czwartek, 12 października 2017

W piątek spotkałam na przystanku Prawdziwego Mężczyznę!

Zdjęcie użytkownika Rafaela Matusiak.



....i bez znaczenia, że miał tak na oko około 15 a może 16 lat bo czyny i maniery prawdziwego Marszałka. W piątek było nieco chłodno - tak około minus 12 stopni - ale gdy stoisz i czekasz na autobus to wydaje się jakby to było minus 20. I zupełnie obok mnie stała ta para - nastoletni chłopak i dziewczynka około 12 lat - sądząc z ich zewnętrznego podobieństwa był to brat i siostra. Widać, że stali bardzo długo bo kiedy podeszłam dziewczynka przytupywała już nogami starając się rozgrzać i z lekka drżała. Chłopiec uważnie popatrzył na nią z góry do dołu jakby oceniając "ciepło" kurtki.
- "Ej, a ty w czym wyszłaś z domu? "
- "W wełnianym płaszczyku" - zabrzmiał ledwie słyszalny głos.
- "Przecież on jest cieniutki!"
- "Nieee".....
- "Ech.... kobiety!" z ciężkim westchnieniem odpowiedział chłopak rozpinając i zdejmując swoją kurtkę puchową. Narzucił ją dziewczynce na plecy a ta okazała się dla niej ogromna i zapięła się tak, że podbródek i nos dziewczynki schowały się pod wielkim kołnierzem. Sam chłopak pozostał w bluzie i grubym swetrze o wielkich oczkach. Dziewczynka wysunęła nos z puchowej kurtki:
- Ty się rozchorujesz....
- Nie rozchoruję się - w domu zrobisz mi gorącej herbaty - odrzekł stanowczo.
Potem jeszcze spojrzał na dziewczynkę stojącą obok podobną do gąsienicy owiniętej w kokon i skinąwszy głową zakomenderował:
- I sama wypijesz. Dla pewności dwie filiżanki. 


źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_133507
źródło: michalxl600.blogspot.com






Twoje życie ma cel wewnętrzny i zewnętrzny.


Tego prawdziwego i najważniejszego celu nie można znaleźć na poziomie zewnętrznym. Nie wiąże się on z tym, co robisz, lecz z tym, kim jesteś, czyli ze stanem twojej świadomości.
Twoje życie ma cel wewnętrzny i zewnętrzny. Cel zewnętrzny wiąże się z działaniem i ma znaczenie drugorzędne.
Twój cel wewnętrzny to przebudzić się.
Przebudzenie polega na przemianie świadomości, kiedy to myślenie i świadomość oddzielają się od siebie. Rolę myślenia przejmuje świadomość. Świadomość to świadoma łączność z inteligencją wszechświata.
Zainicjowanie procesu przebudzenia jest aktem łaski. Nie możesz go zapoczątkować ani nie możesz się do niego przygotować i zgromadzić dobrych uczynków. Nie możesz nic zrobić, aby się przebudzić. Cokolwiek zrobisz będzie to dziełem ego próbującego przywłaszczyć sobie to przebudzenie lub oświecenie jako najcenniejsze dobro i przez to uczynić siebie ważniejszym i większym.
Co więc można zrobić?

środa, 11 października 2017

Cyrk Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła. - Dr Jerzy Jaśkowski



Dr Jerzy Jaśkowski



Cyrk Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła.
Prostata.

Z cyklu: „P-235, państwo istnieje formalnie”
dr J. Jaśkowski

„Polityka jest ostatnim schronieniem łotrów.”

Ale nam się narobiło w ostatnim czasie. Minister Zdrowia, p. Konstanty Radziwiłł, stworzył w rodzaju: „Szczepimy się”. Nie wiem jakich to zatrudnia doradców od pijaru, ale wyraźnie uwidacznia się fakt traktowania polskiego społeczeństwa jak przygłupów, którzy nic nie wiedzą i nic nie rozumieją.
Jeszcze gorsze świadectwo wystawił sobie p. marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Jak wiadomo, Senat to najwyższa Izba Ustawodawcza w Polsce. Innymi słowy, powinna zatrudniać ludzi nie tylko mądrych, ale i kompetentnych. Wynagrodzenie, z podatków społeczeństwa, sami sobie przyznają i jest, co tu ukrywać, niemałe. Niestety, ostatnie działania wskazują, że niezupełnie te dwa warunki są brane pod uwagę. Oczywiście zrozumiałym jest, że p. marszałek Senatu może nie mieć zielonego pojęcia o medycynie, ale powinien dobrać sobie odpowiednich doradców nie tylko od pijaru, czyli taniej popularności, czyli takich, w wyniku których wystawia nie tylko siebie, ale i Senat na pośmiewisko. No bo jak w tak błahej sprawie bierze udział w cyrku ministra K. Radziwiłła, to co z innymi akcjami?
Ale od początku.
Minister K.Radziwiłł, jak donosi Gazeta Wyborcza z 21 września 2017 roku, dokonał publicznego szczepienia p. Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Oczywiście nikt tak naprawdę nie wiedział, co znajduje się w strzykawce, ale zakładamy, że to naprawdę była szczepionka. I mamy poważny problem z wiedzą merytoryczną p. K. Radziwiłła.
Po pierwsze, w szczepionce znajdują się substancje dodatkowe, zwane enigmatycznie czyli, aby ukryć prawdę, adiuwantami. Takim adiuwantem jest jedna z największych neurotoksyn, tj. aluminium.
Na wszelki przypadek poniżej przypomnę zawartość aluminium w kilku szczepionkach.



Ukryte Terapie - Jerzy Zięba

Właśnie zakończyliśmy drugi odcinek mojego programu w telewizji Polonia1 :-))) Ci którzy nie mogli oglądać na żywo, mogą obejrzeć całość (plus to czego ze względow czasowych nie wyemitowano) tutaj :
https://youtu.be/-hqGwYagON4

youtube.com




Ukryte Terapie - Jerzy Zięba
około godziny temu
Mój program, z Telewizji Polonia1
Cz. 1
https://www.youtube.com/watch?v=kuqdPSzrrT4&t=913s
... Zobacz więcej

youtube.com



autor:

Chińczycy budują leśne miasta. Pierwsze porośnięte drzewami blokowisko ma powstać do 2020 roku


Chińczycy mają rozmach. Nie tylko pod względem emisji smogu, ale również wdrażanych rozwiązań. By uporać się z problemem zanieczyszczenia powietrza, budują leśne miasta. Pierwsze „blokowisko” porośnięte drzewami i otoczone przez las ma powstać do 2020 r.
Chińskie zanieczyszczenie powietrza to problem słynny na cały świat. Znany jest również nad Wisłą, gdzie stanowi punkt odniesienia dla polskiego zanieczyszczenia powietrza – niekiedy osiągającego nawet „lepsze” wyniki. Skala zjawiska w Chinach jest jednak, rzecz jasna, znacznie większa. Zanieczyszczenie powietrza w Państwie Środka przyczynia się do 1,1 miliona zgonów rocznie (jedna trzecia wszystkich zgonów notowanych w tym kraju) i skrócenia średniej oczekiwanej długości życia o 5,5 roku.
Stężenia pyłów w chińskich miastach dochodzą do tak absurdalnie (trudno o inne określenie w tym kontekście) wysokich poziomów, że znacząco przekraczają wskazania notowane podczas pożarów lasów. Nic dziwnego, że Chińczycy zaostrzają walkę ze smogiem, uciekając się do całego arsenału metod: począwszy od stopniowej likwidacji domowych palenisk i śrubowania norm jakości paliwa, przez likwidację fabryk zasilanych węglem (w marcu br. rząd ChRL ogłosił zamknięcie 103 takich zakładów), po rozwiązania innowacyjne na skalę światową.

 

Drzewa na wieżowcach

Najbardziej spektakularnym przykładem tych ostatnich jest Liuzhou Forest City (LFC). Kompleks wysokościowców zaprojektowany przez włoskiego architekta Stefano Boeri. Włoch zasłynął już projektem Bosco Verticale – „pionowego lasu” złożonego z dwóch porośniętych bujną roślinnością wieżowców, zlokalizowanych w Porta Nuova, biznesowej dzielnicy Mediolanu. Przedsięwzięcie realizowane przez Boeriego w Chinach, choć podobne w zamyśle, ma jednak znacznie większy zakres.
LFC ma powstać na obszarze 175 hektarów na na terenie miasta Liuzhou. Kompleks wzniesiony zostanie u wybrzeży rzeki Liu, w górzystej części prowincji Guanxi, słynącej z widowiskowych formacji krasowych. Tętniące życiem drapacze chmur mają pomieścić 30 tys. mieszkańców. Zakończenie projektu planowane jest na rok 2020.
Jednak najważniejsze parametry LFC nie dotyczą wielkości działki ani pojemności bloków, ale mocy przerobowych kompleksu w zakresie oczyszczania powietrza. Leśne miasto ma pochłaniać 10 tys. ton dwutlenku węgla i 57 ton zanieczyszczeń rocznie. Budynki, parki, skwery i rabatki będzie porastać około miliona roślin i 40 tys. drzew należących do ponad stu gatunków. Ta bujna flora w ciągu roku wytworzy ok. 900 ton tlenu. Projekt LFC przewiduje również inne ekorozwiązania. Między innymi wykorzystanie energii geotermalnej do ogrzewania pomieszczeń i paneli słonecznych do generowania prądu, a także stworzenie szybkiej kolei elektrycznej.
Rośliny zredukują też natężenie hałasu, zapewnią schronienie przed upałami i stworzą siedliska dla wielu gatunków zwierząt.
Podobne projekty planowane są również w innych chińskich miastach, m.in. w Nankinie, Szanghaju i Shenzen.


 https://smoglab.pl/chinczycy-buduja-lesne-miasta-pierwsze-porosniete-drzewami-blokowisko-powstac-2020-roku/

wtorek, 10 października 2017

10.8 - Spokój przed burzą - Destroying The Illusion

 

 


Destroying The Illusion  (zniszczyć iluzję)
Opublikowany 8 paź 2017

October 8th - The Calm Before the Storm
 


Brad JohnsonOpublikowany 4 paź 2017

Brad Johnson kanał Adronis, Kidioki i Codename Randall z Galaktycznej Wspólnoty. http://www.realitywhisperer.com

Opublikowany 6 paź 2017
Aktualizacja Arkturian ~ Nie jesteś sam ~ Dr Suzanne Lie ARCTURIANS:
Kiedy ludzkość jest w stanie przyjąć, że NIE są najbardziej rozwiniętymi gatunkami, ich arogancja, która zwykle jest przebraniem strachu, zmniejszy się dostatecznie, że będziemy mogli, że są gotowi wejść w ten następny etap ewolucji. Ludzkość ujawni także swoją gotowość, pokazując i dzieląc swoje otwarte serca i jasne umysły, które umożliwiają im postrzeganie i komunikowanie się w większej częstotliwością rzeczywistości......




Przeczytaj pełną wiadomość: https: //suzanneliephd.blogspot.com/20 ... 
 
 


Opublikowany 8 października 2017
Ashtar 
0010110


Wszechświat pyta: "pokaż mi nowe wibracje a pokażę Ci nowe Cuda". 
Opublikowano , autor:

AGHARTA – PRADAWNE PODZIEMNE MIASTO

Potężne, niebiańskie państwo znajdujące się we wnętrzu naszej planety, to historia mogąca przyćmić najlepsze baśnie i legendy znane człowiekowi. Jednak jak się ukazuje, podziemne państwo Agharta, to niekoniecznie tylko i wyłącznie wymysł bajarzy, próbujących zabawić swoimi opowieściami publikę. W poszukiwaniu śladów udało się już wielu śmiałków, a dowody i sprawozdania, jakie ze sobą przynieśli, rodzi przed nami kolejną, niesamowitą historię o zapomnianych, lub celowo ukrywanych dziejach Ziemi.

 

 

 

 

GENEZA AGHARTY

Żeby zrozumieć genezę tego artykułu, najpierw musimy zapoznać się z kwestią tego, jaka jest budowa naszej planety.
Oczywiście wszyscy doskonale znamy podejście oficjalnej nauki, jakoby Ziemia, była wielkim, dryfującym w bezkresie kosmosu kawałkiem skalnym, o budowie na zasadzie warstwowej, gdzie pod naszymi stopami rozciąga się morze gorącej lawy, a sercem planety jest żelazne jądro, budujących pole magnetyczne.
Jednak czy aby na pewno jest to słuszne założenie? Zdecydowanie bardzo zastanawia fakt, setki ekspedycji naukowych mających na celu odkrycie przejść, do podziemnych, ale za to pustych przestrzeni wnętrza planety.
Jedną z najsłynniejszych ekspedycji naszych czasów, była oczywiści kampania Hitlera.
Nazistowski wódz od samego początku wojny, był zafascynowany magią dzisiejszego świata. Powoływał nawet specjalne korpusy, mające na celu badania i odkrywanie nowych kart historii życia na naszej planecie.
Możemy tylko gdybać, w jakim celu Adolf Hitler chciał wykorzystać swoje odkrycia, ale światłem w tunelu będzie wyprawa nazistów na Antarktydę, gdzie coraz więcej dowodów skazuje na to, że Trzecia Rzesza nie dość, że wybudowała cały kompleks badawczy na zamarzniętym kontynencie, to jeszcze odkryła tam przejście do podziemnej powierzchni planety.
Jak było naprawdę, tego jednak nie wiemy, jednak podobne ekspedycje miały również swoje miejsce w przyszłości, a większość badaczy swoje kroki kierowały do Tybetu i na nim się teraz skupimy.

MILCZĄCE OPOWIEŚCI

Na przestrzeni lat, wielu badaczy w poszukiwaniu Agharty, szukała odpowiedzi u tybetańskich mnichów.
Dzięki swojej kulturze i nieskażonej systemową nauką historią, łysi mnisi byli i są jednym z najlepszych źródeł informacji o prawdziwej historii naszej planety.
Wielu szuka w ich słowach mądrości i światła na życiowej ścieżce, inni zaś pragną konkretnych informacji, takich jak położenie mistycznej Agharty.
Tutaj pojawiają się pierwsze problemu podczas ewentualnych poszukiwań. Od dziesięcioleci, wtajemniczeni duchowni nie chętnie wypowiadają się na temat tajemniczego miasta.
Wiąże się to oczywiście z zakażoną złem cywilizacją człowieka. Agharta to święte miasto i tylko intencje płynące ze Światła mogą ewentualnie uchybić rąbek tajemnicy.
Tylko nielicznym poszukiwaczom udało się, poniekąd zgłębić szczegóły podziemnego miasta-państwa.
Zlepiając je w jedną całość, trzeba mieć świadomość, że niektóre szczegóły znacząco różnią się od siebie.
Najwidoczniej nie jesteśmy jeszcze gotowi, aby do końca rozumieć czym jest Agharta.
Mimo to, obraz magicznego miejsca wygląda następująco.

PODZIEMNE MIASTO CUDÓW

Miliony lat temu, kiedy po Ziemi chodziły cywilizacje znacznie bardziej rozwinięte od naszej w aspekcie technologicznym i duchowym, świat nawiedził ogromny kataklizm nieznanego pochodzenia.
Nie wiadomo, czy katastrofa miała podłoże naturalne, czy być może potężna wojna zmusiła ludzi do masowej ucieczki.
Grupa pradawnych przodków, postanowiła uciec przed śmiercią w kotlinach Tybetańskich szczytów, a następnie poprzez pradawne tunele, gdzie do dzisiaj zagadką są ich budowniczowie, zeszli oni do podziemnych krain naszej planety.
Ponieważ wnętrze Ziemi, miało swój własny ekosystem, równie urodzaju co na jej powierzchni, ludzie szybko zbudowali tam swój nowy dom.
Będąc odgrodzonym od świata zewnętrznego, mieszkańcy szybko zaczęli podążać ścieżką rozwoju w każdej dziedzinie nauki.
Pozbawieni utrapień wojen i konfliktów, wyprzedzili ludy z powierzchni i po dziś dzień pozostają ukryci, żyjąc w roli jedynie obserwatorów.
Kiedy to ludzkość będzie gotowa, mają ukazać się przed całą cywilizacją, podzielić technologią i wiedzą, wprowadzając nas – mieszkańców powierzchni, w nową Złotą Erę.
Nie dziwi więc fakt, że wciąż pozostają w odkryciu. Agharta to miasto pozbawione chorób czy niedostatku, każdy ma to, co akurat potrzebuje i nie występuje tam zjawisko biedy czy śmierci w bólu, a przecież nasz świat jest tym przesiąknięty.
Historia naszej planety to nadal wielka tajemnica. Odkrywane tajemnice sprawiają, że mimo iż coraz więcej wiemy, to zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy jeszcze więcej.
Agharta i jej podziemnie mieszkańcy, mogą być traktowani jako bajka na dobranoc, jednak historia pokazała, że bajki, są niekiedy bardziej prawdziwe, niż mogłoby się to na początku wydawać.


poniedziałek, 9 października 2017

Na początku była osobliwość.

Na początku była osobliwość. Jeden niezwykle mały punkt, o nieskończenie wielkiej gęstości i energii. Miejsce wymykające się poza ramy naszego rozumienia, całkowicie różne od ukształtowanego kosmosu w jakim żyjemy. Cofnijmy się do pierwszej sekundy istnienia wszechrzeczy, aby zrozumieć jak potężne musiało być pojedyncze wydarzenie, które dało początek czasowi, przestrzeni oraz milionom galaktyk zawierającym miliardy gwiazd.


Spis treści [pokaż]

Ksiądz i pierwotny atom

Los chciał, że za podstawą jednej z naj­czę­ściej ata­ko­wa­nych przez kre­acjo­ni­stów idei, stoi kato­licki ksiądz. Bel­gij­ski duchowny Georges Lemaître, jako pierwszy wpadł na pomysł ist­nie­nia czegoś co dziś nazywamy mianem oso­bli­wo­ści. Pro­wa­dził on badania w szcze­gól­nym czasie, wzra­sta­ją­cej legendy Alberta Ein­ste­ina oraz wie­ko­pom­nego odkrycia doko­na­nego przez Edwina Hubble’a. Przy­po­mnę, że prawo Hubble’a mówi nam, iż wszech­świat się roz­sze­rza, a punkty położone dalej od siebie oddalają się z większą pręd­ko­ścią niż punkty sobie bliskie. Bel­gij­ski duchowny prze­wi­dział wynik obser­wa­cji Hubble’a i już w roku 1927 doszedł do logicz­nej kon­klu­zji: skoro galak­tyki uciekają od siebie, to w dalekiej prze­szło­ści musiały leżeć znacznie bliżej. Wkrótce potem skon­kre­ty­zo­wał swój pogląd w pracy Hipoteza Pier­wot­nego Atomu. Lemaître pisał tam: “Ten­den­cja materii do frag­men­ta­ry­za­cji, to nic innego jak tylko nie­sta­bil­ność radio­ak­tywna pier­wot­nego atomu; z kolei roz­pa­dały się frag­menty – same również radio­ak­tywne – tworząc kolejne poko­le­nia ciał radio­ak­tyw­nych”.
wszechswiat balonNie da się ukryć, że teoria ta, choć dość pry­mi­tywna, miała nie­ba­ga­telne zna­cze­nie. Hipoteza pier­wot­nego atomu jako pierwsza pod­su­nęła myśl zro­dze­nia wszech­świata z poje­dyn­czego punktu, w drodze przy­po­mi­na­ją­cej eks­plo­zję. Krytyka przyszła szybko. Ówcze­snym nie mieściło się w głowach, jak wszystko co znamy mogło znaj­do­wać się niegdyś w jednym miejscu. Taki pomysł wymykał się i nadal wymyka, poza ramy ludzkiej wyobraźni. Z tego powodu, nie­któ­rzy przez długi czas zacho­wy­wali scep­ty­cyzm, jak sir Fred Hoyle, pró­bu­jący ośmie­szyć nie­zwy­kłą kon­cep­cję nazy­wa­jąc ją wielkim wybuchem. Bry­tyj­czyk nie spo­dzie­wał się wtedy, że jego żart zostanie wzięty na poważnie i rychło wejdzie na stałe do nauko­wych słow­ni­ków.
Do osta­tecz­nego zaak­cep­to­wa­nia teorii wiel­kiego wybuchu przez światek naukowy, potrzeba było czegoś jeszcze. Dwa­dzie­ścia lat po odkryciu Hubble’a, George Gamow prze­wi­dział, że big bang powinien pozo­sta­wić po sobie jeszcze jedną poszlakę, w formie słabego pro­mie­nio­wa­nia wypeł­nia­ją­cego całą prze­strzeń (więcej na temat tego i innych reliktów w tym tekście). W roku 1964 i ta hipoteza została bez­względ­nie potwier­dzona przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Dwaj pra­cow­nicy Bell Labs, raczej przy­pad­kiem niż umyślnie, zare­je­stro­wali nie­chciane pro­mie­nio­wa­nie tajem­ni­czego pocho­dze­nia. Gdy nie udało im się w żaden sposób go usunąć, uświa­do­mili sobie, że być może wpadli na trop pro­mie­nio­wa­nia relik­to­wego prze­wi­dzia­nego przez Gamowa. Tak rze­czy­wi­ście było, a odkrycie przy­nio­sło Pen­zia­sowi i Wil­so­nowi nagrodę Nobla oraz nie­śmier­telną sławę. Wielki wybuch z miejsca, stał się nie­kwe­stio­no­wa­nym liderem wśród teorii tłu­ma­czą­cych powsta­nie wszech­świata. Był to jed­no­cze­śnie początek badań kosmo­lo­gicz­nych z praw­dzi­wego zda­rze­nia oraz spe­ku­la­cji doty­czą­cych momentu narodzin kosmosu.

Jak to się zaczęło?

Zanim przyj­rzymy się samej oso­bli­wo­ści rozważmy jedno z naj­bar­dziej draż­nią­cych pytań kie­ro­wa­nych do fizyków: Co było przed wielkim wybuchem? Irytacja wynika stąd, iż zagadka ta ma mało naukowy cha­rak­ter. Kosmolog odpowie więc: Cokol­wiek miało miejsce przed wielkim wybuchem nie ma zna­cze­nia i nie wpływa na to co stało się później! Sta­no­wi­sko to wydaje się zro­zu­miałe. Wszak fizycy, zajmują się badaniem zjawisk, wiel­ko­ści i oddzia­ły­wań, obser­wo­wa­nych w ota­cza­ją­cym nas wszech­świe­cie, a przecież pytanie dotyczy momentu “sprzed” powsta­nia wszech­świata. Okresu, kiedy nie istniał przed­miot badań nauko­wych. Trzeba tu dopre­cy­zo­wać, że przez wszech­świat rozu­miemy prak­tycz­nie wszystko co znamy – prze­strzeń, czas, materię i energię – i wszyst­kie elementy bez których trudno się obyć naszej per­cep­cji.
Nawet gdybyśmy chcieli spe­ku­lo­wać na temat warunków “poprze­dza­ją­cych” ist­nie­nie oso­bli­wo­ści, nasze próby będą z góry skazane na porażkę. Przede wszyst­kim dlatego, że nie było żadnego okresu “poprze­dza­ją­cego”, domnie­mywa się, iż czas stanowi jeden z pro­duk­tów big bang. Jak wyobra­zić sobie brak czasu? Albo brak całej cza­so­prze­strzeni? Jak pisał Georges Lemaître: “[początek] nie może być osią­gnięty nawet przez myśl; początek, do którego można się zbliżać jedynie w jakiś asymp­to­tyczny sposób”. Teo­re­tycz­nie możemy zbadać każdy etap narodzin kosmosu, ale nie jego żywot pre­na­talny. Wydaje mi się, że zadanie zobra­zo­wa­nia tak odmóż­dża­ją­cej pustki, prze­kra­cza zdol­no­ści ludz­kiego umysłu. Fizyk nato­miast, może jedynie wzruszyć ramio­nami i pozo­sta­wić czystą tablicę. (Według nie­któ­rych autorów, ratunkiem z tej sytuacji jest zwró­ce­nie się ku kon­cep­cjom wie­lo­świa­tów, ale odpuśćmy ten temat.) Brakuje danych, moż­li­wo­ści prze­pro­wa­dze­nia doświad­czeń, a stan­dar­dowe pojęcie fizyki zdaje się na nic. Mimo to, laicy nie prze­staną ocze­ki­wać od naukow­ców wróżenia z fusów. Pytania o to co było na początku i co nas czeka na końcu, wynikają z ludzkiej natury i zawsze budzą wielkie emocje.


Próżnia na naj­niż­szym poziomie,
nie wydaje się pusta i spokojna
Skoro jednak nie powin­ni­śmy pytać badaczy o to co było przed wielkim wybuchem, to może chociaż dowiemy się dlaczego wielki wybuch w ogóle miał miejsce. Skąd wzięła się pier­wotna oso­bli­wość, która dała wszyst­kiemu początek? Na to pytanie fizycy odpo­wia­dają chętniej, choć sami uczciwie przy­znają, że to obszar nie­zwy­kle spe­ku­la­tywny. Jedna z powszech­niej­szych hipotez wynikła z idei przed­sta­wio­nej w 1973 roku, przez prof. Edwarda Tryona w artykule zamiesz­czo­nym w cza­so­pi­śmie Nature. Ame­ry­ka­nin bynaj­mniej nie zakładał ist­nie­nia jakiegoś przed­wiecz­nego zegar­mi­strza, który puścił wszystko w ruch. Sfor­mu­ło­wał kon­tro­wer­syjny pogląd w formie pytania: Czy Wszech­świat jest fluk­tu­acją próżni? Zgodnie z prawami mecha­niki kwan­to­wej nie istnieje idealna próżnia. Pusta z pozoru prze­strzeń tętni życiem, będąc źródłem spon­ta­nicz­nie poja­wia­ją­cych się cząstek wir­tu­al­nych.

Już w 1948 Hendrik Casimir potwier­dził ich wpływ na rze­czy­wi­stość prze­pro­wa­dza­jąc eks­pe­ry­ment z dwoma płytkami. Casimir wymyślił, że jeżeli umieści się płytki dosta­tecz­nie blisko, wytwo­rzone przez cząstki wir­tu­alne ciśnie­nie zacznie je przy­cią­gać do siebie. Efekt ten został potwier­dzony, a wszech­obec­nych fluk­tu­acji nikt nie waży się lek­ce­wa­żyć. Tryon postawił tezę, że cały wszech­świat mógłby być wynikiem takiej kwan­to­wej fluk­tu­acji. W mecha­nice kwan­to­wej wszystko zależy od praw­do­po­do­bień­stwa, jeżeli więc szansa na zda­rze­nie jest większa niż zero, to nie można go wyklu­czyć. Tryon żar­to­bli­wie pod­su­mo­wał swoje prze­my­śle­nia: “Wszech­świat jest po prostu jedną z tych rzeczy, które się zdarzają od czasu do czasu”.

Osobliwość

Dziś wiemy, że moment począt­kowy miał miejsce około 13 miliar­dów 740 milionów lat temu. Wtedy to, zgodnie z ogólnym zało­że­niem Lemaître’a, cała cza­so­prze­strzeń i zawarta weń materia, znaj­do­wały się w jednym punkcie. Obiekt ten był roz­grzany do osza­ła­mia­ją­cej tem­pe­ra­tury ponad 10^32, czyli kwin­ty­liarda, stopni Cel­sju­sza. Dla zobra­zo­wa­nia potęgi tej energii, warto sobie przy­po­mnieć, że sza­cun­kowa tem­pe­ra­tura wnętrza Ziemi wynosi około 5 tysięcy, a jądra Sło­necz­nego mniej niż miliard stopni. W tym minia­tu­ro­wym piekle nie obo­wią­zy­wało jeszcze żadne ze znanych nam obecnie oddzia­ły­wań pod­sta­wo­wych, a pojęcie materii nie miało więk­szego sensu. Prze­strzeń i czas były nie­skoń­cze­nie zakrzy­wione, tworząc struk­turę przy­po­mi­na­jącą gąbkę.
Podobnie jak w przy­padku czarnych dziur, gigan­tyczna masa skupiona w jednym miejscu, zadaje cios kon­wen­cjo­nal­nemu myśleniu i rozbija w pył teorie fizyczne sto­so­wane na co dzień. Miejsca takie nauka zwykła nazywać oso­bli­wo­ściami. Na czym polega ich nie­zwy­kłość? Naszą aktualną rze­czy­wi­stość formują dwa filary. Pierwszy to teoria względ­no­ści, opi­su­jąca prze­wi­dy­walny ruch obiektów o “zwykłych” roz­mia­rach: spa­da­ją­cych jabłek, planet krą­żą­cych wokół gwiazd lub odda­la­ją­cych się galaktyk. Filar drugi stanowi mecha­nika kwantowa, oparta na zupełnie innych prze­słan­kach, będąca głównym narzę­dziem do zro­zu­mie­nia zachowań cząstek ele­men­tar­nych. Te dwa, pozornie różne światy, obiektów makro i mikro­sko­po­wych, łączą się i współ­eg­zy­stują wewnątrz oso­bli­wo­ści. Dzi­siej­szy stan wiedzy, nie pozwala nam w sposób kon­kretny pojąć tego zjawiska.

Wydaje się, że ten impas zostanie prze­ła­many wraz z odna­le­zie­niem upra­gnio­nej teorii wszyst­kiego. Tylko poje­dyn­cze równanie lub grupa wzorów, tłu­ma­cząca relacje między gra­wi­ta­cją, elek­tro­ma­gne­ty­zmem i siłami jądro­wymi, umożliwi naszki­co­wa­nie wia­ry­god­nego modelu oso­bli­wo­ści. Tym­cza­sem musimy się zado­wo­lić odpo­wie­dzią czę­ściową. Wytężona praca zastępów fizyków oraz miliardy dolarów zain­we­sto­wane w ogromne kom­pleksy badawcze, pozwo­liły na wycin­kowe odwzo­ro­wa­nie warunków wiel­kiego wybuchu. Dzięki zde­rze­niom cząstek pędzą­cych z pręd­ko­ścią bliską światłu, naukowcy dowiedli, że przy dosta­tecz­nej energii jedne cząstki mogą się zacho­wy­wać jak inne. W ten sposób udało się labo­ra­to­ryj­nie zuni­fi­ko­wać elek­tro­ma­gne­tyzm i oddzia­ły­wa­nie słabe w poje­dyn­czą siłę – oddzia­ły­wa­nie elek­tro­słabe. Jak widać na tym przy­kła­dzie, prze­wi­dy­wa­nia co do wiel­kiego wybuchu to nie baj­du­rze­nie, a cał­ko­wi­cie uza­sad­nione roz­wa­ża­nia. Kto wie, może gdy nasza tech­no­lo­gia posunie się znacznie do przodu, a akce­le­ra­tory rozrosną do roz­mia­rów Układu Sło­necz­nego, samo­dziel­nie dokonamy wielkiej uni­fi­ka­cji?

Bóle porodowe

Opisany stan trwał nie­wy­obra­żal­nie krótko, jakąś jedną sep­ty­lio­nową część sekundy (10^-43). Po tym czasie roz­po­częła się nowa era w dziejach wszech­świata, nazna­czona wyod­ręb­nie­niem się gra­wi­ta­cji. Procesy trwające przez naj­bliż­sze kilka sekund, zaważyły na kształ­cie naszej rze­czy­wi­sto­ści. Mamy do czy­nie­nia z super­go­rącą kulą ognia, wypeł­nioną wysoce ener­ge­tycz­nymi fotonami pro­mie­nio­wa­nia gamma. Około kwin­ty­liar­do­wej części sekundy (10^-33) powstają kolejne siły pod­sta­wowe: oddzia­ły­wa­nie silne oraz, naj­praw­do­po­dob­niej niedługo później, oddzia­ły­wa­nia elek­tro­ma­gne­tyczne i słabe. Towa­rzy­szyła temu nagła, nie­by­wale dyna­miczna eks­pan­sja prze­strzeni. Zgodnie z poglądem Alana Gutha, wyra­żo­nym w artykule: “Wszech­świat infla­cyjny: możliwe roz­wią­za­nie pro­ble­mów hory­zontu i pła­sko­ści”, kosmos w ułamku sekundy powięk­szył się 10^50 razy. To naj­więk­sza, spośród liczb użytych w tym artykule, wszech­świat z roz­mia­rów sub­a­to­mo­wych nagle spuchnął do wiel­ko­ści makro­sko­po­wej. Guth założył, że sama prze­strzeń mogła eks­pan­do­wać szybciej niż światło, co wiązało się z tzw. przej­ściem fazowym, zja­wi­skiem podobnym do nagłej zmiany stanu sku­pie­nia. Owe przej­ście fazowe miało dopro­wa­dzić do powsta­nia chwi­lo­wej próżni. Próżnia ta z kolei wytwo­rzyła ujemne ciśnie­nie – coś na kształt anty­gra­wi­ta­cji – pro­wa­dząc do nie­po­ha­mo­wa­nej inflacji. Impli­ka­cją tego procesu jest to, że nasz obser­wo­walny wszech­świat, stanowi zaledwie bardzo nie­wielki skrawek całości.
W trakcie i zaraz po inflacji, szalała ein­ste­inow­ska zasada wymie­nial­no­ści masy na energię. Z pra­sta­rego światła opartego na pro­mie­nio­wa­niu gamma, wyłoniły się pierwsze pary cząstek i anty­czą­stek. Gęstość była tak duża, że cząstki te zderzały się ze sobą, co pro­wa­dziło do ani­hi­la­cji, czyli znisz­cze­nia z wyzwo­le­niem pewnej ilości energii. Ujemnie nała­do­wane elek­trony uni­ce­stwiały się wza­jem­nie z dodat­nimi pozy­to­nami, a kwarki z anty­kwar­kami. Pewnie zauwa­ży­li­ście już, że przyj­mu­jąc idealny stan rzeczy – to jest równą ilość materii i anty­ma­te­rii – docho­dzimy do wniosku, że ta kosmiczna batalia powinna się zakoń­czyć remisem. Problem polega na tym, że wtedy kosmos naj­pew­niej pozba­wiony byłby materii, z której jesteśmy zbu­do­wani, a wypeł­niony jedynie jakąś formą pro­mie­nio­wa­nia. Odpo­wiedź na pytanie dlaczego tak się nie stało, nie jest do końca pewna. Naj­czę­ściej jako przy­czynę podaje się nie­sta­bil­ność anty­ma­te­rii. Jeżeli chociaż część anty­czą­stek rozpadła się zanim natra­fiła na swoje odbicia, to spo­wo­do­wało to nie­znaczną przewagę i w efekcie zwy­cię­stwo materii. Obecnie przyj­muje się, że nadwyżka sta­no­wiła jedną cząstkę materii na miliard anty­ma­te­rii i to tej sub­tel­nej różnicy zawdzię­czamy ist­nie­nie.

 
Nowo naro­dzony kosmos posiadał w zasadzie wszystko co potrzebne, do poja­wie­nia się pierw­szych atomów. Problem sta­no­wiła wciąż zbyt wysoka tem­pe­ra­tura, około biliarda (10^15) stopni. W kipiącej zupie kwar­ko­wej z trudem for­mo­wały się nowe cząstki, nazwane przez nas hadro­nami: piony, kaony, ypsilony, cząstki sigma, protony, neutrony itd. Naj­pow­szech­niej­sze i naj­waż­niej­sze dla nas, są dwa ostatnie. Tem­pe­ra­tura powo­do­wała jednak, że protony i neutrony wciąż poru­szały się tak szybko, że zaraz po sfor­mo­wa­niu naj­prost­szego jądra ato­mo­wego, ulegały ponow­nemu rozbiciu. Jed­no­cze­śnie, gęstość i energia spadły na tyle, że fotony nie prze­kształ­cały się już samo­czyn­nie w pary kwark-anty­kwark. Gdy minęła magiczna sekunda po wielkim wybuchu, a tem­pe­ra­tura opadła na poziom rzędu milionów stopni, protony roz­po­częły kosmiczny taniec z neu­tro­nami dając początek pierw­szym trwałym jądrom atomów.

Ekspansja i epilog

Choć może się to wydać dziwne, po upływie pierw­szych kil­ku­dzie­się­ciu sekund, nie działo się już nic prze­ło­mo­wego. Dopiero po okresie około 380 tysięcy lat, wszech­świat stał się na tyle chłodny i rzadki, że mogła się roz­po­cząć nowa era. Era gwiaz­dowa, w której żyjemy do dzisiaj. Aby do tego doszło, wyso­ko­ener­ge­tyczne fotony musiały utracić impet, co pozwo­liło uspokoić się elek­tro­nom, wyła­py­wa­nym przez ist­nie­jące już nukleony. Powstały wielkie ilości wodoru i helu, tworząc podobną do dzi­siej­szej, struk­turę che­miczną kosmosu.
Zdjęcie wykonane przez WMAP, ukazujące młody wszechświat widziany w zakresie światła mikrofalowego. Różnice temperatur są mniejsze niż setne części stopnia.
Zdjęcie wykonane przez WMAP, uka­zu­jące młody wszech­świat widziany w zakresie światła mikro­fa­lo­wego. Różnice tem­pe­ra­tur są mniejsze niż setne części stopnia.
Wraz z osła­bie­niem fotonów, pier­wotne pro­mie­nio­wa­nie gamma prze­su­nęło się wzdłuż widma. Do tego stopnia, że jego obecną pozo­sta­łość stanowią jedynie słabe i roz­cią­gnięte w prze­strzeni fale mikro­fa­lowe. Te same, które zare­je­stro­wali w latach 60. Penzias i Wilson. To też odpo­wiedź na pytanie: dlaczego nie widzimy światła powsta­łego w ogniu wiel­kiego wybuchu. W pewnym sensie otacza nas ono nadal, ale nosi tem­pe­ra­turę zaledwie 2,73 stopni powyżej zera abso­lut­nego.
Literatura uzupełniająca:N. deGrasse Tyson, D. Goldsmith, Wielki Początek: 14 miliardów lat kosmicznej ewolucji, Warszawa 2004;
J. Barrow, Początek Wszechświata, Warszawa 1999;
Jan Urbański, Inflacja, Almukantarat.pl [dostęp: 19.10.2012];
R. Panek, Ciemna Strona Wszechświata: W poszukiwaniu brakujących składników rzeczywistości, Warszawa 2011.
podpis-czarny