czwartek, 26 listopada 2015

Ludzkość oszalała. Pierwsza kobieta z GMO.



Na Ziemi pojawiła się pierwsza „genetycznie zmodyfikowana” kobieta. Po raz pierwszy w historii, trochę więcej niż miesiąc temu rozpoczął się wspaniały eksperyment naukowy: pierwsza kobieta na świecie zmieniła swoje geny żeby być zawsze młodą.

a

Lekarze zdecydowali się cofnąć zegar biologiczny, interweniując w genom dorosłej kobiety. Amerykańskiemu badaczowi Elizabeth Parrish wprowadzono materiał genetyczny do żyły, który powinien przeniknąć do jądra każdej komórki i rozpocząć zmiany, które powstrzymają starzenie i odmłodzą ciało, podaje na stronie internetowej „Komsomolskaja Prawda„.
W tym samym czasie, ta rewolucyjna terapia nie była badana na ludziach, może spowodować nieznane skutki uboczne.
Odpowiadając na pytanie o możliwych zagrożeniach, Elizabeth Parrish powiedziała: „Zdaję sobie sprawę, że mogę zostać poważnie uszkodzona, ale w tym samym czasie, rozumiem, że jeśli tego nie zrobię, to i tak umrę na choroby, które przychodzą z wiekiem. Jeżeli eksperyment okaże się sukcesem, to pomoże uratować miliony ludzi. „
Wyznaje, że jej rodzina, przyjaciele i koledzy wspierają ten krok. „Populacja osób starszych rośnie na całym świecie, i ci ludzie mają potencjał, aby być zdrowymi, silnymi i być w stanie zadbać o siebie, a nie do końca swoich dni być na wózkach inwalidzkich w domach opieki” – tłumaczy swoją decyzję.

Tłum. Olga Ka

Legenda o piekle i niebie








"Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?" - zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha.
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogromne kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami.

To jest piekło - stwierdził mnich.



Gdy już nie oglądasz się na nikogo i od nikogo nie oczekujesz pomocy, wtedy jesteś na tyle wolny, by dokonywać odkryć.

Wolność wyzwala energię.
Wolność nie może zrobić nic złego.
Wolność jest różna od buntu.

Gdy w kimś jest wolność, nie ma mowy o czynieniu dobra i zła. Jesteś wolny - i z tego centralnego punktu działasz. Od tej chwili nie ma strachu, a człowiek, który się nie boi, jest zdolny do wielkiej Miłości.

A Miłość może czynić, co zechce.






Był starym mnichem poważanym przez tysiące ludzi. Ubrany w tradycyjną, żółtą szatę sannjasina, z wygoloną głową, trzymał się dobrze.

"A zatem odrzuca pan także tradycję... Czyż nie?"
Przenoszenie przeszłości w teraźniejszość, przekładanie ruchu teraźniejszości na język przeszłości, niweczy żywe piękno chwili obecnej. Ten kraj, podobnie jak każdy inny, ugina się pod brzemieniem tradycji mocno zakorzenionej zarówno w wyższych warstwach społecznych, jak i w wiejskich chatach. W tradycji, jakkolwiek starożytna czy współczesna by ona była, nie ma nic świętego.

Trzeba wyruszyć w podróż bez obciążeń, samemu, z poczuciem piękna i miłości.

"Ale czy my, mnisi, nie jesteśmy zawsze samotni? - zapytał. - Wyrzekłem się świata i złożyłem śluby ubóstwa i czystości".
Nie jest pan samotny, ponieważ wiąże pana ów ślub, tak jak wiąże człowieka, który żeniąc się, składa przysięgę małżeńską. Nie jest pan, jeśli wolno zauważyć, sam, ponieważ jest pan hinduistą, tak jak nie byłby pan sam, będąc buddystą, muzułmaninem, chrześcijaninem czy komunistą. Do czegoś się pan zobowiązał. Jak ktoś taki może być sam, skoro w coś się zaangażował, skoro poświęca się określonej idei, a ta skłania go do pewnych działań?

Samo słowo "samotny" oznacza to, co oznacza: niezależny, czysty, wolny, integralny, nie rozdwojony. Człowiek wolny żyje w tym świecie, nigdy się z nim nie wiążąc. Jedynie w samotności możliwe są całościowe działanie i współpraca; bowiem miłość jest zawsze pełna.
 


Cierpienie jest obecne w każdym domu, za każdym rogiem.
Cierpienie przypomina falę, która bez końca zalewa człowieka, niemal go zatapia; a udręka cierpienia rodzi gorycz i cynizm.

Jak można położyć kres cierpieniu, nie rozumiejąc wszystkich dróg, po jakich ono chadza?

Musimy jasno zdać sobie sprawę z tego, czym jest to, co nazywamy cierpieniem - cierpienie będące żalem, wywołane utratą tego, co uważaliśmy za dobro, niepewnością i nieustannym pragnieniem bezpieczeństwa. Musimy sporządzić mapę swego cierpienia i prześledzić każdą jego ścieżkę i drogę.

Nie patrz na mapę cierpienia oczami pamięci. Słuchaj jej wszystkich pomruków; bądź nią, jesteś bowiem zarówno tym, kto obserwuje, jak i tym, co obserwowane.
Tylko wtedy cierpienie może ustać.



Średniowiecze i człowiek na poziomie tego umysłu, bo takie ma programy, działa w XXI wieku. Muzułmanie są dostatecznym lusterkiem w którym Europa i świat się przegląda. Gdy stłuczesz lusterko / wybijesz muzułmanów/, to i tak twoja stara twarz zostanie, bez lusterka. Lepszego lustereczka być nie może, niż obecna sytuacja na świecie. Zmień swój umysł, a wszystko dokoła ciebie się zmieni.
Potrzebujesz zmienić swoją Podświadomość tak, aby twoja Świadomość była w 100% zgodna z programami Podświadomości. Wówczas nastanie harmonia w tym co myślisz i robisz. Obecny chaos 97% nieświadomych programów i 3 % świadomych, zakłócają totalnie twoje życie. Harmonia polega na rezonansie energii mentalnych i fizycznych.
Danuta Wachowska

wtorek, 24 listopada 2015

Wszechświat pozbawiony czasu


Nie czarujmy się: sam pomysł opisania wszechświata, z pominięciem tak naturalnego elementu jak czas, nie może być przez nas traktowany inaczej, niźli jako wyraz desperacji wyjątkowo szurniętego umysłu. Jednak dla rozwiązania niezwykłych zagadek, czasem musimy sięgać do równie niezwykłych hipotez.

http://i.imgur.com/a2e1IVd.gif

Strażnicy Teksasu na tropie Teorii Wszystkiego

Kosmologia jest skomplikowana. Mechanika kwantowa jest skomplikowana i dziwaczna. Nie muszę pisać co może wyniknąć z mariażu obu tych dziedzin. Ogólna teoria względności opisuje przestrzeń, czas i w ogóle wszystko co obserwujemy na co dzień, podczas gdy fizyka mikroświata stoi na probabilistycznym fundamencie dualizmu korpuskularno-falowego. Einstein i całe zastępy jego naśladowców, po dziś dzień nie mogą ścierpieć sytuacji, w której fizykę zdają się opisywać dwa zupełnie różne zestawy reguł.

Jeden z pierwszych kroków na tej nieznanej ziemi, próbowali postawić Bryce DeWitt oraz John Archibald Wheeler. Dwaj nieustraszeni Teksańczycy w latach 60. robili karierę w Instytucie Badań Zaawansowanych Princeton, którego korytarze do niedawna przemierzał rozczochrany geniusz. Trapiło ich również to samo pytanie co twórcę teorii względności: jak można odnieść równania mechaniki kwantowej do największego fizycznego obiektu, czyli całego wszechświata? Był to szalony problem, który nie mógł zostać rozwiązany bez nadludzko kreatywnego podejścia do tematu.

archibald wheeler
John Wheeler.

Równanie falowe dla wszechświata

Sercem fizyki kwantowej jest równanie zmajstrowane przez Erwina Schrödingera. Nie wskazuje nam ono cząstki paluchem („o tutaj!”), racząc nas zamiast tego funkcją Ψ – funkcją falową (jeśli czujesz się zagubiony, proponuję pobuszować w tekstach pod tym hasztagiem). Opisując stan kwantowy dowolnej cząstki elementarnej – bez względu na nasze starania – zadowalamy się właśnie funkcją „psi”. DeWitt oraz Wheeler zapragnęli wycisnąć ze starego wzoru ostatnie soki i otrzymać informację na temat stanu kwantowego wszechświata jako całości. Pojawił się jednak pewien delikatny kruczek. Jak pamiętacie, sadystycznie usposobiony Schrödinger długo i rozwlekle gdybał na temat hipotetycznego kota zamkniętego w pudełku (patrz: tu i tu). Z tych rozmyślań wyłonił się jeden z wielu sporów doktrynalnych, dotyczących wpływu obserwatora na wynik eksperymentu. Nie wdając się w szczegóły: w świecie kwantów, obecność obserwatora redukuje funkcję falową, czyli po prostu wpływa na stan badanego obiektu.Kto jest obserwatorem dla wszechświata? My? Na gruncie filozoficzno-matematyczno-fizycznych dumań, należy dojść do wniosku, że najlepszy byłby obserwator zewnętrzny. Można polemizować na temat tego czy „ktoś” taki ma w ogóle rację bytu, ale przy obecnym stanie wiedzy najbezpieczniej będzie stwierdzić, że żadnego „zewnętrza” wszechświata nie ma, podobnie jak zewnętrznych obserwatorów. A nawet gdyby było inaczej to i tak nie mielibyśmy szansy tego sprawdzić ani wykorzystać. (Gdybyście jeszcze nie zauważyli, wskoczyliśmy prosto w gęstwinę fizyki teoretycznej. W pełnym tego słowa znaczeniu). Kując swoje równanie DeWitt i Wheeler wraz z paroma kolegami, otrzymali zastanawiające wyniki, dobitnie wskazujące nie tylko na brak zewnętrznego obserwatora, ale również brak zewnętrznego zegara. Czas okazał się dla ich teorii elementem absolutnie zbędnym, w żaden sposób nie wpływającym na kosmiczną funkcję falową.

Wyrzućmy zegary

Mamy prawo protestować, bo wszyscy wiemy, że czas… istnieje. Każdy z nas poddaje się jego nurtowi, nieustannie mknąc z przeszłości, prosto w ramiona przyszłości. Równanie DeWitta-Wheelera opisuje kosmos statyczny, nawet nie z zamrożonymi zegarami, lecz w ogóle ich pozbawiony. Jak to interpretować? I co z tego wynika? Nic dziwnego, iż artykuł profesorów z Princeton stał się rychło przyczynkiem dla setek debat, konferencji i kolejnych teorii, rozwijanych do dziś. Wielu fizyków przyjmując nowe założenia, wyrzuciło z głów dotychczasowe opisy natury czasu. Oczy zaświeciły się fanom tzw. wszechświata blokowego, wyobrażającym sobie całą czterowymiarową czasoprzestrzeń jako zbity zbiór wszelkich wydarzeń, które nasze szacowne rozumy składają w to, co wydaje nam się upływem czasu. Wedle tej interpretacji, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są równowartościowe. Jeszcze odważniejsi uczeni konkludują, iż owa sterta chwil nawet nie jest w żaden chronologiczny sposób ułożona, a „sensowną” sekwencję otrzymujemy dzięki kwantowym regułom prawdopodobieństwa. 

Jednoczesność w bloku czasoprzestrzeni (za: Poza kosmosem).

Czy istnieje jakiekolwiek zjawisko potwierdzające tak dziwaczną wizję świata? O dziwo tak. Jak się dobrze zastanowić, idea wszechświata blokowego zgrabnie współgra z einsteinowską względnością jednoczesności. Według teorii względności każdy obiekt i każda istota nosi własny zegar i nie ma w ogóle mowy o istnieniu czasu uniwersalnego dla wszystkich. Równoczesność zachodzenia poszczególnych zdarzeń również pozostaje iluzoryczna, będąc całkowicie uzależniona od układu odniesienia. Jeśli więc uznamy, że wszystkie chwile po prostu są, względność jednoczesności staje się czymś logicznym. Dla zmyślonego zewnętrznego obserwatora wszystkie momenty na osi czasu – formowanie Drogi Mlecznej, wyginięcie dinozaurów i ukończenie tego tekstu – byłyby tak samo dostępne i tak samo aktualne.

Jest jeszcze, popularna ostatnio wśród kosmologów kwantowych, kwestia splątania kwantowego. Para cząstek mimo dzielącego je dystansu – a mówiąc dokładniej, kompletnie bez względu na odległość – zachowuje się jak jednorodny układ. Redukując stan kwantowy fotonu A, wpływamy w sposób natychmiastowy na stan fotonu B, choćby był on umieszczony w laboratorium jakiegoś kosmity, w innej galaktyce. Mamy do czynienia z tzw. nielokalnością układu. Obiekty splątane zachowują się tak jakby nie istniały dlań czas i przestrzeń. Trudno o lepszy prezent dla zwolenników równania DeWitta-Wheelera. Wielu z nich ma przy tym nadzieję, że zestaw skorelowanych cząstek mógłby być wykorzystany jako modelowy miniwszechświat i przynieść pierwsze obserwacyjne potwierdzenia ich założeń.

Pierwsze kroczki kosmologii kwantowej

Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte: jeśli równanie falowe dla wszechświata jest poprawne, gdzie podziewa się czas? Lee Smolin – jeden z wiodących współczesnych teoretyków – podaje bardzo plastyczną wizję, w której istnienie czasu pozostaje uzależnione od omawianej skali. Tak, badając wszechświat na poziomie makro (z „zewnątrz”) jak i mikro (wielkość Plancka) – wydałby się on nam statyczny, a czas w naszym rozumieniu przestałby istnieć. To trochę jak z pojęciem temperatury – tłumaczy Smolin – oczywistym w rzeczywistości dużych obiektów, lecz zupełnie nieużytecznym w skali subatomowej.


Literatura uzupełniająca:
M. Heller, Kosmologia kwantowa, Warszawa 2001;
L. Smolin, Czas odrodzony. Od kryzysu w fizyce do przyszłości wszechświata, przeł. T. Krzysztoń, Warszawa 2015;
M. Hohol, Dlaczego Julian Barbour ogłosił koniec czasu?, [online: http://mateuszhohol.filozofiawnauce.pl/wp-content/uploads/2012/12/hohol-barbour.pdf.pdf];
Quantum Experiment Shows How Time ‘Emerges’ from Entanglement, [online: https://medium.com/the-physics-arxiv-blog/quantum-experiment-shows-how-time-emerges-from-entanglement-d5d3dc850933#.tpcln6iq2].

podpis-czarny

Dusza grupowa zwierząt.






Zwierzę nie ma duszy indywidualnej tak jak człowiek. Świadomość, która daje życie fizycznemu ciału zwierzęcia, jest manifestacją duszy grupowej. Najbardziej rozwinięte zwierzęce świadomości, o największym czuciu i zdolnościach myślowych, miewają 4 - 6 ciał zwierzęcia danego gatunku na jedną duszę grupową. Na zwierzęta silniej oddziałuje także dusza grupowa całego gatunku, niźli jest to w przypadku ludzkości. Kiedy dusza grupowa zwierząt dochodzi do poziomu gotowości do indywidualizacji, zostaje przeniesiona do Królestwa Ludzkiego, gdzie opiekuje się już tylko jedną inkarnowaną osobą. Najprymitywniejsza część Ludzkości to dusze, które w poprzednich wcieleniach były najbardziej rozwiniętymi zwierzętami. Tyko kilkadziesiąt gatunków zwierząt daje możliwość przejścia do Królestwa Ludzi, w pozostałych, najpierw trzeba przejść do gatunku umożliwiającego indywidualizację.

Jeśli ktoś czuje, że zwierzęta nie mają duszy takiej jak człowiek, to ma rację. Dusze grupowe to coś charakterystycznego dla niższych królestw w przyrodzie, dla minerałów, roślin i zwierząt. Nie jest jednak prawdą, że zwierzęta wcale nie mają duszy. Mają, tyko, że to jest dusza grupowa. Im niższa forma życia, tym bardziej jedna dusza grupowa miewa tysiące ciał pod opieką, jak w wypadku mrowiska, gdzie dusza grupowa zwykle opiekuje się jednym mrowiskiem. Często jedna dusza grupowa przypada na jedno stado danego gatunku zwierząt. Zajmowanie się cierpieniem jednej mrówki czy jednej ćmy - nie ma większego sensu, bo jest da duszy grupowej niczym więcej niż drobnym skaleczeniem. Poważniej sprawa wygląda, gdy dusza zwierzęca zbliża się do indywidualizacji, ale to poznamy po wysokiej świadomości osobnika i nabieraniu cech ludzkich od ludzi.

Najbardziej szkodliwym jest przyspieszanie indywidualizacji duszy grupowej zwierząt, gdyż uzyskujemy wtedy w efekcie niedorozwiniętego do poziomu człowieczeństwa człeko-zwierza w ciele ludzkim w kolejnym - ludzkim już formalnie wcieleniu. Na przełomie XX i XXI wieku mamy bardzo wiele takich niedorozwiniętych inkarnacji, które były pieskami i kotkami - pupilkami swoich głupich właścicieli w poprzednim wcieleniu. Nie oddzielajcie swoich kotów i psów od innych osobników ich gatunku, nie kastrujcie ich, bo szkodliwie przyspieszacie indywidualizacje i produkujecie na przyszłość upośledzonego człeko-zwierza (często bandytę i pasożyta społecznego), coś w rodzaju chimery.

Zabijając stado zwierząt mające jedną duszę grupową czynisz zbrodnię zabójstwa wobec ciała jednej duszy grupowej, co można uznać za zły karman zabicia jednego człowieka. Nawet jak stado krów liczy 1000 sztuk, jeśli to jest jedno stado i jedna dusza grupowa. Jeśli zabijasz przykładowo jedną owcę ze stada 70 sztuk mającego jedną duszę grupową, nie jest to wielki zły karman. Coś jak skaleczenie czy zadana rana, jak obcięcie kawałka palca albo ucha. Nie należy zatem dziesiątkować stad zwierząt ani uprawiać masowej hodowli przerobowej typu chlewnia czy brojlernia. Trzeba tworzyć stada, które żyją własnym życiem w którym jest czas i miejsce na odradzanie się populacji w miejsce zabranych powłok, tak aby dusza grupowa mogła się rozwijać i wzrastać. Dlatego mędrcy mający wgląd z umiarem i rozsądkiem korzystali z zasobów świata zwierzęcego, tak, aby jak najmniej złego karmana czynić. I nie muszą być radykalnie nawiedzonymi weganami, żeby się duchowo rozwijać i wzrastać, tak w człowieczeństwie jak i w boskości.


"Wisienka na torcie"




Fizyka kwantowa to w naszym życiu taka "wisienka na torcie", która pogłębia nasze zrozumienie i nadaje nowego sensu naszemu bytowi.

Wiemy, że dziś rozwijać naszą świadomość, duchowość jest naszą kluczową rolą, bez tego nasze życie będzie nadal ograniczone... to nasze nowe modelowanie własnego życia i nowej Ziemi, czyli Nieba na Ziemi.


A to wszystko to nasze myśli, przekonania, emocje, i nasze działania... czyli jak się zamanifestujemy w tym świecie. Już wiemy... że wszystkie rzeczy wywodzą się z tej samej energii... to, że mówimy, piszemy, chodzimy, oddychamy, jemy... to tylko pewien rodzaj energii, czyli ilość cząsteczek subatomowych, które biorą udział w tej naszej manifestacji... i wszystko wokół nas również jest energią: przyroda, wiatr, tlen, nasze ciało fizyczne, a nawet zapach, to samo tyczy się naszych przedmiotów, stół, krzesło, ołówek, komputer.

Energia to fala elektromagnetyczna i w zależności jaka następuje przemiana cząsteczek i jak łączą się dodatkowe cząsteczki tak zamanifestują się w świecie fizycznym... a cały materiał do budowy nowej manifestacji pobieramy z rdzenia, który jest czystą formą energii. To jak dalej ta energia zostanie przekształcona zależy od wielu warunków... i jak wejdzie w nasze życie zależy tylko od nas: od naszych myśli, przekonań, życzeń.


Energia jest niczym czysta woda i co do niej dodamy, herbatę czy kawę to będziemy pić. Jaką wiarę nadasz tym atomom takie się w twoim życiu pojawią... ponieważ jest to niezwykle subtelna energia o niezwykłej inteligencji. Toteż uważaj na swoje myśli, słowa, przekonania... co posiejesz będzie się rozwijać w twoim życiu i w twoim środowisku - to jest energetyczny zapis podświadomości i wcześniej czy później ten zamanifestuje się w rzeczywistości... toteż takie ważne dla nas jest aby unikać strachu, lęku, złości i innych niskich emocji. Siejmy to co przyniesie nam szczęście i radość.

I nie bądź katem dla siebie ani ofiarą, nie pakuj do swojej podświadomości złych wzorców energetycznych, bądź twórcą swojej własnej pięknej rzeczywistości. Bądź w swoim życiu artystą, który maluje swój najpiękniejszy obraz w życiu.

To naprawdę jest proste... a kiedy obudzisz w sobie ten świat i zrozumiesz go w całości twoje życie stanie się boskie.

20 Nov. 2015
Vancouver
WIESŁAWA

poniedziałek, 23 listopada 2015

Dusza i prawda są w tobie

Dusza i prawda są w tobie, Bóg jest w tobie, cały Wszechświat jest w tobie, jesteś połączony ze wszystkim co jest, a jedyny powód, dla którego doświadczasz rozłączenia, to ten, że sam w to brniesz, dzień po dniu, coraz głębiej. Śpisz, śniąc sen, że się budzisz.

Dlatego, że sprzedałeś swoją duszę w imię zakupów cudzej - cudzych metod i praktyk, by odnaleźć to, co cały czas nosisz w sobie. Chcesz konkretów - usiądź w ciszy.
Wysłuchaj wreszcie tego głosu, który w sobie tłumisz prze lata. Chcesz coś kupić? Kup siebie, kup wreszcie siebie, światło, którym jesteś, wejdź do prawdziwego domu, który opuściłeś, zapal światło i zobacz kim naprawdę jesteś. Zrozum wreszcie, że prawda jest na wyciągnięcie ręki. Nie moja prawda, nie Buddy prawda, twoja prawda. 

Szukasz Boga na zewnątrz, codziennie wychodzisz na spacer, biegasz, po lesie Go szukasz. A On z uśmiechem biega razem z tobą, cierpliwie czekając, aż otworzysz oczy i ujrzysz Go na swoim ramieniu, w każdym swoim oddechu, w każdym swoim spojrzeniu, w całym swoim istnieniu. Obudź się siostro i bracie. 

Nie słuchaj mnie, nie wierz mi, zaufaj sobie, nie sobie jako człowiekowi, bo to nic innego, jak zlepek uwarunkowań społecznych, opinii i oczekiwań innych ludzi, zaufaj swojej duszy, usiądź wreszcie w ciszy, która nie jest dźwiękiem głuszy, cisza jest dźwiękiem niewysłuchanej duszy, tam mieszka jej szept, jej piosenka, tam mieszka Bóg. Naucz się słuchać, nie proś, by ci dano, a proś, byś wreszcie nauczył się brać. Brać
wskazówki od duszy, brać dobroć od Boga, brać miłość od Wszechświata. Naucz się być sobą. To brzmi prosto, jednak większość z was nie wie, co tak naprawdę znaczy. Gdybyście wiedzieli, to byście nie wierzyli, że jest jedna dla wszystkich forma medytacji, jedna forma modlitwy, jedna forma rozmowy z duszą, jedna droga do Boga. 

Wyjdź z największej iluzji: wychodzenia z iluzji i wejdź do jedynej prawdy: prawdy twojej duszy, która wie wszytko na twój temat. Wie jakie są twoje marzenia, lęki, talent, jaka jest twoja piosenka, jaka jest twoja metoda, praktyka, modlitwa i medytacja. Czy naprawdę wierzysz, że jedyna prawdziwa medytacja, to gdy masz proste plecy i skrzyżowane nogi? A co, gdybyś nagle stracił nogi w wypadku i nie mógł uklęknąć lub siąść w pozycji lotosu? To znaczy, że już nie możesz spotkać Boga, duszy, że już nie możesz być połączony? Obudź się siostro i bracie. Nigdy z domu nie wyszedłeś, chodzisz, pukasz i stukasz od środka. Zamknij się, zamknij się na chwilę w umyśle i otwórz w sercu. Zamknij umysł, który myśli, że coś wie i ten, który myśli, że nie wie wystarczająco dużo, po prostu zamknij się. A wtedy usłyszysz głos serca, który, jak pozwolisz mu wreszcie zaistnieć, to jak zacznie mówić, to nie będziesz wiedział co z tym wszystkim zrobić, przerośnie cię to, będziesz miał ochotę śpiewać, krzyczeć i dzielić się tym z innymi. Ale najpierw zamknij się.

Wyrzuć wszytko, co wiesz: to jest dobre, tamto złe, to jest brzydkie, tamto ładne, zamknij się i słuchaj. Słuchaj siebie, swojej duszy, głosu Boga. Naucz się wreszcie słuchać. Chciałeś konkretów, proszę bardzo, masz je. A jak dalej chcesz coś kupić, to kup swojej duszy dobre lody waniliowe, zabierz ją wreszcie na spacer, przytul z całej siły i powiedz prawdziwe: kocham cię i dziękuję, że jesteś.

Ewelina Stępnicka

Prawo przyciągania


Wiara to głębokie przekonanie, że wszystko co ma się wydarzyć, żeby spełniły się nasze pragnienia, to się wydarzy.

Powszechnie wiara postrzegana jest jako: "Oddam siłę sprawczą na zewnątrz. Siła zewnętrzna mnie kocha więc mi się polepszy".

Ale się nie polepsza ... bo jedyną siłą sprawczą jesteś Ty sam. Nawet jak personifikujesz tę siłę w postać staruszka, lub symbolizujesz ją cielcem, krzyżem lub czym tam chcesz, to osiągniesz cel (czynienie cudów) tylko jeżeli skierujesz te prośby do swojego wnętrza - do Siebie-WszechŚwiata.

Nie ma nic złego w rozmawianiu ze Sobą-WszechŚwiatem w drugiej osobie (znam takich, którzy rozmawiają ze Sobą-WszechŚwiatem w trzeciej osobie). Ważne jest to, żeby mieć, ale tak mieć-mieć przekonanie, silną wibrację esencji przekonania, że Bóg to Ty.

Odnajdź klucz do kontroli tej mocy. To jest ten eliksir, którego większość poszukuje - umiejętność kontroli swojej Boskiej mocy.

Podstawa to wiara w to, że Ja Jestem !

Wszystko co powiesz po "Jestem który Jest ..." stanie się Twoją rzeczywistością.

Ale same słowa nie wystarczą. Myśl brzuchem. Co czujesz w brzuchu kiedy mówisz "Jam Jest ...". Czy przechodzi Cię dreszcz ? Czy Cię ściska ? Czy czujesz ulgę ? To co czujesz jest wyznacznikiem rezonansu pomiędzy esencją Twoich przekonań a Tym stwierdzeniem.

Zatem skup się na sobie i zacznij od początku po raz (choćby i) tysięczny, ale nigdy się nie podawaj !

MOŻESZ WSZYSTKO ! Musisz tylko podjąć decyzję , że chcesz, a jak podejmiesz tę decyzję to musisz to zrobić.

Zatem Kim Tyś Jest ? - Jestem który Jest ..............................

Twój WszechŚwiat.

Więcej w następnych odcinkach i na http://www.abraham-bank.org/forum-pl/prawo-przyciagania-f3/

Kontakt: podejmowanie.decyzji@czynnikomega.pl