zmniejsza się zagrożenie chorobą Alzheimera (i podtrzymujesz swoje możliwości umysłowe),
poprawia się Twój sen,
wzmacnia się Twoja naturalna odporność?
Możliwe, że nie.
Większość lekarzy także nie ma pojęcia o sile tych kilku liter. Albo przynajmniej nie mówią o tym swoim pacjentom.
Choć wiele badań medycznych to potwierdziło.
Dzięki
tym kilku literom obniżasz ryzyko śmierci w związku z incydentem
kardiologicznym, a także ryzyko demencji i depresji. Poprawia się Twój
sen i ogólnie Twoje zdrowie. Zwłaszcza, że te kilka liter pomaga Ci
dotrzymywać dobrych postanowień, takich jak uprawianie sportu czy
jedzenie mniejszej ilości słodyczy! W dalszej części tego artykułu podam
odwołania naukowe.
Ponadto zaletą tych kilku liter jest to, że nic nie kosztują. I nie mają niepożądanych skutków ubocznych.
Kilka uzdrawiających liter
Tych kilka uzdrawiających liter to… D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę, dziękuję!
Faktem
jest, że wystarczy odczuć autentyczną wdzięczność, a zatem zapragnąć z
całego serca podziękować komuś, by Twoje zdrowie nieco się poprawiło.
Zostało to naukowo udowodnione:
Londyńscy terapeuci, którzy prosili pacjentów o odczuwanie codziennie odrobiny wdzięczności, stwierdzili, że pacjenci ci spali lepiej i mieli mniejsze nadciśnienie po upływie dwóch tygodni.
Lekarze
z Bostonu (Stany Zjednoczone) stwierdzili, że pacjenci po próbie
samobójczej poddawani ćwiczeniom psychologicznym zmierzającym do
wzmocnienia odczuwania wdzięczności doświadczyli zmniejszenia poczucia beznadziei w 90% przypadków.
Zespół naukowców z Irlandii wykazał, że w grupie, której uczestnicy mieli codziennie zanotować pięć powodów wdzięczności, poziom stresu i depresji spadł o 27%.
W latach 90. ubiegłego wieku w Kalifornii profesor Emmons wykazał poprawę stanu zdrowia
swoich studentów i pacjentów cierpiących na poważne schorzenia
nerwowo-mięśniowe, od kiedy notowali codziennie przez trzy miesiące pięć
pozytywnych wydarzeń w ich życiu4.
Kilka przydatnych rad, aby i Tobie łatwo było skorzystać z dobroczynnych skutków wdzięczności:
Zacznij prowadzić dziennik, w którym codziennie zanotujesz pięć powodów zadowolenia.
Codziennie
zarezerwuj sobie pięć minut, w ciszy i z zamkniętymi oczami, aby
pomyśleć o powodach odczuwania wdzięczności, np. za fakt, że się
urodziłem, że mam dach nad głową i mam co jeść.
Staraj się myśleć o tym, co Cię może spotkać dobrego w Twoim życiu, zamiast o tym, co idzie źle.
Przestań
zazdrościć tym, którzy mają więcej niż Ty, i staraj się doceniać to, co
masz; poświęcaj także czas, by myśleć o tych, którzy cierpią więcej niż
Ty.
Naucz
się cieszyć prostymi rzeczami, biorąc przykład z mieszkańców biednych
krajów, którzy śmieją się, tańczą i bawią, pomimo trudności
materialnych.
A nawet naucz się cieszyć z trudnych doświadczeń, gdyż często z z czasem przynoszą one pozytywne skutki.
Uwaga na moralizatorskie i przewrotne porady
Uważaj,
by nie posunąć się za daleko. Pomimo „radości z trudnych doświadczeń”,
trzeba zaakceptować również, że przygnębienie i smutek w chwili
nieszczęścia to stan normalny.
Czasem
trzeba umieć sobie pobłażać, dając sobie prawo do odczuwania smutku i
poruszenia, oczywiście nawet, jeśli są ludzie bardziej nieszczęśliwi.
Każdy przeżywa przeciwności w swoim życiu jak może. Tylko samemu można ocenić własne cierpienie.
Spotkałem
w życiu ludzi, którzy całkowicie utracili równowagę psychiczną w wyniku
kradzieży lub utraty pracy, i innych, którzy odnaleźli pełną radość z
życia pomimo wypadku, w wyniku którego pozostali inwalidami na resztę
życia.
Kiedy
ktoś cierpi, wydawanie mu poleceń typu weź się w garść czy dawanie
dobrych rad, że powinien odczuwać wdzięczność za życie, zobaczyć dobre
strony i przekonać się, że mogłoby być gorzej, nie ma sensu. To wręcz
okrutne.
Nie da się porównać cierpień Istnieją tysiące chorób.
Nie zawsze dadzą się porównywać.
Czy
można powiedzieć, że osoba mająca problemy z prostatą cierpi bardziej
niż osoba chorująca na cukrzycę? Albo że choroba zwyrodnieniowa stawów
jest gorsza niż bóle nerek? Czy lepiej stracić dziecko czy być
niepełnosprawnym? Chorować na depresję czy paść ofiarą obezwładniającej
rwy kulszowej?
Na te pytania nie ma dobrej odpowiedzi. Każdy przypadek jest wyjątkowy.
Każdy reaguje zgodnie ze swoją historią, swoją osobowością, swoimi zranieniami i swoimi siłami. Czasem w sposób nieoczekiwany.
Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.
Czy aby na pewno?!
Ale najbardziej porusza mnie zdanie: Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.
Po tych wszystkich latach, moje doświadczenie podpowiada mi, że wręcz przeciwnie – wiele osób wychodzi ostatecznie osłabionych, wręcz zrujnowanych z wypadku lub choroby, które ich nie zabiły!
Wszystko,
co można w takim przypadku zrobić, to wziąć taką osobę za rękę,
popatrzeć jej w oczy i powiedzieć jej szczerze, z głębi serca: Tak mi przykro. To musi być bardzo trudne dla Ciebie. Musisz bardzo cierpieć!
Uznać jej cierpienie. I nie relatywizować, a przede wszystkim nie negować.
Zalety wdzięczności
Ale wróćmy do zalet wdzięczności.
Jest
jedna bardzo interesująca kwestia do zapamiętania z badań naukowych,
które wykazują, że osoby okazujące wdzięczność są zdrowsze.
To coś, na co nikt nie kładzie nacisku. Ale kiedy zaczyna się o tym myśleć, ten fakt wręcz rzuca się w oczy.
Za każdym razem jest to doświadczenie zbiorowe: ktoś zaleca uczestnikom, by aktywnie okazali wdzięczność, w szczególności notując w zeszycie powody do wdzięczności.
I to właśnie tu jest pies pogrzebany.
Rady, których Ci udzieliłem, by postarać się odczuwać wdzięczność bardzo trudno zastosować, kiedy jesteśmy sami.
I to jest bardzo poważny problem:
Znaczenie wspólnych rytuałów
W dawnych czasach życie krążyło wokół wspólnych rytuałów.
Nie tylko pomagały razem przeżywać chwile wdzięczności, ale także praktycznie zmuszały do tego!
Większość ludzi recytowała modlitwy przed i po każdym posiłku,
aby podziękować za jedzenie. Także rano i wieczorem, i co niedzielę, i w
każde święto w kościele, mówiło się „dziękuję” w słowach, pieśniach, za
wszystko, co dobre w życiu.
Dziękowało się Stworzeniu, Bogu, rodzicom, bliźnim, zmarłym!
Żydzi
od wieków modlili się niezwykłą pieśnią, „Psalmem Stworzenia”, w której
dziękowali za wszystko na Ziemi i we Wszechświecie, za księżyc i za
słońce, za gwiazdy, za wiatr, za śnieg, za wszystkie ryby, zwierzęta,
rośliny itd., itd.
Podobne rytuały istnieją także w innych kulturach.
Kiedy wyrażanie wdzięczności osiąga wymiar społecznościowy, wspólnotowy, staje się łatwe, oczywiste, przyjemne i konstruktywne.
Znaczenie towarzyszenia, wsparcia
Nie
jest zaskakujące, że uczestnicy eksperymentów naukowych odczuli
korzyści z tego płynące. Z pełną świadomością, że profesorowie w białych
kitlach przyjdą i sprawdzą, że rzeczywiście powody wdzięczności zostały
zapisane w zeszytach, uczestnicy tych badań mieli motywację, by to zrobić.
Ale bardzo trudno jest zrobić to samo, kiedy jest się samemu i nikt nas nie wspiera!
Wiemy,
że zwykły udział w badaniu naukowym, gdzie jesteśmy poddani
obserwacjom, gdzie ważni ludzie zajmują się nami i interesują się naszym
życiem, poprawia nastrój, chęć życia i obniża naszą naturalną tendencję do troski o teraźniejszość i o przyszłość.
W
latach 70. ubiegłego wieku przeprowadzono słynne badanie. Rzekomi
„eksperci w dziedzinie światła” wyjaśnili robotnikom w fabryce, że będą
analizowali działanie natężenia światła na produktywność.
Przez cały dzień przechadzali się więc po fabryce, zwiększając lub zmniejszając oświetlenie.
W rzeczywistości byli podpuszczani. Nasi fałszywi naukowcy zmieniali natężenie światła przypadkowo.
A
mimo to, produktywność fabryki uległa podwojeniu podczas badania.
Robotnicy byli tak zadowoleni, że ktoś interesował się nimi i obserwował
ich przy pracy, że ich motywacja istotnie wzrosła!
I rzeczywiście: kiedy ktoś się nami interesuje, bierze za rękę, prowadzi do grupy, angażuje w jakiś projekt, czujemy się lepiej.
Jaka z tego płynie nauka?
Oczywiście,
odczuwanie wdzięczności i solidarności jest bardzo budujące dla
człowieka. Uspokaja, wzmacnia, nie dziwi więc, że poprawia się jakość
snu, że spada ryzyko depresji, że stres się zmniejsza, a zatem zwalnia
również serce, spada ciśnienie tętnicze, a wraz z nim – zagrożenie
incydentem sercowo-naczyniowym…
Ale prawdziwym kluczem do osiągnięcia takiego stanu jest to, by nie zmuszać się do wdzięczności.
By
budować lub odnajdować wokół siebie więzi przyjaźni, solidarności,
społeczny kręgosłup i wspólne rytuały – równie niezbędne człowiekowi jak
jedzenie…
Oto prawdziwe wyzwanie.
To
wtedy lepsze jedzenie, zdrowsze życie, bardziej regularny i lepszy sen
oraz poczucie większej radości będą nam się wydawać oczywistością, tak
łatwą, że aż… wytrącającą z równowagi.
Wniosek
ten może się wydawać nieco zniechęcający. Ale zachęcam, by spojrzeć nań
jak na nawoływanie do powrotu do bardziej ludzkiego społeczeństwa,
świadomego głębokich i naturalnych potrzeb każdego z nas. To
konieczność, która robi się coraz pilniejsza!
Olbrzymia
skuteczność wit. C w rozwiązywaniu każdej z szerokie-go wachlarza
infekcji nie jest zaskoczeniem dla nikogo kto przynajmniej poświęcił
trochę czasu na zbadanie dużej liczby literatury na ten temat. Ale
liczba lekarzy i laików którym znana jest terapeutyczna zdolność wit. C
nadal jest mała.
Co
więcej, zarówno prasa medyczna, jak i prasa ogólna ciągle nie
przekazują konsumentom tej niewiarygodnie ważnej informacji. Wręcz
przeciwnie, prasa konsekwentnie generowała wprowadzające w błąd artykuły
„wspierane” przez odważne kłamstwa, w zasadzie zapewniając, że wit. C
jest nie tylko nieskuteczna, ale może również być toksyczna i może
uszkadzać nerki, a także prawdopodobnie powodować szereg innych
problemów zdrowotnych.
Ukrywana prawda o wit. C
Ustalone
fakty pokazują, że wit. C nie ma żadnej zdefiniowanej toksyczności na
żadnym poziomie przyjmowania, nie jest droga i łagodzi wiele stanów,
które w dużej mierze nie reagują na główny nurt medycyny. W porównaniu z
toksycznymi, drogimi i często minimalnie skutecznymi lekami na receptę,
nietrudno zrozumieć, dlaczego wartość i skuteczność terapii wit. C
zawsze pozostawały nieuznane, a nawet ukrywane przez osoby, którym
powierzono mówienie prawdy.
Lekarze,
czasopisma medyczne i media muszą zawsze być otwarci na nowe
informacje, niezależnie od tego, w jaki sposób może to wpływać na
interesy finansowe.
Niedawno
media głównego nurtu, zarówno w tv, jak i w druku poinformowały, że dr
Paul Marik z Eastern Virginia Medical School w Norfolk w Wirginii
stosował metodę na oddziałach intensywnej terapii u pacjentów, u których
zdiagnozowano zaawansowaną sepsę i wstrząs septyczny. Sepsa to infekcja
całego organizmu, która szybko ewoluuje do stanu niskiego ciśnienia
krwi (wstrząs) i niewydolności wielonarządowej z powodu zarówno samej
infekcji, jak i słabego przepływu krwi w następstwie niskiego ciśnienia
krwi.
Obecnie
sepsa jest najbardziej powszechną przyczyną zgonu u hospitalizowanych
pacjentów, rutynowo zabijająca 30%-50% takich pacjentów, i odbierającą
życie co roku na całym świecie.
Leczenie wit. C przynosi ratujące życie rezultaty pacjentom ze wstrząsem septycznym
Znając już obszerną literaturę o wit. C i infekcjach, dr Marik postanowił wypróbować dożylnie podawaną wit. C [Dr. Marik decided to try intravenous vitamin C]
razem z hydrokortyzonem i tiaminą, na 48-letniej kobiecie umierającej z
powodu wstrząsu septycznego. Jak mówi dr Marik, „następnego ranka
spodziewałem się, że kiedy przyjdę do pracy ona będzie martwa”. I dodał:
„Ale następnego ranka doznałem największego szoku w życiu”, bo stan
pacjentki wyraźnie się poprawił i spokojnie przechodził do całkowitego
wyzdrowienia.
Dr
Marik, pryncypialny lekarz, który nie zamierzał przeczyć temu co on i
jego personel wyraźnie widzieli, wtedy przystąpił do ustanowienia metody
leczenia wit. C / hydrokortyzon / tiamina dla 47 kolejnych pacjentach
septycznych w ciągu następnych 7 miesięcy. Porównał wyniki osiągnięte u
tych pacjentów retrospektywnie z grupą kontrolną septycznych pacjentów
leczonych inną metodą w ciągu poprzednich 7 miesiącach tylko patrząc na
okres przeżycia.
Wyniki
dr Marika były oszałamiające, delikatnie mówiąc. Tylko 4 na 47
pacjentów leczonych jego metodą nie przeżyło (8.5%), zaś 19 na 47 z
grupy kontrolnej zmarło (40.4%). Żaden z leczonych pacjentów nie doznał
niewydolności żadnego narządu, i wszystkich leczonych można było
odstawić od wazopresorów (leki wspomagające ciśnienie krwi) w ciągu
około 24 godzin od rozpoczęcia leczenia.
Co
więcej, dr Marik zauważył również, że wszyscy 4 leczeni pacjenci,
którzy zmarli, nie zmarli z powodu wstrząsu septycznego, a z powodu
leżących u ich podłoża zaburzeń. Po tym badaniu dr Marik zwiększył
liczbę leczonych pacjentów z ciężką sepsą i wstrząsem septycznym do 150,
i tylko 1 z tej grupy zmarł z powodu samej sepsy. Przejście od 30-50%
śmiertelności przy użyciu standardowych metod leczenia sepsy do
osiągnięcia śmiertelności związanej z sepsą poniżej 1% za pomocą terapii
dożylną wit. C / hydrokortyzonem / tiaminą w tej małej grupie leczącej
jest cudowne.
Gdyby opracowano nowy lek, który mógłby dawać te zdumiewające wyniki, nazwano by go cudownym lekiem.
Ratowanie życia niedrogą, BEZPIECZNĄ i skuteczną wit. C
W
niedawnym wywiadzie dr Marik podzielił się następującymi obserwacjami:
„w podawanych dawkach wit. C jest absolutnie bezpieczna. Metoda ta nie
wykazuje żadnych komplikacji, skutków ubocznych czy ostrzeżeń. Pacjentom
z rakiem bezpiecznie podaje się dawki do 150 g – 150 razy większe od
naszej dawki.
U pacjentów z zaburzeniami czynności nerek zmierzono poziomy szczawianu, wszystkie były w bezpiecznym zakresie. U każdego pacjenta leczonego ta metodą wystąpiła poprawa czynności nerek”. Tyle
o nigdy niekończącym się ataku na wit. C jako zagrożeniu dla zdrowia
nerek. Dr Marik skomentował też całkowite bezpieczeństwo używanych w tej
metodzie dawek hydrokortyzonu, jak i jak niedroga była ta metoda.
Żaden lekarz nie może ignorować ratujących życie realiów wiążących się z leczeniem wit. C
Dr Marik powiedział też, że pacjenci w stanie krytycznym mają albo bardzo niski, albo niewykrywalny poziom wit. C we krwi. Samo to zawsze uzasadnia podawanie wit. C.
Można naukowo uzasadnić argument, że pacjent septyczny w końcu umiera właśnie z powodu tego ogromnego braku wit. C w organizmie.
Warto
również zauważyć, że dr Marik stosował dawkę 1.5 g wit. C dożylnie co 6
godzin przez 4 dni lub do czasu wypisu z OIOMu. Udowodniono, że
znacznie większe dawki wit. C są tak samo bezpieczne jak ta dawka, a
zwiększenie dawki wit. C powinno zawsze pozostać opcją, jeśli stan
pacjenta nie od razu się poprawi, czy nawet ulega pogorszeniu.
Mówiąc
medyczno-prawnie, wyszło szydło z worka. Dzięki rozgłosowi danemu
metodzie dr Marika, zwłaszcza w TV i video w internecie, lekarze nie są
już w stanie odmówić pacjentowi korzyści z takiej terapii, ani nawet
mówić, że o niej nie słyszeli. Lekarze mają obowiązek należytej
staranności w kształceniu się na temat najbardziej aktualnych zaleceń
terapeutycznych dotyczących danego schorzenia.
To jest szczególnie ważne skoro metoda jest:
1. Niedroga 2. Nietoksyczna, i 3. Skuteczna.
Gdy
leczenie jest bardzo drogie, znacząco toksyczne i / lub wątpliwie
skuteczne, uzasadniony argument medyczno-prawny może sprawić, że je się
wycofa. ŻADNE z tych rozważań nie dotyczy koktajlu wit. C,
hydrokortyzonu i tiaminy dr Marika.
Nawet
jeśli kolejne badania wykażą mniej dramatyczne wyniki niż te uzyskane
przez dr Marika w jego serii septycznych pacjentów, nie ma żadnej obrony
jaką może zaoferować lekarz, oprócz arogancji i dumy z „mówienia” mu co
ma robić, by odmówić tej metody pacjentowi umierającemu na OIOMie i nie
reagującemu na tradycyjne antybiotyki i leczenie podtrzymujące.
Leczenie wit. C powinno się uważać za potężne narzędzie dla zachodniej medycyny
Aby
było całkowicie jasne: nigdy nie może być argumentu, że metoda dr
Marika zastąpi inne wskazane metody. I nawet jeśli nadal trwa debata nad
tym jak skuteczna może ona być w przypadku sepsy, wraz z typowymi
domaganiami się o „dalsze badania” w celu ilościowego określenia tej
skuteczności, to nie może być rozsądnej debaty żeby pacjentowi odmówić
możliwości stosowania niedrogiej i nietoksycznej terapii – zwłaszcza
gdy w ciągu kilku dni czy nawet kilku godzin może wystąpić duża szansa
zgonu.
Kiedy
coś jest tanie i nietoksyczne, nie trzeba czekać lat na „ostateczne”
wyniki. Medycyna lubi być być wyrafinowana i dobrze zdefiniowana, ale
czasami tylko wiedza, że coś ci nie zaszkodzi, a często pomoże, to
wszystko czego naprawdę potrzebujesz.
Zostaliśmy oszukani - wywiad z Marcelem Messingiem
Droga do prawdy wybrukowana jest paradoksami — Oscar Wilde
Marcel Messing holenderski
pisarz, religioznawca, filozof i poeta urodził się w roku 1945 w Hadze.
Studiował i przez trzynaście lat wykładał antropologię kulturową,
filozofię oraz religioznawstwo porównawcze. Następnie był pracownikiem
naukowym w Biblioteca Philosophica Hermetica w Amsterdamie. Często
uczestniczy w programach radiowych. Pełni funkcję doradcy przy
telewizyjnych realizacjach filmów dokumentalnych z dziedziny religii i
mistyki. Napisał wiele książek, artykułów oraz tomików poezji. Jest
redaktorem holendersko-belgijskiego czasopisma Inzicht oraz współpracuje
przy wydawaniu holenderskiego magazynu Prana. Należy do Klubu
Budapeszteńskiego i wraz z innymi wybitnymi członkami tego gremium
wygłasza w różnych krajach prelekcje oraz wykłady na temat przemian
zachodzących na Ziemi. Służył jako konsultant naukowy w wyprodukowanej
przez telewizję holenderską serii programów Via Mystica. W swoich
książkach Messing porusza kwestie religii i duchowości na przestrzeni
dziejów, prezentując i łącząc zdobycze mistyki Wschodu oraz Zachodu.
Pobierał nauki m. in. od tybetańskich rinpoches. W języku polskim ukazała się książka Las Wtajemniczenia
- opowieść o wyzwoleniu i doświadczeniu mistycznego przekazu (W-wa
1966, Wydawnictwo Eneteia). W 2004 roku na rynku pojawiła się, napisana
wspólnie z E. van Ruysbeekiem, Ewangelia Tomasza -
zbiór nauk Jezusa opatrzonych poetyckimi i religioznawczymi
komentarzami. Latem 2006 nakładem Wydawnictwa KOS została wydana książka
Bezdrożny ląd - zbiór esejów odnoszących się do najważniejszych kwestii filozoficznych i duchowych nurtujących współczesnego człowieka. Przesłanie
Messinga poparte przykładem życia zgodnego z głoszonymi hasłami, staje
się na Zachodzie coraz powszechniejsze, przynosząc mu światową sławę i
ogromny wzrost nakładów jego książek z każdym rokiem.
Prolog
Załóż, że wszystko, co wiesz, nie tylko nie jest właściwe, lecz że są to bardzo starannie dobrane kłamstwa. Załóż,
że twój umysł wypełniony jest nieprawdą - o sobie, o historii, o
otaczającym cię świecie - zaszczepioną przez wpływowe siły, aby ukołysać
cię do snu samozadowolenia. Twoja wolność jest iluzją. Jesteś
pionkiem w spisku, a twoja rola, jeśli masz szczęście, ogranicza się do
ubezwłasnowolnionej ofiary kłamstwa.
(Charles Paul Freund If History is a Lie: America’s Resort to Conspiracy Thinking, „Washington Post”, 19 stycznia 1992.) Panie Messing, witam Pana w studio. Co spowodowało, że napisał Pan tę książkę?
-
Tytuł w języku holenderskim: WWW: Worden Wij Wakker? (po polsku: WWW:
Czy się przebudzimy?) wskazuje na internet. Nie jest to jedyny temat tej
pracy. Głównym wątkiem pozostaje ukryta gra różnych sił na światowej
scenie w celu nie tylko opóźnienia duchowej ewolucji człowieka, lecz
nawet jej zniszczenia.
Zacząłem zastanawiać się, jak postąpić w
sytuacji, kiedy ma się oczy i uszy otwarte, kiedy wiele się widzi i wie,
a przy okazji rodzi się pytanie: co to wszystko znaczy? Zbiegiem
okoliczności było też, że 11 września 2001 roku, podczas naszego powrotu
z emigracji w Pirenejach - z Ariege, który jest moim ulubionym
francuskim departamentem - do Brugii w Belgii, dotarła do nas wiadomość o
zamachu w Nowym Jorku.
Natychmiast zaczęły rodzić się pytania nie
tylko w moim umyśle, ale przede wszystkim - w sercu. Obserwując,
zacząłem powoli odkrywać pewne wzorce, schematy, które wskazują na coś
całkiem innego niż to, co chce nam udowodnić tzw. walka z terroryzmem.
Badania, kontakty, literatura i różne starożytne źródła pomogły mi
odkryć zupełnie inną rzeczywistość i w tym właśnie momencie zrodziło się
we mnie głębokie przekonanie, że nie mogę stać z boku widząc tyle zła,
cierpienia i łez.
Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam zamiaru
popadać w dualizm i twierdzić, że tu są dobrzy, a tam źli, bo każdy
dobry człowiek ma swój cień, a ten, którego nazywamy złym, nosi w sobie
również światło. Nigdy więc nie możemy twierdzić, że ten jest absolutnie
dobry, a tamten absolutnie zły. Obecna walka pomiędzy siłami Światła i
Ciemności ma swój początek w bardzo odległych epokach. Postanowiłem o
tym napisać, gdyż żyjemy w szczególnym okresie - w czasach decydujących o
ludzkiej ewolucji duchowej.
Pod pozorem walki z terroryzmem Co chciałby Pan przekazać?
- Istotą tego, co chciałbym przekazać,
jest ujawnienie, iż wydarzenia z 11 września to nie tylko zniszczenie
wieżowców w Nowym Jorku i walka z terroryzmem, na czym koncentruje się
większość. Pragnę uzmysłowić istnienie siatki organizacyjnej, mającej na
celu zwalczanie nie jakiegoś konkretnego wroga: mowa tu o wojnie
przeciw ludzkości. W wojnie tej obecna jest manipulacja siłami,
polaryzacja. Także religie wciągane są w tę grę. Studiowałem
antropologię i religioznawstwo porównawcze, stąd też moje
zainteresowanie tym tematem i chęć przedstawienia, w jaki sposób używa
się poszczególnych religii do określonych celów. W trakcie badań, gdy
przyglądałem się tragedii z 11 września, zrodziło się we mnie wiele
pytań. Dokonałem też odkrycia, że większość panujących opinii nie
odzwierciedla prawdy i dlatego wskazuję na siły, które próbują - np.
drogą elektroniczną - wciągnąć ludzkość w elektromagnetyczną pułapkę, w której człowiek traci swą wolność osobistą. Innym
faktem jest istnienie planów, aby zwierzętom i ludziom wszczepić chipy w
celu ich podporządkowania. Wszystko po to, żeby niewolniczo służyć
wspomnianym już siłom. Temu też podporządkowywane są tzw. nowe
zarządzenia, ograniczające naszą wolność i prawa, stawiające sobie za
cel niby zwalczanie terroryzmu. Na lotniskach jesteśmy kontrolowani
przez biometryczny paszport, scan tęczówki, odcisk palca, szeroko
stosuje się kamery i komputery - wszystko w celu roztoczenia pełnej
kontroli.
Tzw. walka z terroryzmem jest odwróceniem uwagi od
faktycznego celu, jaki mają zaangażowane w to siły. A jest nim
podporządkowanie ludzkości, usidlenie jej za pomocą
elektromagnetycznej pułapki i poprzez promieniowanie oraz różne energie,
nie wyłączając epidemii, osaczenie jej całkowitą kontrolą. Nie do
tego jednak zostaliśmy powołani jako ludzie i nie taki jest nasz
prawdziwy cel. Całym sercem wiem i podkreślam, że sercem, a nie rozumem,
iż człowiek jest stworzony, by realizować się duchowo, wyrazić cały
swój potencjał duchowy właśnie teraz, w tej fazie ewolucji ludzkości.
Natomiast siły, o których była mowa wcześniej, pragną temu zapobiec.
Brzmi to jak horror. Dlaczego o tym nie wiemy? -
Ponieważ wiedza na ten temat nie jest udostępniana. Podczas pisania
swojej pracy korzystałem z 480 źródeł. Były to książki, artykuły, cytaty
i strony internetowe. Jest wiele wskazówek mówiących o świadomym
uniemożliwianiu dostępu do informacji we wspomnianym zakresie. Nikogo
nie oskarżam, ale należy tu wspomnieć o braku zainteresowania ze strony
polityków i mediów. A jeśli już ktoś odważy się i poruszy ten temat,
traktowany jest cynicznie, albo kpi się z niego i ośmiesza. Wygląda to na ignorancję.
- Tak. W istocie rzeczy jest to ignorancja. Na szczęście coraz więcej ludzi, niekiedy
zorganizowanych
w małe grupy, interesuje się tą sprawą, dostrzegając, o co tu chodzi.
Jest to rzeczywiście horror podobny do powieści George'a Orwella Rok
1984, z tą tylko różnicą, że książka Orwella wydaje się bardzo
przestarzała w porównaniu z obecnymi możliwościami techniki i taktykami
współczesnej elity, próbującej zapanować nad światem. Technika, którą
oni operują, jest niesamowicie zaawansowana, począwszy od
najnowocześniejszych cray-komputerów w Pentagonie, aż po
nanotechnologie.
Francuski profesor Jean Pierre Petit, jeden z
najsłynniejszych astrofizyków, mówi, że nie zdajemy sobie sprawy z ich
know-how, z wiedzy i możliwości tej elity.
Jaki cel stawia sobie światowa elita? Do czego służy cała ta gra?
-
Gdyby oni byli świadomi praw panujących w Kosmosie, praw harmonii,
którym nie można się przeciwstawić, nigdy nie zaczynaliby tej gry. I
dlatego można tu mówić o ignorancji. Przekonanie, iż arogancją jesteśmy w
stanie przeciwstawić się Prawom Kosmicznym, świadczy o ignorancji,
życiu w iluzji, złudzeniu, chęci panowania, absolutnej niewiedzy. Są to
słowa Buddy, który nauczał, że nasza ignorancja, pożądanie i niewiedza
stanowią źródło cierpienia. Badając dogłębniej skąd bierze się
początek tej elity, docieramy aż do Sumeru. To dzisiejszy Irak, gdzie
rozgrywa się finał walki, w którą został zaangażowany cały świat. Wielu
zadaje sobie pytanie: co to wszystko ma znaczyć? Irak, dawniejszy Sumer,
gdzie Eufrat i Tygrys przypominają o opisanym w Księdze Rodzaju
powstaniu świata, stanowi kolebkę najstarszej wiedzy ludzkości. Nawet tę
wiedzę próbowano nam odebrać, bombardując muzeum w Bagdadzie. Na
szczęście uratowano pewną ilość starych glinianych pojemników i tablic.
Amerykanie byli zdziwieni, że znajdowało tam aż tyle wyrobów z gliny, a
ich minister przyznał: I didn't know that they had such a lot of
pottery. Wspomniane tablice są starsze niż opowieści o stworzeniu,
starsze nawet niż indiańskie mity o powstaniu świata. Gliniane tablice sumeryjskie iUpadli Stróże
Wszystko,
o czym teraz mówimy, ma wiele warstw. Media i politycy skomentowali
wydarzenia z 11 września na swój sposób i tak nam to przekazali. Trudno
jest im spojrzeć na nie inaczej, ale i tam zachodzą zmiany. Zrozumiałym
jest, że odkrywanie każdej następnej warstwy, głębsze spojrzenie
ukazujące grę, która toczy się za kulisami wydarzeń, może przekraczać
nasze wyobrażenia. Stąd też drwina i kpina dziennikarzy komentujących
wiadomości o tzw. spisku. Można sobie z tego drwić, ja jednak wiem, że badałem wszystko dokładnie i rzetelnie.
Uczono
mnie też, aby zawsze najpierw wysłuchać, co mają do powiedzenia ludzie
kompetentni w danej materii. Tak właśnie postąpiłem, badając źródła i
prace wielu autorów. Wspomniane uprzednio Gliniane Tablice Sumeryjskie
czy źródła hermetyczne, jak też esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, o
jakich niektórzy mówią, że nie były one esseńskie - i tu rozpoczyna się
dyskusja - wszystkie te źródła wskazują na teraźniejsze wydarzenia.
Gliniane Tablice zawierają piękną opowieść Enuma Elisz, co dosłownie znaczy Ci z góry. Jest tu mowa o bogach - nie o Bogu - o bogach, którzy
w nieujawnionych przez Kościół tekstach apokryficznych nazywani byli
Stróżami, a później aniołami, upadłymi aniołami. Jest to określenie
błędne. Oni nie upadli, oni przyszli tu z góry, od biedy więc można to
też nazwać upadkiem. Mieszkańcy Ziemi określili ich zatem jako Enuma
Elisz - Ci z góry, a Kościół nazwał upadłymi. Należy też przypomnieć, że
nasze mózgi są porządnie wyprane, a cynizm i drwiny nie świadczą o
otwartym i światłym umyśle, gdyż taki umysł bada.
Zacznijmy od
faktu, iż całkowicie zapomnieliśmy, że jesteśmy dziećmi gwiazd. Oznacza
to, że nasza planeta należy do większej konstelacji gwiezdnej, o czym
wiedzieli też dawni astronomowie, jak Kepler, Galileusz i filozof hermetyczny, jakim był Giordano Bruno. Również współczesny naukowiec Stephen Hawking
stawia tezę, że Uniwersum (Kosmos) stanowi rodzaj duchowego organizmu.
Dawniej powiadano, że planety posiadają duszę, że na innych globach
możliwe jest życie. Wspominał o tym też Bruno. Wszystko to zostało
przekreślone przez tzw. super-racjonalizm, z punktem kulminacyjnym
nazwanym Oświeceniem. Nie chodzi tu o Oświecenie, o którym mówił Budda,
lecz o wywyższenie rozumu dosłownie ponad wszystko. Nas wychowano w
przeświadczeniu, że aniołowie to jakieś uskrzydlone istoty, dodano do
tego opowieści o diabłach i upadłych bytach. Zapomnieliśmy jednak, że
Tablice Sumeryjskie zawierają przekaz o Upadłych Stróżach z planety Nibiru, a nie o upadłych aniołach.
Udowadnia to w precyzyjny sposób w swojej fascynującej książce Dwunasta Planeta Zecharia Sitchin,
wielki izraelski naukowiec i erudyta. Właściwie jest ona dziesiątą
planetą, nazwaną Planetą X, przy czym X oznacza też Wielka Nieznana.
Sitchin pisze o tym bardzo
przekonująco. A ja pytam jego krytyków:
zna pan źródła? Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić. Sitchin udowadnia w
wielu swoich pracach, że zawsze istniał kontakt z innymi gwiazdami i
planetami. Pisze o Nibiru, tej samej, o której jest mowa w Tablicach
Sumeryjskich. Wspomina się tam o 200 Stróżach, którzy mieli plan
wylądowania na górze Hermon (na Bliskim Wschodzie). Wylądowania!
Ludzkość była wtedy na etapie ewolucji zbliżającej się do Homo sapiens.
Antropologia zadaje sobie pytanie, w jaki sposób odbyła się mutacja
czyniąca z tzw. małpo-człowieka istotę ludzką. To nie temat tej rozmowy,
ale przy pomocy Tablic Sumeryjskich możliwe jest wyjaśnienie i obalenie
obowiązującej teorii ewolucji, dotyczącej tego właśnie zagadnienia.
Wspomniane tablice przekazują, że została dokonana genetyczna
manipulacja na ówczesnych mieszkańcach Ziemi - i to dość radykalna.
Ukazują one, w jaki sposób łączono plemniki z komórkami jajowymi. Kto tego dokonał?
- Kim oni byli? W tekstach jest mowa o „Anunnaki", co dosłownie znaczy Ci, którzy przyszli z góry.
Jak mam sobie wyobrazić tych przybyszów?
-
To - dosłownie - istoty z innych planet. Na ten temat słyszy się dużo
niedorzeczności, ale istnieją też poważne badania. Były prezydent Stanów
Zjednoczonych, Jimmy Carter powiedział, że nie może
się w tej kwestii wypowiadać, ale dla niego te istoty istnieją, są
rzeczywiste. W Księdze Rodzaju określa się je jako Synów bogów - Elohim.
Elohim oznacza liczbę mnogą, a więc nie Boga, lecz właśnie bogów. W
tejże Księdze opisano, że przybyli oni tutaj i współżyli z mieszkankami
Ziemi. Powstała wtedy nowa rasa. Księga ta posiada pewne luki w tekście,
ale brakujące informacje można odnaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Na
przykład to, w jaki sposób doszło do wspomnianej krzyżówki. Na Tablicach
widoczne są probówki, w których dokonano zapłodnienia, po czym
umieszczano płód w ciele kobiety.
Wygląda to na nowoczesną technikę?
-
Tak. Wszystko jest tam obecne. My jednak za wszelką cenę pragniemy
zachować nasze dogmaty. Nawet świat uniwersytecki kpi z takiej
możliwości twierdząc, że tylko mieszkańcy Ziemi dysponują pewną wiedzą,
co dla mnie osobiście jest raczej marnym rozumowaniem. Wielki filozof i
astronom Giordano Bruno powiedział, że nie wyobraża
sobie, iż pośród miriadów gwiazd mieszkańcy Ziemi są jedynymi
wszechwiedzącymi istotami w całym Kosmosie. Ważny jest zatem otwarty,
światły umysł, by móc uświadomić sobie, iż pomiędzy Niebem a Ziemią
istnieje więcej rzeczy, niż postrzega oko. Szekspir wyraził to tak
pięknie w Hamlecie słowami: There is more between heaven and hell, that you can see Horatius.
Moglibyśmy wreszcie zdobyć się na odwagę i na zawsze pożegnać z
aroganckim poglądem, że jesteśmy jedynymi mieszkańcami Uniwersum i że
nasza wiedza jest najwyższa.
Tablice Sumeryjskie udowadniają
istnienie znacznie bardziej zaawansowanej wiedzy. Przecież na tyle pytań
wciąż nie znamy odpowiedzi.
Kto zbudował Baalbek? Jak powstały
piramidy? Wiele idei dotyczących ich budowy bardzo łatwo obalić. Nikt
jednak nie odważy się o tym mówić otwarcie. To kwestia prestiżu,
ambicji, ważnych stanowisk, statusu. Człowiek znalazł się w pułapce,
chyba najtrafniej opisanej przez
Goethego, który należał do
wtajemniczonych. W Fauście przedstawia on arogancję człowieka, który
szuka i nie znajdując na wszystko odpowiedzi, udaje się po pomoc do
szatana Mefistofelesa. Chcąc otrzymać odpowiedź, decyduje się na
podpisanie cyrografu własną krwią. Prawie nikt nie wie, co to znaczy. Do
podpisania paktu z diabłem potrzebna jest krew. Mówią o tym też Tablice
Sumeryjskie - po prostu musisz oddać część siebie.
Pierwsze, co
Upadli Stróże przekazali człowiekowi, to metody walki, magię, okultyzm.
Następnie - nie stosujemy tu chronologii, ale hierarchię ważności -
pojawiła się potrzeba ustanowienia monarchów. Dalsze informacje
uzmysławiają nam, dlaczego monarchowie mają tak duży wpływ, taką władzę,
dlaczego są tytułowani jako Wysokość - dotyczy to Enuma Elisz (Ci
pochodzący z góry). Dlaczego używa się w stosunku do nich liczby
mnogiej, z jakiego powodu obowiązują takie, a nie inne rytuały, dlaczego
są bogaci, jeżdżą w złotych karocach,
mieszkają w pałacach i mają nadal tak duży wpływ na rządy. Badając korzenie monarchii należy dodać, że z 43 prezydentów Stanów Zjednoczonych 34 miało w żyłach królewską krew.
Można o tym przeczytać w książce Peerage, która zawiera informacje o
pochodzeniu domów królewskich. To, że dysponują takimi wpływami, ma swe
podłoże w specjalnym kodzie zawartym w DNA. O tym również informują
wspomniane Tablice. Z którego wieku pochodzą Tablice Sumeryjskie?
-
Na ten temat istnieją różne opinie. Niektórzy twierdzą, że z III-V
tysiąclecia p.n.e. Być może są one jeszcze starsze. Niektórzy badacze przypisują
im pochodzenie z czasów poprzedzających Atlantydę, o której pisał
Platon w swoich dziełach Kritias, Timajos i Fedon. Jest to więc bardzo
stara wiedza.
Tablice Sumeryjskie mówią o Upadłych Stróżach. Drugim
źródłem, też już wcześniej wspomnianym, są Esseńskie Zwoje znad Morza
Martwego, które opisują ostateczną walkę pomiędzy Synami - my możemy
dodać, że również Córkami -Ciemności i Światła. Upadli Stróże to demony,
aniołowie, którzy utracili swój cel, istoty o wielkiej mocy, które
przeszczepiły się na rodzaj ludzki. Czy miało to wpływ na rozwój genetyczny?
-
Tak. Księga Rodzaju, jak też późniejsze księgi biblijne opisują
zniszczenie gigantów. Była to ingerencja z zewnątrz. Rasa ta odznaczała
się fizyczną siłą i miała ogromną wiedzę, lecz zagrażała dalszej
ewolucji. Opowieści biblijne więc (Biblia pochodzi od słowa biblii i
znaczy księgi) nie są alegoryczne, lecz dosłowne. Opisują one bardzo
dokładnie czasy przed potopem, przed Atlantydą i po niej. Podobne
informacje można znaleźć w Zwojach znad Morza Martwego, jak też w
źródłach hermetycznych. W moich książkach cytuję rozmowę Hermesa Trismegistosa - jest to greckie imię egipskiego mędrca, wtajemniczonego Tehuti - z Asklepiosem.
Mówi on o Upadłych Stróżach, demonach, którzy na końcu czasów
wygenerują chaos. Powinniśmy się więc przebudzić i dojrzeć, uświadomić
sobie, co tak naprawdę się dzieje. Chcę tu też wspomnieć szamana Zulusów
Credo Mutwę na szczęście on i jego piękne książki są coraz bardziej
znane. Jedna z nich to The song of the Stars (Pieśń gwiazd). Jej
autor nie tak dawno powiedział, że obecnie wszyscy powinni wiedzieć to,
co w dawnych czasach znali tylko wtajemniczeni.
Mianowicie, że
Chitauri (czyt. szitauri) tzn. Upadli Stróże, którzy przeszczepili się
na rodzaj ludzki, chcą teraz zapanować nad Ziemią, nawet kosztem
wyniszczenia połowy ludzkości przy pomocy techniki, różnych taktyk i
praktyk, o których większość z nas nigdy nie słyszała.
Dawna wiedza a czasy teraźniejsze
Dochodzimy
tu do pytania: co tak naprawdę dzieje się na Ziemi? Zawsze czułem się
spokrewniony z kulturą Indian. Nie mam na myśli tylko Majów, którzy
dysponują najstarszym kalendarzem, lecz także szczep Hopi, z którym
nawiązałem kontakt. Wszyscy oni bez wyjątku mówią to samo, a więc szczep Hopi, Irokezi, Seneka, Majowie, z którego pochodzi mój kolega antropolog Carlos Barrios
z wtajemniczonego Klanu Orla. Podróżuje on po świecie informując, że
nie uczestniczy w żadnej grze, lecz mówi o wszystkim tak, jak jest.
Ludzkości pozostały najwyżej 3-4 lata, aby wybrać drogę Światła i
Mądrości, w przeciwnym razie Ziemi grozi poważne niebezpieczeństwo.
Przywódcy różnych plemion Indian, nasi Czerwonoskórzy Bracia, których
niszczyliśmy i poniżaliśmy, także w literaturze; ludzie o ogromnej
wiedzy i mądrości ostrzegają nas zgodnym chórem, że w najbliższych
latach ludzkość i Ziemia będą przechodziły przez proces oczyszczania,
którego przebieg może być chaotyczny i bolesny. Stopień oczyszczenia
będzie uzależniony od naszych myśli, słów i uczynków. Czasy teraźniejsze
nazywają oni Znakiem Wielkiego Niedźwiedzia z symbolem niedźwiedziej
łapy, która tworzy linie bardzo podobne do kodu kreskowego, obecnego na
każdym produkcie - i twierdzą, że (jeśli nie stawimy czoła niekorzystnym
zjawiskom - przyp. red.), wówczas nadejdzie czas III wojny światowej.
Może później powrócimy do tego tematu, aby stwierdzić, co to ma wspólnego z chipem.
Indianie
o tym wiedzą, Tybetańczycy, z którymi często spotykałem się w ich
klasztorach, również. Także niektóre ugrupowania chrześcijańskie zdają
sobie z tego sprawę.
Spójrzmy na Apokalipsą jako na księgę
wtajemniczenia, a nie własność pewnych ugrupowań, które ją interpretują w
sposób sektaryczny, wskazując, że ty zostaniesz uratowany, a ty nie. To
nie o to chodzi. Zawiera ona mnóstwo informacji. W treści jest
spokrewniona z wiedzą zawartą w hinduskich księgach Puranach (Księgi
Starszych). Istnieje przypuszczenie, że Jan apostoł (...) pozostawał, w
pewnej mierze, pod wpływem starej wiedzy hinduskiej. Tekst ten opisuje
nasze czasy. Planeta Ziemia cierpi, ma miejsce coraz więcej wojen i
katastrof, nasilają się eksplozje wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami,
klęski ekologiczne, wzmagają się erupcje Słońca. Jednym słowem panuje
niepokój. Już Jezus, Wielki Mistrz, mówił, że na końcu cyklu, w języku
greckim wyrażonym jako aion, wszystkie te znaki będą widoczne, lecz
ludzie, nie zważając na to, będą się weselić.
Do wszystkich wcześniej wymienionych wizji religijnych Indian, Puran i słów Jezusa chciałbym jeszcze dodać bestseller Johna Perkinsa.
Perkins
dawniej należał do tych, którzy decydują o losach innych. Zna strategie
i taktyki ogromnych koncernów, wie, w jaki sposób niszczone są niektóre
kraje, jak bogate państwa wzbogaciły się wykorzystując ubogich ludzi w
innych regionach świata. Ostrzega i nawołuje, abyśmy się przebudzili, bo
w przeciwnym razie może być za późno. Jednocześnie podkreśla, że możemy
jeszcze dużo zrobić. W swojej książce przekazuje jednakowo brzmiące
opinie Indian, aborygenów i innych pierwotnych szczepów. Wszyscy oni
potwierdzają szczególny okres przemian, w jakim znajdujemy się my i
Ziemia. A dlaczego?
Podobnie jak pory roku, nasza planeta przechodzi
swój cykl. Dawni mędrcy zdawali sobie z tego sprawę. Pitagoras wiedział,
że wszystko ma swoją miarę i liczbę. Obecny okres to zima, innymi słowy
Kali yuga. Nie jest to, jak sugerują niektóre ugrupowania New Age, coś,
co stanie się samo, a my nie musimy nic robić, bo era Wodnika i tak
nadejdzie. Nie, przemiana ta należy do szczególnych i wiele znaczy.
Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku. Okres taki trwa
25920 lat, a każdy obieg przez jeden znak zodiaku to 2160 lat. Obecnie
znajdujemy się w znaku Wodnika.
Jak już wspomniałem, metamorfoza ta
ma charakter szczególny. Hindusi określają ją jako Maha yuga lub Kalpa,
co oznacza głęboką, fundamentalną przemianę. Każdy z nas, bez wyjątku,
to odczuje. Dlaczego? Bo to dla nas szansa wzrostu duchowego i przejścia
Ziemi na poziom wyższej wibracji. Ewolucja człowieka -który staje
się coraz bardziej świadomy, któremu nieobca jest refleksja i który
rozwija swoje prawdziwe cechy, takie jak: współczucie, miłość,
uczciwość, współpraca - poddana zostanie próbie, zanim postawi się ten
ważny krok w ewolucji. Obecni na naszej planecie Upadli Stróże są często
przedmiotem kpin i żartów, podczas gdy mędrcy z dawnych czasów nigdy
sobie z nich nie drwili. Te istoty, pod pretekstem np. walki z
terroryzmem, mogą zrobić całkiem coś innego -wtargnąć do ludzkiego
organizmu i wszczepić nam najważniejszy, tzw. najwyższy kamień.
Posługują się one schematem piramidy, a jest nim chip. Ma się to stać w
ciągu 3 lat, a celem tego jest uczynienie z człowieka niewolnika. Taka
operacja - kontrolowana przez systemy satelitarne GPS i cray-komputery -
będzie miała ogromny wpływ na ludzki organizm. Wszystko to wydaje się
tak niewyobrażalne, iż większość nie jest w stanie tego pojąć i
potraktować poważnie. Jaki jest cel tego niewolnictwa i komu ma to służyć?
-
Istoty, które postrzegają innych jako przedmiot, nad którym można
zapanować i wykorzystać go do własnych celów, same cierpią. Właśnie od
buddystów nauczyłem się tego, aby żywić dla nich współczucie. Byty te
nie omieszkają sprowokować nowych wojen i wyniszczyć miliony ludzi.
Kiedy przyglądamy się wojnom, temu, w jaki sposób do nich dochodziło i
nadal dochodzi, okazuje się, że historia jest pełna kłamstw, a człowiek,
być może, okazuje się mniej winny, niż można by przypuszczać, i jest
niesamowicie manipulowany. Wciąż na nowo wywołuje się konflikty wojenne,
nowe Pearl Harbor, aby stwarzającym te konflikty siłom umożliwić
zdobycie władzy i bogactwa, przy czym wyniszczenie ludzi i przyrody
wydaje się czymś dozwolonym. To według mnie rzecz niedopuszczalna. Każdy
człowiek ma swój cel, choć nie mówi się o tym w szkołach ani na
uczelniach. Wprawdzie istnieją jeszcze ogólnie przyjęte, przestarzałe
opinie, że takie cele nie istnieją, lecz w istocie jest inaczej. I to
nieprawda, że najpierw trzeba należeć do jakiegoś stowarzyszenia, grupy
albo kościoła, by znaleźć swój cel. Nie, każdy może to odkryć w swojej
świadomości, myśląc, zastanawiając się, badając po prostu życie. Istoty,
które nie chcą, aby człowiek rozwijał się bardziej, niż one same, z
wymienionych wcześniej pobudek są gotowe uczynić wszystko, aby
przeszkodzić w ewolucji ludzkości. Temat ten jestm znany od dawna.
Przypomnę opowieść z Iranu, dawnej Persji, w której Ormuzd i Aryman walczą ze sobą; czy też Augustyna, który opisuje Miasto Boga skonfliktowane z miastem Upadłych Stróżów. A w Bhagawadgicie przedstawiona została walka pomiędzy dwoma rodami, Pandawa i Kaurawa, która trwa aż do momentu transformacji.
Osobiście
nie należę do żadnego kościoła, ale uważam Biblią za źródło głębokiej
wiedzy i wielkiej mądrości. Jest w niej np. mowa o lucyferze. Lucyfer to serafin,
niekiedy nazywany cherubinem. Chociaż dla nas jest to materia trudna do
pojęcia, stare źródła podają, iż są to istoty o ogromnych
możliwościach, bardzo rozwinięte, potrafią np. tworzyć całe planety.
Zostały stworzone, aby żyć i tworzyć w wolności i miłości.
Jednak ta wolność umożliwia im wybór, aby pójść inną ścieżką i np. zacząć preferować władzę i odmienną drogę ewolucji. Indianie Hopi
powiadają, że pewna kategoria ludzi traci głową i spada w przepaść.
Podobnie pewien rodzaj istot gwiezdnych stracił głowę i pomyślał, że
może odłączyć się od praenergii Miłości, którą oblekliśmy w obraz i dla
której wybudowaliśmy kościoły, synagogi, świątynie i meczety. Według
mnie, każdy ma prawo wyznawać swoją prawdę i religię, lecz praenergia
Miłości - znana mistykom i przebudzonym, osobom oświeconym -jest
bezosobowa, wszechobecna i wszystkotworząca. Bez niej po prostu nie
można istnieć! A więc, jeśli jakaś gwiezdna istota chce się odłączyć od
praenergii i iść inną drogą, realizować swoje cele, będzie to przez
pewien czas możliwe, lecz ostatecznie prowadzi do katastrofy.
Kryminalna
Cabal, która rządzi planetą Ziemia, jest systematycznie usuwana z
władzy, a ostatnią z nich jest zmiana reżimu w Meksyku i wkrótce także w
UE. Co więcej, walka o władzę w Waszyngtonie jest zdecydowanie wygrywają dobrzy ludzie.
Najwyraźniej też następuje jakieś faktyczne zdemaskowanie zarówno incydentu z Roswell "UFO", jak i techniki antygrawitacyjnej. Dwa
poniższe linki zostały przesłane do nas przez japoński wywiad wojskowy i
mówią, że są autentyczne (chociaż nie jest to obszar, w którym ten
pisarz ma duże doświadczenie). Wygląda
na to, że jest to zgłoszenie patentowe na jednostkę antygrawitacyjną,
podczas gdy druga twierdzi, że jest ściśle tajnym dokumentem
stwierdzającym, że ciała obce i obce statki kosmiczne zostały faktycznie
odzyskane przez rząd Stanów Zjednoczonych. Zostawiamy to ekspertom, aby ustalić, czy są one prawdziwe. Jeśli tak, to niedługo pojawią się latające spodki w salonach.(samochodowych!!!)
Zdecydowanie realna jest jednak rewolucja na Zachodzie. Źródła
Pentagonu mówią teraz, że liczba zamkniętych aktów oskarżenia w USA
wynosi obecnie do 40 000, a masowe aresztowania prawdopodobnie zaczną
się jesienią.
Tym,
którzy twierdzą, że aresztowania nigdy nie będą miały miejsca, możemy
odpowiedzieć, że wiele tysięcy zostało już aresztowanych lub usuniętych z
władzy. Ponad
50 kongresmanów i senatorów zrezygnowało, a najwyższe stopnie
Departamentu Sprawiedliwości, Departamentu Stanu, FBI i CIA zostały
dokładnie oczyszczone z khazarskich służących. Widzieliśmy
także śmierć wielu czołowych khazarskich gangsterów, w tym Davida
Rockefellera, Jacoba de Rothschilda, George'a Sorosa, Zbigniewa
Brzezińskiego, Billa Gatesa itd.
Na
co wszyscy teraz czekamy, to zobaczymy kilku czołowych Khazarianskich
gangsterów, takich jak Bushes, Clintons, Barack Obama i Benjamin
Netanyahu (Mileikowsky) perp-chodzili w kajdankach przed światowymi
mediami. Ten dzień się zbliża.
Watykan także kontynuuje prace porządkowe. Na
tym froncie nasze źródła Pentagonu zauważają że: "Podczas gdy kardynał
australijski George Pell jest sądzony za pedofilię, kardynał Billa
Clintona, Ted McCarrick w Waszyngtonie D.C. jest oskarżony o gwałt na
osobie nieletniej."
Sprawa
kardynała Pella jest ważna, ponieważ był on watykańskim ministrem
gospodarki i jako taki kierował Bankiem Watykańskim i jego tajnymi
rachunkami przekupstwa, które odbyły się w imieniu większości tak
zwanych światowych "przywódców". Jego usunięcie otwiera drogę na wielką
kampanię watykańską w Afryce i Ameryce Łacińskiej w celu zwalczania
ubóstwa i niszczenia środowiska. Ponadto,
ponieważ Pell pochodzi z Australii, jego usunięcie oznacza, że
ogromne zapasy złota na wyspie Bougainville mogą wkrótce zostać
udostępnione ludziom na planecie Ziemi, zgodnie z danymi z Watykanu.
Jeden
z głównych pozostałych Khazarianskich centrów władzy, BIS - centralny
bank centralnych banków - ma teraz przekazać skradzione złoto, którego
użyli do sfinansowania tak zwanych grup narodów G7 i G20, według
członków Zachodnie tajne stowarzyszenia.
Będzie
to widoczne dla społeczeństwa zachodniego podczas i po spotkaniu NATO
zaplanowanym na 11 i 12 lipca, kiedy to zostaną wprowadzone największe
zmiany w europejskim sprawowaniu rządów. od czasu II wojny światowej. Rządy Rosji i Chin, a także Pentagon postanowiły ...
Pozostała część artykułu jest dostępna tylko dla członków BenjaminFulford.net Proszę zalogować się lub zarejestruj , aby utworzyć konto.
Często przepisywany lek na choroby układu krążenia może prowadzić do osłabienia ścian tętnic
Leki przeznaczone do leczenia wysokiego ciśnienia krwi, jak
również zaburzeń rytmu serca i niektórych form chorób serca są obecnie
najczęściej przepisywanymi farmaceutykami w Stanach Zjednoczonych (USA).
U co trzeciej osoby dorosłej, czyli u około 75 milionów ludzi
rozpoznaje się w USA nadciśnienie tętnicze i o wiele więcej ma stan
przednadciśnieniowy. Około 15 milionów pacjentów w Stanach Zjednoczonych
cierpi na jakąś formę nieregularnego bicia serca, czyli arytmii.
Najczęściej przepisywanymi lekami na te i inne choroby są tak zwane
"blokery kanałów" lub "antagonisty", w tym blokery kanałów wapniowych,
sodowych i potasowych. Wartość sprzedaży tych leków na świecie osiągnęła
6 mld dolarów. Wśród leków na receptę blokery kanału wapniowego zajmują
w USA ósme miejsce pod względem wartości sprzedaży.
Badanie
przeprowadzone przez Badawczy Instytut Dr Ratha pokazuje, że blokery
wapnia – a szczególnie nifedypina – blokują produkcję kolagenu,
najważniejszej molekuły stabilizacyjnej dla tkanki łącznej i ściany
naczyń krwionośnych. Witamina C jest w stanie znieść tą blokadę.
Leki
te zapobiegają przenikaniu wapnia (i innych cennych składników
mineralnych) do wnętrza komórek poprzez blokowanie określonych kanałów
znajdujących się w ścianach komórek mięśni gładkich wyściełających
naczynia krwionośne oraz w ścianach komórek mięśnia sercowego (miocytów)
i innych tkanek. Blokując te kanały, leki te wywołują rozluźnienie tych
komórek i inne skutki farmakologiczne. Kanały transportu sodowego są
także drogą przenikania witaminy C do komórek.
Nowe
badanie przeprowadzone w Instytucie Badawczym dr Ratha i opublikowane w
American Journal of Cardiovascular Disease1 pokazuje, że oprócz
blokowania absorpcji wapnia leki te utrudniają pobieranie witaminy C
przez komórki. Witamina C jest niezbędnym składnikiem odżywczym dla
produkcji kolagenu – i w ogóle kluczową cząsteczką dla stabilności ścian
naczyń krwionośnych i tkanki łącznej. Jej długookresowy niedobór jest
szczególnie szkodliwy dla komórek tworzących ściany tętnicy, gdyż może
spowodować mikroskopijne uszkodzenia strukturalne, a następnie
gromadzenie się złogów miażdżycowych – co jest przyczyną zawałów serca i
udarów mózgu. Wykonane badanie wskazuje, że spośród badanych blokerów
kanałów najwyraźniejszy efekt wywołuje nifedypina (tj. Procardia,
Nifediac), powodując znaczący spadek produkcji kolagenu przez ludzkie
komórki mięśni naczyń krwionośnych. Biorąc pod uwagę fakt, że leki te
mają być stosowane przez czas nieokreślony, ich szkodliwe skutki dla
zdrowia są bardzo niepokojące.Leki te zapobiegają przenikaniu wapnia (i
innych cennych składników mineralnych) do wnętrza komórek poprzez
blokowanie określonych kanałów znajdujących się w ścianach komórek
mięśni gładkich wyściełających naczynia krwionośne oraz w ścianach
komórek mięśnia sercowego (miocytów) i innych tkanek. Blokując te
kanały, leki te wywołują rozluźnienie tych komórek i inne skutki
farmakologiczne. Kanały transportu sodowego są także drogą przenikania
witaminy C do komórek.
W tym aspekcie badanie wykazało, że
indukowane blokerem wapnia hamowanie wytwarzania kolagenu przez komórki
może być kompensowane poprzez dostarczanie witaminy C. W szczególności
dostarczanie rozpuszczalnej w tłuszczach witaminy C (palmitynian
askorbylu) zamiast zwykłej witaminy C dawało w rezultacie znacznie
wyższe stężenia witaminy C w komórkach, co dodatkowo wspierało produkcję
kolagenu.
Fakt, że blokery kanału wapniowego – zażywane przez
dziesiątki milionów chorych na serce na całym świecie w przekonaniu, że
mogą one pomóc w zapobieganiu atakom serca – w istocie zwiększają
ryzyko zawału serca z powodu osłabienia ścian komórek mięśnia sercowego i
naczyń krwionośnych, stanowi główną przeszkodę w kardiologii. Ponadto
są doniesienia o zwiększonym ryzyku raka piersi i chorób dziąseł. W
świetle wyników tego nowego badania jest możliwe, że wielu skutkom
ubocznym tych leków można zapobiec po prostu przez suplementację
synergicznymi mieszankami witaminy C, w tym palmitynianu askorbylu, i
innych niezbędnych mikroskładników odżywczych.
Literatura: 1. Ivanov V, et al., Am J Cardiovasc Dis 2016:6(2):26-35