piątek, 14 października 2022

Listy Magdy

 

 Od pięciu lat jestem na drodze do odnalezienia siebie. Pięć lat powrotów do niechcianych wspomnień, walki ze sobą, poddawaniem się co i rusz, łez i wypłakiwania duszy. Coraz dłuższe momenty wzruszenia i radości, nauka miłości do samej siebie i szacunku. Gdy zaczynałam tę podróż nie sądziłam, że będzie tak długa, męcząca i samotna. W ogóle nic nie sądziłam, może oprócz tego, że mam dosyć siebie i życia jakie prowadzę. Swoich zachowań, wybuchów złości i niekontrolowanych emocji, które raniły mnie i ludzi naokoło. Tego niezrozumienia samej siebie... 

Minęło 5 lat a ja wciąż jestem gdzieś na początku. Nie przeszkadza mi to, bo różnica jaka zaszła we mnie i w moim życiu jest ogromna i teraz płaczę zazwyczaj z radosnego wzruszenia. Zrozumiałam wiele, wiele jest jeszcze przede mną ukryte. Poprzez powrót do traum z dzieciństwa i przerobienie ich raz po raz, poziom po poziomie, perspektywa po perspektywie widzę teraz wgrane programy i automatyczne zachowania, przez które zachowuję się tak a nie inaczej. Choć wracam i przerabiam to wszystko od pięciu lat wciąż mam wiele do przerobienia i to mnie czasami przeraża. Nawet nie to, że to pochłania czas, chcę to robić dla siebie niezależnie od tego, jak długo to zajmie, bardziej chodzi o obraz, który odkrywam. Im więcej miesięcy zajmuje moja terapia tym bardziej widzę skrzywienie, które się we mnie dokonało i czasami zastanawiam się czy w ogóle uda mi się wrócić do TEJ Magdy. Czasami wychyla się troszeczkę i macha do mnie nieśmiało, ale zaraz potem chowa się z powrotem, bo boi się zostać na dłużej. A ja zaczynam się zastanawiać czy powinnam ją wyciągać na zewnątrz... 
Ostatnio dotarłam do punktu, który już pojawiał się podczas tych paru lat, ale za każdym razem w innej odsłonie. Tym razem również odsłonił nową twarz, dał mi swoją nazwę... I to po raz kolejny ukazało mi się jak daleko od końca jestem. Totalnie się tego nie spodziewałam, rozłożyło mnie na łopatki. Chodzi o niezdrowe relacje z bliskimi oraz o potrzebę powrotu do tych relacji nawet jeśli jest to nielogiczne i raniące. Wytresowano (inaczej nie mogę tego nazwać) mnie tak jak byłam dzieckiem, a ja, nieświadomie, przeniosłam to do swojego dorosłego życia . Pomimo tego, że ktoś mnie rani ja wciąż wracam, pomimo tego, że zamiast wsparcia mam chamskie żarty i oczekiwania - ja wciąż jestem obok, pomimo tego, że jestem potrzebna tylko gdy coś mogę dać- ja utrzymuję znajomość za wszelką cenę...Zrozumienie i zobaczenie tego jest co prawda krokiem milowym dla mojego wewnętrznego uzdrowienia, ale jednocześnie rozrywa na kawałki i wyciska łzy rozpaczy nad tymi wszystkimi latami w ciemności. I właśnie ten ogrom krzywdy, który mi się odsłania z miesiąca na miesiąc wymusza na mnie zastanowienie się czy na pewno dalej chcę kroczyć tą ścieżką, czy nie lepiej będzie przerwać i żyć w błogiej nieświadomości? Wiem, że już za późno, już nie mogłabym zrezygnować, nawet jeślibym chciała, tylko czasem jestem tak zmęczona...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz