
W
artykule
o wzorcu i archetypie Lucyfera (który reprezentuje Ducha – Świadomość,
czyli przejaw umysłu zbiorowego i indywidualnego każdego człowieka)
pisałam o tym, że Lucyfer to duchowość wyidealizowana, w oderwaniu od
materii, cielesności i spraw doczesnych. Świadomość uwikłana we wzorcu
lucyferycznym postrzega duchowość przez pryzmat ego, ponieważ
reprezentuje już tą fazę Szatana, który nie wiedząc o tym – odłączył się
od Absolutu i staje się samoświadomy. Lucyfer jest tym, który wzgardził
ciałem człowieka wg mitów monoteistycznych, jak również zbuntował się
przeciwko niedoskonałości świata, podważając Mądrość Bożą – czyli żeńską
emanację Absolutu – Materię, Ciało, Formę. Dlatego tą postać wybrałam
na opisanie archetypu duchowości negującej cielesność i materię, która w
tym porządku jawi się jako „ciemna, niedoskonała strona” podczas gdy
stanowi ona żeński pierwiastek każdej jaźni człowieka i całego
stworzenia. Dla człowieka z nieprzepracowanym lucyferycznym wzorcem,
duchowość równa się dążeniu do doskonałości, światła, jasności w sposób
liniowy, nie uwzględniając paradoksów. Dlatego osoby prezentujące ten
wzorzec duchowości są uwikłane w dualistyczne i manicheistyczne
postrzeganie świata (dzielące a nie dążące do jedności) co powoduje, że
jednocześnie walczą z odbiciem schematu duchowej doskonałości, którą
przyjęły za cel.
Dlatego na mojej
Mandali Cienia,
naturalnym cieniem i opozycjonistą dla takiej postawy, jest szeroko
pojęty mrok, który ujęłam we wzorcu arymanicznym zgodnie z tradycjami
ezoterycznymi (Aryman – od zaratusztriańskiej siły ciemności, Ducha
uwięzionego w podziemiach, który dał początek postaci Szatana w
religiach monoteistycznych). I to z nim walczą osoby lucyferyczne,
wikłając się w grę i wojnę Światło-Mrok, nie tolerując żadnych odmian
ciemnych energii i nie rozumiejąc paradoksu duchowości. Polega on na
tym, że mrok rodzi światło, a światło tworzy mrok w niekończącej się
grze dualizmów jaka rozgrywa się w umyśle każdego człowieka, czego
fraktalne odniesienie mamy w cyklu dobowym Dnia i Nocy , oraz rocznym
cyklu Słonecznym. Prawdziwa duchowość to wyjście z dualizmów i
osiągnięcie jedności w perspektywie Światło-Mrok, harmonijne połączenie
Dnia i Nocy w swojej jaźni, prawidłowe ukierunkowanie ku Miłości do
ludzi, świata i Boga.
Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy teraz do konkretnych przykładów
pułapek duchowych nieprzepracowanego wzorca lucyferycznego. Są to
pułapki, którym sama uległam na swojej drodze duchowej. Zauważyłam, że
inni adepci, również mają do nich skłonność, dlatego zdecydowałam się je
opisać:
1. PUŁAPKA – PRYMAT DUCHA NAD CIAŁEM I MATERIĄ
Ludzie idący drogą duchowości, często wyznają prymat świata duchowego
nad światem fizycznym, co oczywiście nie jest niczym negatywnym bo
odzwierciedla strukturę światów (świat fizyczny wyłonił się ze świata
duchowego). Problem zaczyna się wtedy, gdy w imię tej idei, zaczynamy
negować materię i cielesność, traktując jako siedlisko niskich energii,
niedoskonałości. Tu już mamy pożywkę dla wzorca lucyferycznego, który
nie akceptuje swojego żeńskiego pierwiastka – szeroko pojętej
cielesności. Popadanie w skrajność duchowości i zaniedbywanie materii,
pracy, rodziny, ciała, spraw doczesnych to częsta pułapka rozwoju
duchowego – sama w nią wpadałam co najmniej kilka razy w swoim życiu.
Jak to się kończy ? Zazwyczaj tym, że bujając w obłokach, karmiąc się
wysokimi energiami, jasnościami itd, w którymś momencie odezwie się
cień, czyli wzorzec arymaniczny i zaczną się problemy na gruncie
fizyczno-materialnym. Od delikatnych sygnałów – np problemy w pracy,
odsunięcie się otoczenia po poważne – łącznie z problemami zdrowotnymi,
zazwczyczaj w obrębie czakry podstawy, która archetypowo związana jest z
naszą łącznością z Ziemią. Mogą też zdarzyć się problemy z układem
kostnym (jako, że od układu kostnego zależy nasza postawa), jak również
problemy z nogami, stopami, układem krążenia (krew to życie, esencja
cielesności) itp. Najgorzej jest wtedy, gdy osoby rozwijające się
duchowo, biorą te problemy jako potwierdzenie słuszności swojej drogi i
dochodzą do absurdalnych wniosków typu: „moje ciało się oczyszcza,
zacząłem/zaczęłam wibrować wysokimi energiami, dlatego choruję”, albo
„niskie energie – demoniczne chcą mi przeszkodzić na drodze rozwoju”.
Oczywiście nie mają racji, bo te objawy są wynikiem walki ego ze swoim
własnym cieniem psychicznym, projektowanym na zewnątrz. Dostrzeżmy jak
nasze ciało, materia i grunt, który utraciliśmy, próbują nas z powrotem
przywrócić do prawidłowej postawy. Tylko połączenie spraw duchowych ze
sprawami ziemskimi gwarantują harmonię i prawidłowy rozwój duchowy. Po
to mamy głowę, żeby móc czasem bujać w obłokach, ale nogi po to, by
twardo stać na ziemi. Musimy połączyć górę z dołem (Ducha z Ciałem) i
zapewnić harmonijny przepływ energii. W przeciwnym wypadku, gdy stracimy
grunt pod nogami, mogą się także odezwać lęki psychiczne, jako efekt
oderwania od rzeczywistości i materii, która powinna być źródłem naszej
wewnętrznej pewności i stabilności, przestrzenią dla wyrażenia się
naszego Ducha.
2. PUŁAPKA – NISKIE ENERGIE ATAKUJĄ
Agresja ze strony otoczenia często pojawia się gdy za bardzo dajemy
się ponieść lucyferycznemu idealizmowi i zakotwiczamy się w biegunie
jasności, światła i duchowości. Wielu mistrzów New Age traktuje to jako
potwierdzenie, że wibrujemy wysoko, a niskie demoniczne energie
pozostałych ludzi nie mogą tego znieść i stąd agresja oraz wrogość
jakiej doświadczamy. Nic bardziej zwodniczego i błędnego. Agresja ze
strony ludzi jest najczęściej sygnałem, że coś w nas jest nie tak, i że
naruszyliśmy wewnętrzną harmonię, idąc w skrajność. Przy
nieprzepracowanej ciemnej stronie umysłu, odpowiedzialnej za agresję ze
strony innych ludzi i będącej drugim biegunem lucyferycznej duchowości,
dochodzi do konfrontacji z własnym lustrem projekcji cienia, który
podświadomie tworzymy i przenosimy na innych. Zawsze będziemy mieć
wrogów – na tym polega życie, ale przy przepracowanym wzorcu
Światło-Mrok, najczęściej nie dosięga nas już krzywda z ich strony. Jak
ten mechanizm działa? Bardzo prosto – każdy napotkany w życiu człowiek
jest odbiciem jakiegoś aspektu naszej jaźni. Ludzie agresywni,
demoniczni, są odbiciem nieprzepracowanego wzorca arymanicznego w
naszej jaźni. W momencie gdy zaakceptujemy cienia – naszą własną
nieidealną agresję, niedoskonałość, jak również niedoskonałość świata i
ludzi (czego archetypowo Lucyfer nie potrafił zrobić, bo uznał człowieka
za „niegodnego”ze względu na Ciało), wtedy wewnętrzny pokój działa
rozbrajająco także i na arymanicznych ludzi, będących naszymi wrogami .
Ci ostatni nie mają już punktu zaczepienia w naszej psychice bo wyszła
ona z pułapki lucyferycznego wzorca idealności, doskonałości i światła,
które tworzyły cień psychiczny projektowany na otoczenie.
3. Pułapka – NIEPRAWDZIWA DUCHOWA TOŻSAMOŚĆ
Ludzie z lucyferycznym wzorcem duchowości uwielbiają podawać gotowe
recepty na to, kim powinniśmy być zgodnie z gotowym schematem pakującym
wszystkich do jednego, duchowego worka. Wg nich role i zawody,
pozwalające na poświęcenie się duchowości to na przykład bycie
eztorykiem, przeprowadzaczem dusz, myślicielem, medytującym,
bioenergoterapeutą, magiem, wróżbitą i tak dalej a już szczytem marzeń
jest przeprowadzka do klasztoru medytujących i życie w zgodzie z
zasadami „duchowości”. Jest to kolejna pułapka, często prowadząca do
zmiany swojej prawdziwej tożsamości na „duchową” i niestety
nieprawdziwą. Po pierwsze – każdy człowiek jest inny, bo ma unikalny
zestaw genów. W skład tych genów wchodzą wzorce przekazywane nam przez
przodków i mające swoje odbicie duchowe w archetypach dominujących w
psychice. Jeśli ktoś ma duszę wojownika i wywodzi się od przodków –
wojowników, nigdy się nie spełni jako nawołujący do jasności guru z
kwiatami wokół szyi. Wojownik to wojownik, potrzebuje energii z czakry
podstawy, czyli agresji (a to się bardzo lucyferycznemu wzorcowi
duchowości nie podoba), potrzebuje walki, bo do tego został stworzony.
Może być oczywiście wojownikiem na poziomie duchowym (to najwyższy
poziom archetypu wojownika), ale cały czas czas będzie mieć łączność z
cechami związanymi z czakrą podstawy, która rozwijana a nie tłumiona,
pozwala się spełnić w tym powołaniu. Jeśli ktoś ma umysł ścisły, nie
zostanie dobrym wróżbitą, gdzie jak wiemy lanie wody jest bardzo
istotne. Jeśli ktoś ma w sobie mocny archetyp króla – kierującego i
zarządzającego innymi – no to niestety nie sprawdzi się jako medytujący
w odosobnieniu mnich, bo go szlag trafi w którymś momencie – że nie ma
ludzi, którymi mógłby zarządzać i „królestwa” (to może być firma,
projekt, instytucja), które mógłby rozwijać. Jakakolwiek zmiana na siłę i
próba wyrzeczenia się siebie skończy się fatalnie – bo jak zwykle w
takich przypadkach, to życie weryfikuje naszą ścieżkę. Jeśli z niej
zboczymy, dostaniemy ostro „po tyłku” od naszego Wyższego Ja.
Po drugie – ludziom się wydaje, że żeby duchowo się rozwijać,
powinni zostawić swoje dotychczasowe zawody, które sprawiały im
satysfakcję, i które były zgodne z ich życiowym powołaniem na rzecz
zawodów i ról „duchowych”. Otóż tak nie jest. Rozwój duchowy to nie jest
odgrywanie jakiejś roli ani zawodu, ani życie wg sztywnych zasad
duchowych, to coś innego, paradoksalnego bo jest wyjściem z każdego
schematu. Rozwój duchowy to oczyszczenie, uwolnienie i integracja Ciała i
Ducha – żeńskiego i męskiego pierwiastka w Jaźni, na podobieństwo czego
zbudowany jest świat w każdym przekroju. To życie pełnią i w
wewnętrznej wolności, w zgodzie ze swoją prawdziwą tożsamością. To
ukierunkowanie wszystkich aspektów siebie na harmonię i jedność, która
emanuje na zewnątrz, a nie wyrzekanie sie czegokolwiek i próba zmiany
siebie na siłę. Niezmiernie rzadko sie zdarza, żeby po przebudzeniu
duchowym okazało się, że naszym powołaniem jest życie duchowością w
pełnym znaczeniu tego słowa. Przebudzenie duchowe to proces, który może
dotknąć każdego człowieka, także ateistę i materialistę, którzy w wymiar
duchowy nie wierzą. Po przebudzeniu nie staną się nagle medytującymi
guru, tylko odkryją swoje prawdziwe powołanie, najczęściej nie związane z
zawodami, które uważamy za „duchowe”. Jeden odkryje, że powołaniem jest
bycie lekarzem, inny odkryje, ze powołaniem jest prowadzić biznes ,
ktoś inny zostanie artystą, a jedna na ileś tam osób, rzeczywiście
zajmie się duchowością i będzie nauczać innych i prowadzić.
Duchowość realizujemy na wiele sposobów. Lekarz ratujący życie
innych, choćby nie uznawał duchowości, to tak naprawdę – paradoksalnie –
realizuje tą duchowość w pełni – bo działa w zgodzie ze swoją
tożsamością i programem duchowym, który nakazuje mu w tym życie ratować
ludzi w taki, a nie inny sposób. Naukowiec, który swoim odkryciem
zmienia świat – dostaje inspirację od góry, od najwyższych poziomów
duchowych, nawet jeśli jest ateistą i nie wierzy w wymiary duchowe. Z
kolei medytujący w klasztorze adept, żyjący w całkowitym odosobnieniu co
robi dla ludzi? co robi dla świata, żeby go zmienić na lepsze?
Prawdopodobnie, w wielu przypadkach – niewiele. Realizuje duchowość
skupioną na sobie i w oderwaniu od spraw doczesnych. Oczywiście nie ma w
tym nic złego, jeśli to jego prawdziwe powołanie.
Duchowość lucyferyczna jest potrzebna, jej idealizm i filozofia są
inspirujące i stanowią ważny fundament wielu mistycznych ścieżek.
Największym pozytywem wzorca lucyferycznego jest chęć zmiany świata na
lepsze co dynamizuje działania ludzi na całym świecie. To są ci wszyscy
szaleńcy, którzy dokonali rzeczy niemożliwych i zawalczyli o swoje
idee, zaszczepiając je u innych.
Ale ilu jest takich, którym się nie udało bo w imię idei próbowali
być na siłę kimś innym, dlatego nie wyszło? Dlatego wzorzec
lucyferyczny należy realizować mądrze, na miarę realiów i swojej
prawdziwej tożsamości, nie można wyrzekać się siebie, popadać w
skrajności i fanatyzmy które rozbijają psychikę. Najważniejsze to
działać zgodnie ze sobą. Duchowość to paradoksy, proszę Państwa, zgodnie
z tym co napisano w Biblii: „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni
pierwszymi”. Człowiek odwalający dobrą robotę w tym, do czego jest
powołany, spełnia się duchowo – obojętnie czy jest tego świadomy, czy
nie, najważniejsze, że jest usatysfakcjonowany i szczęśliwy. Każdy jest
po coś, każdy ma do przesunięcia swoją cegiełkę w zbiorowości ludzkiej.
Robi to zarówno ezoteryk jak i ślusarz i „Pan Zdzisław” prowadzący
warsztat samochodowy.
DUCH, KTÓRY ISTNIEJE DLA CIAŁA
Gdyby wszyscy ludzie mieli zajmować się duchowością w wydaniu, jak to
nazywam- lucyferycznym, to postęp nigdy by nie nastąpił i ludzkość by
wymarła z powodu chorób i innych problemów (Bo na przykład ten, którego
Bóg powołał na wybitnego lekarza, radośnie pląsałby na jakiejś
odosobnionej fermie sekciarskiej zamiast ratować ludzi). Dlatego doceńmy
naszą różnorodność i nie oceniajmy nikogo w kategoriach „rozwoju
duchowego” bo to może być bardzo mylące.
To ludzie, których uznalibyśmy za nieuduchowionych, tak naprawdę
odwalają kawał dobrej roboty i zmieniają świat na lepsze, bo potrafią
odkryć swoje miejsce w wielkiej układance zbiorowego umysłu. Tacy ludzie
są skuteczni i konkretni- a więc biorą udział w rozwoju globalnej
świadomości, humanizmu i jakości życia. Duch nie po to zszedł na ziemię i
się ucieleśnił w postaci człowieka, by za życia wracać do siebie…
pamiętajmy o tym. Duch jest po to tutaj na ziemi, żeby naszymi rękoma
zmieniać świat – swój żeński pierwiastek – wymiar fizyczny na lepsze. O
tym piszę w artykule:
Duch, który istnieje dla Ciała.
To może być jak wspomniałam ateista, który odkrył lek na raka ratując
tym samym tysiące ludzi, to może być informatyk, który wymyślił ideę
internetu, czym przyczynił się do wzrostu świadomości ludzi na całym
świecie, dzięki szybkiej wymianie informacji i zasobów. Każdy człowiek
jest unikatem na skalę wszechświata i jego zadaniem jest odkryć swoje
prawdziwe powołanie i tożsamość, następnie umieć je realizować. To jest
ta prawdziwa duchowość i przebudzenie – a nie wpasowywanie się w
jakikolwiek schemat tożsamości kreowany sztucznie przez różne filozofie i
instytucje duchowe.
4. PUŁAPKA – ZBAWIANIE INNYCH NA SIŁĘ
Osoby z uaktywnionym wzorcem lucyferycznym, czasem czują dyskomfort,
że oni sie rowijają duchowo, a ich otoczenie nie. Próbują więc na siłę
wprowadzić zasady, które uważają za słuszne – dla dobra tych drugich.
Pomimo dobrych intencji, nie tędy jednak droga. Pomagać i „oświecać”
należy wtedy, gdy ktoś przyjdzie i poprosi o pomoc. W przeciwnym wypadku
odezwie sie cień Lucyfera – czyli wzorzec arymaniczny, i po prostu
spotkamy się z agresją tych, których próbujemy na siłę „zbawiać”.
Podstawą prawdziwej duchowości jest właściwe rozeznanie, komu można i
należy pomóc, a kto jeszcze do tego nie dojrzał. Jak również
dostrzeżenie, że każdy człowiek jest na swoim właściwym miejscu i etapie
rozwoju. Zadowolony i szczęśliwy „Pan Zdzisław” żyjący klatkę obok,
będący dobrym mężem i ojcem, może być paradoksalnie – bardziej
rozwinięty duchowo, niż niejeden sfrustrowany adept duchowości, który
przechodzi ze skrajności w skrajność, w praktykach duchowych szukający
ujścia swojego wewnętrznego konfliktu. Sama takim frustratem byłam, więc
wiem o czym mówię
Na koniec uwaga – jeśli irytuje nas zło i cierpienie na świecie,
pomagajmy w sposób efektywny. Instytucje charytatywne czekają na
wolontariuszy, przeprowadźmy staruszkę przez ulicę, zróbmy zakupy
dziadkowi, który żyje sam. I nie nawracajmy na siłę „Pana Zdzisława”,
który ma poukładane życie, tylko dlatego, że nie potrafimy się z nim
dogadać bo wydaje nam się, że jest poziom niżej. Znajdźmy kilku
przyjaciół, którzy nas rozumieją i zostawmy w spokoju „normalnych”
ludzi, jak i tych, którzy pomimo posiadania wyraźnych problemów – po
prostu nie chcą pomocy.
Pamiętajmy również o tym, że to czasem ludzie, którzy nie radzą sobie
z cielesnością (czyli żeńskim pierwiastkiem) mają tendencje do
duchowości i magicznego, życzeniowego myślenia i praktyk zapewniających
powodzenie. Człowiek, który jest wewnętrznie spójny i poukładany, zna
swoje powołanie i płynie przez życie w harmonii. I nawet jeśli nie da
się z nim pogadać o duchowości, tak naprawdę tą duchowość w pełni
reprezentuje. Duch, który jest harmonijnie połączony z Ciałem, umie w
pełni realizować się w wymiarze fizycznym, co więcej – umie go
efektywnie zmieniać na lepsze. I nie potrzebuje do tego żadnych
ezoteryk, magii ani praktyk duchowych. Dlatego społecznik może mieć w
sobie więcej mocy i Ducha, niż niejeden adept duchowości odlatujący w
przestworza (czyt: uciekający od Życia – żeńskiego przejawu Absolutu).
To właśnie życie i materia, jako przestrzeń dla wyrażenia się Ducha, są
miarą jego dojrzałości, mądrości i mocy, a nie jakość „odlotów”
duchowych, bo te i tak czekają każdego człowieka po śmierci.
5. PUŁAPKA – ZASADY CZYSTOŚCI DUCHOWEJ
Lucyferyczna duchowość to taka, która tworzy zasady czystości
duchowej, a wszystko inne piętnuje jako zagrożenie dla duszy a nawet
grzech. Najważniejszym jest utrzymanie swojej świadomości w wysokich,
jasnych wibracjach – energiach a przeszkadzają temu między innymi:
– agresja
– złość
– seksualność (najlepiej wg wielu praktyków duchowych- energię
seksualną przepuścić przez wyższe czakry, żeby zamieniła się w duchową)
– telewizja
– materializm
– pieniądze
– oglądanie filmów o innej tematyce niż duchowa
– słuchanie muzyki „niskich wibracji” – np techno, pop, rocka czy
metalu i tak dalej, więcej absurdów nie chce mi się wymieniać
Znam takich pseudo-mistrzów duchowych, którzy nie akceptowali żadnej z
powyższych rzeczy i głosili kompletnie nienaturalne zasady rozwoju
duchowego opartego na wstrzemięźliwości i ograniczeniach, po to by
utrzymać czystość ducha i myśli. Otóż nie ma czegoś takiego jak czystość
ducha i myśli. Dążenie do tego łatwo się może skończyć paranoją i
frustracją, gdy zaczną nas atakować energie odrzucone, czyli te „niższe i
ciemne”, których się wyrzekliśmy. Taki jest mechanizm psychologiczny
oraz duchowy i nic na to nie poradzimy. Człowiek ma swoją jasną i ciemną
stronę, swoją wyższą i niższą, swoją czystą i brudną, grzeszną. Tak
zostaliśmy stworzeni i tego nie zmienimy żadnymi praktykami
wstrzemięźliwości oraz wyrzekania się rzeczy, które notabene nie
decydują o duchowości. To błędne koło – wyrzekanie się zawsze rodzi
drugi biegun czyli przymus. Prędzej czy później popadniemy w skrajność,
od której uciekliśmy, dlatego daremna to droga. Nauczmy się być w pełni
ludźmi bo wszystkie nasze jasne i ciemne strony, niskie i wysokie
wibracje są potrzebne i do czegoś służą – na przykład niszczeniu albo
budowaniu mostów między ludźmi. Ograniczenia i piętnowanie innych
praktyk jako grzesznych niestety nie buduje mostów tylko je niszczy.
Zaakceptujmy nasze Ciało i jego potrzeby – w tym seksualne, dbajmy o
higienę psychiczną, która czasem potrzebuje odprężenia i przyjemności.
Kochajmy siebie i innych takimi jakimi jesteśmy a nie jakimi
chcielibyśmy być.
Nie ma pełnej duchowości bez cielesności i seksualności, bo są one
częścią jaźni każdego człowieka. Udawanie, że jesteśmy czyści od spraw
ciała i seksu i zaniedbywanie tych sfer jest duchową hipokryzją i
lucyferycznym dążeniem do doskonałości duchowej, która jest iluzją i
wyrazem pychy, aczkolwiek na tej iluzji bazuje wiele ścieżek. Możemy
robić wszystko, o ile nikogo tym nie krzywdzimy.
Wszystkie nasze ciemne i „niższe” aspekty i wzorce ukierunkujmy na
dążenie do jedności a nie do wyrzekania się, tłumienia, niszczenia
czegokolwiek w imię dążenia do utopijnej doskonałości bo to prowadzi do
rozłamu wewnętrznego i zewnętrznego poprzez tworzenie cienia
psychicznego w podświadomości. Psychika jest pełnią, ma swoje jasne i
ciemne cechy bo
NIKT NIE JEST OD NICH WOLNY, chodzi o
to, że mamy nad nimi zapanować, przepracować i właściwie ukierunkować.
Nie da się czegokolwiek w sobie zniszczyć ani wyrzec, bo to powróci
prędzej czy później. Dlatego praktyki duchowe oparte na wiązaniu się z
tylko z jednym biegunem psychicznym – są po prostu niezgodne z
mechanizmami działania umysłu i tworzą później problemy z alter ego i
cieniem projektowanym na otoczenie, co może objawić się problemami i
zamętem w różnych sferach życia.
ROZWÓJ DUCHOWY
Rozwój duchowy najogólniej to nauka wyrażania siebie w sposób coraz
bardziej prawdziwy i doskonały, co umożliwia coraz pełniejszą i
piękniejszą relację miłości – z drugim człowiekiem, światem, wreszcie
Absolutem (Bogiem, Boginią). Rozwój duchowy nie potrzebuje powtarzalnych
czynności typu klepanie afirmacji, modlitw, mantr i rytuałów.
Paradoksalnie jest wędrówką w przeszłość – przedzieraniem się przez cały
materiał podświadomości, nagromadzony od pierwszego oddechu, który
wydaliśmy przychodząc na świat. W tej właśnie podświadomości,
konfrontując się z jej negatywnymi projekcjami (cieniami, demonami albo
iluzjami wg Buddy), uwalniamy z nich aspekty Świadomości – Ducha. Dzięki
temu scalamy je z „górą” a podświadomość oczyszczamy. W tą oczyszczoną z
cieni podświadomość (Ciało) wnika potem scalony i zintegrowany Duch,
wypełniając wszystkie jej warstwy – ciała subtelne człowieka. Rolą
kobiet jest wejść w żeńską połówkę Duszy czyli Ciało, a mężczyzn – w
męską czyli Ducha. Na tym polega każda praktyka duchowa – wschodnia i
zachodnia, tylko ich twórcy nie rozpoznali, że jedna praktyka zakotwicza
w męskiej roli, a druga w żeńskiej i zupełnie niepotrzebnie wzajemnie
się podważają. Mamy to w buddyzmie, gdzie Pustką jest oczyszczona
podświadomość (Ciało – Forma), w którą wnika Świadomość (Duch). W
chrześcijaństwie Matka Boska jest archetypem czystego (niepokalanego)
Ciała a Duch Święty – Świadomością Boga, który w nią wnika. Na tym
polega też Kundalini – uwolniony z ziemi (nieświadomości) Duch wnika i
wypełnia Ciało człowieka. Nawet w judaizmie termin Szechina oznacza
Ducha w „przybytku”, czyli po prostu w Formie, w Ciele. Duch wcielony
staje się żywą obecnością Boga, dlatego ludzie, którzy przeszli ten
proces stają się nauczycielami i mistrzami. Wszystkie religie i
filozofie mówią tak naprawdę o tym samym, tyle, że używają różnych
metafor i nazw na określenie uniwersalnego procesu wypełniania Duchem
(Świadomością Boga) całej Nieświadomości – Ciała człowieka. Ta komunia
Ducha w Ciele, Boga w Bogini, jest aktem zaślubin przeciwieństw, Hieros
Gamos, mistyczną tantrą, błogością, stanem Duszy i pełną relacją z
Absolutem,
Całą praktykę duchową, można sprowadzić do rozjaśniania świadomością,
miłością i akceptacją wszystkich zakamarków, wzorców, cieni
podświadomości, po to, by dotrzeć do jądra naszej jaźni. Tam z
najgłębszej ciemności, po przepracowaniu przyczyny naszego
największego, pierwotnego lęku i pustki (zmierzenie się z archetypem
Cienia na poziomie Niszczyciela, podczas którego występuje śmierć
duchowa), wydobywamy z mroku tak zwany kamień filozoficzny – czyli
archetypowy skarb. Jest to najczystszy (pozbawionym już
zniekształcających projekcji) obraz Ducha i Ciała,
Wyższej Jaźni,
Boga i Bogini. To może być na przykład: Absolut, Pustka – Pełnia,
Anioł, Logos, Duch Święty, Matka Boska, Jezus, Sziwa, Budda, Sakti,
bóg, bogini z kultów pogańskich, czy inny boski archetyp (to może być
też figura, symbol, itd) na który dotąd patrzyliśmy przez pryzmat
naszego cienia i nieprzepracowanych wzorców podświadomości. Tenże obraz
-boski archetyp jednocześnie zawiera informację o naszej prawdziwej
tożsamości i powołaniu, dla którego znaleźliśmy się na tej ziemi,
ponieważ jest naszym Rodzicem i jednocześnie drugą połówką Duszy.
Bo mechanizm jest zawsze taki sam – na Wyższą Jaźń patrzymy zawsze
przez wzorzec (cienia) jaki produkuje podświadomość, dlatego bez
porządnego wgłębienia się w nią i przepracowania wszystkich toksycznych
„programów” nie można mówić o żadnym „rozwoju”. Przy zasyfionej
podświadomości, Wyższa Jaźń może się nawet jawić demonicznie, to kolejny
paradoks duchowy, ale z punktu widzenia psychologii całkowicie
rozpoznany (mechanizm cienia, za którym stoi potencjał widziany w
negatywie).
Dla ateistów po przepracowaniu podświadomości i wszystkich archetypów
cienia po prostu następuje spotkanie ze swoim prawdziwym Ja, swoim
Duchem, archetypem jaźni, który odtąd pomaga im się przebudzić i odkryć
wewnętrzną wolność, prawdziwą tożsamość. I tyle. Przedzierając się
przez przeszłość jaką symbolizuje nasza podświadomość jednocześnie
docieramy do naszej przyszłości – czyli Wyższego Ja. Proszę zwrócić
uwagę na ten kolejny paradoks duchowy: droga do przyszłości (wyższej
świadomości) prowadzi przez przeszłość (Niższa Jaźń, podświadomość). Po
oczyszczeniu całej podświadomości docieramy do stanu przed fizycznymi
narodzinami i wchodzimy w stan tzw edeniczny, w którym byliśmy przed
przyjściem na świat, ale różnica jest taka, że wracamy do tego jako
Świadomość Duszy, czyli jesteśmy dojrzali do relacji z Absolutem.
Odnajdujemy się w stanie Tu i Teraz, który jest zwornikiem łączącym stan
przeszły naszej jaźni (podświadomość, Ciało, Niższa Jaźń) z przyszłym
(Nadświadomość, Wyższa Jaźń). To stan duchowy, który może osiągnąć każdy
człowiek, niezależnie w co wierzy. Jak widać nikt nie ma wyłączności
na „rozwój”, nie ma lepszych i gorszych.
Można to osiągnąć w prosty sposób – odwołać się do Nadświadomości,
Rodzica, od którego pochodzi ego (ego jest świadomością ograniczoną,
podzieloną, dlatego projektuje stan dysharmonijnego wnętrza na życie).
Nadświadomość, w formie symboli boskich – męskiej i żeńskiej emanacji
Absolutu czyli Ducha i Ciała – Boga i Bogini (którzy jak wspomniałam,
mogą przybrać DOWOLNY wygląd) zaczyna prowadzić ego w nieświadomość, w
genialnym i skutecznym procesie integracyjnym. Warto zrozumieć, że ego
samo siebie nie oświeci, tak jak dziecko samo się nie wychowa. Pod
przewodnictwem jedynych tak naprawdę, boskich Mistrzów i Rodziców
człowieka, następuje uwalnianie wszystkich aspektów świadomości
uwięzionych w podświadomości i ego rozkwita do poziomu duszy. Nie trzeba
robić nic, poza wejściem w relację miłości ze swoim duchowym Rodzicem,
rozumieniem symbolicznego języka Wyższej Jaźni i pracy ze snami,
wizjami, cieniami, wzorcami i programami, które po kolei WJ wywleka z
nieświadomości. Nie potrzeba tutaj żadnej nadgorliwości, rytuałów itd,
wystarczy iść za tym, co pokazuje nam Wyższa Jaźń w snach, wizjach,
poprzez synchronie w życiu. Ze wszystkiego co ego postrzega jako
negatyw, ma nauczyć się wydobyć wiedzę i duchowy potencjał w harmonii, a
nie uciekać przed swoją ciemną stroną. Mimo to, powstają na ten temat
rozległe doktryny, filozofie, religie i ich instytucje, skomplikowane
ścieżki, mnóstwo niepotrzebnych zasad i rytuałów, nieskutecznych
afirmacji i ćwiczeń, które zamiast prowadzić do duchowej wewnętrznej
wolności tak naprawdę zniewalają schematami dualizmów np kar i nagród,
czystości i grzechu , jasności i ciemności itp. Nie mówiąc o uwikłaniu
człowieka w nerwicę duchową, czyli wmówienie mu, że od danych czynności
(np wyklepanych modlitw, mantr, zapalanie świeczek, ćwiczeń
energetycznych, oczyszczania codziennie aury itd) zależy jego rozwój
duchowy, co jest bzdurą. Duchowość to dojrzewanie do relacji miłości
poprzez rozwój Świadomości, a Świadomość jest ROZUMIENIEM natury swojej i
świata na coraz wyższym poziomie asymilacji paradoksów. Rozumienie
najgłębszych przyczyn – prawd, przekłada się na uwolnienie z cierpienia i
na jakość życia, ponieważ wolność umysłu idzie w parze ze skutecznością
działania. Życie układa się w harmonii, zgodnie ze stanem wnętrza, a
ściślej – oczyszczonej podświadomości, w którą wnika wreszcie Duch czyli
Wiedza, czemu towarzyszą tzw olśnienia na poziomie myślenia oraz
doznania błogości na poziomie Ciała.
Warto jeszcze dodać, na przekór niektórym trendom ezoterycznym, że my
w procesie duchowego rozwoju, nie mamy być aseksualnymi, nie myślącymi,
obojniaczymi i zakotwiczonymi w „nicości” (jako błędnie pojmowanej
pustce) „amebami”, ponieważ jest to niezgodne z wolą Absolutu i
kierunkiem ewolucji – czyli Jego Duchem wyrażającym się w Materii. Po to
mamy wykształcony mózg i płeć, by móc wznieść swoje myślenie,
osobowość, miłość i seksualność na poziom Wyższej Jaźni, co umożliwia
duchową, fascynującą i inteligentną relację z Absolutem. Próba
degradacji siebie – swojej cielesności, seksualności, myślenia,
osobowości itd jest duchowym samobójstwem, cofaniem się w rozwoju,
ucieczką od relacji miłości, która zobowiązuje do pełni wyrażenia się.
Zwłaszcza, że Bóg i Bogini – zbiorowy umysł żeński i męski, na
podobieństwo których powstaje każda jednostka – kobieta i mężczyzna, jak
najbardziej mają płeć, seksualność, pragnienia, osobowości i MYŚLĄ w
sposób inteligentny a nawet genialny, o czym wie każdy, kto ma kontakt z
Wyższą Jaźnią. Różnica między Nimi a człowiekiem polega na tym, że
wyrażają Siebie w sposób doskonały, harmonijny i w imię miłości. Ta
miłość wcale nie jest okrojona, cukierkowa i jasna, tylko nieskończenie
fascynująca i ma wiele barw – także i ciemnych, tyle, że nie są
toksyczne, egoistyczne jak w świecie ludzi ale… rozwijające i
uświęcające. Ego człowieka nie potrafi wznieść się na ten poziom umysłu
Boga i Bogini, dlatego łatwiej mu wyprzeć aspekty problematyczne, nad
którymi nie panuje, czyli np swoją seksualność czy ciemną, perwersyjną
stronę. Z powodu swojej niewiedzy, nieoczyszczonej podświadomości,
wewnętrznego podzielenia, człowiek jest uwikłany albo w jednym biegunie
albo w drugim, co rodzi fałszywą tożsamość, frustrację i toksyczność w
relacji miłości i seksu.
Zamiast prowadzić do ROZUMIENIA I CAŁOŚCI, do PEŁNI wszystkich
aspektów człowieka (jasnych i ciemnych, duchowych i cielesnych)
ścieżki duchowe i ezoteryczne narzucają schemat dzielenia i wyparcia
wybranych naturalnych przejawów umysłu, ciała, świata i życia,
najczęściej demonizując cielesność, materię i seksualność. Natomiast
prawdziwa duchowość to dojrzała świadomość, która niczego nie wypiera,
tylko potrafi łączyć przeciwieństwa w harmonijną jedność.
Dlatego religie oraz bogata, spisana wiedza mistyków jak najbardziej
powinny być źródłem inspiracji do duchowego rozwoju, ale nauczmy się
odróżniać co w nich rzeczywiście pochodzi od Boga, a co od
nieprzepracowanych wzorców psychicznych ludzi, którzy wieki temu wpadali
w te same pułapki duchowe co każdy z nas współcześnie.