
10 czerwca 2022 r. przez Steve'a Beckowa
To jest wpis do mojej etnografii na temat Wniebowstąpienia.
Jezus powiedział:
"Tam, gdzie powinniście się zwrócić, bracia moi i siostry, jest wnętrze, głęboko do rdzenia waszej istoty. Nie mówię o osobowości, która jest obecna w tym życiu, ale raczej o istocie duszy, o pełnym projekcie, który został w was uaktywniony".
Potrzebuję zachęty, ponieważ wchodzenie do środka w czasie zewnętrznego chaosu i zamieszania wydaje się sprzeczne z intuicją.
A przecież jesteśmy tu po to, by zakotwiczyć światło, czyż nie? A zakotwiczenie światła wiąże się z działaniami wewnętrznymi, a nie zewnętrznymi.
Nie mogę się wypowiadać na temat "zakotwiczenia światła". To jest sprawa dla nauczyciela duchowego, a ja jestem pisarzem, nie nauczycielem duchowym.
Cenię samotność. Cenię ciszę. Cenię wchodzenie w siebie. Nauczyciele duchowi zwracają się do tłumów i rozmawiają z ludźmi dzień w dzień. To zdecydowanie nie jest moja osoba.
Wejście do środka może być tylko na chwilę. Jeden powolny i głęboki oddech. Ale rzadko tak się dzieje.
Zauważyłem, że po tym, jak tak długo ceniłem sobie ciszę i samotność, teraz zdecydowanie ich szukam i ciągle do nich wracam. Inni lubią puszczać głośną muzykę. Niektórzy muszą mieć włączone radio. Każdy ma prawo do własnej miłości i tolerancji.
Ja jednak codziennie obserwuję siebie, robię wszystko, co w mojej mocy, aby moja przestrzeń była cicha i spokojna.
Teraz zaangażowałem się w boskie cechy i nadal nie mogę w pełni zaakceptować faktu, że z natury jestem mnichem. Jeśli jestem oddany boskim cechom, to i tak zmierzają one w kierunku bezruchu i ciszy, podobnie jak inne cechy (radość, błogość, miłość itp.).
To nie może być przypadek, że jednego tygodnia poświęcam się tym cechom, a tydzień czy dwa później magnetycznie przyciągają mnie one w stronę bezruchu i ciszy. SaLuSa mówi nam:
"Nie ma wypadków ani zbiegów okoliczności. Każde zdarzenie i każda możliwość, której doświadczasz podczas ziemskiego życia, została przygotowana lub dopuszczona zanim się wcieliłeś." (2)
Po co udawać, że jestem towarzyski, skoro już nie jestem? Kiedyś przychodziłem na imprezy biurowe, zostawałem na dziesięć minut, a potem wymykałem się tylnymi drzwiami. Chciałem po prostu wrócić do domu i zaszyć się w ciszy.
Całą tę błogość, którą inni czerpią z kontaktów społecznych, ja czerpię bezpośrednio z mojego serca, kiedy podlewam je bezruchem i karmię ciszą.
Tęsknota za wyzwoleniem jest silna. (3)
Nie jestem towarzyski. I stopniowo coraz mniej. Odwrócenie się od tego byłoby jak zranienie samego siebie. Tak jak zobowiązałem się do boskich cech, tak teraz zobowiązuję się do cichego życia.
Przyznaję, że "pełne" oświecenie zniweczyłoby mój kontrakt z duszą, a więc nie jest to opcja, którą wybieram bardziej niż moi przewodnicy, ale nadal jestem napędzany, by przesuwać swoją granicę tak daleko, jak to tylko możliwe. Daj mi tyle, na ile pozwala moja umowa, dla najwyższego dobra wszystkich.
Teraz pojawia się nowa zagadka, nowy paradoks. Wcześniej byłem w pełni oddany swojej pracy wydawniczej. Ale w chwili, gdy zaczynam pozwalać sobie na dalsze podążanie w kierunku życia w medytacji i bezruchu, mówię sobie, że będę musiał zrobić sobie przerwę w wydawaniu tak wielu książek.
Matka miała rację. (4) Mam tendencję do porzucania mojego kontraktu na usługi, kiedy bardziej zagłębiam się w medytację i inne samotne zajęcia. Hmmm....
Ahhh, ale tu właśnie z pomocą przychodzi mi nauka: Dzięki nauce wiem, że nie ma przypadków. Nic nie jest dziełem szczęścia czy losu. Wszystko jest nam dane, z wyjątkiem naszej reakcji.
Jeśli tak jest, to moje uczucie przyciągania do spokoju i ciszy też nie może być przypadkiem.
Przypuszczam, że jako lightworker i dziennikarz jestem proszony o to, by żyć tak, by jak najbardziej rozwinąć się, a jednocześnie pozostać czujnym i żywym w ramach mojego kontraktu na usługi. To jest to, co powinnam robić.
Przypuszczam, że w tej kwestii, jak i w większości innych spraw, pozostanę pośrodku: tyle rozwoju, na ile pozwala mi kontrakt służbowy, a resztę poświęcę na rozpowszechnianie wiadomości.
Przypisy
(1) "Jesus Sananda on Unconditional Love", 28 marca 2015 (2003), na stronie http://goldenageofgaia.com/2015/03/28/jesus-sananda-on-unconditional-love/.
(2) Saul, 22 lipca 2009, http://johnsmallman.wordpress.com.
(3) "[Tęsknota za wyzwoleniem] jest chęcią uwolnienia się z okowów wykutych przez ignorancję - począwszy od ego-zmysłu i tak dalej, aż do samego ciała fizycznego - poprzez urzeczywistnienie swojej prawdziwej natury." (Shankara w: Swami Prabhavananda i Christopher lsherwood, Shankara's Crest-Jewel of Discrimination. Hollywood: Vedanta Press, 1975; c1947, 36).
(4) Boska Matka: Pozwól, że wyrażę się bardzo jasno: .... Gdybyście zobaczyli światło takie, jakim ono rzeczywiście jest - tak, milion, miliard słońc - po prostu byście odeszli. ... Nie chodzi nam o śmierć, ale o to, że odeszlibyście od życia, które zaprojektowaliście - tak, z nami - dla siebie, dla służby, którą świadczycie - odeszlibyście i po prostu powiedzielibyście: "Nie muszę tego robić. Będę po prostu siedzieć w błogości miłości i powodzenia, wszyscy!" (Boska Matka w osobistym odczycie ze Stevem Beckowem przez Lindę Dillon, 26 października 2018 r.).
Absolutnie nic nie jest tym, czym wydaje się być, ponieważ prawdziwa natura rzeczy pozostaje głęboko ukryta pod pozorami rzeczywistości.
▼
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz