poniedziałek, 9 października 2017

Na początku była osobliwość.

Na początku była osobliwość. Jeden niezwykle mały punkt, o nieskończenie wielkiej gęstości i energii. Miejsce wymykające się poza ramy naszego rozumienia, całkowicie różne od ukształtowanego kosmosu w jakim żyjemy. Cofnijmy się do pierwszej sekundy istnienia wszechrzeczy, aby zrozumieć jak potężne musiało być pojedyncze wydarzenie, które dało początek czasowi, przestrzeni oraz milionom galaktyk zawierającym miliardy gwiazd.


Spis treści [pokaż]

Ksiądz i pierwotny atom

Los chciał, że za podstawą jednej z naj­czę­ściej ata­ko­wa­nych przez kre­acjo­ni­stów idei, stoi kato­licki ksiądz. Bel­gij­ski duchowny Georges Lemaître, jako pierwszy wpadł na pomysł ist­nie­nia czegoś co dziś nazywamy mianem oso­bli­wo­ści. Pro­wa­dził on badania w szcze­gól­nym czasie, wzra­sta­ją­cej legendy Alberta Ein­ste­ina oraz wie­ko­pom­nego odkrycia doko­na­nego przez Edwina Hubble’a. Przy­po­mnę, że prawo Hubble’a mówi nam, iż wszech­świat się roz­sze­rza, a punkty położone dalej od siebie oddalają się z większą pręd­ko­ścią niż punkty sobie bliskie. Bel­gij­ski duchowny prze­wi­dział wynik obser­wa­cji Hubble’a i już w roku 1927 doszedł do logicz­nej kon­klu­zji: skoro galak­tyki uciekają od siebie, to w dalekiej prze­szło­ści musiały leżeć znacznie bliżej. Wkrótce potem skon­kre­ty­zo­wał swój pogląd w pracy Hipoteza Pier­wot­nego Atomu. Lemaître pisał tam: “Ten­den­cja materii do frag­men­ta­ry­za­cji, to nic innego jak tylko nie­sta­bil­ność radio­ak­tywna pier­wot­nego atomu; z kolei roz­pa­dały się frag­menty – same również radio­ak­tywne – tworząc kolejne poko­le­nia ciał radio­ak­tyw­nych”.
wszechswiat balonNie da się ukryć, że teoria ta, choć dość pry­mi­tywna, miała nie­ba­ga­telne zna­cze­nie. Hipoteza pier­wot­nego atomu jako pierwsza pod­su­nęła myśl zro­dze­nia wszech­świata z poje­dyn­czego punktu, w drodze przy­po­mi­na­ją­cej eks­plo­zję. Krytyka przyszła szybko. Ówcze­snym nie mieściło się w głowach, jak wszystko co znamy mogło znaj­do­wać się niegdyś w jednym miejscu. Taki pomysł wymykał się i nadal wymyka, poza ramy ludzkiej wyobraźni. Z tego powodu, nie­któ­rzy przez długi czas zacho­wy­wali scep­ty­cyzm, jak sir Fred Hoyle, pró­bu­jący ośmie­szyć nie­zwy­kłą kon­cep­cję nazy­wa­jąc ją wielkim wybuchem. Bry­tyj­czyk nie spo­dzie­wał się wtedy, że jego żart zostanie wzięty na poważnie i rychło wejdzie na stałe do nauko­wych słow­ni­ków.
Do osta­tecz­nego zaak­cep­to­wa­nia teorii wiel­kiego wybuchu przez światek naukowy, potrzeba było czegoś jeszcze. Dwa­dzie­ścia lat po odkryciu Hubble’a, George Gamow prze­wi­dział, że big bang powinien pozo­sta­wić po sobie jeszcze jedną poszlakę, w formie słabego pro­mie­nio­wa­nia wypeł­nia­ją­cego całą prze­strzeń (więcej na temat tego i innych reliktów w tym tekście). W roku 1964 i ta hipoteza została bez­względ­nie potwier­dzona przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Dwaj pra­cow­nicy Bell Labs, raczej przy­pad­kiem niż umyślnie, zare­je­stro­wali nie­chciane pro­mie­nio­wa­nie tajem­ni­czego pocho­dze­nia. Gdy nie udało im się w żaden sposób go usunąć, uświa­do­mili sobie, że być może wpadli na trop pro­mie­nio­wa­nia relik­to­wego prze­wi­dzia­nego przez Gamowa. Tak rze­czy­wi­ście było, a odkrycie przy­nio­sło Pen­zia­sowi i Wil­so­nowi nagrodę Nobla oraz nie­śmier­telną sławę. Wielki wybuch z miejsca, stał się nie­kwe­stio­no­wa­nym liderem wśród teorii tłu­ma­czą­cych powsta­nie wszech­świata. Był to jed­no­cze­śnie początek badań kosmo­lo­gicz­nych z praw­dzi­wego zda­rze­nia oraz spe­ku­la­cji doty­czą­cych momentu narodzin kosmosu.

Jak to się zaczęło?

Zanim przyj­rzymy się samej oso­bli­wo­ści rozważmy jedno z naj­bar­dziej draż­nią­cych pytań kie­ro­wa­nych do fizyków: Co było przed wielkim wybuchem? Irytacja wynika stąd, iż zagadka ta ma mało naukowy cha­rak­ter. Kosmolog odpowie więc: Cokol­wiek miało miejsce przed wielkim wybuchem nie ma zna­cze­nia i nie wpływa na to co stało się później! Sta­no­wi­sko to wydaje się zro­zu­miałe. Wszak fizycy, zajmują się badaniem zjawisk, wiel­ko­ści i oddzia­ły­wań, obser­wo­wa­nych w ota­cza­ją­cym nas wszech­świe­cie, a przecież pytanie dotyczy momentu “sprzed” powsta­nia wszech­świata. Okresu, kiedy nie istniał przed­miot badań nauko­wych. Trzeba tu dopre­cy­zo­wać, że przez wszech­świat rozu­miemy prak­tycz­nie wszystko co znamy – prze­strzeń, czas, materię i energię – i wszyst­kie elementy bez których trudno się obyć naszej per­cep­cji.
Nawet gdybyśmy chcieli spe­ku­lo­wać na temat warunków “poprze­dza­ją­cych” ist­nie­nie oso­bli­wo­ści, nasze próby będą z góry skazane na porażkę. Przede wszyst­kim dlatego, że nie było żadnego okresu “poprze­dza­ją­cego”, domnie­mywa się, iż czas stanowi jeden z pro­duk­tów big bang. Jak wyobra­zić sobie brak czasu? Albo brak całej cza­so­prze­strzeni? Jak pisał Georges Lemaître: “[początek] nie może być osią­gnięty nawet przez myśl; początek, do którego można się zbliżać jedynie w jakiś asymp­to­tyczny sposób”. Teo­re­tycz­nie możemy zbadać każdy etap narodzin kosmosu, ale nie jego żywot pre­na­talny. Wydaje mi się, że zadanie zobra­zo­wa­nia tak odmóż­dża­ją­cej pustki, prze­kra­cza zdol­no­ści ludz­kiego umysłu. Fizyk nato­miast, może jedynie wzruszyć ramio­nami i pozo­sta­wić czystą tablicę. (Według nie­któ­rych autorów, ratunkiem z tej sytuacji jest zwró­ce­nie się ku kon­cep­cjom wie­lo­świa­tów, ale odpuśćmy ten temat.) Brakuje danych, moż­li­wo­ści prze­pro­wa­dze­nia doświad­czeń, a stan­dar­dowe pojęcie fizyki zdaje się na nic. Mimo to, laicy nie prze­staną ocze­ki­wać od naukow­ców wróżenia z fusów. Pytania o to co było na początku i co nas czeka na końcu, wynikają z ludzkiej natury i zawsze budzą wielkie emocje.


Próżnia na naj­niż­szym poziomie,
nie wydaje się pusta i spokojna
Skoro jednak nie powin­ni­śmy pytać badaczy o to co było przed wielkim wybuchem, to może chociaż dowiemy się dlaczego wielki wybuch w ogóle miał miejsce. Skąd wzięła się pier­wotna oso­bli­wość, która dała wszyst­kiemu początek? Na to pytanie fizycy odpo­wia­dają chętniej, choć sami uczciwie przy­znają, że to obszar nie­zwy­kle spe­ku­la­tywny. Jedna z powszech­niej­szych hipotez wynikła z idei przed­sta­wio­nej w 1973 roku, przez prof. Edwarda Tryona w artykule zamiesz­czo­nym w cza­so­pi­śmie Nature. Ame­ry­ka­nin bynaj­mniej nie zakładał ist­nie­nia jakiegoś przed­wiecz­nego zegar­mi­strza, który puścił wszystko w ruch. Sfor­mu­ło­wał kon­tro­wer­syjny pogląd w formie pytania: Czy Wszech­świat jest fluk­tu­acją próżni? Zgodnie z prawami mecha­niki kwan­to­wej nie istnieje idealna próżnia. Pusta z pozoru prze­strzeń tętni życiem, będąc źródłem spon­ta­nicz­nie poja­wia­ją­cych się cząstek wir­tu­al­nych.

Już w 1948 Hendrik Casimir potwier­dził ich wpływ na rze­czy­wi­stość prze­pro­wa­dza­jąc eks­pe­ry­ment z dwoma płytkami. Casimir wymyślił, że jeżeli umieści się płytki dosta­tecz­nie blisko, wytwo­rzone przez cząstki wir­tu­alne ciśnie­nie zacznie je przy­cią­gać do siebie. Efekt ten został potwier­dzony, a wszech­obec­nych fluk­tu­acji nikt nie waży się lek­ce­wa­żyć. Tryon postawił tezę, że cały wszech­świat mógłby być wynikiem takiej kwan­to­wej fluk­tu­acji. W mecha­nice kwan­to­wej wszystko zależy od praw­do­po­do­bień­stwa, jeżeli więc szansa na zda­rze­nie jest większa niż zero, to nie można go wyklu­czyć. Tryon żar­to­bli­wie pod­su­mo­wał swoje prze­my­śle­nia: “Wszech­świat jest po prostu jedną z tych rzeczy, które się zdarzają od czasu do czasu”.

Osobliwość

Dziś wiemy, że moment począt­kowy miał miejsce około 13 miliar­dów 740 milionów lat temu. Wtedy to, zgodnie z ogólnym zało­że­niem Lemaître’a, cała cza­so­prze­strzeń i zawarta weń materia, znaj­do­wały się w jednym punkcie. Obiekt ten był roz­grzany do osza­ła­mia­ją­cej tem­pe­ra­tury ponad 10^32, czyli kwin­ty­liarda, stopni Cel­sju­sza. Dla zobra­zo­wa­nia potęgi tej energii, warto sobie przy­po­mnieć, że sza­cun­kowa tem­pe­ra­tura wnętrza Ziemi wynosi około 5 tysięcy, a jądra Sło­necz­nego mniej niż miliard stopni. W tym minia­tu­ro­wym piekle nie obo­wią­zy­wało jeszcze żadne ze znanych nam obecnie oddzia­ły­wań pod­sta­wo­wych, a pojęcie materii nie miało więk­szego sensu. Prze­strzeń i czas były nie­skoń­cze­nie zakrzy­wione, tworząc struk­turę przy­po­mi­na­jącą gąbkę.
Podobnie jak w przy­padku czarnych dziur, gigan­tyczna masa skupiona w jednym miejscu, zadaje cios kon­wen­cjo­nal­nemu myśleniu i rozbija w pył teorie fizyczne sto­so­wane na co dzień. Miejsca takie nauka zwykła nazywać oso­bli­wo­ściami. Na czym polega ich nie­zwy­kłość? Naszą aktualną rze­czy­wi­stość formują dwa filary. Pierwszy to teoria względ­no­ści, opi­su­jąca prze­wi­dy­walny ruch obiektów o “zwykłych” roz­mia­rach: spa­da­ją­cych jabłek, planet krą­żą­cych wokół gwiazd lub odda­la­ją­cych się galaktyk. Filar drugi stanowi mecha­nika kwantowa, oparta na zupełnie innych prze­słan­kach, będąca głównym narzę­dziem do zro­zu­mie­nia zachowań cząstek ele­men­tar­nych. Te dwa, pozornie różne światy, obiektów makro i mikro­sko­po­wych, łączą się i współ­eg­zy­stują wewnątrz oso­bli­wo­ści. Dzi­siej­szy stan wiedzy, nie pozwala nam w sposób kon­kretny pojąć tego zjawiska.

Wydaje się, że ten impas zostanie prze­ła­many wraz z odna­le­zie­niem upra­gnio­nej teorii wszyst­kiego. Tylko poje­dyn­cze równanie lub grupa wzorów, tłu­ma­cząca relacje między gra­wi­ta­cją, elek­tro­ma­gne­ty­zmem i siłami jądro­wymi, umożliwi naszki­co­wa­nie wia­ry­god­nego modelu oso­bli­wo­ści. Tym­cza­sem musimy się zado­wo­lić odpo­wie­dzią czę­ściową. Wytężona praca zastępów fizyków oraz miliardy dolarów zain­we­sto­wane w ogromne kom­pleksy badawcze, pozwo­liły na wycin­kowe odwzo­ro­wa­nie warunków wiel­kiego wybuchu. Dzięki zde­rze­niom cząstek pędzą­cych z pręd­ko­ścią bliską światłu, naukowcy dowiedli, że przy dosta­tecz­nej energii jedne cząstki mogą się zacho­wy­wać jak inne. W ten sposób udało się labo­ra­to­ryj­nie zuni­fi­ko­wać elek­tro­ma­gne­tyzm i oddzia­ły­wa­nie słabe w poje­dyn­czą siłę – oddzia­ły­wa­nie elek­tro­słabe. Jak widać na tym przy­kła­dzie, prze­wi­dy­wa­nia co do wiel­kiego wybuchu to nie baj­du­rze­nie, a cał­ko­wi­cie uza­sad­nione roz­wa­ża­nia. Kto wie, może gdy nasza tech­no­lo­gia posunie się znacznie do przodu, a akce­le­ra­tory rozrosną do roz­mia­rów Układu Sło­necz­nego, samo­dziel­nie dokonamy wielkiej uni­fi­ka­cji?

Bóle porodowe

Opisany stan trwał nie­wy­obra­żal­nie krótko, jakąś jedną sep­ty­lio­nową część sekundy (10^-43). Po tym czasie roz­po­częła się nowa era w dziejach wszech­świata, nazna­czona wyod­ręb­nie­niem się gra­wi­ta­cji. Procesy trwające przez naj­bliż­sze kilka sekund, zaważyły na kształ­cie naszej rze­czy­wi­sto­ści. Mamy do czy­nie­nia z super­go­rącą kulą ognia, wypeł­nioną wysoce ener­ge­tycz­nymi fotonami pro­mie­nio­wa­nia gamma. Około kwin­ty­liar­do­wej części sekundy (10^-33) powstają kolejne siły pod­sta­wowe: oddzia­ły­wa­nie silne oraz, naj­praw­do­po­dob­niej niedługo później, oddzia­ły­wa­nia elek­tro­ma­gne­tyczne i słabe. Towa­rzy­szyła temu nagła, nie­by­wale dyna­miczna eks­pan­sja prze­strzeni. Zgodnie z poglądem Alana Gutha, wyra­żo­nym w artykule: “Wszech­świat infla­cyjny: możliwe roz­wią­za­nie pro­ble­mów hory­zontu i pła­sko­ści”, kosmos w ułamku sekundy powięk­szył się 10^50 razy. To naj­więk­sza, spośród liczb użytych w tym artykule, wszech­świat z roz­mia­rów sub­a­to­mo­wych nagle spuchnął do wiel­ko­ści makro­sko­po­wej. Guth założył, że sama prze­strzeń mogła eks­pan­do­wać szybciej niż światło, co wiązało się z tzw. przej­ściem fazowym, zja­wi­skiem podobnym do nagłej zmiany stanu sku­pie­nia. Owe przej­ście fazowe miało dopro­wa­dzić do powsta­nia chwi­lo­wej próżni. Próżnia ta z kolei wytwo­rzyła ujemne ciśnie­nie – coś na kształt anty­gra­wi­ta­cji – pro­wa­dząc do nie­po­ha­mo­wa­nej inflacji. Impli­ka­cją tego procesu jest to, że nasz obser­wo­walny wszech­świat, stanowi zaledwie bardzo nie­wielki skrawek całości.
W trakcie i zaraz po inflacji, szalała ein­ste­inow­ska zasada wymie­nial­no­ści masy na energię. Z pra­sta­rego światła opartego na pro­mie­nio­wa­niu gamma, wyłoniły się pierwsze pary cząstek i anty­czą­stek. Gęstość była tak duża, że cząstki te zderzały się ze sobą, co pro­wa­dziło do ani­hi­la­cji, czyli znisz­cze­nia z wyzwo­le­niem pewnej ilości energii. Ujemnie nała­do­wane elek­trony uni­ce­stwiały się wza­jem­nie z dodat­nimi pozy­to­nami, a kwarki z anty­kwar­kami. Pewnie zauwa­ży­li­ście już, że przyj­mu­jąc idealny stan rzeczy – to jest równą ilość materii i anty­ma­te­rii – docho­dzimy do wniosku, że ta kosmiczna batalia powinna się zakoń­czyć remisem. Problem polega na tym, że wtedy kosmos naj­pew­niej pozba­wiony byłby materii, z której jesteśmy zbu­do­wani, a wypeł­niony jedynie jakąś formą pro­mie­nio­wa­nia. Odpo­wiedź na pytanie dlaczego tak się nie stało, nie jest do końca pewna. Naj­czę­ściej jako przy­czynę podaje się nie­sta­bil­ność anty­ma­te­rii. Jeżeli chociaż część anty­czą­stek rozpadła się zanim natra­fiła na swoje odbicia, to spo­wo­do­wało to nie­znaczną przewagę i w efekcie zwy­cię­stwo materii. Obecnie przyj­muje się, że nadwyżka sta­no­wiła jedną cząstkę materii na miliard anty­ma­te­rii i to tej sub­tel­nej różnicy zawdzię­czamy ist­nie­nie.

 
Nowo naro­dzony kosmos posiadał w zasadzie wszystko co potrzebne, do poja­wie­nia się pierw­szych atomów. Problem sta­no­wiła wciąż zbyt wysoka tem­pe­ra­tura, około biliarda (10^15) stopni. W kipiącej zupie kwar­ko­wej z trudem for­mo­wały się nowe cząstki, nazwane przez nas hadro­nami: piony, kaony, ypsilony, cząstki sigma, protony, neutrony itd. Naj­pow­szech­niej­sze i naj­waż­niej­sze dla nas, są dwa ostatnie. Tem­pe­ra­tura powo­do­wała jednak, że protony i neutrony wciąż poru­szały się tak szybko, że zaraz po sfor­mo­wa­niu naj­prost­szego jądra ato­mo­wego, ulegały ponow­nemu rozbiciu. Jed­no­cze­śnie, gęstość i energia spadły na tyle, że fotony nie prze­kształ­cały się już samo­czyn­nie w pary kwark-anty­kwark. Gdy minęła magiczna sekunda po wielkim wybuchu, a tem­pe­ra­tura opadła na poziom rzędu milionów stopni, protony roz­po­częły kosmiczny taniec z neu­tro­nami dając początek pierw­szym trwałym jądrom atomów.

Ekspansja i epilog

Choć może się to wydać dziwne, po upływie pierw­szych kil­ku­dzie­się­ciu sekund, nie działo się już nic prze­ło­mo­wego. Dopiero po okresie około 380 tysięcy lat, wszech­świat stał się na tyle chłodny i rzadki, że mogła się roz­po­cząć nowa era. Era gwiaz­dowa, w której żyjemy do dzisiaj. Aby do tego doszło, wyso­ko­ener­ge­tyczne fotony musiały utracić impet, co pozwo­liło uspokoić się elek­tro­nom, wyła­py­wa­nym przez ist­nie­jące już nukleony. Powstały wielkie ilości wodoru i helu, tworząc podobną do dzi­siej­szej, struk­turę che­miczną kosmosu.
Zdjęcie wykonane przez WMAP, ukazujące młody wszechświat widziany w zakresie światła mikrofalowego. Różnice temperatur są mniejsze niż setne części stopnia.
Zdjęcie wykonane przez WMAP, uka­zu­jące młody wszech­świat widziany w zakresie światła mikro­fa­lo­wego. Różnice tem­pe­ra­tur są mniejsze niż setne części stopnia.
Wraz z osła­bie­niem fotonów, pier­wotne pro­mie­nio­wa­nie gamma prze­su­nęło się wzdłuż widma. Do tego stopnia, że jego obecną pozo­sta­łość stanowią jedynie słabe i roz­cią­gnięte w prze­strzeni fale mikro­fa­lowe. Te same, które zare­je­stro­wali w latach 60. Penzias i Wilson. To też odpo­wiedź na pytanie: dlaczego nie widzimy światła powsta­łego w ogniu wiel­kiego wybuchu. W pewnym sensie otacza nas ono nadal, ale nosi tem­pe­ra­turę zaledwie 2,73 stopni powyżej zera abso­lut­nego.
Literatura uzupełniająca:N. deGrasse Tyson, D. Goldsmith, Wielki Początek: 14 miliardów lat kosmicznej ewolucji, Warszawa 2004;
J. Barrow, Początek Wszechświata, Warszawa 1999;
Jan Urbański, Inflacja, Almukantarat.pl [dostęp: 19.10.2012];
R. Panek, Ciemna Strona Wszechświata: W poszukiwaniu brakujących składników rzeczywistości, Warszawa 2011.
podpis-czarny

niedziela, 8 października 2017

SITREP (Raport Sytuacyjny) 10-7-17 17:34 naprawdę dobre wieści



Prezentowany wpis

Republika republiki przez GCR z 8 października 2017 roku

Republika republikańska za pośrednictwem aktualizacji GCR z 8 października 2017 r. Skompilowana 12:01 r. EDT 8 października 2017 r. Przez Judy Byington, MSW, LCSW, ret, dyrektor naczelny, nadużywanie dzieci ...

Deep Source (s) Intel Sytuacja Raport - 7 października 2017 r


Źródło: Kroniki

SITREP (Raport Sytuacyjny) 
10-7-17 17:34 
EDT 
Deep Source (GCR / RV): "Chiński kwantowy system finansowy działa, wszystkie protokoły bankowe są na swoim miejscu. w trakcie rozmowy USN był w pełni dystrybuowany na całym świecie, gotowy do natychmiastowego zastąpienia USD. Starsi wprowadzili ostateczny harmonogram wydania do systemu.
Głębokie źródło (opór): "W aresztowaniach wewnętrznych dokonano więcej, bardziej, większa ilość w drodze".
Deep Source (Sojusz): "siły Sojuszu kontynuują poszukiwania i niszczenia pozostałych okrętów podwodnych MIC HAARP".

USN - nowa waluta Republiki 
                                                  

Source: Dinar Chronicles

SITREP (Situation Report)

10-7-17
10:34 PM EDT


Deep Source (GCR/RV):

"Chinese quantum financial system is operational. All banking protocols are in place. System processing complete. Exchange center staff are on call. The USN was fully distributed across the globe ready to immediately replace the USD. Elders have inputted a final release schedule into the system. Schedule date classified."

Deep Source (Resistance):

"Internal arrests have been made, more on the way."

Deep Source (The Alliance):

"Alliance forces continue to search and destroy remaining MIC HAARP submarines."


http://operationdisclosure.blogspot.com/2017/10/deep-sources-intel-situation-report_7.html

Eksperyment na masową skalę. Nanocząstki w szczepionkach.

Zdjęcie użytkownika Krystyna Lipińska.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP


Eksperyment na masową skalę. Nanocząstki w szczepionkach.
Badacze Antonietta Gatti I Stefano Montanari z włoskiego Instytutu Nauki i Technologii opublikowali w 2016 r. wyniki analizy czystości 44 stosowanych w Europie i USA szczepionek ujawniając, że wszystkie one zawierają zanieczyszczenia w postaci micro - i nanocząstek, agregatów, kryształów, precypitatów o wielkości od 100 nanometrów do ok. 10 mikronów.
Ołów, chrom, żelazo, tytan, brom, silikon, bar, cynk, aluminium, stront, bizmut, siarka, cyrkon, złoto, wapń, miedź, nikiel, cer, wolfram, srebro, mangan, chrom, hafn w postaci cząstek i agregatów nie były wymienione w firmowych ulotkach szczepionek.
Jedynie szczepionka weterynaryjna była pozbawiona tych zanieczyszczeń.
Wyniki badania:
http://medcraveonline.com/IJVV/IJVV-04-00072.php
Jak informuje neurobiolog prof. Maria Dorota Majewska:
"Są one obce dla komórek, nie są biodegradowalne i tworzą toksyczne kompleksy z innymi organicznymi i nieorganicznymi składnikami szczepionek oraz komórek.
Trujące działanie metali zanieczyszczających szczepionki zostało opisane w tysiącach publikacji naukowych – są one silnie neurotoksyczne, immuno - i genotoksyczne. Uszkadzają DNA, zmieniają ekspresję genów, wywołują choroby neurologiczne, nowotworowe, immunologiczne, chroniczne stany zapalne, działają teratogennie."
Co na to polskie ministerstwo zdrowia?

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP

Zdjęcie użytkownika Psychedelic Adventure.

W środku Europy jest taki demokratyczny kraj, w którym dorośli żerują na dzieciach i nazywają to solidarnością społeczną. W tym kraju rocznie rodzi się mniej niż pół miliona dzieci (zdecydowanie zbyt mało), o które troszczyć ma się prawie 30 milionów dorosłych. Troszczą się. W jaki sposób? Dorośli wyliczyli sobie, że aby zapewnić bezpieczeństwo całemu społeczeństwu, wyszczepialność powinna wynosić 98%. Brzmi sensownie. Jednak spali na lekcjach matematyki.
Proste zadanie na poziomie szkoły podstawowej. Jeśli zaszczepisz 100% dzieci, których rodzi się 0,5 miliona, to ile procent będzie wynosić wyszczepialność społeczeństwa w kraju, w którym liczba ludności wynosi 38 milionów?
A teraz małe utrudnienie. Biorąc pod uwagę, że odporność po szczepieniach wynosi maksymalnie 10 lat, ile procent dorosłych będzie posiadało ochronę po szczepieniach z dzieciństwa ? Nobel dla tego, komu wyjdzie ponad 90%.
Nie wiem kto jest autorem teorii spiskowej, która mówi, że obowiązkowe szczepienie dzieci zapewnia kokon ochronny całemu społeczeństwu, że daje mu odporność zbiorowisk-ową. Mamy XXI wiek, liczyć każdy umie. Niegodne, niecywilizowane i niemoralne jest wykorzystywanie kilkuset tysięcy dzieci przez dziesiątki milionów dorosłych, dla podtrzymywania ułudy poczucia bezpieczeństwa. Tym bardziej że to wykorzystywanie naraża i dzieci i dorosłych na poważne niebezpieczeństwa. Dzieci są bardziej niż dorośli narażone na działania niepożądane szczepionek, natomiast dla dorosłych bardziej niebezpieczne są zwykłe choroby wieku dziecięcego.
Drodzy dorośli, chyba czas zacząć zachowywać się odpowiedzialnie. Czas zdjąć z dzieci obowiązek zabezpieczania całego społeczeństwa. Tym bardziej, że one nie są w stanie tego obowiązku spełnić. Jest ich za mało. Tylko obowiązkowe szczepienia wszystkich dorosłych są w stanie szybko zrealizować wyszczepialność na poziomie 98% i zapewnić (?) działanie kokonu ochronnego całemu społeczeństwu. Również tym najsłabszym – dzieciom. Czy jednak dorośli zgodzą się na obowiązkowe zaszczepienie, jeśli nie będą mieli gwarancji bezpieczeństwa i systemu odszkodowań w razie powikłań poszczepiennych (w Polsce nie ma takiego systemu odszkodowań, w innych cywilizowanych krajach istnieją od dawna)?
Nie będą się obawiali działań niepożądanych, które mogą sprawić, ze stracą zdrowie i zdolność do pracy, utrzymania rodziny?
Czy zgodzą się na to pracodawcy? Uwierzą, ze poważne powikłania zdarzają się raz na milion?
A może zaczną pytać, kto, kiedy i na jakiej podstawie dokonał takich wyliczeń?

http://stopnop.com.pl/strach-nie-umie-liczyc-o-pasozytowan…/

sobota, 7 października 2017

PROJEKT BLUE BRAIN I 11 WYMIARÓW MÓZGU

Projekt Blue Brain zainicjowano w maju 2005 roku. Za główny cel postawiono sobie wówczas stworzenie wirtualnego mózgu ssaków za pomocą symulacji komputerowej działania każdego neuronu i neuronalnych połączeń. Nikt się nie spodziewał, że kilkanaście lat później badanie struktur neuronowych doprowadzi naukowców do wniosku, że w naszej głowie mieszczą się realne wielowymiarowe struktury, a sam mózg działa nawet w 11 różnych wymiarach.

O samym Projekcie Blue Brain

W maju 2005 roku na Politechnice Federalnej w Lozannie w Szwajcarii (EPFL) rozpoczęto prace nad Projektem Blue Brain, który z założenia miał pomóc naukowcom zrozumieć działanie mózgu ssaków za pomocą inżynierii wstecznej.
Postanowiono po pierwsze stworzyć Ośrodek Symulacji Mózgu, który pozwalałby na tworzenie symulacji mózgów różnych gatunków wraz z ich różnymi zaburzeniami.
Po drugie założono stworzenie i przetestowanie szczegółowego modelu kolumny neuronalnej młodego szczura.
Kolejne cele dotyczyły już użycia symulacji do odkrywania podstawowych zasad funkcjonowanie mózgu oraz wykorzystania tych zasad do stworzenia dokładnego modelu całego mózgu człowieka.


blue-brain.jpg
fot.123rf.com

Aktualnie w badaniach bierze udział kilka ośrodków badawczych z całego świata, w tym m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Izraela.
Zgodnie ze szwajcarską inicjatywą aktualne prace nad całym projektem mają ostatecznie doprowadzić do rekonstrukcji ludzkich mózgów przy pomocy superkomputerów.
Jak przewiduje Henry Markram, neuronaukowiec, dyrektor Blue Brain Project i profesor EPFL superkomputery o wystarczającej mocy obliczeniowej, aby przetworzyć prawie 500 petabajtów danych, powstaną około 2020 roku.

Topologia algebraiczna w neuronauce

Wielowymiarowe geometryczne struktury i przestrzenie w sieciach neuronowych nie zostałyby odkryte, gdyby nie współpraca neuronauki z topologią algebraiczną.
Kathryn Hess najlepsza specjalistka topologii algebraicznej oraz pracownik naukowy Swiss Federal Institute of Technology zainteresowana symulacjami pracy wirtualnych neuronów, nawiązała współpracę z prof. Markramem.
Jak sama mówiła:
„Topologia algebraiczna w pewnym sensie jest matematyką połączeń. Jest bardzo dobra
w łączeniu lokalnych informacji w taki sposób, aby dostrzec globalne struktury, które z tego wychodzą. […] jest jak teleskop i mikroskop jednocześnie. Może dokonać zbliżenia sieci, by znaleźć ukryte struktury”.
Hess poświęciła kilka lat na przekształcanie wirtualnych sieci połączeń neuronalnych z Projektu Blue Brain w kształty geometryczne, które można później poddać analizom.


Blue brain

I tak dwa połączone neurony stały się dla specjalistki linią, trzy – trójkątem, cztery – piramidą, a kolejne, bardziej skomplikowane połączenia tworzyły kształty wyższych wymiarów, których nie sposób nam sobie wyobrazić, ale które topologia algebraiczna potrafiła opisać.

11 wymiarów mózgu

W konsekwencji połączenie dwóch sił – wiedzy z topologii algebraicznej oraz postępów prac naukowców z Projektu Blue Brain zaowocowało ogłoszeniem przełomowego odkrycia w badaniach struktury mózgu.
Kierujący całym projektem prof. Markram powiedział:
„Odkryliśmy świat, o którym nawet nie marzyliśmy. Każdy, nawet najmniejszy kawałek mózgu kryje dziesiątki milionów obiektów, z których część to twory siedmiowymiarowe. W niektórych sieciach neuronowych udało się z kolei odkryć struktury jedenastowymiarowe”.
Te wielowymiarowe struktury to sieci połączeń jednego neuronu z drugim. W ten oto sposób tworzą one tzw. klikę.
Im więcej rozgałęzień, im więcej neuronów znajduje się w „klice”, im bardziej specyficzne jest połączenie między nimi, tym bardziej precyzyjny obiekt geometryczny zostaje wygenerowany, czyli tym wyższy jest jego wymiar.
Kluczowe dla działania mózgu wydają się przestrzenie między neuronami. Naukowcy zaobserwowali, że neurony wirtualnego mózgu poddanego działaniu bodźca reagują w bardzo ułożony sposób:
„Wydaje się, że mózg reaguje na bodziec, tworząc wieżę wielowymiarowych bloków przypominających pręty (jeden wymiar), deski (drugi wymiar), potem sześciany (trzeci wymiar), a następnie jeszcze bardziej skomplikowane struktury. […] postęp w aktywności mózgu przypomina wielowymiarowy zamek z piasku, który pojawia się na moment i błyskawicznie znika” – mówi matematyk Ran Levi z Uniwersytetu w Aberdeen.
Naukowcy zaznaczają, że odkrycie to jest tylko wstępem do wyjaśnienia tego, w jaki sposób mózg przetwarza skomplikowane informacje i gdzie ukrywają się nasze wspomnienia.
Podkreślają, że potrzeba dalszych badań, które pomogą ustalić i zrozumieć zależności, które zachodzą pomiędzy wielowymiarowością mózgu a stopniem skomplikowania różnorodnych zadań poznawczych.
Jednak trzeba przyznać, że samo odkrycie nawet 11 wymiarów pracy mózgu jest intrygujące i zarazem ekscytujące https://www.odkrywamyzakryte.com/projekt-blue-brain/

piątek, 6 października 2017

Zapiski z podróży – Czas decyzji 5 października 20

porządki

Już jakiś czas chodzi za mną, żeby napisać co się dzieje. Jak ja odczuwam energie kłębiące się teraz na Ziemi. Jest trudno, czas decyzji. Wszystko dzieje się w oszałamiającym tempie i jesteśmy sprawdzani co zrobiliśmy, na ile jesteśmy świadomi, jak zareagujemy. Nieważne przez jakie doświadczenia przechodzimy. One są różne, ale wszędzie chodzi o to samo – o wybór, po której staję stronie ?
Co wybieram ?
Ciemność czy Światło ?
Strach czy zaufanie ?
Problem, zamartwianie się i wyklinanie czy szansę na rozwój ?
Ugrzeznę w bagnie, czy wzlecę wyżej ?
„Ciemne siły” robią teraz wszystko co mogą, by pokazać nam nasze najsłabsze miejsca i za pomocą strachu wciągnąć nas w otchłań. To nasi najsurowsi nauczyciele, ale i najbardziej skuteczni. W momencie, w którym to zrozumiemy – stają się naszymi sprzymierzeńcami, dzięki nim odkrywamy własną siłę…
Odbywa się to bardzo prosto. Pojawia się trudna sytuacja, przerażająca wręcz. Taka, która wydobywa na wierzch nasze największe lęki. Co trzeba zrobić ? Stanąć naprzeciw tego co widzimy. Spojrzeć temu odważnie w oczy. UŚWIADOMIĆ sobie: co to jest ? Czego się boję ? Poczuć to w ciele, każdą komórką, każdym mięśniem. Poczuć ten strach, poczuć ten smutek, poczuć to przerażenie… poczuć wszystko, cokolwiek to jest. A potem po prostu PUŚCIĆ. Odetchnąć głęboko i puścić. Zaakceptować że przyszło, podziękować że się ujawniło, że się pokazało, że wypełzło z nory i stanęło przed nami. Uśmiechnąć się do siebie, do tego co widzimy i ZAUFAĆ. Skoro przyszło, znaczy że jest dla naszego dobra, że mi służy, że dam radę, że wszystko jest tak jak ma być. Taki jest plan, tak sobie wybraliśmy.
Za każdym razem jak pojawia się opór – PUŚĆ. Puszczaj wszystko co staje okoniem. Puszczaj wszystko co idzie jak po grudzie… znaczy nie ten czas, znaczy że to Tobie nie służy. Odetchnij i puść, a zobaczysz co się stanie.
Za każdym razem jak odpuszczałam, sytuacja diametralnie się zmieniała na taką, jakiej bym rozumem swym nie wymyśliła, ale na najlepszą jaka mogła się wydarzyć. Wszystko zaczyna się układać, jak puszczamy. Trudno iść swobodnie przez życie,  trzymając na smyczy dziesięć psów, z których każdy rwie się w inną stronę. Ileż na to trzeba energii, żeby je utrzymać… Po co ? Puść, a poczujesz się wolny jak ptak, który może wszystko. Zaufaj i skocz z rozpostartymi skrzydłami. Twoja Dusza uniesie Cię tam, gdzie będzie Ci najlepiej. Poprowadzi takimi ścieżkami o jakich nie marzyłeś nawet we snach. Ona sprawi, że wszystko stanie się lekkie, a Ty znajdziesz się w raju stworzonym przez siebie.

Polecam wcześniejsze:  https://obrazyintuicyjne.wordpress.com/2017/10/05/zapiski-z-podrozy-czas-decyzji/

Krótka historia buraka - kupujesz, sprzedajesz, czy jesteś?



Mieszkam na pięknej wsi. Dosłownie w dziurze zabitej dechami, na odludziu, do którego nawet autobus nie jeździ. Mam piękny ogródek i las parę kroków od domu. Mam spokój i czyste powietrze. Jestem ze wsi i ogóle się tego nie wstydzę. Bo czy to wieś czy miasto – wszystko ludzie.

Ze wsi? To gorszy sort ludzi jest


Ile to razy uśmiecham się z ironią, gdy słyszę, że temu a temu to się nie udało, bo on ze wsi jest. Bo gówno widział i na gównie się ślizgał, zamiast wielkiego świata zażywać. Robię sobie wtedy coś do picia i rozsiadam się przy takim delikwencie, z rozkoszą napawając się tymi pierdołami, które pociska, a pociski lecą – uwierz mi – pierwszego sortu.


Ze wsi przyjechał. Jak Warszawę zobaczył, to mu odbiło, ale co on tam zwojuje, to jest inny świat.


No bo wiesz, człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy.


Nawiózł tutaj tego swojego wiejskiego gnoju i myśli, że błyszczy.

Dobre, nie? Kobyła by się uśmiała a potem kopytami nakryła. Oczywiście ta kobyła ze wsi, bo gdzie kuń w mieście?

U nas na miastowych też się jedzie:


Patrzcie ją, z miasta Pani przyjechała, jaka odjebana, żeby czasami gdzie w szambo nie wpadła w tych bucikach.


Co oni tam wiedzą, ci miastowi, jak życie wygląda. Do Kauflanda se pójdą i myślą, że kartofle to w fabryce robią.

Lubimy się tak żreć. Miasto wsi dowala, a wieś miastu i każdy jest święcie przekonany, że:

A) Tamtym to się lepiej żyje.
B) U nas to jest trudniej i co tamci mogą rozumieć.

Wieś płacze, że musi ciężko pracować, a miastowi to siedzą za biurkami, pachnie im, czysto mają i niczym się nie przejmują. Miasto płacze, że smog, że wandale, a na wsi to jest życie – wychodzisz a tu od lasu pachnie i tak właściwie, to niczym się nie musisz przejmować.

???

Tylko że jakby tak spojrzeć na to z góry, to jedni i drudzy mają tak samo przejebane. Bo w sumie nieważne, gdzie trafisz, życie zawsze idzie tam za Tobą. Nie jest istotne, czy hasasz sobie po zielonej łące, kiedy w sercu masz wiele problemów, które je niszczą, czy kroczysz po zadbanej alei centrum miasta, kiedy wiesz, że za chwilę musisz się zmierzyć z najtrudniejszym wyzwaniem swojego życia.

Nie ma znaczenia, czy przerzucasz buraki na polu, czy biegniesz do szefa z miesięcznym raportem. W jednym i drugim miejscu jest taki sam strach. Czy buraki nie zgniją? Czy mnie z roboty nie wypierdolą?

Myślimy, że tam gdzieś ludzie mają lepiej. No bo wiesz, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. W czyimś to się zawsze najwięcej zalet widzi, bo się tego nie zna. Rolnik kopiący buraki ma w życiu tak samo przejebane, jak Pani prezes, która właśnie będzie negocjować z kontrahentem.

Jaka to różnica, że na jednym brudne gacie, a na drugim markowa garsonka? Jakie to ma znaczenie, czy praca czysta, czy brudna? Pani prezes wróci z negocjacji i zechce zjeść obiad. A tam na obiad buraczki – bo lubi. Rolnik zechce swoje buraki sprzedać – będzie mógł, bo Pani prezes podpisała umowę na odbiór.

W jednym i drugim przypadku życie sprowadzi się do tego samego – do buraków, które jeden weźmie a drugi sprzeda. Do współpracy, bez której jednego i drugiego by nie było.
Bo to jest wszystko jedno, czy to wieś, czy miasto. Jeden chuj, gdzie się rodzisz, bo i tak możesz w sumie tyle samo, co inni. Jan się z miasta wyprowadzi, bo mu na klatce w bloku burdel robią. Zosia ze wsi ucieknie, bo jej gnojem przed bramą smrodzą. Tylko się zamienią. Bilans pozostanie taki sam.

Nie rozumiem tego dowalania sobie, że ty to masz lepiej, bo z miasta czy ze wsi jesteś. A ja to mam tak ciężko, bo… i tutaj sobie wymień. Tak jakbyśmy przynajmniej żyli na innych planetach i jedni skrzydła dostali a inni płetwy.

Tylko że to nie ma tak, że gdzieś jest ewidentnie dobrze, a gdzie indziej ewidentnie źle. To nie jest tak, że zapach perfumerii jest lepszy od zapachu wiejskiego zagonka. To nie jest tak, że dom na wsi jest zawsze lepszy od kawalerki w zasranej dzielnicy miasta.

Nie ma tak, że miastowy to lepszy, albo że wsiowy to pan. Na pewno nie jest tak, że komuś czegoś dano więcej, a drugiemu poskąpiono, bo tak jeden się może z drugim zamienić, jak i na odwrót. Tylko dziw bierze, że ani miasta puste nie zostały ani ze wsi wszyscy nie uciekli.

Jednak zróżnicowanie musi być. Każdy jakiś musi być. Jeden miastowy, drugi wsiowy.

Wszystko ludzie.

Tak moja miastowa Pani i miastowy Panie.

Tak mój wiejski towarzyszu i wiejska towarzyszko.

Wszystko ludzie. Kwestia tylko kto buraka sprzedaje, kto buraka kupuje albo kto burakiem jest.

Dołącz do mojego gangu. Będzie fajnie :)