
Odkąd pamiętam, zawsze bałam się jednego – być dla ludzi zbyt dużym obciążeniem. Ponieważ regularnie myliłem doświadczenia życiowe innych ludzi z ich postrzeganiem mnie, stałem się wobec siebie bardzo krytyczny. Jakby cokolwiek, co powiedziałem lub zrobiłem, w jakiś sposób odepchnęło innych lub zmotywowało ich do odrzucenia i porzucenia. To spowodowało, że zmieniałem kształty w różnych sytuacjach towarzyskich, mając nadzieję, że szybko znajdę idealną kombinację zainteresowań i cech, które pozwolą innym mnie zaakceptować.
Podczas gdy nauczyłem się, jak być „wszystkim dla wszystkich”, podstawowym minusem tego było uświadomienie sobie, że nigdy nie otrzymam aprobaty oferowanej przez innych, ponieważ nie byłem najbardziej autentyczny w swoich doświadczeniach. To dziwny rozdział w dorastaniu, nawet jako dziecko, kiedy zdajesz sobie sprawę, że możesz oszukać innych, aby zatwierdzili maskę, która Twoim zdaniem będzie dla nich najbardziej atrakcyjna, nie będąc jednocześnie w stanie wpuścić żadnej z nich, co może się zdarzyć tylko wtedy, gdy odważysz się być Twoje najbardziej autentyczne ja. W tak młodym wieku wiedziałem, jak zdobyć nagrodę, ale byłem tak daleki od zrozumienia, jak to odczuwać w znaczący sposób.
Po latach zmiany kształtu w celu potwierdzenia innych ludzi, nie wiedząc, dlaczego nie mogę tego poczuć, a nawet kiedy odważyłem się być sobą, dlaczego czułem się niewidzialny dla świata, w jakiś sposób przeoczony przez życie, odrzucony przez innych i przytłoczony przez tych, których po prostu chciałem być kochanym przez — pojawiło się dość intrygujące spostrzeżenie. Zapytał mnie: „A co, jeśli twój największy strach jest jednocześnie jednym z twoich najgłębszych wglądów czekających na zbadanie?” Podczas gdy początkowo szydziłem z tak pozornie absurdalnego pomysłu, głos kontynuował: „Nic innego nie wydaje się działać, więc dlaczego nie spróbować?” „Jasne” – pomyślałem.
To nie mogło być gorsze niż Dzień Świstaka, który wydaje mi się przeznaczony do przeżycia, więc otworzyłem się na tę świadomość. Natychmiast, jakbym oglądał obrazy z mojego życia ułożone w innej kolejności, zostałem przeprowadzony przez mini-przegląd życia i zacząłem widzieć rzeczy inaczej. Widziałem, jak bardzo sfrustrowani byli moi rodzice, kiedy ich empatyczne dziecko nie mogło zostać rozwiązane poprzez ich ratunek. Obejrzałem powtórkę duchowych pytań, na które rabin nie był przygotowany, kiedy nauczał w szkółce niedzielnej.
Patrzyłem, jak dzieci odwracają się, unikając emocji, które budziły we mnie więcej ciekawości niż strachu. Przypomniałem sobie, jak w chwilach kryzysu egzystencjalnego nauczyciele mówili mi: „Po prostu bądź dzieckiem”. A potem wszystko zatoczyło koło, gdy nagle zdałem sobie sprawę: „Byłem za dużo dla innych, ponieważ to jest ten, przez kogo nalegałem, aby mnie potwierdzał. Jak zmieniłoby się moje życie, gdybym zdał sobie sprawę, że nigdy nie byłem dla siebie za bardzo? A co, jeśli właśnie w tym miejscu znajduje się prawdziwa walidacja?”
Chociaż przetworzenie, rozpakowanie i pełne przetrawienie tego wglądu zajęłoby lata, stworzyło ono śmiały wzorzec – przerwanie od samo-porzucenia – nie wymagając już od innych wyrzeczenia się mnie jako sposobu powrotu do siebie. To nie była myśl typu „Do diabła z ludźmi, oni tylko rozczarowują i zostawiają”. Zamiast tego było to płynące z głębi serca, pokrzepiające duszę uświadomienie sobie, że nigdy nie byłam dla siebie zbyt duża, ale jednocześnie nie spędziłam ze sobą wystarczająco dużo czasu, by wiedzieć, jak ważny może być czas spędzony ze mną.
Z pewnością myślałem, że spędziłem ze sobą wystarczająco dużo czasu, ale tak naprawdę większość czasu spędzanego samotnie polegała na zabieganiu o aprobatę innych, osądzaniu tych, przez których czułem się osądzony, spiskowaniu w celu stworzenia nowych masek, które maksymalizują aprobatę i minimalizują odrzucenie, i zastanawiając się dlaczego czułam się taka niewidzialna dla otaczającego mnie świata.
Stało się tak, ponieważ pomyliłem pogrążanie się w rozpaczy samotności z poznawaniem siebie jako Ducha w formie. Im bardziej nauczyłam się oddzielać moje doświadczenia życiowe od tych, które doświadczają ich od wewnątrz, tym bardziej czułam się uprawomocniona we własnej obecności, co prowadziło do tego, że byłam dostrzegana i ceniona przez innych wokół mnie.
Różnica polegała na tym, że nie poznawałem siebie po to, by zyskać aprobatę innych ludzi na swoją korzyść. Po prostu rozegrałem wzornictwo do tak wyczerpującego stopnia, że nie pozostało mi nic innego do rozważenia, jak tylko przyjąć inne podejście. Niezależnie od tego, czy odpowiada to lękowi, który równie dobrze się w tobie kryje, czy oferuje nową perspektywę na życie, które było bardziej walką niż świętowaniem, twoje życie może się radykalnie zmienić i zmieni się, gdy zdasz sobie sprawę: nigdy nie masz dla siebie za dużo.
To tylko odciski doświadczeń innych ludzi z samym sobą, które zostały na ciebie rzutowane lub zinterpretowane przez samotność wiecznej rozpaczy. Bez względu na to, jak często czujesz, że jesteś za duży dla innych, nigdy nie jesteś za duży dla Źródła. Ponieważ nigdy nie możesz być dla Źródła zbyt dużym obciążeniem, nigdy nie jesteś dla mnie zbyt duży.
Widzę cię. Znam Cię. Czuję Cię.
Jestem tobą. Kocham cię — z mojego empatycznego serca do twojego.
Wszystko dla miłości,
Mat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz