
Zagubiony w rozmowie wojny na Ukrainie jest rzeczywistość, że prawie żaden z nich nie ma nic wspólnego z interesami amerykańskiego obywatela, a nasi wybrani przywódcy nie wydają się zauważać lub dbać.
W środę rano Kongres i administracja Bidena wysłuchały bardzo oczekiwanego przemówienia prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego. Przemawiając przy jednogłośnych pochwałach i gromkich brawach, człowiek Zachodu w Kijowie zażądał niekończących się ciężarówek z bronią, a nawet pomocy amerykańskich sił wojskowych nad swoim niebem, aby odeprzeć siły rosyjskie w swoim kraju.
Po przemówieniu Zelensky'ego republikanie i demokraci praktycznie potykali się o siebie, aby stanąć przed kamerą telewizyjną i zadeklarować, że musimy zrobić więcej, w postaci wysłania Ukrainie nieskończonych dostaw broni, aby kontynuować jej wysiłek wojenny.
Wydaje się jednak, że gdzieś na osi czasu w naszej narodowej rozmowie o Ukrainie zagubił się fakt, że nic z tego nie ma wspólnego z rzeczywistymi interesami bezpieczeństwa narodowego USA. I nie dotyczy to nawet kampanii wojny ekonomicznej prowadzonej przez nasz reżim przeciwko Rosji, która przyczynia się do globalnego kryzysu gospodarczego i cierpienia niezliczonych milionów ludzi, a jednocześnie w oczywisty sposób szkodzi także Amerykanom.
Podczas gdy wiele osób na szczycie elitarnej hierarchii może wiele zyskać lub stracić na trwającej wojnie na Ukrainie, pozostaje jasne jak nigdy dotąd, że jest to międzysłowiański spór w formie wojny o terytorium oddalone o 5000 mil od Stanów Zjednoczonych. Stawka jest rzeczywiście wysoka dla militarnego reżimu przemysłowego USA i NATO, dla Kremla, dla rządu ukraińskiego i dla podejrzanych podmiotów prywatnych, ale nie dla przeciętnego obywatela amerykańskiego.
Administracja Bidena i Kongres wydają się nieugięcie popierać działania wojenne i uruchomiły machinę Wielkiej Wojny, nie wyjaśniając, jaka jest dokładnie stawka dla nas, ludzi, ani nawet dla narodu ukraińskiego, który cieszy się mieszanym poparciem między Wschodem a Zachodem.
Dla Amerykanów nie istnieje żaden przewidywalny wynik tego konfliktu, który mógłby wzmocnić lub zagrozić naszemu bezpieczeństwu na froncie wewnętrznym. Ta kalkulacja może się zmienić tylko wtedy, gdy administracja Bidena nierozważnie zdecyduje się wysłać Amerykanów do walki w imieniu rządu ukraińskiego. A jak dotąd nic nie wskazuje na to, by miało to nastąpić.
Histeria w wiadomościach kablowych i propaganda prasy korporacyjnej w ogóle nie przystaje do rzeczywistości, a jej szaleństwo polega na tym, że Putin jest równy [wybierz swojego dyktatora z II wojny światowej]. Wszystkie porównania do II wojny światowej to kompletna bzdura, wymyślona przez strony, które chcą w nieuczciwy sposób podnieść rangę wojny. W tej walce nie ma Winstona Churchilla ani Neville'a Chamberlaina. Nie ma też Adolfa Hitlera ani Józefa Stalina. Władimir Putin i Wołodymyr Zieleński nie pasują do modelu II wojny światowej. W rzeczywistości Rosja i Ukraina są do siebie dość podobne.
Można swobodnie dyskutować nad moralnością sytuacji i szukać sprawiedliwych w tym konflikcie, co jest ćwiczeniem intelektualnym i moralnym. Jednak to, co dzieje się na Ukrainie, to trwający brutalny spór terytorialny, tysiące i tysiące kilometrów stąd, niemający nic wspólnego z naszym bezpieczeństwem wewnętrznym. Amerykańskie interesy bezpieczeństwa nie są zagrożone.
Konflikt rosyjsko-ukraiński jest przede wszystkim kwestią humanitarną. Jeśli zaczniemy myśleć o tej sytuacji przez ten pryzmat, może to podważyć dominującą mądrość wysyłania nieskończonych zapasów ciężkiej broni finansowanej przez podatników do strefy wojny lub, co gorsza, utrzymywania strefy zakazu lotów przeciwko Rosjanom, co jest równoznaczne z rozpętaniem III wojny światowej, ponieważ wymaga od naszych sił ataku na terytorium Rosji w celu zabezpieczenia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą.
Obecny dylemat jest oczywisty, ponieważ poszukiwanie militarnych rozwiązań problemów humanitarnych doprowadzi jedynie do ich zaostrzenia. Wysłanie ciężkiej broni wartej miliardy dolarów może na razie pomóc wesprzeć wspierany przez Zachód rząd ukraiński i powstrzymać Amerykę od bezpośredniego zaangażowania się w walkę, ale odbywa się to kosztem zwielokrotnienia liczby ofiar wśród ludności cywilnej, która znajdzie się w ogniu krzyżowym.
Dlatego właśnie dyplomaci muszą przejąć stery od sprzedawców bomb. Konflikt ten można rozwiązać w drodze negocjacji, tak szybko, jak to tylko możliwe. W rzeczywistości obie strony nie są od siebie aż tak bardzo oddalone. Niestety, dyplomaci administracji Bidena zamiast tego zachowywali się jak sprzedawcy broni, zachęcając do stosowania najgorszych cech reżimu Zelenskiego. A ponieważ z każdym dniem Moskwa odnotowuje coraz więcej ofiar, Kreml, który wbrew powszechnemu przekonaniu starał się ograniczyć liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, może w końcu zwiększyć siłę ognia, co doprowadzi do dalszych zniszczeń humanitarnych.
Dla Amerykanów wojna na Ukrainie powinna być postrzegana jako odległe wyzwanie humanitarne, które najlepiej jest rozwiązać, gdy strony zasiądą do stołu, uzgodnią warunki i zakończą wojnę tak szybko, jak to tylko możliwe.
**By Jordan Schachtel
**Source
Przyszedł najwyższy czas by odebrać władzę i decydowanie o świecie i naszym życiu męskiej nacji, gdyż wykazali się tylko destrukcją, wojnami i cierpieniem dla niewinnych ludzi.
OdpowiedzUsuńTakie jest moje wewnętrzne odczuwanie i zdanie.
Mężczyźni do garów.😄🙃