnej stolicy, przyprawiał go o ataki niepohamowanej
furii, groźne dla zdrowia jego i wszystkich mieszkańców kuli ziemskiej.
Salomon zdawała sobie sprawę ze swej dwuznacznej sytuacji i czuł się
trochę nieswojo. Próbował czasem protestować, kiedy żony zmuszały go do
ciągle nowych ekspensów na rzecz obcych bóstw, ale kończyło się to
zawsze porażką. Z westchnieniem podpisywał czeki. Myśl o Jehowie nie
dawała mu spokoju. „Bóg jest nieskończenie miłosierny" — powtarzał
czasem zdanie wyuczone w katechizmie. Ale w głębi duszy, oczywiście, sam
w to nie wierzył.
Skończyło się, jak było do przewidzenia, wielką awanturą. Najpierw
była tylko krótka depesza do Salomona: „Natychmiast skończył
z bałwochwalstwem. Jehowa." Po czym odpowiedź: „Dobrze, dobrze.
Salomon." Po czym, oczywiście, świątynie nieczystych bożków wyrastały
nadal w stolicy jak grzyby po deszczu, wypierając skutecznie prawdziwy
kult.
Nastąpiła nowa wymiana depesz w formie ultymatywnej. „Zdaje się, że
uważasz moją cierpliwość za nieskończoną. Jehowa." Odpowiedź przyszła
niezwłocznie: „Tak. Salomon." I znowu replika: „W takim razie przyjmij
do wiadomości, że nadużyłeś jej nieskończenie. Jehowa."
Teraz sprawa stanęła na ostrzu noża. Do Jerozolimy przybył wysłannik
Jehowy, rudy cherubin w binoklach, i wszedł bez pukania do sali
audiencyjnej króla. Rozparł się na fotelu i oznajmił bez wstępu głosem
stanowczym:
— Jehowa żąda zlikwidowania kultu fałszywych bożków w ciągu
dwudziestu czterech godzin. W przeciwnym razie, oświadczył, całą
odpowiedzialność za rezultaty sporu poniesie król Salomon. (...)
— Jehowa? A na jakiejż to zasadzie ocenia on pewien kult jako
fałszywy, a inny jako prawdziwy? I co w ogóle mam przez to rozumieć?
Cherubin zaniemówił na chwilę wobec tej bezczelności. Korzystając z jego osłupienia Salomon pytał dalej:
— Więc do tego już doszło, że nie wolno mi oddawać czci, komu mi się
podoba? A dlaczegóż właściwie Jehowa sądzi, że jemu jednemu mam się
kłaniać? Może chciałby mi wmówić, że Ozyrys, Astaroth i inni bogowie,
których lud nasz postanowił czcić, w ogóle nie istnieją?
W ten sposób sprawa stała się jasna. Cherubin opanował się szybko i z jadowita uprzejmością wyjaśnił:
— Mój zwierzchnik nie polecił mi toczyć dyskusji na temat istnienia
lub nieistnienia pańskich bożków. Nie uważa on, żeby sporami
metafizycznymi dało się zaciemnić istotę sprawy. Od siebie mogę dodać,
że istnienie lub nieistnienie tych figur jest obojętne dla sprawy. Czy
jest pan świadom, że Jehowa jest pańskim przyjacielem, który nie pragnie
niczego oprócz pańskiego dobra?
— Czyżby Jehowa lepiej ode mnie wiedział, na czym polega moje dobro? —
spytał Salomon. — Będę oddawał cześć tym bogom, którzy mi przynoszą
więcej korzyści.
Tu cherubin załamał się i obejrzał się bezradnie. Takiego cynizmu nie
zdarzyło mu się spotkać, stądnie potrafił już podjąć wobec Salomona
żadnej taktyki konsekwentnej. Powiedział tylko z goryczą:
— Pański ojciec, Dawid, inaczej zachowywał się wobec swego Boga.
Salomon wzruszył ramionami.
— Postęp ludzkości polega między innymi na tym, , że synowie
postępują inaczej niż ojcowie - wyrecytował zdanie, które usłyszał
kiedyś od pewnego ateisty.
— Taak — mruknął cherubin zbity z tropu. Milczał chwilę, potem
wykrzyknął rozpaczliwie: — Ale to jest bałwochwalstwo. Tamte kulty są
fałszywe!
— Co to znaczy: fałszywe? — spyta Salomon. — Różni bogowie ubiegają
się o względy u ludzi; każdy chce kultu dla siebie — postępują więc
wedle zasady własnej korzyści. Co do mnie, jak wiadomo z Pisma, jestem
stworzony na obraz i podobieństwo boże. Wobec tego działam wedle tej
samej zasady. Oddaję kult temu z bogów, który mi więcej obiecuje. Kult
nie bywa prawdziwy ani fałszywy, ale mniej lub bardziej korzystny.
Mówiąc szczerze, Jehowa jest nieznośny, skąpy, mściwy, zazdrosny,
okrutny. Nie wiem dlaczego, jeśli mi się tak spodoba, nie miałbym
przejść na służbę do kogoś innego.
— Ponieważ tylko on jest Bogiem pana i pańskiego ludu.
— A dlaczegóż to jeśli łaska?
— Dlatego, że w istocie rzeczy jesteście w przyjaźni.
— Co to znaczy? - parsknął Salomon. — To słowo mi nic nie tłumaczy.
— Bardzo proste, znaczy to, że wasze interesy są zbieżne, a interesy pana i tych innych bogów są sprzeczne.
— Są sprzeczne wtedy, kiedy pozostaję wiernym czcicielem Jehowy. Kiedy zaczynam czcić tamtych, sytuacja się odwraca.
— O tu, właśnie tkwi pański błąd — powiedział cherubin. — Ostatni
podręcznik monoteizmu transcendentnego, poprawione wydanie, wyjaśnia ten
problem zupełnie jasno. - Cherubin poszperał w teczce, wyciągnął z niej
zatłuszczony tomik i znalazłszy odpowiedni rozdział pt. Jedność immanencji i transcendencji,
przeczytał fragment następujący: — „Na czym polega przyjaźń Jehowy
z narodem Izraela? Przyjaźń Jehowy z narodem Izraela polega na tym, że
ich interesy są zbieżne. A na czym polega skłócenie między wszystkimi
innymi bogami a narodem Izraela? Skłócenie między wszystkimi innymi
bogami a narodem Izraela polega na tym, że ich interesy są skłócone.
Niektórzy pytają: czy interesy Jehowy i narody wybranego zawsze są
zbieżne, czy tez niekiedy bywają rozbieżne? Takie pytanie to dziecinada.
Monoteizm transcendentny uczy, że trzeba dokładnie odróżniać istotę
rzeczy od powierzchni zjawisk. Rozdźwięk między wszystkimi innymi bogami
a narodem Izraela tkwi w samej istocie rzeczy; nie można go usunąć,
ponieważ z samej istoty rzeczy w stosunkach między nimi brak harmonii.
Natomiast stosunki między Jehową a narodem Izraela z samej istoty
opierają się na przyjaźni. (...) Ci, którzy nie rozumieją różnicy między
istota rzeczy a powierzchnią zjawisk, nigdy nie będą prawdziwymi
monoteistami transcendentnymi. Ludzie ci musza się jeszcze sporo
poduczyć…"
Być może zamiast filozofować, cherubin powinien Salomonowi wyjaśnić,
że istota rzeczy polega na tym, że naród Izraela jest przydziałem
Jehowy, i że musi się z tym krnąbrnym ludem uporać za wszelką cenę, gdyż
inaczej Najwyższy będzie nierad...
Wróćmy jednak do „niebiańskiej rady". Inne wzmianki na jej temat odnajdujemy m.in. w:
- Izajasza 40,13:Któż
doścignął ducha Pańskiego, a kto radcą jego był, żeby mu oznajmił?
Z kim wszedł w radę, żeby mu rozumu przydał, a nauczył go ścieżek sądu?
- Jeremiasza 23,18, 22: Bo któż stanął w radzie Pańskiej [ 44 ], a widział i słyszał słowo jego? (...) Bo gdyby byli stali w radzie mojej [ 45 ], tedyby byli ogłaszali słowa moje ludowi memu, a byliby ich odwracali od drogi ich złej, i od złości spraw ich.
- Hioba 15,8: Czy podsłuchiwałeś na radzie Bożej [ 46 ] i stamtąd zaczerpnąłeś mądrości?
- Psalm 89, 6-8: Niebiosa wysławiają cuda twoje, Panie, I wierność twoją w zgromadzeniu świętych [ 47 ]. Któż bowiem na obłokach równy Panu, Któż podobny Panu pośród synów Bożych [ 48 ]? Bóg groźny jest w gronie świętych [ 49 ], Potężny i straszny nad wszystkich wokół niego.
- 1 Krl 22,19
W
mitologii ugaryckiej owo zgromadzenie niebiańskie pod przewodnictwem
Ela (a może też i Baala), które zarządzało i sądziło wszechświat,
zbierało się i obradowało na świętej górze — zwanej „górą El", górą boga
El, górą S[apan, która miała się znajdować na krańcu północy
(Ugarit). Podobnie u Izraelitów: zgromadzenie zbiera się na świętej
górze Jahwe — Syjon, zwaną także Górą Zgromadzenia, która także leżała
"na krańcach północy (s[aphon)". Obie święte góry miały być dobrze nawodnione. O Syjonie czytamy m.in.:
"Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały
w mieście Boga naszego.
Góra Jego święta, wspaniałe wzgórze,
radością jest całej ziemi;
góra Syjon, kraniec północy,
jest miastem wielkiego króla." [ 50 ]
"Jakże to spadłeś z niebios,
Jaśniejący, Synu Jutrzenki? [ 51 ]
Jakże runąłeś na ziemię,
ty, który podbijałeś narody?
Ty, który mówiłeś w swym sercu:
Wstąpię na niebiosa;
powyżej gwiazd Bożych
postawię mój tron.
Zasiądę na Górze Obrad,
na krańcach północy.
Wstąpię na szczyty obłoków,
podobny będę do Najwyższego.
Jak to? Strąconyś do Szeolu
na samo dno Otchłani!" [ 52 ]
Jednak w ST spotykamy także „góry Ela" i to w kontekście doskonałego sądzenia: "Sprawiedliwość twoja, jako góry najwyższe [harere-El];
sądy twoje, jako przepaść wielka" (Ps 36,7). Bez znajomości mitologii
ugaryckiej nie sposób zrozumieć sensu tego fragmentu. Podobnie w Psalmie
50: "Niebiosa zwiastują jego sprawiedliwość, albowiem sam Bóg jest
sędzią. (...) "… do Mnie należy cała zwierzyna po lasach, tysiące
zwierząt na moich górach""
Mark S. Smith twierdzi, iż politeizm mitologii ugaryckiej był
zbudowany przede wszystkim w oparciu o motyw „boskiej rodziny", zaś
„boska rada" była zaakcentowana słabiej. Podczas kiedy w politeizmie
Izraelitów to właśnie „boska rada" z Jahwe na czele miała najważniejsze
znaczenie. [ 53 ]
O
ile analiza tekstów biblijnych wskazuje nam na wpływy ugaryckich
koncepcji w wierzeniach Izraelitów o tyle odkrycia archeologiczne,
w szczególności z Kuntillet 'Ajrûd oraz Khirbet el-Qôm, dowodzą, że
swego czasu w „radzie Pańskiej" o której wzmiankują pisma biblijne,
mandaty dzierżyli Aszera i inne bóstwa. Zgromadzeniu marszałkował Jahwe.
Ściślej: był w nim najważniejszy. Rada ta, z plejadą bóstw, stanowiła
normalny element wierzeń Żydów przed Wygnaniem, lecz z czasem koncepcja
ta uległa zatarciu, wzmianki o niej pozostały w tekstach, lecz nadano im
nowy sens, wypierając politeistyczne konotacje. Odtąd niebiańska rada,
o ile pozostawała w przekładach Biblii (co nie było bez wyjątków, np.
jehowici w swojej Biblii konsekwentnie zlikwidowali o tym wszelkie
wzmianki), prezentowana była jako dwór niebieski Boga (tak np. w BT),
tworzony przez anioły. W katolickich wyobrażeniach „zgromadzenie
świętych" ma oczywiście być tworzone przez ludzi, którzy przechodzą
papieski proces kanonizacyjny.
Terafim, pieczęcie i dyski słoneczne
Doskonale nasze tezy potwierdza sztuka i ikonografia starożytnego
Izraela, z pieczęci z VIII-VI w. p.n.e., które wykazują zadziwiającą
ciągłość dawnej sztuki i symboliki religijnej Izraelitów z kulturami
sąsiednimi, np. z Egiptem. „Na skaraboidalnych pieczęciach mamy
przedstawienia uskrzydlone uraeusy, sfinksy, gryfy, żuki (skarabeusze)
i dyski słoneczne. [ 54 ] Wielokrotnie
pojawia się egipski symbol życia — Ankh. Występują postacie ludzkie
ubrane w stylu egipskim, różne bóstwa (niemowlę Horus w koronie bogini
Hathor, uskrzydlone bóstwa opiekuńcze), przedstawienia roślin (np.
kwiatu lotosu) i rozmaitych zwierząt. Nie rozumiem jak wobec tak
obfitego materiału dowodowego można jeszcze mówić o monoteizmie, drugim
przykazaniu Dekalogu i „wyjściu z Egiptu" przed okresem Sziwat Cijon („Powrotu na Syjon")." (S. Angres)
Dominujący jednak był wpływ zastanej religii Kanaanu.
Apologeta katolicki wspomniał o posążkach zwanych terafim, za
pomocą których wspiera swoją argumentację przeciwko politeizmowi
w Biblii. W istocie jednak terafim wspierają znacznie mocniej moją
argumentację. Reinach pisał, iż były to "bałwanki przenośne, które,
zdaje się, tworzyły lararium domowe starożytnych Hebrajczyków. Król
Dawid je posiadał (1 Sam 19,13-16), a prorok Ozeasz w VIII w. uważa
jeszcze teraphim, jako niezbędne dla kultu (3,4). Radzono się
ich, wróżąc. Jest w tym jeden z najformalniejszych dowodów przetrwania
politeizmui fetyszyzmu w ludzie Izraela, którego pretensja, jakoby
rozpoczął od monoteizmu spirytualistycznego, nie wytrzymuje krytyki." [ 55 ] Nawet w BT podają, iż terafim były „posążkami bóstw domowych". Terafim posiadał także Mika (Sdz 17,5). Terafim określane były również elohim, np. w Księdze Rodzaju (31) czytamy:
19. Gdy Laban poszedł strzyc owce, Rachela skradła mu posążki domowe [terafim]
30. [Laban do Jakuba:] czemużeś ukradł bogi [elohim] moje?
Dla świętego spokoju czytelników, w BT zarówno terafim, jak i elohim przetłumaczono
na „posążki". W słusznej to było jednak sprawie, czym niewątpliwie jest
zakrycie „legalnego bałwochwalstwa". Jest jednak oczywiste, że
w określaniu posążków kultowych mianem elohim kryje się coś więcej niż zwykły synonim.
Trafnie podsumowują to Robert Graves i Raphael Pati: „Każdy władca,
który reformuje narodowe instytucje lub od którego, jak w przypadku
króla Jozjasza [ 56 ],
żąda się reform, musi bądź dopisać poprawkę do starego kodeksu
religijnego, bądź stworzyć nowy kodeks, z tym zaś wiąże się fałszowanie
lub całkowite przerabianie mitów. (...) Niemniej jednak redaktorzy
Biblii nie usunęli wszystkich niepożądanych wzmianek, nawet tych, które
dotyczyły ofiar z ludzi [ 57 ] czy też bałwochwalczego kultu terafim. Święta
Szałasów, czyli kanaanejskiego święta winobrania, nie zniesiono, lecz
jedynie oczyszczono z seksualnego rozpasania i zmieniono w radosny
obrządek oddawania czci Najwyższemu Bogu." [ 58 ] Jak
widzimy następował i tutaj proces o którym niejednokrotnie wspominałem:
jeśli nieadekwatne elementy kultury czy pism zachowywano, a nie
pasowały one do nowych wyobrażeń, to dokładano nowe znaczenie. Jan
Lewandowski odnosząc elohim do Boga Najwyższego, w oparciu
o kontekst, równie dobrze mógłby się ze mną spierać, że „święto
szałasów" nie ma nic wspólnego z kanaanejskim świętem, gdyż odnosi się
przede wszystkim do szałasów, jakie Izraelici mieli używać w czasie
wędrówki po pustyni.
Triumf monoteizmu
Idee monoteistyczne wśród wyższych klas zaczęły się upowszechniać
w wyniku doświadczeń Żydów podbitych i zgnębionych przez obcych
najeźdźców, pod wpływem ich zetknięcia się z tamtejszymi kulturami
i wierzeniami. Np. dotychczas Jahwe był bóstwem plemiennym, lecz na
Wygnaniu Żydzi zetknęli się z kultem babilońskiego Marduka, który był
czczony jako bóg uniwersalny, jako stwórca. Być może jeszcze większym
katalizatorem żydowskiego monoteizmu był perski zaratusztraizm, który
oddziałał w szczególności na tzw. Deutero-Izajasza, najbardziej
monoteistyczną księgę ST.
Wprowadzenie monoteizmu miało miejsce po powrocie z Wygnania —
zgadzają się z tym szkoły krytyczne badaczy Biblii. Wcześniej, np. w 622
r. p.n.e., miała miejsce reforma monoteistyczna króla Jozjasza, jednak
król zginął w 609 r., zaś jego reforma okazała się efemeryczna
i nietrwała.
Reforma monoteistyczna nastąpiła z przyczyn polityczno-społecznych.
Monoteizm pojawił się w wyniku politycznej rewolucji kapłańskiej, a nie
naturalnej ewolucji wierzeń religijnych. G. Theissen pozostając przy
pojęciach ewolucyjnych, zrodzenie się monoteizmu uważa za swoistą
mutację w rozwoju wierzeń religijnych. Stąd, jak zauważa V.
Nikiprowetsky, był monoteizm wyjątkiem w dziejach ludzkiej myśli. Równie
dobrze mógł się nie pojawić, nie był nieuchronny. Nigdy w swej
najczystszej postaci nie mógłby się narodzić samoistnie w normalnych
warunkach, w społeczeństwie o pełnej „strukturze klasowej".
Różnice między szkołą umiarkowaną a minimalistami zasadzają się
przede wszystkim na tym, iż ci pierwsi okres przed Wygnaniem postrzegają
jako pierwszy etap kształtowania się monoteizmu, który stopniowo
wyodrębniał się z wierzeń politeistycznych. Według nich monoteizm
wyodrębnił się z religii kanaanejskiej, którą de facto w tym
okresie praktykowali Izraelici. Ci drudzy natomiast twierdzą, że nie ma
do tego podstaw, że monoteizm narodził się dopiero w specyficznych
warunkach Wygnania wśród wyższych warstw, a następnie został
zaaplikowany systematycznie i konsekwentnie po powrocie społeczeństwu
izraelskiemu. Wielu z nich twierdzi, że teksty biblijne powstały dopiero
w czasach helleńskich (po roku 300 p.n.e.), a ich narracja jest głównie
fikcją odzwierciedlającą racje polityczne tego okresu. Jahwe został
stworzony jako synteza bóstw sprzed Wygnania: Elohim, Shaddai, Elyon, El
oraz Jahwe ówcześnie czczonego, przy czym został odmalowany na
podobieństwo Marduka i Sina Babilończyków oraz Ahura Mazdy Persów.
Monoteistyczny antyteizm
Aby można było mówić o konsekwentnym monoteizmie, w naszym tego słowa
znaczeniu, nie wystarczy czcić jednego boga, trzeba jeszcze wierzyć
i głosić, że jest to bóg jedyny, że inni bogowie nie istnieją. Powyższy
tekst wykazał, że taki monoteizm, nie mógł istnieć przed Wygnaniem,
a pisma biblijne, w części zawierające również starsze teksty i treści,
muszą to wyrażać. Jahwizm tego okresu badacze określają henoteizmem
(jeden bóg uważany jest za wyższego niż wszystkie inne), monolatrią lub
„praktycznym monoteizmem" (cześć jednego boga, ale bez zaprzeczania
istnienia innych). Pisma biblijne odzwierciedlają to w różnych
fragmentach, niektóre z nich zawierają już jakby wyraźny monoteizm, lecz
zarazem widać jeszcze pozostałości monolatrii. Wskazywałem na to w moim
poprzednim tekście, co krytyk skwitował, iż wzmianki w których o innych
bogach mówi się tak jakby istniały, lecz były zarazem gorsze i słabsze
niż Jahwe, nie dowodzą wcale, iż autorzy tych słów wierzyli w istnienie
owych bogów. Czego dowodem mają być pojawiające się czasami wzmianki, że
„pan jest bogiem a innego nie", że „pan jest bogiem jedynym" lub
podobnie. To jest jednak bardzo naiwne wytłumaczenie dla kogoś kto zna
dzieje religii izraelskiej. Tendencje zaprzeczające istnieniu innych
bogów narodziły się w późnym rozwoju monoteizmu, jako jego zwieńczenie
i w Biblii nie są dominujące. Bezsprzecznie najważniejszą księgą
zawierającą tę idee w sposób konsekwentny, pełny i wyrazisty jest Księga
Deutero-Izajasza, tajemniczego proroka, nieznanego z imienia. Księgę tę
tworzy druga część Księgi Izajasza (rozdziały od 40-66) [ 59 ],
jest ona niewątpliwie innego autora niż pierwsza część, dołączona do
Izajasza, aby podnieść jej znaczenie. Większość innych ksiąg nie zawiera
tak czystego monoteizmu, w sposób mniej lub bardziej poświadczając
monolatrię Izraelczyków.. Przykładów jest mnóstwo, oto niektóre z nich:
- Wyjścia 15:11: Któż podobny tobie między bogami, Panie? któż jako ty wielmożny w świątobliwości, straszliwy w chwale, czyniący cuda?
- Wyjścia 18:11: Terazem doznał, że większy jest Pan nad wszystkie bogi; albowiem czem oni hardzie powstawali przeciwko niemu, tem poginęli.
- Powtórzonego Prawa 10:17: Albowiem Pan, Bóg wasz, jest Bogiem bogów, i Panem panów, Bóg wielki, możny, i straszny, który nie ma względu na osoby, ani przyjmuje darów.
Czy prawdziwy monoteista porównuje swego boga z innymi? Czy można
sensownie porównywać byt rzekomo istniejący z rzekomo niestniejącym? To
tak jakbyśmy porównywali pojemność silnika albo stabilność jazdy naszego
samochodu z „samochodem", które kredkami narysowało nasze dziecko. Coś
takiego nie mogłoby zaistnieć w mowie dorzecznej. Bogobojni Izraelici
porównywali oczywiście w swoim wyobrażeniu istniejące obiekty, mniemając
tylko, że ich bóg ma się do innych jak mercedes do małego fiata.
Podkreśla to również prof. Artur Sandauer, autor studiów biblijnych Bóg, Szatan, Mesjasz i...:
„Rolę agentury spełniają w pierwotnym judaizmie czciciele cudzych
bóstw, Baalów i Molochów. Tym ostatnim — zauważmy — starzy autorzy
biblijni nie odmawiają istnienia: uważają ich za całkowicie realną
'obrzydliwość'. Nie jest to bowiem na razie monoteizm, lecz tylko
monolatria, wedle której wśród wielu bogów tylko Jahweh godzien jest
czci." Równie niewątpliwe było to dla Eliade, który dodatkowo wskazuje
na Dekalog: „Pierwsze przykazanie Dekalogu: 'Nie będziesz miał cudzych
bogów obok Mnie', wskazuje, że nie chodzi o monoteizm sensu stricto.
Istnienie innych bogów nie jest zanegowane. W pieśni dziękczynnej,
zaintonowanej po przekroczeniu morza, Mojżesz wykrzykuje: 'Któż jest
pośród bogów równy Tobie, Panie?' (Wj 15,11). Lecz wymaga się absolutnej
wierności, gdyż Jahwe jest 'Bogiem zazdrosnym' (Wj 20,5). Walka przeciw
fałszywym bogom rozpoczyna się bezpośrednio po wyjściu z pustyni,
w Baal Peor." (str. 128)
Nawet jeszcze pierwsi chrześcijanie w ogromnej większości nie
odrzucali istnienia innych bóstw, a tylko odmawiali im statusu bogów,
uważali, że są to demony, ale nie uważali ich za fikcyjne przedmioty
kultu jak się to dziś jednogłośnie uznaje. Jeszcze w pierwotnym
chrześcijaństwie były pozostałości wcześniejszej monolatrii. Wyjaśnia to
Edward Gibbon w swym monumentalnym dziele — Zmierzch cesarstwa rzymskiego:
„Filozof, który uważał system wielobóstwa za wytwór ludzkiego
oszustwa i błędu, mógł ukrywać pod maską pobożności uśmiech pogardy bez
obawy, że tym szyderstwem bądź tą ugodową postawą narazi się na niechęć
jakichkolwiek niewidzialnych, czy też, jak sądził urojonych mocy. Ale
dla pierwszych chrześcijan ustanowione religie pogańskie miały aspekt
znacznie wstrętniejszy i groźniejszy. Zarówno w Kościele jak i wśród
heretyków powszechnie panował pogląd, że twórcami, opiekunami
i przedmiotami bałwochwalstwa. (...) Głoszono jako dogmat albo
przynajmniej sobie wyobrażano, że demony podzieliły się między sobą
najważniejszymi rolami bóstw pogańskich, jeden z nich przybrał imię
i atrybuty Jowisza, drugi Eskulapa, trzeci Wenery, czwarty może
Apollina, i dzięki swemu doświadczeniu i nieziemskiej naturze potrafiły
one owe role odgrywać z dostateczną biegłością i dostojeństwem. Czaiły
się w świątyniach, ustanawiały święta i ofiary, wymyślały przypowieści,
głosiły proroctwa i często wolno im było czynić cuda. Chrześcijanie,
którzy z taką gotowością potrafili wszelkie zjawiska nadprzyrodzone
tłumaczyć wdaniem się złych duchów, skłaniali się, i to nawet bardzo
chętnie, do uznawania najcudaczniejszych wymysłów mitologii pogańskiej.
Ale tym chrześcijańskim wierzeniom towarzyszyła groza. (...) Zasadniczym
elementem radosnej pobożności pogan były widowiska publiczne, przy czym
darem dla bogów, rzekomo najwdzięczniejszym, były igrzyska, jakimi lud
z władcą na czele obchodził poszczególne święta. Chrześcijanin,
z nabożną grozą unikając obrzydliwości cyrku i teatru, stwierdzał, że
zewsząd otaczają go piekielne sidła, gdy tylko jego przyjaciele przy
wzajemnych życzeniach szczęścia na biesiadzie zlewali krople wina
z pucharów na ziemię z inwokacją do bogów gościnności. (...) Zgodnie
z określeniem ojców Kościoła Muzy wraz z Apollinem były organami ducha
Piekieł, Homer i Wergiliusz byli najwybitniejszymi z jego sług, a piękna
mitologia przenikająca i ożywiająca twory ich talentu miała na celu
sławienie demonów. (...) Niebezpieczne pokusy co krok czające się
z ukrycia, by zaskoczyć niebacznego wiernego, rzucały się na niego ze
zdwojoną gwałtownością w dni uroczystych świąt. Tak przebiegle te święta
były wymyślone i rozłożone na przestrzeni roku, że zabobon przybierał
zawsze pozory przyjemności, a często i cnoty." [ 60 ]
W istocie, ci protagoniści Wieków Ciemnych traktowali obce bóstwa
w zupełnie innym sensie, niż współcześni chrześcijanie i to miałem na
myśli wskazując, że nie negowali oni istnienia bóstw innych mitologii.
O tym też mówi św. Paweł, zaś mój krytyk rozpisując się o tym, zupełnie
tego nie zrozumiał, gdyż kieruje się współczesnym stosunkiem chrześcijan
do bogów innych mitologii. Paweł miał jakoby, jak nas zapewniają
tłumacze BT, powiedzieć: „Wprawdzie ongiś, nie znając Boga, służyliście
bogom, którzy w rzeczywistości nie istnieją." Ale to tylko jedna
z przeróbek tych translatorów. Powinno brzmieć: „służyliście tym, którzy
z przyrodzenia nie są bogowie". To „z przyrodzenia" demony, które
jednak istnieją realnie, jak wierzyli chrześcijanie.
Wchłanianie innych bogów i boże imiona
Jak
pisze Gösta Ahlström, Jahwe stopniowo wchłonął (przejął ich cechy
i funkcje) lub został utożsamiony z innymi bogami lokalnymi, np. z El
Elyon w Jeruzalem, z Elohe Shamayim (Baalshamem czyli Baal Shamayim?)
w Syrii, z Baalem w Betel itd. W procesie tym prorocy Jahwe
bezkompromisowo zaatakowali inne lokalne bóstwa (w szczególności Baala
i Aszerę), które wcześniej były tolerowane i akceptowane, zaczęto tępić
i prześladować kulty inne niż „czysty" jahwizm. Narodził się
nietolerancyjny monoteizm żydowski.
Proces scalania bóstw lokalnych, rodzinnych w jedno bóstwo możemy
zauważyć w wielu fragmentach w Biblii. Np. początkowo w tekstach
spotykamy bóstwa „osobiste, domowe" danego patriarchy, np. „Bóg
Abrahama", „Bóg Izaaka", „Bóg Jakuba" (lub „Izraela") [ 61 ].
Był to występujący na tych obszarach (zwłaszcza Transjordania
i Półwysep Synajski) sposób wyróżniania boga plemiennego, klanowego,
nazywanego imieniem przywódcy klanu. Dokładnie to samo widzimy na
przykładzie tzw. patriarchów. Abraham miał jeszcze używać wobec swego
boga dwóch imion: El-szaddaj i El-olam. Na podstawie etymologii (akkad. szadu 'góra'), przypuszcza się, że pierwsze określenie oznaczało boga gór. Dlaczego więc El-szaddaj utrzymało
się, dlaczego jest tłumaczone jako Bóg? Jak zauważa ks. D. Rybol:
"Jeśli ten wywód jest słuszny, wówczas nowa religia Abrahama polegałaby
nie na wynalezieniu nowego imienia Bożego, lecz na tym, że zatrzymując
używane powszechnie imię Boga, nadano mu nową treść. Pozostając dalej El-szaddaj jest
On nie tylko Bogiem pogody i burzy, które rodzą się w górach, ale
przekraczającym granice czasu i przestrzeni Bogiem wiecznym El-olam."
I to jest bardzo cenna uwaga dla mojej obrony twierdzeń o Elohim:
ewolucji znaczeń, ich dostosowania do nowych wierzeń, warunków. Jednak
tak jak El-szaddaj jest dla nas dowodem [ 62 ] dawnych wierzeń Abrahama [ 63 ], kiedy nie chodził jeszcze „ścieżkami Pana", tak Elohim jest
jednym z bardzo wielu dowodów na istnienie przedmonoteistycznych
dziejów tej religii, kiedy Izrael tkwił jeszcze w błędach pogaństwa
i politeizmu.
Z czasem bogów plemiennych patriarchów połączono: „Bóg Abrahama,
Izaaka i Jakuba", „Bóg naszych ojców" (Wj 3, 6.15; 4, 5; 1 Krl 18, 36).
Później boga patriarchów określano mianem Elyon (Najwyższy).
Trudno jest przy tym mówić, iż taka nomenklatura występowała „za czasów
patriarchów", zaś „od Mojżesza" była już niespotykana, jak się twierdzi.
Spotykamy takie pozostałości jak „Bóg Dawida" (2 Krl 20, 5) czy „Bóg
Eliasza" (2 Krl 2, 14; por. 1 Krl 18, 10). Biblijni bogowie ojców
określani byli za pomocą rdzenia El, np. El Król, Bóg [El] widzialny (Rdz 16,13); El Szaddai, Na wzgórzu Pan się ukazuje (22,17); El 'Olam, 'Bóg Wiekuisty' (21,33); Bóg z Betel (31,13). W niektórych fragmentach spotykamy liczbę mnogą tego określenia — Elim (m.in.
Ps 29,1; 89,7; Dn 11, 36). Tłumacze BT, którzy najczęściej tłumaczyli
to jako „synowie Boży", zadowalają się wytłumaczeniem: "mowa o duchach, które sprawują służbę liturgiczną w pałacu Pana" (sic!).
Po prostu: w niebie duchy robią za ministrantów. W mitologii ugaryckiej
byli to po prostu synowie boga El, niżsi bogowie. Jak jednak piszą
Graves i Pati: "Ponieważ późny judaizm odrzucał wszystkie bóstwa poza
swoim, transcendentalnym Bogiem, zaś On nigdy nie poślubił ani nie
zadawał się z jakąkolwiek istotą płci żeńskiej, Rabbi Szymon ben Jochaj
w Genesis Rabba czuł się zobowiązany przekląć wszystkich, którzy
rozumieli zwrot 'synowie Boży' w sensie ugaryckim. Jest jasne, że taka
interpretacja rozpowszechniona była jeszcze w II w. n.e. i że porzucono
ją dopiero wtedy, gdy określenie bene Elohim zostało zinterpretowane jako 'synowie sędziów'" [ 64 ].
Chrześcijanie, jako spadkobiercy mitów hebrajskich, są związani
„klątwą" wielebnego Jochaja, choć pewnie mogliby z nim polemizować na
temat związków Pana z Ziemianką, która później została Królową Niebios…
(Zob. Maryja jako Królowa Niebios)
Jak wynika z powyższego, efektem tych wszystkich scaleń, syntez,
wypierania całego szeregu bóstw jest bardzo duża różnorodność imion
boskich jakie nasz jeden jedyny Pan Bóg odziedziczył po swoich
poprzednikach, „przodkach". Jeszcze w II w. z politowaniem oceniał tę
sytuację sceptyczny Celsus: „Pasterze kóz i owiec poszli za swoim
przywódcą, Mojżeszem, i wprowadzeni w błąd przez naiwne kłamstwa
uwierzyli, że istnieje jeden Bóg. Koźlarze i owczarze uwierzyli
w jednego Boga, którego nazywają Najwyższym, Adonajosem, Uraniosem,
sabaoth, albo jakimś innym mianem, które mają ochotę nadawać światu;
i nic poza tym nie wiedzą. Nie ma żadnej różnicy, czy nazwiemy Boga
Zeusem, jak robią Grecy, czy nadamy mu inne imię, używane przez
Egipcjan, albo mieszkańcom Indii." W ciągu dalszych wieków kolejni
redaktorzy pisma świętego naprawiali ten mętlik. Tak skutecznie, że dziś
ogromna większość Biblii, jakie możemy spotkać, posługuje się głównie
określeniami „Pan" i „Bóg".
Pluralis debilis
Wskazywałem fragmenty, kiedy „Bóg" odnosi do siebie określenia liczby
mnogiej, np.: "Zatem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na wyobrażenie nasze, według podobieństwa naszego"
(Rdz 1,26). Jak wspominałem, część teologów widziała tam Trójcę Św.,
inna część wyznawała pogląd, iż jest to rodzaj „królewskiego my".
Lewandowski zarzucił mi, iż to już pogląd przestarzały. "Agnosiewicz nie jest całkiem na bieżąco w temacie". Dlaczego się „zestarzał"? Z pluralis majestatis jest
problem tego typu, że zaczęto go używać najpewniej nie wcześniej jak
z pierwszym rzymskim cesarzem, Augustem. Stąd teologowie chwytają się
dziś jeszcze innego wyjaśnienia — pluralis deliberationis. Cóż to takiego? Jest to "forma
stylistyczna wyrażająca naradę z samym sobą, zjawisko psychologiczne
polegające na tym, że mówiący niejako dzieli się duchowo na dwie osoby,
z których jedna udziela drugiej rady lub zachęty". Dlaczego jednak
Bóg prowadzi „narady z samym sobą" praktycznie tylko w najstarszych
księgach, Rodzaju i Wyjścia? Tę wątpliwość umacnia fakt, iż
w późniejszych tekstach pojawia się forma liczby pojedynczej — Eloah,
które spotykamy w tekstach uznawanych przez tradycyjną biblistykę za
powygnaniowe, także w tekstach poetyckich, najwięcej w Księdze Hioba. [ 65 ]
I jeszcze to dzielenie się na dwie osoby… Czy naprawdę aby pozbyć się
politeistycznych znaczeń trzeba Boga obdarzyć schizofrenią? Czy więc
Bóg teologów miał początkowo schizofrenię z której później się wyleczył?
Lewandowski wskazuje, pewien fragmencik Izajasza w którym Bóg cierpi na
tę przypadłość. W istocie jednak w drugiej części „Izajasza" Bóg nie ma
już raczej problemów tego typu, mówi: "Jahwe...: bo ja jestem Bogiem (El) i nikt inny!" (45,22); „bom Ja Bóg, a niemasz żadnego Boga więcej, i niemasz mnie podobnego" (46,9). Już nie mówi: „My, Bóg…"
Poza tym co wspomniał apologeta, na wyjaśnienie tych kłopotliwych
kwestii wymyślono szereg innych asekuracyjnych koncepcji, mających
skutecznie odegnać widmo politeizmu majaczące tu i ówdzie w Biblii. Mówi
się więc, że można by się w formach mnogich bóstwa żydowskiego
dopatrywać pluralis compositionis, czyli sposób wyrażania za
pomocą liczby mnogiej, aby oddać niewyczerpane bogactwo przymiotów
bożych. Inni teologowie widzą w tym pluralis abstractionis, czyli wyrażenie pojęcia oderwanego: bóstwo, za pomocą liczby mnogiej. Jeszcze inni twierdzą, że idzie o plural of intensity,
czyli pomieszczenie pełni boskich mocy za pomocą liczby mnogiej. To
ostatnie zdaje mi się jeszcze najbardziej sensowne. Natomiast muszę
przyznać, że wcześniej faktycznie nie spotkałem się z pluralis deliberationis Lewandowskiego. Musi to być zatem jakieś najnowsze odkrycie teologiczne o elohim.
Jednak żadna z tych koncepcji, bez względu na to jak dorzeczna nam
się wydaje, nie umniejsza oczywiście zasadniczych wątpliwości: dlaczego
najbardziej „pełny chwały" ma być Bóg w tekstach uznawanych za
najstarsze, a w tekstach późniejszych, kiedy piano Bogu największe
peany, kiedy wydoskonalano jego przymioty, spotykamy tendencję do
stosowania formy syngularnej, mającej jakoby słabiej oddawać pewne
aspekty bóstwa biblijnego?
Relikty lingwistyczne
Wiele fragmentów z Elohim apologeci jakoś interpretują, znajdując
zadowalające ich wyjaśnienie w duchu monoteistycznym. W Biblii spotykamy
jednak kilka trudniejszych fragmentów, np.:
1. W swoim poprzednim tekście na ten temat wskazałem bardzo ważny
fragment: "Tedy rzekł Pan Bóg: Oto Adam stał się jako jeden z nas" (Rdz
3,22). Chodziło mi o wskazanie, że pogrubionego fragmentu nie da się
zinterpretować w znaczeniu syngularnym (katolicy mogą, gdyż w ich Biblii
to „poprawiono"). Lewandowski utopił jednak tę kwestię w słowotoku,
zaczął się rozwodzić zupełnie o czymś innym — o zwrocie „Pan Bóg rzekł",
kiedy nie o to tam szło! Problem „jeden z nas" ominął szerokim łukiem.
Katolicy wymyślają dziwaczne, jak by powiedział Reinach: dziecinne
wytłumaczenia tego zwrotu. Bóg ma tu na myśli aniołów — powiadają. Inni
interepretatorzy boskich tajemnic twierdzą: to Trójca — jedna ale
w trzech osobach — rozmawia ze sobą. Takie spekulacje mogą zadowalać
wiernych, ale co najwyżej śmieszą poważnego badacza. Człowiekowi
nieuprzedzonemu znacznie łatwiej przyjąć, że to po prostu relikt
politeistyczny.
2. Bardzo często Elohim pojawia się w syngularnym znaczeniu, o czym
świadczą m.in. formy czasownikowe występujące obok. Nie jest tak jednak
zawsze. Np. w rozmowie z Abielekhem Abraham mówi: "I oto
gdy bogowiewyprawili mnie na tułaczkę z domu ojca mego..." (Rdz 20.13).
W późniejszych przekładach jest to oczywiście zmienione.
3. We fragmencie Rdz 3,4-5 Elohim występuje w jednym zdaniu,
przy czym raz tłumaczone jest w liczbie pojedynczej, a raz mnogiej: "I
rzekł wąż do niewiasty: Żadnym sposobem śmiercią nie pomrzecie; Ale wie Bóg, że któregokolwiek dnia z niego jeść będziecie, otworzą się oczy wasze; a będziecie jako bogowie, znający dobre i złe."
Zakończenie
W oparciu o szeroki materiał dowodów archeologicznych,
religioznawczych i egzegetycznych, wykazałem słuszność poglądów
o politeizmie w religii Izraelitów oraz jego pozostałości w pismach
biblijnych. Skonfrontujmy moje wyjaśnienia w oparciu o możliwie
najszerszy kontekst z tym jak ślady politeizmu tłumaczy „klęcząca
biblistyka":
Dżungla imion Pana (nie tylko różne odmiany imion, jak El czy Jahwe,
ale i różne formy liczbowe, jak Elohim, Eloah), która została zakryta
przez wiernymi, nie oznacza w żadnym razie jakichkolwiek pozostałości po
politeizmie.
Kiedy Pan ewidentnie mówi o sobie w liczbie mnogiej i zawodzi
powyższe wyjaśnienie, to należy przyjąć, że Pan używa "królewskiego
'my'", czy, zgodnie z najnowszymi tendencjami teologicznymi, zwolna się
przebijającymi, należy przyjąć, że Pan wiedzie dyskurs z samym sobą.
Kiedy i to zawodzi i Pan mówi np. coś takiego: "stał się jako jeden z nas", to należy to rozumieć w tym sensie, że Pan rozmawia z członkami Trójcy Św. [ 66 ]
Kiedy autorzy mówią o tym, że inni bogowie są słabsi niż Jahwe, że
oddają hołd Jahwe, to tak naprawdę w nie nie wierzą i tylko ironizują;
podobnie ironią jest też bajka Jotama (Sdz 9,8-9)
Kiedy znajdujemy w Biblii jakoweś świadectwa ościennych ludów o tym,
że Żydzi są politeistami, to w żadnym razie nie należy im wierzyć, gdyż
są oni niedoinformowani, coś sobie uroili lub najzwyczajniej kłamią.
„Zgromadzenie bogów" oznacza Jehowę i jego anioły.
Inskrypcje: „Jahwe i jego Aszera", należy rozumieć: "Jahwe i jego słupy kultowe (aszery)".
Takie elementy jak „legalne" tarafim, bamoty czy Nahusztan nie
przeczą powyższemu, bo nie. Zbywam milczeniem, resztę kompletnie
niewyjaśnionych problemów jakie się rodzą dla ludzi wyznających poglądy
mojego oponenta.
Przyznam, że nawet gdybym nie znał w ogóle odkryć archeologicznych
przytoczonych powyżej, innych mitologii, jeśli nie miałbym w ogóle
wiedzy o rozwoju religii i oddziaływaniach międzykulturowych, to gdybym
miał przyjąć takie wyjaśnienia jakie proponują ludzie religijni dla
zaprzeczenia niekorzystnemu dla siebie scenariuszowi wydarzeń, to i tak
trudno byłoby mi podzielić te szyte grubymi nićmi koncepcje. Musiałbym
ślepo wierzyć.
Lewandowski wskazuje, iż "nikt dziś w Kościele katolickim nie ukrywa faktu, że używane w Biblii wobec Boga słowo 'elohim ma formę liczby mnogiej".
Wbrew temu jednak biblijny urząd cenzury działa bardzo sprawnie.
Konsekwentnie likwidowane są wszelkie pluralizmy odnoszące się do „boga
prawdziwego". Twierdzenie o nieukrywaniu jest w najważniejszym aspekcie
pustosłowiem: W ST Elohim występuje ponad 2200 razy. Sięgnijmy do
najnowszych przekładów — nie znajdziemy ani jednego! Podobnie z Jahwe
i innymi imionami czy określeniami bożymi (Elohim, Jahwe, Jahwe Elohim [ 67 ],
El, El Eyon, El Shaddai, Adonai). Wszystko to pozamieniane zostało
beztreściowymi „Pan" i „Bóg". Tymczasem jeszcze w starszym przekładzie
katolickim - Jakuba Wujka [ 68 ] —
to było. Jednak pod naporem krytyki zdecydowano się to usunąć.
Dlaczego? Aby wierni nie zaczęli się zastanawiać? W trudniejszych
fragmentach robi się przypisy, a nie usuwa je, wygładza, jak zrobili to
katolicy.
Swoim wywodem oczywiście „Ameryki nie odkryłem", gdyż jest on mało
sporny wśród najpoważniejszych badaczy Biblii. Charakteryzują się oni
niewątpliwie tym, że starają się ją wyjaśnić w kategoriach „ziemskich",
bez odwoływania się do czynników nadprzyrodzonych. Ktoś kto w inny
sposób podchodzi do zagadnienia, może być wybitnym teologiem, podając
coraz doskonalsze interpretacje, które świetnie trafiają do uczuć
i przekonań ludzi wierzących w boskość Biblii, ale będzie trudno mu
będzie zostać wybitnym badaczem szeroko szanowanym wśród naukowej
krytycznej biblistyki.
Ktoś o naukowym (krytycznym) podejściu do biblistyki i korzeni
własnej religii, musi się pogodzić z tym, że jej rozwój nie był niczym
niezwykłym, niebywałym, niespotykanym, lecz przebiegał w sposób podobny
do wielu innych religii, nie bez wpływu innych koncepcji religijnych.
Człowiek uczciwy intelektualnie przed innymi i samym sobą nie może
takich oczywistości odrzucać, tymczasem taka postawa jest obca mojemu
krytykowi, który wyklina "naturalistyczne koncepcje rozwoju Objawienia".
To też tłumaczy rozpaczliwe i nieugięte próby zakrywania prawdy
o biblijnym politeizmie, nie tylko przez współczesnych apologetów, ale
i wielu redaktorów Biblii na przestrzeni wieków. Trudno jest się
pogodzić z tym, że monoteizm — przez wieki uważany za całkowicie
niezwykłe zjawisko religijne, które świat zawdzięcza ludowi Izraela —
rozwinął się z wierzeń politeistycznych, w sposób zupełnie „przyziemny"
i bynajmniej nie niezwykły czy oryginalny. Jak zauważa Sandauer: "Chcąc
być równie wieczny jak ten, kto jest jego przedmiotem, monoteizm musi
się opierać historycznemu traktowaniu. Z istoty jego wynika, że chce być
najpierwotniejszą z religii: to właśnie miały na celu wykazać przeróbki,
których byliśmy świadkami. Dokonywano ich — zauważmy — wbrew wszelkiej
oczywistości. Twórcy monoteizmu mieli wokół siebie moc dowodów —
cmentarzy, ołtarzy i pniaków — świadczących o czymś wręcz przeciwnym:
ślady pogaństwa nosiły własne ich imiona [Historia fałszowania w Biblii
starych imion pogańskich jest jeszcze do napisania — przyp. A.S.].
A jednak — by religię swą ocalić, musieli zaprzeczyć oczywistości." [ 69 ]
27.09.2018
zródlo oryginalnego artykułu - http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3156
Wyświetl komentarze