środa, 4 lipca 2018

Przedstawiciele służby zdrowia przyznają, że szczepionka przeciw grypie nie działa




Albertowi Einsteinowi przypisuje się powszechnie powiedzenie, że szaleństwem jest robienie tej samej rzeczy cały czas i oczekiwanie innych rezultatów. Według tej definicji cała opieka zdrowotna większości rozwiniętych krajów jest szalona. A to dlatego, że nalega ona co roku, żeby ludzie się szczepili przeciwko grypie, kiedy za każdym razem okazuje się to nieskuteczne?
Brytyjski Daily Mail informował niedawno, że tegoroczna szczepionka przeciwko grypie została zaprojektowana pod niewłaściwe szczepy, przez co tysiące ludzi, którzy już ją przyjęli, zmarnowali swój czas i pieniądze rządu.
Według Daily Mail agencja Public Health England (PHE) podała oficjalnie, że trójwalentna szczepionka, która ma zapobiegać jednemu szczepowi „B” i dwóm szczepom „A” grypy, jest nieskuteczna przeciwko tegorocznym dwóm najpowszechniejszym i złośliwym szczepom: typowi B/Yamagata i szczególnie agresywnemu szczepowi H3N2 znanemu jako „Aussie flu”. Pośród wszystkich szczepów te dwa znacząco nadwyrężyły zasoby już i tak przeciążonej brytyjskiej Państwowej Służby Zdrowia (National Health Service).
Przedstawiciele służby zdrowia powiadomili, że trzeba było odwołać ponad 55 000 operacji z uwagi na „ogromne” przeładowanie szpitali z powodu epidemii grypy. Dziesiątki szpitali ostrzegają, że nie mają już wolnych łóżek dla nowych pacjentów.
Rosną obawy, że tegoroczny okres grypowy okaże się najgorszy od ponad 50 lat. Eksperci od dawna mówią, że szczepionka przeciwko grypie jest całkowicie bezwartościowa, szczególnie w przypadku najstarszych i najwrażliwszych pacjentów (powyżej 75 roku życia), których najczęściej nakłania się do ochronnego szczepienia.
Według PHE w roku 2016 przeciwko grypie zaszczepiło się 11 milionów Brytyjczyków, a mimo to liczba zgonów przypisywanych tej chorobie wzrosła o 40 procent. Tegoroczna szczepionka prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej bezużyteczna przy przewidywanej zaledwie 20-procentowej skuteczności.
Tłum. Nexus
Na podstawie: https://www.naturalnews.com/2018-01-12-health-officials-admit-the-flu-jab-does-not-work-vaccine-in-circulation-targets-wrong-strain-as-is-usually-the-case.html
źródło: wolna-polska.pl

Opublikowano , autor:
Nie chodzi tylko o grypę ale o wszystkie choroby,
Podzielono jedną jako ubytek chwilowo energii,
Na tysiące odmian na podstawie różnych objawów.
 Dopóki nikt mi nie wyjaśni jak działa Placebo,
Jako przedstawiciel służby zdrowia w nie nie uwierzę. 
Wierzę gorąco za to w samoleczenie i pomaganie organizmowi w tym,
Leżenie, spokojem i niestresowaniem się kontaktem z naturą i Słońcem. 

Na pytanie o Placebo odpowiem że to sugestia,
Dobry lekarz to ten co sugeruje szybkie wyzdrowienie,

autor blogu

/stary mag-farmaceuta, nie drag-ista/


Wiele osób nauczyło się już nie ufać hasłom reklamowym producentów żywności i uważnie czytają etykiety produktu przed zakupem. Niestety wciąż jest liczne grono ludzi, którzy nie stosują tej samej zasady jeśli chodzi o przepisane leki.

Wciąż często ufamy lekarzom i jedyne co nas interesuje to dawkowanie. Jest to poniekąd zrozumiałe, ponieważ spora część ulotki napisana jest często w sposób niejasny i niezrozumiały dla osoby spoza branży medycznej lub farmaceutycznej. Pamiętajmy jednak, że to nasze zdrowie a nie lekarza, nota bene często edukowanego przez przedstawicieli farmaceutycznych, jest tu na szali.

Dlatego zanim przyjmiemy jakikolwiek lek, bezwzględnie musimy zapoznać się z trzema częściami, które w każdej ulotce znaleźć się muszą:
– przeciwwskazania: czy jesteśmy na 100% pewni, iż nasz lekarz w przeciągu 10-15 minutowej wizyty zapoznał się ze wszystkimi naszymi schorzeniami i porównał je z listą przeciwwskazań każdego leku, jaki nam przepisał?
– interakcje z innymi lekami: ile razy nasz lekarz przed wypisaniem recepty zapytał nas czy przyjmujemy obecne jakieś leki? Ba, zdarza się że na jednej recepcie pojawiają się leki, których nie wolno przyjmować jednocześnie. Czasem to wychwyci farmaceuta a czasem nie…
– działania niepożądane (skutki uboczne): często zdarza się że są poważniejsze od samej choroby. Dowód? Wystarczy spojrzeć na działania niepożądane antybiotyku „nowej generacji” o nazwie Levoxa, często ostatnio przepisywanego przez laryngologów przy zapaleniu zatok, powszechnemu schorzeniu spowodowanemu m.in. wszechobecną klimatyzacją.
Oto lista jego działań niepożądanych: wysypka, świąd, nudności, wymioty, biegunka, bóle brzucha, niestrawność, brak łaknienia, bóle i zawroty głowy, zaburzenia równowagi, zaburzenia snu (senność, bezsenność), zwiększenie aktywności enzymów wątrobowych i zwiększenie stężenia bilirubiny we krwi, zwiększenie stężenia kreatyniny we krwi, namnażanie się opornych bakterii i grzybów (po dłuższym stosowaniu preparatu), leukopenia (zmniejszenie liczby leukocytów), eozynofilia, zapalenie jelit, rzekomobłoniaste zapalenie jelit (objawiające się ciężką uporczywą lub krwistą biegunką w trakcie lub po zakończeniu leczenia), którego przebieg może zagrażać życiu, zaburzenia czynności wątroby, w tym zapalenie wątroby, reakcje psychotyczne, splątanie, pobudzenie, niepokój, depresja, sporadycznie próby samobójcze, omamy, zachowania zagrażające życiu, parestezje, drżenia, drgawki, zaburzenia smaku i węchu, zaburzenia widzenia (niewyraźne, podwójne widzenie), zaburzenia słuchu i równowagi, zaburzenia czucia, zwiększenie częstotliwości rytmu serca (tachykardia), wydłużenie odstępu QT w zapisie EKG, pokrzywka, duszność i skurcz oskrzeli, obrzęk naczynioruchowy (obrzęk ust, języka, gardła utrudniający oddychanie), niedociśnienie tętnicze, wstrząs anafilaktyczny, nadwrażliwość na światło, reakcja podobna do choroby posurowiczej, a także zaburzenia w obrębie skóry i tkanki podskórnej (martwica skóry, wybroczyny, rumień wielopostaciowy, zespół Stevensa i Johnsona, martwica toksyczna rozpływna naskórka), hipoglikemia, osłabienie mięśni, bóle mięśni i stawów, zapalenia i zerwania ścięgien (głównie ścięgna Achillesa), nasilenie objawów miastenii, rozpad mięśni poprzecznie prążkowanych (rabdomioliza), zaburzenia czynności nerek (ostra niewydolność nerek lub śródmiąższowe zapalenie nerek), zaburzenia hematologiczne (małopłytkowość, niedokrwistość hemolityczna, agranulocytoza [znaczny niedobór granulocytów], zagrażająca życiu pancytopenia [niedobór erytrocytów, leukocytów i płytek krwi]), gorączka, alergiczne zapalenie płuc, zapalenie naczyń związane z nadwrażliwością, napady porfirii u chorych na porfirię, zaburzenia koordynacji mięśniowej.[1]
Czy po przeczytaniu powyższego zapalenie zatok nadal brzmi strasznie?
Reasumując: nikt nie zadba o nasze zdrowie tak dobrze jak my sami. Z pewnością nie możemy liczyć w tym względzie na Dział Wsparcia Sprzedaży branży farmaceutycznej, zwany potocznie służbą zdrowia. Jeśli mamy nawyk czytania etykiet kupowanej żywności (a mieć powinniśmy) to tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę na leki, które przyjmujemy. Dobrze jest również żądać od lekarzy informacji o przeciwwskazaniach, interakcjach oraz objawach niepożądanych środków, które nam przepisują oraz weryfikacji pod kątem naszego stanu zdrowia.
Autorstwo: Sedziwoj
Źródło: WolneMedia.net
PRZYPIS
[1] https://bazalekow.mp.pl/lek/65964,Levoxa-tabletki-powlekane#sideeffect



wtorek, 3 lipca 2018

DOLA CZŁOWIEKA



 

Nasze ludzkie przeznaczenie…
ano, kształtuje się ono według starych prawd jak świat…

“uważaj na swoje myśli, bo staną się słowem,
uważaj na słowa, żeby nie stały się czynami,
uważaj na swoje zachowanie, bo może zmienić się w przyzwyczajenie”

I cały czas obserwuj siebie, własną postać, bo to ona ukuje twoje przeznaczenie.

Są wydarzenia w życiu człowieka, które spadają na niego niczym gwiazdy z nieba… może jednak z tą różnicą, że kiedy gwiazdy z nieba spadają my je widzimy, ale nie doświadczamy ich na sobie… a przeznaczenie spada na nas w ciemności i czujemy cały jego ciężar…
i ma wielki wpływ na nasze życie i nie mamy wyboru… często jedynie możemy tylko żeglować po wzburzonym morzu, gdzie fala nas niesie w ciemności i czekać na lepszy czas, aby od tego ciężaru się uwolnić.

I kto tym rządzi?
A może to nasz czas, aby nauczyć się żeglowania w ciemności, poczuć oddech burzy i zrozumieć symbole jakie znaczą nam naszą drogę… może to nie są zwykłe błędne ogniki, tylko drogowskazy od naszego losu. Wyznaczają nasze pory dojrzewania, niczym pory roku i dodają siły do dalszej podróży.

Tworzymy własne przeznaczenie… ale za tym wszystkim stoi ktoś, kto pomaga, odpowiada na pytania, rozwiązuje nasze problemy…
ale zobaczysz to tylko wówczas, kiedy złapiesz równowagę w tańcu życia z ciemnością i światłem. Dopóki wirujesz w tym tańcu, brakuje ci jasnych myśli, działań… bo jesteś w nieskończonym ruchu... i często bijesz pięścią o ściany i zalewasz się potokiem łez i jak w takich warunkach możesz być architektem własnego życia?
Przystań i zakotwicz się w ciszy, zrozum co się w twoim życiu dzieje… i zdecyduj którą drogę wybrać.

Bywa, że często ktoś cię wprowadza na nowe ścieżki życia… ale ty uciekasz, a właśnie to czego chcesz tak bardzo uniknąć jest twoim wybawieniem. I tak stajesz się własnym cierpieniem… i nie możesz od niego uciec, nie możesz zmienić koloru własnego losu, nie możesz zbudować mostu na drugą stronę rzeki… i nie umiesz pływać… bo boisz się życia i nie umiesz go wyzwać na pojedynek… boisz się nawet spróbować… i tak w twoim sercu zamieszkują tylko wątpliwości… i strach - kat, który torturuje cię każdego dnia.

Nasze przeznaczenie to nie tylko marzenia, chęci… bo nic z tego nie wyniknie jak będziesz tylko marzyć siedząc na swoich zgliszczach. Musisz zacząć budować i dążyć do osiągnięcia doskonałości. A to już jest praca, systematyczność, samodyscyplina… a ty musisz pokazać światu, że już nie jesteś martwą gliną, tylko, że żyjesz i łatasz swoje dziury w podartym ubraniu… a nawet ściany w mieszkaniu… że już obrabiasz glebę... i siejesz w polu pszenicę… i pieczesz z niej chleb… i czujesz nowy puls życia, bo możesz już włożyć do ust jego gorący kęs… i chociaż jesteś jeszcze smutny, to już mieszka w tobie nadzieja - nadchodzą nowe szanse.


 

Ale nic nie zdziałasz, kiedy nafaszerujesz się prochami w poszukiwaniu Boga w sobie… i nowego życia, które Bóg ma ci podać na tacy… będąc odurzonym, nawet nie widzisz, kiedy upływa ci życie i zamykasz się coraz mocniej w swojej celi przeznaczenia i jesteś jej więźniem i po raz kolejny zwalasz wszystko na innego człowieka, w dodatku na tego, który wyciąga do ciebie rękę… i spychasz na niego odpowiedzialność za swoje winy

… a wszystko dlatego, że to ty nie umiesz wziąć odpowiedzialności za siebie, nie umiesz zrozumieć sztuki życia. Żaden człowiek na świecie nie może trzymać cię w swoim cieniu… ani żaden nie może wziąć do końca twojego losu w ręce, bo urodziłeś się ze światłem w sercu, które wskazuje ci drogę. Może to być tylko czas, że nie możesz się z nim skontaktować, ale przychodzi i ten czas, że ten błysk nadchodzi i zapala się jaśniej, tylko ty go musisz zauważyć…




… i wówczas otwieraj bramy i ruszaj do przodu… bo nadchodzi wolność i bezszelestnie otwiera okno na świat i pokazuje nowe życie, nowe szanse… i nie bój się go, tylko weź go pod pachę i idź razem z nim… bo to jest twoje przeznaczenie, które pojawiło się w twoich drzwiach na przekór szorstkości losu, czy jak mówili nasi pradziadowie naszej doli, niewidzialnej towarzyszce każdego człowieka, która prowadzi cię przez całe życie po dolinach i wzgórzach… i stawia nad otchłanią… i wyprowadza do światła przez ciemny tunel… i mimo swojej szorstkości nigdy nie zostawia cię bez pomocy… i podpowiada co masz robić, tylko otwórz uszy i oczy… bo wbrew pozorom tylko w ciemności możesz ujrzeć i poznać prawdziwą istotę światła.

Vancouver

1 July 2018
 
WIESŁAWA

Osoby okazujące wdzięczność są zdrowsze...



Kilka uzdrawiających liter 

Znasz te kilka liter na pamięć. 

Ale czy wiesz, że kiedy je wypowiadasz: 
  • Twoje serce zwalnia, 
  • ciśnienie tętnicze spada, 
  • zmniejsza się zagrożenie chorobą Alzheimera (i podtrzymujesz swoje możliwości umysłowe), 
  • poprawia się Twój sen, 
  • wzmacnia się Twoja naturalna odporność? 
Możliwe, że nie. 

Większość lekarzy także nie ma pojęcia o sile tych kilku liter. Albo przynajmniej nie mówią o tym swoim pacjentom. 

Choć wiele badań medycznych to potwierdziło. 

Dzięki tym kilku literom obniżasz ryzyko śmierci w związku z incydentem kardiologicznym, a także ryzyko demencji i depresji. Poprawia się Twój sen i ogólnie Twoje zdrowie. Zwłaszcza, że te kilka liter pomaga Ci dotrzymywać dobrych postanowień, takich jak uprawianie sportu czy jedzenie mniejszej ilości słodyczy! W dalszej części tego artykułu podam odwołania naukowe. 

Ponadto zaletą tych kilku liter jest to, że nic nie kosztują. I nie mają niepożądanych skutków ubocznych. 

Kilka uzdrawiających liter 

Tych kilka uzdrawiających liter to… D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę, dziękuję! 

Faktem jest, że wystarczy odczuć autentyczną wdzięczność, a zatem zapragnąć z całego serca podziękować komuś, by Twoje zdrowie nieco się poprawiło. 

Zostało to naukowo udowodnione: 
  • Londyńscy terapeuci, którzy prosili pacjentów o odczuwanie codziennie odrobiny wdzięczności, stwierdzili, że pacjenci ci spali lepiej i mieli mniejsze nadciśnienie po upływie dwóch tygodni. 
  • Lekarze z Bostonu (Stany Zjednoczone) stwierdzili, że pacjenci po próbie samobójczej poddawani ćwiczeniom psychologicznym zmierzającym do wzmocnienia odczuwania wdzięczności doświadczyli zmniejszenia poczucia beznadziei w 90% przypadków. 
  • Zespół naukowców z Irlandii wykazał, że w grupie, której uczestnicy mieli codziennie zanotować pięć powodów wdzięczności, poziom stresu i depresji spadł o 27%. 
  • W latach 90. ubiegłego wieku w Kalifornii profesor Emmons wykazał poprawę stanu zdrowia swoich studentów i pacjentów cierpiących na poważne schorzenia nerwowo-mięśniowe, od kiedy notowali codziennie przez trzy miesiące pięć pozytywnych wydarzeń w ich życiu4. 
Kilka przydatnych rad, aby i Tobie łatwo było skorzystać z dobroczynnych skutków wdzięczności: 
  • Zacznij prowadzić dziennik, w którym codziennie zanotujesz pięć powodów zadowolenia. 
  • Codziennie zarezerwuj sobie pięć minut, w ciszy i z zamkniętymi oczami, aby pomyśleć o powodach odczuwania wdzięczności, np. za fakt, że się urodziłem, że mam dach nad głową i mam co jeść. 
  • Staraj się myśleć o tym, co Cię może spotkać dobrego w Twoim życiu, zamiast o tym, co idzie źle. 
  • Przestań zazdrościć tym, którzy mają więcej niż Ty, i staraj się doceniać to, co masz; poświęcaj także czas, by myśleć o tych, którzy cierpią więcej niż Ty. 
  • Naucz się cieszyć prostymi rzeczami, biorąc przykład z mieszkańców biednych krajów, którzy śmieją się, tańczą i bawią, pomimo trudności materialnych. 
  • A nawet naucz się cieszyć z trudnych doświadczeń, gdyż często z z czasem przynoszą one pozytywne skutki. 
Uwaga na moralizatorskie i przewrotne porady 

Uważaj, by nie posunąć się za daleko. Pomimo „radości z trudnych doświadczeń”, trzeba zaakceptować również, że przygnębienie i smutek w chwili nieszczęścia to stan normalny. 

Czasem trzeba umieć sobie pobłażać, dając sobie prawo do odczuwania smutku i poruszenia, oczywiście nawet, jeśli są ludzie bardziej nieszczęśliwi. 

Każdy przeżywa przeciwności w swoim życiu jak może. Tylko samemu można ocenić własne cierpienie. 

Spotkałem w życiu ludzi, którzy całkowicie utracili równowagę psychiczną w wyniku kradzieży lub utraty pracy, i innych, którzy odnaleźli pełną radość z życia pomimo wypadku, w wyniku którego pozostali inwalidami na resztę życia. 

Kiedy ktoś cierpi, wydawanie mu poleceń typu weź się w garść czy dawanie dobrych rad, że powinien odczuwać wdzięczność za życie, zobaczyć dobre strony i przekonać się, że mogłoby być gorzej, nie ma sensu. To wręcz okrutne. 

Nie da się porównać cierpień Istnieją tysiące chorób. 

Nie zawsze dadzą się porównywać. 

Czy można powiedzieć, że osoba mająca problemy z prostatą cierpi bardziej niż osoba chorująca na cukrzycę? Albo że choroba zwyrodnieniowa stawów jest gorsza niż bóle nerek? Czy lepiej stracić dziecko czy być niepełnosprawnym? Chorować na depresję czy paść ofiarą obezwładniającej rwy kulszowej? 

Na te pytania nie ma dobrej odpowiedzi. Każdy przypadek jest wyjątkowy. 

Każdy reaguje zgodnie ze swoją historią, swoją osobowością, swoimi zranieniami i swoimi siłami. Czasem w sposób nieoczekiwany. 

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. 
Czy aby na pewno?! 

Ale najbardziej porusza mnie zdanie: Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.
Po tych wszystkich latach, moje doświadczenie podpowiada mi, że wręcz przeciwnie – wiele osób wychodzi ostatecznie osłabionych, wręcz zrujnowanych z wypadku lub choroby, które ich nie zabiły! 

Wszystko, co można w takim przypadku zrobić, to wziąć taką osobę za rękę, popatrzeć jej w oczy i powiedzieć jej szczerze, z głębi serca: Tak mi przykro. To musi być bardzo trudne dla Ciebie. Musisz bardzo cierpieć! 

Uznać jej cierpienie. I nie relatywizować, a przede wszystkim nie negować. 

Zalety wdzięczności 

Ale wróćmy do zalet wdzięczności. 

Jest jedna bardzo interesująca kwestia do zapamiętania z badań naukowych, które wykazują, że osoby okazujące wdzięczność są zdrowsze. 

To coś, na co nikt nie kładzie nacisku. Ale kiedy zaczyna się o tym myśleć, ten fakt wręcz rzuca się w oczy. 

Za każdym razem jest to doświadczenie zbiorowe: ktoś zaleca uczestnikom, by aktywnie okazali wdzięczność, w szczególności notując w zeszycie powody do wdzięczności. 

I to właśnie tu jest pies pogrzebany. 

Rady, których Ci udzieliłem, by postarać się odczuwać wdzięczność bardzo trudno zastosować, kiedy jesteśmy sami. 

I to jest bardzo poważny problem: 

Znaczenie wspólnych rytuałów 

W dawnych czasach życie krążyło wokół wspólnych rytuałów. 

Nie tylko pomagały razem przeżywać chwile wdzięczności, ale także praktycznie zmuszały do tego! 

Większość ludzi recytowała modlitwy przed i po każdym posiłku, aby podziękować za jedzenie. Także rano i wieczorem, i co niedzielę, i w każde święto w kościele, mówiło się „dziękuję” w słowach, pieśniach, za wszystko, co dobre w życiu. 

Dziękowało się Stworzeniu, Bogu, rodzicom, bliźnim, zmarłym! 

Żydzi od wieków modlili się niezwykłą pieśnią, „Psalmem Stworzenia”, w której dziękowali za wszystko na Ziemi i we Wszechświecie, za księżyc i za słońce, za gwiazdy, za wiatr, za śnieg, za wszystkie ryby, zwierzęta, rośliny itd., itd. 

Podobne rytuały istnieją także w innych kulturach. 

Kiedy wyrażanie wdzięczności osiąga wymiar społecznościowy, wspólnotowy, staje się łatwe, oczywiste, przyjemne i konstruktywne. 

Znaczenie towarzyszenia, wsparcia 

Nie jest zaskakujące, że uczestnicy eksperymentów naukowych odczuli korzyści z tego płynące. Z pełną świadomością, że profesorowie w białych kitlach przyjdą i sprawdzą, że rzeczywiście powody wdzięczności zostały zapisane w zeszytach, uczestnicy tych badań mieli motywację, by to zrobić. 

Ale bardzo trudno jest zrobić to samo, kiedy jest się samemu i nikt nas nie wspiera! 

Wiemy, że zwykły udział w badaniu naukowym, gdzie jesteśmy poddani obserwacjom, gdzie ważni ludzie zajmują się nami i interesują się naszym życiem, poprawia nastrój, chęć życia i obniża naszą naturalną tendencję do troski o teraźniejszość i o przyszłość. 

W latach 70. ubiegłego wieku przeprowadzono słynne badanie. Rzekomi „eksperci w dziedzinie światła” wyjaśnili robotnikom w fabryce, że będą analizowali działanie natężenia światła na produktywność. 

Przez cały dzień przechadzali się więc po fabryce, zwiększając lub zmniejszając oświetlenie. 

W rzeczywistości byli podpuszczani. Nasi fałszywi naukowcy zmieniali natężenie światła przypadkowo. 

A mimo to, produktywność fabryki uległa podwojeniu podczas badania. Robotnicy byli tak zadowoleni, że ktoś interesował się nimi i obserwował ich przy pracy, że ich motywacja istotnie wzrosła! 

I rzeczywiście: kiedy ktoś się nami interesuje, bierze za rękę, prowadzi do grupy, angażuje w jakiś projekt, czujemy się lepiej. 

Jaka z tego płynie nauka? 

Oczywiście, odczuwanie wdzięczności i solidarności jest bardzo budujące dla człowieka. Uspokaja, wzmacnia, nie dziwi więc, że poprawia się jakość snu, że spada ryzyko depresji, że stres się zmniejsza, a zatem zwalnia również serce, spada ciśnienie tętnicze, a wraz z nim – zagrożenie incydentem sercowo-naczyniowym… 

Ale prawdziwym kluczem do osiągnięcia takiego stanu jest to, by nie zmuszać się do wdzięczności. 

By budować lub odnajdować wokół siebie więzi przyjaźni, solidarności, społeczny kręgosłup i wspólne rytuały – równie niezbędne człowiekowi jak jedzenie… 

Oto prawdziwe wyzwanie. 

To wtedy lepsze jedzenie, zdrowsze życie, bardziej regularny i lepszy sen oraz poczucie większej radości będą nam się wydawać oczywistością, tak łatwą, że aż… wytrącającą z równowagi. 

Wniosek ten może się wydawać nieco zniechęcający. Ale zachęcam, by spojrzeć nań jak na nawoływanie do powrotu do bardziej ludzkiego społeczeństwa, świadomego głębokich i naturalnych potrzeb każdego z nas. To konieczność, która robi się coraz pilniejsza! 

Zdrowia życzę, 
Jean-Marc Dupuis

Tekst pochodzi ze strony https://www.pocztazdrowia.pl/artykuly/kilka-uzdrawiajacych-liter © Poczta Zdrowia sp. z o.o.

Wit C i sepsa: wyszło szydło z worka. Thomas E. Levy



Olbrzymia skuteczność wit. C w rozwiązywaniu każdej z szerokie-go wachlarza infekcji nie jest zaskoczeniem dla nikogo kto przynajmniej poświęcił trochę czasu na zbadanie dużej liczby literatury na ten temat. Ale liczba lekarzy i laików którym znana jest terapeutyczna zdolność wit. C nadal jest mała.
Co więcej, zarówno prasa medyczna, jak i prasa ogólna ciągle nie przekazują konsumentom tej niewiarygodnie ważnej informacji. Wręcz przeciwnie, prasa konsekwentnie generowała wprowadzające w błąd artykuły „wspierane” przez odważne kłamstwa, w zasadzie zapewniając, że wit. C jest nie tylko nieskuteczna, ale może również być toksyczna i może uszkadzać nerki, a także prawdopodobnie powodować szereg innych problemów zdrowotnych.
Ukrywana prawda o wit. C 
Ustalone fakty pokazują, że wit. C nie ma żadnej zdefiniowanej toksyczności na żadnym poziomie przyjmowania, nie jest droga i łagodzi wiele stanów, które w dużej mierze nie reagują na główny nurt medycyny. W porównaniu z toksycznymi, drogimi i często minimalnie skutecznymi lekami na receptę, nietrudno zrozumieć, dlaczego wartość i skuteczność terapii wit. C zawsze pozostawały nieuznane, a nawet ukrywane przez osoby, którym powierzono mówienie prawdy.
Lekarze, czasopisma medyczne i media muszą zawsze być otwarci na nowe informacje, niezależnie od tego, w jaki sposób może to wpływać na interesy finansowe.
Niedawno media głównego nurtu, zarówno w tv, jak i w druku poinformowały, że dr Paul Marik z Eastern Virginia Medical School w Norfolk w Wirginii stosował metodę na oddziałach intensywnej terapii u pacjentów, u których zdiagnozowano zaawansowaną sepsę i wstrząs septyczny. Sepsa to infekcja całego organizmu, która szybko ewoluuje do stanu niskiego ciśnienia krwi (wstrząs) i niewydolności wielonarządowej z powodu zarówno samej infekcji, jak i słabego przepływu krwi w następstwie niskiego ciśnienia krwi.
Obecnie sepsa jest najbardziej powszechną przyczyną zgonu u hospitalizowanych pacjentów, rutynowo zabijająca 30%-50% takich pacjentów, i odbierającą życie co roku na całym świecie.
Leczenie wit. C przynosi ratujące życie rezultaty pacjentom ze wstrząsem septycznym
Znając już obszerną literaturę o wit. C i infekcjach, dr Marik postanowił wypróbować dożylnie podawaną wit. C [Dr. Marik decided to try intravenous vitamin C] razem z hydrokortyzonem i tiaminą, na 48-letniej kobiecie umierającej z powodu wstrząsu septycznego. Jak mówi dr Marik, „następnego ranka spodziewałem się, że kiedy przyjdę do pracy ona będzie martwa”. I dodał: „Ale następnego ranka doznałem największego szoku w życiu”, bo stan pacjentki wyraźnie się poprawił i spokojnie przechodził do całkowitego wyzdrowienia.
Dr Marik, pryncypialny lekarz, który nie zamierzał przeczyć temu co on i jego personel wyraźnie widzieli, wtedy przystąpił do ustanowienia metody leczenia wit. C / hydrokortyzon / tiamina dla 47 kolejnych pacjentach septycznych w ciągu następnych 7 miesięcy. Porównał wyniki osiągnięte u tych pacjentów retrospektywnie z grupą kontrolną septycznych pacjentów leczonych inną metodą w ciągu poprzednich 7 miesiącach tylko patrząc na okres przeżycia.
Wyniki dr Marika były oszałamiające, delikatnie mówiąc. Tylko 4 na 47 pacjentów leczonych jego metodą nie przeżyło (8.5%), zaś 19 na 47 z grupy kontrolnej zmarło (40.4%). Żaden z leczonych pacjentów nie doznał niewydolności żadnego narządu, i wszystkich leczonych można było odstawić od wazopresorów (leki wspomagające ciśnienie krwi) w ciągu około 24 godzin od rozpoczęcia leczenia.
Co więcej, dr Marik zauważył również, że wszyscy 4 leczeni pacjenci, którzy zmarli, nie zmarli z powodu wstrząsu septycznego, a z powodu leżących u ich podłoża zaburzeń. Po tym badaniu dr Marik zwiększył liczbę leczonych pacjentów z ciężką sepsą i wstrząsem septycznym do 150, i tylko 1 z tej grupy zmarł z powodu samej sepsy. Przejście od 30-50% śmiertelności przy użyciu standardowych metod leczenia sepsy do osiągnięcia śmiertelności związanej z sepsą poniżej 1% za pomocą terapii dożylną wit. C / hydrokortyzonem / tiaminą w tej małej grupie leczącej jest cudowne.
Gdyby opracowano nowy lek, który mógłby dawać te zdumiewające wyniki, nazwano by go cudownym lekiem.
Ratowanie życia niedrogą, BEZPIECZNĄ i skuteczną wit. C
W niedawnym wywiadzie dr Marik podzielił się następującymi obserwacjami: „w podawanych dawkach wit. C jest absolutnie bezpieczna. Metoda ta nie wykazuje żadnych komplikacji, skutków ubocznych czy ostrzeżeń. Pacjentom z rakiem bezpiecznie podaje się dawki do 150 g – 150 razy większe od naszej dawki.
U pacjentów z zaburzeniami czynności nerek zmierzono poziomy szczawianu,  wszystkie były w bezpiecznym zakresie. U każdego pacjenta leczonego ta metodą wystąpiła poprawa czynności nerek”. Tyle o nigdy niekończącym się ataku na wit. C jako zagrożeniu dla zdrowia nerek. Dr Marik skomentował też całkowite bezpieczeństwo używanych w tej metodzie dawek hydrokortyzonu, jak i jak niedroga była ta metoda.
Żaden lekarz nie może  ignorować ratujących życie realiów wiążących się z leczeniem wit. C
Dr Marik powiedział też, że pacjenci w stanie krytycznym mają albo bardzo niski, albo niewykrywalny poziom wit. C we krwi.  Samo to zawsze uzasadnia podawanie wit. C.
Można naukowo uzasadnić argument, że pacjent septyczny w końcu umiera właśnie z powodu tego ogromnego braku wit. C w organizmie.
Warto również zauważyć, że dr Marik stosował dawkę 1.5 g wit. C dożylnie co 6 godzin przez 4 dni lub do czasu wypisu z OIOMu. Udowodniono, że znacznie większe dawki wit. C są tak samo bezpieczne jak ta dawka, a zwiększenie dawki wit. C powinno zawsze pozostać opcją, jeśli stan pacjenta nie od razu się poprawi, czy nawet ulega pogorszeniu.
Mówiąc medyczno-prawnie, wyszło szydło z worka. Dzięki rozgłosowi danemu metodzie dr Marika, zwłaszcza w TV i video w internecie, lekarze nie są już w stanie odmówić pacjentowi korzyści z takiej terapii, ani nawet mówić, że o niej nie słyszeli. Lekarze mają obowiązek należytej staranności w kształceniu się na temat najbardziej aktualnych zaleceń terapeutycznych dotyczących danego schorzenia.
To jest szczególnie ważne skoro metoda jest:
1. Niedroga
2. Nietoksyczna, i
3. Skuteczna.
Gdy leczenie jest bardzo drogie, znacząco toksyczne i / lub wątpliwie skuteczne, uzasadniony argument medyczno-prawny może sprawić, że je się wycofa. ŻADNE z tych rozważań nie dotyczy koktajlu wit. C, hydrokortyzonu i tiaminy dr Marika.
Nawet jeśli kolejne badania wykażą mniej dramatyczne wyniki niż te uzyskane przez dr Marika w jego serii septycznych pacjentów, nie ma żadnej obrony jaką może zaoferować lekarz, oprócz arogancji i dumy z „mówienia” mu co ma robić, by odmówić tej metody pacjentowi umierającemu na OIOMie i nie reagującemu na tradycyjne antybiotyki i leczenie podtrzymujące.
Leczenie wit. C powinno się uważać za potężne narzędzie dla zachodniej medycyny
Aby było całkowicie jasne: nigdy nie może być argumentu, że metoda dr Marika zastąpi inne wskazane metody. I nawet jeśli nadal trwa debata nad tym jak skuteczna może ona być w przypadku sepsy, wraz z typowymi domaganiami  się o „dalsze badania” w celu ilościowego określenia tej skuteczności, to nie może być rozsądnej debaty żeby pacjentowi odmówić możliwości stosowania  niedrogiej i nietoksycznej terapii – zwłaszcza gdy w ciągu kilku dni czy nawet kilku godzin może wystąpić duża szansa zgonu.
Kiedy coś jest tanie i nietoksyczne, nie trzeba czekać lat na „ostateczne” wyniki. Medycyna lubi być być wyrafinowana i dobrze zdefiniowana, ale czasami tylko wiedza, że coś ci nie zaszkodzi, a często pomoże, to wszystko czego naprawdę potrzebujesz.
Podejmij kroki prawne – w razie potrzeby 
Tej części chyba nie warto tłumaczyć…
Tłum. Ola Gordon/http://chomikuj.pl/OlaGordon
do obejrzenia:
źródło polskie: https://wolna-polska.pl



Sam ją stosuję od wielu lat z powodzeniem na przeziębienie,
Zapobiegawczo w zimie codziennie pół do 1 cytryny z miodem.

W lecie to już mniej bo wiadomo, że znajduje się w owocach,
Osobiście mam zaufanie do naturalnej niż kwasu askorbinowego.
 
Mam takie wrażenie, że to co z natury jest naturalne,
A to co z autoklawu jest sztuczne tak jak proteza ręki.
 
Drugą rękę da się oszukać protezą, ale głowy już nie,
Podobnie może być z komórkami ciała ludzkiego...
 
Daję to jedynie do przemyślenia, bo i tak wiem, że leczy sugestia intuicji,
Niestety może wytwarzać ona hormony szczęścia tak jak i paraliż strachu.

autor blogu

poniedziałek, 2 lipca 2018

Zostaliśmy oszukani

Zostaliśmy oszukani - wywiad z Marcelem Messingiem

Zostaliśmy oszukani - wywiad z Marcelem Messingiem Droga do prawdy wybrukowana jest paradoksami — Oscar Wilde
Marcel Messing holenderski pisarz, religioznawca, filozof i poeta urodził się w roku 1945 w Hadze. Studiował i przez trzynaście lat wykładał antropologię kulturową, filozofię oraz religioznawstwo porównawcze. Następnie był pracownikiem naukowym w Biblioteca Philosophica Hermetica w Amsterdamie.
Często uczestniczy w programach radiowych. Pełni funkcję doradcy przy telewizyjnych realizacjach filmów dokumentalnych z dziedziny religii i mistyki. Napisał wiele książek, artykułów oraz tomików poezji. Jest redaktorem holendersko-belgijskiego czasopisma Inzicht oraz współpracuje przy wydawaniu holenderskiego magazynu Prana. Należy do Klubu Budapeszteńskiego i wraz z innymi wybitnymi członkami tego gremium wygłasza w różnych krajach prelekcje oraz wykłady na temat przemian zachodzących na Ziemi. Służył jako konsultant naukowy w wyprodukowanej przez telewizję holenderską serii programów Via Mystica.
W swoich książkach Messing porusza kwestie religii i duchowości na przestrzeni dziejów, prezentując i łącząc zdobycze mistyki Wschodu oraz Zachodu. Pobierał nauki m. in. od tybetańskich rinpoches.
W języku polskim ukazała się książka Las Wtajemniczenia - opowieść o wyzwoleniu i doświadczeniu mistycznego przekazu (W-wa 1966, Wydawnictwo Eneteia). W 2004 roku na rynku pojawiła się, napisana wspólnie z E. van Ruysbeekiem, Ewangelia Tomasza - zbiór nauk Jezusa opatrzonych poetyckimi i religioznawczymi komentarzami. Latem 2006 nakładem Wydawnictwa KOS została wydana książka Bezdrożny ląd - zbiór esejów odnoszących się do najważniejszych kwestii filozoficznych i duchowych nurtujących współczesnego człowieka.
Przesłanie Messinga poparte przykładem życia  zgodnego z głoszonymi hasłami, staje się na Zachodzie coraz powszechniejsze, przynosząc mu światową sławę i ogromny wzrost nakładów jego książek z każdym rokiem.
Prolog

Załóż, że wszystko, co wiesz, nie tylko nie jest właściwe, lecz że są to bardzo starannie dobrane kłamstwa.
Załóż, że twój umysł wypełniony jest nieprawdą - o sobie, o historii, o otaczającym cię świecie - zaszczepioną przez wpływowe siły, aby ukołysać cię do snu samozadowolenia.
Twoja wolność jest iluzją. Jesteś pionkiem w spisku, a twoja rola, jeśli masz szczęście, ogranicza się do ubezwłasnowolnionej ofiary  kłamstwa.


(Charles Paul Freund If History is a Lie: America’s Resort to Conspiracy Thinking, „Washington Post”, 19 stycznia 1992.)
Panie Messing, witam Pana w studio. Co spowodowało, że napisał Pan tę książkę?
- Tytuł w języku holenderskim: WWW: Worden Wij Wakker? (po polsku: WWW: Czy się przebudzimy?) wskazuje na internet. Nie jest to jedyny temat tej pracy. Głównym wątkiem pozostaje ukryta gra różnych sił na światowej scenie w celu nie tylko opóźnienia duchowej ewolucji człowieka, lecz nawet jej zniszczenia.

Zacząłem zastanawiać się, jak postąpić w sytuacji, kiedy ma się oczy i uszy otwarte, kiedy wiele się widzi i wie, a przy okazji rodzi się pytanie: co to wszystko znaczy? Zbiegiem okoliczności było też, że 11 września 2001 roku, podczas naszego powrotu z emigracji w Pirenejach - z Ariege, który jest moim ulubionym francuskim departamentem - do Brugii w Belgii, dotarła do nas wiadomość o zamachu w Nowym Jorku.
Natychmiast zaczęły rodzić się pytania nie tylko w moim umyśle, ale przede wszystkim - w sercu. Obserwując, zacząłem powoli odkrywać pewne wzorce, schematy, które wskazują na coś całkiem innego niż to, co chce nam udowodnić tzw. walka z terroryzmem. Badania, kontakty, literatura i różne starożytne źródła pomogły mi odkryć zupełnie inną rzeczywistość i w tym właśnie momencie zrodziło się we mnie głębokie przekonanie, że nie mogę stać z boku widząc tyle zła, cierpienia i łez.
Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam zamiaru popadać w dualizm i twierdzić, że tu są dobrzy, a tam źli, bo każdy dobry człowiek ma swój cień, a ten, którego nazywamy złym, nosi w sobie również światło. Nigdy więc nie możemy twierdzić, że ten jest absolutnie dobry, a tamten absolutnie zły. Obecna walka pomiędzy siłami Światła i Ciemności ma swój początek w bardzo odległych epokach. Postanowiłem o tym napisać, gdyż żyjemy w szczególnym okresie - w czasach decydujących o ludzkiej ewolucji duchowej.

Pod pozorem walki z terroryzmem Co chciałby Pan przekazać?
- Istotą tego, co chciałbym przekazać, jest ujawnienie, iż wydarzenia z 11 września to nie tylko zniszczenie wieżowców w Nowym Jorku i walka z terroryzmem, na czym koncentruje się większość. Pragnę uzmysłowić istnienie siatki organizacyjnej, mającej na celu zwalczanie nie jakiegoś konkretnego wroga: mowa tu o wojnie przeciw ludzkości. W wojnie tej obecna jest manipulacja siłami, polaryzacja. Także religie wciągane są w tę grę. Studiowałem antropologię i religioznawstwo porównawcze, stąd też moje zainteresowanie tym tematem i chęć przedstawienia, w jaki sposób używa się poszczególnych religii do określonych celów. W trakcie badań, gdy przyglądałem się tragedii z 11 września, zrodziło się we mnie wiele pytań. Dokonałem też odkrycia, że większość panujących opinii nie odzwierciedla prawdy i dlatego wskazuję na siły, które próbują - np. drogą elektroniczną - wciągnąć ludzkość w elektromagnetyczną pułapkę, w której człowiek traci  swą wolność osobistą.
Innym faktem jest istnienie planów, aby zwierzętom i ludziom wszczepić chipy w celu ich podporządkowania. Wszystko po to, żeby niewolniczo służyć wspomnianym już siłom. Temu też podporządkowywane są tzw. nowe zarządzenia, ograniczające naszą wolność i prawa, stawiające sobie za cel niby zwalczanie terroryzmu. Na lotniskach jesteśmy kontrolowani przez biometryczny paszport, scan tęczówki, odcisk palca, szeroko stosuje się kamery i komputery - wszystko w celu roztoczenia pełnej kontroli.

Tzw. walka z terroryzmem jest odwróceniem uwagi od faktycznego celu, jaki mają zaangażowane w to siły. A jest nim podporządkowanie ludzkości, usidlenie jej za
pomocą elektromagnetycznej pułapki i poprzez promieniowanie oraz różne energie, nie wyłączając epidemii, osaczenie jej całkowitą kontrolą.
Nie do tego jednak zostaliśmy powołani jako ludzie i nie taki jest nasz prawdziwy cel. Całym sercem wiem i podkreślam, że sercem, a nie rozumem, iż człowiek jest stworzony, by realizować się duchowo, wyrazić cały swój potencjał duchowy właśnie teraz, w tej fazie ewolucji ludzkości. Natomiast siły, o których była mowa wcześniej, pragną temu zapobiec.

Brzmi to jak horror. Dlaczego o tym nie wiemy?
- Ponieważ wiedza na ten temat nie jest udostępniana. Podczas pisania swojej pracy korzystałem z 480 źródeł. Były to książki, artykuły, cytaty i strony internetowe. Jest wiele wskazówek mówiących o świadomym uniemożliwianiu dostępu do informacji we wspomnianym zakresie.
Nikogo nie oskarżam, ale należy tu wspomnieć o braku zainteresowania ze strony polityków i mediów. A jeśli już ktoś odważy się i poruszy ten temat, traktowany jest cynicznie, albo kpi się z niego i ośmiesza.

Wygląda to na ignorancję.

- Tak. W istocie rzeczy jest to ignorancja. Na szczęście coraz więcej ludzi, niekiedy
zorganizowanych w małe grupy, interesuje się tą sprawą, dostrzegając, o co tu chodzi. Jest to rzeczywiście horror podobny do powieści George'a Orwella Rok 1984, z tą tylko różnicą, że książka Orwella wydaje się bardzo przestarzała w porównaniu z obecnymi możliwościami techniki i taktykami współczesnej elity, próbującej zapanować nad światem. Technika, którą oni operują, jest niesamowicie zaawansowana, począwszy od najnowocześniejszych cray-komputerów w Pentagonie, aż po nanotechnologie.
Francuski profesor Jean Pierre Petit, jeden z najsłynniejszych astrofizyków, mówi, że nie zdajemy sobie sprawy z ich know-how, z wiedzy i możliwości tej elity.

Jaki cel stawia sobie światowa elita? Do czego służy cała ta gra?

- Gdyby oni byli świadomi praw panujących w Kosmosie, praw harmonii, którym nie można się przeciwstawić, nigdy nie zaczynaliby tej gry. I dlatego można tu mówić o ignorancji. Przekonanie, iż arogancją jesteśmy w stanie przeciwstawić się Prawom Kosmicznym, świadczy o ignorancji, życiu w iluzji, złudzeniu, chęci panowania, absolutnej niewiedzy. Są to słowa Buddy, który nauczał, że nasza ignorancja, pożądanie i niewiedza stanowią źródło cierpienia.
Badając dogłębniej skąd bierze się początek tej elity, docieramy aż do Sumeru. To dzisiejszy Irak, gdzie rozgrywa się finał walki, w którą został zaangażowany cały świat. Wielu zadaje sobie pytanie: co to wszystko ma znaczyć? Irak, dawniejszy Sumer, gdzie Eufrat i Tygrys przypominają o opisanym w Księdze Rodzaju powstaniu świata, stanowi kolebkę najstarszej wiedzy ludzkości. Nawet tę wiedzę próbowano nam odebrać, bombardując muzeum w Bagdadzie. Na szczęście uratowano pewną ilość starych glinianych pojemników i tablic.
Amerykanie byli zdziwieni, że znajdowało tam aż tyle wyrobów z gliny, a ich minister przyznał: I didn't know that they had such a lot of pottery. Wspomniane tablice są starsze niż opowieści o stworzeniu, starsze nawet niż indiańskie mity o powstaniu świata.

Gliniane tablice sumeryjskie i
Upadli Stróże

Wszystko, o czym teraz mówimy, ma wiele warstw. Media i politycy skomentowali wydarzenia z 11 września na swój sposób i tak nam to przekazali. Trudno jest im spojrzeć na nie inaczej, ale i tam zachodzą zmiany. Zrozumiałym jest, że odkrywanie każdej następnej warstwy, głębsze spojrzenie ukazujące grę, która toczy się za kulisami wydarzeń, może przekraczać nasze wyobrażenia. Stąd też drwina i kpina dziennikarzy komentujących wiadomości o tzw. spisku. Można sobie z tego drwić, ja jednak wiem, że badałem wszystko dokładnie i rzetelnie.
Uczono mnie też, aby zawsze najpierw wysłuchać, co mają do powiedzenia ludzie kompetentni w danej materii. Tak właśnie postąpiłem, badając źródła i prace wielu autorów. Wspomniane uprzednio Gliniane Tablice Sumeryjskie czy źródła hermetyczne, jak też esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, o jakich niektórzy mówią, że nie były one esseńskie - i tu rozpoczyna się dyskusja - wszystkie te źródła wskazują na teraźniejsze wydarzenia.
Gliniane Tablice zawierają piękną opowieść Enuma Elisz, co dosłownie znaczy Ci z góry. Jest tu mowa o bogach - nie o Bogu - o bogach, którzy w nieujawnionych przez Kościół tekstach apokryficznych nazywani byli Stróżami, a później aniołami, upadłymi aniołami. Jest to określenie błędne. Oni nie upadli, oni przyszli tu z góry, od biedy więc można to też nazwać upadkiem. Mieszkańcy Ziemi określili ich zatem jako Enuma Elisz - Ci z góry, a Kościół nazwał upadłymi. Należy też przypomnieć, że nasze mózgi są porządnie wyprane, a cynizm i drwiny nie świadczą o otwartym i światłym umyśle, gdyż taki umysł bada.

Zacznijmy od faktu, iż całkowicie zapomnieliśmy, że jesteśmy dziećmi gwiazd. Oznacza to, że nasza planeta należy do większej konstelacji gwiezdnej, o czym wiedzieli też dawni astronomowie, jak Kepler, Galileusz i filozof hermetyczny, jakim był Giordano Bruno. Również współczesny naukowiec Stephen Hawking stawia tezę, że Uniwersum (Kosmos) stanowi rodzaj duchowego organizmu. Dawniej powiadano, że planety posiadają duszę, że na innych globach możliwe jest życie. Wspominał o tym też Bruno. Wszystko to zostało przekreślone przez tzw. super-racjonalizm, z punktem kulminacyjnym nazwanym Oświeceniem. Nie chodzi tu o Oświecenie, o którym mówił Budda, lecz o wywyższenie rozumu dosłownie ponad wszystko. Nas wychowano w przeświadczeniu, że aniołowie to jakieś uskrzydlone istoty, dodano do tego opowieści o diabłach i upadłych bytach. Zapomnieliśmy jednak, że Tablice Sumeryjskie zawierają przekaz o Upadłych Stróżach z planety Nibiru, a nie o upadłych aniołach.
Udowadnia to w precyzyjny sposób w swojej fascynującej książce Dwunasta Planeta Zecharia Sitchin, wielki izraelski naukowiec i erudyta. Właściwie jest ona dziesiątą planetą, nazwaną Planetą X, przy czym X oznacza też Wielka Nieznana. Sitchin pisze o tym bardzo
przekonująco. A ja pytam jego krytyków: zna pan źródła? Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić. Sitchin udowadnia w wielu swoich pracach, że zawsze istniał kontakt z innymi gwiazdami i planetami. Pisze o Nibiru, tej samej, o której jest mowa w Tablicach Sumeryjskich. Wspomina się  tam o 200 Stróżach, którzy mieli plan wylądowania na górze Hermon (na Bliskim Wschodzie). Wylądowania! Ludzkość była wtedy na etapie ewolucji zbliżającej się do Homo sapiens. Antropologia zadaje sobie pytanie, w jaki sposób odbyła się mutacja czyniąca z tzw. małpo-człowieka istotę ludzką. To nie temat tej rozmowy, ale przy pomocy Tablic Sumeryjskich możliwe jest wyjaśnienie i obalenie obowiązującej teorii ewolucji, dotyczącej tego właśnie zagadnienia. Wspomniane tablice przekazują, że została dokonana genetyczna manipulacja na ówczesnych mieszkańcach Ziemi - i to dość radykalna. Ukazują one, w jaki sposób łączono plemniki z komórkami jajowymi.

Kto tego dokonał?


- Kim oni byli? W tekstach jest mowa o „Anunnaki", co dosłownie znaczy Ci, którzy przyszli z góry.

Jak mam sobie wyobrazić tych przybyszów?
- To - dosłownie - istoty z innych planet. Na ten temat słyszy się dużo niedorzeczności, ale istnieją też poważne badania. Były prezydent Stanów Zjednoczonych, Jimmy Carter powiedział, że nie może się w tej kwestii wypowiadać, ale dla niego te istoty istnieją, są rzeczywiste. W Księdze Rodzaju określa się je jako Synów bogów - Elohim. Elohim oznacza liczbę mnogą, a więc nie Boga, lecz właśnie bogów. W tejże Księdze opisano, że przybyli oni tutaj i współżyli z mieszkankami Ziemi. Powstała wtedy nowa rasa. Księga ta posiada pewne luki w tekście, ale brakujące informacje można odnaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Na przykład to, w jaki sposób doszło do wspomnianej krzyżówki. Na Tablicach widoczne są probówki, w których dokonano zapłodnienia, po czym umieszczano płód w ciele kobiety.

Wygląda to na nowoczesną technikę?

- Tak. Wszystko jest tam obecne. My jednak za wszelką cenę pragniemy zachować nasze dogmaty. Nawet świat uniwersytecki kpi z takiej możliwości twierdząc, że tylko mieszkańcy Ziemi dysponują pewną wiedzą, co dla mnie osobiście jest raczej marnym rozumowaniem. Wielki filozof i astronom Giordano Bruno powiedział, że nie wyobraża sobie, iż pośród miriadów gwiazd mieszkańcy Ziemi są jedynymi wszechwiedzącymi istotami w całym Kosmosie. Ważny jest zatem otwarty, światły umysł, by móc uświadomić sobie, iż pomiędzy Niebem a Ziemią istnieje więcej rzeczy, niż postrzega oko. Szekspir wyraził to tak pięknie w Hamlecie słowami: There is more between heaven and hell, that you can see Horatius. Moglibyśmy wreszcie zdobyć się na odwagę i na zawsze pożegnać z aroganckim poglądem, że jesteśmy jedynymi mieszkańcami Uniwersum i że nasza wiedza jest najwyższa.
Tablice Sumeryjskie udowadniają istnienie znacznie bardziej zaawansowanej wiedzy. Przecież na tyle pytań wciąż nie znamy odpowiedzi.
Kto zbudował Baalbek? Jak powstały piramidy? Wiele idei dotyczących ich budowy bardzo łatwo obalić. Nikt jednak nie odważy się o tym mówić otwarcie. To kwestia prestiżu, ambicji, ważnych stanowisk, statusu. Człowiek znalazł się w pułapce, chyba najtrafniej opisanej przez
Goethego, który należał do wtajemniczonych. W Fauście przedstawia on arogancję człowieka, który szuka i nie znajdując na wszystko odpowiedzi, udaje się po pomoc do szatana Mefistofelesa. Chcąc otrzymać odpowiedź, decyduje się na podpisanie cyrografu własną krwią. Prawie nikt nie wie, co to znaczy. Do podpisania paktu z diabłem potrzebna jest krew. Mówią o tym też Tablice Sumeryjskie - po prostu musisz  oddać część siebie.
Pierwsze, co Upadli Stróże przekazali człowiekowi, to metody walki, magię, okultyzm. Następnie - nie stosujemy tu chronologii, ale hierarchię ważności - pojawiła się potrzeba ustanowienia monarchów. Dalsze informacje uzmysławiają nam, dlaczego monarchowie mają tak duży wpływ, taką władzę, dlaczego są tytułowani jako Wysokość - dotyczy to Enuma Elisz (Ci pochodzący z góry). Dlaczego używa się w stosunku do nich liczby mnogiej, z jakiego powodu obowiązują takie, a nie inne rytuały, dlaczego są bogaci, jeżdżą w złotych karocach,
mieszkają w pałacach i mają nadal tak duży wpływ na rządy. Badając korzenie monarchii należy dodać, że z 43 prezydentów Stanów Zjednoczonych 34 miało w żyłach królewską krew. Można o tym przeczytać w książce Peerage, która zawiera informacje o pochodzeniu domów królewskich. To, że dysponują takimi wpływami, ma swe podłoże w specjalnym kodzie zawartym w DNA. O tym również informują wspomniane Tablice.

Z którego wieku pochodzą Tablice Sumeryjskie?


- Na ten temat istnieją różne opinie. Niektórzy twierdzą, że z III-V tysiąclecia p.n.e. Być może są one jeszcze starsze. Niektórzy badacze przypisują im pochodzenie z czasów poprzedzających Atlantydę, o której pisał Platon w swoich dziełach Kritias, Timajos i Fedon. Jest to więc bardzo stara wiedza.
Tablice Sumeryjskie mówią o Upadłych Stróżach. Drugim źródłem, też już wcześniej wspomnianym, są Esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, które opisują ostateczną walkę pomiędzy Synami - my możemy dodać, że również Córkami -Ciemności i Światła. Upadli Stróże to demony, aniołowie, którzy utracili swój cel, istoty o wielkiej mocy, które przeszczepiły się na rodzaj ludzki.

Czy miało to wpływ na rozwój genetyczny?


- Tak. Księga Rodzaju, jak też późniejsze księgi biblijne opisują zniszczenie gigantów. Była to ingerencja z zewnątrz. Rasa ta odznaczała się fizyczną siłą i miała ogromną wiedzę, lecz zagrażała dalszej ewolucji. Opowieści biblijne więc (Biblia pochodzi od słowa biblii i znaczy księgi) nie są alegoryczne, lecz dosłowne. Opisują one bardzo dokładnie czasy przed potopem, przed Atlantydą i po niej. Podobne informacje można znaleźć w Zwojach znad Morza Martwego, jak też w źródłach hermetycznych. W moich książkach cytuję rozmowę Hermesa Trismegistosa - jest to greckie imię egipskiego mędrca, wtajemniczonego Tehuti - z Asklepiosem. Mówi on o Upadłych Stróżach, demonach, którzy na końcu czasów wygenerują chaos. Powinniśmy się więc przebudzić i dojrzeć, uświadomić sobie, co tak naprawdę się dzieje. Chcę tu też wspomnieć szamana Zulusów Credo Mutwę na szczęście on i jego piękne książki są coraz bardziej znane. Jedna z nich to The song of the Stars (Pieśń gwiazd). Jej autor nie tak dawno powiedział, że obecnie wszyscy powinni wiedzieć to, co w dawnych czasach znali tylko wtajemniczeni.
Mianowicie, że Chitauri (czyt. szitauri) tzn. Upadli Stróże, którzy przeszczepili się na rodzaj ludzki, chcą teraz zapanować nad Ziemią, nawet kosztem wyniszczenia połowy ludzkości przy pomocy techniki, różnych taktyk i praktyk, o których większość z nas nigdy nie słyszała.

Dawna wiedza a czasy teraźniejsze

Dochodzimy tu do pytania: co tak naprawdę dzieje się na Ziemi? Zawsze czułem się spokrewniony z kulturą Indian. Nie mam na myśli tylko Majów, którzy dysponują najstarszym kalendarzem, lecz także szczep Hopi, z którym nawiązałem kontakt. Wszyscy oni bez wyjątku mówią to samo, a więc szczep Hopi, Irokezi, Seneka, Majowie, z którego pochodzi mój kolega antropolog Carlos Barrios z wtajemniczonego Klanu Orla. Podróżuje on po świecie informując, że nie uczestniczy w żadnej grze, lecz mówi o wszystkim tak, jak jest. Ludzkości pozostały najwyżej 3-4 lata, aby wybrać drogę Światła i Mądrości, w przeciwnym razie Ziemi grozi poważne niebezpieczeństwo. Przywódcy różnych plemion Indian, nasi Czerwonoskórzy Bracia, których niszczyliśmy i poniżaliśmy, także w literaturze; ludzie o ogromnej wiedzy i mądrości ostrzegają nas zgodnym chórem, że w najbliższych latach ludzkość i Ziemia będą przechodziły przez proces oczyszczania, którego przebieg może być chaotyczny i bolesny. Stopień oczyszczenia będzie uzależniony od naszych myśli, słów i uczynków. Czasy teraźniejsze nazywają oni Znakiem Wielkiego Niedźwiedzia z symbolem niedźwiedziej łapy, która tworzy linie bardzo podobne do kodu kreskowego, obecnego na każdym produkcie - i twierdzą, że (jeśli nie stawimy czoła niekorzystnym zjawiskom - przyp. red.), wówczas nadejdzie czas III wojny światowej. Może później powrócimy do tego tematu, aby stwierdzić, co to ma wspólnego z chipem.
Indianie o tym wiedzą, Tybetańczycy, z którymi często spotykałem się w ich klasztorach, również. Także niektóre ugrupowania chrześcijańskie zdają sobie z tego sprawę.
Spójrzmy na Apokalipsą jako na księgę wtajemniczenia, a nie własność pewnych ugrupowań, które ją interpretują w sposób sektaryczny, wskazując, że ty zostaniesz uratowany, a ty nie. To nie o to chodzi. Zawiera ona mnóstwo informacji. W treści jest spokrewniona z wiedzą zawartą w hinduskich księgach Puranach (Księgi Starszych). Istnieje przypuszczenie, że Jan apostoł (...) pozostawał, w pewnej mierze, pod wpływem starej wiedzy hinduskiej. Tekst ten opisuje nasze czasy. Planeta Ziemia cierpi, ma miejsce coraz więcej wojen i katastrof, nasilają się eksplozje wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami, klęski ekologiczne, wzmagają się erupcje Słońca. Jednym słowem panuje niepokój. Już Jezus, Wielki Mistrz, mówił, że na końcu cyklu, w języku greckim wyrażonym jako aion, wszystkie te znaki będą widoczne, lecz ludzie, nie zważając na to, będą się weselić.

Do wszystkich wcześniej wymienionych wizji religijnych Indian, Puran i słów Jezusa chciałbym jeszcze dodać bestseller Johna Perkinsa.
Perkins dawniej należał do tych, którzy decydują o losach innych. Zna strategie i taktyki ogromnych koncernów, wie, w jaki sposób niszczone są niektóre kraje, jak bogate państwa wzbogaciły się wykorzystując ubogich ludzi w innych regionach świata. Ostrzega i nawołuje, abyśmy się przebudzili, bo w przeciwnym razie może być za późno. Jednocześnie podkreśla, że możemy jeszcze dużo zrobić. W swojej książce przekazuje jednakowo brzmiące opinie Indian, aborygenów i innych pierwotnych szczepów. Wszyscy oni potwierdzają szczególny okres przemian, w jakim znajdujemy się my i Ziemia. A dlaczego?
Podobnie jak pory roku, nasza planeta przechodzi swój cykl. Dawni mędrcy zdawali sobie z tego sprawę. Pitagoras wiedział, że wszystko ma swoją miarę i liczbę. Obecny okres to zima, innymi słowy Kali yuga. Nie jest to, jak sugerują niektóre ugrupowania New Age, coś, co stanie się samo, a my nie musimy nic robić, bo era Wodnika i tak nadejdzie. Nie, przemiana ta należy do szczególnych i wiele znaczy. Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku. Okres taki trwa 25920 lat, a każdy obieg przez jeden znak zodiaku to 2160 lat. Obecnie znajdujemy się w znaku Wodnika.
Jak już wspomniałem, metamorfoza ta ma charakter szczególny. Hindusi określają ją jako Maha yuga lub Kalpa, co oznacza głęboką, fundamentalną przemianę. Każdy z nas, bez wyjątku, to odczuje. Dlaczego? Bo to dla nas szansa wzrostu duchowego i przejścia Ziemi na poziom wyższej wibracji. Ewolucja człowieka -który staje się coraz bardziej świadomy, któremu nieobca jest refleksja i który rozwija swoje prawdziwe cechy, takie jak: współczucie, miłość, uczciwość, współpraca - poddana zostanie próbie, zanim postawi się ten ważny krok w ewolucji. Obecni na naszej planecie Upadli Stróże są często przedmiotem kpin i żartów, podczas gdy mędrcy z dawnych czasów nigdy sobie z nich nie drwili. Te istoty, pod pretekstem np. walki z terroryzmem, mogą zrobić całkiem coś innego -wtargnąć do ludzkiego organizmu i wszczepić nam najważniejszy, tzw. najwyższy kamień. Posługują się one schematem piramidy, a jest nim chip. Ma się to stać w ciągu 3 lat, a celem tego jest uczynienie z człowieka niewolnika. Taka operacja - kontrolowana przez systemy satelitarne GPS i cray-komputery - będzie miała ogromny wpływ na ludzki organizm. Wszystko to wydaje się tak niewyobrażalne, iż większość nie jest w stanie tego pojąć i potraktować poważnie.

Jaki jest cel tego niewolnictwa i komu ma to służyć?


- Istoty, które postrzegają innych jako przedmiot, nad którym można zapanować i wykorzystać go do własnych celów, same cierpią. Właśnie od buddystów nauczyłem się tego, aby żywić dla nich współczucie. Byty te nie omieszkają sprowokować nowych wojen i wyniszczyć miliony ludzi. Kiedy przyglądamy się wojnom, temu, w jaki sposób do nich dochodziło i nadal dochodzi, okazuje się, że historia jest pełna kłamstw, a człowiek, być może, okazuje się mniej winny, niż można by przypuszczać, i jest niesamowicie manipulowany. Wciąż na nowo wywołuje się konflikty wojenne, nowe Pearl Harbor, aby stwarzającym te konflikty siłom umożliwić zdobycie władzy i bogactwa, przy czym wyniszczenie ludzi i przyrody wydaje się czymś dozwolonym. To według mnie rzecz niedopuszczalna. Każdy człowiek ma swój cel, choć nie mówi się o tym w szkołach ani na uczelniach. Wprawdzie istnieją jeszcze ogólnie przyjęte, przestarzałe opinie, że takie cele nie istnieją, lecz w istocie jest inaczej. I to nieprawda, że najpierw trzeba należeć do jakiegoś stowarzyszenia, grupy albo kościoła, by znaleźć swój cel. Nie, każdy może to odkryć w swojej świadomości, myśląc, zastanawiając się, badając po prostu życie. Istoty, które nie chcą, aby człowiek rozwijał się bardziej, niż one same, z wymienionych wcześniej pobudek są gotowe uczynić wszystko, aby przeszkodzić w ewolucji ludzkości. Temat ten jestm znany od dawna. Przypomnę opowieść z Iranu, dawnej Persji, w której Ormuzd i Aryman walczą ze sobą; czy też Augustyna, który opisuje Miasto Boga skonfliktowane z miastem Upadłych Stróżów. A w Bhagawadgicie przedstawiona została walka pomiędzy dwoma rodami, Pandawa i Kaurawa, która trwa aż do momentu transformacji.
Osobiście nie należę do żadnego kościoła, ale uważam Biblią za źródło głębokiej wiedzy i wielkiej mądrości. Jest w niej np. mowa o lucyferze. Lucyfer to serafin, niekiedy nazywany cherubinem. Chociaż dla nas jest to materia trudna do pojęcia, stare źródła podają, iż są to istoty o ogromnych możliwościach, bardzo rozwinięte, potrafią np. tworzyć całe planety. Zostały stworzone, aby żyć i tworzyć w wolności i miłości.
Jednak ta wolność umożliwia im wybór, aby pójść inną ścieżką i np. zacząć preferować władzę i odmienną drogę ewolucji.
Indianie Hopi powiadają, że pewna kategoria ludzi traci głową i spada w przepaść. Podobnie pewien rodzaj istot gwiezdnych stracił głowę i pomyślał, że może odłączyć się od praenergii Miłości, którą oblekliśmy w obraz i dla której wybudowaliśmy kościoły, synagogi, świątynie i meczety. Według mnie, każdy ma prawo wyznawać swoją prawdę i religię, lecz praenergia Miłości - znana mistykom i przebudzonym, osobom oświeconym -jest bezosobowa, wszechobecna i wszystkotworząca. Bez niej po prostu nie można istnieć! A więc, jeśli jakaś gwiezdna istota chce się odłączyć od praenergii i iść inną drogą, realizować swoje cele, będzie to przez pewien czas możliwe, lecz ostatecznie prowadzi do katastrofy.
za internetem: www.nowyczlowiek.pl



Rody Krwi w odcinkach:  123456 7891011121314151617,